Wróć   Forum Gothic - ArcaniA: Gothic 4 > Inne > Art & Story Forum > WIP
Przeładuj stronę Błędy młodości

Odpowiedz
Narzędzia wątku Wygląd
Nieprzeczytane 05-06-08, 10:45   #1
Smutas
Berserker
 
Smutas awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2005
Skąd: kraina barbarzyńców
Posty: 13 004
Domyślnie Błędy młodości

Ech, coś za łatwo ostatnio idzie mi pisanie. Oto moje kolejne opko, tym razem starałem się napisać takie bardziej humorystyczne

Błędy młodości


Hammar był zły na samego siebie. Znowu przez swój niewyparzony język podpadł prowadzącemu zajęcia magowi i za karę musiał do końca tygodnia wszystkie popołudnia spędzać pomaganiu przy porządkowaniu archiwum klasztornej biblioteki. Wcześniej musiał jeszcze wysłuchać długiej tyrady samego Arcymaga na temat odpowiedzialności za swe uczynki i konieczności ponoszenia konsekwencji za wypowiedziane słowa.
- Bierz przykład ze mnie – Arcymag wypowiadając te słowa skierował swój sękaty paluch w stronę Hammara.
- Ja nigdy nie zrobiłbym nic tak głupiego jak ty. Upierać się przy heretyckim poglądzie, że o losie człowieka powinny decydować jego umiejętności, bez zwracania uwagi na jego płeć czy pochodzenie. Kobiety miały by być magami? Jak myślisz, czy zostałbym Arcymagiem głosząc tak nieodpowiedzialne poglądy? Jeszcze jako młody nowicjusz znany byłem z tego, ze pilnie słuchałem starszych magów. A zanim wypowiedziałem swoją opinię na jakikolwiek temat, poprzedzały to długie badania i zdobywanie doświadczenia w tej materii. Dlatego żaden mag przed pięćdziesiątym rokiem życia nawet nie pomyśli aby zabrać głos, gdy mówią bardziej doświadczeni i mądrzejsi od niego… - Arcymag był znany, że uwielbiał karać przymusem wysłuchiwania swoich długich i nudnych tyrad. Sam przed sobą przyznawał, że to jedna z dotkliwszych form kary, jakie mogły spotkać niesfornego adepta. I miał rację, bo po dwóch godzinach Hammar był u skraju załamania nerwowego. Gotów był błagać na kolanach wykładowcę o wybaczenie, ba, nawet ucałowałby jego brudne stopy, byle już dalej nie słuchać wypowiadanym monotonnym głosem pouczeń i tego ciągłego stawiania przez Arcymaga siebie za wzór postępowania.
A do tego od trzech dni męczyła go sraczka. Zastosował co prawda sam na sobie lecznicze zaklęcie, które to przeczytał w jednym z podręczników, ale dopiero potem, gdy czytał komentarze do zaklęcia, dowiedział się, że stosowano je dla krów i innych wielkogabarytowych zwierząt a nie ludzi. I wyszło na to, że teraz zamiast sraczki czeka go nieliche zatwardzenie. Poczuł przykre kłucie w dole brzucha.
- Znowu… Zaczyna się – pomyślał i popędził w stronę toalety. Na upartego lubił tam przebywać, bo klasztorne toalety były szczytem technicznych osiągnięć. Wyposażono je w rezerwuary wody, które spłukiwały do szamba wszelkie nieczystości. A nic tak nie uspokajało Hammara jak szum płynącej wody. W połowie drogi zatrzymał się i zaklął.
- Pewnikiem jak zwykle nie będzie tam papieru…- pomyślał. Delikatny papier, jaki stosowano w spłukiwanych wodą toaletach wszyscy adepci wykorzystywali do robienia skrętów z narkotycznych ziół, co było zresztą surowo zabronione. Ale i tak nigdy się nie zdarzało, aby w toalecie rolki z papierem wisiały dłużej niż kilka chwil. Hammar sprintem zawrócił z powrotem. Wpadł do archiwum i przez chwilę się rozglądał. Jego wzrok padł na stertę przeznaczonych do spalenia starych ksiąg i luźnych kart papieru, które uznano za zniszczone lub bezwartościowe. Podszedł do niej szybkim krokiem i złapał plik kart wystających z boku stosu. Schował je pod koszulą i popędził do kibelka. Tam rozsiadł się wygodnie i rozpoczął oczekiwanie na pojawienie się finalnego produktu pracy jego jelit. Siedział i czekał, zaczynał już się nudzić. Wyjął spod koszuli plik kart i położył je na półeczce zamontowanej na ścianie. Przez chwilę pogwizdywał, potem zaczął z zapałem dłubać w nosie. W czasie tego zajmującego zajęcia spojrzał na leżące karty. Były one gęsto pokryte drobnym pismem. Z braku innego sensownego zajęcia, wziął je do ręki i zaczął czytać. Musiał to być fragment większej całości, bo tekst na stronie zaczynał się od urwanego zdania.
...gdy się zakończyła mój mistrz magii wziął mnie na bok i powiedział: „Masz rację, że niewiasty są u nas w zakonie dyskryminowane. Daję ci zatem zadanie, abyś wśród naszych braci poprowadził misyjną działalność uświadamiającą, że niewiasty, jak i mężczyźni równe prawa mają i tak samo traktować ich należy. Pamiętaj, aby potem zdać mi szczegółową relację”. Udałem się potem na spoczynek, ale zasnąć nie mogłem, bom zastanawiał się nad sposobami realizacji mojego zadania.
Poniedziałek
