Wróć   Forum Gothic - ArcaniA: Gothic 4 > Inne > Art & Story Forum > WIP
Przeładuj stronę Historia Alternatywna

Odpowiedz
Narzędzia wątku Wygląd
Nieprzeczytane 30-08-06, 23:55   #1
axel_next
Polna Bestia
 
Zarejestrowany: maj 2006
Skąd: Zielona Góra
Posty: 72
Wyślij wiadomość przez AIM do axel_next
Domyślnie

No to ja chciałbym skorzystać z owego tematu do przedstawienia własnej wizji świata Gothica.
Akcja opowiadania dzieje się parę miesięcy po wydarzeniach z II części gry, co znawcy świata Gothica powinni z łatwością wywnioskować po lekturze. Tytułu jeszcze nie ma, ale jeżeli będę pisał dalej, to może wpadnie mi do głowy jakaś idea. Póki co mam tylko szkic scenariusza. Zapraszam do czytania i oceniania, bo najbardziej potrzebuję testerów z krwi i kości


Potwór zbliżał się z coraz większą prędkością do upatrzonej przezeń ofiary. Najwidoczniej, już jakiś czas temu wyczuł, że przestał być niezauważony, ale instynkt podpowiadał mu, że odległość do celu jest zbyt duża aby rozpocząć szarżę. W końcu jednak, kiedy opuścił częściową osłonę z krzewów i liści, rozgraniczała go tylko niewielka polanka, po której puścił się pędem rozrzucając za sobą strzępy runa leśnego. Paszcza zębacza była pełna małych, lecz ostrych jak igły kłów, od których zresztą pochodziła nazwa tego groźnego stworzenia. Już niejeden podróżnik zignorował te bestie, sądząc po ich niewielkim wzroście. Nie był im on potrzebny. Ewolucja wspomogła zębacze, wyposażając je we wspomniane kły, nadzwyczaj długie pazury i nieprzeciętną szybkość. Nader jednak, groźny był ich instynkt. Instynkt pierwotnego drapieżnika, którego głównym celem było dopadnięcie ofiary, nawet za cenę życia jednego z osobników stada. Z tego powodu, większość z tych, którzy zlekceważyli ostrzeżenia doświadczonych łowców, nie obeszła się bez co najmniej utraty kończyny przy spotkaniu z tymi drapieżnikami.
Hektor już od dobrych kilku minut obserwował stwora. Kiedy zębacz rzucił się na niego, zwolnił zatrzask na kuszy i bełt poleciał prosto w ociekający śliną pysk poczwary. Siła uderzenia odrzuciła ją na powrót w pobliskie krzaki, zraszając przy tym niemal całą polanę czerwoną posoką. Również świeżo czyszczone ogniwa kolczugi Hektora nie zostały oszczędzone i rycerz klął jak szewc, wspominając długie godziny spędzone na starannym konserwowaniu swojego pancerza. Tak, Hektor był rycerzem w służbie Innosa. Paladynem. Jego zadaniem była ochrona wiernych przed zakusami wszelakich sług Beliara. Przynajmniej w teorii, bowiem ostatni tydzień spędził obozując w pobliżu farm przylegających do przełęczy Górniczej Doliny, wypatrując pospolitych kreatur, które przeszkadzały wieśniakom w ich obowiązkach. Cholerni najemnicy i ich jeszcze bardziej skretyniali