Wróć   Forum Gothic - ArcaniA: Gothic 4 > Inne > Art & Story Forum > WIP
Przeładuj stronę Rozszerzona powieść Gothic, by Hassan

Odpowiedz
Narzędzia wątku Wygląd
Nieprzeczytane 19-04-17, 22:24   #13
 Hassan1
Kąsacz
 
Hassan1 awatar
 
Zarejestrowany: marzec 2017
Skąd: Mmz
Posty: 760
Domyślnie

Ktore momenty masz na mysli?
Niestety, jeszcze przez kilka rozdzialow bedzie trwalo wprowadzenie, zapoznanie z ludźmi, obozami i Kolonią, wiec porządne rozwinięcie akcji będzie musialo nieco zaczekać
RPG
Hassan1 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 19-04-17, 23:12   #14
 Mika 123
Strażnik Miejski
 
Mika 123 awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2016
Skąd: Khorinis
Posty: 1 907
Domyślnie

No nie wiem, że ta sytuacja z kuźnią, ale zaznaczyłem, że to tylko może być moje prywatne odczucie. Może jest to spowodowane kwasem jaki miałem w domu czytając tę scenę. Ogólnie mówiąc była napięta atmosfera, więc może dla tego czułem taką monotonnię i nie było to spowodowane lekturą Tak czy inaczej, nieźle się zapowiada
RPG
Mika 123 jest teraz online  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 19-04-17, 23:44   #15
 Hassan1
Kąsacz
 
Hassan1 awatar
 
Zarejestrowany: marzec 2017
Skąd: Mmz
Posty: 760
Domyślnie

Dzięki, przeanalizuję to raz jeszcze
RPG
Hassan1 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 30-04-17, 12:55   #16
 Hassan1
Kąsacz
 
Hassan1 awatar
 
Zarejestrowany: marzec 2017
Skąd: Mmz
Posty: 760
Domyślnie

Rozdział 3 - Realia (cz. 1)



