Wróć   Forum Gothic - ArcaniA: Gothic 4 > Inne > Art & Story Forum > FanFick
Przeładuj stronę Upadek Salvetarionu

Odpowiedz
Narzędzia wątku Wygląd
Nieprzeczytane 26-08-06, 15:08   #1
Fremen
RPGfag
 
Fremen awatar
 
Zarejestrowany: czerwiec 2005
Skąd: Rocks fall, everyone dies
Posty: 1 137
Domyślnie

Upadek Salvetarionu


Fremen wyjrzał zza bladozielonej zasłony, niepewny, czy otaczająca go rzeczywistość to jawa, a może sen. „Świat się zmienia”, pomyślał zamykając okiennice. Słońce już dawno skryło się za horyzontem ustępując miejsca mrokom nocy. Klasztornik przysłuchiwał się wszechobecnym dźwiękom – cykada kończyła swój cowieczorny koncert, gdy zwiastujący burzę wiatr zawodził mu głośno w uszach. Neofita zamknął oczy w zamyśle, próbując przywołać wspomnienia, gdy był jeszcze młody i... wolny – wizje były jednak mgliste i postrzępione. Zastanawiało go i jednocześnie niepokoiło, iż od kilku dni w tawernie „Pod Zdechłym Karczmarzem” nie postanęła niczyja noga. Przez ostatni czas do przybytku zawitało tylko dwóch wędrownych handlarzy z zachodu, proszących o gościnę i posiłek.
Południowiec zamknął drzwi od środka i, chwyciwszy świecznik, udał się po schodach na górę. Ostatni raz spojrzał na chronometr wiszący ponad drzwiami, dobitnie wskazujący półtorej godziny do północy. „Potrzebuję odpoczynku”, przeszło mu przez głowę, gdy rzucił się na łóżko. Podniósł z podłogi aktualnie czytane przez siebie „Mądrości Pustyni”. Blade światło świecy ledwie rozcinało mroki pokoju, ale tekst był wyraźnie widoczny: „Bliskość pożądanej rzeczy kusi człowieka, by uległ słabościom. Na drodze tej czyha zguba.” Odwrócił głowę od lektury obserwując przez szklaną taflę pokryte chmurami niebo i wyginające się na wietrze drzewa. Przez chwilę odniósł wrażenie, iż wiatr pełen jest złowróżbnych głosów. Nagle jaskrawa błyskawica rozcięła mrok dosłownie na sekundę. Delikatne krople deszczu przekształciły się w prawdziwą wodną ścianę. Nie gasząc świecy Fremen zasnął, pogrążony w myślach.
.................................................. ...............
Główna sala konferencyjna zamku Salvetarionu skąpana była w ognistych promieniach słońca. Światło przebijające się przez witraże tworzyło barwne refleksy na przeciwległych ścianach, robiąc miłe wrażenie zarówno dla oka, jak i dla duszy. Rabittous, obecny Namiestnik miasta siedział przy stole w pokrytym skomplikowanymi ornamentami dębowym krześle krytym skórą. Większość wzorów przedstawiało symbol miasta – gryfa, walczącego z wrogami. Obłożony jedwabnym obrusem stół był bogato zastawiony jedzeniem – uda ścierwojada w ostrym sosie, dziczyzna pływająca w tłuszczu, świeże owoce – to tylko początek listy. Wraz z Rabittousem, miejsce przy stole zajmowali Obywatel Królestwa Smutas, notabene znany wszem i wobec oraz Seziel, Wielki Czarny Mistrz z Podziemia.
Wszyscy trzej pogrążeni byli w rozmowie o aktualnych wydarzeniach i żadnemu z nich nie było do śmiechu.
-Słuchajcie, wszystko da się zrobić, ale potrzebujemy na to czasu – odezwał się Rabittous patrząc jednocześnie w dokumenty statystyczne
-Czasu, powiadasz? – odparł Seziel – Ile? Ile jeszcze? Czyż przez ten, który był ci dany, nie mogłeś przeprowadzić reform?
-Jak mogę je przeprowadzić, gdy nie ma nawet kto głosować za lub przeciw?! – Namiestnik oderwał się od papierów spoglądając Sezowi w oczy.
-Jeszcze jeden powód, który zbliża Salvetarion ku upadkowi – WCM rozsiadł się jeszcze wygodniej w krześle – Po skoro nikt tutaj nie mieszka, to po co miasto jeszcze stoi?
