Wróć   Forum Gothic - ArcaniA: Gothic 4 > Inne > Art & Story Forum > FanFick
Przeładuj stronę Konkurs na opisanie przestępstwa - III miejsce

Odpowiedz
Narzędzia wątku Wygląd
Nieprzeczytane 12-03-11, 15:33   #1
Whitefire
Parias
 
Whitefire awatar
 
Zarejestrowany: czerwiec 2009
Posty: 1 304
Domyślnie Konkurs na opisanie przestępstwa - III miejsce

Największy rabunek w historii Świętego Przymierza

Nieopodal Stolicy Królestwa mieści się mroczna jaskinia. Nie różni się zbytnio od innych - przy wejściu widać plamę zaschniętej krwi, oprócz tego jest tam też stara, śmierdząca padlina i pełno chrząszczy. Gdyby zwykły przechodzień tam wszedł, nie zauważyłby żadnego śladu obecności człowieka - nie ma odcisków butów, pochodni, butelek... Jednak gdyby był to mag, znający dogłębnie starożytną magię BANDYTÓW - na pewno odkryłby, co tu się właściwie dzieje... Czymże jest ten dziwaczny rodzaj magii, o której wspomniałem? W zasadzie nie jest to nic, co mogłoby pomóc w bitwie - nie ma tu zaklęć tak potężnych jak deszcz ognia, ba! Studiując czary bandytów nie nauczymy się nawet kuli ognia bądź uleczenia. Mimo to jest ona bardzo przydatna - o ile wie się, jak z niej korzystać. By poznać ten sekret, trzeba się cofnąć do historii. Około dwieście lat temu Królestwo przeżywało swój kryzys. Co prawda wojna z Podziemiem się skończyła, ale Stolica była bardzo dotkliwie zniszczona, a żeby wyznawcy Beliara już jej nie atakowali, musieliśmy oddać im nasze kopalnie. Innos widząc Królestwo w tak fatalnym stanie, przemówił do swego ludu. Powiedział, że obdarzy wybraną osobą darem, który wymyśli sobie Rada Zakonu. Dał im trzy dni na zastanowienie. Przywódcy bojowi zabiegali o to, by najodważniejszy z ich rycerzy otrzymał dar odporności na oręż i magię, by nawet z góry przegrane bitwy zamieniać w zwycięstwo. Magowie chcieli, by najwyższy z nich otrzymał dar niekończącej się mądrości - by mógł podejmować decyzje, które przyniosą Królestwu sławę i chwałę na wieki. Wielki Mistrz Zakonu jednak nie brał pod uwagę propozycji swych poddanych. Postanowił za wszelką cenę odbudować Królestwo, więc rozpoczął poszukiwania najzdolniejszego złodzieja w Królestwie, który dotąd się ukrywał. Przemówił więc do swego ludu, że ułaskawia go i na Innosa przyrzekł, że po tym, jak przyjdzie do niego, nie stanie mu się krzywda. Tak też i było. Wielkiego Mistrza w nocy obudziło szturchnięcie w ramię. Stał przed nim zamaskowany mężczyzna niskiego wzrostu. Przywódca Zakonu Ognia zdał sobie sprawę, że musiał on ominąć strażników i wedrzeć się po cichu do jego komnaty. Tak, to był człowiek, którego szukał. Rada Zakonu próbowała go odciągnąć od jego pomysłu, lecz Wielki Mistrz był najwyraźniej zbyt pazerny. Gdy Innos pojawił się w murach Stolicy, władca zadecydował, że to właśnie złodziej otrzyma wielki dar - będzie posługiwał się nowym rodzajem magii - magią bandytów. Od teraz był złodziejem idealnym - jeszcze lepszym niż wcześniej. Potrafił wymazać pamięć, uśpić, otworzyć bez wytrycha każdy zamek, przenosić przedmioty bez dotykania ich, zmieniać swój wygląd, poruszać się bezszelestnie, a nawet stawać się niewidzialnym! Plan Wielkiego Mistrza był prosty - wybraniec miał chodzić po terenach Podziemia i kraść wszystko, co najcenniejsze -amulety, artefakty, złote puchary, bryłki czystej rudy, runy z zaklęciami Beliara a nawet broń - oczywiście tą najpotężniejszą. Złodziej jednak jak to złodziej - przechytrzył wszystkich. Po prostu stał się niewidzialny i uciekł razem ze swoją ekipą z biednej Stolicy, by rabować bogatych. Na Terytoriach Neutralnych postanowili urządzić swoją nową kryjówkę - wynajęli więc robotnika, by urządził ją w lesie, pod ziemią. Po skończonej pracy wymazano mu pamięć, a złodzieje mieli swoją siedzibę, w której mieszkali i trzymali w niej łupy. Ich dowódca był jednak najwyższym nosicielem nowej magii, więc mógł przelewać swoją moc w pierścienie (których wśród skarbów nie brakowało), artefakty i runy. Prowadził też zapiski.