Pieprzona pogoda. Dobre kilka godzin tej nocy poświęciłem na łatanie dziury w tym cholernym dachu, który sam był jedną wielką dziurą, bo strzecha, którą był pokryty prześwitywała minimum w kilkunastu miejscach. Większość nocy padał deszcz, i to tak intensywnie, że nie mogłem zwlekać z naprawą.
Rano słońce świeciło na tyle mocno, że dało się wyjść z chaty nie brocząc po łydki w błocie. Korzystając z pogody i wczorajszego sukcesu postanowiłem spędzić ten poranek na zapoznaniu się z moją nową bronią.
Wyszedłem przed chatę, gdzie było dość sporo w miarę równego terenu i wykonałem kilka prowizorycznych cięć. Huno zrobił dobrą robotę, miecz był bardzo dobrze wyważony, choć może nieco przykrótki jak na mój gust. Od dawna, od bardzo dawna nie miałem w ręku dobrego miecza i po kilku minutach cieszyłem się jak dziecko. Zawsze lubiłem broń, zwłaszcza duże miecze, choć nie miałem zbyt często okazji by jej użyć. Nie przeszkadzało mi to jednak trenować. Ktoś mi kiedyś powiedział, że mam do tego talent, ale ja wtedy tylko wzruszyłem ramionami. Pamiętam to doskonale. Nie przypuszczałem, że będzie mi potrzebna i to tak bardzo jak obecnie.
Po przypomnieniu sobie kilku ruchów i zaznajomieniu się z ciężarem miecza, mój mózg automatycznie przeszedł w stan hibernacji. Dawniej tak miałem dość często. Umysł odpływał, zaś ciało wykonywało swoją pracę odruchowo, jak zaprogramowana maszyna.
Pogrążyłem się w rozmyślaniach. Pierwszą rzeczą, jaka wypłynęła na powierzchnię mojej świadomości był list do Arcymistrza Magów Ognia. Do tej pory nieustannie nosiłem go ze sobą, schowanego głęboko w wewnętrznej kieszeni na koszulce. Sprawdzałem, czy wciąż tam jest średnio co kilkadziesiąt minut. Fakt, że list był nienaruszony i zupełnie suchy po tym jak zrzucono mnie do jeziorka, jak również po przepłynięciu rzeki, podczas ucieczki przed cieniostworem, świadczył o tym, że papier był spowity magią, utrudniającą jego zniszczenie. Musiała to być więc bardzo ważna wiadomość.
Nie ma co zaprzeczać, bardzo mnie kusiło by ją otworzyć i przeczytać. Podejrzewałem jednak, że za otwarty list magowie mogą w najlepszym wypadku pozbawić mnie nagrody, na której w końcu mi zależało. Inna sprawa, że list mógł mieć magiczne zabezpieczenia przed niepożądanym okiem.
Pomyliłem się i niemal przeciąłem sobie udo. Muszę bardziej uważać. Powinienem chyba zwalczyć ten odruch, to dość nierozsądne, zdawać się jedynie na instynkt podczas walki. Z drugiej strony do tej pory, podczas treningów w ten sposób szło mi o wiele lepiej.
Rozsądek. Jak można być rozsądnym przebywając w miejscu takim jak to? Do tej pory niemal wszystko co robiłem było nierozsądne. Zignorowanie ostrzeżenia Rathforda przed wchodzeniem do lasu. Narażenie się Bloodwynowi. Przyjęcie misji od Thorusa...
Cholera, aż się zaśmiałem. Kilku Kopaczy przechodzących nieopodal spojrzało na mnie dziwnie, jakby śmiech był czymś abstrakcyjnym w tym obozie. Ale nie mogłem się powstrzymać. Wyglądało na to, że odkąd zostałem zrzucony popełniłem już kilka błędów, które powinny mnie kosztować życie, a ja wciąż mam się nieźle. Widocznie miałem szczęście. Będzie dobrze. Przeżyję.
Po kolejnej serii płaskich cięć i dźgnięciu po półobrocie mój dobry humor nagle znikł. Przypomniałem sobie o jeszcze jednej rzeczy. Opuściłem broń i włożyłem ręce do kieszeni, spodziewając się co tam znajdę. Oczywiście, z początku nic, ale po chwili w każdej z nich natrafiłem palcem na niewielką dziurkę. W sam raz by bryłki rudy mogły niezauważalnie, pojedynczo opuścić moją kieszeń. W toku wydarzeń kompletnie zapomniałem o bryłkach, którymi napełniłem kieszenie w okolicach Opuszczonej Kopalni. Cholera, było tego ze trzydzieści sztuk! A pomyśleć, że miałbym już na opłacenie Draxa lub Scatty'ego...
Zaszedłem za daleko, niemal aż na skraj areny. Cofnąłem się i po krótkim zastanowieniu przełożyłem rękojeść do lewej ręki. Nie był to dobry pomysł. Kiedyś próbowałem wypracować u siebie oburęczność, ale rezultaty były bardzo słabe. Będę musiał nad tym pomyśleć, taka umiejętność daje w walce dużą przewagę.
Po godzinie takich ćwiczeń byłem już dość dobrze oswojony z nową bronią. Ręka pobolewała mnie z braku treningów, tak więc zrobiłem sobie przerwę. Oparłem się o płotek na skraju areny i rozglądałem po obozie. Na dole Scatty sortował monety przed swoją chatą. Kilkanaście metrów dalej jakiś Cień próbował przybić jedną z desek tworzących ścianę chaty z powrotem na miejsce. Obok Kharim czyścił buty w kałuży. Gor Hanisa nie dostrzegłem, za to był inny wojownik. Jako że miał na sobie strój Cienia, domyśliłem się, że ten facet o ciemnej karnacji to Kirgo, trzeci zwycięzca ostatnich walk. Zastanawiałem się, którego z nich powinienem wyzwać na pojedynek, żeby zaimponować Scatty'emu.
Przeniosłem wzrok na górę. Fletchera nie było widać na jego zwykłym miejscu, za to w pobliżu stało stało kilku Cieni, rozmawiających ze sobą, żwawo gestykulując. W pewnej chwili zza sąsiednich chat wyskoczył młody facet ubrany jedynie w spodnie Kopacza, a tuż za nim kolejnych dwóch. Ci ostatni mieli w rękach kilofy.
Rozpoznałem tego pierwszego. To Fannick, którego poznałem na statku. Był jednym z pierwszych, których tu wrzucili. Była to jedyna osoba z transportu, z którą zamieniłem kilka słów podczas podróży.
Fannick przebiegł bardzo blisko mnie, zamierzając wskoczyć na najbliższe chaty. Jego oprawcy skoczyli zaraz za nim, jeden za drugim. Jeszcze bliżej mnie. Tak blisko, że jeden musnął mnie ramieniem.
Nie wiem czy zrobiłem to kierując się sentymentem, poczuciem jakiegoś obowiązku, czy przyzwoitości, czy też po prostu był to zwykły przypadek. Pierwszy ze ścigających zahaczył butem o moją piętę i poleciał wprzód na łeb na szyję. Drugi wpadł na kompana i w mniej niż sekundę obaj leżeli na ziemi.
Spodziewałem się, że Fannick ucieknie, lecz on, widząc to natychmiast zawrócił, wyciągając z cholewy buta zakrzywiony nóż. W pełnym szału milczeniu skoczył na leżących i pierwszemu, precyzyjnym uderzeniem wsadził ostrze w oko. Drugi zdążył wyszarpnąć się i uderzył Fannicka płazem kilofa, odrzucając do tyłu. Wziął potężny zamach, by wbić go w przeciwnika, a ja zamarłem, zdając sobie sprawę, że przez swoją głupotę zmarnował szansę na ucieczkę.
Jednak w tym momencie kilof upadł na ziemię, a facet runął na ciało swojego towarzysza. Z nosa wystawała mu końcówka bełtu.
Strażnik pojawił się nagle na dachu jednej z chat. W rękach trzymał wielką kuszę z jasnego drewna. Po upewnieniu się, że strzał był celny, opuścił ją i odszedł, znikając nam z oczu.
- Ruszaj się, nie możemy tu teraz zostać!
Nikogo innego nie było w pobliżu, więc nie miałem wątpliwości do kogo mówi. Wyciągnął nóż z głowy trupa i otarł o ziemię.
- Ruchy!
W kilku susach zniknął za chatami, a ja podążyłem za nim, wsuwając miecz za pasek.
- Nie spodziewałem się, że cię tu znajdę – powiedział, gdy tylko się z nim zrównałem.
- Ja ciebie też. Do tej pory spotkałem tylko jedną osobę z naszego transportu.
- Grima? Daj sobie z nim spokój. Pozostali są albo w kopalni, bo dali się skusić Gamalowi, albo też przeszli do innych obozów. Nie wiem czy żyją i nie obchodzi mnie to. Zachowuj się normalnie.
Byliśmy już przy południowej bramie. Strażnicy nie zwrócili na nas uwagi, gdy ich minęliśmy. Skręciliśmy w lewo, wydeptana ścieżka prowadziła wzdłuż murów. Ledwie znaleźliśmy się poza zasięgiem słuchu, odezwałem się:
- Wyjaśnij mi, o co tu do cholery chodzi.
- Miałem utarczkę z jednym ze Strażników. Nie zapłaciłem mu bryłek za ochronę jako jedynemu. Wkurzył się i nasłał na mnie tamtych by się mnie pozbyć.
- Ale dlaczego po prostu nie uciekłeś?
Fannick nie patrzył na mnie. Szedł przed siebie pewnym krokiem, ze wzrokiem cały czas skierowanym daleko przed siebie. Był dobrze zbudowanym facetem koło trzydziestki. Odkąd trafił do Kolonii zapuścił brodę.
- A kto ci powiedział, że uciekałem? - zapytał wyzywająco.
- Wyglądało to dość jednoznacznie.
- Wszystko miałem przemyślane. Ty tylko pomogłeś mi w tym co i tak miałem zrobić. Dlatego musieliśmy stamtąd wiać. Jakby któryś Strażnik nas zobaczył obok ciał, nie wyszlibyśmy z tego cało.
- A co z tym z kuszą? To jeden z tych, których opłaciłeś?
