Wróć   Forum Gothic - ArcaniA: Gothic 4 > Inne > Art & Story Forum > WIP
Przeładuj stronę Przeklęte kamienie

Odpowiedz
Narzędzia wątku Wygląd
Nieprzeczytane 11-03-18, 23:51   #1
Diego434
Chrząszcz
 
Zarejestrowany: październik 2016
Posty: 9
Domyślnie Przeklęte kamienie

Witam! Wstawiam krótki prolog do nowego opowiadania. Powiedzcie, czy wam się podoba
Prolog
Wioska nie wytrzymała. Potępieńcy przebili się przez mur i zebrali krwawe żniwo. Idący przez miasto człowiek wiedział, że mogą wrócić. Jednak nie obchodziło go to. Był wściekły! Stracił tydzień ucząc tych kretynów jak się przed nimi obronić! I co z tego wyszło?
Domki, które naprędce wybudowano, aby po prostu chroniły przed wiatrem i deszczem, były teraz kompletnie zniszczone. Cała wioska wyglądała jakby przed chwilą przeszło tędy tornado. Jednak najporządniejszy budynek się ostał. Spełniał on funkcje kościoła i jednocześnie ostatniej fortecy. Widać było ślady pazurów, jednak stwory nie zdołały zniszczyć solidnej, grubej drewnianej ściany.
Z nadzieją która nagle wlała się do jego serca ruszył, myśląc że w środku mogą być jeszcze żywi ludzie. Zaczął obchodzić dookoła budynek sprawdzając czy w pobliżu nie został żaden potwór. Poczuł nieprzyjemny odór. Miał złe przeczucia. Tak łatwo by nie zrezygnowali. Zobaczył że tylne drzwi są otwarte. Zobaczył też ślady krwi ciągnące się z budynku do miejsca w którym mur został kompletnie zniszczony. Wszedł do środka.
Nie mylił się. W obszernym pomieszczeniu znalazł ciała około dwudziestu osób. Przynajmniej tak stwierdził, bo zwłoki były naruszone. Wszędzie walały się wnętrzności, powyrywane kręgosłupy, ręce, nogi. Krew była wszędzie, na ścianach, suficie. To co zostało, porozrzucane, to resztki z uczty Potępieńców.
Odór rzezi uderzył go w nozdrza. Zwymiotował. Pośpiesznie wyszedł na zewnątrz, zataczając się. Spojrzał za siebie i podjął decyzje.
Nie mógł ich tak zostawić. Zebrał Energię w dłoniach po czym rzucił ją podpalając budynek. Wyszeptał po cichu modlitwę i odwrócił się. Łzy złości spłynęły po jego policzku.
To był już piąty raz! Piąty cholerny raz próbował. Jednak próba znów się nie udała. Znów zawiódł. Wszyscy nie żyją. W jego oczach płonęła zemsta.
Wypatrzył ślady krwi, prowadzące na północ. Podążył za nimi. Uszedł pare kilometrów , zanim ich wyczuł. Było ich piętnaście. Otoczył się Energią i ruszył. Oddzielał go od tych stworzeń tylko wielki głaz. Szybko okrążył go i rzucił się na bestie.
Ledwo zdążyły go zauważyły, a już dwa z nich leżały martwe. Jednemu odpadła głowa, drugi uderzony pięścią wzmocnioną Energią przeleciał jakieś dwadzieścia metrów i upadł łamiąc kręgosłup.
Potwory zawyły. Gromadnie rzuciły się na niego, jednak to im nic nie dało. Niemożliwym było go zranić. Z wielką szybkością odskoczył od szarżujących na niego bestii, bo czym skoczył ponad ich głowami i w locie uderzył dwóch w plecy. Twarda skóra, chroniąca ich przed uderzeniami, nie pomogła im. Zmiażdżył ich kości, zabijając na miejscu.
Znów odskoczył na bezpieczną odległość. Wyjął miecz zza pleców. Była to prowizoryczna broń zrobiona z drewna, jednak pokryta odpowiednio zaostrzoną Energią potrafiła być naprawdę twarda i ostra.
Wskoczył pomiędzy zupełnie już rozszalałe bestie. Próbowały chwycić go swoimi kudłatymi, potężnymi rękami, jednak żaden z nich nie był dostatecznie szybki. Miecz, mimo że z drewna, ciął bestie tworząc fontannę krwi. W jednej chwili wbił się w jednego stwora, a w drugiej przecinał kolejnego.
Potępieńcy padali jeden po drugim. Nawet nie zdążyły wypatrzeć wroga, a ten już wbijał w nich swój miecz. Krew lała się na wszystkie strony. Śmierć dopadała ich szybko. Cięcia były głębokie.
Po chwili było po wszystkim. Rozproszył moc i odwrócił się od zabitych stworzeń. Ogień zemsty powoli znikał z jego oczu. Rozejrzał się, zastanawiając się w którą stronę pójść. Wzruszył ramionami, wiedząc, że i tak nie wie gdzie iść, i ruszył po prostu przed siebie. Miał zapas jedzenia już tylko na dwa dni. Jeśli wkrótce nie znajdzie żadnej wioski, umrze z głodu.
*
Po czterech dniach, i trzydziestu zabitych potworach, w końcu ją zobaczył. Na oko miała pięćdziesięciu mieszkańców. Miała mur zbudowany z kamieni, wysoki na dwa metry. Łatwy do zniszczenia, jednak wioska jakoś się trzymała. Ruszył w jej kierunku.
To będzie szósta. Może tym razem się uda.

