Wróć   Forum Gothic - ArcaniA: Gothic 4 > Inne > Art & Story Forum > WIP
Przeładuj stronę Rozszerzona powieść Gothic, by Hassan

Odpowiedz
Narzędzia wątku Wygląd
Nieprzeczytane 17-05-17, 08:46   #25
 Hassan1
Kąsacz
 
Hassan1 awatar
 
Zarejestrowany: marzec 2017
Skąd: Mmz
Posty: 817
Domyślnie

Facet dostał skrami w oczy, byl oszolomiony, a poza tym każdy nawet w trakcie biegu opiera się na co najmniej jednej nodze. Dlatego nie bylo trudne zlamanie nogi w ten sposob, gdy natrafiła się krotka okazja. Taki ruch mozna wykonac nawet podczas uniku. Trochę wyobrazni

Co do ścierwojadow, to juz nawet Drax mówi, że mają bardzo ostre dzioby, choc wyglądają one trochę jak u tukana. Dwa takie stwory, rzuciwszy sie na bezwladny kawał mięsa bez problemu potrafiłby szybko oderwać nogę. To kwestia wyobraźni
RPG
Hassan1 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 17-05-17, 16:01   #26
 Mika 123
Strażnik Miejski
 
Mika 123 awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2016
Skąd: Khorinis
Posty: 1 988
Domyślnie

Popieram Hassana, choć wiem, że moje zdanie się tu nie liczy Rozdział oczywiście przedni, ciekaw jestem o co chodziło z tymi Kopaczami przed chatą bohatera.
A tak w ogóle to istnieje taki wyraz jak "skra"? Wiem, że mogę sobie wygooglować, ale jak to zrobiłem wyszedł mi jakiś klub piłki nożnej. Ja rozumiem, że to może być taki skrót od "iskra", ale ja to potraktowałem za "zjedzenie" litery. Może to jednak jest moje kolejne nieprawdziwe wrażenie.

Teraz zostaje jedno pytanie:
Obóz Sekty, czy Nowy Obóz?

Pozdrawiam
RPG
Mika 123 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 17-05-17, 16:22   #27
 Hassan1
Kąsacz
 
Hassan1 awatar
 
Zarejestrowany: marzec 2017
Skąd: Mmz
Posty: 817
Domyślnie

Skra to iskra, tylko rzadziej uzywane, bardziej w metaforach, często w wierszach.
Co do Kopaczy - to ci sami, których zabił rankiem Fannick
RPG
Hassan1 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 17-05-17, 17:47   #28
 Mika 123
Strażnik Miejski
 
Mika 123 awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2016
Skąd: Khorinis
Posty: 1 988
Domyślnie

Po staropolsku - to mi się podoba
Aha, dzięki za odpowiedź, że też sam się nie domyśliłem...
RPG
Mika 123 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 04-07-17, 13:56   #29
 Hassan1
Kąsacz
 
Hassan1 awatar
 
Zarejestrowany: marzec 2017
Skąd: Mmz
Posty: 817
Domyślnie

Brak weny ostatnio. Ale coś tam wrzucę.



Rozdział 4 - Mordrag (cz. 1)