przywódcy – ciągle wypominał odejście Gorna i Lee z tego miejsca. Ich pozycje szybko zostały zajęte przez ludzi, którzy niewiele mieli wspólnego z ideałami jakim hołdowali ich poprzednicy. Przestali oni tylko chronić farmy, a skupili się na przejęciu na nich władzy. W efekcie doszło do sporów a nawet zbrojnych starć pomiędzy prowokatorami a resztą, czyli ludźmi wiernymi dawnym posiadaczom farm. Efekt? Podział terenów podlegających pod uprawy, ogólne niezadowolenie chłopstwa (o ile to jeszcze było możliwe, gdyż nawet za czasów kiedy Lee i Gorn tu rezydowali, nie wiodło im się najlepiej), oraz brak ludzi do ochrony zabudowań. I właśnie z tego powodu wysłano Hektora do zajęcia się pomocą dla cierpiących na ataki, głównie z okolic Górniczej Doliny, farmerów. Hektor zrzucał winę na najemników, ale również ze stoickim spokojem oczyszczał teren, zaskarbiając sobie przyjaźń rolników i hodowców po tej stronie przełęczy. I tylko w duchu ciągle wyczekiwał dnia kiedy wróci do zamku i odpocznie parę dni od niewygód, nawet za cenę całodziennych hołdów ku czci Innosa.
W końcu doszedł do ciała stwora, które upadło wprost na kępę jakiegoś zielska, obficie plamiąc szkarłatem leśne kwiecie. Hektor wyciągnął z nogawicy nóż myśliwski i starannie wyciął stworzeniu górne i dolne kły. Po chwili zastanowienia usunął też ostrożnie pazury u obu łap. Od kiedy po lasach zaczęło się wałęsać coraz więcej tych bestii, Garond podniósł nagrody za trofea o kilka sztuk złota, tak że zbieranie ich znowu stało się opłacalnym zajęciem. Nawet dla hołdującego ubóstwu paladyna.
Kiedy rycerz zbierał się do odejścia sklepienie było już mocno zasnute granatową warstwą chmur, które niemal całkowicie uniemożliwiały obserwację popołudniowego nieba. Cholera, jeszcze jedna noc na deszczu i to całe żelastwo zardzewieje i zgnije na mnie – mruczał, ładując pozostawiony na polanie sprzęt. Dzisiejszego wieczora zdecydował się, choć bardzo tego nie lubił, przenocować w karczmie na farmach. Nigdy nie sprawiało mu przyjemności jedzenie gulaszu z pająków albo innego ohydztwa, jaki tam serwowali. Do rozrywek Hektor nie zaliczał również kłótni z chrząszczami (tak starsi najemnicy nazywali kiedyś nowicjuszy w swoim fachu, obecnie pojęcie to utrzymywało się tylko wśród najstarszego pokolenia najemników).
Zazwyczaj po wypiciu paru kufli piwa, młodzi byli zdolni do wszystkiego, aby tylko przypodobać się tym obskurnym karczemnym dziewkom, nie mającym nic przeciwko wybijaniu sobie dla nich zębów. A pewien był jednego. Że nic nie spodoba się dziewkom tak bardzo, jak pobita dla nich twarz paladyna.
Tak jak się tego spodziewał, w trakcie schodzenia do doliny gdzie leżały farmy, z nieba zaczął lać rzęsisty deszcz, pogrążając świat w nostalgii.


