Wróć   Forum Gothic - ArcaniA: Gothic 4 > Archolos > Dolne Miasto > Ulica Mistrzów
Przeładuj stronę "Lambda Sigma Delta" - eksperymentatorium przy pracowni alchemicznej

Odpowiedz
Narzędzia wątku Wygląd
Nieprzeczytane 26-05-15, 12:36   #1
Ertix
Nosferatu
 
Ertix awatar
 
Zarejestrowany: październik 2004
Skąd: Morgrad
Posty: 2 057
Domyślnie

"λ-σ-δ"
Eksperymentatorium przy pracowni alchemicznej



Mistrz Pracowni: Ertix
A tutaj tworzymy opisy dla nowych, niesamowitych specyfików.

Nie każdy efekt pracy alchemika jest oczywisty. Nie każda mikstura działa zgodnie ze swoim przeznaczeniem. Nie sposób przewidzieć wszystkich efektów ubocznych. Nie wszystkie wynalazki od razu spełniają normy bezpieczeństwa. Zanim taki wynalazek trafi do użycia, musi zostać skrupulatnie przetestowany. A oznacza to ni mniej, ni więcej, potrzebę znalezienia grupy ochotników do sprawdzenia nowości na sobie. I tutaj wkraczasz TY. Skoro już zgłosiłeś się na wolontariusza do testowania wytworów pracowni alchemicznej, to... ubieraj odzież ochronną i bierz się do roboty! Mikstury i inne eksperymenty czekają na odkrycie ich nieoczekiwanych właściwości!

Wytyczne są proste. Jeden post to krótki opis użycia przez was specyfiku z pracowni alchemicznej "Iskrząca Kolba". Kierownik pracowni będzie wskazywał, które wynalazki wymagają testowania w "λ-σ-δ" - i tylko ich będzie można używać w eksperymentatorium. Lista tych wynalazków znajduje się poniżej.

Nagrodą za pomoc w rozwoju nauki jest 1 Kryształ Honoru i 10 sztuk złota - warto więc zgłaszać się przy każdej okazji. Kryształ się należy niezależnie od wyniku działania mikstury (ma prawo nie zadziałać w ogóle!), a relacja z zastosowania specyfiku ma prawo być krótka i zwięzła. Jedynym warunkiem jest jako-taka poprawność językowa - byleby nie było szpetnie i dało się to przeczytać.

Przy podchodzeniu do próby należy podpisać oświadczenie zgodnie z którym kierownictwo pracowni alchemicznej nie ponosi odpowiedzialności za utratę zdrowia lub życia eksperymentatora.

Parę pomocnych dla was wskazówek, droga młodzieży:
  • Moja karta postaci jest tutaj. Postać ta nie jest starym dziadkiem który ma siwą brodę i włosy. Ma taki charakter, że jak będziecie się za bardzo stawiali to dostaniecie porządnego kopa na odzyskanie pokory. Więc nie świrujcie tutaj za bardzo.
  • Pierwszy post pracowni alchemicznej to ten - trzymajcie się klimatu tego miejsca.
  • Przeczytajcie dobrze opis testowanej mikstury. Wiem, że na liście nie ma aktualnie zbyt dużej ilości specyfików i zapewne każdy zapoznał się z nimi po kilka razy ale nieraz zaczynam w to wątpić.
  • Wiele mikstur może za każdym razem działać inaczej jak chociażby Napój Nowicjusza czy Wilczy Skowyt dla tego nie myślcie, że to akurat wy odkryliście stałe zastosowanie dla mikstury.
  • Do testowania mikstur zgłaszacie się dobrowolnie i nie robicie nikomu łaski jeżeli się tego podejmiecie.
  • Nie muszę nikogo prosić na kolanach, żeby testował miksturę i nie zapłacę nikomu tysiąca sztuk złota, których oficjalnie sam nawet nie mam :F
  • Rozejrzyjcie się po tematach opisujących lore Archolos.
  • Wasz tekst to wyznacznik tego, na ile ogarniacie elementy, których poznanie jest potrzebne do napisania tego krótkiego i pozornie mało istotnego tekstu - podstaw lore, odgrywanie postaci swojej oraz cudzej, zgodnie z jej kartą postaci, itp.
  • Znajcie swoje miejsce. Miasto pełne samych chojraków i cwaniaków to wyjątkowo marna wizja Archolos.
I na koniec najstraszliwsze, prze okrutne słowa. Cieszę się bardzo, że tak tłumnie przybywacie do eksperymentatorium, ale wynik waszych wysiłków może być dwojaki. Jak się chociaż trochę postaracie i wykażecie zrozumienie dla paru zasad i elementów lore, to w pełni zasługujecie na bonusowy kryształek honoru, moją aprobatę przy waszej próbie itp. Jak się nie postaracie i napiszecie z rozpędu coś, czego nie da się umiejscowić w realiach Archolos i jest totalnie z czapy, to nie wpada KH, a ja jestem na nie.

Zadanie jest proste. Dowiedzieliście się, że można na własne ryzyko przetestować ciekawą miksturę o kompletnie nieprzewidywalnym działaniu. Przychodzicie, testujecie. Najczęściej jest tak, że im więcej chcecie przekombinować z całą otoczką, tym więcej wpada merytorycznych błędów. Nie wymyślajcie rzeczy tam, gdzie są już wymyślone. Nie róbcie z mojej postaci siwego dziada. Nie róbcie z siebie zbawcy pracowni alchemicznej, na którego w wielkim zmartwieniu czekałem całe wieki. Nie myślcie, że po testowaniu dostaniecie coś więcej, niż "dzięki, nowicjuszu, fajnie że nie kopnąłeś w kalendarz przy okazji eksperymentu" i 1 KH na drogę. Uprośćmy to, żebym ja nie musiał łapać się za głowę, a żebyście wy mieli same korzyści z wizyty w przybytku.

Lista wynalazków, które są aktualnie badane w Eksperymentatorium:Pierwsza Tura:

Druga Tura:
  • -
Lista wynalazków, których testowanie zakończyło się:
__________________

† Legenda Pojedynków Świętego Przymierza †

Ostatnio edytowane przez Ertix : 09-06-18 o 11:56.
RPG
Ertix jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 26-05-15, 13:10   #2
 Smutas
Berserker
 
Smutas awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2005
Skąd: kraina barbarzyńców
Posty: 12 952
Domyślnie

Ja się zgłaszam na królika doświadczalnego i od razu prezentuję efekt wypicia pewnego specyfiku...


