Wróć   Forum Gothic - ArcaniA: Gothic 4 > Inne > Art & Story Forum > WIP
Przeładuj stronę Addan

Odpowiedz
Narzędzia wątku Wygląd
Nieprzeczytane 11-03-16, 15:31   #1
Chad_MC
Chrząszcz
 
Zarejestrowany: maj 2013
Posty: 15
Post Addan

Był wczesny, mglisty poranek. Wstałem z łóżka, pośpiesznie zakładając spodnie i resztę odzienia. Jako pomocnik mojego ojca, który jest kowalem w Monterze gdzie mieszkamy, właśnie wybieramy się z paczką nowych, lśniących mieczy i innych drobnych rzeczy do Vengardu. Dziś dzień targowy i dobrze byłoby sprzedać cały ten przygotowany oręż.
- Addan, jesteś już gotowy? – usłyszałem głos ojca.
- Już idę! – odkrzyknąłem.
Na stole czekało już śniadanie, czyli porcja kaszy z chlebem.
- Moja żona, a twoja matka robiła lepsze potrawy… - rozmarzył się ojciec.
Nic nie odparłem, skinąłem tylko lekko głową. Nie mogłem wiedzieć czy rzeczywiście lepiej gotowała od ojca, bo zmarła przy moim porodzie. W jego oczach zauważyłem tęsknotę…
- Dziś, Addan, udasz się do Vengardu sam. – rzekł nagle, zmieniając temat.
- Mam dużo zamówień, muszę się wyrobić na czas. Bywałeś już ze mną na targu wiele razy, więc wiesz co i jak.
Zaskoczył mnie. Zawsze wyruszaliśmy razem, a tu taka zmiana.
- Skoro tak wyglądają sprawy, ruszę sam. – odpowiedziałem kończąc śniadanie.
- Tylko nie daj się okraść, uważaj na siebie! – dodał.
- Nie martw się, mam już przecież dwadzieścia lat.
Po tych słowach zabrałem pakunki i wyszedłem z chaty, kierując się drogą prowadzącą do stolicy. Opuszczając bramy miasta pomachałem jeszcze Selenie – mojej znajomej, która wyszła nakarmić ptactwo i udałem się do Vengardu.

