Wróć   Forum Gothic - ArcaniA: Gothic 4 > Inne > Art & Story Forum > WIP
Przeładuj stronę Gothic Przeznaczenie

Odpowiedz
Narzędzia wątku Wygląd
Nieprzeczytane 26-12-16, 11:17   #25
 Mika 123
Strażnik Miejski
 
Mika 123 awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2016
Skąd: Khorinis
Posty: 1 988
Domyślnie

Masz rację, powinienem się do tego BARDZIEJ przyłożyć. Dzięki za te uwagi i wskazówki.
RPG
Mika 123 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 26-12-16, 15:07   #26
 Mika 123
Strażnik Miejski
 
Mika 123 awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2016
Skąd: Khorinis
Posty: 1 988
Domyślnie

Rozdział X Lista Iana

Było już upalne popołudnie, kiedy bohater był w karczmie w zawalonej wieży. Z jego czoła spływały kropelki potu, lecz po wkroczeniu do chłodnego kamiennego pomieszczenia, uwolnił się od doskwierającego upału. Otarł ręką niezbyt ładnie pachnącą ciecz z czoła i przechodząc koło niewielkiej liczby mężczyzn przy stolikach, dotarł do lady, na której leżały puste kufle i, za którą stał przystrzyżony mężczyzna w czerwonej zbroi z czarnymi naramiennikami. Stał za nią też Kopacz, który sumiennie pełnił rolę kucharza.
- Witaj, przyjacielu! - przywitał się. - Jakieś wieści o dostawcy ziela? Bo jeśli chodzi o kucharza to sprawuje się świetnie! Moje dochody znacznie wzrosły. Chyba zasługujesz na kilka bryłek. Proszę.
- Dzięki - odparł spocony mężczyzna. - Każda bryłka się przyda. Odejmij od razu od tej sumy cenę za piwo.
- Jak sobie życzysz! Odejmujemy 50 i proszę tu masz bryłki, a tu piwo.
Żółtodziób od razu otworzył butelkę i wypił jej zawartość jednym haustem.
- Tego mi było trzeba... a co do tego dilera...
- Tak?
- Słyszałeś coś o paczce ziela Tarana?
- Tak, coś słyszałem...
Ich rozmowę przerwał wchodzący do gospody przybysz. Miał bladą cerę i długie, brązowe włosy. Nosił krwistoczerwoną zbroję, wzmacnianą metalowymi płytami. Pot ściekający po jego twarzy spływał po nosie i policzkach, żeby w końcu spłynąć z podbródka pod pancerz. Mężczyzna szedł przez całą karczmę, omijając kilku upitych i spoconych klientów karczmarza, aż doszedł pod ladę.
- Mancheim, piwa daj! - powiedział, wyciągając bryłki rudy i podając Strażnikowi.
- Jasne - odparł tamten, szukając piwa po skrzyniach.
- O, proszę! Toż to nasz żółtodziób - powiedział blado skóry. - Jak tam nastrój po znalezieniu Neka.
- Flether, uspokój się. To nie moja wina, że nie żyje. Ja go tylko znalazłem.
- Dobra, daruj sobie. Zamierzam się dziś spić w trupa. Już nie mam nic... nie dość, że mam długi to jeszcze będę musiał pełnić obowiązki tego bęcwała.
- O, proszę. Oto piwo - rzekł karczmarz, zwracając się ku rozmawiającym. - Dałem ci to lepsze piwo z ostatniej dostawy. Ostrzegam: mocne. A coś może do jedzenia?
- Nie, chodziło mi tylko o piwo. Wyjdę gdzieś poza Obóz i będę pił...
Kiedy Strażnik odszedł, mężczyźni mogli kontynuować rozmowę.
- To co z tą paczką? - spytał Bezimienny.
- No, więc: usłyszałem nie dawno, że ziele Tarana, przeznaczone dla Gomeza zostało skradzione. Tego samego wieczora, po tym jak to usłyszałem przyszedł tu jeden z Cieni i mówił, że wie kto ukradł paczkę.
- Powiedział jakieś imię?
- Tak. Dexter. Powiedział Dexter.
- Dobra, pójdę do niego. To na razie.
Detektyw wyszedł z pomieszczenia, a Mancheim wrócił do czyszczenia drewnianych kufli. Bohater spojrzał w niebo. Słońce mimo Bariery grzało okropnie, dlatego mężczyzna pobiegł w stronę targowiska, spiesząc się, żeby jak najszybciej dotrzeć pod drewniany dach, jakim była okryta ta część Obozu. W tym momencie było tam bardzo dużo ludzi, zwłaszcza Kopaczy. Kandydat na Cienia dobiegł do straganu sprzedawcy ziela, od którego odchodził jakiś mężczyzna o rudych włosach.
- Witaj! - powitał dawnego Zbieracza. - Co z recepturą Kal...
- Dexter! Mam do ciebie kilka pytań! - powiedział ostrym tonem powitany.
- Co to za ton? Jestem tu szanowaną personą w Obozie...
- Ukradłeś paczkę Baal Tarana?
- Nie, skąd ci to przyszło do głowy. Mam swojego dostawcę w Obozie na bagnie. Nie potrzebna mi nadwyżka ziela.
- Faktycznie, o tym nie pomyślałem - powiedział łagodniej. - A nie wiesz kto byłby do tego zdolny?
- Po co ci ta informacja?
- Ech... - westchnął detektyw, sięgając do kieszeni. - Ile?
- 100 bryłek rudy.
- Ta sprawa mnie zrujnuje - szepnął dając mu niebieski kruszec.
- Hmmm... powiem ci jedynie tyle, żebyś szukał śladów u Lennara.
- Gdzie go znajdę?
- Kilka dni temu próbował się dostać do Zamku, lecz bez skutku. Nie. Był jednak skutek. Thorus był rozwścieczony jego natarczywością, więc chciał go zabić. Ten jednak powołał się na przyjaźń z Carlosem, jednym z jego ludzi, więc szef Straży wysłał go tylko do Starej Kopalni.
- Co? Ja nawet nie wiem, gdzie ona jest!
- Spokojnie, już jutro wymiana pracowników.
- Nie mogę czekać do jutra!
- Dobra. Idź do Gravo. On zna wielu ludzi, na pewno dostaniesz satysfakcjonującą cię odpowiedź. A teraz idź już, odstraszasz mi klientów tymi krzykami.
Zdenerwowany żółtodziób poszedł w kierunku swojej chaty, nie zwracając już uwagi na upał.
- Cholera! - pomyślał. - Wszystko jutro i jutro, przecież... dobra. Trzeba wypocząć.
W drodze tylko zaszedł do karczmy i kupił piwo. W swojej chacie wypił je spokojnie, rozkoszując się alkoholem. Po opróżnieniu butelki rzucił się na łóżko i zasnął.

Gdy w Górniczej Dolinie zapadł zmrok, wszyscy mogli odpocząć po upalnym popołudniu. Wtedy przez Północną bramę do Obozu przyszedł brązowowłosy mężczyzna w pancerzu ze skóry wilka, ściskający w dłoni jakiś papier. Poszedł w kierunku swojej chaty, chowając dokument do kieszeni. W chacie mężczyzna ten ujrzał swojego przyjaciela, który został razem z nim zesłany do Kolonii. Zaprzyjaźnili się dopiero tu, pod Barierą.
- Zdobyłem listę od Iana - powiedział Kai. - Ale jutro pójdę z nią do Diego, nie będę go budzić.
- No tak, ale lepiej idź spać. Na pewno jesteś wykończony, ze Starej Kopalni długa droga.
- Wypiję tylko piwo - rzekł, wyjmując zza pazuchy butelkę z alkoholem i zaczął pić.
- Jutro wyślą mnie do Kopalni...
- Tak - odparł posiadacz listy, przerywając picie. - Będzie ci ciężko - dodał, po czym znowu zbliżył usta do gwinta butelki.
- Taa...
- Trzymaj się - powiedział tylko jego przyjaciel, po czym zasnął.
- Słodkich snów, hehehe - wysyczał Berg, wyciągając ukradkiem papier z kieszeni Kai'a.
Złodziej wybiegł szybko z chaty z myślą, że nie da się zagonić do pracy w Kopalni. Dobiegł do stojącego przy Południowej bramie mężczyzny z kilkudniowym zarostem.
- Masz to? - zapytał mężczyzna w niebieskim pancerzu.
- Tak, zaprowadź mnie do Laresa - odpowiedział Berg.
- Jasne - odparł Mordrag.
Wybiegli przez bramę, nie wzbudzając podejrzeń Strażników i z każdą minutą przyspieszali. Przekradli się koło chaty Cavalorna i znowu zaczęli swój sprint, aż doszli do bramy Nowego Obozu.
- Dobra, jesteśmy na miejscu - powiedział Szkodnik. - Zostanę tu kilka dni, a ty biegnij szybko do szefa, bo noc nie będzie trwała wiecznie. Oto pierścień, który będzie dla ciebie przepustką do Laresa. Biegnij!
Mężczyzna pobiegł dalej ścieżką, aż dotarł do kolejnej bramy. Nie zatrzymał go, żaden z Najemników, pilnujących bramy. Przebiegł przez tamę dawnego Zbieracza Homera i dobiegł do jaskini mieszkalnej. Trzymał się lewej strony jamy. Dotarł do miejsca strzeżonego przez dwóch Szkodników. Pokazał im tylko pierścień od Mordraga, a oni nie wypowiedzieli ani słowa. Przed jedną z chat stał kolejny Szkodnik, śniady łucznik. Część jego twarzy zasłaniała tkanina, będąca częścią jego pancerza.
- Co ty tu robisz, co? - spytał.
- Przyszedłem tu z Mordragiem. Mam coś dla Laresa - powiedział, wyjmując listę od Iana i pierścień.
- Proszę, wchodź.
Berg wszedł do chaty szefa Szkodników. Oszołomiło go bogate wnętrze pomieszczenia. Na ścianach wisiały skóry, a przy jednej z nich była półka, na której były różne luksusowe towary.
- Laresie - rzekł z Szacunkiem mężczyzna. - Mam coś dla ciebie - położył pierścień i listę na stole.
- Hmmm... Och! To jest lista ze Starej Kopalni! Albo jesteś cholernie odważny, albo cholernie głupi.
- Co teraz zrobimy?
- Pierścień sobie weź, przyda ci się. A ta lista... dopiszemy trochę rzeczy... - zaczął pisać. - Zanieś ją do Starego Obozu. My w tym czasie napadniemy na konwój z rzeczami z tej listy.
- Tak jest!
Żółtodziób pobiegł do Starego Obozu tą samą drogą, podkradł się do chaty przyjaciela i podrzucił mu listę.

Następnego ranka Kai wstał i udał się do Diego.
- Mam listę od Iana - powiedział.
- Dobrze. Zdałeś Test - oznajmił Cień. - Idź do Thorusa.
- Tak jest.