Wstałem rano pełen werwy i zapału do uświadamiania mych współbraci, że kobieta równą jest im istotą. Niestety dalej biłem się z myślami, jakąż to przyjąć metodę, aby była najskuteczniejsza. Dopiero siedząc w toalecie, gdy męczyłem się z moim niesfornym organizmem (cholerne gruszki, którymi wczoraj się obżarłem) naszło mnie olśnienie. Zostanę prekursorem walki o prawa niewiast! Aby zaś zmienić stare obyczaje zacznę mych współbraci traktować jak kobiety! Niech na własnej skórze poznają, co to są te ich męskie, szowinistyczne zachowania! Wtedy na pewno szybciej zrozumieją ciężki los niewiast i zaczną je traktować jak równe sobie. A że od pomysłu do realizacji krótka u mnie droga, już po wyjściu z ubikacji natrafiłem na pierwszą możliwość przetestowania mej metody. Zaraz przed klasztorną bramą zauważyłem starego, siwiuteńkiego maga, który uginał się pod ciężarem niesionych toreb z eliksirami. Stał na skrzyżowaniu ulic rozglądając się wokół, z wyraźnym zamiarem przejścia na drugą stronę. Ponieważ dzień był targowy, ulicami z wielką prędkością pędziły wozy z towarami, konni jeźdźcy i posłańcy. Jednym słowem, straszny ruch. Podszedłem do starca i biorąc do rąk jego ciężkie torby odezwałem się tymi słowy: „Pozwólcie, szanowny starcze, że pomogę przejść wam na drugą stronę ulicy i poniosę te ciężkie torby”. „Złodziej!!!” wydarł się na całą ulicę wstrętny staruch, wyrywając mi torby i waląc mnie nimi po plecach. Od tych kamionkowych butli na eliksiry o mało mi żebra nie popękały. „Łapaj złodzieja!!!” wydzierał się dalej starzec, niepomny na to, że chciałem mu pomóc przejść przez ulicę. Stojąca nieopodal grupka umięśnionych krasnoludów złapała za swe lagi i ruszyła pędem w naszą stronę. Niewiele się zastanawiając dałem drapaka. Wyszło jednak na to, że miast krasnoludów bardziej powinienem uważać na tego starucha. Cisnął za mną wyjętą z torby butelką eliksiru. A jakiego miał cela! Flaszka rozbiła mi się na potylicy o mało nie pozbawiając mnie przytomności. A do tego całe uszy obrosły mi ptasim pierzem. Na szczęście znajomość labiryntu uliczek, podwórek i zaułków miejskich pozwoliła mi uciec przed pogonią. Do końca dnia siedziałem w swojej celi wyrywając sobie piórka z głowy bojąc się wychylić stamtąd nawet czubka nosa, bo i straż miejska rozpoczęła poszukiwania. A z dobiegających z rynku okrzyków herolda dowiedziałem się, że jakiś zuchwały młokos chciał okraść samego wielkiego Arcymaga z jego eksperymentalnych eliksirów i nawet wyznaczono nagrodę za ujęcie złodzieja.
Wtorek
Przebrawszy się w inne ubrania i narzuciwszy kaptur na głowę, tak aby nie być rozpoznanym, udałem się na ulice naszego miasta szukać kolejnych okazji do pokazania moim współbraciom jakimiż to są męskimi, szowinistycznymi świniami. Z powodu trapiącego mnie głodu udałem się do pobliskiej tawerny na posiłek. Gdy zjadłem zorientowałem się, że w tawernie jest pełno ludzi i wszystkie miejsca przy stołach są zajęte. Obok mnie stał cierpliwie czekając aż zwolni się jakieś miejsce, potężnie zbudowany wojownik o zmęczonym życiem wyrazie twarzy. Czyli mówiąc oględniej, cholernie skacowany facet. „A gdyby to była kobieta czekająca na wolne miejsce” pomyślałem i w tym momencie znowu mnie olśniło! Wstałem i złapałem za ramię wojownika mówiąc do niego z najbardziej miłym, jaki udało mi się przywołać, uśmiechem na twarzy: „Siądźże, utrudzony wędrowcze na moim miejscu, ja mogę poczekać jeszcze.” Zagadnięty wojownik popatrzył na mnie dziwnym wzrokiem, złapał w garść mój przyodziewek na piersi i przyciągając moją twarz do swojej, wysyczał przez zaciśnięte zęby: „A w mordę chcesz, zboczeńcu jeden?” W tawernie ucichło i wszyscy spoglądali w naszą stronę. Z przerażeniem spostrzegłem, że w kącie karczmy siedzi grupa krasnoludów, której wczoraj z ledwością uciekłem. Niestety i oni mnie rozpoznali, bo zerwali się zaraz od stołu i zaczęli przepychać się w naszą stronę. Udało mi się wyrwać z rąk rozeźlonemu wojownikowi i ruszyłem biegiem do wyjścia ścigany okrzykami: „Łapcie złodzieja”. Na odchodnym poczułem, że wojownik, przez którego zaczęło się to całe zamieszanie, zdążył poczęstować mnie na odchodne potężnym kopem w zadek. W efekcie to mi nawet niechcący pomógł, bo nie musiałem lawirować pomiędzy stołami, tylko łagodnym łukiem poszybowałem w stronę wyjścia. Gdy już byłem na ulicy dobiegł mnie jego ryk: „Jaki to złodziej, to wstrętny zboczeniec-sodomita”. Znów znakomita znajomość topografii ulic naszego miasta pozwoliła mi zmylić pogoń i schronić się w komórce na węgiel koło znajomej piekarni. Z przerażeniem słyszałem jak na mieście heroldowie nawoływali o podniesieniu nagrody za schwytanie złodzieja, który jeszcze sodomitą się okazał, bo nieprzystojne propozycje dowódcy pułku zaciężnej piechoty w tawernie składał. Niestety ponieważ uciekałem w kierunku przeciwnym niż znajdował się klasztor obawiałem się ryzykować powrotu do siebie przez ulice miasta. Mógłbym trafić na poszukujących mnie łowców nagród. O wiele bliżej miałem do wielkiego parku, który oddzielał klasztor i bogatszą część miasta od dzielnic biedoty. Tam będę się mógł ukryć! Straże miejskie nie zaglądają tam z obawy przez bezdomnymi, którzy złapanych strażników okradają z szat a potem niecnie wykorzystują, folgując swoim chuciom. Ale adepci magii byli tam miłymi gośćmi, bo