Smutas zajrzał do pracowni alchemicznej. Przez chwilę się rozglądał i wciągał nosem wszelkie zapachy.
- No, śmierdzi prawie tak samo jak u mnie w gorzelni. – zauważył.
Dopiero teraz z zaplecza wyszedł Gurthez i zobaczywszy nowego klienta podszedł do niego.
- Cześć Smutas, co cię sprowadza? Potrzebujesz może nowej kolumny rektyfikacyjnej do gorzelni? Moi czeladnicy właśnie kończą robić jedną według całkiem nowego projektu. Udało nam się dwukrotnie poprawić jej wydajność! –
- Aż dwukrotnie? Trzeba będzie to wypróbować. Ale ja w innej sprawie. Masz może bezsmakową miksturę wywołującą natychmiastowe i głośne pierdzenie? Jakaś menda podpija mi spirytus gorzelniany i muszę sprawdzić kto to jest. Mam zamiar przygotować mu drobną niespodziankę… -
- He, He, He… Ty to masz metody śledcze. – zaśmiał się Mistrz Alchemików. – Zaraz poszukam czegoś na zapleczu. Chyba mam coś, co się nada. – Gurthez wrócił na zaplecze.
Smutas tymczasem dalej rozglądał się po pracowni gdy zauważył wiszące na ścianie sporej wielkości ogłoszenie. Zaintrygowany podszedł i przeczytał.
- Hmmm… Napój Nowicjusza? O każdorazowo innym działaniu? Ciekawe… - pomyślał.
Jeszcze raz wnikliwie przestudiował listę efektów jakie dotąd udało się zaobserwować:
• Nadludzka szybkość połączona z niemożnością zatrzymania się w miejscu
• Nieludzki głód na ciastka kokosowe
• Nagły przypływ wielkiej inteligencji - zaleca się rozwiązywanie najcięższych problemów naukowych, jakie znajdą się pod ręką
• Nagły kompletny zanik inteligencji - zaleca się nieodzywanie się na czas działania mikstury
• Bieganie po ścianach
• Poczucie spowolnionego biegu czasu
• Niedowład którejś z kończyn bądź genitaliów
• Przypływ ogromnej siły - ogólnej, lub mieszczącej się w jednej z czterech kończyn
• Umiejętność rozmawiania ze zwierzętami
• Umiejętność żonglowania kawałkami sera
• Umiejętność spożywania drewnianych mebli
• Błyskawiczna nauka wyrobu ceramiki
• Utrata mowy
• Lewitacja
• Światło z oczu (różne kolory).
- Niestety, ostatni sprzedałem jakiś czas temu. Wpadnij jutro, przygotuję nowy specjalnie dla ciebie. Trochę zmodyfikuję recepturę, to pierdzenie będzie brzmiało jak odgłos grzmotu w czasie burzy, pasuje? – zapytał Gurthez, który właśnie wrócił zza zaplecza.
- W porządku. – odparł Smutas. – Ale to mnie zaciekawiło. – wskazał na ogłoszenie. - Poważnie za każdym razem daje inne efekty? I tylko przez piętnaście minut? Zaciekawił mnie ten eliksir. Gdyby tak zrobić na jego bazie nalewkę? Efekty jej picia mogłyby być całkiem interesujące… -
- No nie wiem… - alchemik pokręcił głową. – Akurat z mocnym alkoholem jej nie mieszałem. Nie mam pojęcia jakie mogłyby z tego wyjść komplikacje. Ale poeksperymentować nie zawadzi. – zastanowił się na chwilę.
- No właśnie! Trzeba to wypróbować. – zapalił się do pomysłu Smutas. – Wiesz co? Dopiero przed chwilą obaliłem u siebie w gorzelni kilka kubków najświeższego destylatu. Zatem alkohol we mnie już jest. Daj flaszkę tego eliksiru to od ręki wybadamy jakie daje efekty po zmieszaniu go z alkoholem… -
- Będziesz aż tak ryzykował? – zdziwił się Gurthez.
- A co mi się stanie? Zresztą co by to nie było i tak po kwadransie zniknie. Dawaj napój! –
- Niech ci będzie. Ale zostaniesz tutaj i dasz się zbadać. Sam jestem ciekaw jak podziała on na kogoś kto nie jest nowicjuszem. – alchemik wyjął spod lady butelkę pełną półprzezroczystej cieczy w kolorach mieszających się ze sobą granatu i purpury. Obok postawił piętnastominutową klepsydrę. – Jesteś gotów? – zapytał.
- Gotów. No to chlup… - Smutas przechylił flaszę i kilkoma łykami opróżnił jej zawartość. Gurthez w tym czasie odwrócił klepsydrę.
- No i co? Czujesz coś? – zapytał zaciekawiony alchemik.
- Brlup! –
- Hę? –
- Nie, nic, tylko w brzuchu tak mi zaburczało. – odparł Smutas. Pokręcił głową w lewo i prawo, ruszył ramionami w górę i w dół. – Dziwne, nic nowego nie czuję. Czyżby nie zadziałało? – zapytał.
- Niemożliwe! – zdenerwował się Gurtrhez. – Jakiś efekt musi być. –
- Może akurat mi nic nowego się nie stało? Sprawdźmy te z listy. – zaproponował berserk.
- Dobry pomysł! – zapalił się alchemik. – Zobaczmy… Pierwsze jest: „nadludzka szybkość połączona z niemożnością zatrzymania się w miejscu”…
- No dobra, pobiegam tu w kółko po pracowni a ty zmierz mi prędkość. – zdecydował Smutas i rzucił się do biegu.
Gdy drugi raz mijał sprintem wejście do pracowni wszedł właśnie kolejny klient i berserk trafiwszy głową w otwierające się drzwi wywinął pięknego kozła i wygruził się z łomotem na podłogę. Gurthez nawet nie zdążył zauważyć kto te drzwi otworzył, bo Smutas ciężarem swojego ciała po prostu je zatrzasnął i tylko słychać było zza nich łomot i po chwili głos upadającego w oddali czyjegoś ciała. Same drzwi w tym momencie rozsypały się w stertę desek.
- Eeee… Nie chce mi się już dalej biegać. – stwierdził Smutas.
- No dobra, najszybszy to ty też nie byłeś, czyli to nie ten efekt. Co tam było następne? Acha: „nieludzki głód na ciastka kokosowe”. Na szczęście mam tu kilka. – alchemik ostrożnie podsunął w stronę Smutasa talerzyk z ciastkami. Ten wziął jedno i spróbował.
- Tfu… Co za gówno, nawet po pijaku bym tego nie zjadł. Cholera, nie masz zwykłej kiełbasy na zagrychę? –
- To też nie… A może: „nagły przypływ wielkiej inteligencji”? –
Sprawdzili. Co prawda Smutasowi udało się, nie łamiąc przy tym palców u obu rąk, pomnożyć pięć przez pięć i był gotowy do dalszych intelektualnych sprawdzianów, lecz alchemik i ten efekt skreślił z listy.
- Teraz jest "nagły kompletny zanik inteligencji". Hmmm... Tego nie da się na tobie przetestować. W tym celu nie musisz pic eliksiru. - zdecydował alchemik.
- Eeee? - Smutas jak zwykłe nie załapał o co chodzi.
- A może „bieganie po ścianach”? –
- Sprawdźmy to… -
Po chwili Smutas z łomotem (i dwiema półkami) grzmotną o podłogę.
- Nie, to nie to. – zawołał gramoląc się spod sterty potłuczonych flaszek na eliksiry.
Gurthez z przerażeniem popatrzał na zniszczony zapas szklanych opakowań. Ale naukowa ciekawość przeważyła.
- Co my tu mamy dalej… Acha, „poczucie spowolnionego biegu czasu”! –
- Ale jak to sprawdzić? –
- No, powinno ci się wydawać że wszystko wokół ciebie porusza się jak muchy w smole a tylko ty nie. – wyjaśnił alchemik.
- Czyli na przykład powinienem uchylić się przed każdym ciosem? – zapytał z nadzieją w głosie berserk.
- No… tak. –
- Wiesz co? Walnij mnie w gębę a ja się uchylę. Sprawdzimy to doświadczalnie. –
Po chwili Smutas podniósł się z ziemi rozcierając obitą szczękę.
- Nie zadziałało… - zauważył przytomnie. – Co tam jest kolejne na liście? –
- „Niedowład którejś z kończyn bądź genitaliów.” – usłyszał.
- Akurat rękami i nogami to ja ruszam. Masz tu może jakąś dziewuchę do wydupczenia? Sprawdzimy ostatni organ z listy. – Smutas wykazywał wielka ochotę do dalszego udziału w tym eksperymencie.
- Eeee… Akurat nie mam tu żadnej adeptki. Może być młody czeladnik? –
- Pogięło cię? –
- Mam owieczkę na podwórzu… -
- Też coś. To ja już wolę dziurę po sęku w desce. – stwierdził niezadowolony berserk.
Przez głowę Gurtheza przemknął obraz kopulującego z deską Smutasa. Aż się wzdrygnął.
- Nie, poczekaj! – zawołał. – Sprawdzimy to w mniej empiryczny sposób… -
- Że co? – Smutas nie zrozumiał tak skomplikowanego słowa.
- No, poprzez wyobraźnię. Przymknij oczy i pomyśl że właśnie jesteś w zamtuzie. Przed tobą tańczy na stole naga cycata blondyna, która właśnie oblizuje językiem swoje pełne wargi… - sugestywnym głosem kontynuował Gurthez.
- Które wargi? – zapytał Smutas.
Alchemik westchną z rezygnacją. – Co za zbok. – pomyślał.
- Nie, nie trzeba. Wystarczy. Wszystko u mnie działa. – odezwał się Smutas macając się w okolicy krocza. Sprawdźmy kolejny objaw. –
- „Przypływ ogromnej siły”. Może tylko nie sprawdzajmy tego tutaj… - zawołał alchemik zorientowawszy się co właśnie zaproponował.
Ale było już za późno. Smutas właśnie rozglądał się po pracowni. Nagle wskazał drewniany słup podtrzymujący strop pomieszczenia.
- O, to się nada. Normalnie to powinienem tylko go złamać, ale przy nadludzkiej sile… Powinien wylecieć z tamtym fragmentem ściany. – wskazał palcem.
- Nie! Zaczekaj! –
Łup!!! Sufit nagle opadł o jakieś dwie stopy. Do uszu Gurtheza dobiegł odgłos kolejnych półek zwalających się na podłogę razem ze stojącymi na nich przedmiotami.
- E… Nie zadziałało. Tylko się złamał… - stwierdził Smutas. – Co następne? –
- „Umiejętność rozmawiania ze zwierzętami” – przeczytał zrezygnowanym głosem alchemik.
- A, to, to będzie łatwo sprawdzić. – berserk się rozejrzał. – Ej, ty! Chodź tutaj, pogadamy! – zawołał Smutas do jednego z czeladników Gurtheza, który przerażonym wzrokiem oglądał dokonane zniszczenia.
- Ze zwierzętami… - przypomniał alchemik.
- No tak… On mi tylko na szczura wyglądał, zabiedzony taki… Dawaj tę owieczkę z podwórza! –
Jednak okazało się że, mimo najszczerszych chęci, nawiązanie nici porozumienia z owieczką spełzło na niczym.
- „Umiejętność żonglowania kawałkami sera”? Tylko nie moim ulubionym! Wiesz ile on kosztował? Specjalnie z Trelis dla mnie go sprowadzono… - prośby Gurtheza nie przyniosły efektu i po chwili cały jego zapas sera znajdował się rozpłaszczony na suficie.
- Szkoda, że nic z tego. Przydała by się taka umiejętność do robienia sztuczek w karczmie. – stwierdził berserk. – Co dalej? – zapytał.
Alchemik spojrzał na listę i zbladł.
- Nie, chyba już wszystkie efekty sprawdziliśmy… - powiedział słabym głosem.
- Co ty gadasz, coś tam jeszcze było. Pokaż listę! – berserk wyrwał mu kartę z dłoni i spojrzał na nią.
- „Umiejętność spożywania drewnianych mebli”. To może być ciekawe… -
Gurthez z przerażeniem przyglądał się jak ostatnie ocalałe w pracowni meble padają ofiarą zębów Smutasa.
- Nie, to nie to. – stwierdził berserk plując drzazgami. – Co tam zostało? –
- „Błyskawiczna nauka wyrobu ceramiki” – wyjąkał właściciel zdemolowanej pracowni zrezygnowanym głosem. Nawet nie zaprotestował gdy jego gość rozrzucił po pomieszczeniu całą glinę, jaką za ciężkie pieniądze sprowadził z Jarkendaru i miał użyć do wypalania specjalnych kamionkowych butli na najdroższe eliksiry.
- Jak to oceniasz? Ładne? – zapytał Smutas pokazując mu coś bezkształtnego ulepionego z kawałka gliny.
- Raczej garncarzem to ty nie zostaniesz. – stwierdził i spojrzał na listę. – „Utrata mowy”? To od razu możemy skreślić. Zostało tylko „światło z oczu”. – przeczytał ostatnią pozycję na liście.
- I co, świeci mi z oczu? – zapytał Smutas robiąc wytrzeszcz.
- Nie. –
- Może trzeba mnie jakoś zapalić? – zastanawiał się berserk.
Niestety ani szarpanie za uszy, ani walenie po czole czy stukanie głową o ścianę nie dało żadnego efektu.
Gurthez zrozpaczonym wzrokiem rozglądał się po resztkach swojej pracowni. W klepsydrze przesypało się ostatnie ziarnko piasku.
- Brlup!!! – gościowi ponownie zaburczało w brzuchu.
- Nie rób takiej nieszczęśliwej miny! – zawołał Smutas poklepując go przyjaźnie po ramieniu. – To że nie było żadnego efektu nic jeszcze nie znaczy! Może napój był przeterminowany? Albo ja jestem na niego jakoś odporny? Na pewno dojdziesz co się stało. Ja muszę już lecieć coś zjeść, bo mi strasznie w brzuchu burczy. Wpadnę jutro po ten eliksir na pierdzenie, pamiętasz że obiecałeś mi go zrobić? – zadowolony berserk uśmiechnął się i ruszył w stronę wyjścia.
Gurthez bił się z myślami. Jedną z nich było zastanawianie się nad tym, kto mu pokryje koszty remontu pracowni, a druga dotyczyła sensu robienia dopisku na liście efektów o treści: „efektów brak”.
Niestety żaden z obu eksperymentatorów nie wiedział że efekt wypicia napoju jednak był, tylko akurat nie wpadli na to aby go sprawdzić. Po prostu Smutasowi na piętnaście minut zarósł odbyt w dupie.
__________________
Pro Fide, Rege et Lege
Honorowy Użytkownik Forum