Ostatnio edytowane przez Diego434 : 26-03-18 o 00:51.
RPG
Diego434 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 12-03-18, 12:07   #2
 Hassan1
Kąsacz
 
Hassan1 awatar
 
Zarejestrowany: marzec 2017
Skąd: Mmz
Posty: 760
Domyślnie

Ciekawie się zapowiada. Jednak skoro gość bez specjalnego problemu zabił tyle bestii a tak mu zależy na ludziach to czemu im nie pomógł? Taka myśl mi się narzuciła.
RPG
Hassan1 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 12-03-18, 15:26   #3
 Mika 123
Strażnik Miejski
 
Mika 123 awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2016
Skąd: Khorinis
Posty: 1 906
Domyślnie

Kolejny pisarz zawitał na forum. Zakładam, że to opowiadanie nie jest osadzone w realiach Gothica. Wygląda nieźle. Wojownik w postapokaliptycznym świecie wędruje od wioski do wioski w poszukiwaniu schronienia. Tylko czy on nie jest zbyt przekozaczony? Zobaczymy co dalej z tego wyniknie. Mam nadzieję, że w kolejnych rozdziałach wyjaśnisz o co chodzi z tą energią .
RPG
Mika 123 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 13-03-18, 20:44   #4
Diego434
Chrząszcz
 
Zarejestrowany: październik 2016
Posty: 9
Domyślnie

Dzięki za komentarze. A co do waszych uwag, będzie to wyjaśnione
RPG
Diego434 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 13-03-18, 23:42   #5
Diego434
Chrząszcz
 