- Tak, to Szakal. Pilnuje rejonu przy południowej bramie i fragment przy targowisku. Tamci nie wiedzieli, że dziś wyjątkowo zastępuje też Fletchera, więc pognali za mną do jego rewiru. Mogli mieć opłaconych wszystkich Strażników, ale Szakal nie lubi zamieszania. Zwłaszcza na zastępstwie.
- Zaraz, więc tym, któremu podpadłeś jest Bloodwyn?
Skrzywił się.
- Zgadza się. Większego sukinsyna nie widziała chyba cała ta przeklęta Kolonia. Już raz próbował mnie zabić przed takiego jednego rudzielca, ale gdy to ja jego zabiłem, postanowił zatrudnić tę dwójkę. Nie mam po co pokazywać się na targowisku.
- Wygląda na to, że będzie mnie czekać to samo.
- Też mu nie zapłaciłeś? No to uważaj na to z kim rozmawiasz, gdzie śpisz i co jesz. A zwłaszcza gdzie i z kim idziesz. Bloodwyn to cwany lis.
W tym momencie pomyślałem o facecie, który zaatakował mnie w nocy i nagle nabrałem pewności kto za tym stoi. Unikanie targowiska na wiele się nie zda, jeśli nie zapłaciłem nikomu innemu za ochronę. Dobry nastrój już całkiem się ze mnie ulotnił, zaczynałem czuć coraz większy niepokój.
- Jak sobie radzisz? - zapytałem. Okrążyliśmy obóz i szliśmy teraz wzdłuż rzeki. Zwolniliśmy też kroku, nie było sensu pokazywać się tam póki nie sprzątną ciał.
- Dołączyłem do myśliwych – odpowiedział. - I gdy w końcu chciałem sprzedać skóry w obozie, podszedł Bloodwyn i zażądał opłaty za ochronę, plus prowizja od sprzedaży. I tak mój plan runął, a Strażnicy zarekwirowali mi skóry. Ale teraz wiem co zrobię. Dostanę się do zamku. Zostanę Strażnikiem i zabiję tego skurwiela. I to nie od razu, o nie... Będzie wiedział kto go zabija i co najważniejsze - będzie to czuł.
- Naprawdę go nienawidzisz, co?
- Spędziłem tu już dość sporo czasu. Nie spotkałem nikogo, kto by go nie nienawidził. Nie licząc innych Strażników, bo z nimi raczej nie rozmawiam. Tylko że każdy z tych tchórzy za bardzo martwi się o swoją dupę, żeby coś z tym zrobić. Ale ja tego dokonam, w przeciwieństwie do nich. Najpierw muszę się jednak dostać na zamek.
- Chcesz zostać Cieniem?
- Nie, zostaw to dla siebie, nie zamierzam nikomu wchodzić w tyłek. No co się gapisz, widziałem jak uwijasz się po obozie, podlizując Cieniom.
Zdenerwowało mnie to, ale powstrzymałem się od komentarza.
- W takim razie jak chcesz dostać się do zamku?
- Znajdę sposób. I możesz być pewny, że zrobię to szybciej, niż ty będąc Cieniem.
- O ile do tego czasu nie dasz się zabić zabójcom.
- Odkąd tu trafiłem śpię z jednym okiem otwartym.
Minęliśmy samotne drzewo, pod którym w pobliżu murów obozu siedziało dwóch Kopaczy, przyglądając się nam od jakiegoś czasu. Fannickowi chyba to się nie spodobało, bo natychmiast doskoczył do nich, najbliższego złapał za fraki i przycisnął do drzewa.
- Co tu robisz?! - zagrzmiał.
- Fannick, uspokój się – powiedziałem, widząc ich przerażone miny.
- Co tu robicie?! - ryknął mu prosto w twarz, na tyle głośno, że grupka ścierwojadów przy rzece kawałek dalej obejrzała się na nas.
- Czekamy tylko na przyjaciela, który jest w obozie! - zawołał przestraszony Kopacz. - Nie chcemy pokazywać się wewnątrz bez ochrony, a on ma nam załatwić rudę!
Fannick odepchnął go i odszedł. Skierowaliśmy się dalej, ku bramie.
- A ty co, masz manię prześladowczą? - zapytałem, zaskoczony tym wybuchem. Niby nie wyglądał na agresywną osobę, ale z drugiej strony przecież wcale go nie znałem.
- Nie widziałeś ich? - warknął. - Kłamał jak z nut! Mówię ci, znam takich jak oni na wylot. Uważaj właśnie na takich, takie małe, zdradliwe sukinsyny są gorsze niż wszyscy Strażnicy w Obozie...
Zacząłem utwierdzać się w przekonaniu, że mu po prostu odbija. Gdy znaleźliśmy się niemal pod bramą, zamierzałem skręcić, lecz on poszedł prosto.
- Nie wracasz do obozu?
- Nie mam tam póki co czego szukać. Wkrótce się spotkamy na zamku.
- Będę tam na ciebie czekał. Fannick? - Zatrzymał się, ale nie odwrócił. - Wiesz, że masz u mnie dług?
- Spieprzaj.
Uśmiechnąłem się pod nosem i wszedłem do obozu. Strażnikiem był Sven, chyba mnie pamiętał, bo nawet spojrzał na mnie jakoś tak mniej nieprzyjemnie.
W środku, w pobliżu bramy było dość tłoczno. Zdecydowaną większość stanowili Kopacze, lecz było też całkiem sporo Cieni i Strażników. Jakoś udało mi się dopchać pod bramę zamku, gdzie Thorus bardzo sprawnie przywoływał wszystkich do porządku. Wokół niego był pusty krąg na dobre dwa metry i nikt nie chciał się nawet do niego zbliżyć. Zdążyłem zauważyć, że na drewnianym podeście, po prawej stronie od bramy zamku stoi grupka ludzi. Byli bardzo dziwnie ubrani, każdy z nich miał wplątane we włosy trzciny, gałązki i wieńce. W dodatku każdy trzymał jakiś instrument: kobzę, mandolinę, flet, harfę i tamburyn. Pośrodku stała kobieta w czarnej masce. Jej strój odkrywał znacznie więcej niż nogi i ramiona. Była najwyższa z nich wszystkich i jako jedyna nie miała instrumentu.
Poczułem jak ktoś klepie mnie w ramię.
- Stary, to In Extremo!
- Co takiego?
- To jedyna grupa muzyczna pod Barierą! Koncertują po całej Kolonii! Słyszałem, że wczoraj grali na zamku, dla Gomeza i Magów, a dziś zagrają też dla nas!
- A sądząc po jej wyglądzie, potem dała osobisty koncert Gomezowi w jego komnacie – wtrącił półgłosem ktoś za naszymi plecami. Odwróciłem się i zobaczyłem Mordraga we własnej osobie. Stał z założonymi rękami, obserwując sceptycznie scenę.
In Extremo zaczęli grać, a widownia głośno krzyczała. Słychać było też gwizdy. Nie sposób było stwierdzić czy z powodu muzyki, czy bardziej dla półnagiej wokalistki, która właśnie rozpoczęła zwrotkę. Nie miałem pojęcia w jakim języku śpiewa, ale wystarczyło mi to, by dość szybko poczuć, że to nie dla mnie. Mimo wszystko usłyszenie muzyki w miejscu takim jak Kolonia Więzienna wprawiało w mistyczny stan nawet mnie. Było to przyjemne uczucie. Nie dziwiłem się już, czemu niemal cały obóz zebrał się pod sceną. Usłyszeć coś choćby na kształt muzyki to tak jakby przez chwilę, przez te minuty koncertu poczuć się prawie jak wolny człowiek.
Grim wciąż stał za mną i podczas drugiej piosenki poczułem jak ponownie klepie mnie w ramię.
- Chodź ze mną na chwilę! - krzyknął mi do ucha.
Przepchnęliśmy się przez tłum, gdzieś bliżej chat. Wśród widowni dostrzegłem Gravo, Grahama i Baal Parveza, który stał na ugiętych nogach i z dziwnym uśmiechem patrzył się nieco na lewo od sceny. Widocznie dziś wypalił już zdecydowanie za dużo ziela. Dość blisko nas stał Diego, najwyraźniej zauroczony muzyką.
- Mam dla ciebie dobrą propozycję – zaczął wyraźnie podekscytowany Grim.
- Chyba poznałem już te twoje dobre propozycje - westchnąłem. - Ale zamieniam się w słuch.
Grim nie dał się speszyć i natychmiast zaczął opowiadać z dużym przejęciem.
- Na zewnątrz obozu stoi dwóch facetów. Jeden z nich ukradł coś cennego Magnatom. To znaczy Gomezowi i jego najbliższym ludziom. Oni zlecili zadanie odzyskania amuletu właśnie mnie! A ty mi pomożesz!
- Co takiego ukradli?
- Amulet. Podobno bardzo cenny dla samego Gomeza! Przybył wraz z transportem ze świata zewnętrznego, ale nigdy tu nie dotarł.
Czyli co, wygląda na to, że Fannick miał rację? Złodzieje, tak to ma sens. Ale coś nadal mi tu nie pasowało: Dlaczego siedzą tak blisko obozu?
- Pomyśl - podniecał się dalej Grim. - Gdy tylko oddam amulet Magnatom, powiem, że mi pomogłeś, a wtedy szybko awansujesz! Musimy tylko obić im mordy i zabrać amulet. Sam bym nie dał rady, ale jeśli zaatakujemy ich razem, powinno nam się udać.
- Taak, doprawdy? A co z nagrodą?
Grim wyraźnie się zmieszał.
- Jest przewidziana nagroda, ale...
- Zapomnij o tym. Albo dzielimy się po połowie, albo radź sobie sam.
- W porządku, nagrody za takie zadanie wystarczy dla nas dwóch! I wkrótce obaj będziemy na zamku!
- No dobra, wchodzę w to.
- Świetnie! Ruszajmy teraz, póki wszyscy słuchają występu.
Coś mi nie pasowało w tej historii. Grim dał mi się poznać jako raczej tchórz, a teraz nagle pcha się w walkę ze złodziejami. Chociaż to perspektywa nagrody mogła tak go do tego zachęcić. Nie dziwiło mnie, że Magnaci sami się takiego zadania nie podejmą, ale żeby zamiast Strażnika, albo nawet Cienia zlecić to przeciętnemu żółtodziobowi?
Wyszliśmy z obozu, będąc obserwowani przez Svena. Z każdym krokiem odgłosy muzyki stawały się cichsze, a ja coraz bardziej wracałem do rzeczywistości.