Wredny barbarzyńca
User, który ma ZAWSZE rację :-)
RPG
Smutas jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 07-07-15, 21:43   #3
leszlaw121974
Polna Bestia
 
leszlaw121974 awatar
 
Zarejestrowany: czerwiec 2015
Skąd: wacławice
Posty: 87
Domyślnie

Jaszczuroczłek wbiegł szybkim krokiem do pracowni.
- Co cię tu sprowadza wędrowcze? – zapytał Alchemik.
- Pić, Pić... - odpowiedział spragniony Pimpuś.
- To mam coś akurat dla ciebie. Oto Napój Nowicjusza.-
- Ilu procentowy? – zaciekawił się jaszczuroczłowiek.
- Bardzo mocny!!! – zawołał gospodarz w nadziei że znalazł właśnie kolejnego ochotnika do eksperymentu.
- No to dawaj go natychmiast. - spragniony gorzały jaszczur capnął łapą za miksturę.
- I jak? – zaciekawił się Alchemik.
Pimpuś przez chwilę zapluwał się.
- Coś ty mi do cholery dał?! -
- To napój eksperymentalny, nie mówiłem ci tego bo myślałem że się nie zgodzisz go przetestować. -
- Co? Jak? Oszuście! Zrobię ci krzywdę! – wściekł się jaszczuroczłowiek.
- Spokojnie, spokojnie! Zapłacę ci za to! Przyjdź do mnie jutro i opowiedz mi o tym jakie były tego efekty. -
- Zgoda, ale daj flaszkę rumu na przepłukanie gardła. -
Następnego dnia...
Pimpuś wbiegł do pracowni jakby wypił dwie mikstury szybkości.
- I jakie efekty zaobserwowałeś? – zaciekawił się Alchemik.
- Czuję się jakbym wypił szybkiego śledzia i zjadł za dużo. Jednym słowem czuję się dziwnie!! -
- A co się stało z twoim ogonem? – zapytał gospodarz zauważywszy u jaszczura brak tego organu.
- A to? – Pimpuś machnął ręką. - Odpadł mi z podniecenia. -
- A odczuwasz może coś jeszcze? -
- Od wczoraj schudłem ze dwa kilo. -
- Ciekawe ,ciekawe… Coś jeszcze się zmieniło? -
- Myślę że nie. Nic więcej nie zauważyłem – odparła ofiara eksperymentu.
Po kilku dodatkowych badaniach przeprowadzonych przez alchemika Pimpuś wrócił do siebie a GuRt zanotował kolejny efekt Napoju Nowicjusza: odpadanie ogona u jaszczuroludzi, na szczęście potem odrasta.
__________________

Ostatnio edytowane przez leszlaw121974 : 15-07-15 o 15:23.
RPG
leszlaw121974 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 11-07-15, 18:52   #4
Zręczny
 