- Uważaj, nie podchodź bliżej. Pojedynczo nie są zbyt wymagające, ale w grupie potrafią być cholernie niebezpieczne.
- Wiem, widziałem już, do czego są zdolne.
- W takim razie odsuń się.
Zrobiłem to, obserwując jak wyjmuje strzałę i powoli naciąga cięciwę. Cały rytuał oddawania pierwszego strzału był prowadzony powoli, niemal pieszczotliwie. Do chwili wypuszczenia pierwszego pocisku. Cztery następne zostały posłane w mniej niż piętnaście sekund. Gdy ostatni ścierwojad padł na ziemię, umierając zdążył wydobyć z siebie jeszcze pełen pretensji skrzek, jakby nie mógł uwierzyć, że łańcuch pokarmowy czasem działa w drugą stronę.
Mordrag założył łuk na plecy klepnął mnie w ramię.
- Chodź, jednego z nich musimy zabrać.
Obeszliśmy już Stary Obóz od wschodu i właśnie staliśmy na skraju drobnej skarpy. W dole biegła ścieżka, wiodąca między skałami. Do tej pory spotkaliśmy trzy niewielkie stadka ścierwojadów. To było pierwsze, które blokowało nam dalszą drogę.
- Po co chcesz go zabrać? Mówiłeś, że droga do Nowego Obozu nie jest długa.
- Ano mówiłem, Ale już długi czas temu obiecałem Cavalornowi, że upoluję mu coś, w zamian za zapas strzał, które wystrugał na zamówienie. Nie przejmuj się – dodał – Cavalorn mieszka przy ścieżce, gdyby nie te drzewa, widać by stąd było jego chatę.
Pamiętałem to imię. Mówił mi o nim Rączka.
Mordraga poznałem zaledwie godzinę temu. Gdy już załatwiłem sprawę z Fletcherem, wróciłem do chaty, by odpowiednio się spakować. Zabrałem całą pozostałą mi rudę, do tego skromny prowiant, ofiarowany mi przez Diego, na który składało się pół bochenka chleba i kawałek kiełbasy, owinąłem w kawałek materiału, który znalazłem w skrzyni, znajdującej się w mojej chacie. Trochę się namęczyłem z jej otwarciem za pomocą dwóch na wpół zardzewiałych gwoździ, ale było warto. W środku pozostawiono kilkanaście dobrych strzał, pochodnię, drewnianą łyżkę, miskę, młotek, oraz kilka luźnych kawałków materiału, które musiały być kiedyś starymi spodniami. Następnie stanąłem przed decyzją. Miałem dwa miecze: swój, zrobiony przez Huno i miecz strażnika, znaleziony w jaskini z ciałem Neka. Po dłuższych oględzinach zdecydowałem się na zatrzymanie mojego, choć był to trudny wybór. Jednak już raz przyniósł mi szczęście, zaś miecz Neka swojemu właścicielowi raczej nie.
Odczekałem stosowną chwilę, aż w pobliżu Mordraga nie będzie zbyt wielu ludzi, po czym zagadałem, wprost pytając, czy jest kurierem magów. Gdy pokazał mi pierścień kuriera, od razu wygarnąłem mu, że dla pewnych osób byłoby lepiej, gdyby jego noga nie deptała już ziemi w tym obozie, uważając, by nie zabrzmiało to jak groźba. Mordrag był bystry i wydawał się całkiem w porządku. Zrozumiał aluzję i po krótkiej rozmowie zaproponował mi eskortę do Nowego Obozu. Na taką właśnie odpowiedź liczyłem.
Zarzuciłem ciało drapieżnego ptaszyska na ramię, a Mordrag ruszył przodem, obserwując otoczenie. Nie było mi łatwo iść, zwłaszcza, że bydlak ważył wcale niemało, lecz jakoś udało mi się zejść ścieżką w dół i nie spaść głową w dół. Wtedy natychmiast dostrzegłem stojącą samotnie przy ścieżce chatkę, z wyłożonym deskami czymś w rodzaju tarasu. Na krześle, przed chatką siedział facet o ciemnej karnacji, ubrany w zbroję Cienia, szlifując nożem coś, co zapewne wkrótce bedzie dość długim łukiem.
- Heej, Cavalorn! Dawnośmy się nie widzieli! - zawołał Mordrag, ledwie się zbliżyliśmy.
- Mordrag. Przyprowadziłeś nowego – zauważył.
Zrzuciłem martwego ścierwojada na ziemię, u stóp Cavalorna, który odłożył łuk i zmierzył go fachowym okiem.
- To obiecana dostawa materiałów – oznajmił Mordrag. - Zabity przed chwileczką.
Cavalorn kucnął przy ciele i wyrwał jedno pióro, oglądając je pod słońce, puknął palcem w dziób, a na końcu obejrzał pazury.
- Niezły. Młody samiec, maksymalnie roczny. W okresie godowym. Będą z tego dobre strzały. Dzięki.
- Mi nie musisz dziękować, to tylko zapłata. Na nas już czas.
- W porządku – kiwnął głową Cavalorn, nawet uśmiechając się lekko.
Muszę przyznać, że zaskoczyła mnie wyraźnie wyczuwalna sympatia reprezentantów dwóch wrogich obozów. Kłóciło się to nieco z tym, co już wiedziałem o Kolonii.
- Żółtodziobie, dołączyłeś już do któregoś z obozów? - zapytał nagle Cavalorn.
- Jeszcze nie, jestem na próbie u Diego.
- Więc może wkrótce też będziesz Cieniem. Powodzenia. Pamiętaj, że jeśli będziesz potrzebował broni – a sprzedaję najwspanialsze łuki w Starym Obozie - amunicji lub nauczyciela, możesz zgłosić się do mnie.
- Zapamiętam to.
Poszliśmy dalej, niewiele rozmawiając. Ja spytałem Mordraga, jak to jest być kurierem magów. On mnie spytał, kto mi zlecił pozbycie się go z obozu. Oczywiście nie mogłem odpowiedzieć, choć strzelił celnie za pierwszym razem.
Dowiedziałem się, że kurierzy są w zasadzie nietykalni w całej Kolonii, a ponadto mają nieograniczony wstęp do zamku w Starym Obozie. Wynikało z tego, że najlepszą opcją na ustawienie się pod Barierą było trzymanie się z magami.
Po jakimś czasie minęliśmy kolejną chatkę, tym razem z lewej strony.
- To chatka Aidana – odezwał się Mordrag. To jeden z naszych myśliwych. Całe dnie poluje na wilki. I na nic innego. Okolica aż się od nich roi. Ale jego skóry są bardzo dobrej jakości, jakbyś kiedyś potrzebował.
- Dużo macie myśliwych poza obozem? - zapytałem.
- W zasadzie to nie, jest mały obóz niedaleko naszej kopalni, ale chłopaki tam siedzą maksymalnie dwa dni w tygodniu. No i jest jeszcze Ratford – poluje na ścierwojady przy Starym Obozie.
- Rozmawiałem z nim. Kazał mi się do ciebie zgłosić i polecił udać do Laresa.
- Hę? Kazał ci iść do Laresa? - Mordrag zaśmiał się głośno. - Z pewnością zdajesz sobie sprawę, że to nie wystarczy co nie? Ale pewnie chcesz się z nim spotkać?
- To wasz szef, tak?
- Można tak powiedzieć. To szef Szkodników. W Nowym Obozie są też Najemnicy, którzy podlegają Lee. Ale i tak najwięcej do powiedzenia mają Magowie Wody. Żyjemy wspólnie i staramy się nie wchodzić sobie w drogę.
- Nieco różni sie to od polityki Starego Obozu – zauważyłem.
Mordrag prychnął.
- No pewnie, za kogo ty nas masz? Nie jesteśmy tępymi zabójcami, którzy wyzyskują nowych żeby wymieniać rudę na dziwki i bimber. U nas nie musisz się martwić, że ktoś w nocy wsadzi ci nóż w plecy. Przynajmniej jeśli trzymasz się z jedną z grup.
- Kopacze w waszej kopalni pracują z własnej woli?