sprzedawali tam chętnym skręty z halucynogennymi ziołami. Narzuciłem więc kaptur na głowę i chyłkiem przemykając wzdłuż ścian mijanych domostw poszedłem w kierunku parku. Okazało się, że przemykanie akurat tuż przy ścianach domów nie było najlepszym pomysłem. Trzykrotnie bowiem zostałem oblany zawartością nocników opróżnianych przez właścicieli po prostu za okno. Zatem mokry i dość oryginalnie pachnący zdecydowałem się iść dalej środkiem ulicy. Dość szybko zorientowałem się, że niezamierzeni wyróżniam się z tłumu. Zapach jaki roztaczałem dzięki wylanym na mnie nieczystościom powodował, że wszyscy się ode mnie odsuwali. Więc mimo sporego tłoku na ulicach wokół mnie było pusto. Na szczęście park był już niedaleko i uradowany, że mi się udało wskoczyłem w najbliższe krzaki. Ponieważ faktycznie moje odzienie wydzielało dość nieprzyjemny zapach postanowiłem temu zaradzić. Przypomniałem sobie, ze wewnątrz parku znajdowało się kilka stawów. Zdecydowałem więc że w tym leżącym najbliżej wypiorę swoje odzienie. Płaszcz i kaftan wyprałem bez problemu. Natomiast dziwne zjawisko zaobserwowałem gdy wsadziłem do wody swoje portki. Przecież to, że nigdy ich dotąd nie prałem nie mogło przynieść takich efektów! Otóż po chwili gdy zanurzyłem tę część odzienia w wodzie, wypłynęło na wierzch dookoła kilka ryb. I to dziwnie, bo brzuchami do góry. Kiedyś będę musiał zbadać dlaczego tak się stało. Nie zrażony jednak tym wydarzeniem wdziałem mokre odzienie i postanowiłem rozpalić ognisko aby się osuszyć. Nawet znalazłem wypalone w trawie miejsce po jakimś starym. Gdy ogień już wesoło płoną poczułem jak burczy mi w brzuchu. Przecież minęła już pora obiadowa! Zdecydowałem, że skorzystam w tym celu z efektów dziwnego zjawiska jakie zaobserwowałem nad stawek i upiekę sobie w ogniu kilka rybek. Okazało się jednak, że rybki już ktoś wyłowił. Trudno. Postanowiłem zatem skorzystać z niedawno zdobytej od mego mistrza wiedzy o zaklęciach przywołujących. A że nabrałem ochoty na ryby, skoncentrowałem się i rzuciłem zaklęcie mające teleportować do mnie jakieś rybne dane z klasztornej kuchni. Chyba jednak poplątałem cos z treścią zaklęcia, bo jego efekt był nieco inny od zamierzonego. Oczekiwałem, że na trawie prze de mną pojawi się półmisek pełen smakowicie przyprawionej ryby. Ale zamiast tego woda w stawie przede mną zabulgotała i nagle dostałem w pysk wystrzelonym jak strzała z łuku dorodnym węgorzem, który wypadł z wody. Przez jakiś czas z nim walczyłem, bo cholernik owinął mi się wokół szyi i o mało nie zadusił. Po wyczerpującej potyczce, gdy leżał już u mych stóp pokonany, zdecydowałem, że jednak zjem dzisiaj pieczona rybę. Usiadłem na trawie i złapałem węgorza za ogon. Z kieszeni wyjąłem kozik aby go oskórować. Aby ryba mi się nie majtała ścisnąłem jej łeb kolanami i trzymając węgorza za ogon wysoko uniesioną ręką, kozikiem trzymanym w drugiej naciąłem skórę i zacząłem ją ściągać odsłaniając apetyczne różowe mięsko. Udało mi się już zdjąć skórę prawie do połowy, gdy usłyszałem za sobą odgłos kroków. Odwróciłem głowę i poprzez gałęzie krzewów zauważyłem nadchodzącą nie pierwszej młodości kobietę. Po kolorze szaty sądząc była to zielarka, która pewnikiem zbierała tu rośliny na swoje eliksiry. Już miałem do niej się odezwać jak każdy normalny facet na moim miejscu, czyli zawołać: „Ej, stara krowo, nie masz przy sobie trochę soli? Jak nie, to skocz do domu i mi przynieś”, ale w ostatniej chwili ugryzłem się w język. Przecież to była kobieta! Nie mogłem jej potraktować, tak, jak to mężczyźni mieli w zwyczaju. Musiałem pokazać tej przedstawicielce płci przeciwnej, że ja jestem inny, że darzę niewiasty szacunkiem, że jestem uczulony na realizowanie ich potrzeb. Zatem odezwałem się słowami jakimi odezwałbym się w takim przypadku do przechodzącego opodal maga. „Droga pani, czy nie miałabyś ochoty spróbować tego smakowitego różowego mięska?” Jej reakcja na me słowa zdrowo mnie zaskoczyła. Kobieta spojrzała na mnie z zaskoczeniem a potem wyraz jej twarzy zrobił się dość dziwny. Strasznie zbladła, pochyliła się, zakrztusiła i zwymiotowała. Pomyślałem najpierw, że może uczulona jest na ryby bo słyszałem o takich przypadkach. Ale okazało się że chyba jednak nie. Gdy tylko przestała zwracać zawartość żołądka wyprostowała się i patrząc na mnie z obrzydzeniem zawołała; „Co ty tam sobie robisz, zwyrodnialcu jeden! Aż się porzygałam jak zobaczyłam co wyprawiasz ze swoją kuśką.” A potem drąc się na całe gardło „zboczeniec, zboczeniec” pognała przez krzaki. Na początku chciałem ją dogonić i wyjaśnić, że wcale się sam sobą nie zabawiam tylko ściągam skórę z węgorza, ale gdy zauważyłem że od miasta bieży wzmocniony patrol miejskich strażników, porzuciłem rybę i dałem drapaka w głąb parku. Biegłem przed siebie tak długo, aż uznałem, że na taką głębokość do parku, to nawet wzmocniony patrol straży będzie się obawiał wejść. Przysiadłem więc na karczu po ściętym drzewie i odpoczywałem. Siedziałem tak i