* * *

Droga mijała mi bez przeszkód, ptaki świergotały nad głową, w oddali widać było idącego dostojnym krokiem jelenia – sielanka można by pomyśleć. Ale nie trwało to długo – niedaleko miasteczka Faring (choć bardziej pasowałoby określenie niewielka osada Faring, no ale cóż, niby jakiś zamek tam jest, a to już coś), ujrzałem biegnącą młodą kobietę. Coś krzyczała, ale z tej odległości nie mogłem wyłapać ani jednego słowa. Po chwili dostrzegłem także niską postać która biegła za ową kobieciną. Krzyki stały się już słyszalne, bo para zaczynała zbliżać się do mnie.
- Ratunku! Goblin! Zróbże coś! – rozpaczliwy krzyk wystraszonej, czarnowłosej niewiasty zadudnił mi w uszach.
Chwyciłem za sztylet ukryty w bucie (na wszelki wypadek warto go mieć przy sobie) i ruszyłem na pomoc. Zamachnąłem się i raniłem stwora w ramię. Ten zaskowyczał i rzucił się do ucieczki przez gęste chaszcze. Nie sadziłem że pójdzie tak gładko, najwyraźniej goblin nie był przygotowany na wypadek stawiania oporu. Bądź co bądź, gonił bezbronną kobietę.
- Nazywam się Addan, nic ci się nie stało? – spytałem niedoszłej ofiary goblina, która ze zmęczenia usiadła na trawie i głośno sapała.
- Nic, chyba nic... – odparła.
- Nazywam się Irina, dziękuję za ratunek. Gdyby nie ty, nie wiem co by się stało… - oznajmiła, już wyraźnie uspokojona.
- Dlaczego cię gonił? – zapytałem z ciekawością.
- Wracałam spokojnie z Vengardu do Faring gdzie mieszkam, oglądając zakupiony na tamtejszym targu wisiorek, gdy nagle coś Zaszeleściło w krzakach i wyskoczył z nich ten okropny goblin! Musiała mu się spodobać ta błyskotka.
- Masz szczęście że był tylko jeden – zaśmiałem się, wiedząc że goblin zazwyczaj są widywane w grupkach, a przynajmniej w parach i taki pojedynczy osobnik to rzadkość.
- Wiem, podobno mają gniazdo gdzieś w tej okolicy, ale nikt nie wie gdzie… No cóż, widzę że i ty wędrujesz na targ do stolicy, a goblin i ja ci w tym przeszkodziliśmy – zaśmiała się perliście.
-Właściwie tak, mam zamiar sprzedać trochę oręża, głównie mieczy.
- O, czyżbyś był kowalem? – zapytała Irina.
- Tak… Właściwie nie, pomagam ojcu który jest kowalem w Monterze – zacząłem się plątać jak dziecko.
- W takim razie śpiesz się i uważaj na te złodziejskie gobliny, a ja wracam do domu. Przyjdź kiedyś do Faring, mam tam sklep naprzeciwko karczmy. Gdybyś czegoś potrzebował to tam mnie znajdziesz, na pewno trafisz.
- Dziękuję za zaproszenie Irino – uśmiechnąłem się, a dziewczyna odwzajemniła uśmiech i podążyła w stronę Faring.
Po paru chwilach dotarłem pod mury miasta. Przeszedłem przez główną bramę pilnowaną przez dwóch strażników z groźnymi minami i po kilku krokach stałem już na targu.
Ludzi był ogrom, snuli się od straganu do straganu, część się przepychała do co bardziej obleganych straganów. Było słychać nawoływania i zachwalanie produktów przez kramarzy. Co jakiś czas można było poczuć zapach owoców lub odór świń. Ustawiłem się w dogodnym miejscu i rozpakowałem pierwszą paczkę z bronią, układając miecze tak, by każdy mógł się im dobrze przyjrzeć.
Zainteresowanie towarem wprawdzie było średnie, bo sprzedałem kilka noży myśliwskich, dwa długie miecze i jeden krótki. Kiedy przychodziłem tu z ojcem, bywało lepiej. On potrafił bardziej zachęcić kupujących do nabycia tego żelastwa, ale stoję tu dopiero jakieś dwie godziny i nie mam jeszcze wprawy swojego ojca.
W chwilach gdy nikt nie oglądał towaru na moim straganie, miałem czas rozmyślać spokojniej o mojej porannej małej przygodzie z Iriną i goblinem. Działo się to tak szybko i sam byłem zaskoczony tym co widziałem, bo gobliny nie często pokazywały się w tej bądź co bądź, ruchliwej okolicy. Sama Irina – jak przedstawiła mi się uciekająca dziewczyna, po krótkiej pogawędce wydała się całkiem miłą osobą. Miała wcale nie brzydką, smukłą twarz i delikatne, zadbane dłonie. Bardzo możliwe, że w niedługim czasie postaram się ją odwiedzić w Faring. – Pomyślałem i uśmiechnąłem się do swoich myśli.