- Oczywiście! Wszyscy chcemy się stąd wydostać. I u nas nie nazywa się ich "kopaczami". U nas są to Krety. I nie oddajemy ani bryłki temu zramolałemu królowi! W Nowym Obozie nie ma Magnatów, ani Guru, którzy mogliby tobą pomiatać. To jedyne miejsce, gdzie można doświadczyć wolności.
- Co w takim razie robicie z rudą?
- Nasi magowie mają plan, który otworzy nam wyjście z tego przeklętego miejsca. Gromadzenie rudy to część tego planu. Gomez i jego ludzie pławią się w luksusach, a my ciężko pracujemy, żeby również te sukinsyny mógłby się stąd wydostać. - Odetchnął głęboko. Najwyraźniej mocno się zdenerwował. - Tak to właśnie wygląda.
Przeszliśmy przez stary most, zrobiony z grubych lin i nieco spróchniałych desek, po czym skręciliśmy w lewo, wzdłuż górskiej ściany. Po lewej stronie było jezioro, a nad nim dwie drewniane chałupki, w dość zaawansowanej ruinie. Mordrag zatrzymał się pod bramą wbudowaną w skałę. Tuż obok niej zaczynała się ścieżka, wiodąca przy ścianie gdzieś daleko w górę. Bramy pilnowało dwóch Szkodników.
- No to jesteśmy – rzucił Mordrag wesoło. - Za tą bramą zaczyna się Nowy Obóz. Porozmawiaj z Laresem, on ci wyjaśni co i jak. Weź też ten pierścień. To twoja przepustka do niego. Trzeba mieć nie lada powód, żeby się z nim spotkać. Wiesz co? - dodał po zastanowieniu. - Chyba zostanę tu jakiś czas. Po przemyśleniu, muszę przyznać ci rację, że w Starym Obozie zrobiło się nieco zbyt gorąco. A ja w końcu zarobiłem już tam dość sporo.
- A co z twoimi towarami?
- Są ludzie, którzy odpowiednio o nie zadbają. Ale jeśli zostaniesz jednym z nas, powiem ci, do kogo się zgłosić w razie potrzeby. Mam wszystko po znacznie niższych cenach niż Fisk i reszta.
- Biznes to biznes?
- Dokładnie tak. Gdybyś czegoś potrzebował, znajdziesz mnie w karczmie, na środku jeziora. Póki co – bywaj!
Mordrag odszedł, zostawiając mnie pod bramą. Postanowiłem, że rozejrzę się trochę, pogadam z ludźmi, wybadam obóz. Obawiałem się, że skoro nie mam przynależności, mogą wziąć mnie za szpiega. Wolałem wybadać grunt, nim wejdę do centrum obozu.
- Mordrag wrócił, no no – odezwał się jeden ze Szkodników pilnujących bramy. - Niech zgadnę, w Starym Obozie robi się ciepło? Ostrzegłeś go?
Kiwnąłem głową, podczas gdy jego towarzysz odpalił skręta.
- Jasna cholera, Pirh, jesteś największym sukinsynem, z jakim przyszło mi pełnić wartę! - wrzasnął mój rozmówca. - Ej, koleś, nie masz czasem czegoś do palenia? Ten wredny pajac specjalnie pali wtedy, gdy ja nic nie mam. A źródełko w obozie ostatnio słabo płynie. Oddałbym rękę za coś do palenia.
Już miałem zaprzeczyć, gdy przypomniałem sobie, że wczoraj na odchodne Diego wcisnął mi w rękę skręta, ze słowami:
- Trzymaj, rozluźnij się. Przyda ci się po tym co przeszedłeś.
Wtedy słabo kontaktowałem i schowałem go do kieszeni. Na szczęście wciąż tam był.
- Nieco pognieciony – powiedziałem, wyjmując go z kieszeni – i w dodatku nie mam ognia...
- Stary, ratujesz mi życie! Co ty, handlarz z Obozu Sekty, czy jak? - zawołał Szkodnik. Dawno nie widziałem tak szczerej radości na czyjejś twarzy. Jego kompan jakby nieco się skrzywił i odszedł nieco dalej. - O ogień się nie martw, stary Jark potrafi wykrzesać ogień nawet pod wodą!
I tak staliśmy jakiś czas pod bramą, paląc skręta, który – jak się dowiedziałem - nosił nazwę charakterystyczną dla Bractwa – Zielony Nowicjusz. Dawno nie miałem okazji do palenia, dlatego dość szybko mówiąc delikatnie – wyluzowałem się. Odpłynęły ze mnie wszystkie myśli i przez dłuższy czas zastanawiałem się, dlaczego na wodzie w jeziorze rozchodzą się fale, skoro nie ma wiatru.
Nie trwało to długo. Po dłuższej rozmowie o niczym przeszedłem przez bramę i udałem się ścieżką, okrążając jezioro. Jerk na odchodne polecił mi odnalezienie Najemnika Gorna, ale zdążyłem zapomnieć już po co. Dalej, nieco w górze, po lewej stronie była wielka tama, zaś po prawej wielka skalna ściana, przy której znajdowała się ścieżka, biegnąca stromo w górę. Pomiędzy nimi wybudowano drewniany dom, czy też raczej magazyn, zaś wokół niego rozciągały się pola ryżowe, na których pracowało kilkanaście osób. Szedłem ścieżką, uśmiechając się do siebie – jakby nie patrzeć, przyjęto mnie tu o wiele lepiej niż w Starym Obozie.
W momencie, gdy mijałem wspomniany magazyn, z grupy Szkodników, opierających się o ścianę odłączył się jeden i zawołał mnie.
- Hej, ty! Jesteś tu nowy, no nie? Potrzebuję kogoś, kto zaniesie wodę zbieraczom ryżu. Nie chciałbyś się tym zająć? W ten sposób od razu poznasz kilku ludzi. Zainteresowany?
Zmierzyłem go wzrokiem. Był to krótkowłosy brunet, mniej więcej w moim wieku. Sprawiał wrażenie dość przyjaznej osoby.
- Jasne, chętnie wam pomogę – odpowiedziałem. Jak już wspominałem, zależy mi na dobrych relacjach.
- Świetnie. Idź do Ryżowego Księcia – wskazał mi ręką grubego faceta, bez koszulki, stojącego niedaleko wejścia do magazynu. - Od da ci wodę.
Zrobiłem to. Ryżowy Książę, doprawdy odpowiednia ksywa. Księciunio z założonymi rękami obserwował pracujących w pocie czoła zbieraczy. Zza jego ramienia wystawała rękojeść dziwnej, dwuręcznej broni.
- Troszczysz się o pola ryżowe, prawda? - zapytałem, by zwrócić na siebie uwagę.
- Czemu pytasz? - zapytał powoli, przeciągając sylaby. Prawdę mówiąc, spojrzenie miał dość tępe.
- Przysyła mnie tamten facet, mam zanieść wodę zbieraczom.
- Aha. Lewus.
Odwrócił się i znikł w magazynie. Po chwili wrócił, trzymając w rękach skrzynkę pełną niewielkich bukłaków z wodą.
- Trzymaj. Tuzin. To jakieś dwa razy niż liczba zbieraczy, więc postaraj się, żeby coś zostało.
Albo jestem upalony bardziej niż mi się zdawało, albo księciunio nie potrafi liczyć. Już na pierwszy rzut oka widać, ze zbieraczy jest więcej, a po dokładnym przeliczeniu wyszło mi siedemnastu. Księciunio nie spojrzał więcej na mnie, tylko dalej wpatrywał się nieskażonym myślą spojrzeniem w swoje kochane pola ryżowe. No dobra, czas wziąć się do pracy.
Skrzynka była dość ciężka, dlatego postawiłem ją na ziemi i nosiłem po trzy lub cztery bukłaki do każdego ze zbieraczy, zaczynając od tych najbliżej Lewusa. Już pierwsza osoba, powitała mnie jak wybawienie.
- Piękne dzięki, stary! Jeszcze chwila i zacząłbym chłeptać z kałuży...
Wypił cały bukłak wody na raz. Przegryzłem język. Głupio było mi upomnieć, że jeśli wypije cały, inni nie dostaną jej wcale.
