Wróć   Forum Gothic - ArcaniA: Gothic 4 > Inne > Art & Story Forum > WIP
Przeładuj stronę Wygnany

Odpowiedz
Narzędzia wątku Wygląd
Nieprzeczytane Wczoraj, 18:52   #1
 Mika 123
Obywatel milicjant
 
Mika 123 awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2016
Skąd: Ludowa Republika Khorinis
Posty: 2 243
Domyślnie Wygnany

Od razu zaznaczam, że to opowiadanie nie miało nikogo obrazić, czy coś... Ostatnio wygrzebałem z archiwum opko, które kiedyś napisałem. I to całkiem świeżo po opisywanych wydarzeniach. Po prostu tak mnie wtedy wzięło na jakieś satyryczne opisanie tamtych wydarzeń z Archolos... Zapraszam do lektury i ewentualnego wyrażenia oburzenia w komentarzu .

Wygnany

To był ciężki dzień. To był ciężki tydzień. Ze względu na poprawność polityczną, czy coś tam innego, zmieniono oblicze tych wydarzeń, kronikarze nie spisali w całości tej historii... Pominięto wiele fragmentów, jednak tkwiły one wciąż w pamięci tych, którzy byli tego świadkami. Ta opowieść musi zostać napisana od nowa, zanim zdążą ją zakłamać...

Mężczyzna rozejrzał się smutno po wnętrzu swego domu. Drapał się po swej bujnej brodzie wspominając, co się tutaj odwalało. Nie miał na to wiele czasu, jednak postanowił go na to poświęcić. Taka sytuacja już się prawdopodobnie nie zdarzy...
- Te, prędzej tam! - ponaglił go jeden z elitarnych strażników wychylając głowę przez drzwi.
Gigantyczny Nordmarczyk z jawną niechęcią wrócił do pakowania swych rzeczy. Wkrótce potem domknął ostatnią walizkę, po czym starał się chwycić ją, jak i całą resztę. Z ledwością dotarł na zewnątrz.
- Pomóżcie mu - rzucił od niechcenia przywódca oddziału wykonując ruch głową.
Do berserkerka podeszło trzech chłystków w żółtych tunikach Straży, którzy przejęli część jego pakunków.
- Sporo tego - zauważył jeden z nich. - I ciężkie.
- Stolarski! - przywódca grupy przywołał do siebie swego adiutanta. - Powiedzcie no, czy Gubernator wspomniał coś o dopuszczalnej wadze rzeczy, które były już obywatel Smutas może ze sobą zabrać z wyspy.
Podoficer spojrzał na notes i przekręcając prędko kilka kartek, lustrował każdą z nich.
- Nie, nie było żadnych wytycznych - rzekł stając na baczność.
- Spocznij - rzucił do niego przełożony. - No dobra, odprowadźmy tę tępą dzidę do portu.
Oddział ustawił się w zwartym szyku, a po chwili wyruszyli. Przemierzali ulice miasta obserwowani przez mieszkańców, którzy przerywali na chwilę swoje codzienne czynności aby popatrzeć na eskortowanie, pierwszego w historii nowego, niepodległego Archolos, wygnanego obywatela. Dotarli na targowisko, gdzie pewien staruszek próbował nieudolnie zachwalać swoje towary.
- Jedz banany Prutas, to nie będziesz... - wtem zaczął się niespokojnie rozglądać szukając w głowie dobrego rymu. Dostrzegł korowód. - Smutas!
Strażnicy niewzruszeni szli dalej przed siebie, jednak berserker czuł na sobie zniesmaczone spojrzenia obywateli, którzy wciąż pamiętali iż ten zażył Napar Hańby. Reklama starca była dotkliwa. Nie dość, że stworzona w rymowanym, smutasowym stylu to jeszcze go obrażająca. Nic jednak nie mógł zrobić - wojownicy mieli na niego oko.
W końcu dotarli do portu, który był o tej porze prawie opustoszały. Łodzi niewiele, statków oczywiście mniej a konkretnie trzy. Jeden właśnie wypływał na pełne morze.
- No więc, panie, hehe, Smutasie, teraz cię już zostawiamy, ale nie myśl, że nas wykiwać. Jesteś wciąż obserwowany - rzekł z szerokim, szyderczym uśmiechem dowódca. - Oddział! Wymarsz do koszar!
Berserker odprowadzał wzrokiem odchodzących zgodnym krokiem wojowników. Musiał odnaleźć środek transportu. Jak to się wyraził Gubernator "choćby to była rybacka krypa". Zaś ostatnie słowa "Bez możliwości powrotu" wciąż szumiały Smutasowi w głowie. Nie pogodził się jeszcze z tą myślą. Wciąż zadawał sobie w myślach jedno pytanie: dlaczego on?