***


W karczmie panował zaduch i wszechogarniające uczucie klaustrofobii. Przechodząc przez przedsionek Hektor zastanowił się jaką drogę obrać, aby otrzeć się o jak najmniej pijanych najemników i farmerów. Tuż przy wejściu było jeszcze w miarę przystępnie. Im dalej, w głąb izby tym więcej napotykało się półleżących na brudnych, lepkich od piwa stołach, osób. Hektor owinął się szczelniej brudnozielonym, wytartym płaszczem. Nie chciał przypadkiem pozwolić na rozpoznanie siebie, w tym tłumie rządnych paladyńskiej krwi łowców. Manewrując niczym akrobata pomiędzy półprzytomnymi ludźmi, dotarł w końcu do kontuaru. Zaprzyjaźniony karczmarz widocznie już dawno miał na niego oko.
- Wróciłeś…Tak myślałem, że ta pogoda pokona nawet ciebie. Ano i patrz…
- Taa, ja też się cieszę , że cię widzę…Ongar, dajże coś na ząb i jakieś piwo. Tylko nie to ścierwo, którym „raczą” się tutejsi goście…- szepnął do oddalającego się gospodarza.
- Ha, jeszcze kilka twoich wizyt i niewiele zostanie z mojego składziku dla specjalnych gości…Czy ty masz pojęcie ile takie piwo może kosztować? – wracający karczmarz niósł tacę z pieczenią o rumianym zabarwieniu i interesującym aromacie, oraz kufel ciemnego piwa.
- Gówno ci powiem…Gówno… – Ale rycerz zaraz skonsternował, widząc nadąsaną twarz karczmarza - Chociaż i tak lepsze niż większość tego co piłem do tej pory. Chodzi mi tylko o to, że u nas – w klasztorze – zakonnicy są słynni ze swoich zdolności winiarskich i wyrabiają niepowtarzalny…ech…co ci będę mówił. Kiedyś sam spróbujesz.
- No nie wiem, mnie tam do tego klasztoru nie spieszno, a i tobie bym nie radził tak głośno biadolić bo tutejsi dzisiaj nie są w wyjątkowo towarzyskim nastroju.
- Nie widzę różnicy – Hektor dalej obgryzał kość – robią to, co do nich należy…Piją, leją chłopów lub siebie nawzajem…Ech…Powiem ci Ongar, żyję w Khorinis dłużej niż ci się wydaje i jedno jest pewne – jest tu coraz gorzej.
- Sam wiesz, że prowadzę tę budę mniej niż dwa lata, ale nie wydaje ci się, że przesadzasz? Kiedyś, gdy tą częścią farm rządziła szlachta, wcale nie było lepiej…
- Dokładnie – przerwał mu paladyn z ustami pełnymi mięsa – wtedy chłopi byli batożeni przez właścicieli ziemskich. A teraz, w dodatku jeszcze mniej zarabiają, bo ich tereny uprawne są mniejsze a najemnicy płacą, o ile to możliwe, jeszcze skąpiej niż starzy pracodawcy.
- Do cholery, czy ty mieszkasz na tych farmach? – głośno szepnął właściciel tawerny.
-Nie i wolałbym znowu siedzieć w zamku w Górniczej Dolinie. Tam, przynajmniej coś się działo, a tutaj? Moim największym zmartwieniem był ostatnio zębacz, który porywał bachory bawiące się w lesie. I co? Tylko zbroję sobie zasyfiłem flakami tego ścierwa. Od dwóch miesięcy miałem czekać na posłańca. Albo mają mnie głęboko gdzieś, albo cierpią na nadmiar żołnierzy.
- Może ten cholerny zamek w końcu padł ?
- Ha, nie rozbawiaj mnie. Może i orków jest coraz więcej, ale to nie znaczy, że nasi nie przetrwają oblężenia. Wiesz do czego nawet doszło? Jeden z naszych chłopów odpowiada za hodowlę owiec na dziedzińcu! Zaczęło się od tego, że znaleziono małe jagnię na polu bitwy…
- No dobra, wierzę ci, ale czy ci zielonoskórzy idioci nie są w stanie wyważyć bramy, czy coś w tym stylu ?
- Słuchaj Ongar… - Hektor zniżył głos - Jeżeli czterem smokom się to nie udało, to orkom tym bardziej się nie powiedzie.
- Może i nie kłamiesz. Tym bardziej, że nie mają jak liczyć na pomoc z Khorinis, skoro paladyni przestali już tam rezydować.
- To akurat jest najmniejszy problem. W końcu ciągle mamy Zakon Magów. Nie są oni ani o krztynę mniej warci niż rycerze. Na własne oczy widziałem, jak jeden wyszkolony mag zmiótł pułk orków jednym ruchem dłoni – w tym momencie Hektor wykonał enigmatyczny ruch ręką przed oczyma karczmarza – O, tak.
- Ale czy Larius pozwoliłby na zbrojną wyprawę do Doliny ?
