Wróć   Forum Gothic - ArcaniA: Gothic 4 > Inne > Art & Story Forum > FanFick
Przeładuj stronę Wojny Zakonów-Wyspa Holarn [Stare ŚP]

Zobacz wyniki ankiety: Na ile pkt oceniasz to opowiadanie (szczezrze)
0%
Głosujących: 0. Nie możesz głosować w tej sondzie

Zamknięty Temat
Narzędzia wątku Wygląd
Nieprzeczytane 08-04-04, 17:51   #1
Ardhad
 
 
Ardhad awatar
 
Zarejestrowany: październik 2003
Skąd: Kraków
Posty: 428
Domyślnie Wojny Zakonów-Wyspa Holarn [Stare ŚP]

Kolejne opowiadako z gwizdorską obsadą czytajcie i komentujcie, bede kontunuował, albo nie, to zalezy czy sie spodoba

Kiedy orkowie zostali wyparci z Zakonu Adanosa, Ronin kazał zebrać wokół siebie najbardziej zaufanych członków.
-Mimo iż wygraliśmy wielką bitwę, nie mamy powodów do zadowolenia – rzekł – Straciliśmy zbyt dużo wojowników, a co gorsza nie wiem, co stało się z Łowcą i DRIVEREM.
-Ja wiem, mistrzu – odpowiedział Thorus – Zginęli w obronie Zakonu na moich oczach. Ich dusze wraz z ciałami zostały uniesione ku niebu, zapewne wprost do Adanosa.
-To bardzo smutne wieści, przyjacielu, byli jednymi z najlepszych w naszym bractwie. Co teraz zrobimy? Tutejsze kopalnie się zawalają, a orkowie na pewno szykują kolejny atak....
-Nie – wtrącił Corristo – Na razie nic nie zagraża nam ze strony Beliara. Tak przynajmniej udało mi się stwierdzić z pomocą Rabiottousa.
-Nawet jeśli nasz zakon nie będzie atakowany przez rok, to nie zmieni naszej sytuacji materialnej. Złoża magicznej rudy się zmniejszają, kopalnie upadają. Nie wiem, co możemy zrobić.
-Słyszałem o wyspie, na której znajdują się złoża jeszcze twardszej rudy i mithrilu – rzekł Ardhad – Jednak jest to prawdziwa twierdza orków. To wyjaśniałoby, dlaczego ich broń jest tak wytrzymała.
-Czy jesteś tego pewny? – zapytał zaciekawiony Ronin – To może być ratunkiem dla całego królestwa.
-Proponuję wysłać tam kilka okrętów i dwustu ludzi. EZIN, Corristo i Rabittous mogą namierzyć to miejsce telepatycznie. Ja popłynąłbym z nimi, myślałem też o Lordzie Andre i Lordzie Fakerze. Według mnie powinniśmy zaryzykować.
-Wyruszycie – odparł bez namysłu Ronin – Popłynie z wami pięćdziesięciu magów i stu pięćdziesięciu paladynów. Zdobędziecie pierwsze napotkane miasto orków i tam obsadzicie ludzi. Z czasem dołączą do was posiłki, na początku jest ważne to, aby zdobyć port. Niech Adanos was błogosławi, przyjaciele. Powodzenia...

* * *

-Widać ląd, Ardhadzie – krzyknął Corristo – Orkowie nie spodziewają się naszego ataku, a w pobliżu nie ma żadnych szamanów. Nie wyczuwam w około wrogiej magii.
-To dobre wieści – odpowiedział Ardhad. Stał przy burcie największego okrętu i wpatrywał się w dal – jak długo będziemy jeszcze płynąć?
-Dwie, góra trzy godziny. Przed zmrokiem walka powinna być skończona. Jeśli w mieście nie ma więcej niż stu wojowników, nie powinniśmy mieć większych problemów.
Ze swojej kajuty wyszedł Rabittous. Z trudem dotoczył się do burty i zwymiotował do morza.
-Nie trzeba było pić tyle piwa, przyjacielu – rzekł Ardhad – W spichlerzach orków na pewno znajdziemy pod dostatkiem trunków. W końcu żywią się tak jak my.
-Cisza, próbuję się skupić! – zawołał Lord Andre. Przyłożył palce do skroni i zaczął coś mamrotać. Po niecałej minucie zwrócił się do zebranych – Rozmawiałem z Roninem. Powiedział mi, że wysłał do nas jeszcze jeden okręt- z Magami Ognia. Są tam Mag Cypek, Lobart i Generał Lee.
-Coraz lepsze wieści – odpowiedział Ardhad – A teraz chodźcie się posilić, za niedługo czeka was ciężka walka.
Wszyscy ruszyli w stronę jadalni pod pokładem. Każdy otrzymał talerz bigosu i butelkę ryżówki. Przy muzyce spożyli posiłek, omówili plan ataku i z powrotem wyszli na świeże powietrze.
-Jak to dobrze posilić się w towarzystwie przyj....chłopaki, do broni, dopływamy!! – zawołał Rabiottous wchodząc na pokład – Za pięć minut będziemy na lądzie!
-Zaczęło się – szepnął Ardhad wyciągając miecz z pochwy.
Orkowie krzątali się niepewnie po nabrzeżu. Kiedy ujrzeli inicjały Magów Wody na flagach, rzucili się do broni. Ich liczba nie była zbyt duża, jednak wystarczająca, aby spróbować obronić miasto.
Okręty dobiły do brzegu i wojownicy Adanosa wybiegli na ląd.
-Błyskawice – zawołał Lord Andre. Kilkanaście silnych pocisków uderzyło w pierwsze szeregi orków łamiąc ich szyki.
-Szarża – krzyknął Ardhad unosząc swój zdobiony półtoraręczny miecz na wysokość twarzy – Po trzech wojowników na orka!
Wyznawcy Adanosa ruszyli na nieprzygotowanego do obrony wroga. Trysnęła ciemna krew, kiedy magiczne klingi zagłębiały się w ciałach orkowych wojowników.
-Elita po lewej – krzyknął eZIN – pięciu zbrojnych, za mną!
Corristo wykorzystał ostatni zwój Kuli Ognia i wyciągając długi mithrilowy sztylet pobiegł w stronę wroga. Twarz wykrzywiła mu się w bólu, kiedy po sparowaniu potężnego ciosu ostrze sztyletu zagłębiło się w jego nadgarstku. Zignorował piekący ból i ruszył na pomoc przyjaciołom.
Rabittous i Ardhad ścierający się z trzema orkowymi wojownikami naraz byli już bardzo zmęczeni walką.
-Ty paruj ich ciosy, ja będę strzelał z kuszy – rzekł Ardhad oddalając się o kilka kroków. Wielkie było jego zdziwienie, kiedy dotknął plecami owłosionej skóry. Odwrócił się gwałtownie – Na Adanosa, Elita – krzyknął zrozpaczony uchylając się od ciosu Kruch-Pacha. Przeturlikał się na ziemi i ściągnął z pleców lekką kuszę naciągają bełt.
-Chodź do mnie – szepnął celując w oczy orka. Wróg wziął zamach i padł niespodziewanie na ziemię. Zza jego martwego ciała wyłonił się Corristo.
-Czasem przyjaciel się przydaje – rzekł z uśmiechem. Ardhad odwzajemnił uśmiech i wycelował w orka walczącego z Rabittousem. Wypuścił bełt i wróg padł martwy. Przywracacz Porządku podbiegł do niego.
-Dobra robota – powiedział – Jeszcze kilka minut i port będzie nasz.
Siadł na zakrwawionej, wybrukowanej ulicy. Tymczasem walka dobiegała końca. Do Ardhada powoli zaczęli się schodzić członkowie Zakonu Adanosa.
-Jak duże starty? – zapytał zastępca NGSA.
-Orków padło około siedemdziesięciu, nas dwunastu. Mieliśmy przewagę liczebną – odpowiedział Lord Andre – Pod bramę wysłałem dziesięciu wojowników, aby przypilnowali, żeby nikt z wrogów nie wymknął się z miasta. Myślę, że pierwszy cel został wykonany. Co teraz, Ardhadzie?
-Teraz utrzymamy to miasto. A później, kto wie, może dojdzie do bitwy wszechczasów....
__________________
:: Były Wielki Mistrz Wody ::
:: Były Największy Głosiciel Słowa Adanosa ::
:: Były Generał i Strażnik Sprawiedliwości ::

Dinozaur
RPG
Ardhad jest offline  
Góra
Nieprzeczytane 19-04-04, 10:23   #2
Ardhad
 
 
Ardhad awatar
 
Zarejestrowany: październik 2003
Skąd: Kraków
Posty: 428
Domyślnie

Zgodnie z obietnicą: jest poenidziałek, jest kolejna część. Tylko ze nie jest 2x dłużsa, ale taka sama :/ Ale w najbliższym czasie bedzie dalsza czesc historii

Noc zachodziła już nad wyspą.
-Odnieśliśmy wspaniałe zwycięstwo – rzekł Ardhad z radością – Nie myślałem, że pójdzie nam tak dobrze. Musimy obstawić mury i port, aby orkowie nie odbili tego miejsca. Musimy też cierpliwie czekać na Magów Ognia. Oni zapewne przyniosą nowe wieści i rozkazy. Czy w mieście znaleźliście jakieś przydatne surowce?
-Tylko żywność i najsłabsze bronie orków – odpowiedział Lord Andre
-Nie, przyjaciele – rzekł Corristo wychodząc z cienia karczmy – znalazłem coś, co na pewno was zadowoli. Skała, która leży po lewej stronie bramy, ma ukryte wejście – do kopalni czarnego żelaza, najmocniejszego kruszcu po magicznej rudzie, mithrilu i kilku innych metalach.
-Doskonale – powiedział Ardhad z wyrazem aprobaty na twarzy – Na razie nic więcej nam nie potrzeba. Ja, eZIN, Rabittous i czterdziestu wojowników o świcie ruszy do tej kopalni. Potrzebujemy takiej eskort, bo nie wiemy, czy nie kryją się tam niedobitki orków.
A to jest bardzo prawdopodobne. Na wszelki wypadek postawcie przy wejściu straże. Nikt do jutra nie wejdzie i nie wyjdzie z tej kopalni.
-Ardhadzie – krzyknął nadbiegający Rabittous – Przynoszę złe wieści... Okręt Magów Ognia zatonął. Ocalili się nieliczni magowie, na szczęście nikt z ważniejszych osobistości nie utonął. Taką wiadomość przekazał mi Ronin.
-Niech to szlag – zaklął Ardhad – Chociaż.... nie, przyjaciele. Nie możemy stać wyłącznie po stronie Innosa. Teraz być może Beliar potrzebuje pomocy, a my jesteśmy zobowiązani mu pomóc.
-Zapowiada się na kolejną bitwę...co zrobimy?
-Na razie nic, Rabittousie. Jutro wyruszymy do pobliskiej kopalni. A teraz rozejdźcie się, musicie wypocząć.

***

Rankiem Ardhad, Rabittous i eZIN ubrali się w kolcze zbroje, nagolenniki i hełmy. Na to przywdziali niebieskie płaszcze Magów Wody, a do pasów przypięli miecze z magicznej rudy. Tak uzbrojeni z eskortą czterdziestu wojowników i flagą Zakonu Adanosa ruszyli do oświetlonej pochodniami kopalni.
-Jesteśmy chyba w głównej hali – rzekł eZIN – wszędzie widać walające się po ziemi kilofy i kawałki metalu.
-Miejcie nadzieję, że nie spotkamy tu orków – powiedział cichym głosem Ardhad – Zachowajcie ostrożność, nie wiemy co się tu kryje.
Ledwie zdążył to powiedzieć, z najbliższego korytarza wybiegło w ich stronę kilku orków z obnażonym Krush-Varrokami. Z krzykiem na ustach, w furii rzucili się na wojowników Adanosa. EZIN ściągnął z pleców kuszę i wycelował w pierwszego. Ardhad zrobił to samo. Dwoma bełtami pozbawili życia dwóch orków jednak czterech innych ciągle biegło w ich stronę. Nagle coś zaskrzypiało po lewej stronie. Rabiottous obrócił się gwałtownie i ciął z półobrotu. Jego półtoraręczny miecz zagłębił się w ciele wysokiego orkowego wojownika i pękł ponad rękojeścią.
-Niech to! – rzekł pod nosem Rabi, wyciągając zza pasa nożyk do rzucania. Ku jego zaskoczeniu i załamaniu zarazem, z kolejnego korytarza wybiegło kilku orków elit. Rzucił w jednego z nich, a bron zagłębiła się w głowie napastnika. Wrogów ciągle przybywało, a eskorta Ardhada powoli zaczęła tracić przewagę liczebną.
-Rabittousie – krzyknął zastępca NGSA uchylając się od ciosu wroga – Biegnij po posiłki, szybko!! EZINie, ty też. W parze łatwiej będzie wam się przebić, kiedy orkowie będą chcieli was zatrzymać. Prędko!
Ardhad sparował kolejny cios, jednak jego broń nie wytrzymała i pękła. Z pleców ściągnął kuszę i szybko uderzył nią najbliższego napastnika. Ogłuszony ork padł na kolana, a krasnolud (czyli ja) wyciągnął z kołczanu bełt i wbił mu go w czoło. Jednak mimo że walczył dobrze, sam z kilkunastoma wojownikami nie mógł zatrzymać wroga.
Rabittous i eZIN byli już daleko, kiedy do sali, gdzie pozostali wojownicy Adanosa wkroczyły czarne gobliny uzbrojone w szable i krótkie miecze. Ardhad obejrzał się za siebie. Ku jego załamaniu stało za nim jedynie siedmiu paladynów.
-Wszyscy do mnie – krzyknął – Stańcie do siebie plecami i niech każdy walczy tylko z tymi orkami, których ma przed sobą. Może przebijemy się do wyjścia.
Jednak jego rozkaz nie został wykonany. Wojownicy wymachiwali swymi mieczami raniąc siebie nawzajem. Ardhad widząc, co się dzieje, sam zaczął się wycofywać, ale nie mógł tego wykonać. Z kuszą mógł jedynie parować ciosy. Próbował unikać cięć orków, jednak był już zbyt wyczerpany. Uchylił się od potężnego ciosu wymierzonego w głowę i poczuł piekący ból w prawej ręce, rozciętej pod łokciem. Wyciągnął kolejny bełt i wycelował w najbliższego wroga. Uwolnił spust, krótka, lecz zabójcza strzała rozerwała łeb małemu goblinowi. Chciał wyciągnąć kolejny pocisk, jednak jego ręka nie trafiła na pocisk – kołczan był pusty. Wojownik przeraził się jednak. Widział już śmierć, czuł, że długo nie wytrzyma, lecz nie zamierzał się poddawać.
-Za Adanosa! Za honor! Za zmarłych przyjaciół! – krzyknął, a jego donośny głos rozległ się po ogromnej sali. Dwóch pozostałych paladynów w końcu zareagowało i podbiegło do dowódcy. Ardhad podniósł z ziemi krótki sztylet i wraz z braćmi z zakonu ruszył na o wiele silniejszy oddział orków. Nagle poczuł ból w głowie, został czymś ogłuszony i zemdlał. A później widział już wyłącznie ciemność.
__________________
:: Były Wielki Mistrz Wody ::
:: Były Największy Głosiciel Słowa Adanosa ::
:: Były Generał i Strażnik Sprawiedliwości ::