Tymczasem w Górnym Mieście niejaki Arrival zebrał wszystkich interesujących się polityką do sali obrad. Zebrali się niemal wszyscy. Były Gubernator wygłosił płomienną przemowę nie zgadzając się na wygnanie Smutasa i uskarżając się innego obywatela - Nordmarczyka Hudofa. Po nim wypowiedział się jego następna mówiąc, że jeśli odpowiednia ilość ludzi się za berserkerem wstawi, to Rada przedyskutuje ten problem. Tak to brzmi w języku dyplomatycznym. Gdyby przełożyć to na nasze to wyszłoby, że obywatele mogą się wypowiadać, a Smutas i tak nie wróci. Mimo to jakiś chłoptaś, którego chyba nikt nie znał, powiedział: "Ja jestem za" i to bez kropki! Następnie Arrivala poparł Kai. Wypowiadał się jakby był kimś ważnym, a żadnej laski nawet nie wyrwał, o seksie nie wspominając. Do jego słów odniósł się Epikur. Potem wspomniany już Hudof wyraził swój ból dupy i po chwili już go nie było na sali obrad. Nie wiadomo gdzie zniknął, ale na dniach zaczęły się pojawiać na ścianach budynków jakieś dziwne teksty adresowane do Wice Gubernatora...
Można by jeszcze długo o tym pisać, ale po co? Po prostu zrobił się burdel, że ni ma chuja, a mimo sporego poparcia dla Smutasa i tak nie zechciano go przywrócić. Byli także ci wypowiadający się przeciw mu, ale byli w mniejszości. No i byli najważniejszymi osobami na wyspie, ale mniejsza. Zresztą trudno się dziwić ich decyzji - berserker podczas swych ostatnich tygodni na wyspie zachowywał się co najmniej żałośnie.
Na sali późnym wieczorem zostali już tylko Epikur, Kai i ten chłystek ukrywający się przed jakąś staruszką. A przynajmniej tak utrzymywał... Arrival zawinął się wkrótce po Hudofie nie mogąc pogodzić się z dyscyplinarką Smutasa. Zielonooki wyciągnął zza pazuchy butelkę piwa i popijał złocisty płyn z głową opartą o rękę zgiętą w łokciu, przyglądając się jednej ze sprzątaczek zajmujących się ogarnianiem panującego w pomieszczeniu nieporządku.
- W sumie to gdzie się podział Fexo? - zapytał pomiędzy łykami.
Odpowiedziała mu cisza. Gubernator coś liczył, a ten dzieciak, zwany Demorenem przypatrywał się pożądliwie to na alkohol to na sprzątające niewiasty. Nie umknęło to uwadze Myrtańczyków.
- Za młody jesteś na to - zgasił go od niechcenia Epikur nawet nie odrywając wzroku od kartki.
Drugi z Myrtańczyków spojrzał na chłopaka z politowaniem.
- Czy ja wiem? - pomyślał głośno. - Tylko tej szatynki z kokiem nie tykaj! - dodał groźnie.

Smutas potraktował słowa Gubernatora chyba zbyt dosłownie, ponieważ siedział właśnie z pewnym starszym, brodatym rybakiem na jego małej łodzi. Zapłacił mu dość sporo, by ten wysadził go na jakimkolwiek lądzie. Minęli wzmożoną w czasie wojny z Kahrem blokadę morską.
- No i wtedy ten Ep zaczął mi lizać anusa - kontynuował swą opowieść berserker. Rybak wiosłował niewzruszony. - Mnie się to nawet podobało, ale odrzuciłem jego zaloty. Lecz on był nieugięty. Cóż, olewałem go, ponieważ byłem zbyt ważny i miałem mnóstwo spraw! Najważniejszą było kontrolowanie Gubernatora, bo każdemu z nich po kolei woda sodowa uderzała do głowy. Każdemu! Ja, mimo wielu zasług, nie chciałem zostać jednym z nich. A zasług było na prawdę wiele... Między innymi zdobyłem talent "zamorskiego kupca"... Co prawda zanim to się stało usunięto go, ale czuję się jakbym go zdobył!
Nordmarczyk zamilknął i sięgnął do jednego z tobołów. Aż dziw, że łódź nie zatonęła pod ich ciężarem, ale Smutas jak wiadomo ma swoje sztuczki. Z tej ciszy skorzystał rybak, który postanowił wtrącić coś od siebie do tej rozmowy.
- A ja muszę łowić ryby z daleka od domu, bo nie chce mi się wcześnie wstawać i inni rybacy już wszystko dotąd wyławiają.
Berserker wyciągnął duży gąsiorek z alkoholem.
- Bimber według domowej receptury - powiedział. - Mam tego sporo. Popijemy? - zaproponował unosząc butlę.