rozmyślałem jakby tu odkryć skuteczną metodę uświadamiania innym konieczności równouprawnienia kobiet gdy dobiegł mnie odgłos czyjegoś krzyku. Ruszyłem przed siebie zaciekawiony i po kilku krokach wszystko się wyjaśniło. Wokół niewielkiej polany gonił rozsierdzony mag okładając kosturem uciekającego przed nim młodego chłopca. „Więc to dlatego giną zioła z mojego laboratorium!” wołał mag waląc kosturem ile wlezie. „Tutaj je sprzedajesz! Ja ci pokażę!” wydzierał się na całe gardło. Zastanowiłem się. Oto rozmówca jakiego mi trzeba! Mag i do tego nawykły do wnikliwych naukowych badań, skoro ma własne laboratorium. On będzie na pewno umiał poprowadzić naukową rozmowę na frapujący mnie temat. Wpadłem nawet jak zagaić rozmowę. Po prostu rzucę mu pod dyskusję czysto teoretyczny problem. Toteż ruszyłem biegiem i gdy się z nim zrównałem zapytałem: „Dziewczynkę też byś gonił z pałą w ręku?” Mag gwałtownie się zatrzymał, a gówniarz, korzystając z okazji smyknął w krzaki. „Dziewczynkę? Pałą?” zagadał nic nie rozumiejąc. Nagle dostrzegłem niepokojący błysk w jego oczach. „ Młodzi chłopcy ci się marzą? Nieletnie dziewczynki?” zakrzyknął. „Zaraz ci ostudzę twoje zboczone zapędy” wydarł się na cały głos. Wnet pojąłem, że opatrznie mnie zrozumiał. Nawet nie czekając na demonstrację w jaki sposób studzić on będzie moje rzekome zapędy dałem dyla. Gnałem ile sił w nogach przez gęste, niestety kolczaste krzewy. Za pleców dobiegł mnie jego krzyk i nagle poczułem jak w mój tyłek trafia zaklęcie. Najpierw się ucieszyłem, bo nie poczułem żadnego bólu. Pomyślałem że z nerwów pokręcił zaklęcia. Przerażenie przyszło dopiero potem, gdy po kilkuset metrach ucieczki zatrzymałem się zdyszany. Okazało się, że całe moje dupsko porosło drobniutkimi zielonymi listami. Za to z przodu miałem spora kolekcję powbijanych kolców z krzaków, przez które się przedzierałem. W sumie sam nie wiem co było boleśniejsze. Wyrywanie listków z tyłka czy wyciąganie kolców z przyrodzenia… Nadchodził już zmierzch i uznałem ze najwyższa pora spróbować przekraść się do mojej celi, gdzie mógłbym położyć sobie zimne okłady na obolałe części mojego ciała. Więc przeskakując od drzewa do drzewa zbliżałem się do brzegu parku. Żebym wtedy wiedział, że byłem obserwowany. Gdy wyskoczyłem zza pnia i miałem skryć się za ostatnim od strony ulicy drzewem potknąłem się o kretowisko i jak długi runąłem na ziemię. Na domiar wszystkiego wywaliłem się na wielką gęś siedzącą w wysokiej trawi, której wcześniej jej nie zauważyłem. Ta przestraszona nie bardziej ja, chcąc się spode mnie wydostać zaczęła bić skrzydłami i głośno gęgać. Na to zza drzewa wyskoczył jakiś obdarty staruch i zaczął się wydzierać na cały głos: „Gęś chce mi zgwałcić! Widziałem jak się do niej skradał! Łapać dewianta!” Szczęśliwie w pobliżu nikogo nie było u udało mi się zwiać przed wydzierającym się dziadygą. Nawet nie pamiętam jak, bo taki byłem roztrzęsiony, dotarłem do mojej celi, zwaliłem się na posłanie i zasnąłem.
Środa
Rankiem, z przerażeniem wysłuchałem kolejnych komunikatów gromkim głosem wygłaszanych przez herolda. Oprócz usiłowania kradzieży i sodomii oskarżono mnie o kolejne przewinienia. Dzięki zielarce posądzono mnie o sadomasochizm i chyba ze względu na jej wiek o gerontofilię. Natomiast zeznania spotkanego w parku maga ciążyły nade mną oskarżeniem o pedofilię. Gdy usłyszałem, że dzięki właścicielowi gęsi podejrzewa się mnie o zoofilię mało nie zemdlałem z przerażenia. Uznałem, że dziś nie wyjdę na miasto, bo każdy kolejny dzień spędzony na próbach walki o równouprawnienie niewiast powodował tylko wydłużanie listy oskarżeń pod moim adresem. Postanowiłem więc zając się problemem naukowo, w zaciszu klasztornej biblioteki. Miałem nadzieję, że w mądrych księgach znajdę jakieś podpowiedzi dla rozwiązania mojego problemu. Zaraz po wejściu do niej natknąłem się na Głównego Bibliotekarza. „To światły człowiek i szybko pozna się na mej metodzie” pomyślałem i z galanterią, jaką zwykle postępuje się wobec wysoce urodzonych dam podszedłem do niego i pocałowałem go w rękę na przywitanie. „Won stąd, pijaku jeden!” wydarł się bibliotekarz na całe gardło, wyrywając mi swoją rękę i ocierając ją z odrazą o połę płaszcza. „Nie będziesz mi tu w pijanym widzie próbował z ksiąg korzystać!!” wściekał się dalej. Jak niepyszny czym prędzej stamtąd uciekłem. Trudna jest walka o równouprawnienie białogłow, ale nie poddam się tak łatwo! Postanowiłem poszukać kolejnej okazji. Niestety zaraz po wyjściu na ulicę wpadłem na grupę znanych mi wcześniej krasnoludów. Tym razem jednak nie zdążyłem im uciec. Zauważyłem tylko szybko zbliżające się do mojej głowy ich lagi i straciłem przytomność.
Czwartek
