Wróć   Forum Gothic - ArcaniA: Gothic 4 > Inne > Art & Story Forum > WIP
Przeładuj stronę Dzieje Myrtany

Odpowiedz
Narzędzia wątku Wygląd
Nieprzeczytane 20-12-18, 09:59   #25
Rollergraph
Chrząszcz
 
Zarejestrowany: grudzień 2018
Posty: 6
Domyślnie

Świetne opowiadanie, ma trochę mankamentów ale ogólnie dobrze się to czyta.
RPG
Rollergraph jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 05-04-19, 20:01   #26
Beziosław IV
Czarny Goblin
 
Zarejestrowany: maj 2016
Posty: 171
Domyślnie Rozdział 7

Wracam ponownie

Klimat wydawał się zupełnie inny i niezwykle urozmaicony. Po jednej stronie widać było dolinkę, do której wpadało kilka wodospadów, naprzeciwko zaś rozciągał się wielki kanion, który wydawał się być spory. Robert zszedł z wieży. Po dokładniejszych obserwacjach postanowił, że wyruszą w głąb kanionu. Mimo że niebezpieczna, była to lepsza opcja niż pchać się w okolicę doliny, gdzie roiło się od potworów. Pomyślał sobie, jak ciężko było przez ostatnie dni. To po prostu będzie kolejne wyzwanie.
Mieszkańców ocalałych z ataku na miasto Khorinis uratował rybak Farim. Dzięki dobrej znajomości okolicznych wód, a także ogromnemu szczęściu, udało mu się znaleźć niewielką plażę otoczoną niedokończoną palisadą. Co dziwniejsze, na plaży wybudowane było kilka chat. Wyglądało jednak na to, że dawni gospodarze opuścili to miejsce jakiś czas temu. Mogli więc bez przeszkód się tu zatrzymać.
Niestety łódź mogła pomieścić co najwyżej cztery osoby. Tak więc nie licząc Farima jako pierwsi na plażę przybyli tylko Bosper, Leon i Robert. Natychmiast ruszyli oni na polowanie. Większość mięsa przekazali Farimowi, w końcu ludzie którzy zostali, także musieli coś jeść, a nie wiedzieli, jak szedł im połów ryb. Tak więc wszyscy pracowali bez wytchnienia. Farim wrócił po pozostałych. Dysponowali oni czterema łodziami, więc musiał on zrobić trzy kursy, zanim przewiózł tu wszystkich. Pozostała trójka zajęła się polowaniem i obserwacją terenu. Z każdym przybyłym kursem sytuacja była coraz lepsza. Kobiety zajęły się gotowaniem i urządzaniem terenu, mężczyźni polowaniem i zabezpieczeniem okolicy. Alchemik Constantino znalazł w przylegającej do plaży jaskini przyrządy alchemiczne. Od razu wyznaczył kilka osób do zbierania roślin i zajął się wytwarzaniem różnego rodzaju lekarstw. W końcu w sytuacji w jakiej się znaleźli łatwo było o epidemię.
Stolarz Thorben także nie próżnował. Z pomocą paru pomocników zaczął budowę prowizorycznych chat, w których ludzie mogliby się schronić przynajmniej przed deszczem. Wszystko szło więc ku lepszemu.
W końcu jednak zapadło pytanie. Co dalej? Przecież nie mogli zostać tu na zawsze. Jedynymi opcjami była dalsza droga morzem, lub ekspansja lądu. Obie drogi były jednak niebezpieczne. Morze przez mocne prądy, mogące porwać statek na skały, a w głębi lądu mogli czaić się nieumarli. Nie mogli też zostać tutaj, w końcu ożywieńcy mogli dotrzeć również w to miejsce.