Wtem, zakapturzona postać wpadła za stragan i najzwyczajniej w świecie ukradła mi dwie pozostałe paczki z bronią. Zaskoczony i zszokowany, stałem przez moment jak słup soli. Zacząłem krzyczeć na cały głos: - Złodziej! Ukradł towary, łapać złodzieja! Lecz zanim strażnicy zorientowali się w czym rzecz, złodziej zdążył czmychnąć wśród gęstego tłumu, obecnego na targu. Stałem oniemiały i nie wiedziałem co robić. Podszedł do mnie strażnik – Obstawiliśmy bramy, proszę zrozumieć, robimy co możemy. Taka kradzież to tutaj nie pierwszyzna mój przyjacielu – zaczął mówić do mnie strażnik z blizną na podbródku i nie wiem nawet kiedy stałem się jego przyjacielem, ale niech mu będzie.
- Grasuje tu ostatnio jakiś złodziej, obawiam się nawet, że mamy do czynienia z całą bandą jak wynika z dotychczasowego śledztwa – objaśnił bliznowaty.
- I pozwalacie im na takie zuchwałe kradzieże w środku dnia?! – zdenerwowałem się nie na żarty.
- Proszę się uspokoić. Zajmujemy się tą sprawą. Widziałeś jego twarz? Wiesz może kto to był? No i co Ci skradziono? – obsypał mnie serią pytań strażnik, a ja już miałem tego dosyć. Opowiedziałem o całym zajściu, że człowiek był w kapturze i że zabrał moje miecze które sprzedawałem. Po tym całym przesłuchaniu, kazał iść do domu i się uspokoić, że niby straż prowadzi nad tym wszystkim śledztwo.
Zrezygnowany, zacząłem pośpiesznie pakować resztki tego co mi zostało. Było już po południu, a mi bardzo zaschło w gardle, więc postanowiłem odwiedzić jeszcze pobliską karczmę. Nacisnąłem klamkę i popchnąłem solidne, dębowe drzwi do środka. Wewnątrz nie było gwarno, choć jak na tę porę dnia nie ma się co dziwić. Od razu po wejściu w nozdrza zawiercił zapach piwa i smród przypalonej kaszy. Rudo-biały kot leniwie przeciągnął się na oknie zauważywszy że wszedłem. Trzech jegomości było zajętych grą w kości i popijaniem piwa, przy innym stole dwóch następnych konwersowało przy bliżej mi nie znanej potrawie.
- Nalejcie piwa karczmarzu – powiedziałem do pulchnego mężczyzny w białym fartuchu, który stał za ladą. Napełnił kufel i podał bez słowa.
- Wiecie coś o złodzieju który tu grasuje ostatnimi czasy? – zagadnąłem go, a on popatrzył na mnie spode łba i po chwili powiedział:
- Ano różne plotki w karczmie się słyszy. A że podobno ukrywa się w lesie z całą bandą, tam gdzieś w gęstwinie obóz mają niby, ale skąd takie osądy to nie mam pojęcia. Ot i wszystko com wiedział.
- Mówicie że nie wiecie więcej? Nalejcie no jeszcze – wskazałem ruchem głowy na opróżniony już kufel.
- Jeszcze jakieś bzdury się słyszy jak kto dużo wypije, ale to nic z sensem nie jest a bajanie tylko. A że to czarna magia jest i złodziej robi się niewidzialny, albo że to złodziej na usługach samego króla, panie daj pan spokój! – machnął tłustą ręką wyraźnie rozbawiony tym co przed chwilą powiedział i ja również uśmiechnąłem się do niego.
- O tym obozie żadnych konkretów nie było słychać? – postanowiłem trochę podrążyć temat.
- Mówią wprawdzie że to nie może być tak daleko od stolicy i w jakiejś to jaskini… A co to tak wypytujesz panie, chcesz ich szukać? Życie się już nie podoba? Hehe – podejrzliwie zaczął pytać karczmarz.
- Niee, hehe gdzie tam zaraz szukać – zaśmiałem się do niego. Zapłaciłem, podziękowałem za rozmowę i poszedłem do wolnego stolika dokończyć piwo w spokoju. A więc dowiedziałem się o rzekomym, złodziejskim obozie w lesie. Ciekawe ile jest w tym prawdy – zastanawiałem się.
Wychyliłem ostatni łyk zimnego piwa i już miałem podnosić się ze skrzypiącego krzesła, kiedy podeszła do mnie dziewczyna, na oko kilka lat starsza ode mnie. Ubrana była w żółtą suknie na haftki, co zdradzało jej profesję. Jej brązowe włosy opadały na dekolt, delikatnie odsłaniając obfity biust. Złapała mnie za rękę i wzrokiem pokazała drzwi do pokoju na piętrze karczmy. Uwolniłem się jednak z chwytu i grzecznie odmówiłem dziewczynie udania się na pięterko w wiadomym celu. Uszczypnąłem ją tylko w krągły tyłek i z uśmiechem odeszła w kierunku pozostałych obecnych w pomieszczeniu, a ja wstałem i wyszedłem z karczmy.

