Wróć   Forum Gothic - ArcaniA: Gothic 4 > Inne > Art & Story Forum > WIP
Przeładuj stronę Legenda o Ianie i Jovicie

Odpowiedz
Narzędzia wątku Wygląd
Nieprzeczytane 30-10-06, 06:57   #1
Smutas
Berserker
 
Smutas awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2005
Skąd: kraina barbarzyńców
Posty: 13 004
Domyślnie

Legenda o Ianie i Jovicie

Smutas stał na dziobie statku i przyglądał się jak nadbrzeże powoli się zbliża.
- Cumy rzuć! – rozległ się krzyk bosmana. Nie czekał na położenie trapu, zeskoczył od razu na nadbrzeże. W jego stronę rzuciło się dwóch celników, którzy czekali na wejście na jego statek i patrol straży, właśnie dobywający broni. Gdy pokazał im pieczęć na piśmie, które trzymał w ręku, pokłonili się tylko nisko, i dowódca patrolu straży powiedział:
- Zaprowadzimy cię, wielmożny panie na miejsce. –
- Nie trzeba, znam miasto i sam trafię. – Odparł Smutas rozglądając się po porcie. Sporo się w Khorinis zmieniło od ostatniej jego tu bytności. Już wcześniej zwrócił uwagę na niecodzienny obrazek. Mimo, że słońce stało wysoko i pogoda dopisywała, port był pełen rybackich kutrów. Wyglądało, jakby nikt nie wypłyną dziś na połów.
- Zamieszki nam grożą, wielmożny panie, chronić cię będziemy. – Odparł dowódca straży.
- Chodźmy zatem – odparł i ruszył w stronę Górnego Miasta. Na skinienie dowódcy straży dwóch strażników podreptało za nim, groźnie prezentując trzymaną w rękach broń. Szli zatłoczonymi ulicami, prawie jakby to był dzień targowy, ale wszystkie mijane sklepy i warsztaty były pozamykane. Nawet sklep chytrego Matteo miał zawarte drzwi. Wejścia do górnego miasta nie pilnowało jak zwykle dwóch strażników, tylko cały ośmioosobowy patrol paladynów. Gdy zobaczyli pieczęć na trzymanym przez Smutasa piśmie, rozstąpili się i wpuścili go do środka. Strażnicy miejscy pozostali jednak na zewnątrz. Teraz towarzyszyło mu dwóch paladynów w pełnych zbrojach. Trochę się zdziwił ich zapobiegliwości, bo górne miasto wyglądało jak wymarłe. Wszystkie domy miały pozamykane drzwi i pozabijane deskami okiennice. Wyglądało, jakby przygotowywało się do oblężenia. Pod drzwiami ratusza paladyni go zostawili. Stojący tam na straży, po uważnym obejrzeniu pieczęci na piśmie, wpuścili go do środka. Ruszył w kierunku ostatniej sali, gdzie wiedział że zastanie najważniejszą osobę na wyspie.
- Witaj Lordzie Hagenie. Przywożę ci pismo od króla. – Smutas przyjrzał się uważnie postawnemu mężczyźnie w błyszczącej zbroi. Prawie się nie zmienił od ostatniej jego wizyty w Khorinis. Może tylko przybyło mu kilka zmarszczek i siwych włosów.
- Witaj Smutasie, co tam na dworze? Bo na tym zadupiu to idzie się czasem z nudów wykończyć. – Lord Hagen ucieszył się z przybycia kogoś spoza wyspy, ale widać było, że jest czymś strapiony.
- Na dworze, jak zwykle intrygi, intrygi i jeszcze raz intrygi… Nawet nie wiesz jak się ucieszyłem, że mogłem stamtąd wyjechać. – Smutas uścisnął prawicę Hagena.
- A co tu się dzieje? Rybacy, jak widzę, siedzą na tyłkach w porcie, a miasto wygląda jakby je zaraz miała armia orków zaatakować. – Zapytał zaciekawiony.
- Jakieś lokalne zabobony. Podobno jakiś morski potwór zatapia rybackie statki. Faktycznie ostatnio trzy kutry nie wróciły z połowów, ale to bym przypisał piratom albo nieuwadze pijanych szyprów. Ale ci przesądni ludzie uznali, że to jednak potwór i od trzech tygodni miasto zamarło. Zaczyna już brakować pożywienia i okoliczni rolnicy strasznie podnieśli ceny. W każdej chwili mogą wybuchnąć zamieszki. – Lord Hagen spojrzał na otrzymany rulon z pismem.
- A ja mam tylko dwudziestu czterech paladynów i niecałe trzy tuziny strażników miejskich. Jak zacznie się jakaś ruchawka, to możemy nie dać sobie rady. Tym bardziej, że znaleźli się jacyś podjudzacze, którzy mówią, że to kara za wybicie orków na wyspie. Kilku z nich już kazałem powiesić, ale plotka w lud poszła. – Hagen otworzył tuleję, wyjął pergamin i złamawszy pieczęć zaczął czytać. Im dalej czytał, tym bardziej czerwieniał na twarzy.
- Czy oni tam poszaleli? Chcą, abym zaczął prowadzić badania, czy w Górniczej Dolinie nie znajdzie się nowych pokładów magicznej rudy! A ja ludzi nie mam! Ani jednego kopacza! Wszyscy stąd już pouciekali. Kolejny niewykonalny rozkaz. – Zwinął pismo i wrzucił je do wielkiego wazonu, który stał koło kominka. Smutas zauważył, że leżały tam też inne papiery.
- Wybacz Smutasie, porozmawiamy jutro. Zaraz wyruszam z niewielką grupą paladynów na pobliskie farmy. Zaczniemy siłą konfiskować jedzenie, może wtedy powstrzymamy w mieście rozruchy. Spotkamy się jutro, jak wrócę. – Hagen posępnie patrzył w palący się w kominku ogień.
- Niewiele to da, jeśli rybacy nie wyruszą na połów. Może tylko kilka dni spokoju dzięki temu zyskamy. – Powiedział jakby sam do siebie.
- Zatem do zobaczenia. Przejdę się po mieście i zobaczę czy nie da się jakoś namówić tych rybaków do wypłynięcia. – Smutas ukłonił się i ruszył do wyjścia.
- Oby ci się udało… Oby… - Rzucił Hagen na pożegnanie.