Jakoś udało mi się dogadać z większością zbieraczy i po rozdaniu wody pierwszej dziesiątce miałem jeszcze pięć bukłaków. Interesujące było, że im dalej od Lewusa i Księciunia, tym bardziej byli rozmowni. Pierwszą osobą, z którą porozmawiałem nieco dłużej był Pock – podstarzały zbieracz, który stracił już niemal wszystkie zęby., przez co nieco seplenił.
- Miło zobaczyć nową twarz – powiedział, gdy juz się napił.
- Pewnie jesteś tu już od dawna, prawda?
- Święta racja, chłopcze, byłem jednym z pierwszych, któzy tu trafili.
- W takim razie na pewno dużo wiesz o tym miejscu.
- Co nieco – wzruszył ramionami. - Większość czasu spędzam tu, na polu. Pewnie dlatego udało mi się tak długo przeżyć... Dostajemy sporo ryżu i trochę gorzałki. Wiele może to nie jest, ale mi wystarcza.
- Za co tu trafiłeś?
Otarł pot z czoła i uśmiechnął się smutno.
- Podatki, chłopcze, podatki. Moja chata była równie pusta co żołądek i kiedy w końcu ludzie tego przeklętego króla po mnie przyszli, nie miałem nawet sił by protestować. Wcześniej przez całe życie płaciłem – zawsze na czas. Ale przez wojnę, wszyscy ucierpieliśmy, a dla tego wieprza w koronie to żaden argument. Prawdę mówiąc, przyznam, że tu jest mi nawet nieco lepiej. Przynajmniej nie głoduję.
Oddalałem się coraz dalej od magazynu i kolejny zbieracz, którego imienia nie poznałem, w zamian za wodę, dal mi ostrzeżenie, które dało mi sporo do myślenia.
- Uważaj, koleś. Ten obóz pełen jest szumowin i sukinsynów. Jeśli masz możliwość, nie zostawaj tu zbyt długo, albo skończysz jak my.
- Kogo masz na myśli?
- Szkodników rzecz jasna! Cholera, dziwię się, że Najemnicy jeszcze nie zrobili z nimi porządku. Pracujemy tu całe dnie, bez przerwy, żeby inni mieli co żreć, a oni tak nam się odwdzięczają... Odejdź już. Lewus na nas patrzy.
Odszedłem, nie dając po sobie poznać, ze to zauważyłem. Coraz mniej mi się to podobało. Zwłaszcza, ze następną osobą był zbieracz imieniem Rufus, który również powiedział mi ciekawą rzecz.
- Możesz mi powiedzieć, co się tu dzieje? - zapytałem go, gdy oddał mi pusty bukłak. Z miejsca, gdzie się znajdowaliśmy, nie mógł nas dostrzec ani Książę, ani Lewus.
- Zapytaj kogoś innego, dobra? Ja tu tylko pracuję.
- Bez obaw, nie widzą nas.
Odetchnął i spojrzał w tamtą stronę.
- Najchętniej powiedziałbym Ryżowemu Księciuniowi, żeby sam odwalał swoją brudną robotę.
- Kim tak właściwie on jest?
- Był jednym z pierwszych ludzi, którzy tu trafili. Pomagał w zakładaniu obozu. Teraz tylko obnosi swoje tłuste dupsko po polach, pilnując nas i liczy worki. Tłusta świnia.
- Skoro tak, to dlaczego tu pracujesz?
Westchnął, a na jego twarzy pojawił się wyraz złości i smutku.
- To się zdarzyło pierwszego dnia po moim przybyciu. Lewus, jeden z oprychów, pracujących dla niego podszedł do mnie i zapytał, czy nie pomógłbym im w pracy. Zgodziłem się od razu, wiesz, byłem tu nowy i zależało mi, by dobrze wypaść.
Przełknąłem ślinę. Brzmiało to znajomo.
- Następnego dnia, kiedy ucinałem sobie drzemkę, obudził mnie Lewus, ze słowami: Ej, chyba nie chcesz, żeby twoi kumple odwalali robotę za ciebie? Powiedziałem, że jestem wyczerpany po wczoraj i potrzebuję odpoczynku. Ale ten skurwiel wziął mnie za fraki i zaciągnął, dosłownie, na pole. Od tamtego czasu czekał na mnie przed moją chatą codziennie, póki sam nie nauczyłem się przychodzić. Co mogłem zrobić? Nie chciałem, żeby mnie poturbowali. To banda cholernych morderców. Lepiej trzymaj się od nich z daleka.
Zastanowiłem się przez chwilę. Jakb nie patrzeć było ich tylko pięciu.
- I nikt nie próbował się przeciwstawić?
- Nie. Wszyscy są zastraszani. Jedynym, który mógłby to zrobić jest Horacy, ale on brzydzi się przemocą. To tamten facet, stoi blisko tamy. A teraz wybacz, muszę wracać do pracy.
Zostały mi dwa bukłaki. Horacego zostawiłem sobie na sam koniec i na szczęście udało mi się rozdysponować je tak, by każdy dostał wodę.
Gdy do niego podszedłem, ten wstał i nie dając mi dojść do słowa zawołał, mierząc wzrokiem miecz wiszący u mojego pasa:
- Co tu robisz? Szukasz kłopotów?
- Spokojnie, przyniosłem ci tylko wodę.
- Hm, wyglądasz w porządku, chociaż tu nigdy nic nie wiadomo. Daj tę wodę.
Napił się łapczywie, oblewając sobie koszulę.
- Ach, od rzazu lepiej. Dziękuję. Wybacz, ze tak na ciebie naskoczyłem. Zawsze znajdzie się jakiś nowy, który wyobraża sobie nie wiadomo co.
Zmierzyłem go wzrokiem. Facet był po czterdziestce, ale wyglądał dosć młodo. Był dobrze umięśniony, choć nie przesadnie, jednak gdy zobaczyłem jego ramiona byłem pewien, że każdy mięsień jest twardy jak żelazo.
- Co ktoś taki jak ty robi w towarzystwie zbieraczy? - wypaliłem.
- Lee też mnie o to pytał. Ale nie chcę już walczyć. Raz jeden zabiłem człowieka... i jak dla mnie było to o jeden raz za dużo. Zresztą właśnie dlatego tu trafiłem.
- Jak to się stało?
- Prawdę mówiąc nie wiem. Zwykła bójka w karczmie. Nie chciałem go zabić, najwidoczniej za mocno go walnąłem. Byłem wtedy kowalem. Chyba nie doceniłem własnej siły...
- Dlaczego dołączyłeś akurat do tego obozu?
- Do wyboru miałem tylko tych świrów z Sekty, a nie uśmiechało mi się pranie mózgów, któremu tam poddają nowicjuszy; w Starym Obozie miałem za dużo kłopotów ze Strażnikami. Tutaj natomiast Najemnicy i Szkodniki traktują mnie z szacunkiem.
- To znaczy, boją się ciebie?
- Nie wiem. Może. W każdym razie nie mam zamiaru już walczyć. Tutaj znalazłem spokój. No, chyba że w obronie własnej.
W tym tonie zabrzmiała nuta groźby. Postanowiłem wyjaśnić pewną rzecz.
- Nawet, żeby wyzwolić się od Księcia i jego ludzi?
- Nawet. To nie jest rozwiązanie.
- A możesz mnie nauczyć, jak walczyć z większą siłą?
Zmarszczył brwi i zmierzył mnie wzrokiem.
- Nawet gdybym mógł, to po co ci to?
- Żeby pokazać sukinsynom, że nie można mną pomiatać – wypaliłem. Było to chyba błędem.
- I zanim byś się nie spostrzegł, sam stałbyś się jednym z tych sukinsynów. Nie, chłopcze, to nie jest odpowiedź.
Pomyślałem przez chwilę, wiedząc, że wiele zależy od tej odpowiedzi. Nic nie przyszło mi do głowy.
- Dobre pytanie. Przemyślę je sobie.
- Przemyśl. A potem wróć.
Horacy wrócił do swoich zajęć, a ja stałem jeszcze przez chwilę w miejscu, wpatrując się w magazyn, gdzie zapewne Ryżowy Książę liczył worki. Skończyłem pracę, lecz zastanawiałem się - biorąc pod uwagę ostrzeżenia zbieraczy - co mnie czeka jutro.