Kai siedział wraz z Demorenem w karczmie "Szczekający Pająk". Epikur wrócił do Ratusza, więc ochrona wygoniła ich z sali obrad. Myrtańczyk ściskał mocno ucho od kufla, opierając głowę o drugą rękę. Był już trochę podchmielony. Przyglądał się lekko nieprzytomnym wzrokiem w pannę stojącą za ladą. Potem spojrzał na Asasyna, ale tylko przelotnie, bowiem nie był to tak interesujący widok jak sylwetka brązowowłosej dziewczyny. Postanowił więc mówić do niego bez patrzenia.
- Gdzie się podział ten Fexo? I... i Kharg... to znaczy Oskar... Gdzie oni poznikali? Uciekli przed wojną czy co?
- Ja... ja tam nie... nie wiem, hik, o kim, hik, pan mówi - odparł pijany Demoren.
- No... no no Oskar, miszcz pracowni zielarskiej. Varantczyk, który przedstawił się jako Nordmarczyk... albo odwrotnie...
- Prze-przepraszam, muszę do toalety.
Chłopak wstał i podążył w kierunku ubikacji. Kai odprowadzał go wzrokiem. Asasyn nie wytrzymał i zanim dotarł do celu, puścił pawia na jeden ze stolików. Na szczęście pusty.
- Ech, ten chłystek rujnuje mój szacunek do Asasynów - mruknął sam do siebie. - Spotkałem tu kiedyś jednego z nich. Rais się nazywał. Konkurowaliśmy w piciu wódki. To był chłop! Kiedyś to byli Asasyni... - dodał głośniej. - No i Fexo też nami był. I Epikur i ten... Ari... Arrifal... taki przygnębiony - Myrtańczyk wychylił kolejny kufel. - Jeszcze jeden.
On spojrzał na nią. Ona na niego. On podrapał się po kroku, bo go swędziało. Utrzymywała się dziwna cisza, nawet goście karczemni zamilkli. Ona uśmiechnęła się do niego jakoś tak... miło.

- I wtedy ja mu mówię: dajcie mi napisać konstytucję, żeby określić co Gubernator może a co nie. Ale Rab mnie wyśmiał, to ja mu powiedziałem, że mi może rowa na dupie wylizać - opowiadał Smutas opróżniając kolejną butlę. - A wielu mi lizało. Epikur, Arrival, Ascarius, Webster, Pedro, Loco, Tallor, Kai, Kelhardivoreheeroh, Demoren, Go'el...
- Same chłopy - rybak podrapał się po głowie.
- No, bo ten... wiesz... ale ja ich odtrącałem! I w ogóle mniej gadaj, a więcej pij - odparł podając mu kolejny gąsiorek.
- Ja... ja już odpadam. Żona mnie zabije jak się upiję.
- Ja tam jestem sam i jestem szczęśliwy - powiedział berserker pociągając z butli. - I teraz skoro już mnie wygnali mogę krzyknąć... E, co ty takie miny robisz?
Rybak z przerażeniem patrzył przed siebie, przestał wiosłować. Był sparaliżowany strachem. Na przeciw im z gęstej mgły wyłonił się okręt wojenny. Łopotała na nim flaga Kahru. Jego załoga pewnie nawet nie widziała małej łódki na swej drodze. Albo widziała, ale chcieli sobie ją staranować. Tak dla jaj.
- No więc tego... Na czym to ja... - kontynuował Smutas nie zauważając pojawiającego się cienia okrętu. - A, no tak. Teraz mogę spokojnie powiedzieć, że pierdolę to wszystko! - wrzasnął i odruchowo odwrócił się na pięcie ciskając nieopróżnioną jeszcze butlą.
Wtem dostrzegł zbliżający się statek oraz to, że pod wpływem jego rzutu ten zajął się ogniem. Pożar szybko zrobił dziurę w kadłubie i po jakimś czasie zatonął nie dopływając do małej łodzi. Rybak odetchnął z ulgą i szybko zaczął wiosłować, byle tylko oddalić się od rozbitków, którzy mogli być żądni odwetu.
- No - zaczął. - To teraz jesteś bohaterem. Możesz wrócić do Archolos. Tym razem jako heros.
Smutas uśmiechnął się szeroko.