**********

Smutas zajrzał do portowej tawerny Kardifa. Sam Kardif był już stary i tylko siedział drzemiąc za ladą. Wszelkie obowiązki spełniał teraz jego syn, podobny do ojca jak dwie krople wody. Berserker usiadł i sączył cienkie piwo zaprawiane ryżówką. Do jedzenia nic nie było. Za to alkoholu w bród. Skinieniem głowy pozdrowił kilka znajomych osób, ale nikt się do niego nie dosiadł. Wyglądał po prostu zbyt bogato i jeszcze to, że do tawerny eskortowało go dwóch paladynów. Dlatego starzy bywalcy patrzeli na niego podejrzliwie i bez cienia sympatii.
Do środka lokalu wszedł stary ślepiec, z długimi, sięgającymi połowy pleców siwymi włosami. Był wyższy niż większość otaczających go ludzi. Poruszał się obstukując przed sobą drogę drewnianym kosturem. Prowadził go, pełniący rolę przewodnika, mały chłopiec, już na pierwszy rzut oka wyglądający na upośledzonego. Jedyny stół, przy którym było wolne miejsce, to ten, za którym siedział Smutas. Chłopiec zauważywszy to pociągnął starca za rękę. Gdy podeszli do stołu, przewodnik musiał dać ślepcowi uściskiem sygnał, że siedzi tu ktoś ważny, bo starzec skłonił się i zapytał:
- Czy nie będzie przeszkadzać wielmożnemu panu, że spocznę na chwilę przy tym stole? Stary już jestem i zdrożony wielce. – Smutas spojrzał uważnie na opaskę na oczach ślepca. Po widniejących spod niej bliznach mógł się domyśleć, że przyczyną ślepoty nie była jakaś choroba. Starcowi ktoś kiedyś musiał wyłupić oczy. Zazwyczaj takiej karze towarzyszyło również obcięcie prawej dłoni, ale ślepiec miał obie ręce. Wynikało z tego, że oczu nie pozbawiono go w majestacie prawa.
- Siadaj czcigodny starcze. Pewnie jesteś spragniony? Piwa się napijesz? – Smutasowi sprzykrzyło się siedzieć samemu, toteż był nawet zadowolony z pojawienia się takiego towarzystwa. Po chwili starzec siedział i żłopał wielkimi haustami podane mu piwo. Kapało mu ono po brodzie, ściekając na długą i powłóczystą szatę, kiedyś pewnie zieloną, ale po latach brudzenia bardziej już szarą.
- Skąd pochodzisz? – zaciekawił się berserker, bo mimo kilkakrotnego pobytu w Khorinis, nigdy wcześniej nie widział tego ślepca. A trudno byłoby zapomnieć taką nietypową postać.
- Byłem eremitą i mieszkałem w jaskini, niedaleko obok kamiennych schodów, które prowadzą do starej kopalni, i dalej do Słonecznego Kręgu. W czasie ostatniego pogromu orków ich niedobitki schroniły się w pobliskim lesie i wpadłem w ich ręce. Chcieli torturami wymusić ode mnie informację, czy jest jakieś bezpieczne zejście stamtąd na plażę, ale ja nic o czymś takim nie słyszałem. Toteż pozostawili mnie na pastwę dzikich zwierząt, wyłupiwszy mi przedtem oczy. Znaleźli mnie drwale i zabrali do siebie, gdzie wyleczyli. Dali mi potem do pomocy tego chłopca, bo przygłup jest i oni nie mieli z niego żadnego pożytku. I tak od dwóch lat chodzę po prośbie. Dobrzy ludzie czasem nakarmią, ale ostatnio i z tym coraz gorzej. W mieście nie ma nic do jedzenia. A po gospodarstwach chłopi pochowali co się da w jaskiniach, bo boją się przymusowych konfiskat. Źle się dzieje, oj źle… - Starzec pochylił głowę.
- Bo rybacy nie chcą w morze wypływać ryby łowić – powiedział Smutas – Czego oni się boją? Przecież ostatnio nawet piratów w tych okolicach nie ma. – Przerwał i skinieniem pokazał karczmarzowi, że mają puste kufle.
- Nie piratów oni się boją, nie piratów… - Starzec ściszył głos:
- Strach o tym mówić, ale zło się czai przy brzegach naszej wyspy, straszne zło… -
- O czym ty mówisz? – Smutas popatrzył na niego zaskoczony. – Przecież już lata minęły od czasu gdy wyspa, na której był Dwór Idorath, zatonęła w odmętach oceanu. –
- Ech panie… Wy pewnikiem nietutejsi, bo i starych legend nie znacie. A tu takie czasy nadeszły, że jedna z nich okazała się prawdą a nie legendą… - Wypowiedź ślepca wyraźnie zaciekawiła Smutasa.
- O czym ty mówisz? Jaka legenda? – Smutas zorientował się, że ma okazję poznać przyczynę strachu rybaków przed wypływaniem na połów.
- Niebezpiecznie o tym wspominać. – Starzec potrząsną głową:
- Kilku bajarzy paladyni już powiesili jako defetystów. –
Smutas podstawił starcowi kolejny kufel z piwem.
- Mów bez obawy, ja jestem królewskim posłem i moja powaga cię chroni. A jak dowiem się czegoś, co pozwoli przekonać rybaków do łowienia ryb, to i nagroda cię nie minie. – Smutas postukał o blat stołu złotą monetą. Dźwięk kruszcu uderzającego o stół przekonał starca do kontynuowania opowieści.
- Było to dawno temu, gdy Khorinis nie było jeszcze miastem takim jak teraz, ale niewielką rybacką osadą. Ludzie żyli tu w spokoju, łowili ryby, czasem polowali w okolicznych lasach. Nikt jeszcze wtedy nie wiedział, że w Górniczej Dolinie są pokłady magicznej rudy. Wieści z kontynentu dochodziły tu rzadko, i mało kto przejmował się ówczesną wojną ludzi z orkami i innymi sługami Beliara. Starszy tej osady miał jedyną córkę, Jovitę, która urodziwa była jak żadna inna panna. Smaliło do niej cholewki wielu dzielnych rybaków, ale jej ojciec był dumnymi pysznym człowiekiem i chciał dla swojej jedynaczki lepszego losu, niż żona rybaka. Ale, że serce nie sługa, Jovita pokochała z wzajemnością jednego z młodych rybaków, zwanego Perlistym Ianem, bo i przystojny był wielce, a że pływał jak ryba i znał najlepiej okoliczne wody, często wracając z połowu nurkował w wodzie i wyławiał małże z perłami. Nikt jak on tego nie potrafił. Młodzi spotykali się czasem po kryjomu, tak, żeby ojciec dziewczyny się o tym nie dowiedział. Na znak miłości wymienili się podarkami. Jovita dostała od Iana korale ze złowionych przez niego pereł, on zaś otrzymał od niej czerwony skórzany pas, pięknie przez nią przyozdobiony. Jednak sielanka ta nie trwała długo i okrutna wojna dotarła do tej osady. Było to niedługo po wielkiej bitwie morskiej obok wyspy Partinis, gdzie flota królewska całkowicie rozgromiła wrogie siły. –