Kilka godzin później jeden ze Szkodników podszedł do Berga.
- Lares cię wzywa.
- Już do niego idę.
Wezwany ominął strażników Laresa i dotarł do jego chaty.
- Wzywałeś mnie?
- Tak. Dzięki tobie zdobyliśmy nowe wyposażenie. Mam dla ciebie propozycję. Dołącz do nas!
- Przyjmuję tą propozycję.
- Dobra, idź do Wilka, to jeden z Najemników. Potem do Gorna, odbierzesz swój udział w napadzie.
- Tak jest!
Świeżo upieczony Szkodnik kroczył jaskinią mieszkalną, mijając pijących lub bijących się mężczyzn i w końcu dotarł do brązowowłosego mężczyzny, który odpowiadał za zbrojownię Nowego Obozu.
- Witaj, Wilku.
- Hmmm... znasz moje imię, ale ja nie znam ciebie.
- Jestem Berg. Niedawno dołączyłem do bandy Laresa.
- Więc pewnie chcesz pancerz...
- Witaj, Wilk - zawołał czarnoskóry mężczyzna, podbiegający do rozmawiających członków Nowego Obozu. - Ty jesteś ten Nowy?
- Tak.
- To masz. Twoja część z napadu.
- A to twoja zbroja - dodał Wilk.
- Dzięki.
Berg przytłoczony ciężarem poszedł w kierunku chaty, którą kiedyś wskazał mu Mordrag, odprowadzany gromkim, z każdym krokiem cichszym, śmiechem Gorna i Wilka.



Mam nadzieję, że ten rozdział był lepszy od tamtych, które były krytykowane. Tak w ogóle to chciałem życzyć, co prawda trochę spóźnione, ale jednak:
Wesołych Świąt!
RPG
Mika 123 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 26-12-16, 15:17   #27
 Ancoron
Ma admina
 
Ancoron awatar
 
Zarejestrowany: styczeń 2016
Posty: 7 432
Domyślnie

Ja zawsze krytykuję. Krytyka to najlepsza motywacja do polepszenia osiągów .
Najbardziej zabolał mnie ten Bezimienny... Zresztą jak zwykle w opowiadaniach razi mnie używanie tego zwrotu i to bardziej niż patetyczne określenia bohater czy śmiałek, a przecież można znaleźć wiele określeń: blondwłosy mężczyzna z kucykiem, a nawet trochę dziecinny: świeżak .
Sama treść pod względem ortograficznym i interpunkcyjnym jest zadowalająca . Fabularnie też zaczyna robić się w miarę nienudno .
Zaś pod względem opisywania wszystkiego wygląda to lepiej, o wiele lepiej. Opowiadanie już nie składa się wyłącznie z dialogów, choć i tak twierdzę, że bez problemu da się więcej poświęcić uwagi opisywaniu, to nie jest źle . Czytałem gorsze opowiadania, choć też i lepsze. Wciąż musisz się doskonalić, bez przerwy ćwiczyć i poprawiać, poszerzać warsztat pisarski. To jest priorytet.
Pisz dalej i dbaj by niektóre miejsca nie były tak "suche" ... Powinieneś je sam zauważyć.
RPG
Ancoron jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 26-12-16, 19:07   #28
 Mika 123
Strażnik Miejski
 
Mika 123 awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2016
Skąd: Khorinis
Posty: 1 988
Talking

Cieszę się, że udało mi się poprawić błędy.

Ostatnio edytowane przez Mika 123 : 26-12-16 o 20:16.
RPG
Mika 123 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 27-12-16, 17:32   #29
 Mika 123
Strażnik Miejski
 
Mika 123 awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2016
Skąd: Khorinis
Posty: 1 988
Domyślnie

