Wróć   Forum Gothic - ArcaniA: Gothic 4 > Inne > Art & Story Forum > FanFick
Przeładuj stronę III miejsce w KnOBMKaP

Odpowiedz
Narzędzia wątku Wygląd
Nieprzeczytane 01-10-09, 13:43   #1
Smutas
Berserker
 
Smutas awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2005
Skąd: kraina barbarzyńców
Posty: 13 084
Domyślnie III miejsce w KnOBMKaP

Konkurs na Opis Bitwy Między Królestwem a Podziemiem

Wielki Mistrz Ognia siedział w swojej komnacie przy wielkim stole. Obok niego siedzieli najważniejsi Królewicze. Darkreven referował właśnie to, o czym doniosły najświeższe informacje wywiadu.
- Jak się okazało, Twierdza Ognia, którą uważaliśmy dotąd za mityczną naprawdę istnieje. –
Przez zebranych przebiegł szmer zdziwienia i okrzyki niedowierzania. Mistrz Ognia podniósł rękę go góry i wszyscy umilkli.
- Wszyscy wiecie, że w naszych archiwach posiadamy jedynie opisy i plany samej Twierdzy. Ponieważ nic jednak nie wiedzieliśmy o jej lokalizacji, a od lat prowadzone wyprawy badawcze nie dały nam żadnych informacji na ten temat, uważaliśmy że Twierdza Ognia, to tylko legenda wymyślona przed wiekami przez któregoś z magów. Jednak nasz wywiad wykradł niedawno pewne dokumenty z tajnej biblioteki w Algaroth. – kontynuował.
- Udało nam się spenetrować ich wywiad? – zapytał z niedowierzaniem Johnson.
- To tajne, nic więcej na ten temat nie mogę powiedzieć. – Darkreven wzruszył ramionami.
- W każdym bądź razie udało nam się skopiować plik starożytnych map z ich archiwum. Większość z nich to bezwartościowe śmieci, które raczej mają znaczenie historyczne, ale jedna z tych map wzbudziła nasze zainteresowanie. Pokazuje drogę przez górski wąwóz, skąd prowadzi odnoga do miejsca nazwanego Farah Gorath. Nikt by na to nie zwrócił uwagi, gdyby jeden z naszych bibliotekarzy nie zaskoczył, że w starożytnym języku goblinów znaczy to nic innego Twierdza Ognia! – Mistrz Ognia uśmiechną się triumfalnie.
- Natychmiast musimy wysłać tam wyprawę! –
- I obsadzić twierdzę naszymi wojskami! –
- To niesamowite! W końcu pokonamy beliarowców! –
Okrzykom przy stole nie było końca. Wszyscy znali legendę o Twierdzy Ognia, według której, w samej twierdzy znajdowało się źródło niesamowitej energii magicznej podtrzymywanej przez samego Innosa. Przejęcie nad nią kontroli pozwoliłoby w końcu pokonać Królestwu siły ciemności i wygonić sługi Beliara raz na zawsze z tego świata.
- Mamy plany twierdzy, znamy już jej lokalizację. – odezwał się Elethion. – Teraz musimy szybko zdecydować co robimy. Najgorsze jest to, że nasz agent u bieliarowców nadesłał nam wiadomość, że ich wywiad zdobył podobne informacje. -
- Nie możemy pozwolić beliarowcom na zajęcie twierdzy! – zakrzyknął wzburzony Łowca Poszukiwaczy. – To byłby nasz koniec! –
- Masz rację. – odparł WMO. – Jakieś rady? – rozejrzał się po siedzących.
Rozpętała się burzliwa dyskusja. Po godzinie wnikliwego oglądania planów twierdzy oraz uważnego studiowania wykradzionej mapy podjęto decyzje.
***
W sali audiencyjnej Wielki Mistrz Ognia wyjaśniał wszystkim zebranym królewiczom wydane rozkazy.
- Nie możemy wysyłać zbyt silnej armii z dwóch powodów. Raz, że nie należy osłabiać obrony naszych granic, dwa, zbyt duża armia po prostu tam się nie zmieści. Wyślemy tylko specjalny korpus ekspedycyjny wystarczający do obsadzenia samej twierdzy oraz zablokowania wąwozu do niej prowadzącego przed wojskami beliarowców. Zdecydowałem że w składzie korpusy wyruszą dwa bataliony kawalerii pod dowództwem Mistrza Ognia Darkrevena, trzy bataliony strzelców pod dowództwem Generała Johnsona, pięć batalionów piechoty dowodzonej przez Generała Kranzzo. Do tego jedną kompanię Magów Ognia pod zwierzchnictwem Luke’a. Łowca Poszukiwaczy będzie dowodził specjalnym plutonem dywersyjnym. Ja sam będę stał na czele plutonu elitarnego. Jako uzupełnienie zabieramy też ochotników. Dowodzić nimi będzie Ajacied. W sumie korpus będzie liczył koło ośmiu tysięcy żołnierzy. To wystarczy aby przejąć kontrolę nad Twierdzą Ognia. – Elethion popatrzył na zebranych. – Wymarsz za dwie godziny, do dzieła Królewicze, za Innosa! –
- Za Innosa!!! – odpowiedział mu entuzjastyczny okrzyk zgromadzonych.