Ostatnio edytowane przez Hassan1 : 10-07-17 o 10:35.
RPG
Hassan1 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 04-07-17, 17:48   #30
 Mika 123
Strażnik Miejski
 
Mika 123 awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2016
Skąd: Khorinis
Posty: 1 988
Domyślnie

No ciekawe, ciekawe... Może dojdzie do buntu zbieraczy .

A w sprawie błędów...

Cytat:
oraz kilka luźnych kawałków materiału, które musiały być kiedyś starymi spodniami.
Spodnie z metalu?

Cytat:
Rathford
To jest Ratford .

Cytat:
A źródełko w obozie ostatnio słabo płynie.
Czy mi się zdaje, czy ten Jark, chciał tego Pirha wrzucić do tego jeziorka, za to jego zachowanie ?

Cytat:
ze zbieraczy jest więcej, a po dokładnym przeliczeniu wyszło mi siedemnastu.
*że . Jeśli faktycznie ich liczyłeś, to gratuluję, mi się nie chciało .

Cytat:
ostrzeżenie, które dało mi spoor do myślenia.
Literówka .

Trochę zachwiałeś moją pewność, czy bohater dołączy do Starego Obozu, teraz zaczynam się lekko wahać . Nie mogę się doczekać następnego rozdziału .
RPG
Mika 123 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 04-07-17, 21:28   #31
 Hassan1
Kąsacz
 
Hassan1 awatar
 
Zarejestrowany: marzec 2017
Skąd: Mmz
Posty: 817
Domyślnie

1. Ee tam jest "materiału"
2. Poprawione
3. Źródełko jest tu w kontekście problemów z dilerem (Baal Isidro).
4. Liczyłem na modzie Edycja Rozszerzona, nie wiem, czy zgodne z rzeczywistością xD
5. Poprawione

Dzięki za pomoc
Jeśli chodzi o obóz to cóż - w Kolonii nic nie jest czarno-białe.
RPG
Hassan1 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 04-07-17, 23:13   #32
 Mika 123
Strażnik Miejski
 
Mika 123 awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2016
Skąd: Khorinis
Posty: 1 988
Domyślnie

Kurde, jakoś mi się przewidziało . Oczy spłatały mi figla, mam nadzieję, że to ostatni figiel na następne 50 lat .

Ale o ile dobrze wiem Baal Isidro ma całkiem sporo ziela, którego jeszcze się nie pozbył. Zabierał się za to dopiero po dowiedzeniu się, że Kagan na niego doniósł.

Ta, w ER była chyba poprawna liczba zbieraczy. W najnowszej wersji został dodany taki Mglisty, ale to chyba dawny bezimienny NPC ze zmienioną tożsamością. I bunt zbieraczy też inaczej przebiegał.

Powiedzmy sobie szczerze - nie tylko w Kolonii występują odcienie szarości. W zasadzie cały świat Gothica nie jest czarno-biały. Każda postać ma swoje motywy, ciekawą osobowość i historię. Taki Gomez na przykład. Niby napadł na Wolną Kopalnię, ale nie zrobiłby tego, gdyby nie upadek Starej. Jak kolwiek by to zabrzmiało .
RPG
Mika 123 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 05-07-17, 00:32   #33
 Hassan1
Kąsacz
 
Hassan1 awatar
 
Zarejestrowany: marzec 2017
Skąd: Mmz
Posty: 817
Domyślnie

Baal Isidro nie pozbył się ziela, bo chleje w tawernie. I dlatego smakosze ziela w Nowym Obozie mają problem ze zdobyciem towaru, a Kagan wkurza się, bo nie ma przez to klientów.

Właśnie dlatego uwielbiam Gothic. Unikatowość, charaktery postaci, fabuła i rewelacyjny klimat.
RPG
Hassan1 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 05-07-17, 00:37   #34
 Mika 123
Strażnik Miejski
 
Mika 123 awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2016
Skąd: Khorinis
Posty: 1 988
Domyślnie

No właśnie. Nie pozbył się go, oddał go dopiero bohaterowi, żeby ten sprzedał to za 400 bryłek.

Dokładnie ! Gothic jest niesamowity !
RPG
Mika 123 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 21-08-17, 12:10   #35
Majonez_Majesa
Chrząszcz
 
Zarejestrowany: czerwiec 2017
Skąd: Warszawa
Posty: 11
Domyślnie

Przeczytałem pierwszy rozdział i zapowiada się całkiem nieźle. Na pewno doczytam do końca .
RPG
Majonez_Majesa jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 23-08-17, 00:45   #36
 Hassan1
Kąsacz
 
Hassan1 awatar
 
Zarejestrowany: marzec 2017
Skąd: Mmz
Posty: 817
Domyślnie

Po dłuższej przerwie kolejny wymęczony rozdział. Chciałbym doprowadzić go już do którejś gildii, ale najpierw muszę przez to przebrnąć.