Rozdział XI Tajemnica paczki Baal Tarana

Kandydat na Cienia otworzył oczy. Przeciągnął się i usiadł na krawędzi łóżka. Spojrzał w stronę drzwi i zobaczył, że leje jak z cebra. Stanął na równe nogi i klęknął przy jednej ze skrzyń. Otworzył ją i wyjął z niej tunikę z wilczej skóry. Założył ją na siebie i podszedł do stołu, na którym leżał jego miecz, podniesiony niegdyś na miejscu śmierci Neka. Przymocował go do pasa i zwrócił w stronę drzwi.
- Cholera, wprost idealna pogoda na śledztwo - pomyślał zgryźliwie.
Wyszedł ze swojej chaty i skierował swe kroki w stronę chaty Gravo. Podczas drogi nie zauważył nikogo, nawet kucharz Snaf nie gotował przy swoim kotle. Thorus zaś dzielnie stał na straży bramy Zamku, jednak schowany pod nią. Świeżak wszedł do chaty Diego i zastał go śpiącego. Jego wejście obudziło jednak szefa Cieni.
- Czego chcesz? - spytał zaspany.
- Chciałem zapytać o opinię w Obozie, ale skoro spałeś...
- Nie, nie. Dobra. Więc tak: Fisk, Zły, Rączka, Snaf są po twojej stronie. Dexter wciąż czeka na przepis Kaloma. Scatty nie może się doczekać twojej walki z Kirgo i Kharimem. Mancheim jest zadowolony z pracy Jessy'ego, sam próbowałem jego kuchni, ale czeka na dilera.
- Dobra, dzięki. Cześć.
- Powodzenia na szlaku.
Blondwłosy mężczyzna wyszedł z chaty Cienia. Gdy spojrzał w stronę bramy, ujrzał grupkę obdartusów, w eskorcie kilku Strażników. Wtedy połowa z tych pierwszych weszła w głąb Obozu, a pozostali odeszli w stronę wyjścia z niego razem z eskortą. Bohater podbiegł do tej grupki, która została wewnątrz Obozu. Rozpoznał wśród nich Lennara, który został zesłany do Kolonii razem z nim. Miał on czarne włosy, przez które przeplatały się siwe kosmyki. Był dobrze zbudowany, mimo, iż nie był osiłkiem.
- Hej, Lennar! - powiedział dawny Zbieracz.
- O, witaj! Poznaję cię, razem zostaliśmy zesłani do tej zapchlonej Kolonii.
- Tak, racja. Mam do ciebie pytanie.
- Pytaj! Tylko pozwól, że napiję się w tym czasie piwa - rzekł wyjmując z kieszeni brudnych spodni butelkę.
- Przejdźmy się po Obozie.
- Jasne - odparł, zbliżając do ust gwint butelki.
- Słyszałem ostatnio, że masz coś wspólnego z zaginioną paczką ziela, należącą do Baal Tarana...
Wtedy Kopacz zakrztusił się i opluł przypadkiem własną koszulę chmielowym napojem.
- Czy ty mnie o coś podejrzewasz? - zapytał zaskoczony.
- Nie, nie, spokojnie. Po prostu pytam.
- Dobra - czarnowłosy zmarszczył brwi. - Przypadkiem kiedyś w Kopalni usłyszałem o tej paczce. Mówili, że jest po brzegi wypchana zielem. Później jeden z Kopaczy dokonał spektakularnej ucieczki z Kopalni.
- Kto to był?
- Wołali na niego Grog.
- Dzięki, okazałeś się przydatny.
Po tym mężczyzna kucykiem pobiegł w kierunku Południowej bramy. Znowu po drodze nikogo nie ujrzał, ponieważ kto normalny wychodzi z chaty podczas takiego deszczu. Hmmm... czy to znaczy, że jestem nienormalny? - pomyślał. Dotarł w końcu do celu, którym była karczma prowadzona przez Strażnika Mancheima. Wchodząc nie zastał tam nikogo poza gospodarzem, stojącym przy wejściu oraz będącym wpatrzonym w niebo i Kopaczem Jessy'im, który stał za ladą kręcąc łyżką w kotle.
- O! Przyszedłeś - zawołał. - Wchodź, wchodź.
Krótko ostrzyżony mężczyzna podbiegł do lady i za nią wskoczył.
- Rozumiesz, w ten deszcz nikt normalny nie wyściubia nosa z chaty - kontynuował. - Ach, przepraszam, nie chciałem cię urazić...
- Nie ma sprawy. W sumie przyszedłem tu zadać ci pytanie - oznajmił, podchodząc do mężczyzn.
- Hehe, ostatnio zadajesz mu dużo pytań - zaśmiał się Jessy.
- Fakt, ale to dla dobra sprawy ze sprzedawcą ziela. Baal Taran nie zgodzi się, jeśli nie zdobędę tej paczki. A nawet jakby się zgodził to jak mógłby ci sprzedawać ziele BEZ ziela?!
- Wiem, przecież. Pytaj, pytaj - powiedział Mancheim.
- Co wiesz o Grogu?
- No, więc jest to napój alkoholowy, spożywany głównie przez Piratów, podobnie zresztą jak rum...
- Nie o to mi chodzi. Chodzi mi o człowieka, na którego tak mówili.
- Ach, tak! Zanim go zabrali kilka dni temu, przychodził tu i pił.
- Nie dawno uciekł ze Starej Kopalni.
- Nic mi o tym nie wiadomo.
- A ty Jessy?
- Też nic nie wiem.
- No to cześć.
Zawiedziony, że nie znalazł informacji o potencjalnym złodzieju, skazaniec opuścił pomieszczenie i poszedł w kierunku targowiska. Tam na szczęście mógł odpocząć od deszczu i wyschnąć, ponieważ nad tą częścią Obozu rozpościerał się drewniany dach. Tam było wyjątkowo dużo ludzi. Zauważył, że jego ubranie było przemoczone do suchej nitki i przywierało do jego ciała. Miał nadzieje, że na targowisku wyschnie. Zanim dotarł pod dach, przypadkiem wdepnął w kałużę, mocząc sobie buta.
- Cholera, normalnie doskonale! - powiedział do siebie złośliwie.
Wtem z pobliskich krzaków wydobył się męski głos:
- Panie, nie gadaj pan do siebie. Skupić się nie mogę.
Bohater rozpoznał ten głos i zignorował go. Poszedł dalej, aż dotarł do kramu Dextera, który akurat popalał bagienne ziele.
- Witaj, Dexter - przywitał się. - Ten twój trop z Lennarem był słuszny. Powiedział mi o Grogu.
- No to nie u mnie. Mancheim go sprzedaje.
- Ludzie! Mi chodzi o CZŁOWIEKA!
- Ach, tak. Grog właśnie tam sra w krzakach.
- Co? Przecież Grog to Kopacz, a ten chłop to Cień.
- Widać zabił jednego z nas i zabrał mu strój.
- I ty to mówisz tak spokojnie?
- A co? Mam na niego donieść? Idź już, bo Grog ci się wymyka - powiedział pokazując na odchodzącego Cienia.
- Jeszcze czego! Zbyt długo go tropiłem, żeby teraz uciekł.
Wyciągnął miecz i pobiegł za spiczastonosym. Ten odwrócił się i widząc biegnącego do niego mężczyznę, w dodatku z bronią w ręku rzucił się do ucieczki. Obaj przebiegli przez bramę, omijając jak gdyby nigdy nic Strażników. Kopacz przebrany za Cienia skręcił w lewo, a żółtodziób za nim podążył. Biegnąc, schylił się po kamień i rzucił nim w uciekającego. Trafił go w potylice, więc mężczyźnie zakręciło się głowie i upadł na plecy. Bohater dobiegł do podejrzanego i skierował ostrze ku krtani pokonanego.
- Jesteś jak wrzód na dupie! - krzyknął Grog.
- Ukradłeś ziele Baal Tarana?
- Tak, to ja. Sprzedałem to ziele w Nowym Obozie, niejakiemu Cipherowi. Jeśli jednak chcesz ją dla siebie to... cóż, paczka przepadła. Ten Szkodnik to nałogowy palacz, więc za nic jej nie sprzeda.
- Ile dostałeś?
- Haha, po co ci ta informacja. Cóż... to około 1000 bryłek rudy.
- Co!? Tyle za paczkę ziela!? Masz smykałkę do interesów - pochwalił zwycięzca.
- No, no! A kto uciekł ze Starej Kopalni? Ja! Kto wykiwał tego pożal się Innosie Baala? Ja! To i z jakimś zaćpanym Szkodnikiem dam sobie radę.
- Przydałbyś się Staremu Obozowi... szkoda, że zginiesz - mówiąc to detektyw wbił złodziejowi miecz w krtań.
Bohater przebił szyję mężczyzny na wylot, wyjął z niej broń i wrócił spokojnym krokiem do Starego Obozu, zostawiając zwłoki na środku ścieżki. Detektyw wszedł do chaty złodzieja ziela i zaczął ją przeszukiwać. Na stole leżały cztery mieszki z rudą w środku. Mężczyzna przeliczył ile rudy jest w każdym mieszku i wyszło mu po 250 na jeden. Załapał, że to na pewno ruda za paczkę. Zaczął biec w stronę targowiska, słusznie myśląc, że tam znajdzie Nowicjusza. Rozmawiał akurat ze swoim przyjacielem, Baal Parvezem. Mijając rozmawiających ze sobą Kopaczy doszedł do rozmawiających ze sobą Baalów.
- Witaj! - przywitał się łysy mężczyzna. - Znalazłeś moją paczkę?
- To dosyć skomplikowane... złodziej, niejaki Grog sprzedał paczkę w Nowym Obozie nałogowemu palaczowi. Jako rekompensatę masz 1000 bryłek rudy, które mężczyzna dostał za sprzedaż.
- No to mamy problem... - oznajmił Taran.
- O co chodzi?
- To ziele było dla Gomeza. Miałem je dostarczyć dzisiaj. Strażnicy mnie zabiją.
- No to mamy problem - powiedział Parvez.
- Błagam cię, żółtodziobie, idź do Obozu Bractwa do Cor Kaloma. On da ci ziele, które zaniesiesz do mnie.
- Jasne, zobaczę co da się zrobić.
- Ja mogę cię zaprowadzić do naszego Obozu - zaoferował się spiczastonosy Parvez.
- Dobra, chodźmy. Szybko!
Pobiegli w stronę Południowej bramy. Biegli zabijając różne stwory, w większości ścierwojady. Przebiegli przez most, potem brzegiem rzeki i w końcu ścieżką w dół, aż dotarli do bramy Obozu.
- Ja już pójdę - powiedział Parvez.
Bohater przeszedł przez mostek do bramy. Został zatrzymany przez Strażnika Świątynnego.
- Stój, nieznajomy. Stąpasz po świętej ziemi, to Obóz Bractwa Śniącego. Mamy tu swoje zasady...
- Słuchaj, nie mam czasu na pogadanki o zasadach - powiedział ostro zatrzymany. - Właśnie idę do Cor Kaloma poprosić go o ziele do Starego Obozu. Życie Baal Tarana jest zagrożone, bo właśnie upływa termin oddania ziela Gomezowi.
- Idź zatem i niech Śniący ma cię w swojej opiece - powiedział drugi Strażnik Świątynny.
Bohater przeszedł przez bramę i przyjrzał się Obozowi. Był inny od innych. Przyjrzał się drzewu na przeciwko niego. Coś było w nim wydrążone. Czyżby ktoś w nim mieszkał? - pomyślał. Szedł drewnianymi ścieżkami, widząc ciekawie skonstruowane chaty. Drewniane rusztowania były przykryte liśćmi, jednak nie wyglądały jak słaby szałas. Były bardzo na pewno bardzo wytrzymałe, skoro wytrzymują tyle lat. W końcu mężczyzna wkroczył na normalną ścieżkę. Idąc nią słyszał kazania jednego z Nowicjuszy, co ciekawe jednym ze słuchaczy był mężczyzna wyglądający jak Kopacz ze Starego Obozu. Nosił te same podarte łachmany co inni robotnicy Gomeza. Może uciekł tu wieść lepsze życie... - zamyślił się żółtodziób. Ignorując brodatego mężczyznę poszedł dalej. Ujrzał chaty usadowione na drzewach i drogi pomiędzy nimi wykonane z drewna. Pomysłowe, ale pewnie mało wytrzymałe. Teraz dopiero mężczyzna zdał sobie sprawę z tego, że przestało padać. Przeszedł przez mostki prowadzące po ogromnej kałuży. Zauważył kram jednego z Nowicjuszy, przy którym stał już jakiś łysol, zapewne klient.
- Choć bliżej - zawołał sprzedawca.
- Witaj - przywitał się zawołany.
- Nazywam się Fortuno. Ale wracając do sprawy: każdy nowoprzybyły otrzymuje od Bractwa powitalny prezent. Trzy sztuki Mroku Północy, dobry towar! Jeśli jednak będziesz chciał więcej niż przewiduje dzienna racja, będziesz musiał zapłacić.
- Dzięki - powiedział przyjmując skręty. - Zaraz, co ja mam w kieszeni. Nie dałem tych pieniędzy, Taranowi... Chwila! Mam pomysł! 1000 bryłek rudy... - pomyślał. Wyjął mieszki z kieszeni i pokazał Fortuno. - Kupuję całe ziele, za 1000 bryłek.
- Co? - zdziwił się Fortuno. - Dobrze, zapkuję - po około minucie, powiedział: - Proszę. W tej paczce jest Zielony Nowicjusz, tu Mrok Północy, a tu Zew Nocy. Muszę iść do Cor Kaloma, bo ogołociłeś mnie z zapasów.
- A gdzie on rezyduje?
- W labolatiorium, na górze.
- Dzięki.
Dawny Zbieracz przymocował sobie paczki z zielem do pasa, przez co wyglądał dosyć komicznie i podbiegł do drabin, prowadzących na górę. Ominął przygotowujących się do podróży do Starej Kopalni Strażników Świątynnych, po czym wspiął się po drabinach. Będąc na górze ujrzał łysego mężczyznę w płytowej zbroi, pilnującego jednej z chat.
- Chyba nie będziesz miał nic przeciwko, jeśli wejdę? - spytał długo włosy mężczyzna.
- Okazuj mojemu Mistrzowi należny szacunek, bo inaczej pożegnasz się z życiem.
Ten jednak nie przejął się słowami ochroniarza Kaloma i wszedł odważnym krokiem.
- Witaj, Kalomie.
- Czego chcesz? - spytał, nie odrywając się od stołu alchemicznego i nie przejmując się nawet tym, że żółtodziób nie użył jego zasłużonego tytułu.
- Przysyła mnie Baal Taran. Mam wziąć od ciebie ziele dla Gomeza. Poprzednia została skradziona...
- Ech... Leży na drugim stole alchemicznym...
Kiedy bohater brał paczkę i chował ją do kieszeni do budynku wszedł Fortuno.
- Mistrzu! - zawołał. - Potrzebuję nowej dostawy ziela do sprzedaży.
- Śniący, daj mi cierpliwość do tych ludzi... - szepnął Guru. - Chodźmy za moją chatę, tam trzymam ziele.
I jak gdyby nigdy nic, wyszli nie zwracając uwagi na żółtodzioba. Hmmm... Może ta receptura, którą chce Dexter jest w jednej z tych skrzyń. Może uda mi się zdobyć ją bez płacenia... Klęknął, więc przy jednej skrzyni, jednak była ona nie do otwarcia, przynajmniej bez klucza. Drugą skrzynię otworzył bez problemu, być może dzięki poradom Rączki. Była tam receptura, którą chciał Dexter. Wziął ją w dłoń i schował do kieszeni. Wybiegł natychmiast z chaty, zszedł po drabinie na dół i mijając naćpanych Nowicjuszy biegł w stronę bramy, a z tamtąd w stronę Starego Obozu.

Ostatnio edytowane przez Mika 123 : 02-01-17 o 18:18.
RPG
Mika 123 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 28-12-16, 18:21   #30
 Mika 123
Strażnik Miejski
 
Mika 123 awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2016
Skąd: Khorinis
Posty: 1 988
Domyślnie