-----------------------------------------------------

Środek nocy. Pada deszcz. Wokół nie ma żywej duszy - ludzie, którzy przyszli napić się tylko kufel piwa w tawernie już dawno wyszli, a ci, którzy mają nieco bogatsze plany na dzisiejszą noc - zostaną tu pewnie do rana. Choć nie... Z tawerny bardzo chwiejnym krokiem wychodzi Myhrind. Jest tak otumaniony etanolem, że nie zdaje sobie sprawy gdzie zmierzał. W końcu trafia do lasu. Wydaje się, że nie mógł dotrzeć w gorsze miejsce, gdyż roi się tu od niebezpieczeńśtw. Jednak okazuje się, że jest szczęściarzem. Po drodze nie spotyka żadnej bestii. Królewicz jest bardzo zmęczony tym "spacerkiem", nogi odmawiają mu posłuszeństwa i... bach! Przewraca się. Jednak w tym upadku jest coś niezwykłego. Ziemia powinna być raczej miękka od deszczu, a on poczuł coś twardszego... Zasnął.

Gdy się obudził, był przemoczony i obolały. Jednak nie bolała go tylko głowa, od kaca. Odczuwał ból w całym ciele. W końcu się podniósł i otrzepał z brudu. Ale chwila... Spojrzał się na swoją dłoń - nie ma na niej pierścienia!
-Kurrr...! - warknął i tupnął ze złości. Tego co się stało, na pewno się nie spodziewał. Noga, po kolano, wpadła mu do ziemi i zaklinowała się.
-Cholera! - znów zaklął. Próbował poszerzyć dziurę, rękami przerzucając ściółkę. Nic to jednak nie dało, gdyż jak się okazało, pod warstwą gleby było drewniane wejście pod ziemię. Na szczęście do tawerny zabierał ze sobą swoją siekierę, która przydała mu się w ciągu kilku godzin dwa razy - pierwszy raz jeszcze w tawernie, gdy pochylił się, by zawiązać buta, jakiś klasztornik zaczął się oblizywać, drugim razem właśnie teraz. Szybko poradził sobie ze spruchniałymi deskami i wydostał nogę na zewnątrz. Spojrzał w dół i zamyślił się.
"Może lepiej stąd pójdę? To może być jakiś grobowiec... Żywe trupy mnie rozszarpią. Ale zaraz... Gdzie ja w ogóle jestem? Drugi raz mogę tu nie trafić... Tu może być jakiś skarb! Idę!". Myhrind ponownie użył siekiery, porąbał doszczętnie klapę i wlazł do środka. Było tu całkiem spokojnie, choć ciemno. Dobrze się stało, że uczeń maga ognia miał przy sobie zwój światła. Jak się okazało, korytarz nie był długi. Przed nim stały drzwi, bez klamki ani okienka. Skorzystał więc ze swojej siekiery i porąbał je, wchodząc do środka. To co tam zobaczył, w zupełności odmieniło jego życie. Był tam pokój, bez zwątpienia maga. Wskazywało na to duże biurko, z wieloma zwojami i runami. Pośród nich znajdowała się też księga. Myhrind podszedł doń i zaczął ją czytać. Była tam opisana historia, którą przytoczyłem wcześniej oraz wszystko o magii bandytów - to zainteresowało sługusa magów najbardziej.

"Nie sądziłem, że kiedykolwiek będę lepszym złodziejem, niż wcześniej. Jednak stało się: teraz jestem w tym idealny. Dzięki Innosowi stałem się numerem jeden w swym fachu. Poczułem w sobie również magię. Gdy tylko chcę, mogę otworzyć lub zamknąć jakiś zamek. Nie mogę jednak zaatakować kogoś, na przykład kulą ognia: jestem nosicielem nowej magii, dzięki której nawet złączone wszystkie zakony nie dadzą mi rady, ponieważ w każdej chwili mogę stać się niewidzialny.