- Magowie mają w dupie Lariusa i jego zarządzenia. Prawdziwą przeszkodą są bandyci i orkowie na przestrzeni pomiędzy przełęczą w Khorinis a wrotami zamku w Górniczej Dolinie. Jeden sprawny człowiek mógłby sobie poradzić, ukrywając się w rozpadlinach lub na wpół uciekając, ale co ma zrobić grupa zdziadziałych magów? Przefrunąć ? – Hektor pociągnął solidny łyk z wielkiego kufla.
- To by była niezła sztuczka…
W tym momencie, na obrzeżach Sali, gdzie usadowili się już jakiś czas temu przywódcy chrząszczy, rozległ się trzask łamanej nogi od stołu i drewniana konstrukcja gruchnęła na ziemię wraz z całą zastawą w postaci wielu kufli piwa i tac z jedzeniem. Po podłodze, szerokimi zygzakami popłynęły fale pienistego trunku. Po chwili konsternacji, jeden z najemników zakrzyknął w stronę kontuaru.
- Hej, Ongarze, karczemny partaczu ! Wskutek twego niedopatrzenia wyzbyliśmy się właśnie naszego zasłużonego posiłku. Gwoli zadośćuczynienia winnyś nam teraz zrekompensować należną stratę ! – zaśmiał się basowym śmiechem, a wraz z nim jego towarzysze stołu.
- To co wyczyniacie w tej karczmie to tylko wasza sprawa. Jeżeli nie macie złota na pokrycie strat, to wynoście się. – twarz karczmarza zrobiła się czerwona ze złości.
- Trudno – odkrzyknął najemnik wstając zza szczątków stołu – w takim razie inni chętnie się z nami podzielą, prawda koledzy? – mówiąc to strącił ruchem ręki jednego z młodych najemników z jego miejsca. Młodzieniec, niemal nie protestując podniósł się z czworaków i oddalił się od weterana. Karczmarz westchnął ciężko, lecz nie protestując wrócił do swoich zajęć.
- Mówię ci Hektor – powiedział po cichu – oni, z dnia na dzień…
- Zejdź z miejsca tego chłopaka ! – Wykrzyknął paladyn, wciąż zwrócony twarzą do kontuaru, za którym stał Ongar, teraz blady jak ściana.
- Co za kretyn to powiedział ?! – oburzony najemnik wstał, ściskając w ręce nóż do mięsa. Po chwili ujrzał Hektora, który beztrosko uniósł dłoń w górę - Kimże jesteś pachole ? Osobiście dopilnuję, abyś dziś wieczór nie wrócił do domu ! – ruszył w stronę siedzącego tyłem strażnika, podpierając się o stoły i krzesła, zagradzające mu drogę.
Hektor tym czasem ugryzł ostatni kęs pieczeni i zajrzał do pustego kufla. Z kwaśną miną wstał akurat w momencie, gdy niemal zaśliniony ze złości najemnik zbliżył się do jego pleców. Karczmarz, z przerażoną miną wskazywał na ponurą sylwetkę za paladynem. Ten jednak do ostatniej chwili przyglądał się naczyniu, aż na stalowych okuciach, nie ujrzał odbicia, podnoszonej do ciosu ręki. Błyskawicznym ruchem Hektor obrócił się w stronę wnętrza karczmy, a wciąż trzymająca kufel dłoń, zderzyła się z środkiem twarzy pijanego napastnika. Drewno roztrzaskało się, łamiąc przy okazji z gruchotem nos najemnika. Struga krwi zalała obu walczących, jeszcze zanim ciało pokonanego, nie dotknęło ziemi.
- Cholera – westchnął Hektor mierząc wzrokiem świeżo zaplamiony płaszcz, oraz wcale nie pragnącego się podnosić napastnika– to już dzisiaj drugi raz…
Banda otępiałych towarzyszy pokonanego najemnika, ocknęła się ze zdumienia. Część z nich rzuciła się ku stojakom z bronią, umieszczonym w pobliżu wyjścia. Pozostali, nadal nie ruszali się z miejsca, acz nerwowo rozglądali się po wnętrzu karczmy.
- Spieprzać ludzie ! – ryknął któryś z mało spostrzegawczych drabów, nie dostrzegając, że farmerzy i chrząszcze, małymi grupkami kierowali się do wyjścia.
- Synu, właśnie podpisałeś na siebie akt zgonu – rzekł do Hektora, jeden z idących w jego stronę najemników. Trzymana przez niego krótka, okuta laga, najwyraźniej dodawała mu pewności siebie. Podobnie jak czterech towarzyszy za plecami.
Paladyn zrobił wymowny gest w stronę karczmarza, który natychmiast zebrał co cenniejsze przedmioty z kontuaru i skierował się na zaplecze budynku, mocno ryglując po drodze solidne, drewniane drzwi.
Pięciu oprychów próbowało okrążyć strażnika. Byli pijani, co było widoczne nie tylko w ich ruchach, ale i w słabej taktyce. Czego się spodziewać od najemników – pomyślał Hektor, łapiąc za pochwę miecza i stając w kącie sali. Ze stoickim spokojem przenosił wzrok z jednego napastnika, na drugiego, wciąż nie wyciągając oręża.