-Nie zostanie rozwiązane! – wtrącił Smutas odrywając się od udźca ścierwojada – Odpowiednio zagospodarowane może być przybytkiem dla tych, którzy chcą podążać drogą Świętego Przymierza.
-Co masz konkretnie na myśli? – zaciekawił się Rabittous
-Salvetarion nie musi być jedynie luksusem zarezerwowanym dla członków Przymierza...
-Luksusem... – przerwał Seziel, mówiąc jakby do siebie
-Jak już mówiłem... – Smutas spojrzał spode łba na członka Kapituły Podziemia – Salvetarion mógłby być przybytkiem dla tych, którzy zechcieliby kroczyć drogą jednego z trzech bogów. To tutaj każdy otrzymałby opiekuna, który musiałby go wprowadzić w arkana zakonów. Byłby to swoisty „rekonesans” wśród nowych...Co tym sądzicie, panowie?
-Tak więc – Rabittous próbował dojść do głosu
-Czyś ty oszalał? – spokojnym głosem wtrącił Seziel – Masz pojęcie, że w ten sposób nie ogarnęlibyśmy fali „nowych”? I jaką masz pewność, że wśród nich nie będzie morderców lub złodziei?
-Dlaczego od razu rozpatrujesz przybyszów jako kryminalistów, Pieczarkowcu?
-A dlaczego mam w nich widzieć nadzieję na lepsze?
-Dosyć tego! – Rabittous wstał z krzesła udając się w kierunku jednego z okien – W ten sposób niczego nie załatwimy, kłótnie nie doprowadzą nas do celu. Wkład w Salvetarion powinny mieć wszystkie trzy zakony. Gorzka prawda jest taka, iż na dobrą rękę jedynie kilka osób przejawia zainteresowanie miastem. Naszym priorytetowym celem powinno być nakłonienie członków Świętego Przymierza do zasiedlenia go i pomocy w rozwoju.
-To, Rabittousie, wiemy już od dawna, niemalże od samych początków istnienia miasta. – rzekł Sez - Teraz wybaczcie, muszę iść. – wstał i wolnym krokiem udał się w kierunku wyjścia. Dwóch opancerzonych gwardzistów odprowadziło go wzrokiem.
.................................................. ............
-Co tam bazgrzesz Rex? – Krakers, Uczeń Miecza z Algaroth usiłował zajrzeć towarzyszowi przez ramię, przy jego wzroście jednak (choć był wysoki, jak na krasnoluda, rzecz jasna) wszelkie próby spełzały na niczym.
-Jak dobrze... widzisz – odparł Rex po chwili namysłu – próbuję uzupełnić statystyki zarobków dla Podziemia, Królestwa i Klasztoru. Ciężka robota, mówię ci...
-Ehe. Wierzę. – zniechęcony krasnolud spoczął siadając przy stole naprzeciw wojownika. Rozejrzał się po pustej gospodzie. W południe lokal był oblegany przez chmary zakonników, chcących poplotkować, wymienić poglądy na temat aktualnej polityki Kapituły, bacząc jednocześnie czy nikt nie podsłuchuje i nie donosi, lub po prostu napić się w spokoju piwa. – Wiesz co? – Krakers wyrwał się z zadumy – Pusto tutaj... Dziwne, ale dopiero teraz zauważyłem taki stan rzeczy.
-Może to wina systemu pieniężnego? – Rex pociągnął solidny łyk z butelki czerwonego wina – Ach, od razu lepiej mi się myśli. Dopóki nie trzeba było u ciebie płacić, gospoda była wręcz przepełniona, a bójki przeżywały swój renesans po remoncie kościoła. Innego wytłumaczenia na to nie mam.
-Mówisz? Jak dla mnie pieniądze mogły by być w obiegu cały czas – Krakers uśmiechnął się paskudnie – Nic przeciwko bym nie miał.
-Wiem dobrze co ci chodzi po głowie. Ale jak zamierzasz zarabiać gotówkę, gdy nikt nie pali się do jej wydawania? W takim tempie każdy, kto odłożył trochę grosza wystawi sobie pomnik w Sensorium i zostanie zapamiętany jako „Czcigodny wyznawca”. Lekka przesada, nie sądzisz?
-Na dłuższą metę owszem. Napijmy się – krasnolud sięgnął pod stół i wyciągnął półlitrową butlę wschodniej wódki – Tym razem za darmo.
.................................................. ..............