* * *

Po powrocie do domu, opowiedziałem o wszystkim ojcu. Oczywiście, że był bardzo zły, ale jednak nie skradziono nam wszystkiego i część została sprzedana. Ojca jednak średnio zadowalał ten fakt, lecz w końcu udało mi się jako tako go udobruchać, ale stwierdziłem że ten wieczór spędzę u mojej znajomej – Seleny. Nie będę prowokował kłótni i nerwów w domu, a przez ten czas gdy mnie nie będzie, ojciec oswoi się z całym zdarzeniem. Przyrzekłem sobie, że odzyskam skradzione rzeczy.
- Wychodzę i będę później – rzekłem na odchodne, z naciskiem na PÓŹNIEJ. Ojciec tylko popatrzył i poruszył wargami jak gdyby chciał coś powiedzieć, ale ostatecznie nie wydobył z siebie głosu.
Gdy wchodziłem do domu Seleny, mrok wieczora już całkowicie spowił okolicę jakby czarnym całunem, a księżyc w pełni wyglądający jak wielki krąg sera, świecił zza gałęzi drzewa stojącego nieopodal domu.
Selena była rok młodszą ode mnie dziewczyną o jasnych włosach i niebieskich oczach. Mieszkała, na odwrót niż ja, tylko z matką, bo ojciec od nich odszedł i nigdy nie wrócił z nieznanych mi powodów. Przywitałem się po raz drugi z Seleną. Widząc mnie na progu, od razu zaprosiła do środka, poczęstowała dobrym, jagodowym sokiem. Upiłem łyk i powiedziałem do niej:
- Miałem dziś ciężki dzień. Ojciec mnie wysłał na targ, tym razem samego, no i niestety ktoś ukradł mi część towaru jaki był przeznaczony na sprzedaż…
- A niech go licho! Co na to ojciec? – spytała
- No nie był zadowolony jak możesz się domyślać. Wolałbym mu się już dziś nie pokazywać na oczy, niech trochę ochłonie z nerwów, a sam będę kombinował jak dowiedzieć się czegoś o tym złodzieju.
- Chyba nie chcesz powiedzieć, że będziesz go ścigał? – powiedziała Selena z lekkim uśmiechem.
- Kto wie, liczę że wpadnę w końcu na jego trop i odbiorę co moje – wolałem jej nie mówić o tym czego dowiedziałem się od karczmarza.
- A co do tego, że nie chcesz pokazywać się już dziś ojcu, to możesz zostać na noc u mnie – wtrąciła nagle, nie biorąc chyba poważnie moich wcześniejszych słów. Po cichu właśnie liczyłem na taką propozycję z jej strony.
- Dobrze, niech tak będzie. Dziękuję Ci za to. Poplotkowaliśmy jeszcze moment i zmęczony po całym tym dniu udałem się do łóżka, które mi wskazała. Życzyła mi dobrej nocy i położyłem się spać, a Selena wyszła w kierunku swojego łóżka.
Nazajutrz, po wspólnym śniadaniu pożegnałem się z Seleną i postanowiłem udać się do Iriny z Faring, sprawdzić czy w tamtych stronach wiedzą coś o złodzieju.