- No synku, dobądź tego mieczyka, bo inaczej nie będziemy mieli żadnej satysfakcji z poprawienia ci tej pięknej buźki – Napastnik wyszczerzył się w uśmiechu pełnym żółtych, połamanych zębów. Jego towarzysze skwitowali to salwą chrapliwego śmiechu.
Paladyn spuścił lekko wzrok, patrząc się na głowicę wiszącego mu u pasa miecza. Rubinowe zdobienia błyszczały w świetle rzucanym przez stojące w pobliżu świece.
- Straciłbym honor gdybym musiał obnażyć ostrze na takich oprychów jak wy. – W momencie kiedy skończył zdanie, jego ręka, wciąż trzymająca głownię broni, wystrzeliła w kierunku twarzy, pierwszego z najemników. Zaskoczony napastnik nie zdążył się odchylić, skutkiem czego, Hektor miał na sumieniu już drugi, złamany tego wieczoru nos.
Najemnik przewrócił się na stojących za nim kompanów, lecz strażnik nie pozwolił im na ripostę i zaszarżował szybko, wykorzystując chwilę zaskoczenia. Grupa ledwo stojących bez podpierania drabów, nie miała szans z ciężkim pancerzem Hektora, dobrze skrytym pod długim płaszczem. Jak jeden mąż, pięciu najemników runęło wstrząsając fundamentami gospody. Tymczasem paladyn jednym susem doskoczył do stojącego w pobliżu, masywnego stołu, dzięki czemu pierwszy osiłek, który wrócił do pionu, został poczęstowany celnym kopniakiem prosto w szczękę. Najemnik zatoczył się i runął, demolując kilka stojących za nim krzeseł. Wściekli napastnicy rzucili się w stronę Hektora, który zwinnie przeskoczył na kontuar i lekko pochylony, dał susa w miejsce gdzie zwyczajowo stał karczmarz. Sekundę później, grad butelek, talerzy i kufli runął, na szarżującą w jego stronę grupę. Celnie wymierzone pociski wybijały zęby i podbijały oczy, przez co, cała piątka najemników, zmuszona została do chwilowej kapitulacji, w postaci skrycia się za prowizoryczną palisadą ze stołów.
- Do cholery – wybełkotał jeden z nich, wyciągając pokaźny okruch szkła z ust – nawet nie możemy się utrzymać przy nim na nogach. Zróbmy coś, zanim ten kretyn nas pozabija.
- Spokojnie, wymyśliłem coś, tylko dajcie mi chwilę – jeden z bardziej pewnych siebie najemników wstał, najpierw ostrożnie, ale kiedy dostrzegł siedzącego na karczemnej ladzie paladyna, wyprostował się i otrzepał z brudu. – Przepraszamy za nasze zachowanie waszmościu, nie wiedzieliśmy, żeś równie dzielnym wojakiem jak i my…
Paladyn przerwał mu parsknięciem, które w najlepszym wypadku mogło oznaczać tylko rozbawienie.
…A nawet lepszym – najemnik ciągnął swoje nieco niewyraźne przemówienie. – Mamy zatem propozycję porozumienia i za obopólną zgodą, rozejdźmy się może do naszych domostw, co by nie czynić więcej szkód właścicielowi tych włości.
- Więc w drogę – Hektor dalej oglądał zdobienia swego półtorarocznego miecza – ja w przeciwieństwie do was, jestem tu mile widzianym gościem.
Nieco skonsternowany najemnik, odwrócił się w stronę wciąż skrywających się za stołem kompanów. – Chodźcie panowie, dzisiaj już za dużo narozrabialiśmy – nachylił się, żeby podać rękę jednej z siedzących na ziemi osób. Zanim jednak ich dłonie się złączyły, oprych dzierżył już, wyciągnięty z rękawa, krótki, ale szeroki sztylet. Obracając się na pięcie, cisnął nim w stronę strażnika. Hektor nie dał się zaskoczyć. Lecące ostrze odbiło się od rzuconego ułamek sekundy wcześniej kuchennego tasaka. W pomieszczeniu dały się słyszeć jedynie ciężkie oddechy i dźwięk sztyletu wbijającego się w wąski arras, umieszczony na zachodniej ścianie gospody. Szybujący po przestworzach smok został tym samym przeszyty na wylot, lecz jak to na obrazach bywa, wciąż prężył swe olbrzymie skrzydła i strumieniami ognia spopielał całe armie, nie większych niż mrówki rycerzy.
- Dobranoc, waszmościom – uśmiechnął się paladyn, teatralnym gestem przecinając gruby, przywiązany do belki mocującej, sznur. Masywny dębowy żyrandol poleciał na głowy zaskoczonych najemników.