 
Zarejestrowany: lipiec 2011
Posty: 2 814
Domyślnie

Do eksperymentatorium wpadł Harrag. Cały zadyszany zaczął się oglądać za swoim mistrzem.
- Mistrzu Gurthezie! Nie spóźniłem się?! - zmartwił się Nordmarczyk.
Zapracowany Gurthez wyszedł z zaplecza i popatrzył na swojego czeladnika.
- Nieee, jesteś w porę. Mam pewien napój do przetestowania.
- Napój do przetestowania? Czy ja wyglądam na samobójcę? - przeraził się Harrag.
- Jak sobie chcesz. Zapłaciłbym ci sowicie.
Czeladnik zastanawiał się przez chwilkę, po czym odezwał się:
- Niech będzie... to gdzie jest to "coś"?
- Chwila, chwila - uspokajał mistrz - najpierw musisz podpisać pewien dokument.
- Jaki dokument? - zaciekawił się młodziak.
Gurthez pomknął do sąsiedniego pomieszczania, by pojawić się za chwilę z jakimś papierem w łapach.
- Masz, musisz się tutaj podpisać - podał dokument i pióro swojemu młodemu uczniowi - oświadczasz niniejszym, że kierownictwo pracowni nie poniesie żadnej odpowiedzialności za twój ewentualny zgon, lub uszczerbek na zdrowiu.
- Ech, w co ja się pakuję... - pokręcił głową chłopak i podpisał niepewnym pismem papierek.
- Świetnie! - podniecił się właściciel pracowni - zaraz przejdziemy do rzeczy.
Po raz kolejny zniknął gdzieś w sąsiednim pokoju i wrócił z małym, drewnianym stołkiem. Miał też przy sobie dziwną, fioletową menzurkę z napojem, którego działanie miał odczuwać za chwilę Harrag. Młodziak coraz bardziej się niecierpliwił, gdy oglądał swego mistrza nalewającego mu do drewnianej buteleczki trochę wywaru. Na czole wystąpił mu nieznośny pot i poczuł momentalnie gęsią skórkę. Mimo, że włosy miał delikatne i miękkie, te, wyczuwszy srogie zagrożenie, od razu nastroszyły się. Ręce poczęły się trząść.
- Co się tak trzęsiesz? Pomożesz mi, czy nie?! - wkurzył się Gurthez.
- Tak, tak... - młody mężczyzna wziął w rękę buteleczkę z drewna i wsadził w nią nos. Zapach był dość przyjemny, toteż zdecydował się wziąć łyk. Ten łyk wydawał mu się wiecznością, choć minęło pięć sekund. Przez minutę nic się nie wydarzyło.
- Badziew, nie działa - oznajmił spokojnie i z ulgą Nordmarczyk.
- Co? Niemożliwe! Kolejny raz, kiedy nic się nie dzieje! - rzekł zawiedziony alchemik.
- Ach, tak przy okazji. Widziałem na ulicy Smutasa z obrośniętym tyłkiem, obrzydlistwo. Obgadywał cię i stwierdził, że jesteś beznadziejny i sam jest lepszym alchemikiem, a Xord wczoraj dostał biegunki po twoich miksturach uzdrawiających!
- Niepodobna! Co ty pleciesz?! - zmarszczył brwi mistrz alchemik.
- Wczoraj sam go widziałem, jak na ciebie klął! - przyznawała ofiara napoju nowicjusza.
Gurthez - bystry z natury - dostrzegł, co tutaj jest grane.
- Łżesz, łżesz jak z nut! Nie wierzę! - zaśmiał się Gurthez - zacznijmy chociażby od tego, że Xord jest szanującym innych jaszczuroczłekiem, jeszcze nigdy nie zdarzyło mu się kląć na jakiegokolwiek człowieka, a moje mikstury nie mają w sobie za krztę składników wywołujących biegunkę! Z kolei Smutas jest zielarzem, nie alchemikiem, mały ściemniaczu.
- Ale to prawda, mistrzu! - zapewniał łgarz.
- Wiesz co? Idź sobie do domku, prosto do domku, możesz dziś wyjątkowo nie pracować - złapał pracownika za ramię - tylko postaraj się do jutra niczego nie mówić, bo możesz komu co przygadać i ci ten ktoś przerobi facjatę. Wymyślę ci jakieś antidotum.
Czeladnik usłuchał się i wolnym krokiem udał się do domu. Zaś Gurthez dobył pióra i notował:

Kolejnym efektem napoju jest spowodowanie, że osoba, która go wypije, zaczyna bez przerwy kłamać. Doświadczył tego mój czeladnik, Harrag. Stwierdził też, że Smutasowi obrósł tyłek po tym napoju. Lepiej nie zdam się na jego słowa i sam zawitam u Smutasa, zapytać, czy to prawda.

Ostatnio edytowane przez Zręczny : 12-07-15 o 22:13.
RPG
Zręczny jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 13-07-15, 00:58   #5
Pistacio
Kąsacz
 
Zarejestrowany: kwiecień 2014
Skąd: Tak
Posty: 363
Domyślnie

Szkuta kręcił się bez celu po uliczkach i rozmyślał nad swoim życiem, w którym nic do tej pory nie szło tak jak sobie tego życzył. Widząc na drewnianej tablicy ogłoszenie alchemika jakoby to poszukiwani byli testerzy do nowych wywarów i mikstur Bartosz nie zastanawiał się długo i postanowił wziąć w tym udział. Bardzo zaciekawił go spis efektów jakie mogły nastąpić po spożyciu. Nagły przyrost inteligencji był tym czego mężczyzna potrzebował najbardziej. Bartosz miał nadzieje, że dzięki chwilowemu olśnieniu wymyśli raz dwa pomysł na życie w dostatku i wygodzie.
Jakiś czas później Szkuta siedział pod pracownią z Napojem Nowicjusza w dłoni. Cały czas miał w głowie słowa alchemika, który ostrzegał przed skutkami spożycia trunku. Na wycofanie było już jednak za późno. Bartosz wyrwał zębami korek, wypluł go gdzieś w trawę i pociągnął solidnie kilka łyków jak młoda koza mleko z wymion swojej matki.
- Kurde nawet dobre to jest. - wymamrotał Szkuta oblizując się. - No to teraz czekam na efekty. - dodał.
Lecz efektów nie było, a czas mijał. Sfrustrowany mężczyzna poderwał się z ławeczki i rzucił pustą buteleczkę gdzieś za siebie.
- Po co robić mikstury, które w ogóle nie działają... phi alchemik z koziej dupy trąba. - komentował niezadowolony idąc do swojej chaty.
Po drodze Szkuta spotkał się ze swoim znajomym, który będąc wyraźnie w stanie po spożyciu alkoholu wyzwał Bartosza na pojedynek w siłowaniu się na rękę. Szkuta nie miał nic przeciwko. Był mistrzem w tym pojedynku a to z racji niebywałej siły w prawej ręce. Mężczyźni poszli do karczmy i usiedli przy stole przygotowując się do starcia. Złapali się za dłonie, a inny pijaczek, który wszystko obserwował policzył do trzech dając sygnał do rozpoczęcia siłowania. Szkuta naprężył mięśnie i BACH! Jego ręka trzasnęła z impetem o stół.
- Cooooo?! Przegrałem? Ale jak to możliwe?
- Cienki bolek z ciebie Szkuta buehehe - zarechotał pijak. - Dawaj złoto tak jak się umawialiśmy.
- Ten cienki bolek w zeszłym tygodniu składał cię jak chciał. Tu twoje złoto. - odpowiedział pokonany rzucając mieszkiem.
Wracając z karczmy Szkuta znowu przechodził obok pracowni alchemicznej. Dopiero wtedy uzmysłowił sobie, że nagły brak siły w prawej ręce to musiał być skutek wypicia mikstury.
- Ale to życie jest okrutne. Chciałem wymyślić dzięki napojowi dobry biznes żeby zarabiać skrzynie złota, a w rezultacie zostałem z niczym! Ech no cóż, muszę złożyć raport alchemikowi - westchnął smutny Szkuta.

Ostatnio edytowane przez Pistacio : 13-07-15 o 11:43.
RPG
Pistacio jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 28-07-15, 20:00   #6
Gregorius™
   
 
Gregorius™ awatar
 
Zarejestrowany: czerwiec 2015
Posty: 1 051
Smile

Podczas zwykłego polowania Gregoriusa złapała burza, miał daleko by ukryć się w swoim domku szukał szybko schronienia, nagle spostrzegł mały domek Iskrząca Kolba się nazywała więc pomyślał ze się tam ukryje. Puka puka. Nagle otwiera człowiek z smukłą posturą trzymający menzurkie i zioła. Gregorius spytał?
-mogę u pana przeczekać tę straszliwą burze ?
-dobrze młodzieńcze odpowiedział nieznajomy i kazał się rozgościć
Gregorius usiadł i patrzył ze nieznajomy jest przy stole alchemicznym i robi miksturę, zaciekawiony spytał?
-co pan tu warzy?
-właśnie skończyłem miksturę "napój nowicjusza" pierwszy raz ją robię i nie wiem jakie będzie miała skutki uboczne odpowiedział nieznajomy
Gregorius spojrzał w okno widział że burza będzie jeszcze długo szaleć i jest tu nudno. Pomyślał ze spróbuje tej miksturki a co mi tam powiedział
- Może spróbuje ten napój nowicjusza westchnął
- Och nie wiem młody wędrowcze to jest zbyt niebezpieczne!
- Ale jak nikt tego nie wypije to się nigdy tego nie dowiemy jak to działa powiedział Gregorius
-Alchemik po krótkim namyśle powiedział ,dobrze dam ci to wypić ale to jest na twoją odpowiedzialność!
-Gregorius na to dobrze dobrze daj mi już w końcu ten napój nowicjusza!
Wstał wypił naraz całą butelkie i nagle wyszedł na dwór zobaczył wielki głaz.Był większy od niego,jak młody trol, poczuł w sobie taką siłę ze próbował go podnieść,o dziwo udało mu się! wypijawszy tą miksturę posiadał siłę jaką nie znano na świecie. Po kilkunastu minutach zielony nowicjusz przestał działać i zaczeło się rozjaśniać zadowolony alchemik wynikiem eksperymentu, zaczął robić dużo tych mikstur i podarował je ludziom mając kłopoty z tyranem a Gregoriusowi dał w podziękowaniu 5 nowicjuszy i życzył szczęśliwej drogi.