Rozdział 4 - Mordrag (cz.2/2)

Maszerując wąskim przejściem w stronę wejścia do obozu zastanawiałem się, czy nie za bardzo zalatuje mi tu Starym Obozem. Ale z drugiej strony Stary Obóz z zewnątrz prezentował się całkiem dobrze, ale potem zaczynało się czuć coraz większy smród, tak tu zalatywało stęchlizną od samego początku. Było tak, jak mówili zbieracze – gdy tylko skończyłem robotę, Lewus pożegnał mnie butelką ryżówki z zapowiedzeniem, że od dziś będę to robił codziennie. Jasne, trafiło mi się lepiej niż Rufusowi, ale do jasnej cholery, nie po to tu przyszedłem, żeby dać sobą pomiatać komuś, dla odmiany w niebieskim wdzianku.
Musiałem wyglądać fatalnie, ubrany w szmaty, z pełną butelką w ręce, bo jeden z Najemników pilnujących zabitego deskami przejścia z niewielką strażnicą, zastąpił mi drogę.
- Jesteś pewien, że chcesz przejść przez tę bramę? - zapytał. Głos miał dosc przyjemny i brzmiało w nim coś na kształt troski.
- A spróbujesz mnie powstrzymać?
- Nie, ale powinieneś wiedzieć, co cię tam czeka. Nie jesteś w Starym Obozie, ani wśród tych fanatyków.
- Więc czeka mnie tam coś innego?
- W Nowym Obozie każdy pracuje na siebie. Tutaj nie ma Cieni i Strażników, którzy pomogą ci w razie kłopotów.
- A tam są?
Najemnikowi drgnął kącik warg, lecz to sprawiło, że jego niemal dziecięca twarz przybrała na moment groźny wyraz, który przeczył całkowicie pierwszemu wrażeniu.
- Czym w takim razie zajmują się Najemnicy? - zapytałem
- Jesteśmy w służbie Magów Wody. Ochraniamy ich.
Jeden z Najemników, stojących w pobliżu podszedł do nas i wpadł mu w słowo. Był już dość stary, ale jego dłoń była większa od talerza i byłem pewien, że jakby chciał mógłby zgnieść moją głowę własnie tą jedną dłonią.
- Naszym głównym celem jest wyrwanie się z tego zapomnianego przez bogów miejsca. I wszyscy jesteśmy posłuszni Lee, a nie temu skurwielowi, chowającemu się w Zamku. Jednemu i drugiemu. Lee to wspaniały człowiek i dzięki niemu wkrótce będziemy na wolności. Wszyscy. Nawet te sukinsyny ze Starego Obozu i nawet ty, jeśli przeżyjesz dostatecznie długo.
- I w przeciwieństwie do Magnatów, nie żerujemy na niewolniczej pracy Kopaczy – wtrącił ten pierwszy.
- Wiem, Krety pracuja z własnej woli – przytaknąłem mu. - Czy nie potrzebujecie przypadkiem nowych ludzi?
- Naprawdę dobrych ludzi nigdy nie za wiele. Tylko dlaczego chciałbyś do nas dołączyć? Zapewne jesteś jeszcze żółtodziobem.
- Jestem, przyznaję. Ale, jakby to ująć? Urzekliście mnie tym planem.
Wielki Najemnik klepnął mnie po ojcowsku w plecy olbrzymią dłonią.
- Więc pracuj, chłopcze, to szyciej się stąd wydostaniemy.
Po tych słowach odszedł, zaś pierwszy oparł się o deski, obserwując mnie z założonymi rękami.
- Zapewne zdajesz sobie sprawę, że to nie takie łatwe?
Kiwnąłem głową.
- Domyślam się, ze czeka mnie coś w rodzaju drabiny społecznej.
- Można tak powiedzieć. Najemnicy trzymają się razem, znamy się na wylot i ufamy sobie. Nie możemy przyjmować kogoś, kogo nie znamy. Ale w zasadzie, lepiej będzie jeśli sam porozmawiasz z Lee. Kto wie, może mu się spodobasz. Tylko dzięki niemu ten cholerny obóz jeszcze się nie rozpadł i jeśli chciałbyś kiedyś być jednym z nas, musisz go poznać jak najwcześniej. Znajdź w obozie Lee i, w razie problemów powiedz mu, że Jarvis cię przysłał.
- W porządku. Dzięki za pomoc.
- Nie tak prędko. Ostrzegam cię, że doskonale wiem, że wszyscy nowi mają jeden cel w przybyciu do obozu. O tak, mają kilka zbieżnych, ale jeden jest zawsze, u każdego – chcą popatrzeć na ogromną hałdę rudy.
- Przyznaję, nie różnię się od nich.
- Popatrzeć możesz, ale jeśli spróbujesz zrobić coś więcej, magowie szybko zadbają, by nigdy nie odnaleziono twojego ciała. Mamy tu tyle rudy, że ten skurwiel na tronie oddałby za to własną żonę... gdyby żyła rzecz jasna.
- W ten sposób chcecie wysadzić barierę? To bezpieczne?
Jarvis wzruszył ramionami.
- Ja tego nie wiem, ale magowie twierdzą, że nie mamy się czego obawiać. Idź już i uważaj na siebie. Ruda przyciąga różne osoby i wręcz roi się tu od szumowin, które mają gdzieś ten obóz. Już byle zbieracze ryżu pilnowaliby go lepiej niż te cholerne szkodniki.
- Zapomniałeś o czymś, Jarvis! - krzyknął Najemnik stojący na strażnicy. - Chłopcze, z tego miejsca mam doskonałą pozycję strzelecką, a wierz mi, że niewiele moich bełtów nie dotarło do celu. Zapamiętaj trzy rzeczy: Pierwsza, że tylko magowie mogą się zbliżać do rudy. Drugie, zanim sie tam zbliżysz wykop sobie wygodny grób. Trzecie, nie pokazuj się w knajpie na jeziorze. Tak, ten, na którą właśnie patrzysz. To lokal Szkodników, a on nie lubią żółtodziobów. A teraz spadaj!
Po tym niezbyt miłym pożegnaniu skierowałem się do obozu, przechodząc po drodze przed tamę. W dole zbieracze wciąż w pocie czoła zbierali ryż, a ja według Lewusa należałem już do tej zbieraniny.
Nowy Obóz zbudowany był wewnątrz ogromnej jaskini. Dookoła, przy ścianach wykuto kilka poziomów, na których stały chaty, w większości wmurowane w skałę. Wiodły wokół jednego centralnego miejsca, którym był wielki dół w ziemi, zasłonięty niezwykle solidną i wąską kratą. Stałem na skraju, zafascynowany ilością połyskującej stamtąd rudy. Wokół kręciło się pełno Szkodników, ale nie zwracali na mnie najmniejszej uwagi.
- Niech błogosławieństwo Adanosa towarzyszy ci na każdym kroku twojej wędrówki.
Widocznie musiałem się nieco zagapić, gdyż nie zauważyłem jak podchodzi do mnie mag w niebieskiej szacie. Musiał to być mag, gdyż miał wyszyte na dole szaty coś jakby krople wody. Był to mężczyzna, niewiele starszy ode mnie, z czarną czupryną i skromnymi wąsami. Największą uwagę przyciągały jego oczy. Spokojne, lecz czujne.