Ocknąłem się cały w bandażach. Leżałem na łóżku w celi więziennego szpitala. Jak poinformował mnie strażnik, po moim schwytaniu zebrano od wszystkich zainteresowanych zeznania i zanim rozpocznie się proces o złodziejstwo, sodomię i inne rzeczy, których, jak określił, nie ma odwagi nawet na głos wymienić, zostanę jeszcze zbadany przez maga specjalistę w celu wyjaśnienia mojego dziwnego zachowania. „Mag-psychiatrus” pomyślałem zadowolony. Kto jak kto, ale on na pewno zrozumie moje postępowanie. Drzwi do mojej celi otworzyły się, strażnik wyszedł a wszedł niewysoki i łysy mag. Postanowiłem przejść od razu do demonstracji mojej postawy. Korzystając z tego, że krzątał się przy moim łóżku rozkładając jakieś poglądowe tablice, wyciągnąłem rękę i uszczypnąłem go w tyłek, tak samo, jak zwyczaj nam karze traktować niewiasty-pielęgniarki. Mag kwiknął przestraszony, podskoczył i potknął się na stojącym przy łóżku basenie. Z wielkim rumorem wywalił się, uderzając przy okazji głową o metalową ramę łóżka i legł nieruchomo na podłodze. Na odgłos hałasów drzwi do celi otwarły się i do środka zajrzał strażnik. Spojrzał na nieprzytomnego maga i w chwilę potem, razem z kilkoma rosłymi sanitariuszami połamali na mnie swoje podręczne pałki. Więcej z tego dnia już nie pamiętam.
Piątek
Znowu obudziłem się w szpitalnym łóżku. Tym razem oprócz kolejnej warstwy bandaży krępowały mnie jeszcze solidne kajdany. Stojący strażnik z satysfakcją powiadomił mnie, że do zbrodni, o które zostałem oskarżony, dodano jeszcze zamach na życie maga. Przez odrutowane szczęki z trudem udało mi się wybełkotać, że chciałbym zobaczyć się z moim mistrzem. O dziwo, prośbę tę spełniono dość szybko. Mój mistrz, gdy mnie wysłuchał, pokiwał tylko głową i powiedział, że pójdzie przekazać moje wyjaśnienia sędziemu. Stwierdził, że każdy sędzia zrozumie moje pobudki i na pewno zostanę uniewinniony. Do końca dnia drzemałem uspokojony.
Sobota
Rankiem, ku mojemu zdziwieniu, przeniesiono mnie do jednej z najpilniej strzeżonych cel w więzieniu. Dopiero, gdy roznoszono obiad, dowiedziałem się od strażników, że w celi obok siedzi uwięziony mój mistrz. Oskarżono go o zamordowanie sędziego, który miał prowadzić moją sprawę. Podobno mój mistrz rzucił na niego jakiś urok. Sami strażnicy uważali, że to ja wcześniej musiałem zauroczyć mojego mistrza i że za takie postępki powinno spalić się mnie na stosie. Dopiero po usilnych prośbach powiedzieli mi, że zamordowany sędzia był kobietą. A biedaczka umarła ze śmiechu po odbyciu rozmowy z moim mistrzem. Płakałem do późnej nocy…
Niedziela
Rankiem zaprowadzono mnie przed skład sędziowski, gdzie miałem złożyć swoje wyjaśnienia. Gdy siedziałem w korytarzu przed salą przesłuchań, podszedł do mnie sam Arcymag, którego rzekomo miałem spróbować okraść. Przez długą chwilę przyglądał mi się z uwagą i coraz szerzej uśmiechał. „Nie zauważyłem wcześniej, że jesteś takim słodziutkim młodzieńcem” zagadnął i pogłaskał mnie po policzku. „Wiesz co zrobimy? Ja zaraz pójdę odwołać swoje oskarżenia, a ty zajrzyj wieczorem do mojej pracowni. Mam dobre wino, a i wypróbujemy kilka nowych eliksirów na potencję”. Arcymag odwrócił się i odszedł. Zostałem sam, ale nie na długo. Zbliżyła się do mnie jakaś potężna postać, cała schowana pod płaszczem z kapturem. Znowu zostałem pogłaskany po twarzy i spod kaptura rozległ się basowy głos: „Nie trzeba było zaczepiać mnie przy tylu świadkach, złociutki. Jak obiecasz, że odwiedzisz mnie dzisiaj w mojej oficerskiej kwaterze, to zaraz odwołam zeznania”. Po głosie rozpoznałem dowódcę zaciężnego pułku piechoty, którego miałem pecha spotkać w tawernie. Gdy po kilku godzinach oczekiwania nadszedł strażnik i dziwnie się uśmiechając, poinformował mnie, że wszelkie zarzuty zostały odwołanie i jestem wolny, nie wiedziałem czy mam się śmiać czy płakać. Aż do wieczora, gdy…
Tu pamiętnik się urywał. Hammar przez chwilę rechotał nabijając się z tego idioty, który rzucił się z motyką na słońce. Bo jak nazwać inaczej jego zamiar zmiany ustalonego porządku świata? Przyjrzał się jeszcze raz dokładniej trzymanym w dłoniach zapiskom. Widać było, że papier ma już swoje lata, bo karty były lekko zetlałe i wystrzępione na brzegach. Przez moment tępo wpatrywał się w drobne literki pisane dość nietypowym charakterem pisma.
- Zaraz, zaraz, skąd ja znam taki styl stawiania runów…- Zaczął się głowić. Już wiedział! Przecież ostatnie kilka godzin spędził na katalogowaniu akt z korespondencją zakonu z gildią kupców bławatnych z początków poprzedniego dziesięciolecia. A na marginesach kopii wysłanych pism były zapiski i uwagi poczynione ręką samego Arcymaga. To był jego pamiętnik!
- Zemsta moja będzie słodka… - rozmarzył się Hammar. Już widział, jak po upublicznieniu wśród adeptów tych zapisków wszyscy będą się nabijać za plecami Arcymaga. A i autorytet Hammera wśród kolegów, jako odkrywcy fragmentów pamiętnika, niebotycznie wzrośnie. Aż z radości na tę myśl puścił bąka i w końcu udało mu się zrobić to, po co tu przyszedł.
- W sumie to jednak miły staruszek – pomyślał. Zrobił zatem z zapisanych kart użytek, taki jaki od początku dla nich zaplanował i pociągnął za sznurek od spłuczki.
__________________
Pro Fide, Rege et Lege
Honorowy Użytkownik Forum