Zarejestrowany: październik 2016
Posty: 9
Domyślnie

Rozdział 1
- A więc tak udało ci się przeżyć - powiedział Jeff. Był mężczyzną grubo po czterdziestce, dość wysokim, z bujnymi siwymi włosami.
- Tak. - potwierdził Sam - Dobrze że zdążyłem dobiec do murów zanim te stwory mnie dogoniły. Miałem prawdziwe szczęście. Jednak mogły przecież zniszczyć mur i zabić wszystkich. Jestem ciekaw czemu tego nie zrobiły.
Kłamał jak z nut. To on zwabił Potępieńców, tak aby móc udawać szczęściarza, któremu ledwo udało się przeżyć. Wiedział też, dlaczego nie zniszczyły muru. Ale potrzebował więcej informacji. W tym świecie nigdy nie można czuć się zbyt pewnie.
- Przestały cię ścigać z prostego powodu - wyszczerzył się Jeff. - Wielki Zack, nasz obrońca zabija każdego potwora który zbliży się go wioski.
- Wielki Zack? - spytał z udawanym zdziwieniem. Ten gość miał stanowczo zbyt duże mniemanie o sobie. - Nie wierzę żeby jeden człowiek zabił aż trzy te potworów.
A więc trafił im się dość silny człowiek. Sam przywołał do głowy wydarzenia z poprzedniego dnia. Kiedy udając panikę biegł w stronę wioski, mieszkańcy szybko otworzyli mu bramę. A gdy wbiegł, równie szybko ją zamknęli. Jednak, padając na ziemię z równie udawanym wyczerpaniem, zaczął nasłuchiwać. Masywny mężczyzna, który umiał posługiwać się Energią. Przeskoczył przez dwumetrowy mur z łatwością. Potem słychać było jak ciął bestie. Ciął! I to czymś metalowym, dotychczas niespotykanym w tym świecie. Był szybki. Po paru sekundach było po sprawie. Wrócił świadomością do rozmowy.
Jeff dalej wychwalał jego "wybawcę". Jednak w jego głosie słychać było udawanie. Coś było nie tak. Nie był do końca szczery. Nie był jedynym, u którego to wyczuł. Barczysty Ofer, piękna Vanessa, mający końską twarz Ace czy chytra Frea. Wszyscy wychwalali Wielkiego Zacka. Ale wszyscy zdradzali swoim głosem, że nie są do końca szczerzy.
- Musi być wspaniałym człowiekiem - stwierdził Sam, gdy potok słów Jeffa się przerwał. Mimo tylu pochwał, które wypowiedział przed chwilą, mężczyzna zmarszczył czoło słysząc określenie "wspaniały ".
- Ekhm... Tak, oczywiście, jest wspaniałym człowiekiem - stwierdził to jednak dopiero po chwili wahania. Rozejrzał się nerwowo czy aby nikt tego nie dostrzegł. Coś było nie tak z ich przywódcą. Dowiem się co, pomyślał.
*
Idąc krótką ścieżką, przecinającą wioskę na pół, zobaczył jeden wyróżniający się budynek. Wyglądał na stary, zniszczony. Ściany były pokryte pnączami. Wyglądał jakby nikt nie zaglądał do niego przez dziesiątki lat. To było dziwne. Nie spotkał tu jeszcze żadnego porządniejszego budynku niż proste szałasy.
Był zbudowany w dziwnym stylu. Był zbyt duży i solidny, aby mogli go zbudować tutejsi ludzie. Oni nie mieli wystarczająco wiedzy , aby go zrobić. A ten budynek wydawał się być zrobiony z kamienia. I był za stary. Jednak nie to było najdziwniejsze.
Ten budynek podtrzymywały kolumny! Coś nieprawdopodobnego! A Sam ucieszył się widząc flet dwa miesiące temu. Jednak tu zastał kolumny. Prawdziwy cud.
Przyjrzał się im dokładniej. Nie pasowały one do żadnego znanego przez niego stylu. Brak było tu tryglifu. Z kolei nie były tak smukłe jak te w stylu jońskim. Najbardziej pasowały do stylu korynckiego, jednak wyróżniała ją inna głowica, zupełnie pozbawiona ozdób.
Sam budynek, poza kolumnami, nie stanowił specjalnego dzieła sztuki. Surowy, dwupiętrowy, jednak, i tu kolejna niespodzianka, miał szklane okna. Miał, bo były wybite.
Podziwianie obiektu przerwała mu Vanessa, podchodząc do niego zdecydowanym krokiem.
- Widzę że spodobał ci się dom Wielkiego - stwierdziła, obrzucając go na powitanie wzrokiem od stóp do głów.
Rozmawiał z nią już raz. To ją wyznaczono, kiedy zemdlał chwile po przybyciu do wioski. A raczej myśleli że zemdlał. Wiedział że nawet po dotarciu do ludzkiej osady nie może stracić ostrożności, więc udawał że śpi. Przynajmniej przez pierwsze kilka godzin. A może minut? Nie uwzględnił jak wyczerpany jest po kilku dniach wędrówki. Przeklął się za to w duchu, ale teraz, najedzony, umyty, a przede wszystkim wyspany czuł się jak nowo narodzony.
- Rzeczywiście, jest piękny - odparł, odwracając się do niej.
- To jedyny taki budynek jaki tu znaleźliśmy. Jednak musiało być tu kiedyś ich więcej. Popatrz. - wskazała na kupę kamieni, takich samych jak te z których został wykonany budynek, a następnie na kilka następnych.
- Kiedyś musiało tu być miasto - stwierdził Sam. - Teraz został tylko ten budynek. Dziwne, że jest w takim dobrym stanie.
- Faktycznie - zgodziła się dziewczyna. Rozejrzała się dokładniej wokół siebie, falując rudymi włosami. - Jednak musiało tu stać dawno temu.
- Dawno, myślę że opuszczono go co najmniej dwadzieścia lat temu. I ten kształt! Nie wiem jaki to styl.
Nagle wybuchła śmiechem. Szczerym niepohamowanym śmiechem. Spojrzał na nią jak na wariatkę, chociaż wiedział. Tyle czasu spędzonych w strachu i głodzie na pewno zostawiły ślad na jej psychice. Przyzwyczaiła się do prostych rozmów ograniczających się do kilku tematów. A teraz nagle pojawił się ktoś, kto rozmawia o sztuce.
- Przepraszam - powiedziała po chwili zmieszana. - Jesteś pierwszą osobą jaką tu spotkałam, która podziwia piękno architektury.
- Cóż, trudno się dziwić że ludzie nie chcą gadać o takich rzeczach - Uśmiechnął się. - W końcu tyle się wydarzyło od czasu...
- Nie wolno o tym mówić! - syknęła. Jej przed chwilą radosna twarz przybrała poważny wyraz. Zmieniła ton, na chociaż dalej przyjazny, teraz już chłodniejszy. - Musimy zapoznać cię z zasadami jakie tu panują. Chodź za mną.
Zaprowadziła go do Karczmy. Tak nazywali ten budynek miejscowi, bo wydawano w nim posiłki. Jak wszystkie, oczywiście oprócz tego w którym mieszkał Wielki, był to zwykły, drewniany szałas. Jedyną różnicą było to, że był on większy.
Weszli do środka. Ludzie siedzący przy stołach spojrzeli na nich. Sam zauważył że zarówno stoły, jak i krzesła, nie były wykonane zbyt dobrze, ale były wytrzymałe.
Rozejrzał się. W Karczmie siedziało siedem osób. Wszyscy patrzyli na niego. Nic dziwnego. W końcu dotarł tu, kiedy myśleli że nikt spoza murów już nie żyje. I prawdopodobnie dobrze myśleli. On był tylko wyjątkiem.
Ignorując ich spojrzenia, siadł z Vanessą przy najbliższym wolnym stole.
- Więc, pierwszą rzeczą jaką musisz widzieć, jest to, żebyś nigdy nie wątpił w rozkazy Wielkiego. On jest tutaj władcą i ma tu największe zdanie.
Pomyślał, że nie tyle co największe, o ile po prostu miał je jako jedyny. Następne zasady były podobne i ograniczały się w sumie do sposobu zwracania się do Wielkiego. Jedynie niektóre dotyczyły zasad ogólnych.
- Nie możesz więc... - zaczęła kolejną zasadę i przerwał jej jeden z najbardziej umięśnionych osób w wiosce, wchodząc do środka z hukiem. Wszyscy zamarli przerażeni na jego widok. Był to jeden ze strażników Wielkiego.
Rozejrzał się po pomieszczeniu i dostrzegł Sama.
- Ty! - powiedział. - Wielki Zack cię wzywa.