Wszystkie postacie i miejsca przedstawione w powyższej historii są fikcyjne. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, powielanie w całości lub fragmentach, bez zgody autora – zabronione. Copyright - NPF®2006
__________________
"Niektórzy ludzie mają wiele żywotów. Inni mają jedno, a i tak pozwalają aby czas przeciekał im między palcami. Jeżeli zbierzesz całą energię w jednym czasie i miejscu - osiągniesz coś cudownego."
"I my musimy lecieć, choć tak bardzo bolą skrzydła, choć przed nami ciemność i zmęczenie. Bo inaczej nawet nam pełzać nie pozwolą, a nasza mowa zmieni się w milczenie."
RPG
axel_next jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 31-08-06, 17:02   #2
Tai
 
 
Tai awatar
 
Zarejestrowany: październik 2005
Posty: 155
Domyślnie

Zaczynamy...
Dziwi mnie obecność tylko Hektora, na stanowisku pilnowania farm (tak jak mi się zdaje wynika z tekstu).

Cytat:
- Co za kretyn to powiedział ?! – oburzony najemnik wstał, ściskając w ręce nóż do mięsa. Po chwili ujrzał Hektora, który beztrosko uniósł dłoń w górę
Uniósł dłoń w górę... równie dobrze mógłby powiedzieć: "Zgłaszam się" :P

Czy Hektor był tytanem, a jego zbroja była z Mithrilu? (chyba tak to się pisze ) Te susy, skoki itp. jakie wykonuje w karczmie podczas bójki są moim zdaniem niemożliwe, gdy masz na sobie zbroję paladyna... :P Kolejny dziwny "Matrix" ( :P ) to odbicie sztyletu tasakiem. No comment...
Fabuła nie zaciekawiła mnie zbytnio.
Ale trzeba przyznać, że masz talent do pisania. Żebyś wplótł w to jakąś ciekawą fabułę to byłobo by nieźle. A tak niezły styl marnuje się w nieciekawej (żekłbym sztampowej) fabule.
8/10

RPG
Tai jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 31-08-06, 17:33   #3
axel_next
Polna Bestia
 
Zarejestrowany: maj 2006
Skąd: Zielona Góra
Posty: 72
Wyślij wiadomość przez AIM do axel_next
Domyślnie

Postaram się wyjasnić niuanse:

Cytat:
Dziwi mnie obecność tylko Hektora, na stanowisku pilnowania farm (tak jak mi się zdaje wynika z tekstu).
Nie zostało określone ilu dokładnie strażników przydzielono do pilnowania farm. Jeżeli jest ich więcej, to jest to nieistotne dla fabuły, więc pominąłem ten aspekt.

Cytat:
Uniósł dłoń w górę... równie dobrze mógłby powiedzieć: "Zgłaszam się"
Dokładnie ten efekt chciałem uzyskać. Jeżeli nie jest on ciekawy, to pewnie go zmienię.