-Posłuchaj mnie, Ka, wiem dobrze, że dobrze się dogadujesz z Sezielem. – Kaseven zdawała się być myślami gdzie indziej, popijając co kilka chwil, i tak rozcieńczoną Gorzałkę MoG’a – A ty doskonale wiesz, że interesy w tawernie idą ostatnio fatalnie. Abstrahuję od faktu, iż przez te kilka miesięcy wzbogaciłem się niewąsko, jednak... po co zabawa ma trwać, jeśli graczy jest z każdym dniem coraz mniej? Rozumiesz o co mi chodzi?
-Kuzynku, gdybym cię nie znała, to bym nie wiedziała – Władczyni Dusz przestała kontemplować, gdy ujrzała pustą szklankę – Zgaduję, iż chcesz, bym z nim o tym porozmawiała?
-Jeśli możesz... Chciałbym abyś przedstawiła mu mój projekt zmian Salvetarionu.
-Zmian? W jakim sensie?
-Widzisz, cały ten Zamek Miejski, Więzienie, i takie tam duperele... Wszystko to zajeżdża mi koncepcją powstania czwartego Zakonu. Dotarły do mnie wieści, iż Smutas pragnąłby, aby Salvetarion był swoistym „przedsionkiem” do Zakonów.
-Że niby co?! – słysząc to, Ka omalże nie wstała z krzesła – Oszalał?!
-Spokojnie, kuzynko, spokojnie – Fremen usiłował udobruchać Magdę – Nie musisz się gorączkować...
-Nasz kochany mincerz coraz bardziej zaczyna mnie denerwować – w ustach kobiety słowa te nabierały innego, znacznie bardziej niebezpiecznego wymiaru
-Mnie również... Mogę kontynuować?
-Proszę – zgodziła się iluzjonistka patrząc w powoli napełniające się klarownym trunkiem naczynie
-Dobrze. Mój koncept jest taki: przenosimy Sensorium i Tawernę na Terytoria Neutralne. W całości likwidujemy, lub poważnie ograniczamy system pieniężny. Z kolei Salvetarion... ja mam czerwia. Wy macie smoki. Kontynuować chyba nie muszę? – uśmiechnął się złowieszczo wyobrażając sobie widmo zniszczenia ogarniającego miasto .
-W porządku. – wypiła łyczek alkoholu – Podyskutuję z Sezielem. Nie powinno być problemów, tym bardziej, iż sam był od początku negatywnie nastawiony do pomysłu Salvetarion. Szczęście w nieszczęściu, iż budowa nie pochłonęła budżetu Zakonów.
-Swoją drogą, to dziwne, nie sądzisz? Jakim cudem zbudowali to wszystko, a nikt nawet nie zauważył?
-Podejrzewam wpływ magii oczywiście. Jestem doświadczoną iluzjonistką, ale wytworzenia złudzenia pokrywającego tak duży obszar nie podjęłabym się. Z pewnością kilku magusów mieli do pomocy.
-Gdyby sam zamysł zmaterializowałby się. Byłby tutaj raj na ziemi. Ale oboje doskonale wiemy, iż marzenia nie są do spełnienia. Nie, gdy samemu się nie zacznie działać. – wyjrzał przez okno. Słońce powoli wędrowało ku wierzchołkom gór. – Będę się chyba zmywał. Nie mogę tutaj nocować dzień w dzień.
-Lepiej by było, gdybyś się ogolił – spojrzała na kilkudniowy zarost Fremena – Wyglądając tak, możesz być pewny, że cię nie poznają.
-Przesadzasz.
Wstali niemalże jednocześnie. Zamykając drzwi, Neofita odezwał się:
-Dasz sobie radę? – spytał na przekór posiadanej wiedzy o umiejętnościach Ka. Magini spojrzała na niego z lekkim uśmiechem.
-Żartujesz, prawda? Smok Kaima mnie podrzuci. A ty?
-Jak zawsze w ruchu. Idę na piechotę. Chcę zdążyć przed zmrokiem. Ostatnio okolica zrobiła się jakaś dziwna. Bestie podchodzą coraz bliżej murów.
-To jest istna plaga. Ostatnio w Podziemiu musimy się zmagać z coraz zuchwalszymi atakami małych grupek Orków. Jeśli tak dalej pójdzie, wezwiemy wszystkich do broni. Na razie pojedyncze oddziały naszych wojowników jakoś sobie radzą.
-Mam nadzieję, że wytrwacie. Pozdrów swojego brata. Bywaj. – rzekł i nie czekając więcej udał się utartą już przez siebie ścieżką na północ, zbaczającą lekko na wschód. Ku Klasztorowi. Już kilka dni nie widział córki, o istnieniu której dowiedział się niespełna dwa miesiące temu. Życie zaskakiwało go stale. Stale i niezmiennie.