Wredny barbarzyńca
User, który ma ZAWSZE rację :-)

Ostatnio edytowane przez Smutas : 19-11-09 o 21:33.
RPG
Smutas jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 05-06-08, 15:18   #2
DoneR
Kąsacz
 
Zarejestrowany: wrzesień 2007
Posty: 355
Domyślnie

Cytat:
Ech, coś za łatwo ostatnio idzie mi pisanie. Oto moje kolejne opko, tym razem starałem się napisać takie bardziej humorystyczne
No tak, ostatnio zasypujesz nas swoimi opowiadaniami ;p. Na dodatek każde następne jest coraz lepsze. Moim zdaniem o wiele lepiej wychodzą Ci prace humorystyczne. Nawet nie ma się specjalnie do czego doczepić, damn :d
Kilka przecinków postawionych w złym miejscu, nie zawsze pasujące zwroty potoczne...

Cytat:
„Łapaj złodzieja!!!”
Łap złodzieja

Kilka razy zdarzyło mi się zaliczyć podłogę ze śmiechu więc pod tym względem jest na prawdę dobrze ;d W "błędy młodości" pierwszy raz utożsamiłem się w jakimś stopniu z bohaterem i było mi go na prawdę żal.. xd

Ocena: -7/10
__________________



Bad to the Bone
Czarny Rycerz Podziemia

Ostatnio edytowane przez DoneR : 12-07-08 o 22:33.
RPG
DoneR jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 05-06-08, 16:25   #3
xeroloth
 
Posty: n/a
Domyślnie

No, opowiadanie podobało mi się, nawet bardzo. Użyłeś nieco za dużo powtórzeń, np słowa "niewiasta", powinieneś to zmienić. Kilka było momentów naprawdę genialnych, aż chciało się śmiać. W niektórych miejscach styl pisania nie pasował do reszty, powinieneś to także zmienić. Poza tym: czy ty masz jakąś manię pisania na biało? Pisz kolorem domyślnym, bo to denerwuje bardzo. A jeżeli już piszesz w Wordzie, to po prostu nie zmieniaj koloru czcionki. To najpoważniejszy błąd w tym opku. A teraz trochę błędów:
Cytat:
Łapaj
Łap / Łapać
Cytat:
przez bezdomnymi
przed
Cytat:
wesoło płoną
płonął
Cytat:
pieczona rybę
pieczoną
Cytat:
w wysokiej trawi
trawie
Przy okazji tego momentu: kawałek z gęsią jest genialny
Cytat:
której wcześniej jej nie
bez "jej" w tym miejscu
Cytat:
Ta przestraszona nie bardziej ja
No, to zdanie jest bez sensu, musisz zmienić
Cytat:
nie było u udało mi
bez tego "u"
Cytat:
więc zając się problemem
zająć
Cytat:
białogłow
białogłów
Cytat:
stojącym przy łóżku basenie
e? Basen przy łóżku? xD
Cytat:
Hammera
Hammara

Moja ocena: 8+ / 10
RPG
 
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 05-06-08, 16:49   #4
Xanas
Czarny Goblin
 
Xanas awatar
 
Zarejestrowany: listopad 2007
Posty: 173
Domyślnie

Opowiadanie dosyć śmieszne, niektóre momenty bardzo promieniowały humorem.
Czemu początek i koniec są napisane białym kolorem a środek czarnym? na początku nie wiedziałem że tam w ogóle tekst jest XD
Znalazłem też trochę błędów typu zjedzone litery ale ogólnie poważnych błędów nie było.
Ogólnie nie lubie opowiadań typu:
poniedziałek
wtorek
środa
Ale ci to wyszło nawet dość dobrze.
Nie lubie jak dużo przeklinają i słów typu : "sraczka" w opowiadaniach fantasty. Po prostu jak dla mnie psują klimat fantasty.

"Przebrawszy się w inne ubrania i narzuciwszy kaptur na głowę"

Trochę śmieszne bo na początku opka nie napisałeś w co jest ubrany a teraz mówisz że się przebrał i tez nie napisałeś w co. Nie zauważyłem też opisu zewnętrznego żadnej postaci co mnie bardzo zezłościło. Nawet głównego bohatera Np.