* * *

Będąc niedaleko Faring, mogłem ujrzeć w oddali tamtejszy zamek. Wprawdzie nie był duży, ale stojąca na wzgórzu budowla przykuwała wzrok. Przechodząc przez urokliwy most na rzece, który nocą jest bardzo ładnie oświetlony przez latarnie, zaczepił mnie jakiś starszy mężczyzna z czerwonym od przepicia nosem, siedzący w brudnych łachmanach prosząc , czy raczej domagając się o skromny datek. Nie dałem mu ani jednej monety, ostatnimi czasy często widuje takich obdartusów, czy to na targu, przy bramie miasta lub przy kaplicach. Już nie wiadomo kto jest naprawdę biedny i potrzebujący, a kto pod takiego się podszywa łasząc się na łatwy zysk od nieświadomych przechodniów. Oszukujących w ten sposób ludzi nie brakuje w dzisiejszych czasach. Z zasady więc nie daję nikomu i jest moim zdaniem dobrze. Właściwie dla chcącego zawsze jakaś praca się znajdzie – sam oprócz pomocy ojcu w warsztacie i przy zamówieniach, zatrudniam się czasem do pomocy u sąsiadów czy też innych ludzi. Zawsze to jakiś dodatkowy dochód, a pieniędzy nie mam za dużo.
Za mostem rozpościerały się już chaty, stajnie i inne zabudowania. Jeszcze jakieś dwanaście, może piętnaście lat temu w tym miejscu znajdował się lasek z rzadko rosnącymi drzewami i zaroślami, ale po wojnie z orkami, z biegiem lat przybyło ludności i gdzieś musieli się podziać – toteż wykarczowano ów lasek, teren nieco wyrównano i Faring trochę się powiększyło tym sposobem. Jak z resztą jeszcze kilka miast i wsi w kraju. Znalazłszy się już w mieście, doszedłem do karczmy wcześniej wdeptując w kurze gówno. Gdy już je wytarłem spod podeszwy, kierując się słowami Iriny, podążyłem do chaty znajdującej się naprzeciwko. Wszedłem i w środku czuć było sierścią zwierząt, za stołem z dużym blatem zobaczyłem Irinę która miała na sobie lnianą, białą suknię.
- A kogo to ja widzę, Addan! – ucieszyła się najwyraźniej na mój widok.
- Witaj Irino – przywitałem się – ładny sklepik – przyznałem.
Rozejrzałem się i zorientowałem się, że Irina prowadzi tu jakby sklep z futrami.
- Współpracuję z tutejszymi myśliwymi, oni załatwiają zwierzynę, ja sprzedaje futra, pazury, trochę mięsa i ogólnie to, co można pozyskać ze zwierząt. Jakoś się to kręci, dogadujemy się, choć wielkich pieniędzy z tego nie ma – wszystko to mówiła z uśmiechem na twarzy.
- Jak tam twój wisiorek, nosisz go? – zapytałem i przypomniała mi się wczorajsza sytuacja z goblinem.
- Ach, nie nie. Ten wisiorek był prezentem dla mojej siostry Amandy z okazji jej urodzin. Powiedz lepiej jak poszło na targu, dużo sprzedałeś tego żelastwa?
- Właśnie poniekąd przychodzę tu w tej sprawie. Sprzedałem kilka sztuk, ale część mi skradziono.
- Ojej… tak w biały dzień? Straszne, ale co w tej sprawie chcesz ode mnie, chyba nie myślisz że kogoś nasłałam, praktycznie cię nie znam… - zaczęła wpadać w panikę.
- Spokojnie, nie podejrzewam cię Irino. Chciałem tylko spytać, czy w Faring wiadomo coś na temat grasującego w tej okolicy złodzieje czy też złodziei – szybko uspokoiłem dziewczynę.
- Uff, ojej, ale mnie tym wystraszyłeś, że ja…coś, ech nieważne. Przyznam, że nie słyszałam o niczym takim ostatnio. Jeśli chcesz, to spróbuję się czegoś dowiedzieć. Popytam myśliwych i jutro, albo lepiej po jutrze możesz przyjść do mnie i pogadamy.
- Byłbym wdzięczny.
- W zasadzie jestem ci winna przysługę za tego goblina – zażartowała już rozluźniona.
- No co ty, tamto to był drobiazg – odpowiedziałem.
- Więc do zobaczenia wkrótce.
- Do zobaczenia! – krzyknęła Irina i ruszyłem w drogę powrotną.