**********

Upadły Paladyn Werwerden nie był zadowolony. Jego szybki okręt nie został wyznaczony w skład sił pierwszego uderzenia. Obawiał się, że w ogóle nie zasmakuje walki, a cała chwała za zwycięstwo spadnie na dowódców ciężkich galer szturmowych, których flotylla stanowiła trzon całej armady. Szpiedzy donieśli, że flota Myrtany liczy zaledwie 90 okrętów, w większości o tonażu podobnym do jego statku. Zatem bitwa powinna się rozstrzygnąć w przeciągu kilku godzin. Cała flota Armii Ciemności liczyła prawie 300 statków, z czego ponad 100 to były potężne galery szturmowe, przystosowane do zatapiania okrętów przeciwnika poprzez taranowanie. Właśnie obok niego przepływała taka wielka galera, udając się na swoje miejsce w szyku. Był to potężny okręt, praktycznie niezatapialny. Jego załogę stanowiły w większości zombie, które były na stałe przykute do wioseł. Reszta statku była wypełniona odkrytą niedawno na dalekim południu rośliną, zwaną przez tamtejszych bambusem. Źdźbła tej rośliny tworzyły hermetycznie zamknięte komory, przez co była ona praktycznie niezatapialna. Wszystkie wolne przestrzenia na galerach były wypełnione wiązkami bambusa. A one same, wyposażone w potężne ostrogi na swoich dziobach, miały dopłynąć do okrętów przeciwnika i je staranować. Pokłady galer zostały tak opancerzone, żeby żaden abordaż nie mógł dostać się do środka. Te nowe okręty miały być nową, zaskakującą bronią dla ludzi. Nawet jeśli ich okręty też będą taranować galery, te nie zatoną, a tylko zatrzymają ludzkie statki, które wbite w ich burty swoimi ostrogami staną się łatwym łupem dla pozostałych statków czarnej floty, takich jak okręt Werwerdena, który miał za zadanie pod koniec bitwy podpływać do unieruchomionych statków wroga i wysadzać na ich pokład drużyny abordażowe złożone z ludzkich renegatów i orków. Werwerden miał czekać w odwodzie na wynik bitwy. Kazał załodze zrzucić na razie żagle, a zombi i nieumarłym, przykutym do wioseł nakazał przestać wiosłować. Sam stał na bocianim gnieździe i obserwował przyszły teren morskiej bitwy. Szyk galer właśnie kończył się formować. Naprzeciwko nich było widać czekającą flotę Myrtany. Nawet stąd widać było, że jest ona o wiele mniejsza od sił Armii Ciemności. Z flagowej galery uniósł się wysoko w niebo słup czerwonego dymu. Był to sygnał do ataku. Pchnięte wiosłami okręty ruszyły do ataku, przyśpieszając z każdą minutą. Werwerden z zapartym tchem przyglądał się bitwie. Czekał kiedy ludzi zaczną strzelać w wielkich kusz i katapult, nie mając pojęcia, że tą bronią nie uczynią żadnych szkód galerom wroga. W pewnym momencie ludzkie okręty zaczęły zawracać. Upadły Paladyn najpierw się zdziwił, że ludzie chcą uciekać jeszcze przed rozpoczęciem bitwy, ale potem zaniepokoił się, bo statki wroga wcale nie zawróciły, tylko ustawiły się burtami do nadpływających galer, tak jakby same chciały podstawić swoje słabe miejsca pod ich potężne ostrogi. Było to tak dziwne, że Werwerden nagle poczuł zimny pot spływający mu po plecach. Przez myśl mu przeleciało, że to musi być raczej jakaś pułapka, ale nie mógł się domyślić, na czym miałaby ona polegać. Gry galery miały do przepłynięcia jeszcze jakieś trzysta kroków, burty ludzkich okrętów pokryły się nagle obłokami dymu. Po chwili Upadły Paladyn z niedowierzaniem mógł zaobserwować, jak pierwszy rząd galer praktycznie rozsypuje się w stertę pływających desek i wiązek bambusa. Dopiero potem do jego uszu dotarł potężny huk. Spojrzał na dół. Na pokład swojego statku i gwizdem przywołał pokładowego maga-nekromatę. Ten zamieniwszy się w czarnego kruka podfrunął do niego i zmaterializował się obok w bocianim gnieździe.
- Co tam się dzieje? – Zapytał wskazują na horyzont. W tym czasie dym nad okrętami Myrtany rozwiał się, a w miejsce gdzie zatonęły pierwsze galery dopłynęła ich druga linia. Wszystko powtórzyło się jak poprzednio. Najpierw burty statków ludzi pokryły się dymem, chwile później kolejne galery rozsypały się w drzazgi, a po upływie kilku sekund do ich uszu doleciał odgłos, jakby gromu. Nekromanta skupił się i nagle przed Werwerdenem ukazało się jakby okno, przez które mógł zobaczyć wnętrze nieprzyjacielskiego okrętu. Wzdłuż burty statku stały dziwne urządzenia, jakby leżące na boku wielkie wąskie butle, wykonane z brązu. Wszystkie leżały w specjalnych łożyskach na małych kółkach. Przy każdej kręciło się po kilku marynarzy i mag ognia. Właśnie podeszli oni do tych butli i zaczęli wyczarowywać kule ognia. Gdy każdy z nich trzymał już taką nad dłonią, zaczęli je pokrywać dziwną białą poświatą, tak, że po chwili każda z kul ognia przypominała wielkie białe jajo. Magowie ostrożnie wkładali te jaja w szyje butli, a marynarze dopychali je kijami do samego ich dna. Potem do butli powkładano wielkie żelazne bądź kamienne kule, które też dopchnięto. Tak przygotowanymi butlami zajęli się magowie ognia, poruszając nimi i patrząc wzdłuż nich, jakby gdzieś mierzyli. Po chwili, jak na komendę każdy z magów lekko uderzył w denka tych metalowych butli. Rozległ się potężny huk pękających kuli ognia i z szyjek butli buchnęły kłęby dymu. Pośród tego wylatywały z nich z potężną prędkością powsadzane tam wcześniej kule. Każda z nich szybowała nad wodą, aż do momentu trafienia w galery. Kule uderzały w nie z taką siłą, że konstrukcje okrętów nie wytrzymywały, pękając w drzazgi. Obraz znikł tak nagle jak się pojawił. Pobladły nekromanta krzyknął:
- Oni opanowali nowy sposób korzystania z czarów z kulami ognia! Co za potężną broń stworzyli! Żaden statek się jej nie oprze! – Werwerden nie chciał dalej tego słuchać. Właśnie doszedł do niego odgłos wybuchów, który oznaczał tylko, że ostatnia, trzecia linia galer, poszła właśnie na dno. Okręty ludzi zaczęły się rozpraszać ścigając ostatnie ocalałe galery i stojące dotąd w odwodzie okręty abortażowe. W ciągu kilku sekund był już na pokładzie okrętu i krzyczał na cały głos:
- Bosman! Wszystkie żagle na maszty! Hej, na dole, wszyscy natychmiast do wioseł! Odpływamy! – Upadły Paladyn zdał sobie już wcześniej sprawę, że bitwa została przegrana i teraz przyszła właśnie pora na ratowanie własnej skóry.
- Stać! To zdrada! Mamy walczyć i zginąć w imię Beliara! – Wydarł się za jego plecami okrętowy nekromanta. Werwerden błyskawicznie się odwrócił i jednym płynnym ruchem dobytego miecza skrócił bojowo nastawionego nekromantę o głowę. W tej samej chwili przepływający obok nich okręt został trafiony kilku kulami i rozsypał się jak stos rzuconych na wodę patyków.
- Chcecie skończyć tak jak oni? – Zawołał Upadły Paladyn. Nikt nie chciał. Załoga uwijała się jak w ukropie wciągając żagle. Popędzane batami zombi też przystąpiły do wiosłowania. Werwerden po raz pierwszy popatrzył za zachmurzający się burzowymi chmurami horyzont z nadzieją. Liczył, że nadciągająca burza pozwoli im uciec niepostrzeżenie.