Ostatnio edytowane przez Hassan1 : 30-04-17 o 18:54.
RPG
Hassan1 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 30-04-17, 17:38   #17
 Mika 123
Strażnik Miejski
 
Mika 123 awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2016
Skąd: Khorinis
Posty: 1 907
Domyślnie

Jak zwykle niezły rozdział i teraz mimo, że wiem co się stanie na początku następnego rozdziału to jestem ciekawy co dalej. Czy bohater oszczędzi Grima, czy może go zabije... Wyłapałem dwie literówki, w tym:

Cytat:
Uważaj właśnie na takich, takie male, zdradliwe sukinsyny są gorsze niż wszyscy Strażnicy w Obozie...
... a drugiej nie pamiętam
RPG
Mika 123 jest teraz online  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 30-04-17, 17:59   #18
 Ancoron
Ma admina
 
Ancoron awatar
 
Zarejestrowany: styczeń 2016
Posty: 7 397
Domyślnie

Cytat:
jak również po przepłynięciu rzeki podczas ucieczki przed cieniostworem świadczył o tym
Przeczytaj to na jednym wdechu. Noc o? Brak przecinków oznacza, że bez najmniejszej przerwy wypada to czytać :P. "Podczas ucieczki przed cieniostworem" Jak na moje oko to wtrącenie jest .
Cytat:
wiadomość.
Nie ma co zaprzeczać, bardzo mnie kusiło by go otworzyć i przeczytać.
'Wiadomość' z premedytacją skopiowałem, bowiem wraz z użyciem stała się ona podmiotem domyślnym w kolejnym zdaniu, toteż 'go' nie pasuje pod względem rozdzaju :P.
Cytat:
krokiem odgłosy muzyki stawały się cichsze, a ja coraz bardziej wracałem do rzeczywistości, czując przyjemnie wzbierającą się we mnie adrenalinę...
To drugie się jest zupełnie zbędne i niefajnie wygląda. Wywal je.
Ogółem postacie są nieco zbyt płytkie jak na me oko, jedyna nieco charakterystyczna to ten Fannick, znalazł się archetyp i wzorzec postępowania. Wszelkim innym personom brak psychologicznej motywacji. Głównej postaci także, a przez kopiowanie dialogów z gry traci jeszcze autentyczność, gdy możesz dobrać lepsze słowa, a sens zachować (rozmowa z Grimem).
Nieco nie pasuje mi ten koncert In Extremo. To kolonia karna, pełna napalonych mężczyzn, którzy od dawna nie mieli kontaktu z kobietą, a tu przed nimi paraduje jedna niemal naga, a oni nic? Co innego, gdybyś wokół sceny postawił straż pod mieczem, o takim Thorusie przy bramie łatwo zapomnieć. A zakładam, że zespół należy do Gomeza, w końcu samotnie nie przetrwaliby długo.
RPG
Ancoron jest teraz online  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 30-04-17, 18:51   #19
 Hassan1
Kąsacz
 
Hassan1 awatar
 
Zarejestrowany: marzec 2017
Skąd: Mmz
Posty: 760
Domyślnie

Poprawiłem co wydawało mi się słuszne. Faktycznie, ta adrenalina trochę bez sensu jest.
Fannick wydaje się być mniej płytki, bo bohater jako tako go zna. Póki co widać u niego tylko wyraźny cel, nic więcej, więc też nie jest jakoś zbyt mocno nakreślony. Jako że jest to narracja pierwszoosobowa, mnie mogę wyskoczyć z tyłka ze zgłębianiem pobocznych postaci. Musi to się dziać wraz z poznawaniem tych postawi przez samego bohatera, to jego pogląd się kształtuje. To jego trzeci dzień w Kolonii, ledwie rozmawiał z paroma osobami i skupia się na tym by przeżyć. Tak więc "płytkość" jest tu po prostu brakiem lepszego poznania.

Co do In Extremo... Byli w oryginalnej wersji gry, poza tym mam pewien plan z nimi związany, więc zdecydowałem się ich umieścić. Jeśli chodzi o kobietę... To trochę punkt widzenia obecnych feministek, sprowadzanie facetów do napalonych samców, nie potrafiących utrzymać ptaka na uwięzi.

Wiadomo wszem i wobec, że wszystkie kobiety należą do Gomeza i Magnatów. W takiem kolejności. W pierwszym rozdziale było ukazane co się dzieje, gdy ktoś zbyt nachalnie patrzy się na Gomeza i co się z nim wtedy staje.
RPG
Hassan1 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 16-05-17, 13:06   #20
 Hassan1
Kąsacz
 
Hassan1 awatar
 
Zarejestrowany: marzec 2017
Skąd: Mmz
Posty: 760
Domyślnie

Rozdział 3 - Realia (cz.2)

- Nie wyciągaj broni – powiedział Grim, gdy dzieliło nas ledwie kilkanaście kroków. - Jeśli zauważą, że chcemy ich zaatakować, mogą nas zaskoczyć. Spróbujemy podejść, zagadać, a dopiero potem sprać ich porządnie. Zgoda?
Kiwnąłem głową. Dwójka złodziejskich Kopaczy znajdowała się w tym samym miejscu co jakiś czas temu. Rozpalili niewielkie ognisko z którego unosił się podejrzanie gęsty dym. Wiatr zanosił go prosto ku małemu stadku ścierwojadów nad brzegiem rzeki, wyraźnie je denerwując. Nie miałem pojęcia co mogli tam palić, ale coraz bardziej czułem smród tego dymu.
Grim szedł pierwszy, zaś Kopacze obserwowali nas dość niepewnie odkąd weszliśmy w zasięg słuchu. Domyślałem się, że nie mają pewności co do moich intencji po napaści Fannicka.
To już za chwilę. Byliśmy o dziesięć metrów o nich. Teraz już pięć. Zacisnąłem kilka razy palce, by przygotować je na spotkanie z twarzami tamtych. Podejrzewałem, ze Grim zaraz rzuci się na tego z prawej, którego miał wygodniej zaatakować. Skupiłem się na drugim, a nasze oczy spotkały się. Grim zatrzymał się, dzieliło nas od rozstrzygnięcia zaledwie kilka sekund, a oni wciąż zachowywali niewzruszoną powagę...
- I o to jesteśmy – odezwał się Grim, głosem niższym i poważniejszym niż dotychczas. Pozbawionym całej dotychczasowej ekscytacji.
Coś mi tu nie pasowało. Dlaczego wciąż stoi jak słup? Dlaczego... zaraz, czy jeden z nich właśnie się nie uśmiechnął?
O kur...
- Jesteśmy tu – powtórzył Grim, odwracając się ku mnie.
Nagle, w jednej chwili przekląłem w myślach całą swoją głupotę i naiwność, jednocześnie doświadczając porażającego uczucia paniki. Nagle, w ułamku sekundy wszystkie odpowiedzi pojawiły się w mojej głowie. Dlaczego Grim był ostatnio tak przygaszony. Dlaczego tak ochoczo doradzał mi zapłacenie za ochronę. Dlaczego z początku próbował nawiązać dobre relacje a potem przestał sie odzywać. Przeszła mi przez głowę myśl, że ten cieniostwór paradoksalnie uratował mi życie.
Tylko co z tego, skoro przez swoją głupotę zaraz mogę je stracić?
- Daleko od twojego kumpla, Diego – powiedział cicho. Dwóch domniemanych złodziei wstało i rozdzielili się, próbując wraz z Grimem zamknąć mnie w trójkącie.
Fannick ostrzegał mnie. Jasna cholera.
Grim wyciągnął zza pasa swoją poobdrapywaną maczugę. Jego towarzysze również wyciągnęli broń, jeden z nich miał zwykłą lagę, zaś drugi pordzewiały miecz, bardzo podobny do tego, który teraz spoczywał w mojej chacie jako skobel.
- Mam ci przekazać pozdrowienia od Bloodwyna.
Rzucili się na mnie jednocześnie. Grim celował w głowę, pozostałych widziałem tylko kątem oka. Sukinsyny chcą mnie zabić! Nie miałem czasu na myślenie, uciekłem długim susem w jedyną możliwą stronę. Prosto w ognisko.
Odbiłem się, parząc sobie stopę i wylądowałem po drugiej stronie. Natychmiast wykonałem szybki obrót już i tak nieco poparzoną nogą posłałem w ich stronę to coś, co smażyło się w ogniu. Skry sypnęły na dwa metry w górę, Grim wrzasnął, łapiąc się za oczy.
Miałem tylko jedną, jedyną przewagę i wiedziałem, że jeśli jej nie wykorzystam, niewątpliwie będzie to koniec mojej przygody w Kolonii. Dam się pokonać na własne życzenie.
Wyciągnąłem miecz, natychmiast blokując cios tego z lagą. Przed drugim musiałem zrobić unik. On też mocno oberwał iskrami, więc skorzystałem z tego i z całej siły kopnąłem go w kolano, łamiąc kość z głośnym trzaskiem. Jego skowyt zabrzmiał mi w uszach niczym gong zwiastujący śmierć.
Przez blask płomieni omal nie przeoczyłem maczugi Grima lecącej w kierunku mojego barku. Udało mi się w porę unieść klingę i odbić ją nieco w bok, przez co moje ramię zdrętwiało silnie i przez chwilę nie mogłem nim poruszać, za to Grim poleciał za ciosem w stronę ziemi. Na jego twarzy zdążyłem zauważyć zaskoczenie.
Nie spodziewałeś się tego, sukinsynu! Nie spodziewałeś się, że będę miał się czym obronić!
Obiecałem sobie, że jeśli to przeżyję, kupię Scattyemu i Huno po butelce wódki.