Ostatnio edytowane przez Diego434 : 26-03-18 o 00:51.
RPG
Diego434 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 22-03-18, 13:45   #6
 Hassan1
Kąsacz
 
Hassan1 awatar
 
Zarejestrowany: marzec 2017
Skąd: Mmz
Posty: 760
Domyślnie

Po treści wnioskuję, że osadziłeś fabułę w jakby alternatywnej rzeczywistości czasów starożytnych/średniowiecznych. Coś powiedzmy w stylu Wiedźmina. Jeśli tak nie jest i jest to Twój wymyślony świat to proponuję zmienić nieco wątek z kolumnami, bo używanie znanych nam nazw miast we własnym świecie wprowadza nieład.

Rzucają się w oczy powtórzenia czasownika "być", głównie w czasie przeszłym. Warto w takim wypadku, jeśli się da, zmienić nieco formę zdania. To chyba najbardziej pospolity i trudny do wyeliminowania problem wśród autorów.

Spróbuj przeczytać to jeszcze raz, bo momentami mam wrażenie jakbyś pisał na szybko i niektóre rzeczy są dość niejasne.

W sumie nie ma co tu więcej komentować, czekam aż stopniowo się rozwinie.
RPG
Hassan1 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 26-03-18, 01:45   #7
Diego434
Chrząszcz
 