Rozdział XII Spotkanie z Gomezem

Bohater wciąż biegł do Starego Obozu, myśląc tylko, żeby jak najszybciej dotrzeć do Baal Tarana, w końcu chodziło o życie kogoś, dzięki komu jeden ze Strażników zarekomenduje żółtodzioba Gomezowi. Przebiegł już mostkiem, prowadzącym przez rzeczkę wypływającą z jeziora nad wodospadem. Dotarł już do bramy, mijając Strażników przebiegł przez nią, skoczył z kamiennej platformy i dobiegł do opustoszałego już, ale wciąż gwarnego targowiska. Zmęczony zbliżył się wolniejszym już krokiem do rozmawiających ze sobą przybyszów z Obozu na bagnie, wyjmując z kieszeni paczkę ziela i podając przedmiot okrągłogłowemu Taranowi.
- Oto ziele od Cor Kaloma - rzekł dawny Zbieracz.
- Dziękuję! Od razu idę do Zamku! - ucieszył się Baal.
- Powodzenia - powiedział tylko mężczyzna z kucykiem.
- Niech Śniący ma cię w swojej opiece! - dołączył się do podziękowań spiczastonosy Baal Parvez.
Kandydat na Cienia zostawił Parveza samego i podszedł do straganu Dextera.
- Mam przepis Kaloma - oznajmił blondyn.
- Pokaż go! - przejrzał go chwilę Cień. - Świetnie! Równy z ciebie chłop! Wstawię się za tobą u Diego.
- Dzięki.
Teraz celem bohatera była karczma w zawalonej wieży. Hmmm... zapomniałem zapytać Tarana o handel z Mancheimem, ale cóż... po to kupiłem to ziele od tego całego Fortuno... - pomyślał. Wszedł do gospody Strażnika, która o tej porze była obfita w klientów. W powietrzu unosił się odór chmielu, a na stołach leżały puste kufle i butelki, w których niegdyś było piwo. Lecz niektórzy zatwardziali pijacy wciąż trzymali się na nogach. Za ladą stał jak zwykle Mancheim i Jessy, który miał tam wszystkie potrzebne narzędzia do swojej pracy. Skazaniec podszedł do nich.
- I jak? - spytał Strażnik. - Masz tego dilera?
- Tak jakby... odzyskałem dla niego paczkę z zielem, ale dla ciebie mam to - powiedział długowłosy mężczyzna, wyjmując zza pasa trzy paczki z zielem. - To ci wystarczy na miesiąc. Zielony Nowicjusz, Mrok Północy i Zew Nocy.
- Dzięki, przyjacielu. Teraz mam już wszystko. Diego usłyszy o tobie same dobrze rzeczy - odparł ostrzyżony mężczyzna.
Bohater udał się w kierunku wyjścia z pomieszczenia. Jego celem był łysy, opalony mężczyzna, który jest ostatnim, który może go poprzeć. Poszedł w stronę areny. Dotarł w końcu do miejsca, gdzie trenowali i ostrzyli broń gladiatorzy. Podszedł do czarnoskórego, łysego mężczyzny. Jego zbroja była dość specyficznie wykonana, w większości osłaniała jego prawą stronę. Była to skórzana zbroja wzmacniana po części stalą. Naramiennik był tylko po prawej stronie. Napierśnik był również wzmacniany wielkim kawałem metalu i płytami z tegoż surowca. Te same płyty były na skórzanych spodniach podtrzymywanych pasem. Siedział właśnie przy ognisku, wpatrując się w tańczące płomienie.
- Witaj - przywitał się żółtodziób. - To ty jesteś Kharim?
- Tak - odparł z dumą Najemnik. - Długo tu musisz być, skoro o mnie słyszałeś. Jestem najlepszym wojownikiem jakiego oglądał ten zawszony Obóz.
- Chciałbym wyzwać cię na pojedynek...
- CO!? Takich jak ty zjadam na śniadanie!
- Z początku chciałem powiedzieć coś o twoich wątłych ramionach, ale potem zobaczyłem twoją paskudną mordę - skłamał, ponieważ mężczyzna był dosyć dobrze umięśniony.
- Wymyśl coś lepszego.
- Hmmm... nie mogę wymyślić czegoś, co byś zrozumiał...
- Może byś jednak spróbował.
- To może tak: twój ojciec zabawiał się z owcami.
- Cóż, były takie plotki...
- Powiedzmy sobie szczerze: przyszedłeś tu tylko po to, aby móc pocałować Gomeza w dupę!
- CO!? TY GNIDO! NIE WIESZ O CZYM MÓWISZ! NOWY OBÓZ MA WAS GDZIEŚ! CZEKAM NA CIEBIE NA ARENIE! ZAŁATWIĘ CIĘ Z WYJĄTKOWĄ PRZYJEMNOŚCIĄ! - wykrzyknął, że słychać go chyba było w sali tronowej Gomeza.
Razem pobiegli na arenę. Był już wieczór, kiedy miała rozpocząć się walka. Nad areną byli zebrani Kopacze i Cienie mieszkający w tym rewirze. Nawet Fletcher, Scatty i inni gladiatorzy przyszli zobaczyć walkę. Wyciągnęli broń, kiedy Kharim rzucił jakimś głodnym kawałkiem o bólu i woli. Stanęli naprzeciw siebie. Wyzywający zaszarżował na czarnoskórego, lecz ten zrobił unik i uderzył bohatera swoją buławą, zwaną łomotacz. Uderzony jęknął tylko i zwrócił się ku swemu przeciwnikowi. Zablokował następny cios i sam wyprowadził jeden w bok, przeszywając tym samym lewy bok Najemnika. Żółtodziób cofnął się pod lewą ścianę areny. Gdy spojrzał w górę, zobaczył, że w loży nad areną. Ujrzał tam mężczyznę w bogato zdobionej zbroi, a po jego bokach stali równie bogato ubrani ludzie. Wojownik zrozumiał, że są to Magnaci, którzy najwyraźniej regularnie oglądają walki na arenie i słysząc wrzaski Kharima o walce przyszli tutaj. Muszę wygrać! To jest moja szansa! - pomyślał. Skierował wzrok na przeciwnika. Ten szarżował akurat na bohatera, lecz ten uniknął ciosu. Wbił mu jednak podczas uniku miecz w plecy, jednak od razu wyjął. Ciało Najemnika przeszył wtedy niesamowity ból, więc położył się na ziemi i zakończył tym samym walkę. Rozległy się brawa. Trwało to krótką chwilę, aż klaskania przerwał mocny, charyzmatyczny i dźwięczny głos:
- Wezwać mi no tego gladiatora!
Zwycięzca, więc opuścił teren areny i dostał się na górę. Wtedy już przed lożą stał sam Gomez razem ze swoją świtą.
- Brawo! Świetny pokaz umiejętności - pochwalił Magnat.
- Dziękuję.
- Chciałbyś może dołączyć do Starego Obozu? Zostać Cieniem? Szkoda, żeby taki talent się zmarnował.
- Próbuję właśnie zostać jednym z was. Walka z tym Najemnikiem to był sposób, żeby zdobyć szacunek Scatty'ego. Poza tym wykonałem już kilka zadań na rzecz Obozu. Może pan zapytać Diego, on powie co mówią o mnie mieszkańcy.
- Tak, zapytam go. Przyjdź jutro do Zamku, do siedziby Magnatów, tam cię sprawdzimy.
- Oczywiście, przyjdę.
Po tych słowach zwycięzca walki udał się do swojej chaty, od razu rzucając się na łóżko. Po kilku minutach, zasnął.
RPG
Mika 123 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 30-12-16, 17:19   #31
 Mika 123
Strażnik Miejski
 
Mika 123 awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2016
Skąd: Khorinis
Posty: 1 988
Domyślnie

Rozdział XIII Dostarczenie listu

Do Kolonii Karnej znajdującej się pod Magiczną Barierą powoli zaczęły docierać promienie dopiero wstającego słońca. Nie wiele godzin później mieszkańcy Starego Obozu zaczęli się budzić i wyszli ze swoich chat. Tak samo było z niedawno przybyłym do Magicznego Więzienia długowłosym mężczyzną, który mimo, iż był pod Kopułą od niedawna zdobył sympatię mieszkańców najstarszego z Obozów. Skierował swe kroki w stronę bramy Zamku. Czuł na sobie wzrok Kopaczy i Cieni, obok których przechodził, zapewne patrzyli na niego z szacunkiem, pamiętając wczorajszą walkę. Gdy doszedł pod ową bramę nie zastał tam czarnoskórego mężczyzny w płytowej zbroi. Po chwili rozglądania się zobaczył, że podchodzi do niego Diego.
- A co ty tu jeszcze robisz? - zdziwił się Cień. - Musisz iść teraz do Zamku.
- Jasne, pójdę, tylko... czy Strażnicy mnie przepuszczą?
- Tak, Thorus już wszystko załatwił.
- Więc idę.
- Powodzenia! Przyda ci się!
Bohater przeszedł przez wrota, nie zatrzymany przez Strażników. Szybkim krokiem poszedł do siedziby Magnatów, mijając dwóch kolejnych przedstawicieli wojska Starego Obozu. Wnętrze tego budynku było bogato zdobione. Na piętrze zauważył dwóch kuszników. Magnaci jak widać są bardzo chronieni - pomyślał żółtodziób. Dotarł do "rozwidlenia" dróg. Gdzie nie spojrzał, tam był jakiś Elitarny Strażnik. Skręcił w prawo. Idąc zobaczył skąpo ubraną kobietę z blond włosami i dwóch kucharzy. Jeden był gruby, drugi chudy. Ale się dobrali. Zszedł schodkami w wąskim korytarzyku na dół. Ujrzał salę tronową, w której rezydował Gomez. Siedział na tronie, a wokół niego siedzieli inni Magnaci na wyszywanych owczym futrem krzesłach. Nad przywódcą Obozu wisiał obraz, przedstawiający Magnata w towarzystwie dwóch pań lekkich obyczajów.
- Jesteś już - odezwał się Gomez. - Słyszałem o twoich dokonaniach. Ile jesteś w Kolonii?
- 8 dni.
- Ile? - zdziwił się Magnat. - 8 dni!?
- W sumie to odjąć 4, ponieważ przez ten czas byłem niewolnikiem w Nowym Obozie.
- Bez wątpienia zasługujesz na przyjęcie w szeregi Cieni. Thorusie! Przekaż mu Zbroję Cienia.
- Tak jest! - odparł Strażnik, wręczając świeżo upieczonemu Cieniowi jakąś skrzynkę.
- Założysz ją u siebie w chacie - powiedział szef Obozu.
- Jak już to zrobisz idź pod bramę Zamkową. Dostaniesz zadanie - oświadczył Thorus.
- Tak jest! - zawołał nowy członek Starego Obozu. - Tylko muszę zajrzeć jeszcze do Magów, przekażę im list odebrany Frankowi.
Nie spotkał się z żadnym odzewem, więc wyszedł z sali tronowej. Gdy opuścił siedzibę Magnatów skręcił w prawo. Przed majestatycznym budynkiem stało czterech mężczyzn ubranych w czerwone szaty. Dwóch w sędziwym wieku żywo rozmawiało, jeden stał przed wyżej wspomnianym budynkiem, a ostatni na drodze do ślepej uliczki, w której była kapliczka Innosa. Bohater podszedł do tego ostatniego.
- Witaj! - przywitał go Mag.
- Witam! - odpowiedział Cień.
- Nazywam się Ned. W czym mogę pomóc?
- Mam list do Arcymistrza Magów Ognia.
- A to do idź do Miltena, stoi przed naszym małym klasztorem.
- Jasne, już idę.
Przeszedł obok rozmawiających Magów, usłyszał nawet część ich rozmowy. Ten starszy powiedział: "Na jego miejscu zrobiłbym inaczej...". Podszedł do stojącego przed świątynią Maga i usłyszał:
- Stój, nie wolno ci przekroczyć progu tego domu bez pozwolenia Mistrza Corristo.
Bohater spojrzał na Maga. Miał brązowe włosy i niebieskie oczy. Mała grzywka przysłaniała lekko jego czoło. Długi i prosty nos spokojnie wciągał i wypuszczał powietrze z płuc. Milten to był na oko spokojny człowiek, więc jego oddech również był opanowany. W końcu odezwał się do niego:
- Mam list do Arcymistrza.
- Pokaż mi to pismo.
- Oto i ono.
- Hmmm... ale ten list zaadresowano do Xardasa!
- Co w tym takiego niezwykłego?
- Xardas już dawno nie jest sługą Innosa, nie tak dawno temu zwrócił się w stronę Czarnej Magii. Zaczął te same praktyki co Magowie z Varrantu... poczekaj, niedługo wrócę.
- Hmmm... z tego co słyszałem Varrant należy do Królestwa Myrtany, więc są tam na pewno tylko Magowie Ognia... zresztą! Co mnie to obchodzi! - pomyślał. - I co? - zapytał, gdy Milten już wrócił.
- Corristo jest niezwykle uradowany! Powiedział, że możesz iść do Torreza i wybrać sobie nagrodę.
- Gdzie znajdę tego Torreza?
- Stoi tu obok.
- Witaj, Magu - powiedział podchodząc do rozmawiających czarodziejów.
- Witaj.
- Przyniosłem list z Zewnątrz. Corristo powiedział, że dasz mi nagrodę.
- Proszę, wybierz coś. Tu masz trzy zwoje, pierścień siły lub zręczności albo Eliksir Ducha.
- Wezmę ten pierścień siły.
- Proszę.
- Dzięki.
Świeżo upieczony Cień założył pierścień i pobiegł do swojej chaty ze skrzynką pod pachą. Dobiegł do chaty i otworzył skrzyneczkę. Zaczął się przebierać. Gdy już skończył tą czynność to przyjrzał się sobie. Miał wielkie, skórzane buty, a wyżej spodnie z materiału, wzmocnione metalem w kroku. Tą część garderoby podtrzymywał pas. Rękawice były bardzo wygodne, mimo wzmocnienia kolczą. Pod koszulą miał kolczugę, a na wierzchu było wzmocnienie metalowymi płytami. Bohater wygodnie czuł się w tej zbroi, więc dumnym krokiem, zgodnie z instrukcjami Thorusa, ruszył w kierunku bramy do Zamku.