**********

Ślepiec opowiadał:
- Jednak z powodu nadciągającego sztormu udało się uciec części niedobitków. Jeden z takich ocalałych z bitwy okrętów, gnany burzą przez ocean, dotarł w pobliże Khorinis. Był to wielki, czarny okręt wojenny, którym dowodził Upadły Paladyn Werwerden. Załogę okrętu tworzyła banda okrutników, jakich te wody nigdy nie widziały. Byli wśród nich renegaci, którzy uciekli spod szubienicy, potężni orkowie, wytresowane zombi i nieumarli, trzymani na łańcuchach pod pokładem. Swój obóz rozbili na niewielkiej wysepce, tej co leży naprzeciw obecnego portu. Stamtąd przypływali szalupami na ląd. Gdy przypłynęli do osady pierwszego dnia po sztormie, który zapędził ich statek na wysepkę, przerażeni rybacy myśleli, że nastała ich ostatnia godzina. Jednak Werwerden zakazał rzezi, wychodząc z założenia, że bardziej opłaca się owce strzyc, niż od razu mordować. I dlatego codziennie przypływały ich szalupy by odbierać rybakom część ich połowu. Kto się buntował ten kończył straszną śmiercią. Takiego delikwenta palono na stosie, zwołując wcześniej wszystkich mieszkańców, aby przyglądali się kaźni. Złe czasy nastały dla mieszkańców osady, bo haracz jaki im zabierano był wysoki i ledwo im na wykarmienie swoich rodzin wystarczało. -

**********

Werwerden chodził dużymi krokami po plaży. Co za dziura! Że też sztorm nie wyrzucił ich gdzieś w bardziej zaludnionej okolicy, gdzie mogliby złupić jej mieszkańców z posiadanych skarbów. A tak musiał tu siedzieć jeszcze kilka tygodni, zanim skończy się naprawianie uszkodzonego przez burzę okrętu. Wokół śmierdziało rybami. Miał już ich powoli dość. Niestety w okolicy nie było żadnych innych osad rolników czy myśliwych i razem z załogą musieli cały czas zajadać się rybami i owocami morza. Przed nim jakiś stary rybak mocował się z ciężkim koszem pełnym ryb, aby wsadzić go do szalupy. Upadły Paladyn zasadził potężnego kopa w jego wypięte dupsko, posyłając rybaka pięknym łukiem nad łodzią. Obsada szalupy gruchnęła śmiechem, widząc jak rybak przywalił głową w kamień leżący zaraz za burtą. Werwerden też się uśmiechnął, ale nagle spoważniał widząc jak do nieprzytomnego rybaka podbiegła jakaś zakryta chustą kobieta i zaczęła się nim zajmować. Podszedł do niej nieśpiesznym krokiem. Kobieta klęczała tyłem do niego i kawałkiem jakiejś ścierki starała się zatamować płynącą z rozbitej głowy krew. Złapał ją za ramię i jednym szarpnięciem postawił przed sobą. Chusta zsunęła jej się z głowy i oczom zaskoczonego Werwerdena ukazał się piękna twarz młodej dziewczyny. Jej uroda była tak urzekająca, że aż poczuł dziwne ukłucie w piersiach.
- Możesz mu pomóc, pozwalam... – Wydukał zapominając języka w gębie. Nigdy dotąd żadna kobieta nie wywarła na nim takiego wrażenia. Czuł się oszołomiony.
- Jednak i w takiej dziurze można znaleźć skarb. – pomyślał.