Ukradłem już sporo. Starczy mi tego do końca życia. Pewnie i dłużej. Nie chciałbym jednak, by wraz ze mną umarła ta wyjątkowa magia. Muszę znaleźć godnego następcę, najlepiej poszukiwacza. Tak. Właśnie dlatego wszystko zostanie na swoim miejscu - runy, zapiski oraz wyjątkowy skarb"

-Jest! Tu jest skarb! - ucieszył się Myhrind i zaczął rozglądać na boki. Nie widział jednak nigdzie żadnych drzwi, więc domyślił się,
że musi być jakieś "ale". Na pewno autor opisał to w swoich zapiskach.

"Wiem, że czytasz to, co napisałem. Miałeś sporo szczęścia, skoro tu trafiłeś. To też jest ważne w zawodzie złodzieja. Przeszedłeś więc pierwszy etap próby. Nie bój się - nie jest ich wiele. Na stole leżą różne zwoje i runy, które stworzyłem. Możesz ich używać w jakim chcesz celu, ale wiedz, że lepszego skarbu od tego, który mieści się tutaj, nie znajdziesz nigdzie. Pewnie zdążyłeś się zorientować, że tu żadnego kufra ani skarbca nie widać - to jest właśnie drugi, ostatni etap twej próby. By mieć dostęp do olbrzymiego majątku, złota, rudy, niepokonanej broni, najpotężniejszych i najstarszych run (Myhrind był zbyt pochłonięty czytaniem o bogactwach żeby wyczuć, że serce bije mu trzy razy mocniej, a pot kapie z czoła niczym z wodospadu), odpornych na wszelkie obrażenia pancerzy oraz runy niewidzialności - będziesz musiał skraść Berło Władców Ognia"

Myhrindowi prawie oczy wyszły na wierzch. O słynnym berle słyszał tylko w niepewnych opowiastkach. Ponoć można użyć go tylko raz i nawet gdy wróg śmiertelnia zagrażał Królestwu - nigdy nie skorzystano z jego wielkiej mocy. Ponoć dzięki niemu można stać się na kilka godzin panem wszystiego, co żywe. "To byłoby świętokradztwo... wielka zdrada..." - myśli przelatywały przez głowę Myhrinda, który nie mógł się skupić. W końcu wrócił do Stolicy Królestwa. Tam skierował się do pałacu kapituły, by jej o tym wszystkim opowiedzieć. Zatrzymali go jednak strażnicy.
-He, gdzie ty idziesz?
-Mam ważną wiadomość...
-Ty, który to już dzisiaj? - spytał strażnik swego kompana.
-Piąty chyba.
-Wypad!
Myhrind jednak zauważył, że w przedpokoju przechadza się Luke, wielki mistrz ognia.
-Mistrzu, niebezpieczeństwo!
-Mówiłem już coś! - jeden ze strażników wyjął broń.
-Rozkazuję ci uspokoić się - rzekł Luke, wychodzący z domu.
-Tak jest! - odrzekł sługa, stojąc na baczność.
-Mów co cię do mnie sprowadza - powiedział spokojnym tonem władca.
-No więc... Odkryłem jaskinię ze skarbem, w której...
-Bzdura! - przerwał mu strażnik, podśmiewając się niskim głosem.
-Milcz! - uciszył go Luke - mów dalej.
-Odkryłem tam też pisma i zaklęcia... Była tam mowa o magii bandytów i Berle Władców Ognia. Wielkiego mistrza ta wiadomość "wbiła w ziemię", lecz po chwili ochłonął i rozkazał swym sługom przygotować się do podróży.
-Będziesz prowadził, Bonet da ci konia.
-Tak jest!

Po kilkunastu minutach cała gromada była gotowa do podróży - Wielki mistrz ognia jak zwykle na dostojnym rumaku białej maści znajdował się w środku grupy. Obok niego podążało dwóch paladynów w lśniących zbrojach, podróżujących na dużych czarnych koniach. Za nim dwóch strażników w nieco skromniejszym ubiorze, a na samej szpicy konia ujeżdżał Myhrind, rozglądając się w każdą stronę, by wypatrzyć dziurę w ziemi, prowadzącą do groty. Podróżowali tak po lesie przy Terytoriach Neutralnych, aż w końcu Luke stracił cierpliwość.
-Strata czasu. Zostaniesz ukarany za swoje kłamstwa.
-Ale... - próbował mu przerwać Myhrind.
-Twój mistrz wyznaczy ci karę, a ja dodatkową jeśli okaże się, że w tym czasie w Królestwie działo się coś ważnego. Wracamy.
Cała gromada zawróciła. Strażnicy, paladyni i wielki mistrz szybkim tempem zmierzali do stolicy, zaś Myhrindowi się nie spieszyło, by odbyć karę. Gdy konie innych królewiczy były już dość daleko, uczeń magów ognia zauważył napis wyryty na drzewie:
"Odkrywca zdobywa łupy zawsze sam".
-Zrobię to - Myhrind powiedział te słowa sam do siebie, bez większego pomyślunku. Utwierdzał się w tym przekonaniu z każdą chwilą. Przez kilka minut jeździł po lesie, aż w końcu znalazł ponownie grotę i tam solidnie przygotował się do rabunku.