"Podszedłem do starca i biorąc do rąk jego ciężkie torby odezwałem się tymi słowy"

Żadnego słowa jak wyglądał starzec, nic ani słowem. To działa na minus.Mógłbym ci jeszcze podarować gdyby chociaż bohater był opisanu a tu nic, ile miał lat, czy był wysoki, krępy , dobrze zbudowany itp.
Moja ocena
7/10
__________________
Gildia Pisarzy//Mroczny pirat//
Prowadziłem sesję pt:"twierdza"
Poszukiwacz Podziemia
RPG
Xanas jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 05-06-08, 23:14   #5
Rabittous
Syn boży
 
Rabittous awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2003
Skąd: Synagoga Syna Boga
Posty: 10 280
Domyślnie

Cytat:
e? Basen przy łóżku? xD
Taa :P zakladam ze chodzi o pojemnik na szczochy :P

Cytat:
Cytat:
„Łapaj złodzieja!!!”
Łap złodzieja
A łapaj zlodzieje...to krzyczal jakis staruszek. Smutas nie uzyl tego slowa jako autor tekstu tylko jako postac. To tak jakby poprawiac slowo 'pozdro' bo sie powinno pisac 'pozdrawiam'.



A opko, kolejny hit kocham te twoje historie. Mam nadzieje ze jutro tez cos napiszesz
__________________
Gdy zaczniesz krzyczeć z przejęciem: Na pomoc!
Charon by odpiąć łódź wejdzie na pomost,
wielu z nas będzie w tym mieście jak co noc
szukać okazji, by być szybszym niż cięcie Atropos...
RPG
Rabittous jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 06-06-08, 09:26   #6
Tues Asinus
Kąsacz
 
Zarejestrowany: grudzień 2007
Skąd: lol2xd
Posty: 359
Domyślnie

Opowiadanie przeczytałem raz dwa, przed lekcjami . Bardzo przyjemne, dowcipne - szczególnie dobry żart, to ten o gaciach i w dziwny sposób ginących rybach. Przede wszystkim lekko i przyjemnie się czyta.
Podoba mi się też ogólne poczucie humoru w Twojej pracy, wszystko na zasadzie nieszczęśliwych zbiegów okoliczności.

Co do błędów...
na początku było dwa razy użyte słowo "tyrada" - jest ono, co tu dużo mówić rzadko spotykane i strasznie to biło po oczach.

było tam jeszcze kilka powtórzeń, ale można to wybaczyć.

Moja ocena 7/10, jak Cię znam mogłeś napisać lepiej.
__________________
"Polonez jest jak polonez
i czasem trudno zrozumieć" no heheheh lol 2 xd ale beka xdxd www.onet.pl
lol2 Smutas hdhdkhsdfhzkhmsgmkhmdgvhdhbh

RPG
Tues Asinus jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 07-06-08, 11:04   #7
Smutas
Berserker
 
Smutas awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2005
Skąd: kraina barbarzyńców
Posty: 13 004
Domyślnie

Wybacznie te pieprzone kolorki, ale nie mam zielonego pojęcia jak tego uniknąć. Po prostu szykując posta wklejam gotowy tekst z Worda. Czy robię coś źle?

Cholerka, opko, które mi samemu najmniej się podobało, zebrało najwięcej pochlebnych recenzji... To tyle na temat zbierzności gustów autora i czytelników...

Rabi, bez jaj. Aż tak płodny jak królik, to ja nie jestem...
Samo napisanie opka to w sumie, oprócz pomysłu na fabułe, kilka godzin pisania, zmieniania tego co się napisało i tak w kółko...
Mam kilka pomysłow w zanadrzu, ale muszę znaleźć trochę wolnego czasu na samo pisanie.
__________________
Pro Fide, Rege et Lege
Honorowy Użytkownik Forum



Wredny barbarzyńca
User, który ma ZAWSZE rację :-)

Ostatnio edytowane przez Smutas : 07-06-08 o 11:09.
RPG
Smutas jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 07-06-08, 16:08   #8
Sentenza
Ten Przebiegły.
 
Sentenza awatar
 
Zarejestrowany: lipiec 2004
Posty: 1 881
Domyślnie

Smutas, robisz ;F gdy już wklejasz zaznaczasz cały tekst (np. crtl+A) i naciskasz taki fikuśny przycisk w lewym górnym rogu okna wiadomości, takie dwa przekreślone "A" oznaczające "usuń formatowanie tekstu". Bo w obecnej formie nawet nie możne tego odczytać, nie mówiąc o recenzowaniu.

A propos recenzji, pojawi się albo w tym poście albo w następnym, zależy czy jakiś post pod moim się jeszcze pojawi.
__________________
RPG
Sentenza jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 07-06-08, 21:59   #9
 Webster
Globalny Knur
 
Webster awatar
 
Zarejestrowany: lipiec 2007
Skąd: Knurów/Kraków
Posty: 1 241
Domyślnie

Od samego początku twoje opowiadanie bardzo mi się podobało. Jest bardzo ciekawie napisane, człowiek nie gubi się w natłoku imion, nazw i tym podobnych, poza tym jest naprawdę zabawne, ostatnio jestem w nie najlepszym humorze, a to opowiadanie naprawdę mnie rozśmieszyło. Było kilka literówek, kilka błędów gramatycznych, ale nie psuły one całości. Jak dla mnie opowiadanie na 5+. Jeśli nie dopisuje wam humor polecam przeczytanie tego opowiadanie

Ocena w skali 0 do 10:

9/10
__________________
http://forum.gothic.phx.pl/image.php?type=sigpic&userid=27636&dateline=129970  6685
Gdy nadejdzie Czas Białego Zimna, nie jedz żółtego śniegu
Archolos - Mistrz sztuki kowalskiej
RPG
Webster jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 09-06-08, 11:44   #10
Sentenza
Ten Przebiegły.
 