* * *
Dwa dni szybko mi zleciały. Ojciec już zdołał pogodzić się z kradzieżą i właściwie już nic na ten temat nie mówiliśmy, aczkolwiek ja ciągle miałem na uwadze odnalezienie naszych rzeczy. Zastanawiałem się do czego mógł posłużyć zabrany mi oręż – do handlu z innymi zbójcami, czy też może do ich użytku lub jeszcze czego innego. Myślałem też czego, i czy w ogóle dowie się Irina od swoich myśliwych.
Po śniadaniu wybrałem się więc raz jeszcze do Iriny w celu sprawdzenia czy zdobyła jakieś informacje. Uważając tym razem na kurze kupy wszedłem do jej sklepu i po powitaniu przeszliśmy do konkretnego tematu.
- Udało ci się zdobyć jakieś informacje w sprawie złodzieja?
- O właśnie. Siadaj bo jest coś co może cię zainteresować – powiedziała moja rozmówczyni, po czym wziąłem sobie stojący niedaleko zydel i usiadłem przy stole, zaciekawiony co też ma mi do powiedzenia.
- Więc mów – przykazałem.
- Otóż jeden z myśliwych zauważył coś ciekawego. Mianowicie widział zbójców w lesie, którzy rozprawiali nad tematem niedawno ukradzionych mieczy. Pamiętam tyle, że to całkiem niedaleko od Vengardu.
- To może być dobry trop – przyznałem.
- Najlepiej będzie jak sam porozmawiasz z tym myśliwym. Nazywa się Radymir i możesz go spotkać w drugiej chacie idąc na lewo stąd.
- Wielkie dzięki za tę wiadomość. Niezwłocznie udam się do niego, dogadać co i jak – podziękowałem i wyszedłem na zewnątrz. Dzień był dość upalny, ale poczułem delikatną ulgę wychodząc z dusznego sklepu Iriny. Jak ona tam wytrzymuje, pytałem sam siebie.
Zmierzając w stronę domu myśliwego, zauważyłem jak jakiś szpakowato wyglądający człowiek, ubrany w skórzaną zbroje jaką często noszą myśliwi w tych stronach, zasypuje ziemią resztki gałązek i popiół po, zapewne ubiegłonocnym ognisku. Podszedłem i powiedziałem:
- Ty jesteś Radymir, tutejszy myśliwy?
- Niezupełnie tutejszy, bo przeprowadziłem się tu kilka miesięcy temu z Silden, ale tak – jam jest Radymir. Ty to zapewne ten chłopak o którym mówiła Irina – sprytnie domyślił się myśliwy.
- Zgadza się. Przychodzę, bo podobno dowiedziałeś się czegoś o zbójcach tutaj grasujących.
- A i owszem, coś widziałem. Ale wejdźmy do chaty, nie będziemy tak stać jak te kołki, co nie? Hehehe.
Weszliśmy do środka, ściany w jego chacie przyozdobione były licznymi trofeami łowieckimi: okazałe poroża jeleni, liczne skóry wilków i dzików, skóra niedźwiedzia i jak spostrzegłem nawet róg cieniostwora. Radymir wskazał mi stołek i po chwili usiedliśmy do pogawędki przy prostokątnym stole z ciemnego drewna.
- Ładnie urządzone wnętrze – przyznałem rozglądając się po ścianach.
- A dziękuję, większość tych trofeów przytargałem tu jeszcze z Silden. Pamiętam te polowania jak by to było wczoraj – zamyślił się spoglądając na róg cieniostwora.
- Powiedz co tam takiego widziałeś – przypomniałem delikatnie o temacie który mnie interesował.
- A właśnie, już mówię! Ale może przedtem kubeczek winka? – zaproponował.
- Nie odmówię – przytaknąłem, bo i zaschło mi już w gardle od spiekoty. Nalał wina do dwóch kubków, usiadł, podrapał się za uchem i zaczął mówić o tym, jak zaczaił się na dorodnego jelenia w lesie na wzgórzach za stolicą.
- Niebawem, usłyszałem łamiące się gałązki. Co niestety szybko zwęszył jeleń i tyle go widziałem, a że ja byłem dobrze ukryty, postanowiłem poczekać na to co się zbliżało. Okazało się, że to dwaj, z wyglądu i zachowania – wypisz, wymaluj – rabusie z krótkimi łukami, ale i sztylety najpewniej mieli też schowane gdzieś w kubraku. Dosłyszałem, że gadają o jakichś mieczach, co to je ukradł jeden z nich na targu. Toteż się zaciekawiłem i podążałem za nimi kawałek drogi. Wspomnieli też o kimś, kogo zwali Gawor, ale to ledwo już słyszałem. Coś że „Gawor nie będzie zadowolony” czy jakoś tak. Okazało się, że całkiem blisko mają swój mały obóz w zaroślach. Było ich tam razem tylko trzech, ale to wiadomo czy ich kompani nie rozleźli się gdzie? – myśliwy opowiadał, a ja popijałem kwaskowe wino i słuchałem zaciekawiony tym co słyszałem.
- Widziałem tez jakieś paczki i skrzynkę, ale nie wiem co tam mieli. To w zasadzie wszystko, zaraz się zwinąłem na powrót, co by mnie nie wywęszyli.
- Bardzo dziękuję za to co opowiedziałeś, tam mogą być moje rzeczy… - zamyśliłem się na chwilę. Nie było pewności ilu ich jest naprawdę i czy tam są skradzione miecze, ale postanowiłem podjąć pewne kroki.
Podziękowałem serdecznie za wino i informacje Radomirowi. Postanowiłem, że udam się teraz z tym co wiem do Iriny.