Późna noc. Na ulicach Królestwa nie widać nikogo poza opierającymi się o ściany strażnikami. Nie widać, by ktoś się przechadzał chodnikami. Nie słychać. Nie czuć. A jednak. To Myhrind zmierzał w kierunku pałacu kapituły. Wcześniej użył różnych zwojów, by nie był widzialny, jego kroki słyszalne, by nie można było go poczuć. Ale on tu był. Omijał z dziecinną łatwością w pół przytomnych strażników miejskich. Jednemu z nich przywiązał sznurówki do latarni - nie mógł się powstrzymać, by nie wykorzystać takiej okazji. W końcu dotarł do wielkich drzwi pałacu, które były zamknięte specjalnymi zaklęciami. Magia bandytów była jednak silniejsza i Myhrind z łatwością je otworzył. Gdy wszedł do środka nie mógł się nadziwić niezliczonym bogactwom siedziby kapituły. Złote żyrandole, grube dywany, marmurowe schody, meble ozdobione najznamienitszymi futrami... Trzeba było jednak szukać berła. Musiało być jakoś specjalnie schowane. Myhrind szukał wszędzie czegoś w rodzaju przełącznika, lecz nie było go pod obrazami, stołem, krzesłami, za książkami... W końcu zauważył, że na jednym ze stolików stoi zakurzony posążek Innosa. "To musi być to" - powiedział i przekręcił go w bok. Poskutkowało. Uruchomił się jakiś mechanizm, który narobił sporo hałasu. Dało się też słyszeć kroki. Do głównej komnaty, w której znajdował się Myhrind, wszedł Luke. Zaczął rozglądać się na boki, lecz nikogo nie widział... Domyślał się jednak wiele.
-Wiem kim jesteś i czego szukasz, uczniu magów ognia. Tak, nie jesteś złodziejem tylko nowicjuszem, który właśnie poznał moce innej magii i jest nią pochłonięty. Uwierz mi, że nie raz było to przerabiane w Królestwie. Możesz jeszcze wrócić na dobrą drogę, nie poniesiesz żadnych konsekwencji - wręcz przeciwnie, wynagrodzę ci hańbę, jakiej ci przysporzyłem dzisiaj w lesie. Możesz ukraść berło, pogrążyć swych braci i zdobyć wielką fortunę, ale co ci to da? Gdzie z niej skorzystasz? Będziesz ścigany przez najlepszych łowców Królestwa, znajdą cię wszędzie - no może oprócz tej nory, ale zamierzasz spędzić tam całe życie? Jedynie patrząc się na to bogactwo? Czy ono jest tego warte? Jak z niego skorzystasz, skoro ciągle będziesz musiał się ukrywać? Nikt nigdy już się do ciebie nie odezwie, bo nie będzie osoby, która będzie świadoma twego pobytu, obok. Tego chcesz? Pogrążyć się na wieki w samotności, torturując swoją psychikę widokiem roześmianych ludzi, cieszących się z życia, tego co mają? Wróć
do swej postaci. Proszę.
Nastała cisza. Luke cierpliwie czekał. Minęło kilka minut.
-Na Beliara... - rzekł smutnie pod nosem, kierując się w stronę tajnych schodów. Dotarł w końcu do piwnicy, w której mała magiczna bariera była pusta. Jak to się stało? Myhrind okazał się być zaślepiony przyszłym bogactwem, by choć na chwilę posłuchać słów wielkiego mistrza. Po prostu udał się na dół, by zdobyć berło. Tam ujrzał je pod osłoną magicznej bariery. Wolał nie ryzykować śmierci dotykając jej, więc użył telekinezy, by dostać łup w swe ręce. Dzierżąc je w ręku przez krótką chwilę skupił na nim wzrok, a potem ruszył do wyjścia. Przy schodach minął się z władcą, który był wyraźnie jednocześnie zrozpaczony i zdenerwowany. Myhrind skierował się do lasu. Zanim dotarł do kryjówki, minęło kilka godzin, lecz on przez podniecenie i stres stracił rachubę czasu. Gdy dotarł do kryjówki, już świtało. Wszedł do niej śmiało i przyłożył berło do zniekształcenia w ścianie, które idealnie pasowało do zakończenia królewskiego atrybutu. Silne zawroty głowy dopadły Myhrinda, cały świat zaczął się trząść, niebieskie fale zaczęły mu krążyć przed oczami... Teleportował się. Nie znał miejsca, w którym się znalazł. Zresztą - nawet gdyby trafił do własnego mieszkania, przez mocne zawroty głowy nie poznałby go. Była to z pewnością jaskinia, ciemna, brudna i zimna. Jak się okazało, nie był tu sam. Tuż przy nim znalazł się ktoś nieznajomy, było za ciemno by choć spróbować ocenić czym się zajmuje. Przybysz stanął nad Myhrindem i użył jakiegoś zaklęcia, po czym powiedział do niego dość ciepłym, spokojnym tonem:
-Teraz pójdziemy do podziemia, by przekazać naszemu wielkiemu mistrzowi berło, które masz przy sobie. Wtedy Beliar na zawsze
zawładnie światem.
-Tak jest, panie - odrzekł Myhrind, który stracił nad sobą kontrolę, po czym wstał i zaczął iść za nieznajomym.
RPG
Whitefire jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 04-04-11, 17:20   #2
Calzedo
Potentat Stringów
 