Zarejestrowany: październik 2016
Posty: 9
Domyślnie Rozdział 3

Nowy okazał się być zwyczajny. Nic specjalnego. Niski, szczupła sylwetka, mimo to widać było wyraźnie rysujące się mięśnie. Jakim cudem udało mu się przeżyć na zewnątrz? Ze znanych sobie osób tylko jemu by się to udało.
- Jak udało ci się przeżyć? - spytał, nie trudząc się formami grzecznościowymi.
- Miałem szczęście, Wielki Zacku - opowiedział potulnie nowy. - Przez parę miesięcy ukrywałem się w jaskini. Jadłem rosnące tam grzyby, a wodę czerpałem z pobliskiego źródła.
- A bestie?
- Jaskinia była dobrze ukryta. Nie było ich w niej. Przynajmniej do czasu... W końcu mnie znaleźli. Cudem uciekłem. Postanowiłem poszukać nowego schonienia. Po dwóch dniach wędrówki zobaczyłem wioskę. W tym samym czasie bestie napatoczyły się na mnie. Wtedy mnie uratowałeś, Wielki.
Zack przyjrzał się mu uważniej. Kłamał. Nie wyglądał na takiego co przez ostatnie pół roku jadł tylko grzyby. Był lepiej odżywiony niż większość ludzi w wiosce. Wkrótce oduczy się kłamać. Szczęśliwym trafem w okolice wioski zawędrowało stado potworów. To będzie dobre przypomnienie dla wszystkich, a także lekcja pokory dla nowego, pomyślał. Nie mógł się doczekać. Będzie niezłe widowisko.
- Dobrze. Tyle chciałem wiedzieć. Odejdź - rzucił. Musiał teraz zająć się innymi, ważniejszymi sprawami.
Przede wszystkim kończyła im się żywność. Trzeba będzie znowu ruszyć na polowanie. A ostatnio w okolicy znajdował jeszcze mniej zwierząt, niż zwykle. Zauważył też częstsze pojawianie się bestii w okolicy. Nie podobało mu się to. To mogło oznaczać koniec polowań. A to z kolei śmierć głodową. Na tej jałowej ziemi nie rosło nic oprócz pojawiających się gdzieniegdzie krzaków.
- Zdaj raport! - krzyknął do jednego ze strażników, obserwującego okolicę z muru. Na szczęście okolica miała płaski teren, więc nawet z tak małej wysokości widać było bardzo duży obszar. Ułatwiało mu to pracę.
- Brak nowych stad w zasięgu wzroku. A te o którym mówiliśmy będzie tu za jakieś dwie godziny. Idą prosto w naszą stronę.
- Rozumiem. Przygotujcie się. Zaraz po zabiciu ich, ruszam na polowanie.
Mógł polować tylko wtedy, kiedy w pobliżu nie było potworów. Jeśli zaatakowałyby wioskę pod jego nieobecność, wszyscy by zginęli. Te bestie były trzy razy silniejsze i szybsze niż zwykły człowiek. Tylko on mógł z nimi walczyć.
Był jeszcze jeden problem. Ten nowy nie był zwyczajny, mimo że próbował sprawiać takie wrażenie. Od kiedy się tu zjawił, niektórzy zaczęli zachowywać się jakby coś ukrywali. Czyżby planowali go zabić? Nie, wiedzą że nie mają szans. Wiedzą też że bez niego nie dadzą rady obronić się przed bestiami. W końcu był Wielkim Zackiem, ich niepokonanym przywódcą.
Więc o co im chodziło?
Potrzebował bezwzględnego posłuszeństwa by mogli przeżyć. Gdy wychodził na polowanie, czy też zabić potwory, ludzie spełniali jego rozkazy bez mrugnięcia okiem. Jeśli im kazał, siedzieli cicho godzinami, gdy go nie było, żeby nie zwabiać niepotrzebnie bestii. Tylko dlatego jeszcze żyją. Powinni być mu wdzięczni. Gdyby nie on, wszyscy już dawno by nie żyli.
Cóż, przypomni im kto tu rządzi kiedy zjawią się te paskudztwa. Już cieszył się na myśl, że będzie mógł je wypatroszyć. To była jedna z nielicznych przyjemności, jakich zaznał tym świecie. Te ścierwa są tak dumne ze swoich pazurów. Kochał ten stach w ich oczach, kiedy to jego pazury okazują się być lepsze. Te wzmocnione mocą kły potrafiły rozszarpać wnętrzności tych bestii jakby ciął masło.
Wziął wdech. Za dwie godziny urządzi tu niezły pokaz.
*
To było coraz dziwniejsze. Z pewnością był władcą absolutnym w tej wiosce. Nie można było powiedzieć na niego złęgo słowa, zawsze przyznawano mu rację. Tych, którzy mu się sprzeciwiali, okaleczał swoimi pazurami. Nie były to zwykłe cięcia. To były rany szarpane, które długo się goiły i zostawiały bliznę.
Jednak mimo tego Sam czuł, że Zack nie jest złą osobą. Pod tą maską absolutnego władcy krył się człowiek pragnący ochraniać. Więc czemu się tak zachowywał? Nie potrafił tego zrozumieć.