- Witaj, magu – powiedziałem, odrywając wzrok od kopca.
- Nie widziałem cię wcześniej w obozie. Jestem Cronos, Strażnik Rudy. Jeśli potrzebujesz magicznych przedmiotów, lub zwojów, zgłoś się do mnie.
- Tak naprawdę, to chciałem tylko zobaczyć, jak wygląda ten kopiec, o którym wszyscy tak mówią.
- I co teraz sądzisz?
- Zastanawiam się, w jak sposób ruda może pokonać Barierę – powiedziałem, patrząc mu śmiało w oczy.
- Chcesz wiedzieć, jak tego dokonamy? To żadna tajemnica. Chcemy zgromadzić w jednym miejscu możliwie największą ilość magicznej rudy, a następnie odprawić rytuał, podczas którego uwolnimy w jednym momencie całą zgromadzoną w niej energię. A Bariera pryśnie jak mydlana bańka. Naturalnie, tak wielka ilość rudy przyciąga wielu oprychów... ale od tego są Najemnicy.
Cronos wydawał się uczciwym człowiekiem, ale pewna osoba powiedziała mi kiedyś, żeby magowi ufać tylko wtedy, gdy widzisz jego nieruchome zwłoki dłużej niż godzinę. Mimo to, zdecydowałem się.
- Jestem tu od kilku dni – wypaliłem, bacznie go obserwując. - Zanim mnie wrzucono, jakiś mag dał mi list do Arcymistrza Magów Ognia.
Przez ułamek sekundy spiąłem się, gotów do ucieczki. Nie wiem dlaczego, najwidoczniej już nabrałem odruchów przydatnych w Starym Obozie.
- My jesteśmy Magami Wody... - wyjaśnił powoli Cronos. - Magów Ognia znajdziesz...
- Wiem, gdzie ich znajdę – przerwałem mu niecierpliwie. - Chodzi o to, że nie chcą mnie do nich dopuścić.
- Cóż, co jakiś czas wysyłamy wiadomości do naszych braci w Starym Obozie. Ale przesyłki powierzamy wyłącznie ludziom Laresa. On od lat dba, by docierały nienaruszone. Spróbuj porozmawiać z Lee, lub z Laresem. A najlepiej z kazdym z nich.
- Dzięki za pomoc.
Cronos odszedł, a ja wciąż stałem nad kopcem, zastanawiając się, czy plan Magów Wody ma szansę powodzenia. Brzmi dość logicznie, ale słabo znałem się na magii. W każdym razie jest to kwestia drugorzędna. Tak jak powiedział Diego: najpierw zapewnić sobie pozycję, potem szukać drogi ucieczki.
Rozejrzałem się po obozie, obracając w dłoni pierścień Mordraga. Trzeba przyznać, że przykuwał wzrok. Był zrobiony ze srebrnego metalu, zdobiony czymś jakby błękitnymi płatkami z ciemnym oczkiem. Skoro już jestem w obozie, powinienem jak najszybciej odnaleźć Laresa. Tylko czy któryś w tych rębajłów będzie chciał mi w tym pomóc? Żałuję, że nie spytałem o to Cronosa lub Jarvisa.
No dobra, postanowiłem zacząć poszukiwanie od lewej strony, gdzie kręciło się znacznie więcej Szkodników. Niemal na wylocie zauważyłem jednego z członków Sekty, więc ten rejon ominąłem szerokim łukiem. W momencie, gdy wszedłem na drugi poziom, Szkodnicy zaczęli nagle zwracać na mnie uwagę. Kilku z nich, siedzących przy ognisku na trzecim poziomie patrzyło na mnie tak, że miałem ochotę zejść z ich pola widzenia możliwie jak najszybciej. Zaczepiłem faceta siedzącego na ławeczce przez jedną z chat, pytając o Laresa. Jako jedyny w okolicy był ubrany jak ja – to znaczy nie miał pancerza żadnej z gildii, więc wydawał mi się bliższy niż cala reszta.
- Laresa znajdziesz na ostatnim poziomie, ostatnia chata w tamta stronę – wskazał ręką. - Ale i tak nie pozwolą ci przejść, nie można ot tak sobie z nim rozmawiać. Ale zaraz zaraz... czy nie jesteś przypadkiem jednym ze zbieraczy? - zapytał podejrzliwie.
- Nie, nie jestem
- A to ciekawe. Wyglądasz jak żółtodziób, a wszystkie żółtodzioby, które przybywają do obozu zaczynają pracować na polu.
- Nie jestem i nie zamierzam nim być. Przyszedłem tu, żeby się spotkać z Laresem.
- O proszę. Zamierzasz dołączyć do Szkodników, co? - zakpił. - Nie przyjmie cię, jeśli nie będziesz mógł się nawet z nim zobaczyć. A może jednak zwiałeś z pól ryżowych, co? Chyba nie okłamujesz starego Homera, co nie?
- Dzięki za pomoc – powiedziałem chłodno, odwracając się.
- Zapytam Księcia o ciebie, pewnie powie mi coś ciekawego, co nie? Lubisz wymigiwać się od pracy, co nie?
Odszedłem bez słowa. Wdawanie się w dyskusje do tej pory nie przyniosło mi nic... w zasadzie milczenie też nie, ale to jest nieco bezpieczniejsze w obcym obozie. Pozwolę, by ten stary cap sam wymyślił sobie historyjkę powodu mojego spotkania z tym Laresem.
Raczej bez trudu trafiłem do odpowiedniego miejsca. Stało tu dwóch Szkodników, wyraźnie na warcie. Ledwie się zbliżyłem, a jeden z nich zatrzymał mnie, kładąc rękę na moim ramieniu.
- A dokąd to się wybieramy? - zaśpiewał. Był całkiem siwy, ale głos miał równie nieprzyjemny, co skrzek ścierwojada.
- A dokąd mogę pójść? - zapytałem, zrzucając jego rękę.
- Do Laresa – odparł, marszcząc brwi. Drugi tylko się przyglądał.
- Tak się składa, że chcę porozmawiać z Laresem.
- Ale Lares raczej nie będzie chciał rozmawiać z tobą.
- To już mój problem.
W tej chwili z ostatniej chaty na tym poziomie, której pilnowały Szkodniki, wyłonił się kolejny, znacznie od nich młodszy.
- Co ja słyszę, ktoś chce porozmawiać z Laresem?
- Przepuścisz mnie? - zapytałem.
- Och, oczywiście, tylko trzeba mieć ważny powód, by spotkać się z naszym szefem. Masz taki? Bo jeśli nie, możesz od razu stąd spieprzać.
- Przysyła mnie Mordrag.
Szkodnik, który do tej pory milczał, prychnął słysząc to imię.
- Mordrag już od dawna tu nie zagląda – powiedział ten najmłodszy. - Możliwe, że przeszedł na stronę Starego Obozu...
- Tylko że to on mnie do was przyprowadził.
- Mordrag wrócił? - Oczy mu błysnęły. - Jest w obozie?
- Tak. Dał mi coś dla Laresa.
- Co takiego?
- Pierścień.
- Założę się, że bardzo cenny. W takim razie możesz wejść. Grimb, pozwól mu przejść.
Szkodnik cofnął się o krok, przepuszczając mnie.
- Jak sobie chcesz. A to zabieram jako opłatę - dodał, wyrywając mi z ręki butelkę z ryżówką.