Calzedo awatar
 
Zarejestrowany: sierpień 2008
Skąd: Żelazny Tron
Posty: 1 412
Domyślnie

Pokaźne opko, są akapity, to cool, bo lepiej się czyta. Ciekawe czemu dopiero trzecie miejsce albo czemu aż trzecie miejsce. Nagłówek zachęca, zwłaszcza tych, którzy orientują się w Święto Przymierzowej sprawie. No to jedziem:

Cytat:
Napisał Whitefire Zobacz post
Nieopodal Stolicy Królestwa mieści się mroczna jaskinia
Mroczna? Ale w jakim sensie mroczna? Że nazwa własna czy, że nie ma w niej światła? Mroczna jaskinia, mi osobiście to dziwnie brzmi.

Cytat:
Napisał Whitefire Zobacz post
By poznać ten sekret, trzeba się cofnąć do historii.
A nie lepiej coś w stylu "cofnąć się w historii wstecz"? Bo tak cofać się do historii... znowu mi dziwnie brzmi.

Cytat:
Napisał Whitefire Zobacz post
Choć nie... Z tawerny bardzo chwiejnym krokiem wychodzi Myhrind. Jest tak otumaniony etanolem, że nie zdaje sobie sprawy gdzie zmierzał.
Jeden czas; albo zmienisz "wychodzi", "otumaniony" i "zdaje" albo "zmierzał".


Dobra, przeczytałem całość, ufff.
Przede wszystkim - nie podobają mi się, nawet mimo argumentacji Alembika, krótkie, ucięte zdania, gdzie czytelnik ledwo się rozpędzi z czytaniem, wprawi się a tu mu ktoś kropkę stawia.
Dalej...
Średnio mi się podobało, sądziłem, że to będzie grubsza intryga a poprzez błędy w fabule wyszło średnio.
Jakie błędy?
Kto pijany, ledwo wiedzący co się z nim dzieje i gdzie jest wychodzi z knajpy z siekierą w ręce? W ogóle kto przychodzi z siekierą do knajpy? Chyba jedynie drwal po pracy ale nie nowicjusz magii.
Dalej, po co mu ukradli pierścień? Żeby za chwilę powiedzieć, że może przejąć cały majątek nagromadzony przez złodziei...
W ogóle wszystko jest tak dziwnie napisane, zaczyna się od opisu jaskini w której coś się kiedyś działo, później nie jest oddzielone który fragment mówi o przeszłości a który o teraźniejszości, zastosowałeś dwóch narratorów (jeden wszechwiedzący, który opowiada wszystko z boku a drugi, który widzi wszystko oczami bohatera).
No i koniec, zawsze sądziłem, że stać cię na jakieś booom a tutaj tak średniawo.

Czego się czepiam? Błędów w pisowni nie ma, czasem dałeś przecinek gdzie być nie powinien i na odwrót ale sposób pisania i zazębianie się fabuły - to tutaj kuleje i to ostro. Albo to ja zwyczajnie nie załapałem do końca o co chodzi i w rzeczywistości jest to dzieło literackie.