...............................................
Ustawione w równym rzędzie świeczniki rozcinały bladym światłem komnatę Wielkiego Czarnego Mistrza. Wspólnie z Kaseven siedzieli przy stole z ciemnego drzewa popijając z krytych złotem kielichów południowe wino.
-Mówisz, że to Fremen przedstawił ci ten zamysł? – Seziel powtarzał sobie w myślach słowa podwładnej. – Kilku ludzi przedstawiło mi podobne, żeby nie mówić – identyczne koncepcje.
-Hm...? Jak to TOBIE przedstawili? Masz na myśli Podziemie?
-Ależ skąd. – WCM pochylił się nad stołem – Zarówno my, jak i Królewicze i Klasztornicy są zgodni co do przeznaczenia Salvetarionu.
-Skąd to wiesz? Nie mów, że dowiadywałeś się osobiście?
-Chyba bym zgłupiał. Wystarczyło poprosić o to MoG’a. W końcu importuje nasz szlachetny trunek do miasteczka. Wypytał tych i owych, po czym zdał mi sprawozdanie.
-I wszyscy twierdzą, iż system pieniężny to przysłowiowa dziura w płocie? A co na ten temat sądzi Namiestnik?
-Rabittous? Nie rozśmieszaj mnie. Uczepił się projektów nadchodzących zmian jak rzep psiego ogona, choć wie doskonale, iż do niczego nie doprowadzą. Przeciwko sobie ma lud.
-A Smutas?
-Phi... Stara się cały czas udowodnić, iż racja tkwi po stroni jego i Rabittousa. To do niego podobne. Jeszcze jak był Kor Angar, zmiany wydawały się całkiem logiczne. Teraz jednak... ostatnie podrygi topielca, że tak to ujmę.
-Czy Rabittous wie, co kto sądzi o projekcie?
-Nie, jeszcze nie. Dopiero kilka minut przed twoim przybyciem wysłałem do niego odpowiednie pismo...
........................................
-Co się dzieje, Rabi? – rzucił Smutas, patrząc na siedzącego w swym fotelu towarzysza. Marny płomień świecy ledwie sobie radził z mrokiem nocy.
-Jestem załamany. – odparł z bezgraniczną nostalgią
-Co się stało?!
-Czytaj – Namiestnik podniósł z biurka małe zawiniątko.
Barbarzyńca chwycił papier i wpatrywał się w niego przez chwilę. Pierwszych kilka zdań wystarczyło mu, by pojąć zaistniałą sytuację:
„Jaśnie oświecony Namiestniku. Lub też Rabittousie, jeśli tak wolisz. Kilka dni temu otrzymałem raport na temat poglądów na miasto. Większość opinii się pokrywa – wyraźnie są przeciwne dalszemu istnieniu miasta.”
-Czy on kpi?! – wrzasnął Smutas, aż przycupnięte na parapecie ptaki odleciały
-Nie... On ma rację – Rabittous pochylił głowę – Faktycznie, nie ma to sensu.
-Ale jak to tak? Męczyłeś się z tym. Próbowałeś zmian, a teraz... Seziel chce cię tylko zdenerwować.
-Nie, Smutasie. Dopiero teraz to do mnie dotarło. Jeśli ludzie tego chcą... Zgodnie z pismem Seziela, ludność chce jedynie przeniesienia Tawerny oraz Sensorium. Niechaj tak się stanie.
.................................................. ......
Kilka dni później.
Na głównym placu zamkowym zebrał się dzisiejszego dnia ogromny tłum. Przedstawiciele trzech zakonów stali spokojnie czekając na słowa, byłego już Namiestnika:
-Zgodnie z dekretem władz miasta, teren ten zostanie przeznaczony pod Terytoria Neutralne. Wraz z obecnym tutaj Wielkim Czarnym Mistrzem oraz pozostałymi kapitułami doszliśmy do porozumienia w sprawie Sensorium oraz Tawerny – obydwa budynki pozostaną tutaj, gdzie ich miejsce – na Terytoriach Neutralnych. Ich opiekunowie nie ulegają zmianie.
System pieniężny został w całości zlikwidowany. Zarobione pieniądze mają zostać przekazane na rzecz swoich zakonów...
-To co robimy? – spytał Xingu Fremena, nie wsłuchując się w słowa Arcymaga.
-To co zawsze braciszku – odparł ze spokojem początkujący mag. – Idziemy do knajpy. Weź to – wyjął zza pazuchy pokaźnych rozmiarów sakiewkę ze złotem – Zgodnie z nakazem władz.