Dinozaur
RPG
Ardhad jest offline  
Góra
Nieprzeczytane 20-04-04, 11:06   #3
Ardhad
 
 
Ardhad awatar
 
Zarejestrowany: październik 2003
Skąd: Kraków
Posty: 428
Domyślnie

next czesc zgodnie z umowa...jeszcze nie ma nikogo nowego z ŚP, ale w nastepnym juz beda (chyba )

-Do broni! Do walki! – krzyczeli Rabittous i eZIN – orkowie zaatakowali, wszyscy zdolni do walki, do nas!
Zaraz przybiegło do nich kilku Strażników Wody. Wysłuchali rozkazów i rozbiegli się, aby ogłosić wieści. Z głównej ulicy zaczęło zbiegać się coraz więcej wojowników i magów.
-Wszyscy, którzy są gotowi do walki, niech idą za nami, byle szybko – krzyknął Rabittous.
-Co się stało – zapytał Corristo.
-Zasadzka orków – odpowiedział eZIN ruszając w stronę biegnącego już do kopalni Rabiego --Ardhad i kilkunastu ludzi broni się przed bardzo silnymi oddziałami wroga. Dlatego musimy tam być jak najszybciej. A teraz – zwrócił się do zebranych – Za mną! Za Adanosa!
Około stu wyznawców boga równowagi pobiegło za eZINem i Corristem. Kiesy dotarli do kopalni było już za późno. Ciała zmarłych przyjaciół walały się w krwi po podłodze, jednak nikt nie mógł odnaleźć Ardhada. Lord Andre dokładnie przeglądał zwłoki swoich braci, ale nikt z nich nie był tym walecznym krasnoludem.
-Nie chciałbym nic przesądzać, ale obawiam się że go zabrali – rzekł do stojących wokoło – Nie wiem czy żywego, czy martwego, ale na pewno go zabrali…
-Ruszymy za tropem orków – rzekł bez namysłu Rabittous – Pójdą wszyscy. Nie możemy go opuścić, jest bardzo ważną osobą w naszym zakonie. Nie pozwolę, aby jego ciało było bezczeszczone przez naszych wrogów.
-Ale czy widzisz tu jakikolwiek trop? – zapytał Corristo – Ja nic tutaj ni znajduję.
-Ślady orków prowadzą di tego korytarza – wskazał na mocno oświetlone pochodniami przejście – Tam też pójdziemy. Jeśli się nie zgadzacie, pójdę sam.
I ruszył w stronę korytarza. Po chwili poszło za nim kilku wojowników, eZIN, Corristo oraz większość magów.
-To bardzo ryzykowne – szepnął Lord Andre - …ale jeśli mamy zginąć, to zginiemy razem – I pobiegł za przyjaciółmi.

***

Korytarz ciągnął się w nieskończoność. Jednak wyznawcy Adanosa z każdym krokiem przekonywali się, że wybrali dobrą drogę. Po przejściu kilkuset metrów na ziemi zaczęła się pojawiać ciemna krew orków. Chwilę później ujrzeli też przydeptane, martwe ciała wrogów. Ku wielkiemu załamaniu Rabittousa, drużyna doszła do rozdzielenia korytarzy.
-Co robimy? – zapytał eZIN – Zależy nam na czasie, ale nie możemy też wybrać złego przejścia.
-Jeżeli słuch mnie nie myli, odgłosu orków dochodzą z lewej strony – rzekł Rabittous – Myślę, że powinniśmy iść właśnie tam.
-Ty nas zaprowadziłeś w to miejsce, ty nas prowadź...
-Chyba nie masz do mnie żalu o to, że chcę uratować życie przyjaciela?
-Nie, ale to ty powinieneś teraz podejmować decyzje, skoro ty zaproponowałeś tą...
-Spokój! – wtrącił Lord Andre – Zależy nam na szybkości, nie ma czasu na kłótnie. Pójdziemy w lewo, tak jak powiedział Rabittous. W najgorszym wypadku będziemy się wracać. A teraz ruszajcie, czas nagli.
W następnym korytarzu przeszli około pół stai (1 staja= ok. 1 km), kiedy zza zakrętu wyłoniła się wysoka na kilka metrów, odlana z czarnego żelaza brama. Za nią dalej ciągnęło się przejście, jednak bardziej oświetlone. Drużyna przeszła przez masywne wejście i ruszyła dalej. Ku ich wielkiego zdumieniu, za kolejnym zakrętem znajdowało się wyjście z podziemi.
-Wracamy…-rzekł ze smutkiem eZIN – Trzeba było wybrać drugi korytarz.
-Nie – odpowiedział Rabittous – Spójrzcie, dookoła znajdują się ruiny jakiegoś miasta, a pośrodku...nasi wrogowie. Jest ich około siedemdziesięciu, kilkunastu czarnych goblinów i jeden orkowy szaman.
-A wśród nich Ardhad? Co zrobimy?
-Wszyscy, którzy mają broń dystansową, pójdą ze mną. Reszta zostanie tutaj i dołączy dopiero na mój znak. Ilu mamy strzelców?
-Nie więcej niż czterdziestu. Do tego dochodzi jeszcze kilku magów.
-To wystarczy… a teraz za mną. Niech nikt nie zrani Ardhada. Uważajcie też na szamana, może być bardzo niebezpieczny.
Kilkudziesięciu wyznawców Adanosa ruszyło za Rabittousem kryjąc się wśród ruin. Ściągnęli z pleców łuki i kusze, magowie przygotowali runy i zwoje.
-Teraz wiem, do czego potrzebny jest im Ardhad – rzekł Lord Andre – Ten szaman chce go zamienić w rycerza orków, jednak potrzebuje stuprocentowego skupienia. Ale my mu w tym przeszkodzimy…
-Ale jeszcze nie teraz – odpowiedział Rabittous – Spójrz, ten szaman nie jest orkiem. To człowiek, lecz nie nekromanta. Ciekawe, kim może być.
-Nie wiem, jednak nie chcę się dowiedzieć. Chciałbym go zobaczyć martwego, wtedy byłbym bardziej pewny siebie.
-Cisza. Spójrzcie, co robi – wtrącił Corristo – Chyba będzie mówił do orków.
Nieznajomy rzeczywiście obrócił się w stronę orków, jednak ku zdziwieniu wyznawców Adanosa przemówił w ludzkiej mowie.
-Orkowie Czarnego Wilka – rzekł głębokim głosem – Dobrze wykonaliście swoje zadanie. Zebraliście się tu, aby być świadkami, jak ten nędzny wojownik stanie się prawdziwym Czarnym Wojem, rycerzem klanu Czarnego Wilka. A teraz zaprzestańcie okrzyków, ponieważ do tego rutułału potrzebuję szczególnej ciszy. Niech nasz pan i władca ma was w swojej opiece za tak dobrze wykonaną misję.
Nieznajomy obrócił się ku Ardhadowi, wyciągnął zza szaty zwój i powoli zaczął wymawiać słowa zaklęcia.
-Za Ardhada, za Adanosa! – krzyknęli magowie i strzelcy za Rabittousem i wypuścili pierwszą salwę.
__________________
:: Były Wielki Mistrz Wody ::
:: Były Największy Głosiciel Słowa Adanosa ::
:: Były Generał i Strażnik Sprawiedliwości ::

Dinozaur
RPG
Ardhad jest offline  
Góra
Nieprzeczytane 26-04-04, 11:23   #4
Ardhad
 
 
Ardhad awatar
 
Zarejestrowany: październik 2003
Skąd: Kraków
Posty: 428
Domyślnie

kolejna część: DRIVERZE, wrzucaj do swojego tematu to co miałeś wrzucić.... poniewaz mam chyba sporo wirusów na kompe aktualnie, nie wiem jak szybko beda kolejne czesci, na razie zachwycicie sie tym, co napiszał DRIVER..... mysle ze od piatku bede spowrotem tak samo czesto na ŚP, bo teraz nie da rady, brat pisze scigi i musi reinstalka windowsaq zrpobic....