- Pani, czy mamy wystarczające siły ze sobą? – Fein zwrócił się z pytaniem do Arwen. Wielka Czarna Mistrzyni nie odpowiedziała. Patrzała na oddziały wojska, które zwartymi szeregami opuszczały twierdzę Beliara. Przodem maszerowały cztery bataliony piechoty prowadzone przez Etrixa. Za nimi równym krokiem szły trzy bataliony strzelców pod dowództwem Seziela. Tuż za nimi szły dwie drużyny dumnych nekromantów prowadzone przez Meleka oraz dwa plutony dywersyjne pod wodzą Kaseven. Arwen popatrzyła za siebie na swój sztab i westchnęła.
- Więcej wojska nie ma sensu zabierać, bo nie zmieści się ani w twierdzy, ani w wąwozie. A ty Fein, leć teraz i przypilnuj aby nieumarli i demony nie rozlazły się po całym terenie. Mają iść w karnym szyku! – WCM wydała rozkaz ostrym głosem i Fein zniknął jak zdmuchnięty.
Arwen jeszcze przez chwilę studiowała plany zdobyte ostatnio przez wywiad.
- Powinniśmy tam dotrzeć kilka dni przez innosowcami. – pomyślała zadowolona z pracy swoich agentów. – A to się królewięta zdziwią! –
Obie armie nie wiedząc o sobie nawzajem raźno maszerowały w stronę gór, zbliżając się do nich z przeciwległych stron.
***
Smutas od miesiąca nie był w Królestwie, wędrował po górskich bezdrożach napawając się napotykaną naturą. Od czasu do czasu upolował jakiegoś zwierzaka albo zatrzymywał się na kilka dni w gościnie u górali aby pochlać serwowanego przez nich piwa lub przelecieć hożą góralkę. Ale ostatnio coś pchało go do przodu. Jakiś wewnętrzny niepokój kazał mu wędrować bez zatrzymywania się. Sam nie wiedział dlaczego, ale czuł, że powinien jak najszybciej znaleźć się w siedzibie swojego zakonu.
Przez ostatnie dwa dni maszerował przez górski wąwóz i gdy w końcu z niego wyszedł rozpostarła się przed nim panorama podgórza. Gęste lasy ciągnęły się aż po horyzont. Smutas poweselał, bo po drugiej stronie wąwozu, skąd przyszedł, było tylko suche pustkowie pokryte uschłymi drzewami i krzakami. Nagle zatrzymał się wpatrzony przed siebie.
- Co to za obłok kurzu tam w oddali? – patrzał przed siebie zdziwiony. – Zupełnie jakby maszerowało wojsko. I to całkiem spory oddział. – pomyślał.
Wiele się nie zastanawiając ruszył marszobiegiem w stronę gdzie zauważył na horyzoncie zbliżające się oddziały. Po kilku godzinach, zdumiony, przyglądał się maszerującym oddziałom Królestwa.
- O, cholera, jakaś wojenka mnie chce ominąć? Niedoczekanie jej! – mruknął pod nosem i poszedł szukać dowódcy wojsk.
***
- Smutas, ty szedłeś przez ten wąwóz, dokąd my idziemy? To wspaniale. Musisz opisać jak tam jest! – Elethion był wyraźnie zadowolony ze spotkania ze Smutasem.
- To musi być koryto dawno wyschłej rzeki. – wyjaśniał Smutas. – Cały ten wąwóz można przejść w dwa dni. Wije się i wciąż skręca, tylko gdzieś tak w środku swojej długości jest odcinek gdzie na przestrzeni około dwóch kilometrów biegnie prosto. Tak jak pokazuje ta mapa. – Smutas wodził palcem po pokazanym mu planie. – Na całej swej długości wąwóz nie jest szerszy jak dwieście metrów. Bardzo łatwo zablokować go niewielkimi siłami nawet przed całą armią. -
- A widziałeś tę odnogę wąwozu? Właśnie na tym odcinku? Według mapy prowadzi prostopadle na północ. – dopytywał się Derkreven.
- Eeee… teraz sobie przypominam, tam rzeczywiście był jakiś jar prowadzący w bok, ale nie zaglądałem do niego. Miał ze trzydzieści kroków szerokości. – odparł Smutas.