Ludzie z wioski dostarczyli mu sporo informacji. Zack obudził swoją moc pięć miesięcy temu, a więc jakiś miesiąc po ich pojawieniu się tutaj. Przez miesiąc musieli przeżyć prawdziwe piekło. A potem pojawił się ktoś, kto mógł ich obronić. Dlatego ludzie nawet nie próbują mu się przeciwstawić. Był ich nadzieją. Ale dlaczego chce ochraniać ich sam? Czy aż tak zależy mu na władzy nad tą marną wioską i pięćdzisięcioma ludźmi? I dlaczego kiedy go do siebie zawołał, nie sprawdził nawet czy umie używać Energii, i w jakim stopniu? Jego głowę zaprzątało wiele myśli.
- Zaraz się zacznie - z rozmyślań wyrwał go Ace, jeden z mieszkańców. - Podobno jest ich ośmiu, z czego jeden silniejszy.
- Ośmiu?! - spytał Sam głośno. - Czy Wielki na pewno sobie poradzi?
- Na pewno. Jest niepokonany - powiedział z pewnością w głosie.
Sam nie był tego taki pewien. Choć nie wątpił że pokona te potwory. Z pewnością nie chciał tego przegapić. Ruszyli do murów. Zebrali się tam wszyscy mieszkańcy, z wyjątkiem kilku strażników oserwujących teren po innych stronach wioski. Mur został zbudowany tak, że od wewnętrznej strony dało się na niego wspiąć, więc wszyscy mieli dobry widok na pole walki. Gdy Sam i Ace wychylili głowy, zza muru, zobaczyli zbliżające się bestie.
Kształtem nieco przypominały człowieka. Różniła ich twarda skóra i futro, rosnące na ich całym ciele oprócz brzucha, gdzie skóra była najtwardsza, oraz na przedzie głowy. Różniły ich też wielkie pazury i wielkie ślepia. Miały posturę wysoką na ponad dwa metry i dwukrotnie grubszą.
Wśród nich był jeden wyróżniający się. Przywódca. Różnił się od nich kolorem. Inni mieli szare futro, on miał białe. Był też wyższy i potężniejszy od reszty. Widać było że pozostałe bestie patrzyły na niego, jakby czekając na rozkaz. Gdy zbliżył się do wioski, zaryczał przeraźliwie i potępieńcy ruszyli do ataku.
Wielki Zack przeskoczył przez mur i ruszył im na spotkanie. Dopiero teraz Sam mógł się dokładnie przyjrzeć jego broni. Były to jakby... pazury. Nosił rękawice do których przytwierdzone zostało dziesięć ostrzy, każde będące przedłużeniem jego palca. Interesująca broń, pomyślał Sam.
Była interesująca. I skuteczna. A Zack nauczył się jej używać. Pokrył nogi, ręce i broń Energią, po czym wbiegł w środek stada. Pazury błyskawicznie sięgnęły pierwszą bestię, przebijając twardą skórę na brzuchu i zostawiając pięć krwawych bruzd na jego ciele. Potępieniec nie zdążył jeszcze upaść na ziemię, a wojownik błyskawicznie dopadł następną ofiarę. Bestia rzuciła się z impetem, ale Zack skoczył w bok, zrobił obrót i wykorzystując jego szybkość ciął stwora w szyję.
Następne potwory rzuciły się razem. Jeden chciał dosięgnąć go pazurami, jednak po chwili z jego ręki zostało tylko poszarpane mięso. Te kły były niezwykle skuteczną bronią. Nie tylko cięły, ale też rozszarpywały wroga, powodując wykrawienie i łamiąc kości.
Walka zamieniła się w prawdziwy taniec śmierci. Wielki Zack robił uniki, podskoki, obroty i błyskawiczne cięcia. Każdy stwór który znalazł się w jego zasięgu, natychmiast padał martwy. Już szósty stwór zginął, po tym jak stalowe pazury wbiły się w jego klatkę piersiową, a następnie zostały wyrwane, rozszarpując wnętrzności i łamiąc żebra. Następny przeciwnik padł z pięcioma dziurami w czole. Ostrza pokryte energią były niezwykle ostre.
Na murach rozległy się okrzyki zdumienia. Ich przywódca po raz kolejny okazał się niepokonany, potęzny. Zapatrzeni w niego, nie zauważyli lekko świecącej aury otaczającej Sama.
Pozostał już tylko wódz. Ruszył na Zacka ze znacznie większą prędkością niż pozostałe. Był też inteligentniejszy, odskoczył kiedy pazury pędziły na spotkanie z jego szyją. Stwór krążył przez chwilę po czym ruszył do ataku, próbując zaatakować nogi wroga.
Wtedy wydarzyło się coś czego nikt się nie spodziewał. Niebieskawa smuga z wielką prędkością pokonała obszar między murem a potworem. Pięść otoczona błękitną poświatą uderzyła z ogromną siłą w klatkę piersiową stwora, łamiąc mu kilkanaście żeber, odrzucając daleko do tyłu i zabijając na miejscu.
Wszystkich sparaliżowało. Tam, gdzie przed chwilą znajdował się stwór, stał teraz Sam, otoczony Energią. Jedynym, który zauważył jego ruch, był Zack. Jednak on tak samo jak reszta patrzył wielkimi ze zdziwienia oczami.
- Ty... Ty też... - wybełkotał.
- Owszem. I nazywam się Sam - Odparł z bezczelnym uśmieszkiem.