Podczas gdy Grim gramolił się z ziemi jego towarzysz nie próżnował. Mało brakowało, a przeciąłby mi kark. Ale przez ten atak za bardzo się odsłonił, a ja wykorzystałem to, że przez chwilę nie muszę się bronić i zaatakowałem, tnąc płasko na wysokości jego łokcia, wkładając w ten cios całą siłę. Nie miał szans tego uniknąć, ale wzbudził mój podziw, gdy jeszcze zdążył zablokować to własną klingą.
Korozja to jednak zła rzecz i gdy jego miecz pękł z trzaskiem, złożyłem sobie kolejną obietnicę – że jeśli przeżyję, nigdy, ale to nigdy nie zaniedbam swojej broni.
Pęknięcie zmieniło tor ciosu i zamiast w bok ugodziłem go w szyję. Obrzydliwie wykrzywiła mu się twarz, gdy z cichym pluśnięciem wyciągnąłem ostrze. Chyba przeciąłem mu kark, ale nie miałem czasu się upewnić. Czułem, że tuż za mną stoi Grim.
Przed pierwszym ciosem udało mi się schylić. Drugi trafił mnie w ucho, choć na szczęście był dość lekki, ale i tak zwalił mnie z nóg i ogłuszył na kilka chwil. Wszystko przez to, że ten ze złamaną nogą z całej siły walnął mnie lagą w jedyne miejsce w jakie mógł mnie uderzyć leżąc na ziemi – w stopę. Chyba nawet złamał mi parę palców.
Upadłem, w zamroczeniu jednak pamiętając by trzymać miecz daleko od ciała. Przetoczyłem się w bok, wiedząc jednak, że nie zda mi się to na wiele. Ciąłem na ślepo, próbując zyskać parę sekund. Poczułem, że Grim próbuje zaatakować z innej strony. Wolną ręką wymacałem coś miękkiego i bez namysłu rzuciłem tym w jego stronę. Chyba trafiłem, bo usłyszałem okrzyk obrzydzenia. Czując, że zaczynam odzyskiwać wzrok, rzuciłem się na niego, ślepo wymachując mieczem. Upadliśmy obaj. Dostałem w kark, ale nie przejmowałem się, bo już go widziałem. Podczas upadku obaj upuściliśmy broń, a teraz to ja byłem na górze i zacisnąłem dłonie na gardle Grima. Szarpał się bardzo rozpaczliwie, więc uderzyłem go czołem, łamiąc nos. To też nie wystarczyło. Robił się siny, ale wciąż napinał szyję zbyt mocno bym mógł go udusić. Rozejrzałem się za mieczem i dostrzegłem go dwa metry dalej, tuż obok maczugi Grima. Zauważyłem też coś o wiele bardziej niepokojącego. Podczas szarpaniny oddaliliśmy się dobre kilkanaście metrów od ogniska, do którego to właśnie zmierzały niepewnymi krokami dwa ścierwojady, które najwidoczniej odłączyły się od stadka nad rzeką, zwabione świeżą krwią, lub też zdenerwowane śmierdzącym dymem. Jeden z nich podniósł coś małego i czerwonego – to ucho, które podniosłem z ziemi by rzucić w Grima. Tylko że to nie było ucho moje, ani żadnego z nich. To ucho musiało wypaść z ogniska, gdy rozrzuciłem je kopniakiem.
Zrobiło mi się niedobrze gdy tylko zdałem sobie sprawę, co w tym ognisku się znajdowało, ale nie miałem czasu tego roztrząsać. Zostawiłem Grima, który krztusił się i pluł, łapiąc charkliwie powietrze i podniosłem swój miecz, patrząc niepewnie na ścierwojady. Na szczęście nie były zainteresowane mną, tylko Kopaczem ze złamaną nogą, który zdając sobie sprawę co się święci próbował odczołgać się w naszą stronę, szlochając pod nosem i patrząc na mnie błagalnym wzrokiem. W tym momencie dwa ścierwojady rzuciły się na niego, atakując ostrymi dziobami jego ranną nogę i w chwilę odrywając ją od ciała. Widząc to pozostałe osobniki znad rzeki pospieszyły ku nam. Nie patrząc na to oddaliłem się najszybciej, jak tylko pozwalała mi ranna noga, nie odwracając się, gdy tylko upewniłem się, że żaden ze ścierwojadów nie zainteresował się moją osobą. Zostawiłem za sobą leżącego Grima i Kopacza, którego ścierwojady wbrew swojej nazwie pożerały właśnie żywcem. Krzyki na szczęście umilkły, zanim dotarłem do bramy.
Nie mogłem w to uwierzyć. Przeżyłem. Pomimo całej swojej głupoty i naiwności przeżyłem. Trzech na jednego! Nie wiedziałem czy bardziej zawdzięczam to szczęściu czy też nowemu mieczowi, ale to nie miało znaczenia. Byłem w skrajnym szoku, a serce wciąż waliło mi jak młotem. Nie docierało do mnie nawet gdzie jestem, dopóki nie zwymiotowałem obficie pod nogi Svena, niemal brudząc mu buty.
- Uważaj, do jasnej cholery! - krzyknął jego kompan.
- Nie krzycz, nie widzisz w jakim jest stanie? No, żółtodziobie, nie miałeś łatwego dnia, co? Na twoim miejscu poszedłbym do chaty i nie wychodził stamtąd do wieczora.
Kiwnąłem głową, nie będąc w stanie nic powiedzieć i wszedłem do Obozu. In Extremo wciąż grali, lecz do mnie jakby nie docierały bodźce zewnętrzne. Aż do momentu gdy w tłumie nie dostrzegłem Bloodwyna.
Teraz rozumiem, co czuł Fannick. W tym momencie wezbrała we mnie taka nienawiść, jakiej jeszcze w życiu nie czułem. Jednak z drugiej strony cieszyłem się, że on mnie nie zauważył. Nie chciałem by widział mnie w takim stanie.
Skierowałem się w stronę chaty, lecz nim zrobiłem kilka kroków ktoś położył mi dłoń na ramieniu. Był to Diego.
- Chodź ze mną.
Poszedłem. Weszliśmy do jego chaty, a on zamknął drzwi by odgrodzić się od tłumu i zapalił świeczkę.
- Głodny? - zapytał.
Nie czekając na odpowiedź postawił przede mną pół bochenka chleba, pętko kiełbasy i glinianą karafkę z wodą. Wedle standardów Kolonii, które poznałem była to królewska uczta. Zabrałem się do pałaszowania.
- Czemu mi to dajesz? - zapytałem z pełnymi ustami.
- Mówiłem ci już, że jestem zbyt miły by przyglądać się pewnym rzeczom. Poza tym domyśliłem się, co się stało przed chwilą. Widziałem, jak wychodzicie z obozu. Gdzie on teraz jest?
- Nie wiem. Zostawiłem go przed obozem.
- Tak po prostu?
- Podczas walki zaatakowały nas ścierwojady. Pozostała dwójka nie żyje.
- Więc było ich trzech? Masz mój podziw, niewielu by przeżyło w takiej sytuacji.
- Marne pocieszenie. Tylko dlatego, że miałem lepszą broń.
- Może i marne. Mam nadzieję, że wiesz kto za tym stoi?
Pokiwałem głową.