Kiedy kilku orków zostało zabitych wrogimi pociskami, nieznajomy mag przerwał swe zaklęcie. Zaklął głośno w tajemniczym języku i ruszył do boju. Na znak Rabittousa, z kopalni wybiegli wojownicy, a w stronę orków została wystrzelona kolejna salwa. Wyznawcy Adanosa odrzucili broń dystansową i rzucili się zwartym szykiem na zdziesiątkowany oddział orków .Lord Andre kumulował Kulę Ognia i pchnął nią we wrogiego maga. Ten zawył z bólu, jednak mimo obrażeń utrzymał się na nogach. Rabittous starł się z orkiem elitą, a Thorus i eZIN walczyli u jego boku z dwoma innymi wrogami. Orkowie byli dobrze uzbrojeni i wyszkoleni, dlatego na początku mogli wykorzystać tą przewagę. Ku zdziwieniu Rabiego, jego kolejny miecz pękł w walce. Jednak lepiej uzbrojony mógł sobie z tym problemem poradzić. Ściągnął z pleców jednoręczny topór, a zza pasa wyjął długi sztylet. Zaszarżował na elitę i mocnym cięciem, pozbawił go głowy. Krew trysnęła na jego twarz, jednak Rabittous nie przejął się tym .Odważył w dłoniach oręż i rzucił się na kolejnych orków.
EZIN pokonawszy pierwszego przeciwnika pobiegł na pomoc Rabiemu. Jednak nie zdążył do niego dobiec, ponieważ drogę zastąpił mu wrogi mag, który ściągnął z pleców wspaniały, zdobiony miecz.
-Na Adanosa...Uriziel – szepnął wojownik Adanosa i sparował pierwszy cios swoim dwuręcznym toporem. Obok wojownika padł martwy Strażnik Wody. Jego twarz wykrzywiona była w wielkim bólu, a obszerna dziura w brzuchu tryskała krwią.
-Zabić! Nie żałować! – krzyczeli orkowie. Nagle mrożącym krew w żyłach głosem przemówił nieznajomy:
-Jam jest Valdar, mag klanu Czarnego Wilka. Oddalcie się lub zginiecie straszliwą śmiercią – wróg zadał kilka ciosów od boku, jednak eZIN ze spokojem i koncentracją je sparował.
-Nigdy się nie poddamy – odpowiedział – i nie pozwolimy, by ktoś wkraczał do wojny pomiędzy Innosem i Beliarem – wojownik wziął zamach i uderzył znad głowy. Jego topór starł się z Urizielem, a trzonek pękł. Zza pasa wyciągnął półtoraręczny miecz – Wierzę w ciebie. Wierzę, że tak jak zawsze zadasz ostateczny cios. I eZIN ponownie zaatakował.
Lord Andre otarł ramieniem pot z czoła. Był już wyczerpany rzucaniem zaklęć, więc wyciągnął krótki miecz i dołączył do Corrista, który z trudem bronił się przed dwoma orkami. Ciął we wroga, a ten zaskoczony nagłym atakiem nie zdążył sparować ciosu. Trysnęła krew, a ręka orka opadła na ziemię. Ten krzyknął po raz ostatni i padł martwy.
Orków zostało już tylko kilkunastu, jednak straty zakony także były bardzo duże. Zginęła prawie połowa wojowników, a część było rannych. Tymczasem Rabittous położywszy na ziemi kolejnego orka, obrócił się. Zobaczył eZINa walczącego z wrogim magiem i pobiegł w jego stronę. Nagle upadł, a jego broń potoczyła się do przodu o kilka metrów. Odwrócił się i zobaczył nad sobą elitę, który już spuszczał znad głowy ostateczny cios. Thorus stojący kilka kroków obok rzucił się na orka całym ciężarem swego ciała i upadł wraz z nim. Wróg splunął krwią i uderzył Thorusa z całej siły w twarz. Ten stracił przytomność a zaraz potem został dobity Kruch-Pachem.
-Niee!!! – krzyknął Rabittous podnosząc z ziemi swój miecz. Ciął z półobrotu, a cios wycelowany w kark trafił w sam środek orkowego czoła. Krew ponownie zbryzgała Rabiemu twarz, jednak ten miał teraz w głowie jedynie jedną scenę: eZINa walczącego z potężnym magiem.
Lord Andre widząc co się dookoła dzieje nie wiedział co robić. Jednak kiedy ujrzał, że eZIN radzi sobie z magiem, sam zaatakował pozostałych orków, którzy ciągle odważnie bronili swoich pozycji. Kiedy ostatni zielono skóry padł, wojownicy Adanosa powoli zaczęli otaczać nieznajomego. Valdar zrobił krok w tył, wymówił krótką formułkę i krzyknął donośnym głosem:
-Czarny Wilku, wspomórz swego sługę!
Z nieba spadł między Strażników Wody wielki upiór, podobny do orła, jednak dużo groźniejszy. Mag wkoczył na jego grzbiet o pociągnął za wodze.
-Tytan was pokona. Czarny Wilk się zemści. Wszyscy zginiecie!
I nieznajomy odleciał.
-Jaki tytan, o czym on mówił? – zapytał Rabittous
-Nie wiem, ale nie wydaje mi się, żebyśmy musieli się tym teraz przejmować. Gdzie jest Ardhad? – rzekł Lord Andre.
-Tam – Rabi wskazał zniszczony mur – Chodźmy zobaczyć, czy jeszcze żyje.
Wojownicy pobiegli do krasnoluda. Był mocno poraniony, z wielu cięć ciekła mu krew, jednak żył i był przytomny. Jego niebieska szata przybrała szarawy kolor, a kusza leżąca obok była połamana i niesprawna.
-Mistrzu, co z tobą? – zapytał jeden z Nowicjuszy
-Ardhadzie – rzekł Rabittous lekko potrząsając ramieniem przyjaciela.
-G...gdzie mój miecz – zapytał przemęczonym głosem Ardhad – C...co się stało?
-Straciłeś przytomność po uderzeniu podczas walki w kopalni. Orkowie i ich mag zanieśli cię tutaj. Właśnie ich rozgromiliśmy. Tylko mag...uciekł.
-Uciekł?! – Ardhad potrząsnął głową jakby bardziej przytomny – Dużo słyszałem. Wiem wiele rzeczy. Wiem, że Czarny Wilk to jakiś namiestnik tytana. Ale kto to jest tytan? Na to pytanie wam nie odpowiem.
-Nie możemy się teraz zamartwiać. Jesteś w stanie iść?
-Mama nadzieję, że tak. Czy moja kusza się jeszcze do czegoś nadaje?
-Nie... jest cała połamana. Jednak musimy już iść, nie przejmujmy się teraz szczegółami. Zaraz będzie się ściemniać, a przed zmrokiem musimy dotrzeć do miasta. Tam jest najbezpieczniej, za wewnętrzną bramą.
Kiedy wyznawcy Adanosa powrócili do miasta, słońce zachodziło właśnie do morza. Do Ardhada przybiegł młody nowicjusz, który z cierpliwością pełnił swoją służbę w wieży obserwacyjnej.
-Mistrzu – rzekł – Okręty na południu. Płynie w naszą stronę flota połączonych sil Innosa i Adanosa.
-Doskonale – odpowiedział zastępca NGSA – Będziemy mogli odnależć tego tytana i rozgromić jego klan. Przygotujcie powitanie dla przyjaciół, ja muszę wypocząć
I Ardhad odszedł do portowej karczmy.
__________________
:: Były Wielki Mistrz Wody ::
:: Były Największy Głosiciel Słowa Adanosa ::
:: Były Generał i Strażnik Sprawiedliwości ::

Dinozaur
RPG
Ardhad jest offline  
Góra
Nieprzeczytane 26-04-04, 14:33   #5
DRIVER
Zębacz
 
DRIVER awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2003
Skąd: Koszalin (CNS)
Posty: 440
Domyślnie

No i oto chodziło. Ok ludziska słuchajcie to jest mocno związane z tym tematem i tematem który jest gdzieś na ŚP "TO JUŻ JEST KONIEC" będą 3 części Ardhad napisze 2 ale z tego co przeczytałem może mieć problem ja też musze wkówać ale zaczynamy.

Zmartwychwstanie.

Noc okryła wyspę ale wyznawcy Innosa i Adanosa nie spali szykowali wielki plan ataku na wyspę wiedzieli że najlepiej jest atakować pod osłoną nocy:
-Dobrze słuchajcie – powiedział Ronin i wskazał palcem na mapę - proponuje zrobić małą dywersję na zachodzie wyspy niech myślą że chcemy okazu zaatakować kopalnię a reszta pójdzie od wschodu i zaatakują wroga od tyłu to nam da ważny aspekt zaskoczenia.
-Hmmm popieram twój pomysł Roninie – odparł Pyllo – ale nie sądzisz ze nie powinniśmy się rozdzielać i tak jest nas za mało a co jeżeli grupie zachodniej się nie uda.
-Uda się bo to ja ich poprowadzę – wtrącił Lobart atak będzie przemyślany i skuteczny tylko musimy znaleść jakiś dobry punkt z którego oszczekamy fortyfikacje wroga.
W tym samym czasie z statku zeszli Mag Cypeki i Rabittous śpiewając coś. Szybko podbiegł do nich Ardhad i pozwiedzał:
-Śmierdzi od was winem na 5 metrów jak mogliście się upić w tak ważnym momencie
Cypek spojżał na Ardhad’a i powiedzał:
-To on mnie naaaamówił tooo nieeee ja hyp yyyy masz może troszkę ziela tak maluśko tak tyci, tyci
-Cicho Cypek – odparł Rabittous – yyyy melduje że chcieliśmy się napić za pamięć naszych dawnych towarzyszy niech Adanos ich prowadzi.
-Naprawdę powinniście się dwa razy zastanowić nim zaczniecie takie idiotyzmy robić w trybie natychmiastowym biegnijcie do Corristo i niech wam da jakieś zioła czy mikstury – odparł ubożony Ardhad.
Wydawało się że wszystko idzie z planem taktyka nabierała sensu a wojowników jak i magów rozpierała energia. Ale wszystko to mogło runąć jak do portu wbiegł Saturas i W-o-j-a-S’em i krzyknęli:
-Orkowie nas zauważyli!!!!!!!
-Jak to mówcie co się stało szybko – odparł Pyllo
- zauważyliśmy patrol orków zmierzających do portu więc wybiegliśmy z krzaków i znaczyliśmy walczyć niestety jeden uciekł kiedy to zauważyliśmy był już za daleko przykro nam z tego powodu – odparli Saturas i W-o-j-a-S.
Ronin spojrzał z przerażeniem na Ardhad’a i pozwiedzał:
-Nie jest dobrze musimy czym prędzej rozpocząć atak póki nie wiedzą jeszcze co chcemy zrobić. ZBIERAJCIE SIĘ LUDZIE WYRUSZAMY NATYCHMIAST.
Szybko zaczęli się zbierać i w ciągu kilkunastu minut byli godowi do wymarszu Backside otworzył bramę portu i spojrzał i się zaczął śmiać:
-Z czego się śmiejesz - zapytał Jarvis – i sam zaczął się chichotać
Lobart spojrzał na na samotnego orka elitę który stał naprzeciw bramy portowej uniósł ręce ku górze, wtedy Pyllo szybko pozwiedzał:
-Zgnieść tego robaka
I rzuciło się na niego kilkadziesiąt paladynów, ale ork stał wyjął 2 miecze z pochew i zaczął się drzeć:
-AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!(lol)
Nagle z lasów wyłoniło się setki orków las po prostu roił się w nich od tych istot Ronin widząc to z przerażeniem kazał się powrotem wycofać do portu:
-Zaryglować bramę i trzymać ją, Rabittous szybko zbierz ludzi i zacznijcie przygotowywać statki do drogi ALE JUŻ!!!!
-Co chcesz zrobić Ronin – zapytał się Pyllo
-Widziałeś ile tam ich było nie mam pojęcia z kąt tyle orków wzięło się na tej wyspie przecież to tylko przyczółek z rudą a jest tu nie lada armia i czemu nie zauważyliśmy ich wcześniej – zaczął rozmyślać Ronin
-Może schowali się w szybach kopalni - odparł Generał Lee
-Nie to musi być coś więcej nie zauważyliśmy ich w takim przypadku musimy jak najszybciej się wycofać – dopowiedział Ronin i wszyscy zaczęli schodzić się w kierunku statków. Nagle nad nimi zaczęły lecieć ogromne kamienie zatapiając jeden statek po drugim, żaden nie utrzymał się pod deszczem ogromnych głazów. Nagle wszyscy usłyszeli ogromny trzask bramy, obrócili się a brama leżała spojrzał Ardhad i powiedzał:
-Na Adanosa WSZYSCY DO BRAMY NIE POZWÓLCIE IM WEJŚĆ!!!!!
Wszyscy zaczęli zbiegać się ku bramie, zaczęła się bitwa wszędzie było słychać jęki i odgłosy krzyżującej się stali, wszędzie lała się krew.
-Nie pozwólcie im przejść przez bramę musimy ich trzymać w mniejszości – krzyknął Lobart
-Mistrzu spójrz przechodzą przesz mur co robimy – pozwiedzał eZIN do Ronina
-ustawić linię koło murów, natychmiast!!!!
Walka zaczęła obracać się na korzyść orków coraz większe ilości tych istot zaczęło przeskakiwać przez mury i coraz większy nacisk był ba na bramę, kiedy wszyscy zdali sę sprawę że nie utrzymają się długo zaczęli się powoli wycofywać w kierunku morza niestety orkowie ich otoczyli wszyscy wyznawcy Innosa i Adanosa staneli w kręgu i czekali na to co przyniesie los. Nagle z nieba uderzył ogromny grom powodując ogromnie zniszczenia w siłach orków wszyscy spojrzeli w górę i dostrzegli dwa małe światła zbliżające się ku ziemi po paru sekundach owe światła uderzyły koło formacji obronnej wyznawców Innosa i Adanosa. Powstali i spojrzeli w kierunku twarzy Ronina kiedy ten spojrzał na nich upadł na kolana(chłopak się zdziwił) jedna z postaci spojrzała w kierunku orków chwyciła miecz w obie ręce ten zaczął migotać światłem, magowie od razu dostrzegli ogrom mocy oręża, wzięła zamach i ogromnym łukiem z prawej do lewej wyprowadziła cios. Z miecza wystrzeliła ogromna fala energii tnąc wszystko co stanęło na jej drodze orkowie nie mieli szans moc która została puszczona w ich kierunku była po prostu miażdżąca. Druga postać skierowała miecz w kierunku ludzi i ogromny blask teleportował ich z wyspy do zakonu Adanosa. Jedna z postaci podeszła do Ronina uklękła wystawiła ręce przed siebie i przekazała magiczny oręż NGSA ten przyjął miecz spojrzał na niego i pozwiedzał:
-DRIVER to ty, jak to możliwe??!!??!!
Ten bez żadnej odpowiedzi spojrzał na drugą osobę która podeszła do Pylla i przekazała drugi oręż właśnie jemu. SZachu spojrzał na niego i pozwiedzał
-Jak to możliwe przecież to łowc@ i DRIVER przecież oni zginęli, nie pojmuje tego??!!??
Obie osoby stały na środku dziedzińca klasztoru Łowc@ wyjął jeszcze jeden miecz o ogromnej mocy skierował go ku górze i oślepiający promień wystrzelił w ziemię. Nagle światło zaczęło nabierać kształtów i po chwili wyznawcy Innosa i Adanosa dostrzegli nekromantów i poszukiwaczy Beliara. Krwawy-Nekromanta widząc swoich wrogów szybko zaczął tworzyć kule ognia Łowc@ wystrzelił ładunek energii w jego kierunku i Krwawego ten spostrzegł że stracił umiejętność czarowania. Melek_333 podbiegł do Nertey i pozwiedzał:
-Mistrzu jesteśmy otoczeni przez naszych wrogów co robimy????
Ten nic nie mówiąc spojrzał na Łowcę który zbliżał się do niego wyciągnął dłonie z orężem i przekazał go Nertey. Łowc@ podszedł powrotem do DRIVERA i wykrzyknął:
-POSŁUCHAJCIĘ MNIE WYZNAWCY BOGÓW!!!! Stoimy przed złem którego nawet wyznawcy Beliara nie są świadomi, Nertea kiedy ostatnio miałeś kontakt z Beliarem – zapytał Łowc@ Nertey
-Dawno ale to przez was obrócił się od nas bo nie możemy se poradzić z 2 małymi zakonami i jest nami zawiedziony i tera.....
-NIE PRAWDA!!!! – przerwał mu DRIVER – Wyspa na której przed chwilą byli wyznawcy Adanosa i Innosa którą nazywacie Holarn jest prawdziwym siedliskiem zła Nerteo to orkowie blokowali przekaz myślowy po miedzy tobą a Beliarem i on nie mógł ci powiedzieć jakie to zło znajduje się na tej wyspie.
-Co to za zło??? – Zapytał Ronin
-Ogromne – dodał Łowc@ - żaden z zakonów nie dysponuje taką mocą by je pokonać dlatego jedyna szansa na pokonanie owego zła jest połączenie naszych sił w walce z nim na tej wyspie znajduje się podziemna świątynia potężnej istoty Tytana zwanego Eolem.
-To dlatego nie widzieliśmy wcześniej tych orków byli w tej świątyni Nertea i naprawde nie wiedziałeś że tyle orków znajduje się na wyspie i że jest tam świątynia – Zapytał Pyllo
-Skąd mogłem wiedzieć pochłonąłem się przygotowaniami do ataku na wasze zakony które stały mi na drodze, co mnie mogła obchodzić jakaś jedna wyspa, wysłałem tam jednego z najlepszych szamanów orkwych ale on mnie zdradził i wszyscy orkowie którzy tam byli też. Zapewne wysyłali na kontynent pojedyncze jednostki kóre namawiały do tego by inni orkowie stanęli razem z nimi w misji panowania ich nad ludźmi nawet nami wyznawcami ich boga Beliara. Ale co to za Tytan o którym mówicie i jakim cudem żyjecie?????
-Żyjemy – zaczął DRIVER – bo tak chciała trójca wasze walki tak was pochłonęły że na pewno byście nie zobaczyli co jest prawdziwym zagrożeniem więc dostaliśmy szanse na powrót i wykorzystamy ją.
-A Tytan – dokończył Łowc@ - a raczej Tytani bo było ich czterech, trzech znacie są to obecni bogowie a ten jeden to właśnie Eol. Widzicie nasze bóstwa nie zawsze były bogami kiedyś kiedy nawet nie było rasy ludzkiej po ziemi stąpały potężne istoty a najpotężniejsze to byli Tytani. Potem coś się zmieniło, nie powiedzieli co i nie możemy wiedzieć tak samo nie pytajcie się o zaświaty tego też wam nie powiemy, ale trzech z nich zostało bogami a jeden był tak zły że nawet Beliar nie chciał z nim mieć nic wspólnego i obalili go ale nie mogli zabić brata więc uśpili go na wieki i ukryli jego świątynnie.
-Ale orkowie wysłani na wyspę odnaleźli ją – przemówił DRIVER - i z run które znajdowały się w niej dowiedzieli się kim jest ta istota Beliar trzymał to w tajemnicy przed braćmi ale kiedy my stanęliśmy przed ich obliczem pozwiedział wszystko i doszli do wniosku że jeżeli orkom udałoby się obudzić Eola jedyna broń do walki z nim to te miecze.
-Miecze które dzierżycie – zaczął Łowc@ - są mieczami wielkiej trójcy Ronin dostał miecz Adanosa, Pyllo miecz Innosa a Nertea miecz Beliara. Każdy z osobna nie dorówna mocy Tytana ale wszystkie razem mogą go pokonać maja ogromną moc żaden z magów nie śnił nawet o takiej mocy. My przekazaliśmy wam co mamy do powiedzenia a tera pytam się was przedstawiciele Kościołów co zrobicie, czy wykorzystacie je do waszych głupich sporów czy staniecie w obronie Ziemi????
-SPRAWA JEST JASNA!!! – wykrzyknął Nertera – Roninie i Pyllo wiele nas dzieli ale teraz nadszedł czas by połączyć się w wielkiej bitwie i POKONAĆ zagrażające wieże że staniemy do walki razem przeciwko naszemu WSPÓLNEMU wrogowi.
Zaczęło się wszyscy zaczęli się przygotowywać do wielkiej bitwy zajęło im to zaledwie kilka dni mobilizacja wojsk, taktyki i rozkład działań pracowali razem jak nigdy nie było sporów każdy rozumiał o co toczy się walka i wypłynęły galeony na morze. Statków było ok. 30 każdy był wypchany wojownikami którzy był gotowy oddać życie w obronie zakonów. Po kilku dniach NekroSS dostrzegł na sokolim gnieździe ląd, krzyknął:
-ZIEEEEMIA!!!!!
-Zaczęło się – orzekł Ronin - walka o nasze istnienie to będzie moment historyczny poraz pierwszy wszystkie zakony złączyły się w walce z wspólnym wrogiem.