Ostatnio edytowane przez Diego434 : 26-03-18 o 21:26.
RPG
Diego434 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 02-04-18, 23:19   #8
Diego434
Chrząszcz
 
Zarejestrowany: październik 2016
Posty: 9
Domyślnie Rozdział 3

Minęło trochę czasu, zanim Zack zauważył że gapi się z otwartymi ustami na przybysza. Zamknął je, ale wciąż nie mógł wypowiedzieć słowa. Zresztą jak każdy.
- Cóż, to chyba tyle z udawania - stwierdził Sam.
- Ale... Jak ty...
- Normalnie, tak jak ty.
Sam zaśmiał się. To trochę otrzeźwiło mieszkańców. Rozległy się szepty. Zack spojrzał w tamtą stronę i od razu wszystkie umilkły. Każdy czekał w napięciu na dalszy rozwój wydarzeń.
- Czego chcesz? Przybyłeś tu w celach pokojowych, aby nam pomóc? A może chcesz nas pozabijać? - pytania wylały się z jego gardła. Był zdezorientowany. Po raz pierwszy widział kogoś tak niebezpiecznego. A nie widział nikogo choć trochę niebezpiecznego, od czasu kiedy nauczył się używać mocy. Spojrzał na zródło niepokoju.
Z pozoru Sam wyglądał niegroźnie. Dosyć szczupły, ale mimo to umięśniony, stał z prowizoryczną drewnianą lagą. Przy potężnym, niemal dwumetrowym Zacku wyglądał żałośnie. Jednak gdy otoczył się tą aurą, czuć było bijącą od niego moc.
- Przybyłem tu, aby pomóc - odparł. Przybrał poważniejszy wyraz twarzy. - I przejmuje władzę w tej wiosce. Masz coś przeciwko? - rzucił lekko, jakby pytając ile posłodzić mu herbatę.
Wszyscy patrzyli na niego jak na kosmitę. To działo się za szybko.
- Coż, chyba zaskoczyłem cię tym pytaniem. Zastanów się nad odpowiedzią. - powiedział bezstroskim tonem, po czym zaczął iść w kierunku wioski, swobodnie omijając Zacka. Uśmiech wstąpił na jego twarz. Rozejrzał się po spoglądających na niego, oniemiałych twarzach.
- Urządzamy ucztę! Macie nowego przywódcę! Ty i ty - wzkazał na dwóch przypadkowych ludzi - idźcie rozpalić ognisko. A wy - wskazał na grupkę po jego prawej stronie - wy zajmiecie się pichceniem - Wydawał polecenia beztrosko, jakby rządził tu już od paru lat. Jednak mieszkańcy dalej stali skonfundowani i jakoś nie wrwali się do wypełnienia rozkazów. Samozwańczy dowódca otoczył się aurą i warknął:
- Już!
Wszyscy jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zerwali się z miejsc, nawet ci, którym nic nie rozkazał. Zdumiewające, pomyślał Zack. Tyle czasu służyli tylko jemu, a teraz ktoś inny w jedną chwile zmusił ich do posłuszeństwa. Poczuł się zagrożony.
- Stać! - krzyknął, a wszyscy natychmiast się zatrzymali. Nie chcieli sprzeciwiać się swojemu dowódcy. Ani staremu, ani nowemu. Wszyscy mieli mętlik w głowie - Przychodzisz tu ścigany przez bestie. Trzeba cię ratować, a zaraz po tym próbujesz przejąć wioskę?!
- A, to. Nie martw się. Gdybyście nie dali rady, wykończyłbym je. Chciałem tylko sprawdzić waszą siłę.
- Ty... - zaczął, wściekły już Zack. Zbliżył się do Sama, otaczając kończyny i broń mocą. Nie mógł pozwolić mu przejąć władzy. Nie chodziło o niego, chodziło o innych. Jednak, czy aby na pewno?
Kiedy okazało się, że posiada jakąś tajemniczą moc, stało się pewne że zostanie przywódcą. Stwierdził wtedy, że władza absolutna pomoże mu ochronić tych ludzi. Jeśli będą mu posłuszni, uratuje ich więcej. Nie znał się na polityce, a jakoś musiał sobie przecież poradzić. Ta forma władzy zaskutkowała. Od tamtego czasu nikt nie zginął zabity przez stwory. Ba, nie było nawet żadnej bójki.
Jednak teraz, kiedy ta władza miała mu zostać odebrana, poczuł, że ją polubił. Chciał zostać niepokonanym, wielkim przywódcą. Takim, którego wszyscy się słuchają, któremu nie wolno się sprzeciwić. Przywódcą absolutnym.
Zamrugał. Zagrożenie miał tuż przed oczami. Wystarczy tylko jedno cięcie i będzie po sprawie. Ochroni ich i dalej będzie rządził. Upiecze dwie pieczenie na jednym ogniu. Widział już, jak atakuje, jak jego kły wbijają się w brzuch wroga, pozbawiając go życia. Ręce mu drżały. Mimo że rządził dość brutalnie, nie zabił jeszcze człowieka. Najwyżej ranił, choć czasami dosyć poważnie. Opanował drżenie. Zrobi to.
- Nawet nie próbuj - z rozmyślań wyrwał go głos Sama. Patrzył na Zacka jakby mógł przejrzeć go na wylot. To było denerwujące. Szermierz podniósł ręce do postawy bojowej.
Zaatakował. Szybko pokonał dzielącą ich odległość i z rozpędem pchnął ostrza do przodu. Sam zrobił krótki unik, pozwalając broni przelecieć obok. Uderzył Zacka prawym sierpowym w twarz. Ten jednak nie stracił równowagi i odskoczył prędko w bok, po czym natychmiast rzucił się z kolejnym atakiem, mierząc w bok przeciwnika. Wróg skoczył do tyłu unikając ostrzy.
- Nie rozumiem cię - stwierdził Sam. - Dlaczego wybrałeś taki rodzaj władzy? Czemu nie pozwoliłeś innym też stawiać czoła bestiom?
- Niby jak miałem to zrobić?! Wszycy by zginęli! - krzyknął, znów rzucając się na przeciwnika Zack.
- Wystarczyło tylko trochę im pomóc, a dali by sobie radę - odparł, unikając ciosu i stając w bezpiecznej odległości Sam.
- Dali by sobie radę? Nie rozśmieszaj mnie. Te stwory są silniejsze niż ludzie. Tylko my dwaj jesteśmy wyjątkowi! Tylko my możemy korzystać z tej mocy! Tylko dzięki takim jak my ludzie mogą przetrwać!
Teraz to Sam zamarł. Jego twarz wyrażała coś jakby... zrozumienie. Przez chwile wyglądał jakby miał wybuchnąć śmiechem, ale po chwili rzucił wściekły:
-Ty kretynie! Każdy może używać tej mocy!
Jego słowa zagrzmiały w głowach wszystkich. Zack oniemiały opuścił ręce. Nie mógł w to uwierzyć.
- Jak to? To niemożliwe - powiedział cicho.
- Możliwe. A jeśli jest ktoś kto umie z niej korzystać, nie jest to jakieś strasznie trudne. Chociaż proste też nie jest.
- Próbowałem ich nauczyć! Jednak nic to nie dało. Nie mają tej mocy.
- Widocznie próbowaliście złymi sposobami.
Sam uśmiechnął się szeroko. Przybliżył się do Zacka, który ostrożnie znów uniósł ostrza. A wtedy szermierz zobaczył, że przeciwnik wyciąga do niego rękę.
- Zacznijmy od początku. Jestem Sam i przebyłem tu wam pomóc.
Szermierz z głupim wyrazem twarzy potrząsnął ręką nowego sprzymierzeńca.
- W takim razie co teraz? - spytał ogłupiały już Zack.
- Teraz? Teraz będziemy świętować.
RPG
Diego434 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 12-05-18, 20:27   #9
 Ancoron
Ma admina
 