Ostatnio edytowane przez Gregorius™ : 01-08-15 o 16:03.
RPG
Gregorius™ jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 31-07-15, 13:21   #7
 OrtegaX
Modder
 
OrtegaX awatar
 
Zarejestrowany: czerwiec 2015
Skąd: .
Posty: 692
Domyślnie

Następnego dnia alchemika odwiedził Rodrigo.
- Witaj Alchemiku.
- Hmm witaj, jeszcze cię tu nie widziałem.
- Jestem tu nowy. Słyszałem, że można u ciebie przetestować napój nowicjusza.
Alchemik rozglądną się na boki.
- Niech będzie, przed tobą było trochę ochotników, jednak większość odczuła zupełnie inny efekt od innych.
- Dobrze więc, daj mi ten napój.
- Proszę.
Alchemik poszedł do pracowni i otworzył skrzynię. Wyjął napój i dał go klientowi.
Rodrigo wypił napój. Nie poczuł nic nadzwyczajnego, do czasu gdy chciał porozmawiać z Alchemikiem. Rodrigo wymawiając słowo zionął ogniem, Alchemik cudem uniknął żywiołu.
- O rety, prawie mnie spaliłeś!
Użytkownik chciał wypowiedzieć słowo, ale rozmówca szybko mu przerwał.
- Stój! Nic nie mów!
- Widzę, że napój ma bardzo dużo efektów, zianie ogniem to kolejny z ich. Napój jest doskonały dla początkującego alchemika. Dziękuję, za przetestowanie, tylko przez jakieś 10 minut nic nie mów!
__________________
.

Ostatnio edytowane przez OrtegaX : 13-08-15 o 14:29.
RPG
OrtegaX jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 05-08-15, 19:07   #8
Sauveur
Krwiopijca
 
Sauveur awatar
 
Zarejestrowany: lipiec 2015
Posty: 23
Domyślnie

- Przenocujesz mnie? - wymamrotałem, szczękając zębami.
Na zewnątrz szalała burza, wiatr przewracał drzewa i zrywał dachy, mróz zaś przesiąkał do szpiku kości.
- Psiakrew, wchodź. Żwawiej, zanim się potopimy! Jak mnie znalazłeś w taką pogodę?!
Rozejrzałem się wokół - wszędzie walały się zakurzone skrzynie, menzurki, moździerze, wielkie, opasłe księgi; różne owoce, części zwierząt oraz nieznane mi ingrediencje - proszki, rośliny i ciecze.
- Błyskawica rozświetliła mi twą chatę - odparłem, wyciągając sakiewkę. - ile chcesz?
- Schowaj to, nie chcę złota - obwieścił - jak się zapewne domyśliłeś, jestem alchemikiem. Właśnie uwarzyłem nową miksturę. Zrobimy tak - ty ją wypróbujesz, ja pozwolę ci zostać. Co ty na to?
- Oszalałeś? -
spytałem, siląc się na spokój - jeszcze nie mam zamiaru umierać,
- Wracaj przeto na szlak -
oznajmił, szczerząc zęby i otwierając drzwi. Do pokoju wtargnął dojmujący chłód.
-
Bodajbyś sczezł, obłąkańcze - wycedziłem - niech cię licho porwie, zgadzam się! Zamknij te cholerne drzwi!
- Świetnie! -
powiedział, zacierając ręce - proszę, oto mikstura!

chwilę później
- Maleńki, nie uciekaj! - krzyknąłem, goniąc alchemika po mieszkaniu.
- Schowaj tego fiuta, zboczeńcu! Mam dziewczynę! - odkrzyknął. Zrobiło mi się przykro, zacząłem więc rzucać w niego butelkami.
- Nie, proszę! - wykrzyczał, obrywając w nogę i potykając się. Wnet znalazłem się przy nim.
- No, no. Czas się porządnie zabawić - wychrypiałem, uśmiechając się obleśnie.

Ostatnio edytowane przez Sauveur : 07-08-15 o 15:45.
RPG
Sauveur jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 06-08-15, 00:53   #9
 Freshyy
Golem
 
Zarejestrowany: luty 2015
Skąd: One Time "Captain Kutchie Pelaez" Was In The Hospital For Kidney Stones And Was Labeled A Combative
Posty: 965
Post O tym, jak Haaxin poznał Napój Nowicjusza

O tym, jak Haaxin poznał Napój Nowicjusza

Haaxin, jak co tydzień, wybrał się do alchemika Gurtheza, by uzupełnić swój zapas leczniczych mikstur. Wydawało się, że ten dzień będzie kolejnym, zwyczajnym, nudnym dniem. Tak się jednak nie stało. Gdy Nordmarczyk zapukał do drzwi pracowni, otworzył mu uśmiechnięty alchemik.
- Witaj Haaxinie! Czyżbyś ponownie chciał uzupełnić swój zapas mikstur.
- Dokładnie tak, Gurthezie. Poproszę to samo co zawsze.
Alchemik udał się więc po mikstury do magazynu, lecz w połowie drogi się zatrzymał. Wpadł na genialny pomysł.
- Haaxinie, nie miałbyś tym razem ochoty na coś... specjalnego?
- Co masz na myśli, Gurthezie. Mam nadzieję, że nie chodzi o kolejne testowanie twojej mikstury. Ostatnim razem skończyło się na opuchliźnie i przeziębieniu. Nie mam ochoty przechodzić przez to jeszcze raz.
- No weź... Co ci szkodzi? Jestem pewien, że tym razem mikstura nie będzie miała efektów ubocznych.
- O nie mój drogi, nic z tego.
- A co, jeśli zapłacę ci złotem?
- Nadal się nie zgadzam. Nie zamierzam ryzykować zdrowiem.
- No cóż, a jednak ryzykujesz ŻYCIE w tych wszystkich jaskiniach i grobowcach, więc czemu nie możesz też zaryzykować i tu?
- To... co innego.
- Hmm, no to może skusisz się na potrawkę z chrząszczy?
- Ale zaraz, tą "a'la Snaf"? Z piekielnikami? I ryżem?
- Dokładnie tak.
- Wchodzę w to! Wchodzę w to, obojętnie od ryzyka!
- Czyli się zgadzasz?
- Tak!
- Na pewno?
- Po prostu daj mi tą potrawkę i miksturę.
- Proszę bardzo. Jednak zanim wrócisz do domu, musisz mi podpisać to.
Alchemik wręczył Nordmarczykowi dokument, który oświadczał, że pracownia alchemiczna nie ponosi odpowiedzialności za utratę zdrowia bądź życia królika doświadczalnego.
- Przeczytaj o co chodzi i pod...
- Masz. - łucznik podpisał kartkę nawet nie czytając jej treści.
- Ale ty nawet nie przeczytałeś tego dokumentu!
- Trudno. A teraz dawaj tą miksturę i jedzenie, bo za chwilę wpadnę w szał. A nie chcesz spotkania z rozgniewanym Nordmarczykiem!
Haaxin otrzymał w swe ręce małą, szklaną, lśniącą menzurkę wypełnioną dziwnym, szarawym płynem. W drugiej ręce trzymał talerz wypełniony mięsną papką, w której dodatkowo widać było kawałki ryżu i szarych grzybków. Nordmarczyk szybko wrócił do domu i z wielkim apetytem zjadł swoje ulubione danie. Później popatrzył na Napój Nowicjusza.
- No cóż, zgodziłem się, więc teraz dotrzymam swojej części umowy. Ale nie robię tego chętnie.
Mężczyzna wziął łyka. Mikstura smakowała obrzydliwie. Już miał wypić całą zawartość ampułki, gdy nagle ktoś zapukał do drzwi jego domu.
Nordmarczyk otworzył. W futrynie zastał wysokiego, potężnie zbudowanego mężczyznę z gigantycznym nosem. Tajemniczy gość przez chwilę rozglądał po małym, ciasnym mieszkanku, aż jego wzrok utkwił na Napoju Nowcjusza.
- A pan to do mnie?
Mężczyzna nie odpowiedział, tylko dziarsko wmaszerował do domu.
- Spytałem się pana o coś? Pan przyszedł do mnie?
Nagle tajemniczy gość wyciągnął sztylet i zbliżył go do gardła Nordmarczyka. Niestety broń Haaxina, czyli jego ulubiony łuk, znajdowała się na półce jakieś paręnaście metrów stąd.
- Nie przyszedłem do pana, a do tej ampułki.
- Jest moja!
- Już nie...
Napastnik rzucił Haaxinem o ścianę, przez co stracił przytomność. Ostatnią rzeczą, jaką usłyszał, był złowieszczy śmiech i odgłos zamykanych drzwi. Gdy Nordmarczyk się obudził, od razu otworzył drzwi, ale bandyta już dawno umknął. Nagle łucznik zauważył, że tajemniczemu mężczyźnie wypadł jakiś list z kieszeni. Haaxin więc zabrał się do lektury.