Cytat:
Czy Hektor był tytanem, a jego zbroja była z Mithrilu? (chyba tak to się pisze  ) Te susy, skoki itp. jakie wykonuje w karczmie podczas bójki są moim zdaniem niemożliwe, gdy masz na sobie zbroję paladyna...
I tu dochodzimy niestety do bolączki jaką jest zamieszczanie opowiadań na forum. Jeżeli opublikowałbym całą historię, uzasadnione zostałoby, dlaczego Hektor potrafi tak dobrze manewrować nawet w kolczudze. Podkreślam - kolczudze - a nie zbroI paladyna.
Niestety nie jestem aż tak wytrwały, a jak na razie nie wpadłem nawet na ciekawe rozpoczęcie następnej sceny, więc być może nigdy się to nie wyjaśni...

Cytat:
Kolejny dziwny "Matrix" (  ) to odbicie sztyletu tasakiem. No comment...
To ja tylko dodam, że w pierwotnym zamierzeniu paladyn W Ogóle unika sztyletu, co wyglądało jak idiotyczny mangowy zabieg. Po wielu innych konceptach pozostałem przy czymś takim...
__________________
"Niektórzy ludzie mają wiele żywotów. Inni mają jedno, a i tak pozwalają aby czas przeciekał im między palcami. Jeżeli zbierzesz całą energię w jednym czasie i miejscu - osiągniesz coś cudownego."
"I my musimy lecieć, choć tak bardzo bolą skrzydła, choć przed nami ciemność i zmęczenie. Bo inaczej nawet nam pełzać nie pozwolą, a nasza mowa zmieni się w milczenie."
RPG
axel_next jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 17-09-06, 10:38   #4
Smutas
Berserker
 
Smutas awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2005
Skąd: kraina barbarzyńców
Posty: 13 004
Domyślnie

Zaczynamy oceniać....
Zaznaczam, że mnie bardziej interesuje sama fabuła niż błedy, o ile nie są tak rażące, że aż biją po oczach...


Cytat:
Originally posted by axel_next+30-08-2006, 22:56-->CYTAT(axel_next @ 30-08-2006, 22:56)
Cytat:
Potwór zbliżał się z coraz większą prędkością do upatrzonej przezeń ofiary. Najwidoczniej, już jakiś czas temu wyczuł, że przestał być niezauważony, ale instynkt podpowiadał mu, że odległość do celu jest zbyt duża aby rozpocząć szarżę.
[/b]
Skoro przyśpieszał cał czas to chyba szarżował, czy nie? Pewna nielogiczność.

axel_next
@30-08-2006, 22:56
W końcu jednak, kiedy opuścił częściową osłonę z krzewów i liści, rozgraniczała go tylko niewielka polanka, po której puścił się pędem rozrzucając za sobą strzępy runa leśnego.
Co to znaczy, że "rozgraniczała" go polanka? Od czego? Trochę namieszane.

Cytat:
Originally posted by axel_next+30-08-2006, 22:56-->CYTAT(axel_next @ 30-08-2006, 22:56)
Cytat:
przenocować w karczmie na farmach.
[/b]
Niby co to ma być? Pierwszy raz w życiu widzę takie określenie... Możesz je wyjaśnić?

axel_next
@30-08-2006, 22:56
głośno szepnął właściciel tawerny.
"głośno szepnął"? Nie mógł normalnie się odezwać?

Cytat:
Originally posted by axel_next+30-08-2006, 22:56-->CYTAT(axel_next @ 30-08-2006, 22:56)
Cytat:
Tymczasem paladyn jednym susem doskoczył do stojącego w pobliżu, masywnego stołu, dzięki czemu pierwszy osiłek, który wrócił do pionu, został poczęstowany celnym kopniakiem prosto w szczękę.
[/b]
Nie załapałem. Co miał ten stół współnego z przywaleniem wstającemu najemnikowi?

axel_next
@30-08-2006, 22:56
Hektor dalej oglądał zdobienia swego półtorarocznego miecza
'Półtoraroczny" miecz? A jak on wyglądał? Domyślam, śei że miało chodzić o miecz półtoraręczny, ale wcześniej napastnicy mówili o nim "mieczyk". Czyżby sami nie zauważyli jego wielkości?