Ostatnio edytowane przez Mika 123 : 02-01-17 o 18:19.
RPG
Mika 123 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 02-01-17, 18:00   #32
 Ancoron
Ma admina
 
Ancoron awatar
 
Zarejestrowany: styczeń 2016
Posty: 7 432
Domyślnie

Cytat:
ujrzał, że leje jak z cebra.
Ujrzał dziwnie brzmi, lepiej byłoby jakbyś napisał zobaczył
Cytat:
blond włosy
To jeden wyraz, nie dwa.

Cytat:
Do Kolonii Karnej ukrytej...
A to ona jest tak ukryta, czy znajdująca się pod barierą?

Cytat:
Jeden gruby, drugi chudy
Normalnie Tolkien może się schować .

Dwa rozdziały, trochę dużo do oceny, na szczęście niewiel się dzieje, przyznam szczerze, iż kusiło mnie, by zaprzestać czytania z uwagi na przewidywalność. Tak, wiem, wprowadzasz nowe postacie, odrobinę naginasz fakty gry, lecz to dalej ta sama historia, nawet zadań nie pozmieniałeś, ot dodałeś jedno czy dwa. A ja, jeśli mam poczytać o grze albo w nią zagrać, to zawsze wybiorę drugą opcję.
Samo opowiadanie nie jest złe, choć czytałem lepsze. Sęk w tym, iż ta sama historia niezbyt wielką ilość czytających przeciągnie, zwłaszcza że na tym forum były już liczne próby przelania tego na papier. Sęk w tym, iż właśnie przez to nie może to być jakoś bardzo wciągające, z prostego powodu, wiadomo co będzie działo się za chwilę.
Moja rada: Zamieszaj w historii całkowicie, zaszalej, nawet najbardziej paranoidalne pomysły przyjemnie urozmaicą historyjkę :P.
RPG
Ancoron jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 02-01-17, 18:16   #33
 Mika 123
Strażnik Miejski
 
Mika 123 awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2016
Skąd: Khorinis
Posty: 1 988
Domyślnie

Dzięki, że skomentowałeś, myślałem już, że nikt nie czyta.

Cytat:
przyznam szczerze, iż kusiło mnie, by zaprzestać czytania z uwagi na przewidywalność.
Dzięki (trochę się powtarzam), że jednak nie zrezygnowałeś.

Co do krytyki zgadzam się i już biorę za korektę.
RPG
Mika 123 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 03-01-17, 19:26   #34
 Mika 123
Strażnik Miejski
 
Mika 123 awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2016
Skąd: Khorinis
Posty: 1 988
Domyślnie

Rozdział XIV Odsiecz

Jakież zaskoczenie spotkało świeżo upieczonego Cienia, gdy spotkał przed bramą Zamkową pokaźną grupkę mężczyzn i dwa wozy ze skrzyniami, przy których stali ci ludzie w obdartych koszulach, zwani Kopaczami. Nad tą grupą wojaków i obdartusów stał Thorus i obok, nieco wątlejszy, krótko przystrzyżony mężczyzna, w równie kunsztownej zbroi. Przy jego pasie wisiała pochwa, w której spoczywał miecz, jednak widać było tylko zdobioną rękojeść. Gdy bohater wspiął się w końcu na miejsce posterunku szefa Straży Starego Obozu, odezwał się Strażnik stający obok czarnoskórego:
- Thorusie, to ten?
- Tak, to on - odpowiedział zapytany. - Młodzieńcze, podejdź bliżej.
- Słucham? - powiedział mężczyzna z kucykiem, podchodząc do Strażników.
- Niedawno otrzymaliśmy wiadomość od naszych ludzi w Obozie Łowców Orków. Niezbyt dobrze tam się dzieje, a jako, że są oni naszym zabezpieczeniem przed Orkami musimy ich wesprzeć - rzekł Thorus. - Stojący tu Siekacz został przeze mnie wyznaczony do poprowadzenia grupki wojowników do tamtego Obozu. Ty masz być jednym z nich.
- Jasne, kiedy wyruszamy? - odparł wojownik.
- Natychmiast! - oświadczył dowódca wyprawy. - Nie można czekać ani chwili! Czekaliśmy tylko na ciebie. RUSZAMY! - krzyknął do reszty wojowników.
Na ten znak wszyscy Cienie i Strażnicy z grupy Siekacza oraz Kopacze targający wozy pomaszerowali w stronę Północnej bramy. Później skręcili w lewo, kierując się krawędzią dolinki, gdzie mieszkał myśliwy Cavalon. Później trzymali się skalnej ścianki, widząc już dokładnie co się dzieje za prowizorycznie zrobioną z drewna bramą. Trwała tam bitwa! Łowcy walczyli z zielonoskórymi. Kopacze w panice przestali ciągnąć wozy i uciekli, tym samym powodując stoczenie się z wzniesienia karawan. Tragarze zostali jednak schwytani przez Strażników i zmuszeni do ponownego targania pakunków. Inni wojownicy, w tym świeżo upieczony Cień, ruszyli do walki. Targający wyposażenie Kopacze stanęli przed bramą, nie chcąc przeszkadzać. Bohater walczył dzielnie ramię w ramię razem z innymi członkami Starego Obozu, mimo strachu przed silnymi, lecz trochę tępymi przeciwnikami. Walka była ciężka, Orkowie byli bezlitośni. Gdy dawny Zbieracz pokonał pierwszego Orka, poczuł się już pewniej, pomijając fakt, że ta walka polegała tylko na dobiciu dogorywającego humanoida. Druga walka wymagała już więcej sprytu i wysiłku. Ork szarżując napadł na bohatera, ale ten uniknął ciosu. Wykonując tą czynność przeciął tylną część pancerza oponenta. Ten odwrócił się, szaleńczo wymachując toporem na boki, jednak żaden nie trafił w Cienia. Po długiej serii w końcu się zmęczył, co wykorzystał jego przeciwnik, pchając ostrze miecza w wielki odsłonięty brzuch Orka. Ten ryknął z bólu i puścił broń. Skazaniec odciął głowę stworowi. Ta część ciała potoczyła się ziemi pod nogi mężczyzny. Gdy ten patrzył na zastygnięte w oczach przegranego przerażenie, któryś z pobratymców bezgłowego uderzył młodzieńca trzonkiem topora w potylicę.

Bohater obudził się na słomie, odczuwając przy wstawaniu silny ból na potylicy. Przemógł ból i wstał. Przyjrzał się otoczeniu. Był w jaskini, a wokół niego na słomie leżeli inni ranni. Wyszedł z jamy dalej przyglądając się otoczeniu. Trafił do miejsca, które coś mu przypominało. Hmmm... to przypomina mi miskę, w której ten kucharzyna z Zewnętrznego Pierścienia daje mi tą jego całą potrawkę z chrząszcza a la Snaf z ryżem i grzybami... - pomyślał. Rzeczywiście tak było, ponieważ to miejsce było odgrodzone skałami o wysokości takiej, że bohater bez problemu, by się na nie wspiął. Nad wyjściem z tej "miski" znajdował się naturalny, kamienny mostek prowadzący z lewej strony na prawą. Na środku tego niezwykłego zjawiska geologicznego stał kociołek, w którym głośno coś wrzało, ponieważ pod nim płonęło ognisko, a wokół niego na drewnianych ławach siedzieli wojownicy. Skazaniec widział zarówno ludzi ze Starego Obozu, jak i Łowców Orków. Podszedł do niego jeden z tych ostatnich. Cień przyjrzał się mu. Górna część pancerza była koloru zielonego, chyba była to skóra jakiegoś gada. Naramienniki były z tej samej skóry, jednak wzmacniane metalowymi płytkami, tak samo jak napierśnik. Rękawice miały brązową barwę, pewnie ze skóry wilka lub Orkowego psa. Pas był z tej samej skóry. Spodnie były czarne, ze skóry Warga, a buty skórzane. Ta dolna część garderoby była przy udach i łydkach z tyłu i z przodu wzmacniana metalowymi płytkami tak samo jak fragmenty górnej części pancerza. Nieznajomy powiedział:
- Proszę, proszę, obudziłeś się. Twoja rana nie musiał być zbyt poważna, skoro stało się to tak szybko. Byłeś nieprzytomny około dwie godziny...
- Tak, chyba obrażenia nie są zbyt poważne, ale chyba dostałem w potylicę, bo strasznie boli mnie ta okolica - odparł mężczyzna z kucykiem.
Znowu przypatrzył się Łowcy. Mężczyzna miał czarne włosy i spiczasty nos. Był dobrze zbudowany i nosił wielki miecz na plecach.
- Chodź do ogniska, napijesz się - zaproponował podając młodzieńcowi piwo.
- Jasne.
- Witaj, Siekacz - powitał Strażnika, siadając.
- Witaj, jak tam forma po bitwie? Thorus mówił, że jak na żółtodzioba jesteś niezłym wojownikiem.
- No cóż... teraz już sobie przypomniałem... Zabiłem dwóch Orków i walczyłbym dalej, ale... hmmm... a, już pamiętam! Jeden z zielonoskórych uderzył mnie czymś w potylicę.
- No to kicha.
- I to jaka, boli mnie teraz trochę - rzekł blondyn z kucykiem, biorąc łyk piwa.
- Tak, pij na zdrowie. Jednak, jak wypijesz to miałbym dla ciebie zadanie.
- Jakie? - spytał oddalając usta od gwinta butelki.
- Pomożesz Złemu w pilnowaniu jednej z bram. Jak wyjdziesz z tej części Obozu skręcisz w lewo i tam spotkasz Złego.
- Jasne, już idę - oznajmił po czym opróżnił butelkę chmielowego napoju.
Poszedł drogą opisaną przez Siekacza i jego oczom ukazała się druga część obozowiska. Stacjonowała tam reszta Cieni, Strażników i Łowców. Ci Łowcy nie mieli jednak pancerzy wzmacnianych metalem. Chyba są niżsi rangą albo doświadczeniem, skoro nie mają tych wzmocnień - podsumował w myślach. Leżały tu też skrzynie z wozów i same wozy również. Bohater podszedł do Złego.
- Mam ci pomóc - powiedział.
- O! Witaj, zamyśliłem się, więc cię nie zauważyłem. Mówiłeś coś? - wymamrotał zdezorientowany.
- Witaj. Tak, mówiłem, że mam ci pomóc.
- O, tak. Co dwie pary oczu to nie jedna.
- Fakt.
Dawny Zbieracz stanął obok Złego i razem z nim przyglądał się otoczeniu. Spojrzał na wzgórze, na którym stała mała, kamienna wieża strażnicza. Obok niej mężczyzna ujrzał jakąś sylwetkę. To była ludzka sylwetka! Wojownik w zbroi patrzący się w stronę Obozu z rękami na biodrach. Skazaniec zamknął oczy i potrząsnął głową. Gdy powieki odsłoniły gałki oczne wartownika tajemniczego osobnika już tam nie było. Hmmm... dziwne... - pomyślał tylko. Wtem pod innym wzgórzem ujrzał poruszającą się bestię. Wyglądała jak wysuszony, zmizerniały Cieniostwór. Jednak po kilku chwilach zwierzę odeszło w kierunku miejsca pomiędzy wzgórzami.
- Tą bestię nazywamy Ogarem. Często Krwawym Ogarem - obydwaj wartownicy ze Starego Obozu usłyszeli za sobą głos. Odwrócili się i zobaczyli jednego z Łowców Orków. - Bezwzględne stwory.
- Lepiej się w takim razie z nimi nie mierzyć - skwitował blondyn.
- Chwila! Odwróćcie się!
Wartownicy zrobili to i zobaczyli szereg Orków pod wzgórzem, pod którym żerowała bestia. Niedaleko nich kręciły się Orkowe Psy. Było też tam kilka tych Ogarów. Większość Orków to byli Wojownicy, było trzech Szamanów i kilku Wojowników z kuszami, którzy byli ustawieni losowo wokół armii. Stało tam też kilku Elitarnych Orkowych Wojowników, odzianych w granatowe pancerze. Wszyscy mierzyli dwóch Cieni i Łowcę Orków nienawistnymi spojrzeniami i rozbrzmiał odgłos rogu. Na ten sygnał Orkowie ruszyli do ataku!
RPG
Mika 123 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 06-01-17, 21:50   #35
 Mika 123
Strażnik Miejski
 