**********

Starzec upił łyk piwa i ciągnął dalej:
- Pech chciał, że któregoś dnia Werwerden zauważył na plaży Jovitę i zapałał do niej swoją okrutną i podłą miłością. Jego czarne serce nie potrafiło kochać tak jak pozostali ludzie. On chciał ją posiąść na własność, tak jak inni posiadają ulubione przedmioty. Chodził za nią po wiosce, nachodził w domu, ale dumna dziewczyna nie chciała nawet spojrzeć w stronę nowego zalotnika, mimo, że jej własny ojciec namawiał ją do tego, chcąc czerpać korzyści z tego związku. W końcu zniecierpliwiony i zły na postawę swojej córki ojciec, wziął Jovitę na rozmowę i przekonywał ją, że powinna zostać kochanką tak wielkiego pana jak Upadły Paladyn. Mówił jej, jakie korzyści mogą oboje dzięki temu osiągnąć. Zdesperowana dziewczyna wykrzyczała wtedy ojcu, że kocha młodego Iana, i nigdy nie zgodzi się na hańbę, jaką jej zdaniem jest ulegnięcie słudze Beliara. Starszy wioski, zły na córkę, postanowił wziąć sprawę w swoje ręce. Popłyną w nocy na wysepkę i zdradził Werwerdenowi miłosny sekret swojej córki. Ten na drugi dzień przybył do wioski i zebrał miejscowych rybaków. Nakazał im wykonywanie połowów pereł. Gdy po kilku dniach okazało się, że tylko Ian potrafił wyszukiwać na dnie perłopławy, zabrał go na wysepkę, pod pretekstem dalszej pracy przy wyławianiu pereł. Przypływał potem codziennie do wioski i odwiedzał dom Jovity, gdzie pod pozorem zwykłej rozmowy, opowiadał o sukcesach w łowieniu perłopławów, jakie osiągał Ian. Zakochana Jovita przesiadywała wtedy w domu, wysłuchując wieści o swoim ukochanym, nieświadoma premedytacji Werwerdena. A jego plan był perfidny, bo Ian wcale nie łowił pereł, tylko był przykuty na wyspie łańcuchami do skały. Ale sługa Beliara dzięki tym opowieściom mógł przebywać razem z dziewczyną i napawać się jej urodą. Trwało to kilka tygodni, aż do dnia, gdy Ianowi udało się przerwać, trąc o ścianę, łańcuchy, którymi był przykuty do skały. Rzucił się potem wpław w stronę stałego lądu, ale łańcuchy jakie pozostały przyczepione do jego rąk i nóg pociągnęły go pod wodę i biedak utonął, a jego ciało fala wyrzuciła z powrotem na brzeg wysepki. Werwerden kazał obciążyć je kamieniami i zatopić. Jednak wcześniej jego uwagę zwrócił piękny skórzany pas, jaki rybak miał na sobie. Zdjął mu go i owinął sobie wokół ramienia. Był potem zdziwiony, gdy przy kolejnej wizycie w domu Jovity, ta słuchała jego zmyślonych opowieści o Ianie blada jak papier. Nie wiedział, że dziewczyna domyśliła się, że jej ukochany nie żyje, bo tylko martwemu można by było odebrać jej podarunek. Oburzył się, gdy ta nagle wstała i wyszła z domu. Pod koniec wizyty, zeźlony Werwerden oświadczył ojcu dziewczyny, że jutro po nią przypłynie i zabierze do siebie na wyspę, bo znudziło go już jej bezskuteczne adorowanie. Ostrzegł też, że gdyby Jowita uciekła, cała wioska zapłaci za to życiem swoich mieszkańców. Gdy dziewczyna po powrocie do domu dowiedziała się od ojca co ją czeka i jakie będą konsekwencje jej nieposłuszeństwa, załamała się. Poszła wieczorem do lasu, zrozpaczona, pragnąc by pożarło ją jakieś dzikie zwierzę.