- Powinieneś wiedzieć, ze rozmawiałem z Rączką. Polubił cię. Dowiedział się z pewnych źródeł, że ta osoba wynajęła kilku Kopaczy, którzy mają dość nieciekawą przeszłość, żeby zajęli sie rozliczaniem długów. Wiesz, co mam na myśli, prawda?
Znów przytaknąłem.
- Doszliśmy do wniosku, że warto cię ostrzec. Wydajesz się być obiecujący, być może już wkrótce swoje zdolności będziesz mógł wykorzystać dla naszego obozu. Radzisz sobie dość dobrze, a jesteś tu zaledwie kilka dni. Rączka i Świstak popierają cię, Scatty wciąż czeka na twoją walkę, a Dexter kazał ci przypomnieć, że jesteś mu coś winien. Cienie cię znają.
- Daj mi jeszcze kilka dni, a zdobędę poparcie pozostałych.
- Mam lepszy pomysł. Jutro po południu wyniesiesz się z obozu.
Miałem nadzieję, że się przesłyszałem. Przecież dopiero co powiedział coś zupełnie odwrotnego!
- Nie rób takiej miny, nie wyganiam cię – powiedział Diego uspokajającym tonem. - Musisz pobyć trochę czasu poza zasięgiem pewnych osób tobie nieprzychylnych. Aż sytuacja się nieco uspokoi. Porozmawiam z Dexterem, by dał ci więcej czasu na zwrot rudy. Spotkamy się jutro po południu, udzielę ci kilku wskazówek, a potem wyruszysz do Bractwa lub Nowego Obozu. Decyzję pozostawiam tobie.
Zaskoczyło mnie to. Diego wydawał się mówić szczerze, w dodatku w jego spojrzeniu było coś łagodnego, co sprawiało że chciałem mu zaufać. Ale taka bezinteresowna pomoc wywołała u mnie podejrzliwość.
- Dlaczego to robisz? Dlaczego mi pomagasz?
Diego zrobił minę jakby naprawdę był zaskoczony.
- Takich jak Grim jest więcej, a ten obóz jest mały. Mówiąc krótko, dostrzegam w tobie potencjał i nie mogę pozwolić, by się zmarnował. Szkoda by było stracić takiego człowieka. Musisz zdać sobie sprawę z tego, że im więcej wiesz, im ważniejsze znasz osoby, tym bardziej będziesz wartościowy dla Gomeza. A to oznacza że otrzymasz lepszą pozycję. Musimy oddalić cię od zagrożenia wewnątrz i jednocześnie stworzymy ci możliwość do wyrobienia sobie kontaktów w innych obozach. Gdy tu powrócisz, będziesz dla nas bardzo cenny. O ile dobrze wykorzystasz ten czas. Dlatego czekać cię będzie jeszcze wiele pracy.
Kilka godzin później, leżąc już na łóżku w swojej chacie rozmyślałem nad tym co mówił Diego. Czułem przyjemne ciepło na myśl że mam kogoś, kto mną pokieruje w tym zapomnianym przez bogów miejscu. Komu w gruncie rzeczy zależy na moim życiu, bez znaczenia z jakich względów. Zastanawiałem się też, czy Grim przeżył, a palące poczucie zdrady wzbudzało we mnie pragnienie ujrzenia jego martwego ciała.
Nie mogłem zasnąć. Nie tylko z niepokoju i obawy, że ktoś za moment włamie się do mojej chaty, by mnie zabić, ale także z bólu. Gdy opadła ze mnie już całkiem adrenalina, poczułem silny ból w stopie, która oberwała lagą. Całe szczęście palce nie były złamane, ale potężny kolorowy siniec rozlał się na skórze, co było bardzo bolesne. Leżałem do późna w nocy, twarzą do drzwi, nasłuchując każdego odgłosu dochodzącego z zewnątrz, aż w końcu zmógł mie sen.
Rano, po obudzeniu stwierdziłem, że nadal żyję, obudziła się we mnie nadzieja. Postanowiłem zrobić coś pożytecznego przez te kilka godzin, które mi pozostały. Tak więc kręciłem się pomiędzy bramą zamku a areną i ponownie wypytywałem napotkanych Kopaczy o Neka. Niewielu chciało rozmawiać. Myślałem, że w tej dzielnicy nikt już prawdopodobnie nic nie wie i muszę zastanowić się nad innymi sposobami, gdy przechodząc obok chaty Rączki, napotkałem grubego faceta w białym fartuchu, mieszającego chochlą w dużym kotle. Już raz, gdy wychodziłem od Rączki próbował mnie zaczepić, ale wtedy nie zwróciłem na to uwagi. Teraz musiałem przejść obok niego, a w zasadzie zdałem sobie sprawę, że jeszcze z nim nie rozmawiałem. Bo niby co może wiedzieć kucharz?
- Hej ty! - zawołał do mnie z błogim uśmiechem. - Założę się, że lubisz sobie dobrze podjeść! Opracowałem nową recepturę. Potrzebuję jeszcze kilku składników i będzie gotowa, tylko ktoś musi mi je przynieść. Co ty na to?
- Co to za przepis?
- Nazwałem ją Potrawką z Chrząszcza a'la Snaf. Z ryżem, grzybami i ziołami.
Chrząszczami? Nie, nie zdziwiło mnie to, wiedziałem jak muszą żywić się zwykli Kopacze, ale przez chwilę zwalczyłem odruch wymiotny. Potem odezwał się mój brzuch.
- Brzmi całkiem całkiem – powiedziałem przełykając ślinę.
- Prawda? - ucieszył się Snaf. - Jak to zrobisz, dostaniesz tyle potrawki ile tylko zapragniesz!
- Czego potrzebujesz?
- Kilka chrząszczy, powiedzmy trzy i grzybów zwanych piekielnikami. Spójrz, wyglądają jak ten tu – pokazał mi grzyba leżącego obok niego w trawie. Miał biały kapelusz z kilkoma ciemnymi plamkami. - Przynieś mi je jak najszybciej, a Wielki Snaf, Najlepszy Kucharz w Kolonii w mig przygotuje swoje popisowe danie.
- Gdzie mogę to znaleźć?
Snaf wyglądał i mówił jak prawdziwy pasjonat. Zakładałem, że kucharz w takim miejscu cieszy się dość sporą popularnością, a widać było, że nawet w tak ograniczonych warunkach stara się przygotować coś, co choć odrobinę przypominałoby zwykły obiad.
- Chrząszcze żerują na odpadkach, więc nie będzie to problemem. Znajdziesz wiele w opuszczonych chatach, albo przy bramach obozu. Za to piekielniki rosną w trawie, dość sporo widziałem przy południowej bramie. Możesz zacząć tam szukać, tak jak miał to zrobić ten drugi.
- Ten drugi?
- Tak, trzy dni temu wysłałem takiego jednego Strażnika po grzyby, ale ten nicpoń zapewne skorzystał z okazji i uciekł do Nowego Obozu! A moja potrawka stoi i czeka, nieskończona...
- Kim był ten Strażnik?
- Nazywał się Nek. Długo wzbraniał się, ale gdy powiedziałem mu, że nic więcej do jedzenia ode mnie nie dostanie, w końcu poszedł... I nie wrócił.
Wygląda na to, że najważniejszy trop miałem tuż pod nosem, a ja, głupi, tego nie zauważyłem.
- Gdzie udał się Nek?
- Mówił, że nieopodal południowej bramy widział sporo grzybów i tam chciał zacząć szukać.