Pozwolili mi wejść do chaty. Lares był w środku. Był to niewiele starszy ode mnie facet. Wysoki i dość dobrze zbudowany, z gęstą czarną czupryną i niedbałym kilkudniowym zarostem. Siedział na prostym łóżku z desek, wpatrując się w butelkę z czerwonym płynem stojącą na stole pod ścianą. Na mój widok wstał.
- Więc Mordrag wrócił – powiedział na wstępie. - I przyprowadził ciebie, zamiast stawić się osobiście. Jestem przywódcą tej zapchlonej bandy. Dlaczego mnie szukałeś?
- Mam dla ciebie pierścień od Mordraga.
Oddałem mu pierścień, z delikatnym ukłuciem żalu. Lares przyjrzał mu się uważnie, po czym uśmiechnął się lekko.
- Widzisz, to taki stary zwyczaj... Część łupu przekazuje się szefowi bandy. Ładna błyskotka. Roscoe!
Do środka zajrzał znów młody Szkodnik.
- Przyprowadź mi natychmiast Mordraga. Jak go znam, jest teraz w knajpie.
Roscoe zniknął bez słowa, ja natomiast stałem, gapiąc się na Lares i niespecjalnie wiedząc co powiedzieć.
- Co mam zrobić, by móc się do was przyłączyć? - zapytałem po kilku minutach milczenia.
- Bardzo wiele. Póki co niczym nie pokazałeś, że mógłbyś być dla nas przydatny. Widzisz, przyszedłeś tu prosto ze Starego Obozu. A chyba zdajesz sobie sprawę, że nasze relacje są nieco napięte?
- Delikatnie mówiąc.
- No właśnie. Ale Mordrag ci zaufał. Poznałeś kogoś w Starym Obozie?
- Kilku Cieni, paru Kopaczy. I Thorusa.
- Thorusa?
- Kazał mi się pozbyć Mordraga.
- Sprytne – przyznał Lares, jakby z nutą uznania. - Zamiast go likwidować, pozbyłeś się go z obozu dostarczając do nas. Dobry wybór.
Właśnie w progu pojawił się Mordrag we własnej osobie. Nie okazał zdziwienia na moj widok.
- Nie sądziłem, że tak prędko znów się spotkamy – zwrócił się do mnie. - Nie dałeś mi nawet porządnie się urżnąć. Szmat czasu, Laresie.
- Mordrag, ty cwany sukinsynu. Błyskotką nie naprawisz urwania kontaktu.
- Robiło się już gorąco, nie miałem jak wysyłać wiadomości, interes zbyt dobrze prosperował, by się zmywać – wzruszył ramionami.
- Przygotujesz mi szczegółowy raport. Mam dla ciebie zadanie.
- Co? Przecież dopiero wróciłem.
- Ze Starego Obozu. Kiedy ostatni raz zrobiłeś tu coś pożytecznego? Więc się zamknij. On ci pomoże – wskazał na mnie.
- W czym? - zapytałem natychmiast.
Lares nalał sobie nieco wina do kubka i opróżnił go jednym łykiem.
- Udacie się do naszej kopalnii. Mamy kreta. - Zaśmiał się z przypadkowego dowcipu, lecz nikt mu nie zawtórował. - Znajdziecie go i zrobicie porządek. Lecz nie od razu, najpierw ustalicie jego kontakty.
Mordrag westchnął ciężko.
- To długa i żmudna praca.
- Tak ci się tylko wydaje, ale wiemy już kto to może być. Tu chodzi głównie o ustalenie kontaktów. Mordrag, jak szybko zaczniesz węszyć, szybko skończysz. Żółtodziób pójdzie z tobą, jego nikt nie zna, może pytać o więcej niż ty. Zrozumiano?
Kiwnąłem głową. Jeśli przez bycie szpiegiem mogłem poznać lepiej Wolną Kopalnię i zaplusować u Szkodników to chyba było warto. Mordrag wciąż skrzywiony zwrócił się do Laresa.
- Raport osobisty?
- Wyłącznie. Zgłoś się do Okyla, on wprowadzi cię w szczegóły. I wracajcie szybko. Czas nas goni.

Ostatnio edytowane przez Hassan1 : 23-08-17 o 08:29.
RPG
Hassan1 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Odpowiedz


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni post / autor
Powieść Gothic Hassan1 Dyskusja 17 24-02-18 12:39
Gothic Edycja Rozszerzona Asayer Pomoc techniczna 2 20-07-15 10:08
Powieść Gothic! Eru Iluvatar WIP 14 23-09-13 22:28
gothic 3 edycjia rozszerzona. charlie120 Pomoc Techniczna [G3] 0 16-07-11 22:03
Gothic 3 edycja rozszerzona slawek_46b Pomoc Techniczna [G3] 4 26-12-10 12:11


Powered by vBulletin® Version 3.6.7
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.