- Ni chuja, nie wróci na wyspę! Nie obchodzi mnie, że zniszczył kahrański okręt flagowy. Może spalić nawet pałac Vlada, ale nie wróci!
- Zgadzam się, panie Wice Gubernatorze - przytaknął Epikur.
- A gdzie Falric?
- Pewno wziął przykład z Harraga aka Zręcznego. Jego głos się nie liczy.
- Zatem cieszę się, że Rada się zgadza. Smutas nie wraca - podsumował Wice Gubernator.

- Kai? Kai? Kai! Wstawaj, moczymordo!
- Co jest, ku... Gdzie ja jestem? - zapytał rozglądając się dookoła. - Zaliczyłem tą karczmarkę?
- Eee... Nie. Ale nie łam się. To znaczy łam się, przegrywie. Ale później. Teraz masz specjalne zadanie.
- Jakie zadanie?
- Ktoś musi powiedzieć Smutasowi, że go nie przywracamy.
- A niby czemu mielibyśmy to zrobić?
- Meh, no gdzieś tam na morzu zniszczył jakiś tam skromny kahrański statek... w zasadzie taką łódkę... ten, no... okręt flagowy.
- Phi, no tak. Wobec jego zbrodni to małe piwo.
- Cieszę się, że się zgadzamy. A teraz rusz dupę do portu i go stąd wywal!
- Robi się, panie Gubernatorze.

- Niestety - Kai kiwnął twierdząco głową. - Władze uznały, że ogrom twych "zbrodni" jest zbyt wielki, byś mógł w ten sposób odkupić swoje winy. Przykro mi.
- Woda sodowa im uderzyła do głowy. Oni doprowadzą ten kraj do upadku, mówię ci.
- Spokojnie, Smutasie. Przecież to nie jest jedynie miejsce na świecie. Wrócisz sobie na Północny Archipelag albo do Nordmaru. Zwiedzisz Khorinis, Myrtanę, a może Varant. Teraz cały świat otwiera się przed tobą. Oprócz Archolos. No i Kahr...
- Zieeew, przynudzasz - Smutas ziewnął. - Jak sobie chcecie, przyjmę karę z godnością mężczyzny.
- No cóż, było miło, Smutasie - Kai wyciągnął rękę na pożegnanie.
Nordmarczyk uścisnął ją za mocno, a Myrtańczyk skrzywił się.
- No już, już, puść, starczy!
Smutas uśmiechnął się z satysfakcją, odwrócił się na pięcie, beknął głośno i wskoczył do morza, planując zapewne przepłynąć je wpław.
- No i zadanie wykonane - powiedział zadowolony Kai, zostając sam. - Może go jakiś potwór morski zje? Choć z drugiej strony to w pewnym sensie smutne, to koniec pewnej epoki. Aż by się chciało zaśpiewać...
- Tylko nie śpiewaj - usłyszał za sobą głos Epikura, który podszedł do niego bezszelestnie.
- Ale kiedy ja lubię - żachnął się Kai, odwracając się do Gubernatora.
- Nieważne. Grunt, że mamy go z głowy. Wygryw tak mocno.

Półtora roku później.
- Kai? Kai? Kai! Wstawaj, moczymordo!
- Co... co jest?
- Znowu zachlałeś z Demorenem? - zapytał Epikur patrząc na rozmówcę z pogardą.
- Nie wiem z kim zachlałem - odparł Myrtańczyk, podnosząc się.
- Jesteś na dnie i robisz odwierty, chłopcze.
- Daruj sobie. Przyszedłeś w konkretnej sprawie, czy co?
- Masz specjalne zadanie.
- O. Zamieniam się w słuch.
- Dzisiaj w blasku chwały wracają Arrival i Smutas. A ty masz ich kuhwa powitać chlebem i solą!
- Co? Czemu?
- Nie wiem. Bo tak. Rusz dupę do portu.
- Robi się, panie Gubernatorze.
RPG
Mika 123 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Odpowiedz


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum


Powered by vBulletin® Version 3.6.7
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.