- W porządku. Też tam poszukam. Wkrótce wracam.
Uradowany, że w końcu trafił mi się jakiś trop i mam okazję wyjść z obozu ruszyłem w stronę południowej bramy. Gdy znalazłem się na ścieżce, którą wczoraj szedłem z Fannickiem, rozejrzałem się uważnie. Stałem na rozwidleniu trzech dróg. Dwie z nich biegły w różne strony wzdłuż palisady otaczającej obóz, zaś trzecia na wprost, zmierzając w stronę lasu. Kawałek dalej, po lewej znajdowały się pozostałości po murowanej chacie, wokół której kręciło się kilka ścierwojadów i jaszczur. Nie miałem najmniejszej ochoty na spotkanie tego stwora, w dodatku słyszałem, ze niektóre są jadowite. Po prawej stronie, nieco za drogowskazem, z którego nic nie dawało się rozczytać, leżało kilka znacznej wielkości głazów. Ruszyłem ścieżką na wprost, cały czas bacznie obserwując jaszczura, by nie zwabić go do siebie. Po swojej prawej miałem pokaźnej wielkości skalną ścianę, z licznymi półkami i miejscami do wspinania się. Po pewnym czasie, krążenia w kółko i obserwowania ziemi, w końcu trafiłem na kilka grzybów, ale nie były to piekielniki – były zbyt duże i nieco inny rodzaj kapelusza.
Podnosząc się zauważyłem kretoszczura. Stał samotnie, nieopodal, a nieco a nim zauważyłem kolejną grupę grzybów. Teraz już się nie wahałem. Podszedłem do tego świńskiego stwora i nim zdążył odwrócić swój ohydny łeb, uciąłem mu pół czaszki. Nie zdążył nawet kwiknąć.
Grzyby, które za nim rosły okazały się być tymi, których szukałem. Napchałem nimi kieszenie i już zamierzałem wrócić do obozu, gdy mój wzrok przykuło coś innego.
Patrząc od strony bramy nie dostrzegłbym tego ze względu na niewielki pagórek i głazy blokujące widok, lecz stąd dość wyraźnie widziałem ubytek w skalnej ścianie. Bardzo blisko obozu. Zbliżyłem się i stanąłem naprzeciw niewielkiej jaskini, w której urzędowało stadko kretoszczurów. Nie licząc tego, którego właśnie zabiłem bylo ich pięć. Ale nie to mnie zainteresowało. Kretoszczury wyraźnie coś jadły i to coś błyszczało czernią nawet z tej odległości.
Ponownie uniosłem miecz i zbliżyłem się, bardzo powoli. Planowałem wywabić je pojedynczo na miarę możliwości.
Pierwszy podniósł łeb i zakwiczał, gdy znajdowałem się piętnaście metrów od nich. Gdy zbliżyłem się o kolejne dwa kroki, zostawił zdobycz i ruszył na mnie, kwicząc bez przerwy. Obiegłem go z lewej strony i wbiłem miecz w cielsko w miejsce, gdzie powinno być serce. Kretoszczur zakwiczał głośniej i jeszcze bardziej denerwująco niż poprzednio i zdechł. Gdy wyciągnąłem miecz, zauważyłem, że kolejna dwójka biegnie w moją stronę, więc wycofałem się w stron głazów. Skoczyłem na jeden z nich, a w tym czasie dołączyła trzecia bestia. Swoimi krótkimi łapami nie były w stanie wspiąć się na śliski kamień, dlatego stały metr niżej ode mnie, kwicząc wściekle i drapiąc pazurami ziemię. Widząc ich powolność skoczyłem przed siebie, lądując za nimi i nim zdążyły nawrócić, rozpłatałem dwa jednym cięciem. Trzeci zdążył i mało brakowało a by odgryzł mi rękę. Czując krótką falę strachu, gdy jego zęby minęły moje ramię o włos, odwinąłem się i przeciąłem mu szyję. Nie mógł już kwiknąć. Upewniwszy się, że wszystkie nie żyją, wszedłem do jaskini, gdzie ostatni, najbardziej wygłodniały kretoszczur wciąż pałaszował to, co zostało z człowieka ubranego w zbroję Strażnika. Bez problemu pozbawiłem go życia, po czym otarłem miecz o ziemię i przyjrzałem się ciału.
Ciało na pewno nie było zbyt świeże, ale było też objedzone niemal do kości. Zwłaszcza twarz, ręce i te części ciała, gdzie kretoszczury były w stanie sięgnąć do mięsa. Powstrzymując mdłości przeszukałem kieszenie. Znalazłem prosty amulet z wygrawerowanym napisem "N.E.K". A wiec udało mi się go znaleźć. Fletcher chyba nie będzie zadowolony.
Prócz tego w jaskini znalazłem prosty miecz strażnika i kilka małych ampułek z czerwonym płynem. Wszystko jakoś upchałem do kieszeni i jak najszybciej opuściłem tamto miejsce, czując, że jednak zaraz zwymiotuję.
Powrót do obozu zajął mi chwilę. Po drodze znalazłem kilka chrząszczy urzędujących blisko tawerny. Były cholernie duże, niemal wielkości mojej dłoni i nie było łatwo zmiażdżyć im chitynowe łby. Wszystko zaniosłem Snafowi, który pochwalił mnie, że nie uciekłem do innego obozu i kazał mi poczekać, aż skończy potrawkę.
Z całą sympatią dla niego, potrawka była obrzydliwa. A moze to po prostu mój żołądek wciąż buntował się przed tym co widziałem chwilę temu. Jedyne co zrobiłem to podziękowałem Snafowi z uśmiechem, zjadając całą miskę. Naprawdę chyba go polubiłem.
Fletchera znalazłem tam, gdzie zwykle. Ledwie podszedłem, naskoczył na mnie.
- Mamy do pogadania, młokosie. Wczoraj znaleźliśmy dwa trupy, tuż przed twoją chatą. Jak to wyjaśnisz?
- Skąd mam to wiedzieć? Nawet mnie tu nie było. Niemal cały dzień spędziłem na koncercie.
- Tak mówisz? Dziwnym jest...
- A nie wolałbyś bardziej dowiedzieć się, co się stało z twoim kolegą?
Fletcher zamilkł, patrząc na mnie wyraźnie zaskoczony.
- Znalazłeś Neka?
- Tak.
- I?
- Został zjedzony przez kretoszczury, w jaskini blisko południowej bramy.
Fletcher zmarszczył brwi. Nie była to reakcja jakiej oczekiwałem
- Wciąż tam jest? Znalazłeś coś przy nim?
- Tak, ten amulet – pokazałem mu. - Jeśli chcesz go pochować, to się pospiesz, ale uprzedzam, że dużo z niego nie zostało.
- Dobra, sprawdzę to. A ten amulet oddaj Złemu, szukał go bardzo intensywnie. Tylko nie mów mu, w jakim stanie go znalazłeś, dobra?
Pokiwałem głową. Fletcher wyglądał dziwnie, jakby wiadomość o śmierci Neka ani go nie zasmuciła ani nie uspokoiła.
Nie miałem zamiaru oddawać tego amuletu zbyt szybko. Zły mieszkał w rewirze Bloodwyna, a mi życie jest jeszcze miłe. Udałem się do swojej chaty, czekając na Diego. Miałem już pomysł, jak załatwić sprawę z opuszczeniem obozu.