**********

Jowita szła zrozpaczona przed siebie. Łzy płynęły jej po policzkach. Jej kochany nie żył a ją czekało pohańbienie, albo, gdy ucieknie, poczucie winy za wymordowanie całej wioski. Weszła w ciemny starodrzew, dokąd nigdy się jeszcze nie zapuszczała.
- Niech mnie wilki pożrą! – wykrzyczała swoją skargę prosto w ogarniający ją wieczorny zmrok. Usłyszała przed sobą szelest. Pewna, że to jej życzeniu stanie się zadość padła na kolana i pochyliła głowę. Drgnęła, gdy poczuła dotknięcie do ramienia. Podniosła wzrok i ujrzała nieznanego sobie starca z długą biała brodą sięgającą mu poniżej pasa.
- Nie krzycz dziecko w lesie… Zwierzęta płoszysz, a wilków tu nie ma. To spokojna okolica. – Odezwał się starzec trzymając ją za ramię.
- Co cię tu sprowadza po nocy? Pewnie jakieś nieszczęście, bo inaczej byś o śmierć nie wołała. Chodź za mną, bo tu najwyżej komary cię pogryzą. – Starzec lekko pociągnął ją za ramię. Jowita wstała i jak kukła dała się prowadzić przed siebie. Nie uszli daleko, gdy weszli na polanę, która powstała po zwaleniu się potężnego dębu. W powstałym tak wykrocie, jak się okazało, mieszkał starzec, który ją odnalazł. Jama była sucha i przestronna. Miała nawet w kącie kamienne palenisko. Obok widać było legowisko starca, przy którym stał krzywy stół i krzesło. Na ścianie wisiało kilka półek z księgami, a obok pęki suszących się roślin. Jowita się domyśliła, że to musi być Leśny Dziadek, o którym opowiadano czasem we wsi. Niekiedy rybacy przynosili mu na skraj lasu kosz z rybami, a w zamian dostawali wiele leczniczych ziół. Starzec rozpalił kaganek o zadziwiająco jasnym świetle. Usiadł ciężko przy stole i wskazał jej swoje legowisko:
- Siadaj tam, moje dziecko i opowiedz co cię sprowadziło do mojego lasu. –
Dziewczyna przysiadła nieśmiało na samym brzegu posłania i zaczęła opowiadać. Staruch coś mamrotał pod nosem, i czasem kazał sobie powtarzać niektóre zdania.
- Mmmm…, Tak…, Mmmm…, Tak… - Wymruczał, gdy Jowita skończyła opowiadać.
- Na wszystko jest sposób, ale na twój kłopot trzeba wielkiego poświęcenia. Mogę ci pomóc, jeśli się nie boisz… - Powiedział w końcu.
- Zrobię wszystko co karzesz – W Jovitę wstąpił promyk nadziei.
- A więc posłuchaj, moje dziecko… -

**********

Siedzący przy stole obok umilkli. Teraz prawie cała tawerna przysłuchiwała się opowieści ślepca.
- Trafiła jednak na starego pustelnika-eremitę, który mieszkał w lesie od dziesiątków lat, poznając w samotności tajemnice natury. Gdy dziewczyna z płaczem wyznała mu wszystko, stary pustelnik zamyślił się i stwierdził, że jest rozwiązanie tej sytuacji. Powiedział jej, że jeżeli siła miłości jej do Iana i Iana do niej była wielka i prawdziwa, to może ona uratować wioskę i cześć Jovity, pokonując jednocześnie Werwerdena. Znający się na magii uczuć eremita powiedział Jovicie, aby następnego dnia popłynęła z Upadłym Paladynem na wysepkę, ale tuż przed przybiciem do jej brzegu, zarzuciła mu na szyję sznur pereł, jaki dostała od Iana, a potem sama musi poświęcić swoje życie i rzucić się w toń wody, by połączyć się ze swoim ukochanym. Wtedy perły razem ze skórzanym pasem Iana stworzą potężny artefakt, którego moc pokona sługę Beliara na wiele lat. Pocieszona dziewczyna postanowiła tak zrobić, jak radził jej wiekowy eremita. Następnego ranka czekała przy brzegu na szalupę z Werwerdenem. Sama wsiadła do niej i kazała mu płynąc na wysepkę. Uradowało się czarne serce Upadłego Paladyna, bo myślał, że złamał opór dziewczyny. Gdy tylko łódź odbiła od brzegu zerwał się dziwny wiatr i morze pokryły zwiększające się z każdą minutą fale. Już mieli dobić do plaży wysepki, gdy Jowita podskoczyła do Werwerdena i zaskoczonemu słudze Beliara zarzuciła na szyję sznur pereł, jaki otrzymała od ukochanego. Sama zaś rzuciła się do wody. I wtedy klątwa zadziałała. Gigantyczna fala, wysoka jak okoliczne góry, powstała z morza i zmyła bandycki obóz z wysepki, topiąc jego członków. Czarny okręt wojenny został odrzucony daleko w morze i zatopiony. Sam Upadły Paladyn, siłą rzuconego czaru, został wciągnięty do wnętrza swego okrętu i zamieniony w wielkiego czarnego krakena. Ciała Iana ani Jovity nigdy nie odnaleziono. Tylko niektórzy rybacy potem opowiadali, że gdy kilkakrotnie błądzili w czasie mgły na morzu, pokazywała im się sylwetka pięknej dziewczyny siedzącej na białym delfinie, która wskazywała im bezpieczną drogę do brzegu. Stąd ludzie dowiedzieli się, że zamieniony w delfina Ian połączył się ze swoją ukochaną. – Starzec zmęczony opowiadaniem umilkł i wsadził nos do kufla z piwem. Smutas pokiwał głową.
– Niejedna nadmorska osada ma taką legendę o dobrych duchach strzegących rybackich statków. Ale co ta opowieść ma wspólnego z tym, że rybacy boją się wypływać w morze? Jowita nagle zamieniła zapatrywania i teraz zatapia kutry? Wyjaśnij starcze. – Mówiąc to berserker wykonał kolejny gest w stronę karczmarza, aby ten napełnił im kufle. Starzec dopił piwo i pociągnął swoją opowieść dalej:
- Po pierwszych katastrofach kutrów, nikt jeszcze się nie domyślał, co się stało, aż do momentu gdy może wyrzuciło na brzeg połamane deski jednego z nich. Rybacy byli zaskoczeni, co mogło rozbić solidny kuter, skoro od tygodni nie było sztormów i morze było spokojne. Dopiero gdy uważnie obejrzeli szczątki, znaleźli na nich ślady po gigantycznych przyssawkach krakena i rysach po jego dziobie. Może i to nie wzbudziłoby paniki, gdyby nie jeden z magów wody, który nie znając tutejszej legendy zapytany został o to, czy taka klątwa jest możliwa. Mędrzec ten wyjaśnił, że i owszem, ale nie będzie ona trwać wiecznie. Mniej więcej na jedną perłę naszyjnika wypadać ma pięć lat klątwy. A wiecie panie, że do dziś sprzedawane na targowiskach „naszyjniki Jovity” z lokalnych pereł, siłą tradycji mają ich po 40 sztuk? Zatem po dwustu latach klątwa zanika i Werwerden pod postacią krakena może opuścić wrak okrętu. Mści się teraz na tutejszych rybakach. Dlatego żaden z nich nie wypłynie w morze. A wspomnijcie panie, która w tym roku jest rocznica tamtej wielkiej bitwy morskiej pod Partinis – Starzec pokiwał głową. Smutas odpowiedział ściszonym głosem:
- Akurat dwusetna. Gdy wypływałem z Myrtany trwały tam akurat wielkie uroczystości z tego powodu.. – Ale zaraz zaciekawiony zapytał:
- A czy ten uczony mag nie powiedział wam czy nie można przedłużyć działania tego zaklęcia? – Starzec oparł się wygodnie o oparcie ławy i powiedział:
– Gdy ten mag dowiedział się, że pytano go o prawdziwe zdarzenia strasznie się tym przejął. Udał się w gościnę do pobliskiego klasztoru Magów Ognia i wertował stare księgi. Wrócił po dwóch dniach i powiedział, że można klątwę przedłużyć, o ile zarzuci się na krakena kolejny sznur pereł. Potem popłyną z jednym z rybaków tego dokonać, ale nie wrócili z morza. – Ślepiec zakończył opowiadanie i zaczął pochrapywać. Widać, że zmogło go wypite piwo zaprawiane ryżówką. Smutas zapłacił za trunki i wyszedł z karczmy.