Sentenza awatar
 
Zarejestrowany: lipiec 2004
Posty: 1 881
Domyślnie

sodomita to typowe określenie z 'naszego' świata i nijak nie pasuje do konwencji fantasy.

A cała reszta? Żal to chyba najdelikatniejsze określenie. Typowy podwórkowy humor o sraniu, gównach, jajach, dupach i pedałach z lekką nutką innych dewiacji seksualnych. Nie wiem nawet czy 'podwórko' nie jest obraźliwe dla tego typu humoru, bo znacznie bardziej pasuje zwykły rynsztok. Ani oryginalne, ani śmieszne. Kilka gagów jest wręcz zerżniętych z innych produkcji (numer z rybami, nieznacznie tylko się różniący, był już w Shreku).

Będąc brutalnie szczerym - to nawet nie wywołało uśmiechu politowania, jeśli miałbym oceniać to tak jak chciałeś, czyli pod kątem 'humorystyczności', to przy skali od 1 do 10 musiałbym dać zero. Jako normalne opko dostałoby może 3/10, bo przynajmniej nie było rażących błędów.

Serio chłopie, odpuść sobie 'humorystyczne' i pisz już lepiej normalne, bo już lepsze żarciki, choć też nie najwyższych lotów, to były w twoim "wszystko zależy od punktu widzenia".
Chyba jedyne co z tego opka wyniosłem to zaniżenie swojej oceny o poziomie innych recenzentów.


btw. dalej nie poprawiłeś tragicznego formatowania, mimo jasnej i prostej instrukcji for dummies. Następnym razem opko oleję do momentu poprawienia defektu.
__________________
RPG
Sentenza jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 11-06-08, 08:34   #11
Smutas
Berserker
 
Smutas awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2005
Skąd: kraina barbarzyńców
Posty: 13 004
Domyślnie

Cytat:
Napisał Sentenza Zobacz post
sodomita to typowe określenie z 'naszego' świata i nijak nie pasuje do konwencji fantasy. [...]
Kilka gagów jest wręcz zerżniętych z innych produkcji (numer z rybami, nieznacznie tylko się różniący, był już w Shreku).
Sent, gwoli wyjaśnienia. Słowo "sodomita" faktycznie pochodzi od nazwy Sodomy, ale jest wiele innych słów w naszym języku, które powstały w podobny sposób. Gdyby trzymac się twwojego argumentowania, to w wielu przypadkach pisząc opka fantazy, trzeba by wymyślać nowe słowa w miejsce istniejących. A to dopiero byłoby utrudnienia dla zrozumienia tekstu!

Dzięki za reckę, w sumie byłem zaskoczony, że opko, którem mi samemu niezbyt sie podoba, miało tyle pochlebnych recenzji.

A gwoli wyjaśnienia. Ten numer z rybami nie jest wersją przygód Shreka. Jeżeli zauważasz podobieństwa, to pragnę cię poinformować, że ja byłem pomysłodawcą tego opisu zanim pojawił się Shrek.
Pamiętasz taki stary, stary konkurs literacki w ŚP na "Wspomnienia z nowijatu"? Otóż w pracy złożonej na ten konkurs zamieściłem tożsamy opis sytuacji. RAny, czyżby twórcy Shreka czytali nasze forum i podkradali pomysły????
__________________
Pro Fide, Rege et Lege
Honorowy Użytkownik Forum



Wredny barbarzyńca
User, który ma ZAWSZE rację :-)
RPG
Smutas jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 12-06-08, 09:26   #12
Sentenza
Ten Przebiegły.
 
Sentenza awatar
 
Zarejestrowany: lipiec 2004
Posty: 1 881
Domyślnie

[quote=Smutas;390642]Sent, gwoli wyjaśnienia. Słowo "sodomita" faktycznie pochodzi od nazwy Sodomy, ale jest wiele innych słów w naszym języku, które powstały w podobny sposób. Gdyby trzymac się twwojego argumentowania, to w wielu przypadkach pisząc opka fantazy, trzeba by wymyślać nowe słowa w miejsce istniejących. A to dopiero byłoby utrudnienia dla zrozumienia tekstu![quote]
A jednak jest to możliwe, ile było już takich, którzy wymyślali własne określenia jednocześnie nakreślając kontekst by było wiadomo o co chodzi?

zresztą, prosty przykład, choć z lokalizowania gry - w Planescape: Torment masz kupę określeń takich jak "szpicuj się" czy "nie twoja trumna" i każdy wie o co chodzi, a tu posługujesz się typowym określeniem religijnym ;F Równie dobrze mógłbyś tu umieścić archanioła Gabriela i upierać się, że ciężko wymyślić ci jest nową istotę niebiańską ;F

Cytat:
A gwoli wyjaśnienia. Ten numer z rybami nie jest wersją przygód Shreka. Jeżeli zauważasz podobieństwa, to pragnę cię poinformować, że ja byłem pomysłodawcą tego opisu zanim pojawił się Shrek.
Może jest, może nie. Moje pierwsze skojarzenie było "ja to już gdzieś widziałem".
A, i gwoli ścisłości, pierwszy Shrek z którego ten numer pochodzi jest z roku 2001, ty się rejestrowałeś w 2005. Oczywiście możesz się upierać przy swoim, ale nie zmienia to faktu że film widziałem wcześniej już kilka razy i skojarzenie mam jednoznaczne.
__________________
RPG
Sentenza jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Odpowiedz


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni post / autor
Błędy... gummer Porady i triki 98 21-06-07 21:44
Błędy maciekd Pomoc 3 03-05-06 11:27


Powered by vBulletin® Version 3.6.7
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.