Mika 123 awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2016
Skąd: Khorinis
Posty: 1 988
Domyślnie

Najdłuższy rozdział jaki mi kiedykolwiek wyszedł... trochę się namęczyłem, ale mam nadzieję, że było warto



Rozdział XV Straty

Górne Miasto było tej nocy słabo oświetlone przez światło emanujące od Księżyca. O dziwo latarnie nie zostały zapalone, więc każda poruszająca się w tej części miasta Khorinis postać była niemal niewidoczna. Był stamtąd widoczny czubek Magicznej Bariery nad Górniczą Doliną. Trafiał tam każdy przestępca, każdy gwałciciel, morderca, oszust, złodziej... mężczyzna przekradający się ulicami najbogatszej dzielnicy miasta portowego wzdrygnął się. Rozmasował sobie czoło zahaczając o brązowe włosy. Ech... cholera! Brak Strażników Miejskich patrolujących Górne Miasto wcale nie gwarantuje nieuchwytności. Przydzielono mi do tego zadania jakieś miernoty! Całe szczęście, że Ramirez chociaż załatwił łapówkę dla Wambo - myślał. W końcu dotarł przed swój cel. Dom Sędziego z Khorinis, ta tłusta świnia pławi się w luksusach, gdy ludzie, których skazał... szkoda gadać. Przekupna gnida. Na szczęście dziś odciążymy go od części bogactwa. W końcu do złodzieja doszli dwaj mężczyźni. Obydwaj byli w sile wieku, nosili przy pasach lekkie miecze, a na plecach długie cisowe łuki.
- Witaj, Mistrzu Uriku - odezwał się jeden z nich. Mężczyzna z czarną bródką, pasującą kolorem do reszty włosów, o imieniu Zurych.
- Mamy jeszcze do przekazania, że Mistrz Ramirez zajął się prywatnym ochroniarzem Sędziego - dodał drugi, również czarnowłosy, tyle, że on miał dłuższe włosy zapięte w kucyk.
- Widzę, nie jestem debilem, żeby tego nie widzieć - powiedział ostro, ale cicho. - Dobra, Zurych rozejrzysz się na parterze, a ty Jowandel idziesz ze mną na górę.
- Tak jest! - zawołali równocześnie.
- Ciszej! Jasna cholera, czy mówi wam coś słowo dyskrecja?
- Przepraszamy... - przeprosił ze spuszczoną głową mężczyzna z czarnym kucykiem.
- No już, ruszać.
Weszli do budynku i zgodnie z planem mężczyzna z bródką został na parterze, a dwaj pozostali złodzieje weszli na piętro lekko na ugiętych palcach, co zapewne pomagało im w bezszelestnym poruszaniu. Gdy dotarli do sypialni, a zarazem gabinetu Sędziego, Urik ze zdziwieniem stwierdził:
- Sędziego widać nie ma. Szanownej małżonki też.
Rozejrzał się za rzeczami, które można by było ukraść. Pomieszczenie miało kilka okien. Stały tam dwa fotele i kilka innych mebli. W kominku żywo płonął ogień, a obok niego na ścianie wisiała tarcza. Jowandel wciąż stał przy schodach i wcale się stamtąd nie ruszał, podczas gdy Urik podszedł do pulpitu, stojącego między łóżkami. Nagle obaj usłyszeli kroki na parterze. Brązowowłosy, wciąż stojąc w tym samym miejscu odwrócił się w stronę schodów. Czyżby małżonkowie wracali? - pomyślał. Wziął do ręki swoją szpadę gotowy do ataku. Odgłos kroków coraz bardziej się pogłaśniał. Ktoś był na tyle blisko, że już wchodził po schodach. Zaraz! To brzmi jak odgłos czterech stóp. Ich jest więcej! Jestem w pułapce - zorientował się. Nie podzielił się tą informacją ze swoim towarzyszem. Po schodach wspięło się 5 mężczyzn. Jednym z nich był Zurych, który dotarł na miejsce z wyciągniętym mieczem, drugim był ochroniarz Sędziego. Po chwili Jowandel również wyciągnął broń. Strażnicy również mieli w dłoniach ostrza. Na czele tych ludzi stanął Wambo.
- No no! - odezwał się Strażnik. - Dałeś się jednak zwabić w pułapkę. Jednak cię przeceniałem, Uriku.
- Brawo! - pogratulował złodziej. - Wspaniale to wszystko wymyśliłeś, tylko po co?
- Och, odpowiedź jest bardzo prosta. Nie pasujesz pewnym ludziom. Jeden z nich, Ramirez zlecił nam wszystkim tą całą szopkę. Ja namówiłem Sędziego i jego żonę, żeby poszli dziś gdzieś, ponieważ Straż Miejska chce złapać pewnego złodzieja na gorącym uczynku. Urzędnik zgodził się i rzeczywiście tak się stało. Jako partnerów do tego "zadania" dostałeś siostrzeńców Ramireza. A potem wszystko poszło z górki... sam podpisałeś na siebie wyrok, każąc Jowandelowi tu zostać, podczas gdy Zurych zawołał nas.
- I co zamierzacie teraz ze mną zrobić? Zabić mnie?
- Nie. Oficjalna wersja jest taka: przyłapaliśmy cię na kradzieży, podczas szukania dowodów na przekręty Sędziego, ponieważ Gallahad, jeden z urzędników, oskarżył go o nieczyste interesy. Niczego nie znaleźliśmy poza tobą, myszkującym tutaj. Aresztowaliśmy cię i ty, razem z Gallahadem zostaniecie dostarczeni do Górniczej Doliny, skazani na dożywotni pobyt za Magiczną Barierą. Ty za kradzież, on za bezpodstawne oskarżenie.
- Nieźle to zaplanowaliście. Usuniecie dwóch wadzących wam ludzi. Zgaduję, że Ramirezowi nie podobał się mój intelekt i talent do tego fachu, ponieważ coraz bardziej zyskiwałem w oczach Cassi.
- Dokładnie! Twoja przenikliwość jednak cię nie uratuje. Ochroniarzu Sędziego, idź po swego pracodawcę. Wy dwaj po Gallahada. Wsadzicie go za kraty. Zurych i Jowandel, obezwładnijcie Urika.
Wszyscy zaczęli wykonywać swoje polecenia. Siostrzeńcy jednego z Mistrzów Gildii Złodziei, poszli pod złodzieja. Ten jednak nie zamierzał tanio sprzedać skóry, wykonał cięcie z lewa na prawo, rozcinając brzuch nieostrożnemu Juwandelowi. Zurych zablokował cios i sam też wyprowadził uderzenie. Urik uniknął ciosu, wbijając zdrajcy broń w lewy bok. Wiedząc, że nie ma czasu na walkę z Wambo, naskoczył na jedno z okien, wybijając z niego szybę. Skoczył z piętra budynku i zaczął biec uliczką, lecz wtedy ktoś trafił go z kuszy bełtem w łydkę. To był ochroniarz Sędziego, wracający właśnie ze swoim pracodawcą i jego żoną. Podbiegł do niego i kopnął w głowę, przez co ten stracił przytomność.