W końcu wybór padł na kanion. W drogę ruszyli Leon, Robert, Bosper i jego dawny czeladnik Bartok. Wyprawa tak małą grupą mogła być niebezpieczna, ale mniej rzucała się w oczy, co mogło okazać się przydatne jeśli spotkają większą grupę wrogów. Wkrótce czwórka była gotowa do drogi. Przeszli obok niewielkiego jeziorka i zaczęli schodzić w dół kanionu.
Im dalej w kanion, tym powietrze stawało się coraz cieplejsze i bardziej suche. Bujna roślinność ustępowała rosnącym gdzieniegdzie kaktusom i kępkom suchej trawy. Kanion rozciągał się. Postanowili trzymać się lewej strony, wyznaczając sobie co jakiś czas charakterystyczny, widoczny punkt, w którym mieliby się spotkać w przypadku rozdzielenia. Nadal nie widzieli najmniejszych śladów, czy to ludzi, czy ożywieńców. Mijały kolejne kwadranse.
- Patrzcie. Widać dym! - podekscytował się Leon. Od dziecka miał dobry wzrok.
- Faktycznie. Jego źródło będzie jakieś kilkanaście minut drogi stąd. Od teraz ruszajcie się ostrożnie. - ostrzegł Bosper.
Zwolnili. Ich cel był teraz zakryty ścianą kanionu. Za zakrętem będą widzieć wszystko jak na dłoni. Wiedzieli też, że ten który wzniecił dym, może szybko ich dostrzec . Robert ostrożnie wychylił głowę zza skalnej ściany. Jego oczom ukazał się mężczyzna w średnim wieku, smażący na ognisku pustynnego szczura. Na migi polecił reszcie wyjść z ukrycia, jednak zachowując ostrożność.
- Witajcie! - przywitał ich nieznajomy, kiedy tylko ich zobaczył. Miał około sto osiemdziesiąt centymetrów wzrostu, ciemne włosy i oczy tego samego koloru. Jego twarz wypełniał szczery i niewinny uśmiech. Jego ubranie stanowiły białe, wełniane spodnie i płaszcz. Nikt z Khorinis tak się nie ubierał.
- Witaj! - odparł były najemnik. - Co tu robisz, zupełnie sam w tej dziczy?
- Och, wyruszyłem na badania. Nawet nie wiecie jak interesujące rzeczy udało mi się tutaj znaleźć. - wskazał głową coś, co przypominało świątynie. Całość była wykuta w skale. Jednak Robert wiedział, że są teraz ważniejsze sprawy niż podziwianie miejscowej architektury.
- Nie wiemy nawet gdzie jesteśmy. Wiesz może w której części wyspy się znajdujemy?
- Podejrzewam że po stronie północnej. - namyślił się nieznajomy. - Myślę jednak że stąd nie ma drogi lądowej na Khorinis. Poza jedną, ale jej bym wam nie polecał. Może być dość niebezpieczna.
- Rozumiem. Więc jak się stąd wydostać?
- Może uda się wam wybrzeżem. Chyba tak się tu dostaliście, prawda?
- Tak. Jednak Khorinis odpada. Miasto zostało przejęte przez nieumarłych. Tak samo zresztą jak i droga w drugą stronę. Kolonia karna raczej też nie jest już bezpiecznym miejscem.
- Khorinis zostało zaatakowane przez nieumarłych?!
Bosper opowiedział jak wyglądał atak na miasto, a przynajmniej to co sam widział podczas ucieczki. Obcy jegomość wyglądał na strapionego. Przez dłuższą chwilę wpatrywał się skupiony w ziemię, po czym nieoczekiwanie powiedział:
- Pomogę wam się stąd wydostać. Jestem Hall, mag.