CDN
__________________
In the ends.... everybody bleeds this same...
RPG
DRIVER jest offline  
Góra
Nieprzeczytane 11-05-04, 10:52   #6
Ardhad
 
 
Ardhad awatar
 
Zarejestrowany: październik 2003
Skąd: Kraków
Posty: 428
Domyślnie

-Nie widać orków – rzekł Ardhad – pot jest chyba czysty.
-To się dopiero okaże – odpowiedział Łowc@ - Przekonacie się, że to będzie wielka bitwa..
-Wszyscy dowódcy do Ronina – krzyknął W-o-j-a-S – Szybko, zaraz dopływamy!
Ardhad, Łowc@ i reszta pobiegła w stronę kajuty przyjaciela. Tam zastali także niektórych wojowników Innosa i Beliara oraz Ronina, Pylla i Nerteę.
-Obmyśliliśmy plan – rzekł Najjaśniejszy Głosiciel Słowa Adanosa – Kiedy dobijemy do brzegu, łucznicy wystrzelą pierwszą salwę, jeśli w porcie będą znajdywać się jakiekolwiek jednostki orków. Ze statków wyjedzie ciężka jazda pod dowództwem Nertei, Łowcy i DRIVERa. Będzie ich około pięćdziesięciu. Po ich prawej i lewej stronie pojadą konni łucznicy, po dwadzieścia jednostek w każdym oddziale. Lewym skrzydłem dowodzić będzie Lacho, prawym Rafciombr. Jeżeli orkowie w porcie będą sprawiać większy opór, topornicy Ardhada będą pomagali w wypchnięciu ich poza wewnętrzne mury. Naszym pierwszym celem jest zdobycie portowej bramy. Kiedy ją osiągniemy, ze statków na mury podążą nowicjusze z naczyniami pełnymi wrzącego oleju. Na murach ustawimy też łuczników i magów pod dowództwem Maga Cypka i Ara_Gorna po lewej stronie bramy oraz Lobarta i Merdariona po prawej. Kiedy zdobędziemy te mury, będziemy z nich atakować orków wyłącznie na dystans. Podczas walki dostaniecie dodatkowe rozkazy. Powodzenia i niech wasi bogowie mają was w swojej opiece.
-Dobijamy do brzegu – zawołał z pokładu Quilis.
Dowódcy rozbiegli się w różne strony i zaczęli formować szyki oraz wydawać oddziałom rozkazy.
Kiedy okręty zacumowały do portu, w stronę dwóch niewielkich grup orków została wystrzelona pierwsza salwa. Rozproszone jednostki wroga wycofały się przed wewnętrzną bramę, skąd zaraz zaatakował kilkudziesięcioosobowy oddział orków na wargach.
-Ciężka jazda – zawołał Nertea – Konni łucznicy, salwa!
Kolejny deszcz pocisków poleciał w stronę zielonoskórych, pozbawiając życia tylko nielicznych. Z bramy wyjechał następny oddział.
-Kolejna salwa! Magowie! – po raz kolejny zakrzyknął Nertea sam kumulując moc. Poężna błyskawica urwała głowę małemu wargowi, kilku innych padło zaraz pod kolejnym gradem strzał.
-Strzelać bez rozkazu! Pikinierzy, przed konnicę! Zatrzymajcie ich szarżę!
Rozkaz zaraz został wykonany, jednak kolejny oddział wrogów wjechał do portu. Orkowie pędzili na swych bestiach w stronę równego szyku zjednoczonych sił wszystkich zakonów, jednak deszcz pocisków bardzo utrudniał im dotarcie do celu.
Zanim pierwsze wargi dotarły do swoich wrogów, na statkach powoli już opuszczanych można było poczuć swąd palącego się kulami ognia orkowego ciała. Kiedy psy zielonoskórych dotarły na kilka metrów przed pikinierami, sytuacja potoczyła się bardzo niespodziewanie. Wargi nagle hamowały zrzucając swych jeźdźców z obnażonymi mieczami wprost na pikinierów. Ci zaskoczeni, nie wiedzieli zbytnio co robić, tak że pierwsza linia paladynów zaraz została rozgromiona. Kiedy orkowie rzucili się na kolejne szeregi, wargi powoli zaczęły podchodzić i rozszarpywać na strzępy wszystkich rannych wrogów. Umazane we krwi oczy świeciły na czerwono i z radością wpatrywały się w pocięte ciała.
-Na Beliara – szepnął Nertea – Czegoś takiego nawet mój pan nie kazał robić!
Kiedy druga linia Beliarowców oprzytomniała, powoli zaczęła zatrzymywać bezlitosnych orków. Szczęk oręża unosił się nad polem walki, kiedy miecze wrogów starły się podczas tej wielkiej bitwy.
-Utrzymać pozycję! – krzyknął młody wojownik Holek dowodzący pikinierami boga zła – Nie wycofywać się, zatrzymać napór! Łucznicy, strzelajcie na rozkaz Sekarda!
-Salwa! – zawołał zaraz mag Beliara – Nie oszczędzać ich, nie zostawić nikogo przy życiu!
Grad strzał poleciał w stronę nadbiegającego, ostatniego jak na razie oddziału wargów. Te zaskoczone nagłym i równomiernym atakiem rozstąpiły się i uderzyły w trzeci już rząd pikinierów. Kiedy ich szarża rozbiła się o mur halabard, orkowie z wrzaskiem zaczęli przebijać się przez Beliarowców.
-Zabić ich! – zawołał Nertea – Ardhadzie, wkrocz do walki!
Zwarta grupa krasnoludów przeszła między ciężką jazdą i rozsiąpionymi pikinierami, a następnie z bojowym okrzykiem na ustach uderzyli we wrogów. Stalowe topory umacniane różnymi minerałami nie były już tak łatwe do złamania jak słabe piki. Ardhad zawiesił jednak na plecy swój dwuręczny bojowy topór, a zza pasa wyciągnął dwa szerokie miecze i pewnie wkroczył w tłum orków. Krew tryskała na wszystkie strony, kiedy oręż krasnoludów zatapiał się w ciałach orków padających na niedbale wybrukowany plac.
-łucznicy, nie strzelać! – krzyknął Sekard.
Oddział Ardhada bez strat rozgromił orków i wycofał się na ciężką jazdę.



SORY ZE PO TAK DLUGIEJ PRZERWIE TAK KROTKO, ALE TO JEST NA RAZIE 1/3 WALKI W PORCIE, KTORA MAM NAPISANA NA BRUDNO I NA BIEZACA JA PISZE NA KOMPA.....wiec kolejne czesci beda za 2,3 dni, zalezy czy bede mial czas i czy brat bedzie w domu :/
__________________
:: Były Wielki Mistrz Wody ::
:: Były Największy Głosiciel Słowa Adanosa ::
:: Były Generał i Strażnik Sprawiedliwości ::

Dinozaur
RPG
Ardhad jest offline  
Góra
Nieprzeczytane 13-05-04, 20:35   #7
Ardhad
 
 
Ardhad awatar
 
Zarejestrowany: październik 2003
Skąd: Kraków
Posty: 428
Domyślnie

-Plac jest czysty – rzekł Nertea = wezmę ze sobą konnicę i pojedziemy zaryglować bramę.
-Nie! – odpowiedział Pyllo – Za tą bramą mogą być nawet miliony orków! Nie ryzykujcie, od muru dzieli nas około 100 metrów, dwoma salwami z kusz spokojnie zostaniecie pokonani.
-Zróbmy tak – wtrącił W-o-j-a-S – Niech konnica pojedzie kilka kroków przed piechotą, która pójdzie zaraz za nimi. Tak pod bramę dojdzie cała armia i tam w najgorszym wypadku wszyscy będziemy walczyć.
-Więc na co czekamy – dodał Merdarion – Ruszajmy się, nie ma czasu na zbędne kłótnie.
I tak cała armia powoli zaczęła zbliżać się pod bramę.
-Stać – zawołał Ronin kiedy dzieliło ich od niej kilka metrów – Symeth, Rafciombr, ThoruS, Sekard, Mag Cypek, Holek i Krwawy-Nekromanta – biegnijcie zaryglować bramę. Nie obijajcie się, nie możemy grać na zwłokę.
Wybrani mężczyźnie podbiegli do portowego wejścia, które zaraz z nadzwyczajną prędkościa zamknęli. Potem szybko powrócili i zdenerwowany Mag Cypek rzekł:
-Tam jest…prawdziwa armia orków. Kilka tysięcy, jeżeli nie więcej. Na szczęście nas nie zauważyli. Jednak na pewno zaraz zaatakują. Mój oddział, za mną. Ty, Ara_Gornie weź swoich ludzi i chodź także.
-Lobart i Merdarion, na prawo, szybko! Ardhad i Rabittous, połączcie swoje oddziały i ustawcie się bezpośrednio za bramą – krzyknął Ronin.
-Konni łucznicy, na prawo i lewo! Moja ciężka jazda , w środku, za Ardhadem i Rabim – dodał Nertea.
-A moi arcymagowie na bramę - -rzekł na koniec Pyllo – Pokażemy orkom, co znaczy prawdziwa siła Innosa.
Po chwili do Ronina stojącego na murze i patrzącego na wrogów przybiegł HAVOC
-Roninie, nasze wojska ustawione. Co teraz? – zapytał.
Ronin stał ciągle w zadumie i wpatrywał się w dal.
-Zawołaj do mnie Ardhada – rzekł po chwili – Szybko!
Młody wojownik Adanosa odszedł, jednak zaraz w jego miejsce pojawił się zastępca NGSA.
-Ardhadzie – rzekł – To jest dla mnie zbyt męczące. Nie potrafię dowodzić tak wielkimi oddziałami. Ode mnie, Nertei i Pylla zależą losy milionów ludzi...
-Nie wiem o czym mówisz – odparł Ardhad – źle się czujesz?
-Nie – odpowiedział Ronin – Ale mam dla ciebie ważną wiadomość. Od tej chwili TY zostajesz Najjaśniejszym Głosicielem Słowa Adanosa, a Rabittous twoim zastępcą. Ty przejmujesz dowodzenie nad Adanosowcami.
-Ale…
-Nic nie mów. Tak musi być. Jesteś po wielu przejściach, jesteś weteranem wielu bitew, wyszedłeś cały z niejednej potyczki. Tak chciał Adanos, nie sprzeciwiaj się jego woli. Będę ci pomocny, jednak zostanę jedynie Przywracaczem Porządku. Taki jest moje przeznaczenie, przyjacielu.
-To dla mnie wielki zaszczyt, Roninie. I wiedz, że zwyciężymy. Ja nigdy się nie poddam.
Ronin zawołał zaraz kilku nowicjuszy aby ci roznieśli najnowszą wieść.
-Teraz ty wydajesz rozkazy, Ardhadzie. Powodzenia.