* * *

Po wejściu do sklepu Iriny, zastałem ją akurat podczas posiłku.
- To znowu ja, byłem u Radomira.
- Siadaj Addan, posil się ze mną – rzekła.
-Pasztet z węgorza jest przepyszny! A potem możesz mówić co tam u Radomira. Podszedłem i spróbowałem jadła które tak zachwalała. Rzeczywiście, pasztet okazał się bardzo smaczny i dobrze przyprawiony. Węgorze zapewne ze słynącego z dużych sztuk jeziora koło Silden. Gdy już nacieszyliśmy kubki smakowe, opowiedziałem jej wszystko o grupie złodziei którą widział myśliwy. Irina orzekła, iż przydzieli mi Radomira i jeszcze dwóch dobrych myśliwych do osłony, abym mógł wkraść się do bandyckiego obozowiska po swoje rzeczy. O poranku mają na mnie czekać przy moście prowadzącym do Faring.
Następnego ranka, gdy mgły jeszcze słaniały się nad łąkami pełnymi kwiecia, podążyłem w stronę mostu i tak jak oczekiwałem, stało przy nim trzech mężczyzn w tym Radymir. Pozostała dwójka przedstawiła się jako Wyszyn i Dalebor. Wyszyn był dość niskim i krępym w budowie osobnikiem z kilkudniowym zarostem na twarzy. Jego kompan Dalebor, był posiadaczem wąsów i brody na swej ogorzałej twarzy. Był także o głowę wyższy od swego kolegi.
- Będziemy cię chronić podczas wizyty u tych kurwisynów! – wrzasnął Wyszyn z uśmiechem na twarzy, a reszta przytaknęła mu zgodnie. Mieli ze sobą długie, mocne łuki i z pewnością byli zaprawionymi w łucznictwie myśliwymi. Ja miałem ze sobą tylko mój nieodłączny sztylet. Po krótkiej rozmowie i nakreśleniu ogólnego planu, ruszyliśmy w głąb lasu. Prowadził Radymir, przez jakiś czas wędrówka przebiegała spokojnie. Szliśmy przez zarośla mijając od czasu do czasu powalone ze starości pnie drzew. Nagle dało się słyszeć szelest i w obawie że to rabusie, zatrzymaliśmy się wszyscy. Po krótkiej chwili jednak, coś z donośnym kwikiem skoczyło mi pod nogi z zarośniętego ze starości, powalonego i rozłożystego konaru. Odskoczyłem momentalnie, a Dalebor bez zastanowienia posłał strzałę w, jak się okazało kretoszczura. Zwierz leżał teraz martwy ze strzałą w boku.
- Kretoszczur. To pewnie jego terytorium, więc postanowił go bronić. W Myrtanie nie ma ich dużo, ale za to na wyspie Khorinis jest ich zatrzęsienie – podsumował Dalebor.
- Byłeś na Khorinis? – podjąłem temat z zaciekawieniem.
- Zdarzyło się mi raz. Oczywiście polowałem tam na kretoszczury. Było to zanim król Rhobar zaczął zsyłać skazańców do tamtejszej górniczej doliny zasobnej w rudę, która była mu potrzebna podczas toczenia wojny – odpowiedział.
- Dobrze że już nastał czas pokoju – skwitowałem.
- Jesteśmy, przed nami obozowisko – powiedział prawie szeptem Radymir, mimo że z tej odległości osoby z obozu by go nie usłyszały. Przedarłem się parę kroków do przodu, aby przyjrzeć się miejscu. Na małej polance było lekko już dymiące ognisko, jakiś prowizoryczny namiot, para ociosanych pniaków służąca najpewniej za stołki i kilka innych gratów. Ludzi było troje. Jeden z nich spał na czymś, co przypominało koc. Pozostali dwaj wałęsali się w pobliżu, zamieniając od czasu do czasu zdania ze sobą. Cofnąłem się do myśliwych.
- Jest ich trzech, mogło być gorzej. – opowiedziałem co widziałem i rozplanowaliśmy atak.
Wyszon razem z Daleborem i Radomirem ustawili się ostrożnie w krzakach i naciągnęli łuki. W tym czasie jeden z rabusi podszedł pod drzewo i sikał. Poleciały strzały, śpiący delikwent nawet nie zdążył się zorientować że nie żyje. Sikający padł twarzą we własny mocz, a ostatni rozbójnik dostał w brzuch. Wybiegliśmy z ukrycia. Raniony w brzuch jeszcze żył trzymając zakrwawionymi dłońmi za strzałę wystającą z brzucha. Pozostali leżeli martwi. W obozie nie rzuciły mi się w oczy żadne miecze niestety. Wpadłem do namiotu, oprócz koca, pustych flaszek, jakichś szmat i innych drobiazgów była tam jeszcze drewniana skrzynka o której z pewnością mówił Radymir. Otworzyłem ją i w środku znalazłem dwa ciężkie mieszki ze złotem i nareszcie moje paczki z bronią. Uradowany wyszedłem na zewnątrz i oznajmiłem reszcie o znalezisku, a także rozdzieliłem po równo dla każdego z nich zdobyczne złoto.
- Nie pozostaje nam nic innego, jak powrót do Faring
- W takim razie zapraszamy cię na zimne piwko Addan – oznajmił z uśmiechem Dalebor, po czym zarechotała z radością reszta myśliwych.
-Przyjmuję zaproszenie, ale najpierw pójdę pogadać z Iriną.
Spojrzałem jeszcze na leżące trupy.
- Ścierwojady zrobią tu porządek z nimi – powiedział Wyszyn, zauważywszy że spoglądam na leżące ciała.
- W takim razie idziemy.
- Idziemy! – Rzekli zgodnie Radymir, Wyszyn i Dalegor.

* * *
Gdy wróciliśmy do Faring, było już mocno po południu i słońce leniwie kierowało się ku zachodowi. Ustaliłem z myśliwymi, że spotkamy się w oberży „Pod pełnym kuflem” o zachodzie słońca.
Wchodząc do sklepu Iriny, zauważyłem ją siedzącą jak zwykle za stołem zawalonym różnymi futrami i innymi szpargałami.
- I jak?! – Krzyknęła od razu gdy postawiłem pierwszą stopę za progiem jej sklepu.
- Znalezione – odpowiedziałem z niemałą ulgą w głosie.
- Były w zbójeckim obozie tak jak przeczuwaliśmy z Radomirem.
- Cieszę się razem z tobą że odzyskałeś to żelastwo Addan – rzekła, uśmiechając się.
- Dziś po zmierzchu w oberży spotykam się z myśliwymi, aby uczcić odnalezienie jak to mówisz – żelastwa. Dołączysz do nas?
- Niestety nie, mam jeszcze trochę roboty przy segregacji dostarczonych mi futer. Może innym razem to opijemy.
- No dobra, w takim razie teraz cię opuszczam i dziękuję za wspomaganie mnie,
- Proszę bardzo, odwdzięczyłem się za tego goblina – powiedziała z szerokim uśmiechem.
- Nawet z nawiązką – odpowiedziałem jej zadowolony i wyszedłem.
Na zewnątrz już zmierzchało, skierowałem więc swe kroki do oberży. W środku, za stołem przy małym karczmianym oknie, siedzieli już wyraźnie weseli: Wyszyn, Radymir i Dalebor. Dosiadłem się, a Wyszyn klepnął mnie w plecy i rzekł:
- No, jesteś już. Nalej sobie piwa, zaraz szynkarka przyniesie pieczoną baraninę!
Nalałem więc sobie kubek zimnego piwa z jednego z dwóch dzbanów stojących na pochlapanym stole, po czym zajęliśmy się piciem, zajadaniem strawy, a myśliwskim opowieściom i anegdotom nie było końca.