"Algorze!
Nasi szpiedzy dowiedzieli się, że ten stary, głupi alchemik, Gurthez, dał Napój Nowicjusza nordmarskiemu łucznikowi. Jego imię brzmi Haaxin Ostrze Gromu. Wiesz, jak bardzo potrzebujemy tej mikstury. Masz więc ją zdobyć. Nie obchodzi mnie, w jaki sposób to zrobisz. Gdy zdobędziesz miksturę, udaj się do jaskini na północy-wschód od miasta Archolos, niedaleko jednej z farm. To twoja szansa na odpokutowanie dawnych błędów!
"

Nordmarczyk uznał, że bandyta, który go pobił znajduje się w drodze lub już na miejscu. Haaxin uznał, że nie warto tracić czas. Ubrał więc swój lekki pancerz Nordmarczyka, wziął łuk i wyruszył. Trudno było znaleźć jaskinię, bo farm na Archolos jest wiele. Po jakimś czasie jednak ją znalazł. Pokonał strażnika przy wejściu oraz wybił większość bandytów znajdujących się w jaskini. To jednak nie był jeszcze koniec. Gdy dotarł do małego źródełka, spotkał dwóch bandytów. W jednym z nich rozpoznał znajomego złodzieja mikstury.
- Wreszcie was mam! Zapłacicie za wasze zbrodnie!
- Hehe, ty to masz poczucie humoru! Zginiesz nim zdążysz mrugnąć okiem!
Łucznik miał już napiąć łuk, gdy nagle się zorientował, że brakuje mu strzał w kolczanie. Rzucił się więc na bandytów, uderzając ich końcówką łuku. Okazało się, że taki łuk może też służyć jako broń biała. Po zabiciu obu złodziei, Haaxin zabrał Napój Nowicjusza z kufra znajdującego się nieopodal.
Po tej przygodzie, Nordmarczyk wrócił spokojnie do domu i wypił Napój Nowicjusza. Na następny dzień poszedł do Gurtheza, któremu opowiedział swoją przygodę.
- Wybacz mi to wszystko. Powinienem był przewidzieć, że ktoś będzie próbował wykraść miksturę.
- Wiem już dlaczego jest taka wyjątkowa... Jej efekty są niesamowite! Zauważyłem, że mikstura pozwoliła "wyjść" mojej duszy z ciała. Tym samym, mogłem łazić po mieście i nikt mnie nawet nie nakrył. Najlepsze jest to, że gdy mija efekt, to ciało przenosi się do miejsca pobytu duszy, a nie odwrotnie.
- Niesamowite! Nie spodziewałem się aż takich efektów. Teraz rozumiem, dlaczego tak pożądali go bandyci. Dzięki temu, że go posiadali, mogli stworzyć jego kopie i dzięki temu niezauważalnie wchodzić do różnych domów i wykradać różne rzeczy! Muszę zniszczyć resztki tego napoju oraz jego recepturę. Nie mogę pozwolić, by ta mikstura trafiła w niepowołane ręce. Dziękuję ci za fatygę, Haaxinie. Proszę, masz tu nagrodę. Mam nadzieję, że ci się przyda.
Nordmarczyk dostał 1000 złotych monet. 600 monet wydał na leczenie ran, naprawę pancerza i łuku. A kolejne 400... na zapasy potrawki z chrząszczy!
__________________
01010100

Ostatnio edytowane przez Freshyy : 06-08-15 o 03:19.
RPG
Freshyy jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 13-08-15, 14:00   #10
 GPP4
Talassofob
 
GPP4 awatar
 
Zarejestrowany: lipiec 2008
Skąd: R'lyeh
Posty: 2 403
Domyślnie

- To musi być tutaj - powiedział do samego siebie.
Przed jego oczami znajdował się spory budynek, który na pierwszy rzut oka można by pomylić z karczmą. Gdyby nie fakt, że stał on pośrodku gęstego boru. Przy drzwiach wejściowych powitał go masywny szyld "Iskrząca Kolba". Pewnym ruchem otworzył drzwi i wszedł do środka.
Po przejściu przez próg niemal natychmiast przyłożył dłoń do nosa. Unoszący się w powietrzu zapach był bowiem... dość ciężki do zaakceptowania. Wyczuwał jednocześnie słodki, orzeźwiający aromat wszelakich ziół i owoców, a także żrący, nieprzyjemny odór nieznanych mu chemikaliów i specyfików. Takie doznania stanowiły dla niego nowość. Postanowił szybko rozejrzeć się po pracowni. A było na co popatrzeć.
W olbrzymiej sali stało około dziesięć stołów alchemicznych, zawalonych składnikami i skomplikowanie wyglądającymi aparaturami. Wszędzie biegali i krzątali się jacyś ludzie, jedni starsi, drudzy młodsi; zapewne mistrzowie i ich czeladnicy. W końcu jeden z alchemików zwrócił uwagę na gościa i począł zmierzać w jego stronę. Łotrzyk zmierzył go szybko wzrokiem.
Mężczyzna był od niego starszy góra o parę lat. Wieku dodawała mu posieczona zmarszczkami twarz, z pewnością efekt pracy w takich warunkach, i czarna bródka. Jego chód był jednak szybki, a uścisk dłoni krzepki i mocny.
- Witaj, przybyszu. Nazywam się Gurthez, zarządzam tym miejscem. Co cię do mnie sprowadza?
- Jestem Garrett. Chciałem przejrzeć waszą ofertę mikstur, być może kilka zakupię.
- Oczywiście, pozwól, że pokażę ci nasz...
- Mistrzu, mistrzu!
Obaj odwrócili głowy w stronę dobiegających ich dźwięków. W ich stronę biegł młody chłopaczek, definitywnie czeladnik.
- Mistrzu! Uch... Ech... - młodzik próbował wydukać jakieś słowa, ale całkowicie zasapał się biegiem.
- Spokojnie, chłopcze. Weź głęboki wdech i powiedz, co się stało - rzekł Gurthez z niemalże ojcowską troską w głosie.
- Chodzi o to, że... Uf... Nasz tester jest nieprzytomny!
- Co?! - zakrzyknął mistrz. Jak to?!
- Miał testować Napój Nowicjusza, tak jak kazałeś, ale omyłkowo chwycił za fiolkę z Eliksirem Snu. Próbowaliśmy go powstrzymać, ale zdążył już wypić połowę...
- To oznacza, że będzie twardo spał przez cały dzień. A my potrzebujemy tych wyników dzisiaj - rzekł zmartwiony alchemik.
Zaczął dumać, jednocześnie gładząc swoją kruczoczarną bródkę. Jego wzrok powoli skierował się na łotrzyka.
- Garrett, tak? Posłuchaj mnie, normalnie bym cię o to nie prosił, ale nie mamy wyjścia. Moja pracownia potrzebuje spisać efekty Napoju Nowicjusza już dzisiaj, a nie będę zmuszał żadnego z moich podwładnych do picia specyfiku o nieznanych właściwościach. Tak więc, czy mógłbyś...
- Przetestować eliksir? No dobra, ale co ja będę z tego miał? - wzruszył ramionami.
- Po wszystkim zaprowadzę cię do magazynu i obejrzysz mikstury, tak jak chciałeś. Zademonstruję ci moje najlepsze receptury, cholera, dorzucę nawet zniżkę.
- Właśnie ubiliśmy interes - odrzekł uśmiechnięty łotrzyk.
- W takim razie, za mną.

Po kilku minutach...

- Okej, zrozumiałeś wszystko? - zapytał Gurthez.
Garrett skinął głową.
- Tak jak mówiłem, gdy skończy się działanie mikstury, spróbuj nam opisać swój stan. Będziemy cię rzecz jasna obserwować, ale chcę też usłyszeć twoją bezpośrednią relację. Gotowy?
Na potwierdzenie awanturnik szybko osuszył całą fiolkę do cna.
Poczuł się, jakby pieprznął go piorun. Dosłownie. Mógł przysiąc, że prąd rozchodzi się po jego ciele i paraliżuje wszystkie mięśnie. Poleciał płasko do tyłu, uderzając plecami o przygotowany, słusznie zresztą, przez czeladników materac. Nie był w stanie ruszyć nawet palcem. Jego oczy zaczęły pogrążać się w ciemności. Tkwił w tym stanie przez następną minutę. W końcu odzyskał jednak władzę nad swym ciałem. Wstał na równe nogi i przetarł spoconą twarz. Po chwili wrócił mu także wzrok: ciemność przerodziła się w rozmazany obraz, a ten w wyraźny, ostry widok.