**********

- Tak, że sam teraz wiesz, co udało mi się wczoraj dowiedzieć, Lordzie Hagenie – Smutas siedział w największej ratuszowej sali przy stole razem z najważniejszymi paladynami. Hagen drapał się po brodzie:
- Trudno wygrać z zabobonem… Masz jakiś pomysł? – Spojrzał z nadzieją na Smutasa. Ten uśmiechnął się pod nosem i odparł:
- Jak bym nie miał, to bym wam głowy nie zawracał. Pomysł jest prosty. Ja mam statek kurierski z załogą. Wy dacie kilku paladynów, zabierzemy jeszcze ze dwóch czy trzech rybaków na pokład i popłyniemy za wysepkę. Tam zaczniemy przeczesywać dno. Wcześniej czy później trafimy na jakąś większą ośmiornicę. Zarzucimy na nią sznur pereł i wypuścimy. A rybacy, których zabierzemy, zaprzysięgać się potem będą, że klątwa przedłużona i to dzięki paladynom właśnie. – Hagen aż klasną w dłonie:
- Wspaniały pomysł! Zwalczymy zabobon własną mistyfikacją! Skarbnik! Ingmarze! Biegiem do mnie!!! – Do sali wbiegł starszy wiekiem paladyn.
- Natychmiast udaj się do jakiegoś kupca i kup 10 sznurów pereł, po 40 sztuk pereł w każdym! – Hagen widząc zaskoczenie Smutasa wydanym rozkazem, powiedział już normalnym głosem:
- Lepiej mieć kilka na zapas, albo i kilka sznurów na raz narzucić na poczwarę, dla większej pewności. – Smutas pokiwał z uznaniem głową.
- Kiedy możesz wypłynąć? – Hagen nie zostawiał realizacji raz podjętych decyzji na inne chwile.
- Choćby i zaraz. Tylko jeszcze muszę poszukać jakiś rybaków, którym reszta potem uwierzy. – Smutas podniósł się zza stołu, widząc jak wstaje Hagen i reszta paladynów.
- Nie ma problemu, każe z tobą popłynąć komuś z rybackiej starszyzny i już. – Hagen niczego nie zostawiał przypadkowi. Odwrócił się w stronę jednego z paladynów, którzy siedzieli z nimi przy stole:
- Cedricu, weź jeszcze pięciu swoich i zamelduj się na statku kurierskim. Natychmiast! – Ledwo skończył wydawać rozkaz paladyn biegiem wypadł z sali.
Zanim Smutas dotarł do swojego statku, stało już przy nim pod nadzorem straży miejskiej, trzech starszych cechu rybaków, o bardzo niezadowolonych minach. Wokół nich zebrał się już spory tłum. Ludzie zaczynali szemrać. Widząc to Smutas wskoczył na trap izakrzyknął pełnym głosem:
- Słuchajcie, dobrzy ludzie! Lord Hagen wie o nieszczęściu jakie spadło na Khorinis i o tej historii z klątwą. Wie również, że ponowne narzucenie na krakena sznura pereł przedłuży jej działanie na kolejne setki lat. Dlatego też w swej mądrości i łaskawości wysyła mnie, wraz z grupą paladynów, na poszukiwanie potwora, aby mu te perły narzucić. Tych zaś ludzi – Tu Smutas wskazał na przerażonych starszych cechu.
– Zabieramy ze sobą, aby byli naocznymi świadkami naszego sukcesu! Nic nam nie grozi! Mój okręt, to nie rybacki kuter i byle kraken mu nic nie zrobi! Za niedługo wrócimy z pomyślnymi wieściami! – Ludzie usłyszawszy to, zaczęli wiwatować. I tak jak wcześniej byli gotowi odbić swoich przedstawicieli z rąk strażników, tak teraz zaczęli ich popychać w stronę trapu. Starsi, nie mając wyjścia i nadrabiając minami weszli na pokład kurierskiego statku. Ludzie machali do stojących na pokładzie paladynów.
- Niech żyje Lord Hagen! – zakrzyknął jakiś sprytny rybak, a tłum podjął jego okrzyk. Rzucono cumy i statek powoli zaczął odbijać od nabrzeża. Smutas wskazał sternikowi gdzie mają płynąć. Zbliżało się dopiero południe, na niebie nie było widać żadnej chmurki.
Gdy dopłynęli za wysepkę Smutas rozkazał specjalnie zabraną broną przeczesywać dno. Przerażonym rybakom wyjaśnił, że skoro kraken sam do nich nie podpływa, pewnie ze strachy, zatem oni muszą go poszukać. Przez całe popołudnie ciągali bronę za statkiem, niczego jednak nie wyławiając. Owszem, wyciągnęli jedną ośmiornicę, ale niewielką. Pod wieczór wszyscy byli już nielicho zmęczeni. Smutas kazał zakotwiczyć i postanowił, że od rana znowu spróbują poszukiwań.
Gdy już zapadał zmierzch Smutas zszedł pod pokład na kolację. Ledwo zdążył usiąść za stołem, gdy nagle w okręt uderzyło coś potężnego, rozległ się trzask łamanych belek i pokład przechylił się o 45%. Wszyscy poturlali się po podłodze. Tylko barbarzyńca dzięki swojemu refleksowi zdążył skoczyć w kierunku drzwi i teraz obijał się w wąskim korytarzu prowadzącym na pokład. Statek się wyprostował i przechylił w drugą stronę. Dalej było słychać trzask łamanego drewna i chlupot wody wlewającej się do środka statku. Smutasowi udało się kopniakiem wywalić drzwi na pokład. To co zobaczył przeszło jego najśmielsze oczekiwania. Ujrzał kłębowisko czarnych macek, grubszych u nasady od niego, które wiły się wężowymi ruchami po całym pokładzie, łapiąc i miażdżąc wszystko co tylko udało im się złapać. Na jego oczach macka owinęła się wokół paladyna w pełnej zbroi. Przebiegł przez nią widoczny skurcz i rycerz został wyciśnięty ze swojego pancerza jak sok ze zmiażdżonej pomarańczy. Krwawa posoka chlusnęła strumieniami we wszystkie strony i na pokład opadła tylko zmiażdżona jak szmata zbroja. Wokół statku unosiła się przesłaniająca wszystko mgła. Smutasowi udało się dwoma susami dopaść do masztu i zaczął się na niego wspinać. W dole słychać było cichnące krzyki mordowanej załogi i coraz głośniejsze trzaski miażdżonego kadłuba statku. Po błyskawicznym wspięciu się na wysokość bocianiego gniazda spojrzał na dół. Okrętu już nie było widać, bo pogrążał się w odmętach. Za to w pełnej krasie można było obejrzeć gigantyczną ośmiornicę, czarną niczym smoła, która swoimi mackami oplatała to co zostało z kurierskiego okrętu.
- To naprawdę kraken – przemknęło jak błyskawica przez myśli Smutasa. Trzymając się jedną ręką masztu sięgnął za pazuchę w poszukiwaniu sznura pereł. W jego stronę pełzła, owijając się wokół masztu, czarna macka, a oczy kałamarnicy, wielkie jak cebry, wpatrywały się w niego. Widział w nich czerwoną poświatę, pełną nienawiści i żądzy mordu. Zastanawiał się, jak ma zarzucić na tego potwora sznur pereł.
- Niech podsunie jej koniec – pomyślał, kopiąc nogą sięgającą go końcówkę macki, która doszła już prawie do jego kolan. Macka nic sobie nie zrobiła z jego zabiegów, pełznąc coraz wyżej i wyżej, owijając się wokół jego ciała. W desperackim ruchu, nie mając już nic do stracenia, Smutas rzucił na mackę sznur pereł. Te jednak ześlizgnęły się po niej i poleciały w dół do wody.
- Cholerni magowie, ci to zawsze jakieś bzdury muszą wymyślić… - Pomyślał, czując jak owinięta wokół niego macka coraz mocniej przyciska go do drzewca masztu. Mocniej i mocniej… Już nie mógł oddychać, gdy nagle uścisk zelżał. Poprzez smugi mgły Smutas zobaczył cos nierealnego, w co sam potem niezbyt mógł uwierzyć. Kraken nie wpatrywał się już w niego. Zastygł w bezruchu patrząc w zupełnie inną stronę. W miejscu gdzie wpadł do wody sznur pereł leżał na jej powierzchni potężny biały delfin. Ale nie to było najbardziej zaskakujące. Niewiarygodne było to, że na jego grzbiecie stała piękna dziewczyna, trzymając w ręku sznur pereł upuszczonych przez Smutasa. Delfin podpłynął powoli do znieruchomiałego krakena i dziewczyna wspięła się na palce i zarzuciła mu na głowę sznur pereł. Potwór wzdrygnął się i w dziwnym wyciem zapadł pod wodę. Jego macki również błyskawicznie znikły. Zaskoczony berserker nawet nie zdążył złapać się masztu i poleciał w dół na łeb, na szyję. Wpadając do wody wyrżnął głową w jakiś kawałek belki od pokładu i stracił przytomność. Tylko lecąc w dół miał przed oczami obraz białego delfina i pięknej dziewczyny…