W tym czasie bitwa w Obozie Łowców Orków rozpętała się na dobre. Z tej armii, która przypuściła szturm na Obóz nie został ani jeden Orkowy Pies, ocalał za to jeden Elitarny Orkowy Wojownik, przewodniczący 9 Orkom Wojownikom i jeden Ogar. Bohater walczył zażarcie, mimo strachu. Właśnie pokonał jednego z Orków Wojowników i stanął do walki z kolejnym. Jednak był to Elitarny Ork. Strach opanował młodego Cienia. Ork podbiegł do mężczyzny, złapał go i rzucił nim w kierunku Krwawego Ogara. Skazaniec upadł na plecy walczącej z Łowcami Orków bestii. Ogarnął się szybko i wbił miecz w kark Ogara. Przebił mu go na wylot tak, że krtań zwierzęcia wypadła z jednej z dziur. Młodzieniec zeskoczył z opadającej z sił bestii. Jednak nie miał już nic do roboty, ponieważ wszyscy agresorzy już gryźli ziemię. Z drugiej części Obozu, tej podobnej do miski wyszedł Siekacz i kilku Elitarnych Łowców Orków.
- Dobra, ludzie! - zawołał przywódca odsieczy ze Starego Obozu. - Zabierzcie pełne skrzynki z wyposażeniem, a pustymi blokujcie przejście do tej części z jaskinią. Zabierzcie też ze sobą rannych.
Wszyscy zabrali się do roboty. Przenosili rannych i skrzynie. Pełne były gromadzone w grocie z rannymi, a pustymi barykadowali drogę do głównej części Obozu.
Po około godzinie przejście do ocalałych, ukrytych w "misce" było zabarykadowane skrzyniami i dwoma wozami, którymi były transportowane zapasy. Do barykady dołączono również kawałki dawnej palisady. Zwłoki poległych, których było całkiem dużo spoczęły niepochowane pod bramą do części Obozu, która się ostała. Było to dosyć makabryczne, ale pomagało w obronie. Na kamiennym mostku nad barykadami ustawiono kilku kuszników. Tak samo zrobiono z innymi miejscami, z których widziano ścieżki na zewnątrz. Po dawnym Obozie nie zostało nic, wszystko wykorzystano na rzecz obrony. Bohater podszedł do ogniska, nad którym gotowała się zupa, być może ze ścierwojada. Usiadł na ławce i tępo wzrokiem pełnym smutku patrzył na tańczące płomienie. Tyle śmierci jednego dnia... Ten pierdolony Król Rhobar pewnie nie wie jak my się tu poświęcamy... - myślał z żalem i złością. Z jego rozmyślań wyrwał go jednak jeden z Łowców:
- Mogę się przysiąść?
- Jasne.
Obok niego usiadł mężczyzna śniadej karnacji, o krótkich włosach i małym zaroście na twarzy, na który składały się szerokie wąsy, łączące się z czarną brodą. Miał zbroję Elitarnych Łowców i dwa miecze, jeden przy pasie, drugi na plecach. Obydwa ostrza były pofalowane.
- Nazywam się Prin. Rozumiem twój smutek - odezwał się Łowca. - Tyle dusz odeszło dziś do Krainy Zmarłych... Jednak wkrótce się przyzwyczaisz. Pochodzę z Varrantu, stąd mój kolor skóry. Mieszkałem sobie w Bakareshu, świątynnym mieście Assasynów i wiodłem spokojne życie. Pewnego dnia na targowisku spotkałem piękną damę i od razu się w niej zakochałem. Spotkaliśmy się kilkakrotnie, ale potem... - z oka Varrantczyka pociekła pojedyncza łza, która przepłynęła przez policzek i pod dotarciu do podbródka, spadła na ziemię. - Dobra, już w porządku. Potem wojska Królestwa Myrtany zaczęły oblężenie... byliśmy na to przygotowani, jednak ci zamiast walczyć w otwartym polu zakradli się w nocy, bez honoru mordując naszych obywateli. Gdy rano poszedłem do swojej ukochanej była martwa. Z tego co wywnioskowałem ze stanu zwłok przed śmiercią została zgwałcona... nasze miasto mimo tej rzezi jeszcze się jako tako trzymało. Jedynym celem w moim życiu była zemsta. Dowiedziałem się, że oblężeniem dowodził Lord Hagen, dlatego walka przebiegała niehonorowo. Gdyby Generał Lee dowodził wojskami może by do tego nie doszło, ponieważ jest on człowiekiem honoru. Ale wracając: gdy dowiedziałem się kto jest za to odpowiedzialny, zakradłem się do namiotu Lorda i chciałem go zabić. Jednak go nie zastałem... gdy już chciałem uciekać Hagen przyszedł do pomieszczenia i zrozumiał co chciałem zrobić. Wezwał straże, które natychmiast mnie obezwładniły. Zostałem przetransportowany na wyspę Khorinis, a później zesłany tu, do Kolonii... Nie wiesz nawet jak rozpaczałem po śmierci ukochanej. Teraz jednak przyzwyczaiłem się do jej braku... Nie wybaczyłem, nie zapomniałem, ale przyzwyczaiłem!
- Przykro mi... ty przeżywałeś większy ból, niż ja teraz. Zresztą, ja tych ludzi za bardzo nie znałem, ale ten widok... widok martwych ludzkich ciał... okropność... A tak zmieniając temat: piwa się napijmy! To smutki nasze rozwieje!
- Oczywiście, proszę! Mam dwie butelczyny.
Otworzyli butelki i jednym haustem opróżnili ich zawartość.
- Jak myślisz? Kiedy Orkowie zaatakują? - spytał Cień, rzucając pustą butlę do ogniska.
- Muszą zmobilizować siły. Znając ich dyscyplinę już jutro nastąpi atak. Już powiedziałem o tym Roderykowi, ustawi kuszników tam gdzie to tylko możliwe. Ale trzeba uważać! Na pewno użyją całych swoich sił! W razie czego opracowaliśmy ścieżkę ewakuacyjną. Będzie ona prowadzić przez pewny górski szlak.
- Roderyk to wasz przywódca?
- Tak - Łowca niespodziewanie ziewnął. - Jest najbardziej doświadczony. Wiesz, lepiej chodźmy spać, bo jutrzejszego ataku bez zregenerowanych sił, możemy nie przeżyć.
- Fakt.
Cień i Łowca Prin w ślad za innymi poszli spać.

W ten gwieździsty wieczór przez bramę do Nowego Obozu, strzeżoną przez Najemników pod przewodnictwem Jarvisa, przeszedł pewien Szkodnik wracający z bitwy. Miał brązowe włosy, które osłaniały część ran na czole. Pancerz jego podziurawiony i zakrwawiony, która już zaschła. Miecz przy jego pasie był zroszony krwią. Ciężko ranny na ostatnich nogach szedł w stronę jaskini mieszkalnej. Upadł. Podniósł się szybko i ruszył dalej. Nagle poczuł, że jego rana na udzie otworzyła się przy wstawaniu. Poczuł jak krew wylewa się z jego nogawki. Wyjął z przepasanej torebki Miksturę Leczniczą i polał nią ranę, a resztę wypił. Postanowił pobiec i tak zrobił, jednak daleko nie dotarł. Przyszywający ból z otwartej rany męczył go okropnie, ale musiał dotrzeć na miejsce. Mijał kamienne chatki, których mieszkańcy już spali. Już stał przed swoim celem. Była nim jaskinia, przed którą stali dwaj Najemnicy w Elitarnych Zbrojach. Składały się one z metalu, skóry i futra. Ogólnikowo chroni najważniejsze elementy, poza genitaliami, ukrywając je za metalowymi płytami. Pancerz był farbowany na niebiesko, żeby podkreślić barwy Nowego Obozu. Przybysz wszedł do jaskini, w której były zebrane najważniejsze persony w Obozie, oprócz Magów Wody. Znajdował się tam Lee, Lares, Gorn, Torlof, Orik, Cord i Kosa.
- Witaj, Berg - zawołał przywódca Szkodników radośnie, odwracając się ku wchodzącemu mężczyźnie. - Jak bitwa?
- Właśnie, nasza pomoc przydała się Quentinowi? - spytał Lee.
- Proszę... o... łyk... ryżówki... - wysapał.
- Masz - rzekł Gorn, podając rannemu butelkę.
- Dzięki... - powiedział tylko, otwierając butelkę i opróżniając jednym haustem.
Nagle zaczął słyszeć pytania: "I co?", "Co się stało?", Czy ludzie Quentina poradzili sobie? Ciąg pytań przerwał Lee:
- Stop! Dajcie mu wypocząć! Usiądź.
- Nie, nie - powiedział siadając. - Już w porządku.
- Więc? - spytał Cord.
- Dobrze, już mówię...

Ostatnio edytowane przez Mika 123 : 06-01-17 o 21:52.
RPG
Mika 123 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 07-01-17, 20:56   #36
 Mika 123
Strażnik Miejski
 
Mika 123 awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2016
Skąd: Khorinis
Posty: 1 988
Domyślnie

No, kolejny rozdział! Trzeba korzystać z wolnego

Rozdział XVI Bitwa o Obóz Łowców Orków

Ruszyliśmy z Nowego Obozu i po krótkim marszu dotarliśmy na miejsce. Każdy się stawił 5 Szkodników, łącznie ze mną i 4 Najemników, jak nam kazano. W okolicach tego lasu stało 15 ludzi z Obozu z Kanionu Trolli, pod przywództwem jednego z zaufanych ludzi Quentina, Jeana. Gdy nas zobaczyli, poszli bez słowa w kierunku Starej Kopalni. Już od pierwszych fortyfikacji nie było łatwo. Nie dość, że musieliśmy walczyć w zwarciu, to jeszcze z wież Strażnicy strzelali z kusz. Dodatkowo od tyłu zaskoczyło nas kilku Cieni, którzy zabijali nas łukami. Niby udało nam się zabić łuczników, ale wciąż pozostawało wnętrze Kopalni i reszta obrońców. Ta wyprawa była jednym, wielkim niepowodzeniem. Nasze szeregi topniały z każdą minutą. Spostrzegłem, że Jean zginął, więc dałem nogę. Taka była cała historia...

- Hmmm... Quentin wysyła swoich ludzi na pewną śmierć? - zdziwił się Orik.
- Byłeś jedynym, który przeżył? - spytał Torlof.
- Tak - odparł brązowowłosy.
- W takim razie nie pomagamy już Quentinowi w jego konflikcie ze Starym Obozem - postanowił Lee. - Nie zamierzam zastawiać swoich ludzi dla jego ideologii. Przynajmniej póki Stary Obóz zachowuje co do nas neutralność. Koniec zebrania. Laresie, każ swoim ludziom zabrać Berga do jego chaty.
- Tak jest! - zawołał przywódca Szkodników.

Już nastawał ranek, a Słońce powoli wstawało zza horyzontu. Na wielkim placu Twierdzy Parthalan zebrało się wielu wojowników. Na drewnianym podeście stało trzech mężczyzn. Jeden z nich, stojący w środku, był odziany w zbroję podkreślającą jego pochodzenie, wśród innych. Miał przez plecy przewieszony łuk z dębu, oraz zdobiony miecz dwuręczny. Po jego prawicy stał mężczyzna o czarnych włosach w kunsztownej, szarej zbroi. Na plecach również miał ciężki miecz, lecz zamiast łuku posiadał pozłacaną kuszę. Po lewej stronie szlachcica stał zaś lekko siwy mężczyzna w żółtej szacie z kapeluszem i niebieskimi oraz czerwonymi pasami. Oczy wszystkich zebranych wojaków w szarych zbrojach były zwrócone ku tym trzem mężczyznom na podeście. Wszyscy jakby na coś czekali. Wkrótce jednak z jednego z budynków wyszedł młodzieniec, o bujnych brązowych włosach. Tak jak wielu znajdujących się tam żołnierzy posiadał szarą zbroję, jednak wzmacnianą metalem i złotem, podobnie, jak mężczyzna po prawicy szlachcica. Przy pasie miał jednoręczny miecz o pozłacanej rękojeści. Wszedł na podest i stanął obok czarnowłosego. Teraz mężczyzna w szlachetnym pancerzu o przystrzyżonych blondwłosach zabrał głos:
- Moi drodzy wojownicy! Nadszedł ten dzień! Wreszcie możemy wyruszyć do stolicy Gatyah i obalić rządy uzurpatora! Gdy już to zrobimy przejmiemy władzę w Królestwie i jednocząc się z Laran i Sendar napadniemy na Królestwo Myrtany! Wyspy Wschodniego Archipelagu już za długo były pod władaniem Króla Rhobara II, a nasz tchórzliwy władca podporządkował naszą ojczyznę kontynentowi bez walki! Ale koniec tego! Dzięki wspólnym działaniom odbudujemy kraj! Teraz musimy coś ustalić. Ten oto Mag Talisan, po miej lewej stronie będzie przewodził innym czarodziejom podczas ataku. Graveyarn, wojownik po mojej prawicy będzie dowodził częścią żołnierzy, a Ardaric, wysunięty na prawo pokieruje resztą. Ja za to przygotuję coś z elitami naszych wojsk. Ruszajmy na stolicę!!!
- Chwała Berengarowi! - rozległy się wiwaty, po czym armia szlachcica wymaszerowała z Twierdzy.