Myslalem ze przepisze wiecej ale czytajcie tyle, next czesc bedzie pozniej...duzo sie tu nie dzieje ale nie mam tera czasu zeby wuiecej przepisac
__________________
:: Były Wielki Mistrz Wody ::
:: Były Największy Głosiciel Słowa Adanosa ::
:: Były Generał i Strażnik Sprawiedliwości ::

Dinozaur
RPG
Ardhad jest offline  
Góra
Nieprzeczytane 18-05-04, 10:50   #8
Ardhad
 
 
Ardhad awatar
 
Zarejestrowany: październik 2003
Skąd: Kraków
Posty: 428
Domyślnie

I pozwolił krasnoludowi odejść. Nagle całym portem wstrząsnął wielki huk.
-Taran wroga – krzyknął Beerban stojący obok Pylla – Olej, szybko!
Zaraz kilku nowicjuszy przyniosło pełne naczynia i wylało je pod bramę. Zapach palącego się ciała po raz kolejny dał odczuć się wrogom Tytana. Do Ardhada przybiegł Naimad.
-Mistrz Pyllo pyta się, czy rozpocząć ostrzał wroga – rzekł – łucznicy są gotowi, a magowie przygotowali runy.
-Wystrzelcie pierwszą i drugą salwę – odpowiedział NGSA – A później niech magowie zaczną atakować kulami ognia i błyskawicami, Kiedy wróg się zbliży strzelajcie bez rozkazu. Jeszcze jedna rzecz. Niech Taiffun i Rafix przygotują oszczepników. Dzięki nim będziemy mogli zatrzymać ich szarżę.
-Tak też się stanie. Czy przekazać coś jeszcze?
-Nie, Naimadzie. Powodzenia.
Wojownik Innosa odszedł, a Ardhad wycofał się w stronę Nertei. Po obmówieniu planów, Najczarniejszy Sługa Beliara wszedł w środek ciężkiej jazdy i rzekł donośnym głosem:
-Nie miejcie dla nich litości, bo także nie otrzymacie żadnej. Bądźcie wytrzymali i wiedzcie, że Beliar, Innos i Adanos są z wami. Słuchajcie rozkazów łowcy i DRIOVERA, bo oni także są waszymi dowódcami. Nie bójcie się śmierci, bo przyjdzie ona jedynie po orków. Za Beliara!
-Salwa – krzyknęli z murów Merdarion i Ara_Gorn. W stronę nieustraszonych orków poleciał grad strzał pozbawiając kilkudziesięciu życia.
-Katalh! Katalh! – krzyczeli orkowie. Nagle zza budynków dolnego miasta wyłoniło się kilka katapult.
-Magowie – zakrzyknął Pyllo – Błyskawice!
Ciąg błyskawic oślepił orków, jednak nie zrobił nic ich oblężniczym machinom.
-Kule Ognia!
Kolejne pociski uderzyły we wroga raniąc jedynie niektóre jednostki. Kamienie załadowane do ogromnych katapult zostały wystrzelone.
-Uwaga! – krzyknął Mag Cypek, kiedy obok spadł wielki głaz pogrzebując pod sobą ciała Innosowców. Kolejne kamienie uderzyły w mur niszcząc go kawałek po kawałku.
-Nie utrzymamy się – rzekł Pyllo do Naimada. Idź do Nertei lub Ardhada i powiedz, że muszą coś zrobić.
Naimad pobiegł w stronę ciężkiej jazy, kiedy na rozkaz Merdariona w stronę orków została wystrzelona kolejna salwa.
-Na basztę – zawołał Corristo stojący obok Lobarta – Stamtąd będziemy mieli większy zasięg. Może to pomoże w zniszczeniu tych machin.
Ledwo zdążył to powiedzieć, z cienia budynków wyjechały trzy wieże oblężnicze pchane przez wyjątkowo potężnych orków.
-Obstrzeliwać ich bez rozkazu! – krzyknął Ara_Gorn
-Spalcie te wieże – dodał Mag Cypek – Musimy się ich pozbyć!
Na domiar złego, Kodziu stojący na jednej z baszt krzyknął:
-Taran, oni prwadzą tu kolejny taran!
-Na Innosa – zawołał Pyllo – Co robić?
-Stzrelajcie do orków stojących za budynkami – rzekł Ardhad, który nieoczekiwanie pojawił się za jego plecami – Nie wiem co o tym myślisz, ale zrób to! Nie możemy marnować pocisk.ów na machiny, których i tak nie zniszczymy!


CDN oczywiście nastąpi...
__________________
:: Były Wielki Mistrz Wody ::
:: Były Największy Głosiciel Słowa Adanosa ::
:: Były Generał i Strażnik Sprawiedliwości ::

Dinozaur
RPG
Ardhad jest offline  
Góra
Nieprzeczytane 24-05-04, 11:01   #9
Ardhad
 
 
Ardhad awatar
 
Zarejestrowany: październik 2003
Skąd: Kraków
Posty: 428
Domyślnie

Krasnolud zbiegł na dół, a jego rozkaz zaraz został wykonany. Ciała orków powoli zaczęły zaścielać portową ulicę, z której wyłonił się wrogi taran. Tymczasem wieże oblężnicze były już przy samych murach.
-Miecze – zawołali dowódcy, kiedy pomosty uderzyły o blanki. Orkowie zaczęli podbiegać i wdrapywać się po szerokich drabinach. Kiedy pierwsi z nich dotarli na szczyt, zaraz zostali zepchnięci na dół potężną salwą kilku łuczników.
-Celujcie w okolice karku, inaczej ich nie pokonamy – zawołał Pyllo. Jego szeroki miecz wirował w powietrzu i dzięki silnym zaklęciom swego posiadacza stał się jeszcze mocniejszy.
-Nadchodzą – krzyknął Merdarion uchylając się od ciosu pierwszego orka i szybko zadając celne pchnięcie w brzuch. Krew trysnęła na niebieską szatę, jednak młody wyznawca Adanosa nie przejął się tym. Wraz z kilkoma Strażnikami Wody zapuszczał się coraz bardziej do wieży oblężniczej próbując połamać drabiny.
-Niech ktoś idzie po oszczepników – rzekł do stojących za nim równocześnie parując kolejny cios – Musimy ich jakoś zatrzymać!
Kodziu zaraz wykonał jego rozkaz i pobiegł do Taiffuna, który oczekiwał na znak. Kiedy jego przyjaciel z Zakonu przybiegł i zdał mu relację, obaj z Rafixem i kilkunastoma wojownikami pobiegli z powrotem na mur. Kiedy tam dotarli, z załamaniem stwierdzili, że coraz więcej orków wdrapuje się na blanki.
-Wojownicy, wycofać się! – krzyknął Lobart sam odsuwając się na kilka kroków – Oszczepnicy, atak!
Kilkadziesiąt długich oszczepów z zakrzywionymi grotami poleciało w stronę napastników dziesiątkując ich oddział. Tymczasem Lobart podbiegł do Pylla.
-Musimy zniszczyć te przeklęte wieże – rzekł - inaczej będziemy straceni.
-Biegnij po Maga Cypka. Kiedy razem skumulujemy moc może uda nam się coś zdziałać.
Zastępca NSOI zaraz powrócił z innym magiem Innosa.
-Dobrze – rzekł Pyllo – Potraktujemy ich naprawdę dużą kulą ognia. Skumulujcie mc i na mój sygnał wypuśćcie zaklęcia wprost na mnie, a ja połączę je i obrócę przeciwko orkom. Zaczynajmy.
Magowie wyciągnęli runy i zaczęli wymawiać słowa zaklęcia
-Teraz! – krzyknął Pyllo. Lobart i Mag Cypek uwolnili moc i patrzyli co się wydarzy. Ich dowódca przyjął zaklęcia bez większego problemu i po chwilki wypuścił je w stronę jednej z wież. Machina po uderzeniu zapaliła się u samej góry, jednak płomienie zaraz przeniosły się na jej dolną część. Nagle portem po raz kolejny wstrząsnął wielki huk.
-Wpuścić ich... – rzekł Nertea – Ardhadzie, przesuń swoje oddziały na boki! Łucznicy, przygotujcie się do strzału!
Ardhad wycofał się ze swoimi współplemieńcami, a za nim Rabittous. Lacho i Rafciombr napięli swe długie łuki, a za nimi ich dwudziestoosobowe oddziały. Brama po raz kolejny uderzona zachwiała się w posadach.
-Cierpliwości, przyjaciele – rzekł Nertea – Zaraz dostaniecie to, o czym nikt z was nigdy nie marzył.
Kaim poluzował miecz. Wstrząsnął nim dreszcz, kiedy brama po raz kolejny została uderzona wielkim taranem.
-Przygotować kopie – krzyknął Nertea – Walczycie o swoją wolność! O swój honor! Za naszego boga, Beliara! Nie poddajcie się!
Machina po raz czwarty uderzyła w bramę wyrywając ją z muru.
-SZARŻA!
Ciężka jazda galopem ruszyła w stronę bramy. Pierwszy szereg kopii wbił się w orków rozrywając ich ciała na kawałki. Tymczasem konni łucznicy stojący po bokach także ruszyli swe konie i zaczęli obstrzeliwać orków podbiegających do bramy.
-Zrzucać kamienie! – krzyknął z góry CANADOL – Wyrzucajcie przygotowane głazy, szybko!
Kilku nowicjuszy zaraz wykonało rozkaz maga i rozproszyło szeregi wroga ciężkimi kamieniami.
-Łucznicy, zniszczyć drabiny we wieżach! – dodał Ara_Gorn.
Kiedy konnica rozgromiła wojska orków znajdujące się przy taranie, powoli zaczęła się wycofywać.
-LeeC – rzekł Nertea – Weź ze sobą Macusa, Reeboq, ThoruSa, Łukasza i kilku wojowników i wzmocnijcie obronę muru. Musicie pozbyć się tych przeklętych drabin.
-Tak jest, panie – odpowiedział LeeC i ze swoimi ludźmi pobiegł wykonać rozkaz.
-Nadchodzą kolejne oddziały orków – rzekł Rafciombr – Ale nie jest ich więcej niż dwie setki.
-Ustaw swoich łuczników przede mną i wypuśćcie kilka salw. A kiedy się zbliżą, my zaatakujemy.
Nagle chmury zaścieliły pogodne niebo i zaczął padać gęsty deszcz. W oddali słychać było grzmoty. Kiedy pierwsza salwa została wystrzelona, wilki piorun uderzył w jedna z wież rozrywając ją na kawałki.
-Innosie, dziękuję – rzekł Pyllo i schylił głowę
-Mistrzu – odpowiedział na to Naimad – orkowie się wycofują!
Pyllo podniósł oczy i po raz kolejny od kilku godzin uśmiechnął się.
-Atak! – Zawołał Nertea – Wszyscy konni, jeżeli nie pokonamy ich teraz, zaatakują później. To ostatnia szansa! Szarża!
Konie Beliara ubrane w czarne kropierze rzuciły się o ataku. Z muru na rozkaz Maga Cypka wystrzelono jeszcze jedną salwę, aby dokończyć dzieła zwycięstwa. Kiedy ciężka jazda dotarła do orków, te w panice nie mogły się bronić. Deptane przez stalowe kopyta uciekały na północ, w stronę Mrocznych Gór.
-Stać – zawołał Nertea wstrzymując konia – Miech uciekają do swoich siedzib, musimy zachować siły na dotarcie do świątyni. Odwrót!
Radosny okrzyk: „Zwycięstwo!” rozlegał się nad portem, kiedy ciężka jazda powróciła na swoje pierwotne pozycje.
-To była wspaniała bitwa – rzekł Pyllo schodząc z muru – jednak musimy odnaleźć i zniszczyć Tytana, zanim będzie za późno.
-Ale teraz świętujmy zwycięstwo – krzyknął Rabittous i podał mu kielich z winem.