Recenzja wykonana na zlecenie Gildii Pisarzy.
__________________
Mag Ognia - Stolica Królestwa Innosa

Zostawiając tu kawał życia.
RPG
Calzedo jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 05-04-11, 09:30   #3
Smutas
Berserker
 
Smutas awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2005
Skąd: kraina barbarzyńców
Posty: 13 009
Domyślnie

Heh, zmęczę to opko. Mam nadzieję, że nie oślepne od niego. :-)

Najpierw przyjrzyjmy sie wszelkim rażącym potknięciom, o ile takie znajdę....

Cytat:
Napisał Whitefire Zobacz post
starożytną magię BANDYTÓW
Rany.... Mam rozumieć, że istaniaja jakaś wielka bandycka organizacja, coś w stylu podziemia, która dopracowała się własnego systemu magicznego? Szok. Nigdy o czyms taki nie słyszałem ani nawet nie potrafiłem sobie wyobrazić...
Cytat:
Napisał Whitefire Zobacz post
Od teraz był złodziejem idealnym - jeszcze lepszym niż wcześniej. Potrafił wymazać pamięć, uśpić, otworzyć bez wytrycha każdy zamek, przenosić przedmioty bez dotykania ich, zmieniać swój wygląd, poruszać się bezszelestnie, a nawet stawać się niewidzialnym!
Acha. I ktoś taki miał dzięki swoim nabytym zdolnościom odbudować Królestwo? Rany.... Fantastyka dla 11-latków. Normalnie odechciało mi się czytać dalej. Po prostu sam pomysł na fabułe opka wybitnie nie przypadł mi do gustu. Taki... nietrafiony i zbyt dziecinny? No i jeszcze finał... Miał być zaskakujący a wyszedł zbyt infantylny.

Co do samego wartsztatu pisarskiego. Typowy Whitefire... :-) Poznałbym jego pióro z "zamknietymi oczami". :-))) Niewiele potknięć, ale zbyt szybko zmienia sceny, brak ładnie zbudowanych opisów sytuacyjnych. To nie jest opowiadanie tylko raczej krótka rozprawka.
O ile można zrozumieć, że było to pisane na konkurs, czyli na konkretny termin, to jednak nie jest to usprawiedliwieniem dla czytającego.
Jednym zdaniem: Whitefire, mimo szczerych chęci dałeś po prostu dupy... Usera, który zaczynałby pisanie to bym wychwalał, ale Ciebie? Rozczarowałeś mnie, niestety... Oczekiwałem po Tobie o wiele więcej, bo wiem że stać cię na coś o wiele lepszego a ty się po prostu opierdzielasz.
__________________
Pro Fide, Rege et Lege
Honorowy Użytkownik Forum



Wredny barbarzyńca
User, który ma ZAWSZE rację :-)
RPG
Smutas jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 10-06-11, 19:51   #4
Dassanar
Swordmaster
 
Dassanar awatar
 
Zarejestrowany: styczeń 2011
Skąd: Ziemia
Posty: 1 164
Domyślnie

RECENZJA WYKONANA NA ZLECENIE W GILDII PISARZY

Ocena kwestii technicznej:


Cytat:
trzeba się cofnąć do historii
... bo teraz historii już nie ma?

Cytat:
O słynnym berle słyszał tylko w niepewnych opowiastkach
Ten wyraz jest zupełnie nieadekwatny do całości.

Resztę ważniejszych błędów wskazali moi poprzednicy. Poza kulejącą interpunkcją, innych nie widziałem.

Ocena treści:


Nienajgorzej, nienajgorzej, mam tylko dwa poważniejsze zastrzeżenia. Pierwsze, to kwestia fabuły: nie pociąga mnie. Po prostu ta historia o magi bandytów(?) mnie zwyczajnie nie zaciekawiła. Drugie, to ogólnie nieco irytujący sposób narracji. Nie goń tak z tymi wydarzeniami - niech opowiadanie będzie nawet trochę dłuższe, a bardziej treściwe.

Ogółem: 7/10
__________________

Dowódca Batalionu IV/Członek Gildii Pisarzy

-NAJLEPSZY LITERAT ŚWIĘTEGO PRZYMIERZA-

RPG
Dassanar jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Odpowiedz


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni post / autor
Konkurs na Opisanie Wydarzeń z Wyspy Irdorath Smutas FanFick 1 27-02-10 13:37


Powered by vBulletin® Version 3.6.7
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.