Ancoron awatar
 
Zarejestrowany: styczeń 2016
Posty: 7 397
Domyślnie

Cytat:
Ledwo zdążyły go zauważyły, a już dwa z nich leżały martwe.
Cytat:
Próbowały chwycić go swoimi kudłatymi, potężnymi rękami, jednak żaden z nich nie był dostatecznie szybki
.
Cytat:
Potępieńcy padali jeden po drugim. Nawet nie zdążyły wypatrzeć wroga, a ten już wbijał w nich swój miecz.
Cytat:
Nie wierzę żeby jeden człowiek zabił aż trzy te potworów.
Nie jest jakoś szczególnie źle. Podałem tylko przykłady błędów. Nie radzisz sobie zdecydowanie z określaniem podmiotów w zdaniach, co aż boli w oczy, gdzieniegdzie są literówki, no i przeciętnie z interpunkcją. Przeczytaj to parę razy, a wyczaisz wszystko.
Gorzej z tym ostatnim rozdziałem, mocno bez sensu naiwność Zacka, jeśli wierzy w słowa Sama, zrobiłeś z niego Neandertalczyka. A jeżeli jeszcze gorzej i sam Sam po prostu nagle z despoty postanowił zostać nauczycielem, to już tragedia i porządny kopniak dla czytelników.
RPG
Ancoron jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Odpowiedz


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni post / autor
"Przeklęci Lordowie" - nie ma pierścienia. Jan Proton Pomoc 2 04-08-12 04:04
Pierścień Valentina - Czyżby nawiązanie do przeklętego pierścienia Rudolfa Valentino? Sturmovik Dyskusja 10 11-04-10 18:01
Przeklęci Lordowie Chojry Pomoc 1 05-11-09 13:24


Powered by vBulletin® Version 3.6.7
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.