Cytat:
Originally posted by axel_next@30-08-2006, 22:56
Masywny dębowy żyrandol poleciał na głowy zaskoczonych najemników.
O w mordę, jak ten żyrandol wyglądał?

Podsumowując.
Treść, ot taka sobie, opis bójki w karczmie, nie wieliego. Kilka nielogiczności wskazałem powyżej. Jedynym plusem opka są umieszczane opisy przyrody na początku opka, dzięki czemu wstęp czytało się najciekawiej. W sumie masz chłopie potencjał, tylko musisz więcej pisać, żeby wyćwiczyć sobie lepszą technikę operowania słowem, bo czasem budujesz tak skomplikowane zdania, że mozna się pogubić.
Gdyby to było twoje kolejne opko, to odradzałbym ci pisanie. Ale że to pierwsze, to tylko cię do niego zachęcam. Masz przebłski talentu, tylko musisz go doszlifować.
__________________
Pro Fide, Rege et Lege
Honorowy Użytkownik Forum



Wredny barbarzyńca
User, który ma ZAWSZE rację :-)
RPG
Smutas jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 17-09-06, 22:52   #5
axel_next
Polna Bestia
 
Zarejestrowany: maj 2006
Skąd: Zielona Góra
Posty: 72
Wyślij wiadomość przez AIM do axel_next
Domyślnie

No to zaczynamy polemizować
Cytat:
Skoro przyśpieszał cał czas to chyba szarżował, czy nie? Pewna nielogiczność.
Nie, bo można przyspieszać a nie szarżować...To chyba logiczne? Szarża to bieg.
Cytat:
Co to znaczy, że "rozgraniczała" go polanka? Od czego? Trochę namieszane.
To znaczy, ze polanka oddzielała go od czegoś. W tym wypadku od celu.
Cytat:
Niby co to ma być? Pierwszy raz w życiu widzę takie określenie... Możesz je wyjaśnić?
Eee...przenocować, karczma, czy farmy ?
Cytat:
"głośno szepnął"? Nie mógł normalnie się odezwać?
Hmm...Głośna rozmowa z Hektorem chyba nie leżała w zamiarach oberżysty....Dla mnie to dosyć zrozumiałe.
Cytat:
Nie załapałem. Co miał ten stół współnego z przywaleniem wstającemu najemnikowi?
Kopnięcie dorosłego mężczyzny, w twarz z ziemi, to moim zdaniem wyczyn a'la wu-xia albo matrix.
Cytat:
Półtoraroczny" miecz? A jak on wyglądał? Domyślam, śei że miało chodzić o miecz półtoraręczny, ale wcześniej napastnicy mówili o nim "mieczyk". Czyżby sami nie zauważyli jego wielkości?
Word przekręca wyrazy jeżeli nie ma ich w bazie....A napastnicy chyba szydzili z Hektora...?
Cytat:
O w mordę, jak ten żyrandol wyglądał?
Był masywny i dębowy

Ale dzięki za krytykę, być może następnym razem spróbuję nieco "uprościć" język jaki stosuję...

Czytam riposty tego gościa i turlam się ze śmiechu xD - Aerial
__________________
"Niektórzy ludzie mają wiele żywotów. Inni mają jedno, a i tak pozwalają aby czas przeciekał im między palcami. Jeżeli zbierzesz całą energię w jednym czasie i miejscu - osiągniesz coś cudownego."
"I my musimy lecieć, choć tak bardzo bolą skrzydła, choć przed nami ciemność i zmęczenie. Bo inaczej nawet nam pełzać nie pozwolą, a nasza mowa zmieni się w milczenie."
RPG
axel_next jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Odpowiedz


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni post / autor
HISTORIA LEE Rabittous WIP 20 06-09-06 11:19
Historia na GS ChaRoN Vortal 1 18-08-06 00:02
Historia GS Jatup Vortal 18 21-06-04 20:48


Powered by vBulletin® Version 3.6.7
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.