KONIEC


To już całe opowiadanie. Początkowo miało być tego więcej i miały też dojść inne wątki, między innymi z siostrą Iriny, pewnym nekromantą, ale stwierdziłem że zawarte zostaną w innym opowiadaniu w świecie gothica.

Ostatnio edytowane przez Chad_MC : 11-09-16 o 20:10.
RPG
Chad_MC jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 11-03-16, 15:48   #2
Spykers
Artistic soul
 
Spykers awatar
 
Zarejestrowany: lipiec 2014
Skąd: In the mind's eye
Posty: 2 548
Domyślnie

Rozwiń wątek, tj. pisz dalej, bo na razie nic z tego fragmentu nie wynika. Mógłbyś wzbogacić opko w obszerniejsze opisy.
Błędow jako takich nie ma, powtórzeń mało, miejscami brak przecinka.

Dialogi, jak dla mnie trochę sztywne.
Wskazówka: W dialogu, na końcu zdania twierdzącego jie stawiamy kropki jeśli zaraz obok używasz myslnika, a to co po myślniku zaczynamy z małej litery.

Przykład:
-Ta sałatka jest przepyszna - powiedział przekonująco, choć wprawdzie tak nie bylo.

Liczę na więcej
__________________
At the end of the river the sundown beams
All the relics of a life long lived
Here, weary traveler rest your wand
Sleep the journey from your eyes

Ostatnio edytowane przez Spykers : 11-03-16 o 16:33.
RPG
Spykers jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 06-04-16, 19:47   #3
Chad_MC
Chrząszcz
 
Zarejestrowany: maj 2013
Posty: 15
Domyślnie

Dodałem nieco do opowiadania. Wyciąłem pewne fragmenty, bo są tu niepełnoletni i jeszcze jakieś ostrzeżenie dostanę :].
RPG
Chad_MC jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 06-04-16, 19:54   #4
 Ancoron
Ma admina
 
Ancoron awatar
 
Zarejestrowany: styczeń 2016
Posty: 7 397
Domyślnie

Przybyłem, opowiadanie otworzyłem i właśnie ukończyłem .
Najbardziej rażą wstawki w nawiasam, da się inaczej, a w opowiadaniu to przeszkadza. Treść nie jest zbyt orginalna, ale nie jest też zła. Ot standardowe opowiadanie. Wszystko zależy od tego jak to rozwiniesz. Na chwilę obecną daję 7/10. Na zachętę . Pisz dalej.
Cytat:
- Nazajutrz, po wspólnym śniadaniu...
Czekaj. To nie są przemyślenia narratora, a kwestia mówiona? Jeśli tak to spoko.
Dialogi niestety faktycznie są sztywne, a opisy suche, nie wiem co ci poradzić :/. Do książek nie będę odsyłał, chyba coś czytasz

Ostatnio edytowane przez Ancoron : 06-04-16 o 20:00.
RPG
Ancoron jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 13-05-16, 16:50   #5
Chad_MC
Chrząszcz
 
Zarejestrowany: maj 2013
Posty: 15
Domyślnie

Dodałem fragment opowiadania. Ciąg dalszy nastąpi.

Jest już całe opowiadanie.

Ostatnio edytowane przez Chad_MC : 30-08-16 o 00:40. Powód: Zakończenie opowiadania
RPG
Chad_MC jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 29-03-17, 19:30   #6
 Mika 123
Strażnik Miejski
 
Mika 123 awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2016
Skąd: Khorinis
Posty: 1 906
Domyślnie

Mówię Ci przyjacielu, napisz coś jeszcze w uniwersum tego opka, bo fabuła, aż się prosi o jakąś kontynuację
Pozdrawiam
Mika 123

Ostatnio edytowane przez Mika 123 : 29-03-17 o 21:40.
RPG
Mika 123 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Odpowiedz


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum


Powered by vBulletin® Version 3.6.7
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.