Tymczasem w Obozie Łowców Orków pod Magiczną Barierą w Górniczej Dolinie, wojownicy przygotowywali się na atak Orków. Najlepsi kusznicy stali na straży wypatrując agresorów, podczas gdy reszta spożywała posiłek. Bohater należał do tych drugich. Łapczywie jadł potrawkę z chrząszcza, którą mu podano. Gdy już skończył, usiadł na ławce i tak jak wczorajszego wieczoru przypatrywał się tańczącym płomieniom, między którymi wciąż leżała pozostawiona przez niego butelka po chmielowym napoju.
Wojownicy ze Starego, jak i z Obozu Łowców żywo dyskutowali między sobą. Nerwowe napięcie było wręcz namacalne, jednak wielu starało się utrzymać względny spokój. Napięcie jednak ustało, gdy rozległy się krzyki:
- ALARM!!!
To oznaczało, że nadeszła godzina bitwy. Kusznicy strzelali do maszerujących Orków i nawet udało się im kilku zabić. Bohater wspiął się na miejsce, z którego mógł dotrzeć na kamienny mostek. Stamtąd zobaczył jak zielonoskórzy chcą się do nich dostać. Przed barykadami stali Orkowi Szamani, którzy za pomocą Kul Ognia palili "fortyfikacje". Ciekawski Cień z kucykiem zeskoczył do reszty wojowników.
- Uważajcie! Szamani palą umocnienia!
Siekacz rozkazał Strażnikom i Cieniom, którzy posiadali broń dystansową, wyjąć łuki i kusze i w razie, jakby Orkom udało się przeforsować obronę, atakować. Wszyscy posłusznie wykonali polecenia, tymczasem Łowcy Orków i reszta wysłanników ze Starego Obozu wycofali się za nich. Gwar bitwy zagłuszał dźwięki palenia się drewna i Orkowych oraz ludzkich zwłok. Dymy mieszały się ze sobą. Kusznicy Orków walczyli z ludźmi, którzy zostali wyznaczeni przez Siekacza i Roderyka do walki na dystans. Wymieniali się seriami strzałów z kusz, co jakiś czas ze swoich stanowisk spadali martwi Łowcy Orków, trafieni w różne części ciała. Dopalały się ostatnie deski barykady postawionej poprzedniego dnia. Jednak przejście stało puste, zielonoskórzy nie atakowali. To zaskoczyło zarówno Strażników, Cieni jak i Łowców. Usłyszeli czyjeś głośne kroki i wiedzieli, że ich wrogowie mieli wsparcie zwierzyny.
- To Troll! - krzyknął jeden z kuszników w górnej części pola bitwy. - Ale chyba jakiś młody!
Na tą drugą część komunikatu wielu odetchnęło z ulgą, w większości Cienie. W końcu żadni z nich byli wojownicy, byli tylko zwiadowcami Gomeza. Gdy bestia wyszła zza zakrętu, natychmiast została ostrzelana przez ludzi Siekacza. W kilka chwil młody przedstawiciel gatunku włochatych siłaczy, został naszpikowany pociskami. Upadł na ziemię i skończył swój żywot. Na rozkaz Siekacza ludzie ze Starego Obozu schowali broń dystansową i wzięli do rąk swój oręż. Przywódca odsieczy uformował na szybko szeregi swoich wojsk. Na jego gest wszyscy wybiegli z miejsca, które bronili na otwartą przestrzeń. Był to teren dawnego Obozu. Jeszcze wczoraj żyli tam ludzie, rozmawiali, ruszali na polowania, a teraz było to pole bitwy.
Szef Łowców Orków tak jak przed chwilą Siekacz zarządził natarcie na wroga. Po kilku sekundach Łowcy dołączyli do Cieni i Strażników. Również kusznicy stojący na stanowiskach, postanowili z nich zejść i dalej walczyć wręcz. Szamani humanoidów z oddali rzucali na swych wrogów zaklęcie Ognistej Burzy. To jednak nie stopiło zapału walki ludzi, którzy zarzynali agresorów bez skrupułów. Jednak niespodziewanie czarodzieje się wycofali. Zaskoczenie ogarnęło umysły mężczyzn. W tym samym czasie ścieżką, między dwiema wieżami, na pole bitwy dotarli wojownicy w czarnych, stalowych zbrojach. W rękach dzierżyli wielkie miecze, topory i buławy. Było ich, z tego co policzył bohater ponad 15. Ludzie Roderyka i Siekacza już myśleli, że chcą im pomóc, lecz jakież było ich zaskoczenie, gdy ci rzucili się na nich. Oddech Prina, którzy stał blisko dawnego Zbieracza przyspieszył.
- Coś się stało, Prin? - spytał bohater.
- Tak... jednym z tych ludzi jest... Kark, dawniej... jeden z nas... - odparł Łowca z przestrachem.
Strażnicy, Cienie i Łowcy Orków rzucili się do ucieczki. Swe kroki skierowali w stronę swojej dawnej "twierdzy". Gdy wszyscy już się tam znaleźli, Roderyk kazał udać się drogą ewakuacyjną. Ludzie Siekacza i Roderyka wspięli się na kamienne wzniesienia, na których niegdyś stacjonowali kusznicy. Co prawda, niektórym się nie udało, ponieważ Orkowi Najemnicy ich od tego powstrzymywali. Bohaterowi się udało. Razem z innymi biegł kamienną ścieżką mijają płonące lub tylko przypalone ciała kuszników. Doszli do krańca gór. Musieli zeskoczyć po kamiennych schodach i tak też zrobili. Ewakuujący się wojownicy nie spostrzegli mieszkającego w pobliskiej jaskini Gilberta, uciekiniera ze Starego Obozu. Byli zbyt zajęci ucieczką. Kiedy już znaleźli się na dole w spojrzeli w kierunku, z którego uciekli. Nikomu nie chciało się ich dalej gonić, więc uciekinierzy pobiegli w stronę Południowej Bramy. Przebiegając przez fortyfikacje Starego Obozu, Siekacz zawołał:
- Zamykać bramę!
Gdy już wszyscy, którzy przeżyli bitwę byli już za bramą, zamknięto ją. Bohater miał wtedy chwilę by odetchnąć. Przyjrzał się tym, którzy przeżyli. Widział kilku nieznanych mu z imienia Strażników i Cieni, Złego, Prina, oczywiście Siekacza, kilku Elitarnych Łowców Orków i oczywiście Roderyka.
- A, więc z moich ludzi przeżył tylko Prin, Noren, Jor, Karon i Fentor... Szkoda gadać... - powiedział Roderyk zasmucony.
- Chodźmy do Gomeza, musimy mu wszystko zrelacjonować - oznajmił Siekacz.
- Jasne.
Ocalali z bitwy na Ziemiach Orków okrążyli Zamek i mijając Cieni i Kopaczy żywo gawędzących, doszli w końcu do bramy, pod którą stał oczywiście Thorus.
- Wróciliśmy - powiedział ponuro Siekacz.
- Widzę. Ale dlaczego?
- Przegraliśmy batalię z Orkami. Tylko my ocaleliśmy - odparł dawny przywódca Łowców Orków.
- Trzeba poinformować o tym Gomeza! Chodźmy!
Wojownicy z szefem Strażników ze Starego Obozu na czele poszli do siedziby Magnatów. Bartholo jak zwykle stał w kuchni i nadzorował kucharzy. Zdziwił się, widząc przechodzących mężczyzn jednak nic nie powiedział. Dotarli do sali tronowej i wszyscy stanęli przed Gomezem, po którego prawicy siedział Kruk, a lewicy czarnowłosy Borys. Pierwszy odezwał się Thorus:
- Gomezie, Orkowie zdobyli Obóz Łowców.
- Cholera! - krzyknął Magnat. - Jak mogliście tak spartaczyć sprawę!
- Próbowaliśmy walczyć, ale... - zaczął Siekacz.
- MILCZ!
- Myślę, iż mam coś ważnego do powiedzenia w tej sprawie - śmiało rzekł dawny Zbieracz.
- To ty, Nowy? Udało ci się przeżyć? Dobra, mów! Ale jak to będzie jakaś pierdoła to normalnie cię rozszarpię!
- Podczas walki na pole bitwy wkroczyli jacyś wojownicy. I to nie byle jacy! Mieli czarne zbroje i wielkie miecze. Myśleliśmy, że chcą nam pomóc. Niestety, oni nas zaatakowali. Podejrzewam, że to Najemnicy Orków.
- Czarna zbroja... - powtórzył Thorus. - Mężczyzna w takiej właśnie zbroi zamordował Neka.
- Nek nie żyje? - zdziwił się Gomez. - Nie wierzyłem plotkom, że uciekł do Nowego Obozu, myślałem ze poszedł na grzyby... a on... nie żyje! Dobra, idźcie już!
- Tak jest! - zawołał Thorus.
- Nowy, zaczekaj - zatrzymał nowego Cienia, Magnat Kruk.
- Tak, panie?
- Mam dla ciebie zadanie.
- Zamieniam się w słuch.
- Pójdziesz do Obozu Bractwa na przeszpiegi. Są naszymi sojusznikami, ale ostatnio zachowują się bardzo dziwnie. Ich Strażnicy Świątynni przyszli do Starej Kopalni pomóc nam z pełzaczami. W zamian chcieli tylko ich wnętrzności. Zatem będziesz tam naszymi oczami i uszami. Jakieś pytania?
- Nie, wszystko rozumiem. Wyruszam jutro.
- Cieszę się, że się rozumiemy.
Cień wyszedł w siedziby Magnatów i opuścił Zamek. Okrążył go i dostał się do swojego celu: karczmy.

Ostatnio edytowane przez Mika 123 : 11-01-17 o 19:49.
RPG
Mika 123 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Odpowiedz


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni post / autor
Pomysly do moda "Kosa po chwale i przeznaczenie" misje,obozy, i inne noga123 Dyskusja 1 16-04-11 22:03


Powered by vBulletin® Version 3.6.7
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.