Teraz ze smutkiem umsze was o tym powiadomić. DRIVER na pewien czas przejmuje pisanie tego opowiadania, do i w Świątyni. Ale kiedy on skończy prosiłbym was, żeby nikt inny uz tego nie kontynuował. Ja nie mam ostatnio czasu na przepisywanie tego na kompa, wiec nie bede zbyt czesto pisal o wyspie Holarn. A mialo byc tak pieknie..... musze sie zajac pisaniem czegos innego, nie tylko dla ŚP.... Wiec kiedy DRIVER skonczy to, co skonczyc ma, ja MOZE bede to pozniej kontunuowal ale na 20 %. Jednak na 100% moige wam powiedziec ze a dosyc dlugi okres pozegnacie sie z moimi opowiadaniami (miesiac, moze krocej lub dluzej...) Pozdrawiam wszystkich fanów i czytelników, sorki ze was (moze ) zawiodlem, ale tak byc musi...
__________________
:: Były Wielki Mistrz Wody ::
:: Były Największy Głosiciel Słowa Adanosa ::
:: Były Generał i Strażnik Sprawiedliwości ::

Dinozaur
RPG
Ardhad jest offline  
Góra
Nieprzeczytane 04-06-04, 11:13   #10
Ardhad
 
 
Ardhad awatar
 
Zarejestrowany: październik 2003
Skąd: Kraków
Posty: 428
Domyślnie

-Dzisiaj wyruszamy – rzekł Ardhad – Musimy się pospieszyć, bo nie wiemy, kiedy orkowie powrócą. Im szybciej pokonamy Tytana, tym lepiej dla nas.
-Naszkicowaliśmy plan naszej armii – dodał Łowc@ - W razie bitwy musimy zachować właśnie takie szyki.
Ardhad położył na stół kawałek pomiętej kartki.
-Takie ustawienie powinno być najlepsze – rzekł – Zapewne przyjdzie nam walczyć przed świątynią.
-Oszczepnicy będą rzucać tylko wtedy, kiedy będzie pewność, że wróg zostanie trafiony – wyjaśnił DRIVER – Kiedy orkowie podejdą pod naszą armię, a ich atak rozbije się o pikinierów, zaatakuje ciężka jazda i konni łucznicy. Jeżeli ktoś nie będzie słuchał rozkazów dowódców, zostanie ukarany, jeśli nie przez zakon, to przez swojego boga.
-A teraz idźcie się przygotować, wyruszamy w południe.
Koło godziny dwunastej na mury miasta wyszli bardowie i fanfarą oznajmili wyjście armii. Dziewiętnaście zwartych oddziałów zaczęło wychodzić przez szeroką bramę, z dumą krocząc po polu bitwy. W szyku gotowym do boju, armia przeszła kilka staj.
-Postój – zarządził Ardhad – Jeżeli nie odpoczniemy, ni będziemy mieli sił walczyć
-I tak w takim stanie nie moglibyśmy pokonać nawet tysiąca orków – rzekł Śniący – Nie możemy zwlekać, Ardhadzie, im szybciej dotrzemy do celu, tym szybciej to zadanie zostanie wykonane.
-Nie przyjacielu – wtrącił Macus kładąc mu rękę na ramieniu – Jeśli w naszej armii byłyby jedynie jednostki Beliara, nie wygralibyśmy. Ale jesteśmy jednością, trzech bogów zawarło krótkotrwały sojusz by zbawić rasę ludzi. Nasza zjednoczona armia pokona każdy opór.
-A pierwszy właśnie nadchodzi – rzekł Glorfindel stojący na froncie oddziałów – Około stu orków podąża w naszą stronę. Jednak niosą flagę Kręgu Wilka. Wydaje mi się, że chcą rozmawiać z dowódcą naszej armii.
-I ten z nimi porozmawia – odpowiedział Ardhad – Przygotuj konie. Ty, Lord Andre i Łowc@ pojedziecie ze mną. Może ta rozmowa dojdzie do skutku.
Czterech Adanosowców wyjechało na szarych ogierach, aby spotkać się z wrogami. Jeden z orków podniósł grubą dłoń do góry, aby pokazać, że jedzie w pokojowych zamiarach.
-Chcę porozmawiać z dowódcą tej hołoty – krzyknął głębokim głosem.
-Ja nim jestem – odrzekł ze spokojem Ardhad – Czego chcecie?
-|Przynieśliśmy wiadomość od Valdara, pana naszego klanu i największego sługi Tytana.
-Co przekazuje?
-Jeżeli chcecie przeżyć, złóżcie swoją broń, a Valdar prawdopodobnie się nad wami zlituje.
Ardhad zaśmiał mu się prosto w twarz.
-Czy to była odpowiedź?
-TAK! – odkrzyknął NGSA i zawrócił konia. Kiedy ruszył w stronę oddziałów, uniósł flagę Zakonu Adanosa tak, żeby była widoczna w całym obozie. Macus widząc ustalony wcześniej znak, napiął swój długi łuk.
-Salwa! – zawołał. Grad płonących strzał spadł prosto w środek oddziału orków, wbijając się w ich ciała i zapalając zarazem.
-Aċo! – krzyknął zraniony w rękę dowódca – Nie oszczędzać nikogo!
Niespodziewanie zza pagórków leżących niecałe pół stai od obozowiska zaczęli wybiegać orkowie. Okrzykiem na ustach pobiegli w stronę współplemieńców, którzy powoli zbliżali się do pierwszego rzędu pikinierów.
-Ustawić szyki! – krzyknął Nertea – Zatrzymać pierwsze uderzenie!
-Salwa! – zakrzyknęli dowódcy łuczników, kiedy orkowie podbiegli na kilka kroków do Beliarowców. Silny i równomierny atak zatrzymał kilka pierwszych rzędów zielonoskórych, rozszarpując ich ciała na kawałki.
-Pikinierzy, postawa bojowa! – zawołał Fromhell – Halabardy przed siebie, nie bójcie się wroga! – dodał sam szykując się do odparcia ataku. Orkowie stojący na tyłach nie wiedząc co dzieje się z przodu, popychali swoich współplemieńców wprost na piki wroga. Krew trysnęła na twarz Glorfindela, a ten porzucił swoją broń drzewcową i wyciągnął półtoraręczny miecz.
-Ex valle Adano lig! – krzyknął a jego bron rozświetliło jasnoniebieskie światło – Dzięki ci, Adanosie! Niech twój blask mnie chroni – I rzucił się w stronę orków.


Powróciła wena Ardhada a z nią nowe opowiadanie Czytajcie i komentujcie SZCZERZE, bo chce wiedzieć czy na prawdę wam się podoba, czy piszecie "dobre" tylko dlatego zeby nie sprawic mi przykrosci...kolejne części wkrótce
__________________
:: Były Wielki Mistrz Wody ::
:: Były Największy Głosiciel Słowa Adanosa ::
:: Były Generał i Strażnik Sprawiedliwości ::

Dinozaur
RPG
Ardhad jest offline  
Góra
Nieprzeczytane 08-06-04, 12:28   #11
Ardhad
 
 
Ardhad awatar
 
Zarejestrowany: październik 2003
Skąd: Kraków
Posty: 428
Domyślnie

Tymczasem magowie stojący za pikinierami zaczęli obchodzić orków od boku i stamtąd atakować ich słabszymi zaklęciami.
-Fala ognia – zawołał Lobart. Magowie zaczęli kumulować moc i po chwili wypuścili zaklęcia. Fala piekącego światła uderzyła w orków, niektórych powalając na ziemię.
-Teraz Ardhadzie – krzyknął Symeth – Wkrocz do bitwy, wykorzystaj przewagę!
Kilkudziesięciu krasnoludów w szyszakach i zbrojach kolczych w zwartym szyku ruszyło w stronę orków.
-Symethu! – rzekł NGSA – napełnijcie nasze bełty jakąś specjalną siłą. Oddział stać!
Symeth wraz z Corristem zaczęli wypowiadać słowa zaklęcia, a z każdą literą pociski krasnoludów napełniały się mocą Innosa.
-Przygotujcie się do strzału – zawołał Ardhad ściągając z pleców kuszę i naciągając bełt – Strzelać!
Potężna fala mocy, która napełniła bełty, w straszny sposób raniła orków nie pozwalając im przeczyć.
-Kolejna salwa – następne pociski zdziesiątkowały zielonoskórych, którzy rzucili się w stronę krasnoludów.
-Topory!
Niscy wojownicy wyciągnęli swe obuchowe bronie i przygotowali się do odparcia ataku orków. Rozcinali ich ciała z łatwością, poniewa ostrza toporów wykonane były ze stopów magicznej rudy i srebrnego, krasnoludzkiego metalu.
Tymczasem po drugiej stronie, Rabittous wraz ze swym oddziałem, osłaniany przez magów Lorda Andre, atakował orkowych łuczników. Miecze zanurzały się w twardym ciele zielonoskórych, rozszarpując je na różne strony. Nagle ziemia zadrżała, a wojownicy mimo wysiłku upadli na kolana.
-To Tytan – rzekł przerażony Adamos – Jeżeli się nie pospieszymy, Valdar go obudzi!
Po raz kolejny coś wstrząsnęło ziemią. Niespodziewanie, serca orków napełniło przerażenie, a siły zakonów powstając z ziemi, popychane dziwną siłą, zaatakowały.
Oszczepy rzucone w stronę zielonoskórych przebijały ich pancerze rozszarpując ciała. Magowie kumulowali coraz silniejsze zaklęcia i atakowali nimi zdezorientowanych rogów. Mag Cypek wyciągnął zza szaty jeden ze zwoi i spuścił na dowódcę orków deszcz ognia. Ten w panice rzucił się na pikinierów, a za nim reszta jego oddziału. Glorfindel sparował pierwszy cios i uchylił się od kolejnego. Jego miecz błyszczał jeszcze lekko, dzięki rzuconemu wcześniej zaklęciu, jednak czar prysnął, kiedy klinga złamała się pod potężnym uderzeniem Kruch-Pacha. Fromhell podbiegł do przyjaciela i osłonił go swoim mieczem, aby ten zdążył wyciągnął zapasową broń.
-Salwa – krzyknął Holek – Zdziesiątkować ich!
Kiedy grad strzał uderzył w orków, Ara_Gorn rzekł do Holka:
-Widzisz te drzewa po lewej? Wezmę część oddziału i ukryję się pomiędzy nimi. Zielonoskórzy nie spodziewają się ataku właśnie stamtąd.
-Dobrze, biegnij! Byle szybko, tracimy przewagę!
Ari wykonał rozkaz, a tymczasem Mage i Merdarion razem kumulowali kule ognia. Kiedy wypuścili zaklęcia Merdarion ciężko usiadł na ziemi.
-Jestem, zbyt zmęczony – rzekł – Musze odpocząć, nie użyję ani jednej runy więcej.
Ledwie skończył to mówić, kilkadziesiąt strzał z zakrzywionymi grotami upadło dookoła raniąc kilku magów.
-Musimy przedostać się na tyły armii – rzucił Mage – Tam będziesz bezpieczny.
Ziemią po raz kolejny coś wstrząsnęło, a Wojas z trudem utrzymujący się na nogach, krzyknął:
-Mr_Śniadanko, przejmij dowodzenie nad oddziałem. Muszę wrócić do obozu po lepszą broń.
Nagle długa strzała utknęła w jego nodze.
-Szlag! – zawołał upadając na ziemię. Mr_Śniadanko zbliżył się do niego i złamał pocisk kilka centymetrów od rany.
-Szybko, musisz zejść z pola bitwy – rzekł – Nie bój się o mnie, jakoś sobie poradzę.
Wojas z trudem podniósł się i klepiąc przyjaciela po ramieniu, odwrócił się i odszedł. Mr_Śniadanko ściągnął z pleców Ciężki Topór.
-Oddział, za mną – krzyknął i pobiegł na wsparcie ciężkiej jeździe.