**********

Słońce raziło go w oczy. Otworzył je i zobaczył, że leży w wielkim, bogato zdobionym łożu.
- Gdzie ja jestem? – zapytał w przestrzeń.
- W domu, Smutasie, w domu! – w polu widzenia pojawił się uradowany Lord Hagen.
– Leżysz tu od dwóch dni nieprzytomny. Rybacy znaleźli cię rankiem na brzegu i przynieśli tutaj. Pamiętasz co się stało? Wasz statek we mgle musiał wpaść na skały i tylko ciebie na razie znaleziono. – Hagen pochylił się nad leżącym:
- Rybacy opowiadali, że przy tobie na piasku były tylko ślady bosych kobiecych stóp, które, co najdziwniejsze, prowadziły od morza do ciebie i z powrotem. A do tego widziano w porcie wielkiego białego delfina. Wszyscy rybacy ruszyli na połów. – Smutas zrozumiał skąd się bierze zadowolenie pochmurnego zazwyczaj Hagena.
- Ta legenda to jednak prawda… - Powiedział osłabionym głosem:
- Na własne oczy widziałem Jovitę na białym delfinie i krakena… A wszyscy pozostali zginęli zabici przez potwora. - Przymknął oczy rażone przez słoneczne światło wpadające przez okno. Hagen pokiwał ze zrozumieniem i współczuciem głową:
- Śpij, śpij, nieźle po łbie belką oberwałeś… -
__________________
Pro Fide, Rege et Lege
Honorowy Użytkownik Forum



Wredny barbarzyńca
User, który ma ZAWSZE rację :-)
RPG
Smutas jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Odpowiedz


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni post / autor
Legenda Pieciu Kregow AddoN Fantastyka 1 28-02-07 22:26


Powered by vBulletin® Version 3.6.7
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.