Widok apokalipsy.

Nie mógł uwierzyć w to, co właśnie ujrzał.
Znajdował się w pobliżu bramy prowadzącej do miasta. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie wszechogarniający okolicę ogień. Las przed bramą, o ile tak można było nazwać tę rozwaloną kupę gruzu, znajdował się w płomieniach, które bezlitośnie trawiły napotkaną roślinność. Zwierzęta uciekały w panice na wszystkie strony.
Łotrzyk kaszlnął i spojrzał przerażony na niebo. Nad miastem unosił się czarny, gęsty smog, który utrudniał oddychanie. Niebo przybrało kolor krwawej czerwieni, a zachodzące słońce potęgowało ten efekt. Zaskoczony tym piekielnym obrazem, wyjętym chyba z samego Królestwa Beliara, Garrett dopiero po chwili usłyszał burzę dźwięków, jaka dobiegała jego uszu. Były to krzyki i jęki obywateli miasta, dochodzące zza zniszczonej bramy. Bezradnie wołali i błagali o pomoc, ale nic nie dało się zrobić. Wszyscy byli odcięci. Archolos było stracone.
A wtem całą okolicę przeciął donośny, świdrujący ryk. Na horyzoncie zamigotała jakaś ogromna, skrzydlata sylwetka. Sylwetka bestii. Bestii, która zniszczyła ten świat.

I nagle wszystko wróciło do normy.

Leżał na łóżku w jakiejś izbie. Głowa bolała go tak, jak przy najgorszym kacu. Drzwi od pokoju nagle otworzyły się, wpuszczając światło do ciemnego pomieszczenia. W progu dostrzegł Gurtheza.
- Przyjacielu, wreszcie się obudziłeś! Odleciałeś na dobre trzy godziny - wyjaśnił alchemik.
- Co... Co się stało?
- Liczyłem, że ty nam powiesz. W jednej chwili stałeś spokojnie, a w drugiej runąłeś jak kłoda. Zbadaliśmy cię, ale poza paraliżem mięśni i brakiem reakcji źrenic na światło, nic ci nie było. Wszystkie twoje procesy życiowe przebiegały normalnie.
- Ja... Cholera, mój łeb! - łotrzyk chwycił się za pulsujące czoło.
- Garrett, powiedz... Widziałeś coś? - zapytał Gurthez.
- Ja... - stęknął cicho. Ja nie wiem, co widziałem. Miałem jakiś... sen? Wizję? Nie wiem, jak to określić.
- Spokojnie. Co było w tym śnie?
- Absolutna rzeź. Śmierć i zniszczenie. Archolos stało w płomieniach. Niebo było czerwone. I wtedy... zobaczyłem jakąś istotę.
- Cóż to było za stworzenie? - zapytał niecierpliwie mistrz.
- Chyba dostrzegłem smoka - wydukał, po czym od razu uśmiechnął się z politowaniem. Ale to niemożliwe, one wyginęły, prawda?
Na twarzy alchemika malował się smutek i niepewność. Po chwili odrzekł:
- Tak, ostatnie smoki widziano bardzo dawno temu.
Zapadła długa cisza. Żaden z nich nie chciał już nic mówić, aż w końcu Gurthez ponownie się odezwał:
- Dziękuję ci za udzieloną pomoc. Te wyniki były dla nas bardzo ważne. Gdy tylko dojdziesz do siebie, dotrzymam swojej części mowy i oprowadzę cię po magazynie. Na razie odpoczywaj.
Po tych słowach alchemik opuścił pokój.

Wieczorem...

Gurthez uzupełniał właśnie swoją księgę o nowo odkryte właściwości różnych specyfików. Zatrzymał się jednak przy Napoju Nowicjusza. Nie wiedział bowiem, co ma wpisać do rubryki.
Mikstura zsyła na użytkownika straszliwe koszmary, czy też wizję przyszłości?
__________________
"Żadna dziewica nie smakuje tak jak dwie dziewice".
- Smok

Ostatnio edytowane przez GPP4 : 17-08-15 o 19:40.
RPG
GPP4 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 01-09-15, 23:32   #11
 Erkebrand
Że niby co?
 
Erkebrand awatar
 
Zarejestrowany: wrzesień 2004
Skąd: z wesela wracam :o
Posty: 486
Domyślnie

Erkebrand zwiedzając nowo powstałe budowle z pracowniami natknął się na eksperymentatorium przy pracowni alchemicznej. Zaciekawiony wszedł do środka i zobaczył buteleczkę z napisem "Napój Nowicjusza - faza testowa".
- Jak testowa, to chyba można przetestować - pomyślał - W końcu mocniejsze od tego bimbru w gospodzie na pewno nie będzie - dodał, po czym przechylił butelkę i wypił kilka łyków.
- Dobre! Takie słodkie i delikatne - aż krzyknął z wrażenia.
Odczekał kilka minut i do dołączonej listy z efektami dopisał "brak", ponieważ absolutnie nie czuł żadnej różnicy.
Postanowił przejść się dalej i na placu zobaczył Rabiego grającego w rozbieranego pokera ze Smutasem. Widok był mało przyjemny, a że robiło się po mału ciemno, zdecydował że pójdzie w odwiedziny do starego znajomego,
Ascariusa.
Ascarius, jak zwykle był bardzo zajęty, ale znalazł odrobinę czasu dla nowo-staro-przybyłego.
- No więc co u Ciebie, Erkebrandzie? - zapytał, podając przy okazji po kufelku piwa.
Rozmawiali tak do północy, popijając kufel za kuflem, po czym nadszedł moment na opróżnienie pęcherzy i zakopcenie ziela.

- Nie mam już tak dobrej głowy jak kiedyś - powiedział Erkebrand po czym chwiejnym krokiem ruszył w stronę drzwi frontowych.
- Coś z Tobą nie tak - powiedział Ascarius.
- No dziwisz się? Wypiliśmy chyba cały Twój zapas!
Ascarius popatrzył na stół, widząc swój pusty kufel i do połowy pełny od swojego towarzysza.
- Przecież wypiłeś zaledwie pół piwa. Siedzisz u mnie od kilku minut i już cię złapało? Coś brałeś wcześniej czy to Gurt dał Ci jakieś dziwne rzeczy do palenia?
- Eliksir Nowicjusza... - wymamrotał Erkebrand padając na ziemię i zasypiając.
- No cóż. Przynajmniej wiemy, że nie można tego mieszać z alkoholem... - dodał Ascarius podnosząc nieprzytomnego kolegę i kładąc go na łóżku.
__________________



- Sprytny Podrywacz Niewinnych Dziewcząt
- Najlepszy Śpiewak Pijackich Piosenek


Ostatnio edytowane przez Erkebrand : 02-09-15 o 00:11.
RPG
Erkebrand jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 04-09-15, 14:17   #12
 Smutas
Berserker
 
Smutas awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2005
Skąd: kraina barbarzyńców
Posty: 12 952
Domyślnie Smutas i eliksir "Druga szansa"

Smutas i eliksir „Druga szansa”