To jest wersja opka, którą wysłałem na konkurs. Nie zmieniałem w nim niczego. Może gdybym popracował więcej, a nie tuż przed deadlinem, byłoby z niego coś więcej. Mnie, na ten przykład, opowiadanie się nie podoba, ale pozostawiam to ocenie innych.
__________________
Mag bitewny * Znawca sztuk magicznych
RPG
Fremen jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 26-08-06, 16:09   #2
TheFlood
Cieniostwór
 
TheFlood awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2005
Skąd: Stary Świat
Posty: 424
Wyślij wiadomość przez AIM do TheFlood
Domyślnie

Cóż... Mi też się nie podoba. Chwali się zamysł, po prostu chciałeś przedstawić wszystko tak jak było, bez żadnych udziwnień. Widać jednak, że pisałeś to w chwili deadline i strona techniczna opka kładzie je na całej linii. Calusieńki tekst to sucho opisane dialogi. Nic więcej. W żadnym miejscu nie napisałeś, jak wygląda otoczenie, nie opisałeś pogody ani choćby miny postaci. Jedyne, co tu jest, to dialog i opis dialogu. "ble - powiedział bla i zajrzał do szklanki" A zamysł był niezły. Szkoda, że nie wyszło. Przez konstrukcję tekstu jest on niesamowicie wręcz nudny. Gdyby był dłuższy naprawdę ciężko byłoby dotrwać do końca. Nie ma żadnej akcji, po prostu suchy, opisany dialog. A sama fabuła nie przyciągnie czytelnika. Krótki ten mój komentarz, ale i opko samo w sobie też nie jest zbyt długie. A nie zwykłem wyszukiwać wszystkich błędów, jakie popełnił autor, zwłaszcza, że tych jest niewiele. Jestem krytykiem (chociaż to zbyt szumne słowo, nie znajduję innego) a nie korektorem.
__________________
Akolita Podziemia
- To wódka? - słabym głosem zapytała Małgorzata.
Kot poczuł się dotknięty i aż podskoczył na krześle.
- Na litość boską, królowo - zachrypiał - czyż ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus!

RPG
TheFlood jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 01-09-06, 08:56   #3
 xilk
WT
 
Zarejestrowany: październik 2004
Posty: 2 715
Domyślnie

Opowiadanie spodobało mi się, choć liczyłem na coś więcej. Niektórzy mogliby się przyczepić, że nic nie wymyśliłeś, ot napisałeś to, co się naprawdę wydarzyło, czyli Salvetarion stracił zwolenników i obywateli. Szkoda, że nie napisałeś, iż była jakaś intryga związana z tym upadkiem. Część, w której pokazujesz rozmowę Fremena i Ka7 napawała mnie nadzieją, że jednak spisek będzie, ale później troszeczkę rozczarowania. Ale i tak nie zmienia to faktu, że to jest dobry opis upadku miasta Nie zauważyłem żadnych błędów ortograficznych, stylistycznych, czy też zwykłych powtórzeń. Widać, iż używasz dużo synonimów Cały czas, kiedy czytałem to opowiadanie, czekałem tylko na jakąś walkę, jakąś zagładę, intygę, zatrucie wody itp., a tu nic Troszeczkę mi się to nie spodobało. Poza tym w niektórych miejscach brakuje opisu osób, czy też miejsc. Może gdybyś miał więcej czasu, to by było lepsze opowiadanie i bardziej dopracowane
__________________


Ostatnio edytowane przez xilk : 15-06-07 o 10:37.
RPG
xilk jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Odpowiedz


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni post / autor
Upadek Salvetarionu opisany oczami Smutas FanFick 3 26-02-10 22:07
Upadek Salvetarionu Cursed FanFick 1 03-09-06 14:51


Powered by vBulletin® Version 3.6.7
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.