Ostatnio edytowane przez Hassan1 : 17-05-17 o 01:03.
RPG
Hassan1 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 16-05-17, 22:57   #21
 Mika 123
Strażnik Miejski
 
Mika 123 awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2016
Skąd: Khorinis
Posty: 1 907
Domyślnie

Pozwól, że skomentuję to jutro, a dziś umieszczam tylko informację, że przeczytałem i czekam na ciąg dalszy
RPG
Mika 123 jest teraz online  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 16-05-17, 23:55   #22
 Ancoron
Ma admina
 
Ancoron awatar
 
Zarejestrowany: styczeń 2016
Posty: 7 397
Domyślnie

Znaj gest, Hassan.
Cytat:
wyciągnął zza pasa swoją poobdrapywaną maczugę. Jego towarzysze również wyciągnęli broń
Powtórzenie. Można użyć choćby: dobyli oręża.
Cytat:
z całej siły kopnąłem go w kolano
Tutaj chodzi o sam sens całego zdania. Kopnięcie w kolano złamało mu nogę? Drobna przesada zwłaszcza że to jest w czasie walki i tamten musiałby stać w miejscu, zaś bohater wziąć spory zamach. Nie wydaje mi się to takie proste :P.
Cytat:
Udało mi sie w porę unieść klingę i odbić ją nieco w bok
Sens tego zdania mówi, że uniesioną klingę odbił w bok :].
Cytat:
Na jego twarzy zdążyłem zauważyć zaskoczenie. Nie spodziewałeś się tego, sukinsynu! Nie spodziewałeś się, że będę miał się czym obronić!
Nie mieszaj opisów otoczenia i akcji z rozmyślaniami gracza. To nieładne :P.
Cytat:
Korozja to jednak zła rzecz i gdy jego miecz pękł z trzaskiem obiecałem sobie kolejną rzecz
Brak przecinka przed "obiecałem".
Cytat:
Pęknięcie zmieniło tor ciosu i zamiast w bok ugodziłem go w szyję. Obrzydliwie wykrzywiła mu się twarz, gdy wyciągnąłem ją z cichym pluśnięciem.
Podmiot w zdaniu boleśnie zmienia sens tych zdań. Przeczytaj. Zamiast "ją" daj choćby brzeszczot.
Cytat:
Upadłem, w zamroczeni jednak
*zamroczeniu
Cytat:
Czując, że zaczynam odzyskiwać wzrok rzuciłem
Przecinek przed "rzuciłem".
Cytat:
zbyt mocno, więc uderzyłem go czołem, łamiąc nos. To też nie wystarczyło. Robił się siny, ale wciąż napinał szyję zbyt mocno
Powtórzenie "zbyt mocno". Synonimy znajdziesz jakieś pewnie :P.
Cytat:
dostrzegłem go dwa metry dalej, tuż obok maczugi Grima. Dostrzegłem też
Powtórzenie "dostrzegłem".
Cytat:
atakując ostrymi dziobami jego ranną nogę i w chwilę odrywając ją od ciała.
Nie jest to w żadnym razie złe, ale dziwne. Wbijają mu dzioby w nogę i tym samym odrywają ją od ciała, zamiast zwyczajnie posiekać? :v
Cytat:
Nie patrząc na to oddaliłem się najszybciej jak tylko pozwalała mi ranna noga,
przecinek po "najszybciej"
Cytat:
Krzyki na szczęście umilkły zanim dotarłem do bramy.
Przecinek przed "zanim".
Cytat:
Wydajesz się być obiecujący, być może już wkrótce twoje zdolności będziesz mógł wykorzystać dla naszego obozu.
swoje zdolności, aczkolwiek to jest dialog, więc jeśli postać umyślnie (przez ciebie) błędnie się wyraża, to może zostać.
Cytat:
Takich jak Grim jest więcej, a ten osób jest mały.
Did you mean "obóz"?
Cytat:
mogę pozwolić by się zmarnował.
Przecinek przed "by"
Cytat:
gdy przechodząc obok chaty Rączki napotkałem grubego
Przecinki po "gdy" oraz "Rączki".
Cytat:
z którego nic nie dawało się rozczytać leżało
Przecinek przed "leżało".
Cytat:
Skoczyłem na jeden z nich, a w tym czasie dołączył do nich trzeci.
Czyli do kamieni dołączył trzeci? Na chłopski rozum wiadomo, że o kretoszczury chodzi, lecz kontekst wskazuje na kamienie.
Cytat:
A moze to po prostu mój żołądek wciąż
*może #Czepialstwo
Więcej błędów nie zauważyłem, choć możliwe że to przez godzinę, ale nie ważne. Jak na taką ścianę tekstu zmieściłeś się w normie :P
Ogółem nie jest źle, a opis walki nie był zły(Powtórzenie! Buahuahuahuahua), więc rada jest jedna: pisz dalej .

Ostatnio edytowane przez Ancoron : 17-05-17 o 00:01.
RPG
Ancoron jest teraz online  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 17-05-17, 01:15   #23
 Hassan1
Kąsacz
 
Hassan1 awatar
 
Zarejestrowany: marzec 2017
Skąd: Mmz
Posty: 760
Domyślnie

Znam gest, Epikurze (czy może Dekadencie, sądząc po niektórych postach >.<). I doceniam wytknięcie błędów, jest to bardzo pomocne.

Co do interpunkcji, masz wszędzie rację, przez pośpiech umykają mi te kreseczki. Parę też powtórzeń i literówek się wkradło.
Jednak jeśli chodzi o:
pkt 1 - powtórzenia nie było, wszystko jest poprawnie.
pkt. 2 - jeśli ktoś kopnie Cię podeszwą w kolano, raczej pęknie Ci łękotka i noga będzie niesprawna i jak najbardziej połamana. Najłatwiej złamać komuś nogę w kolanie, zwłaszcza jak ten ktoś stoi i nogę ma wyprostowaną. I nie trzeba przy tym robić dużego zamachu (3 x "noga")
pkt. 4 - takie wstawki jednak muszą być, ale postaram się zrobić to mniej chaotycznie, żeby się nie mieszało z opisem
pkt 5. - przez Twój cytat zauważyłem kolejne powtórzenie: "rzecz"
pkt 11. - ścierwojad jest duży. Równie dobrze może zachowywać się jak sęp, czyli łapać dziobem kawał ścierwa i odrywać go brutalnie. To jak najbardziej logiczne i nie wydaje mi się dziwne. Widziałeś ich dzioby? Jakby złapał Cię za rękę to byłoby jak z rekinem. Zakleszczenie, szarpnięcie i nie ma ręki.

Tyle. Dzięki za pomoc
RPG
Hassan1 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 17-05-17, 07:50   #24
 Ancoron
Ma admina
 
Ancoron awatar
 
Zarejestrowany: styczeń 2016
Posty: 7 397
Domyślnie

Cytat:
pkt. 2 - jeśli ktoś kopnie Cię podeszwą w kolano, raczej pęknie Ci łękotka i noga będzie niesprawna i jak najbardziej połamana. Najłatwiej złamać komuś nogę w kolanie, zwłaszcza jak ten ktoś stoi i nogę ma wyprostowaną. I nie trzeba przy tym robić dużego zamachu (3 x "noga")
Czyli kopnął podeszwą? Podniósł nogę do góry i wycelował w kolano? A ten stał wtedy nieruchomo, tak jak pozostali, nikt go nie atakował, ani nic pozwalając w spokoju precyzyjnie wymierzyć? Nieco wygląda to na zakrzywianie czasu przez bohatera. Co innego kopnięcie z czuba, przy którym samemu palce połamać sobie można i zrobić to w miarę szybko, a co innego cios podeszwą. :P. Tak tylko zwyczajnie nieco mi zalatuje tu tępotą tej grupki, że stali w miejscu i dali mu go kopnąć, zaś nikt w tej chwili nie zaatakował, gdy równowagą łatwo zachwiać. Ale ok, przyjmuję wytłumaczenie.
Cytat:
pkt. 4 - takie wstawki jednak muszą być, ale postaram się zrobić to mniej chaotycznie, żeby się nie mieszało z opisem
Proste. Opisy otoczenia piszesz w jednym wersie, zaś takie typowe myśli należy zaczynać od kolejnego, rozbudowując je nieco, by jakoś to wyglądało.
Cytat:
pkt 11. - ścierwojad jest duży. Równie dobrze może zachowywać się jak sęp, czyli łapać dziobem kawał ścierwa i odrywać go brutalnie. To jak najbardziej logiczne i nie wydaje mi się dziwne. Widziałeś ich dzioby? Jakby złapał Cię za rękę to byłoby jak z rekinem. Zakleszczenie, szarpnięcie i nie ma ręki.
Zapominasz, że to typowy padlinożerca :v. Zresztą ten dziób nie wygląda na zbyt szeroki, szczególnie jego dół, toteż biorąc pod uwagę wygląd, stwierdzam iż co najwyżej właśnie dziobać może. Wbijając go w ciało, a nie cap i nie ma nogi :v. Poza tym "szarpnięcie". To jest nielot, a nie rekin odrywając potężnymi szarpnięciami kawały ciała. Różnica gabarytów. Takie coś miałoby oderwać nogę? Wątpliwe.

Ostatnio edytowane przez Ancoron : 17-05-17 o 07:53.
RPG
Ancoron jest teraz online  
Góra Odpisz z cytowaniem
Odpowiedz


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni post / autor
Powieść Gothic Hassan1 Dyskusja 17 24-02-18 13:39
Gothic Edycja Rozszerzona Asayer Pomoc techniczna 2 20-07-15 11:08
Powieść Gothic! Eru Iluvatar WIP 14 23-09-13 23:28
gothic 3 edycjia rozszerzona. charlie120 Pomoc Techniczna [G3] 0 16-07-11 23:03
Gothic 3 edycja rozszerzona slawek_46b Pomoc Techniczna [G3] 4 26-12-10 13:11


Powered by vBulletin® Version 3.6.7
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.