Smutas był w swojej chacie. Z pewnym niepokojem patrzył na trzymaną w dłoni niewielką buteleczkę pełną gęstej, szaro-czarnej cieczy o lekko fioletowawym odcieniu. Był to właśnie eliksir „Druga szansa”, o nieznanych jeszcze nikomu skutkach działania. Jedyne co berserk się o nim dowiedział, to to, że był wytworzony na bazie rośliny o dziwnej nazwie „dreath”. Podobno można ją było znaleźć tylko i wyłącznie w miejscach świeżo stoczonych bitew. Dzięki temu rzekomo miała niesamowitą moc.
- Heh, żeby nie to, że dobrze za to płacą nigdy bym tego do gęby nie wziął… - pomyślał.
- Co tu się zastanawiać! Raz kozie śmierć! – zawołał i jednym łykiem wypił zawartość naczyńka.
- Blurp! – zabulgotało mu w brzuchu.
- Smakuje jak stara onuca… - zauważył Smutas. Przez chwilę stał i czekał. Nic się nie wydarzyło. Podskoczył. Nic. Zrobił kilka przysiadów. Też bez żadnego efektu.
- Nie działa czy jak? – pomyślał. Nagle sobie przypomniał jak na niego zadziałał Napój Nowicjusza, poprzedni eliksir, który wypróbował na sobie. Błyskawicznie pomacał się po dupie.
- Uff… Wszystko w porządku. – odetchnął z ulgą. – Ciekawe czy mi zapłacą, jak żadnych efektów ten eliksir nie daje. –
Już miał ruszyć do pracowni alchemicznej aby poinformować o fiasku eksperymentu, gdy przypomniał sobie jak przed kilku laty jeden z łowców wyżłopał w czasie popijawy znalezioną w lesie flaszkę nieznanego płynu i w kilka chwil całkowicie wyłysiał. Złapał się za włosy na czubku głowy i mocno pociągnął.
- Eee… Włosy mi nie wypadają. – ucieszył się i puścił czuprynę. W tym samym momencie zwalił się z łomotem na podłogę.
- Co jest? – zaskoczony pozbierał się z powrotem na nogi. Ostrożnie znów złapał się za włosy i delikatnie pociągnął je do góry. Nic. Szarpnął trochę mocniej. Nagle ze zdziwieniem zauważył, że jego nogi oderwały się od ziemi! Szybko puścił swoją czuprynę, co spowodowało, że opadł na ziemię.
- Ale jaja… - Jeszcze kilka razy podciągał się do góry szarpiąc się za czuprynę. - Niesamowite! Dzięki temu eliksirowi mogę sam siebie za włosy podnieść do góry! Trzeba to jakoś wykorzystać! – zakrzynął w uniesieniu.
Szybko wyszedł z chaty i w te pędy pobiegł do miasta. Zapadał już zmierzch gdy dotarł na miejsce. Po drodze trochę poeksperymentował. Przeszedł przez kałużę suchą nogą podtrzymując się w górze uchwytem za grzywkę. Tak samo bez zabrudzenia stóp pokonał błotniste miejsca na drodze.
Smutas był zachwycony. Jego wyobraźnia podpowiadała mu do jakich numerów wykorzysta nabytą umiejętność. Już widział oczami wyobraźni jak podnosząc się za włosy do góry będzie podglądał przez okna na piętrze mieszczki rozbierające się do spania. Może nawet uda się wleźć do którejś w ten sposób przez okno? Już zacierał ręce z uciechy.
Od razu poszedł w kierunku Górnego Miasta, gdzie w bogatych kamienicach mieszkały najpiękniejsze panny. Jednak nie zdążył jeszcze wdrożyć swojego planu w Zycie, bo trafił na patrolujący po zmroku ulice patrol straży miejskiej.
- Stój! Ktoś ty? – usłyszał za sobą. Odwrócił się i ujrzał grupę czterech strażników.
- Oooo! A co was tak dużo? Wojna jakaś wybuchła jak mnie w mieście nie było? – zdziwił się.
- Jaka wojna? Mieliśmy zgłoszenie, że jakiś obleśny zboczeniec się tu wieczorami przed najszacowniejszymi mieszczkami obnaża, to i go szukamy. Może to ty? – odezwał się dowódca patrolu.
- Że co? Że niby ja starym babom kuśkę pokazuję? – zdziwił się Smutas. – Chyba ci odbiło. Może młodej, to bym pokazał i nie tylko… - berserk wzruszył ramionami i chciał odejść.
- Czekaj bratku! Młodym byś pokazywał? – zawołał strażnik i zwrócił się do swoich towarzyszy. – Patrzcie, chyba mamy naszego ptaszka! A to dowódca się ucieszy! A nam premia skapnie. Brać go! – rozkazał. Rozochoceni perspektywą pochwały i nagrody strażnicy rzucili się w stronę Smutasa. Ten, nie czekając na dalszy rozwój sytuacji dał drapaka.
- Pocałujcie mnie w dupę! – krzyknął przez ramię uciekając ulicą w kierunku rynku. Tuż przed placem ulica, która nań prowadziła pokryta była lepkim błotem po dzisiejszym deszczu. Smutas złapawszy się za włosy bez problemu przebiegł nad błockiem. Biegnący za nim strażnicy zapadli się aż po kostki. Berserk uśmiechną się pod nosem, zwiększając dzięki działaniu eliksiru dzielący ich dystans. Pamiętał, że dziś był dzień targowy i na rynek spędzono wiele gospodarskich zwierząt. Zawsze wtedy odsłaniano znajdujący się w centrum placu zbiornik, w którym gromadziły się odchody krów, koni i owiec, które paskudziły na targowisku na potęgę. Dopiero następnego dnia wywożono jego zawartość za miasto i zakrywano zbiornik, aż do następnego targowego dnia.
- Przygotuję dla was niespodziankę… - zarechotał w myślach. Złapał się za włosy i wciąż biegnąc chciał przelecieć nad zwierzęcym szambem.
- CHLUP!!! – Niespodziewający się niczego Smutas zniknął pod powierzchnią składającej się ze zwierzęcych ekskrementów mazi. Strażnicy, którzy właśnie teraz wpadli na plac targowy rozejrzeli się dookoła.
- Uciekł, psia jucha! Nigdzie go nie widać! – wściekał się dowódca patrolu. Z uliczki obok wyszedł drugi patrol. Ten prowadził na smyczy dwa potężne pościgowe brytany, wyćwiczone w poszukiwaniu i chwytaniu zbiegów.
- Spuście pieski ze smyczy! Niech go poszukają i załatwią! – rozkazał jego dowódca. – A my wracamy na swoje miejsca. Już nasze brysie się nim zaopiekują… - strażnicy zawrócili z powrotem do patrolowania wyznaczonych im ulic. Psy zaczęły węszyć przy ziemi szukając tropu.
Chwilę po tym, jak rynek opustoszał spod powierzchni szamba wynurzył się prychający zwierzęcym łajnem Smutas. Był wściekły jak sam Beliar. Pojęcia nie miał co się stało. Dlaczego nie przeniosło go nam szambem? Nic nie rozumiał.
Niezgrabnie się poruszając dotarł do krawędzi zbiornika i klnąc pod nosem wylazł z niego. Ledwo zdążył się wyprostować, gdy zauważył gnające w jego stronę dwa bojowe brytany. Zadziałał odruchowo i bez zastanowienia. Złapawszy się za włosy szarpnął je do góry i ponownie spróbował ucieczki przez szambo, zupełnie zapomniawszy, że za pierwszym razem nie przyniosło to oczekiwanych efektów. Tym razem pokonał dystans do przeciwległej krawędzi zbiornika nawet nie zanurzając w nim stóp. Oba brytany pędząc za nim wpadły do szamba i ugrzęzły w nim. Smutas nie czekał aby sprawdzić jak szybko się z niego wydostaną, tylko wziął nogi za pas.

Kilka godzin później, gdy jako tako udało mu się obmyć, odwiedził pracownię alchemika aby zdać relację z wyników eksperymentu. Siedząc na krześle przed zatykającym nos mistrzem pracowni (bo jeszcze strasznie od niego gównem waliło) opowiadał mu wszystko po kolei.
- Tak więc wynika, że dzięki temu eliksirowi można samemu się za włosy w górę podnieść. Nie działa on tylko nad zwierzęcymi odchodami. – wyjaśniał.
- To skąd się wzięła ta nazwa „Druga szansa”, co ją te stare zapiski podają? – zastanawiał się głuchym głosem alchemik (mówił trochę dziwnie z powodu palców zaciśniętych na nosie).
- No, dopiero za drugim razem, gdy nad tym szambem przebiegałem zadziałało. – wyjaśnił Smutas. – Pewnie, gdy za pierwszym się nie uda, to ten eliksir daje drugą szansę! – domyślił się berserker. – Ale dojście do tego odkrycia sporo mnie kosztowało… Nowe ubranie muszę sobie kupić, bo to stare strasznie śmierdzi i nie da się doprać. No i co najmniej przez tydzień do żadnej karczmy mnie nie wpuszczą… - zmartwił się Smutas.
Gdy w końcu poszedł do domu, alchemik pootwierał wszystkie okna aby wywietrzyć pracownię z ohydnego smrodu. A potem wspomniawszy opowieść Smutasa wybuchnął gromkim śmiechem.
__________________
Pro Fide, Rege et Lege
Honorowy Użytkownik Forum



Wredny barbarzyńca
User, który ma ZAWSZE rację :-)

Ostatnio edytowane przez Smutas : 04-09-15 o 15:02.
RPG
Smutas jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Odpowiedz


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni post / autor
"Access violation" przy uruchamianiu Gothic 1 Spiraz Pomoc techniczna 14 17-02-13 10:36
zadanie "dostawa Baltrama"/ "fałszywy posłaniec" Xyux Pomoc 11 31-01-13 21:07
"Gothic - I co dalej?" czyli potrzebna pomoc przy kręceniu filmu Towarzysz Raynn Myrtana 5 27-03-12 17:00
gdzie moge kupic zwoj "armia ciemnosci" i "Zmniejszenie" w 5 rozdziale? mistrzu120 Porady i triki 1 28-05-10 21:19
"Fabryka" przy kręgu SATAN666 Pomoc 1 21-03-05 20:12


Powered by vBulletin® Version 3.6.7
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.