Nertea długo wyczekiwał tej chwili. Kiedy orkowie wystrzelili pierwszą salwę, zawołał do swoich ludzi:
-Konnica! Do ataku! Nie oszczędzać ich, zabijcie ich dla Beliara!
Kilkadziesiąt silnych rumaków bojowych ruszyło z miejsca i powoli przyspieszało. Lacho napiął swój długi łuk i wystrzelił pierwszą strzałę. Grot z magicznej rudy utknął w nodze dowódcy orkowych łuczników, który w krzyku wyciągnął z kołczanu kolejny pocisk. Naciągnął zdobioną broń i puścił cięciwę. Strzała ze świstem przeszyła powietrze i zagłębiła się w klatce piersiowej Najczarniejszego Sługi Beliara Drugiego Stopnia zrzucając go z konia.
-NIE!! – krzyknął w rozpaczy Macus widząc, jak zastępca jego mistrza upada na ziemię. Zapominając o bitwie, zaraz podbiegł do przyjaciela. Lacho, dławiąc się krwią, rzekł:
-Odchodzę z tego świata, przyjacielu....brałem udział we wspaniałej bitwie....w kilku bitwach....Odchodzę do Beliara, myślę, że wynagrodzi mnie za moje usługi.....Żegnaj....przyjacielu......
-NIEEE!!!! – przeraźliwy krzyk rozdarł powietrze, kiedy zastępca NSB skonał na rękach Macusa.
Tymczasem Nertea pędził na swoim rumaku z kopią opuszczoną do ataku. Jego oddział uderzył w orków z przerażającą siłą, tak, jak podczas bitwy w porcie.
Rafciombr, który od rozpoczęcia ataku wystrzelił już kilka strzał, wyciągnął z pochwy swój długi miecz. Wymachiwał nim z typową dla dummera zręcznością, zarazem unikając ciosów orków. Tymczasem, Kaim, którego koń został zraniony w nogi, zeskoczył z rumaka i uderzył z półobrotu. Krew zbryzgała jego czarną zbroję i hełm, jednak on nie widząc w tym nic dziwnego ciął dalej i zapuszczał się coraz głębiej w tłum orków.
Nagle piorun uderzył w miejsce, gdzie Kaim właśnie miał podbiec. Orkowie odsunęli się na kilka metrów, a przed nimi zaczęła materializować się postać. Kolejna błyskawica uderzyła w ten sam punkt, co wcześniej, a na jej miejscu pojawił się wysoki człowiek ubrany w zdrobnioną szatę ognia. Można było zobaczyć wystającą spod niej długą kolczugę oraz półtoraręczny miecz.
-Jam jest mag Advocate – rzekł postać – Posyła mnie Innos, aby wspomóc was w walce.
Uniósł ręce do góry, a w nich zaraz skumulowała się kula ognia. Uderzył nią najbliższego orka i wyciągnął swój miecz. Ramię w ramię z Kaimem, Nerteą i Łowcą, który także stracił rumaka, ruszyli przebijając się przez orków.
-Przepowiednia się wypełniła – zawołał Sekard i wystąpił do przodu. Za nim poszli Lobart i tttk. Ara_Gorn wahał się przez chwilę, popatrzył na swoich przyjaciół z zakonów Beliara, Innosa i Adanosa, jednak po chwili z wyraźnym smutkiem na twarzy dołączył do Sekarda i reszty.
-Muszę… - rzekł w myślach do Ardhada, który stał i patrzył, jak kilku jego wspaniałych przyjaciół wchodzi w tłum orków i, to było pewne, przechodzi na stronę wroga.
-Będziemy prowadzić wojnę ze Świętym Przymierzem Bogów – rzekł do niego Sekard – I mimo że ty będziesz pośrodku tej wojny, postaramy się, abyś przeszedł na naszą stronę.
Po tych słowach wsiadł na rumaka p[przygotowanego wcześniej przez orków, a za nim Lobart, tttk i Ari, i odjechał w stronę Mrocznych Gór.

-A więc stało się – szepnął Advocate i zaatakował uradowanych orków. Mimo że wyglądał na maga, posługiwał się swym mieczem prawie tak dobrze, jak Nertea. Wraz z kilkunastoma wojownikami, równomiernym krokiem zagłębiał się coraz bardziej w oddział zielonoskórych, kładąc jednego po drugim. Iskry sypnęły mu się na twarz, kiedy jego miecz i czarna klinga dowódcy toporników wroga starły się w walce. Advocate chwycił jedną ręką bark orka, z którego po chwili można było ujrzeć mały błysk. Porażony potężną błyskawicą zielonoskóry upuścił swój oręż. Adv zamachnął się i jednym cięciem pozbawił go głowy. Krew zachlapała przydeptaną trawę, a tajemniczy mag wytarł ostrze w swoją szatę.
-Innosie, wspomóż nas! – krzyknął i ruszył do przodu.
Tymczasem LeeC, widząc co się dzieje, wraz z eZINem, Śniącym i resztą oddziału zaatakował lewe skrzydło wroga, zdziesiątkowane przez rannego Rabiego, Lorda Andre i łuczników. Ich bronie z łatwością niszczyły napierśniki z czarnego żelaza i zagłębiały się w ciałach orków. Śniący po ataku z wysoka stracił ostrze topora pozostałe w głowie orka elity i z trudem zdążył uchylić się od pchnięcia czarnego goblina, który był częścią posiłków zielonoskórych. Uskoczył w bok i wbił mu w szyję swój długi sztylet. Podniósł ziemi krótki miecz i ruszył głębiej w wir bitwy.
Walka trwała już koło godziny, kiedy z północy zaczęły nadchodzić kolejne posiłki dla orków. NekroSS obdarzony wyjątkowo dobrym wzrokiem, stanął w strzemionach i wypatrywał, z kim przyjdzie im się zmierzyć. Nagle z powrotem siadł i zawrócił konia w stronę Nertei.
-Mistrzu – wołał – Trolle nadciągają!
-Szlag – zaklął Nertea – Advocate, co mamy robić?
-Stać!! – krzyknął donośnym głosem Adv – Magowie, ustawcie się od czwartego do dziesiątego rzędu i atakujcie trolle, kiedy nadejdą!
Manewr wojsk zakonnych zdezorientował nielicznych orków pozostałych na polu bitwy. Ustawili się w zwartym szyku i czekali, aby nadrobić na czasie.
-Łucznicy, salwa! – krzyknął niespodziewanie Rafciombr. Atak zaskoczył formujących się jeszcze zielonoskórych, którzy zostali zdziesiątkowani równomiernym atakiem.
Nertea zabrał jednego z koni pozostałych po szarży i ruszył w stronę Ardhada.
-Przygotuj się – rzekł podjeżdżając do niego – Zabierzcie swoje topory i młoty bojowe. Wy pierwsi zaatakujecie trolle, ponieważ jesteście najbardziej doświadczeni w walce z nimi.
-Hesmarze – Ardhad krzyknął do jednego z krasnoludów – Ustaw nasz oddział w podwójny krąg. Wiesz o co mi chodzi. Ja zaraz wrócę.
Hesmar wykonał rozkaz, a NGSA pobiegł w stronę Mr_Śniadanko.
-Czas na ciebie, przyjacielu – rzekł do niego – Weź swoich ludzi i chodźcie ze mną. Musimy odeprzeć posiłki, aby nie zdążył dotrzeć do trzonu naszej armii.
-Masz jakiś plan? – zapytał go Mr_Śniadanko.
-Podzielisz oddział na dwie części i będziecie robić to, co krasnoludy. Ta taktyka zawsze się sprawdzała, teraz też musi się udać. Dołącz do mnie jak najprędzej, ponieważ czas nagli.
Ardhad powrócił do swoich współplemieńców, którzy byli już ustawieni w bojowym szyku.
-Topornicy zaraz przybędą – rzekł wyważając w dłoni dwuręczny topór.
-Już nadchodzą – odpowiedział mu na to Hesmar z uśmiechem na twarzy – Ruszajmy, im szybciej rozprawimy się z trollami, tym lepiej.
-Są około stai od pierwszego szeregu – wtrącił HAVOC – Musimy się pospieszyć, aby zapobiec śmierci reszty naszej armii.
-Oddział, naprzód – krzyknął Ardhad. Wojownicy szybko posuwali się do przodu i już po chwili znaleźli się na wolnym polu. Każdy z niecierpliwością trzymał swój oręż, pewny, że to nie jemu przyjdzie zginąć pod ciałem wielkiego trolla.
-Atak – zawołał NGSA, kiedy wrogowie znaleźli się sto metrów od niego. Oddział truchtem ruszył w stronę trolli. Kiedy znalazł się w zasięgu potworów, rozstąpił się na dwie części tak, by przebiegając pod nogami potworów każdy zadawał jeden cios jednemu potworowi. Trolle obracały się wokół i przez zbyt ciężką wagę nie mogły nadążyć za zadającymi im rany wrogiem. Posiłki, które mogły budzić przerażenie w oczach niedoświadczonych wojowników, zostały rozgromione w kilka minut. Kiedy najlepsi z magów nie wyczuli w okolicy żadnych wrogich oddziałów, Ardhad i Mr_Śniadanko powracający na front armii po raz kolejny mogli zakrzyknąć: „Zwycięstwo!”




NEXT czesc wyspy holarn, juz 18 stron pod wordem
__________________
:: Były Wielki Mistrz Wody ::
:: Były Największy Głosiciel Słowa Adanosa ::
:: Były Generał i Strażnik Sprawiedliwości ::

Dinozaur
RPG
Ardhad jest offline  
Góra
Nieprzeczytane 08-07-04, 13:39   #12
Ardhad
 
 
Ardhad awatar
 
Zarejestrowany: październik 2003
Skąd: Kraków
Posty: 428
Domyślnie

Teraz inicjatywe przejmuje driv i to on napisze ostateczna walke....jezeli bedziecie chcieli to bede pozniej kontynuowal albo pisal opowiadania, ale to zalkezy tylko od tego czy bedziecie chwieli czy tez nie....


W obozie nastała cisza. Z daleka można było usłyszeć szmer wodospadu i pohukiwanie sowy. Wszyscy odpoczywali po kolejnej wielkiej bitwie. Wszyscy, oprócz dowódców zebranych w największym namiocie.
-Od świątyni dzieli nas około dwudziestu staj czyli dzień drogi wliczając kilka postojów – rzekł Advocate – Mam was tam doprowadzić w bezpieczny sposób. Do środka mogą wejść jedynie najwięksi słudzy bogów.
-Nie możemy wyruszyć jutro - rzekł Ardhad nerwowo przemieszczający się tam i z powrotem – Mamy wielu rannych…zbyt wielu…Z naszej kilku tysięcznej armii pozostało jedynie siedem setek sprawnych ludzi i trzystu rannych. Rabittous jest pod opieką magów, Wojas został trafiony strzałą…Nie możemy bez nich wyruszyć bo są zbyt ważnymi osobistościami, by pozostawić ich tu z nieliczną eskortą.
-Wiem, że to twoi przyjaciele, Ardhadzie – rzekł zamyślony Pyllo – Ale musimy zapobiec przebudzeniu Tytana.
-Przecież nie wyruszymy w liczbie pięciuset ludzi – krzyknął Najjaśniejszy Głosiciel Słowa Adanosa – Przy świątyni będzie czekało kilka tysięcy orków, wiedzą gdzie zmierzamy!
-Jedna czy dwie setki nic nie zmieni, jeśli mówisz, że zielonoskórych będą tysiące…
-Co nie znaczy, że bym musiał zostawić przyjaciół na obcym terenie, gdzie mogą czaić się niezliczone ilości wrogów.
-Więc co zamierzasz zrobić? Czekać aż Tytan przyjdzie i zabije nas wszystkich?!
-Poczekajcie…- wtrącił DRIVER do tej pory stojący przy grubej księdze – Przeczytajcie to – wskazał na jedną z kartek grubego woluminu.
„Bestia, Tytanem zwana przez ludzi, odeszła ze świata przegnana mocą Innosa i Beliara. Mag Ognia i Nekromanta wygnali ją w gruzach je świątyni, i tam przez Maga Ognia i Nekromantę może zostać przywrócona, ta bestia, Tytan, brat bogów, znienawidzony przez ludzi, elfy i krasnoludy. A gdy potężny wojownik zejdzie z niebios, Nekromanta i Mag Ognia wyruszą, by z największym sługą Tytana, przywrócić go do życia. Niech imię tej bestii i ona sama będzie potępiona, a przepowiednia nigdy się nie wypełni, tak mówię ja, kronikarz i wierny sługa Innosa.
Pisząc to, ginę w świątyni Tytana, wyniszczany resztą jego mocy, jednak umieram z radością, że oddaję życie za mych braci…”
-Skąd masz tą księgę? – zapytał Advocate zrywając się z miejsca.
-Znalazłem ją w mieście orków, w jednej z chat. Wydaje mi się, że zawiera bardzo ważne informacje.
Ardhad zatrzymała się. Opanował już nerwy i teraz zobaczył, co tak naprawdę grozi wszystkim rasom po obudzeniu Tytana.
-Wyruszam jutro – rzekł – Weźmiemy najpotrzebniejsze rzeczy, pójdą tylko ci, którzy są w pełni sił.
-Ardhadzie, musimy…- zaczął Pyllo.
-Wyruszymy! – odkrzyknął mu krasnolud – Wiem, że nie uzbiera się więcej niż sześć setek ludzi. Mamy kilka dni na to, by zapobiec obudzeniu Tytana. Każda sekunda się liczy, chcę, aby o świcie nasze oddziały były gotowe.
-Nie możemy liczyć na pikinierów i lewe skrzydło paladynów – rzekł Nertea – Mamy do dyspozycji około 100 koni, więc myślę, ze tylu rycerzy ciężkiej jazdy będziemy mogli uzbierać. Łucznicy pójdą piechotą, to kolejna setka. Magowie stanowią prawie połowę pozostałej armii, reszta to topornicy i paladyni.
-Będzie ciężko – odrzekł Ardhad – Ale musimy zwyciężyć.
Nagle do namiotu wbiegł szubertus.
-Mistrzu! – krzyknął – Krwawy-Nekromanta powrócił!
-Przepraszam was na chwilę – powiedział Ardhad i opuścił pomieszczenie. Kiedy zobaczył swego przyjaciela, rzucił mu się w ramiona.
-Skąd się tu wziąłeś? – zapytał zdziwiony.
-Wygnano mnie, lecz nie zapomniałem o tobie i kilku innych. Słyszałem, co się stało, wiec idę z pomocą.
-Ty nie możesz nam pomóc – odparł ze smutkiem Najjaśniejszy Głosiciel Słowa Adanosa – Potrzebujemy wojowników a tych nam brakuje.
-Mam dla ciebie dobrą wiadomość. Cały czas byłem na kontynencie i po kilku miesiącach chciałem cię odwiedzić. Kiedy dowiedziałem się, gdzie i w jakim celu pojechałeś, wiedziałem co zrobić. Wziąłem ze sobą Gryfoliona, Kwika, Baklazana, Nocka i kilku innych z twojego zakonu. Zahaczyliśmy też o klasztor Innosa oraz Beliara i udało nam się zebrać małą armię. Myślę, że pięciuset Paladynów mocno zasili twe szeregi?
-Oczywiście, przyjacielu. Zjawiasz się w najmniej oczekiwanym momencie, ale z bardzo dobrą wieścią. Chodź ze mną, musimy ustalić kilka spraw z innymi dowódcami.
Kiedy Krwawy-Nekromanta wszedł do namiotu, nie był przywitany zbyt wylewnie. Nertea odprowadził go wzrokiem z wyraźna złością, a jednak zupełnie nie rozumiał uśmiechu na twarzy Ardhada.
-Przynoszę wam doskonalą wiadomość – rzekł w końcu Najjaśniejszy Głosiciel Słowa Adanosa – Jutro nasza armia będzie liczyła ponad tysiąc ludzi.
-Jak to? - zapytał zdziwiony Advocate odrywając się od tajemniczej księgi – Czy to oznacza, że…
-Tak, panie, Krwawy-Nekromanta zasilił nasze szeregi o pięciuset wojowników.
Każda jednostka się dla nas liczy – odrzekł Nertea – Jesteśmy ci bardzo wdzięczni – dodał odwracając się do wygnanego.
-Moja obecność między wami będzie zaszczytem – odparł Krwawy – I wynagrodzeniem za swe czyny.
-Dobrze więc – rzekł DRIVER – Jutro o świcie wyruszamy. Tymczasem ranni powrócą do miasta, dowodzić nimi będzie Łowc@, który został trafiony i nie może się sprawnie poruszać.
-Niech Innos ześle na was swe błogosławieństwo – odrzekł Advocate – Jutro uratujecie Święte Przymierze Bogów. Do zobaczenia – I Adv powoli opuścił namiot.