*

Tropili ich już od ponad dwóch tygodni. Jednak wciąż byli nieuchwytni. Henrik zaczął już wątpić czy misja im się powiedzie. Sam, podobnie jak ich dowódca, wolałby po prostu walnąć kilka osób po łbie toporem, zamiast szlajać się po lesie szukając nie wiadomo kogo. Misja zwiadowcza nie była dla niego. Jednak był tutaj jako zabezpieczenie na wypadek walki. Ta wyprawa była bardzo ważna. A w końcu mówiono o nim, że wśród uczniów samego wybrańca jest tylko dwóch silniejszych od niego. I nie było w tych plotkach kłamstwa.
Młody paladyn jeszcze dwa lata temu pracował jako niewolnik w Monterze. Jednak dzięki swojej niezwykłej sile zdołał wytrzymać morderczy rygor orków. Po wojnie wstąpił do armii, gdzie jego talent został szybko dostrzeżony. Po morderczym treningu stał się wojownikiem, z którym każdy musiał się liczyć i został przyjęty do zakonu paladynów.
- Spokojnie, już niedługo ich znajdziemy. - uspokoił go Luis, kolejny z uczniów. Mimo że był paladynem, jego największą umiejętnością było tropienie i łowiectwo. Jako jeden z niewielu wojowników Innosa nie nosił standardowej zbroi, w zamian za którą miał skórzaną zbroje, przystosowaną do jego zdolności.
- No ja mam nadzieje! - odparł Henrik. - Bo jak tak dalej pójdzie, nigdy nie wrócimy do Vengardu. Nie zamierzam się włóczyć przez całe życie za ludźmi, którzy mogą nie istnieć.
- Istnieją. - odpowiedział stanowczo Gorn. - Jeśli Xardas jest tego pewny, to my też możemy być pewni. A jeśli Xardasa to niepokoi, to nas też powinno to niepokoić. Poza tym Luis znalazł już ślady. Na pewno ich znajdziemy.
- Znalazł. Tak samo jak i tydzień temu. I co? Nagle zniknęły. Tym razem też może tak być.
- Ja przynajmniej coś robię. - odparł ostro paladyn-tropiciel. - Ty zajmujesz się tylko i wyłącznie pozbywaniem się naszych zapasów. A to wychodzi ci bardzo sprawnie.
- Co?!! Już ja ci...
- Spokojnie panowie. Wiem że jesteście już podenerwowani, ale misja to misja i trzeba ją wykonać jak należy. Weźcie się w garść. - Uspokoił obu Arian, trzeci i ostatni z dziesiątki wybitnych uczniów bezimiennego bohatera w tej grupie. Był on honorowym szermierzem o tęgiej sylwetce i blond włosach. W pochwie miał dwuręczny miecz, którym posługiwał się po mistrzowsku.
- Ja zawsze jestem spokojny. - odburknął Henrik. Gorn uśmiechnął się pod nosem. Jemu też nie podobały się tego rodzaju misje. Szkoda że Diego akurat nie było, pomyślał. On bardziej nadawałby się do takiej wyprawy.
Otaczał ich myrtański las. Wokół słychać było piękny śpiew ptaków i szum wiatru. Właśnie w takich miejscach jak to widać było prawdziwe piękno tego kraju. Arian podczas marszu wsłuchał się w odgłosy natury. Soczyście zielona trawa i odgłosy drobnych leśnych zwierząt działały na niego uspokajająco. Poczuł się bezpiecznie. I właśnie wtedy usłyszał szelest.
Zza drzew dookoła nich wyłoniło się kilkanaście sylwetek z łukami. Wszyscy mieli napięte cięciwy i mierzyli prosto w nich.
- Tego się nie spodziewałem. - stwierdził Gorn.

*

Byli w pułapce. Około trzydziestu orków otoczyło ich wymachując groźnie toporami. Milten rozejrzał się. Mieli niewielkie szanse na ucieczkę.
Z grupy zielonoskórych jeden wyszedł na przód, najwyraźniej był to ich przywódca. Spojrzał groźnie na maga.
- Morra, daj nam amulet. Jeśli to zrobisz, puścimy was wolno.
Milten pobladł. Więc o to im chodziło. Na chłodno przeanalizował sytuację. Stanowczo nie mógł im go oddać. Jednak nie widział innego wyjścia. Jeśli tego nie zrobi, zostaną zabici, a orkowie sami mu go zabiorą. Musiał zaryzykować. W odległości kilkudziesięciu metrów od nich zaczynał się gęsty las. Jeśli uda im się zwiać, będą mogli szybko ruszyć po posiłki i go odzyskać.
Zdjął artefakt z szyi i położył go na ziemi. Wiedział, że kiedy tylko uzyskają bezpieczną odległość, będą musieli biec ile sił w nogach.
- Lester, Diego, za mną! - nakazał, po czym zaczął ostrożnie przechodzić przez dziurę, jaką zrobili im orkowie, gdy oddawał artefakt.
Gdy tylko wyszli z okręgu i oddalili się na parę kroków, zaczęli uciekać. Orkowie nie okazywali nawet najmniejszego zainteresowania nimi, pozwalając im dostać się do lasu. Musieli być pewni swojego bezpieczeństwa. Ich dowódca podniósł delikatnie amulet i szybkim krokiem oddalił się z pozostałymi orkami w drugą stronę.
- Czy to było to co myślę? - zapytał zdenerwowany Lester.
- Niestety. - odpowiedział Milten. - Nie wiem skąd dowiedzieli się, że je mam. Pobiegnij szybko do najbliższego miasta po pomoc. Ja i Diego będziemy ich śledzić. Na Innosa, byleby tylko nie stało się coś strasznego.
Cała trójka wiedziała, że muszą jak najszybciej odzyskać Oko Innosa.
RPG
Beziosław IV jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Odpowiedz


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni post / autor
Historia Myrtany Eru Iluvatar Myrtana 13 07-10-09 18:25
Budowle i Ruiny Myrtany Burratos Cael Gothic 0 21-02-09 20:36
Pierwowzór Królestwa Myrtany czyli... piksel169 Myrtana 2 08-05-08 21:40
powstanie ras myrtany Chrapiący Myrtana 37 06-05-06 10:09
Stolica Myrtany. Pogromca Smoków Myrtana 34 26-10-05 14:46


Powered by vBulletin® Version 3.6.7
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.