O świcie Ardhad kazał zagrać bardom na pobudkę. Pierwszy zjawił się przy nim Mr_Śniadanko, młody, lecz wojowniczy krasnolud.
-Będziesz dowodził moim oddziałem, kiedy wejdę do świątyni – rzekł Najjaśniejszy Głosiciel Słowa Adanosa – I będziesz nim dowodził w razie mojej śmierci. Ty musisz przetrwać i uratować naszych współplemieńców od zagłady, jeśli misja się nie powiedzie.
Jego kolejne słowa zagłuszył tętent kopyt. Nertea i Advocate podjechali do Ardhada, jednak nie wyglądali tak jak podczas wczorajszej bitwy.
Nertea ubrany był w czarny hełm i napierśnik, spod którego wystawała długa kolczuga. Miał przy sobie półtoraręczny miecz, z widocznym znakiem czaszki na rękojeści. Od klingi biło blade światło, ledwo dostrzegalne przez Ardhada. Cały tułów Najczarniejszego Sługi Beliara okryty był czarnym płaszczem z czerwoną głową orka na plecach.
Advocate, mimo że był magiem Innosa teraz w ogóle go nie przypominał. Pozłacaną zbroję płytową przykrywał czerwony płaszcz, a na głowie widniał zamknięty hełm. Wysłannik Innosa dzierżył w ręce długi szeroki miecz, w wspaniały sposób ozdobiony dokładnymi znakami i runami.
-Jeżeli wykonacie swe zadanie, dzisiejszy dzień będzie wspominany przez wieki – rzekł Advocate – Jednak jeśli się nie powiedzie, skażecie na zagładę wszystkich, którzy nie poddadzą się Tytanowi.
-Nie poddamy się – odpowiedział Ardhad – Obronię Święte Przymierze Bogów, choćby za cenę swego życia.
-Ardhadzie – przerwał zbliżający się Łowc@ - Kiedy mamy wyruszyć do miasta?
-Zaraz po naszym wymarszu. Postaraj się bezpiecznie doprowadzić rannych. Tam, w razie gdy nie wykonamy zadania, zabarykadujcie bramę i brońcie się jak najdłużej. Uważajcie także na wejście do kopalni. Możliwe że orkowie będą chcieli zaatakować stamtąd.
-Tak tez zrobimy. A tak w ogóle, to powodzenie, przyjacielu.
-Niech Adanos ma cię w swojej opiece, Łowco. Do zobaczenia.
Wojownik Adanosa oddalił się, a na jego miejscu zaraz zjawił się Pyllo. Miał na sobie ciężką zbroję, tak jak wszyscy wojownicy Innosa, jednak nie ubrał hełmu. Długie włosy powiewały mu na wietrze.
-Magowie i wojownicy Innosa są gotowi – rzekł – Myślę, że możemy wyruszać.
-Mój oddział pójdzie pierwszy – zaproponował Ardhad – A na zwiad wyślę szubertusa. Potrafi bezszelestnie przemieszczać się po lesie, dlatego się nadaje.
-Obok was pójdzie Krwawy-Nekromanta – rzekł Nertea – Jego piechota jest bardzo wytrzymała, uzbroił wojowników w najmocniejszą broń i pancerze. My ruszymy w ciężkiej jeździe i będziemy atakować z zaskoczenia. Jeżeli uderzymy w dobrym momencie, możemy rozgromić oddział trzykrotnie większy.
-Miejcie nadzieję , że do bitwy nie dojdzie – odrzekł Advocate i wskoczył na swego konia – Ruszajmy czas nagli.
Koło godziny szóstej rano armia wyruszyła z obozu. Chmury zaścielały niebo i padał gęsty deszcz. Wojownicy z ponurymi minami wędrowali przez szeroką drogę, z obu stron otoczoną przez ciemne drzewa. Czasem napotykali nieliczne patrole orków, które były wyraźnie zdziwione przemarszem takiej armii.
Po kilku godzinach podróży, Advocate zarządził krótki postój. Zatrzymali się na rozległej łące pełnej kamieni, otoczeni pierwszymi większymi szczytami Mrocznych Gór i lasem.
-Podążamy dużo szybciej, niż się spodziewałem – rzekł Adv – Świątynia znajduje się w jednej z grot tych gór – wskazał na północ - Dotrzemy tam za trzy, góra cztery godziny.
-To doskonale – rzucił nadchodzący Lord Andre – Jednak co powiecie o tym? Popatrzcie na to wejście, wydaje mi się znajome – pokazał dużą, nieoświetloną w środku jaskinię.
-Nie wydaje mi się, abym widział to miejsce kiedykolwiek – odpowiedział Nertea przyglądający się w staranny sposób wykonanej bramie.
-Wiem, gdzie jesteśmy – rzekł Corristo, który przyszedł zaraz za Lordem Andre – W tych gruzach, które są dookoła, odbiliśmy Ardhada z rąk Valdara. A to wejście prowadzi do kopalni.
-Tak też myślę – odrzekł Andre – DRIVERze, idź po Arda, musimy przedyskutować pewną sprawę.
-Jakim cudem to może być ta kopalnia? – zapytał Nertea – Mówiliście, że przejście przez nią zajęło wam niecały dzień.
-Najwidoczniej tunel prowadzi pod ziemią. Myślę, że powinniśmy postawić tutaj straże, aby nikt z naszych wrogów się tu nie dostał.
-Nie – rzekł nadchodzący Ardhad – Wydaje mi się, że teraz rozumiem o co tu chodzi.
-O co – zapytali chórem Corristo, Lord Andre i DRIVER.
-Czy pamiętacie drugi tunel? Kiedy mnie odbijaliście, skręciliście w lewo. A druga droga zapewne prowadzi pod bramę świątyni.
-Szlag! – krzyknął Nertea – Jeśli to prawda, całe portowe miasto może być już zdobyte!
-Musimy przeprowadzić armię przez te tunele, aż dojdziemy do świątyni Tytana. Dzięki temu będziemy tam jeszcze szybciej.
-Ruszajmy – rzekł Advocate – Niech pierwsze oddziały już idą, reszta do nich dołączy. Szybko!
Armia szła krętymi tunelami prawie tyle, co oddział ratujący Ardhada niecały miesiąc temu. W kilkadziesiąt minut dotarli do rozstaju dróg i skręcili w lewo.
-Na oko normalnego podróżnika ten korytarz nie mógłby prowadzić do świątyni – rzekł Ardhad do Mr_Śniadanko – Wydaje się dużo węższy i mniejszy od poprzedniego.
-Nie mamy stuprocentowej pewności, że idziemy dobrą drogą – odpowiedział mu współplemieniec – Ale chyba tak, spójrz – wskazał na nikłe światło w oddali.
-To musi być wyjście z tej przeklętej kopalni. Będziemy tam za niecałą godzinę, o ile wzrok mnie nie myli.
Na prośbę Ardhada, zaraz przyszedł do niego szubertus. Mimo że zbliżała się bitwa, on jak zwykle ubrany był lekką skórzaną zbroję i płaszcz, który każdy Adanosowiec otrzymywał dołączając do Zakonu.
-Ile według ciebie będziemy wędrować do tego wyjścia? – zapytał krasnolud. Tropiciel przez chwilę przyglądał się strumieniowi coraz lepiej widocznemu światła.
-Trochę ponad pół godziny – odpowiedział po krótkim namyśle – Wydaje się, że to miejsce jest trochę dalej, ale to tylko złudzenie.
Kiedy w rozmowie przeszli kilkaset metrów, tunel zaczął się poszerzać. Ściany wydawały się być jaśniejsze i wykładane różnymi cennymi kamieniami. Gdzieniegdzie zobaczyć można było porzuconą broń orków oraz poniszczone pancerze i przedmioty codziennego użytku.
Ardhad zatrzymał się. Przywołał do siebie Pylla, Netreę, Lorda Andre i szubertusa i wraz z nimi postanowił zbadać najbliższy teren. Wyjście znajdowało się niecałe sto metrów, od miejsca postoju armii, dlatego też Najjaśniejszy Głosiciel Słowa Adanosa chciał zobaczyć, czy w pobliżu nie kryją się żadni wrogowie.
-Myślisz że mamy duże szanse w starciu z oddziałami orków – zapytał szubertusa – Nawet dzięki posiłkom Krwawego-Nekromanty nasze szeregi są bardzo skąpe.
-Sam mówiłeś, żebyśmy wierzyli w siebie – odpowiedział mu tropiciel – Wiesz, że się nie poddamy. Nawet jeśli idziemy na pewną zgubę, nie wycofamy się.
-Zatrzymajcie się – rzekł cicho Lord Andre i zaczął wypowiadać słowa zaklęcia. W jaskini usłyszeć można było głośny krzyk i odgłos upadającego na ziemię ciała – Patrol orków – dodał – na szczęście nie zdążył zawiadomić współplemieńców.
-Chodźcie dalej – rzucił Ardhad – Kiedy dojdziemy do wyjścia, zobaczymy co na nas czeka.
Nertea wyciągnął z pochwy swój miecz i ruszył pierwszy. Jego czarny płaszcz powiewał na lekkim wietrze przenikającym do środka tunelu. Kiedy dotarł do wylotu, stanął oniemiały.
-Co się stało – zapytał nadchodzący Ardhad – Czemu się za… - nie dokończył, bo upadł na kolana – Adanosie – szepnął i uniósł głowę. Oczom drużyny ukazało się prawdziwe pobojowisko, pośród którego stała wysoka, zakapturzona postać, ubrana w błękitną szatę, dzierżąca długi, szeroki miecz.
-Niech zapanuje sprawiedliwość i równowaga – rzekł głosem, który rozniósł się w promieniu kilkuset metrów – Ardhadzie, Nertea, Pyllo, przywróćcie porządek i pokonajcie Tytana – dodała unosząc się ku niebu.
-Tak też uczynimy, panie – odpowiedział Ardhad podnosząc się z ziemi i unosząc w górę swój miecz – Do ataku! Po zwycięstwo!
Nertea i Pyllo ruszyli za nim, tak uczynić chciał też Andre, jednak zatrzymał go szubertus.
-Nie, przyjacielu – rzekł – To oni muszą wypełnić to zadanie i nie możemy im w tym pomóc – zakończył i wolnym krokiem poszedł w stronę ukrytej w cieniu kopalni armii.
__________________
:: Były Wielki Mistrz Wody ::
:: Były Największy Głosiciel Słowa Adanosa ::
:: Były Generał i Strażnik Sprawiedliwości ::

Dinozaur
RPG
Ardhad jest offline  
Góra
Zamknięty Temat


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni post / autor
Wyspa Holarn II [Powrót do korzeni] Ardhad FanFick 14 25-02-06 20:47
Wyspa skarbów Rathford Porady i triki 4 10-02-05 21:41
[ŒP] Wojny Zakonów - Wyspa Holarn Ardhad FanFick 15 28-09-04 15:37
Wojny Zakonów- oblężenie Zakonów Innosa i Adanosa Ardhad FanFick 1 12-08-04 00:50
Wojny bogów - Wyspa Ardhad FanFick 1 13-04-04 16:20


Powered by vBulletin® Version 3.6.7
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.