- Skoro znasz już teren, ruszysz na zwiad. I to jak najszybciej. Dotrzesz do tej odnogi i pójdziesz nią w górę. Według mapy po dwudziestu kilometrach dotrzesz do góry, na szczycie której jest Twierdza Ognia. Wtedy wrócisz jak najszybciej i zdasz nam relację. – zdecydował Elethion.
- W porządku, wyruszam natychmiast. – Smutas odwrócił się na pięcie i pobiegł w stronę gór.
Biegł do wieczora, a potem całą noc. Rankiem następnego dnia dotarł do środkowej części wąwozu. Rozejrzał się uważnie. W jego północnej ścianie widać było wyrwę, którą węższy wąwóz prowadził gdzieś w nieznane. Smutas ruszył w jego kierunku.
- O cholera.. – przebiegło mu przez głowę.
Wąwóz był niezbyt szeroki, rzeczywiście miał, jak zapamiętał, koło trzydziestu kroków szerokości, tylko że piął się dość stromo pod górę a całe jego dno zasypane było wielkimi i ostrymi skałami.
- Wojsko tu raczej nie pomaszeruje, będą się musieli wspinać. Dwadzieścia kilometrów takiej drogi? To ze trzy dni marszu, albo i lepiej. – pomyślał. Wzruszył jednak ramionami i ruszył wąwozem przed siebie.
Nawet nie wiedział, że obie armie weszły do głównego wąwozu z obu jego stron.
***
- Mistrzu, z naprzeciwka nadciągają wojska beliarowców! – zawołał zwiadowca. – Są o trzy godziny drogi od nas! –
- Co takiego?! – zawołał Elethon. – Beliarowcy? Ale skąd? Jak? – WMO przez moment się zastanawiał. – Natychmiast przyspieszyć marsz oddziałów! – zakomenderował.
Wojska maszerowały szybkim krokiem cały dzień i noc. Drugiego dnia, koło południa, czoło pochodu dotarło do prostego odcinka wąwozu i wtedy żołnierze zauważyli, że dwa kilometry przed nimi, zza zakrętu, wyłaniają się oddziały beliarowców. Ponieważ obie armie szły szybkim marszem przez ostatnie kilkadziesiąt godzin zarówno Arwen jak i Elethion wydali rozkaz aby zatrzymać się na odpoczynek. Wystawiono tylko silne straże.
***
- Mistrzyni, poseł od innosowców przywiózł list! – zawołał służący i Arwen podniósła głowę znad dokumentów.
- Dawaj ten list i zwołaj posiedzenie sztabu. U mnie w namiocie za kwadrans! – zawołała.
Równo po piętnastu minutach WCM przemówiła do zebranych dowódców.
- Elethion oczadział chyba! Napisał, że jeżeli się wycofamy, to on łaskawie nie będzie nas ścigał! Ten cholerny innosowiec myśli, że nie wiemy po co oni tu przyszli? Nie możemy dopuścić aby dostali się przed nami do Twierdzy Ognia! To my musimy zdobyć znajdująca się tam siłę magii! – krzyczała wściekła. – Wydamy im bitwę i wygramy! A teraz słuchajcie, jak ustawimy wojska do ataku… -
***
- Wielu tu taktycznych chwytów nie zastosujemy. – westchnął ciężko Elethion. – Ten cholerny wąwóz uniemożliwia jakiekolwiek manewry. A do tego znakomicie my widzimy co robi przeciwnik, a on widzi to co my robimy. –
- Czyli klasyczne ustawienie oddziałów? – spytał Kranzzo.
- Tak jest. Wąwóz na tym odcinku ma tylko sto pięćdziesiąt metrów szerokości. To nie pozwala nam nawet na ustawieniu w szyku wszystkich wojsk. Nie mamy innego wyjścia. Na przedzie ustawimy dwa bataliony piechoty. Pomiędzy nich wmieszamy strzelców, którzy dostaną rozkaz aby nie zbliżać się więcej jak dwadzieścia kroków do linii walki. Z takiej odległości będą wspomagać nacierającą piechotę. Za nimi ustawimy wszystkich ochotników. Pozostała piechota na razie czeka w odwodzie. Dowódcom należy przekazać rozkaz, aby uczulili oddziały na rozkazy zrobienia przejścia dla konnicy. Będziemy usiłowali zrobić nią przełom w szeregach wroga. – WMO pokazywał jednocześnie ręką ustawienia oddziałów na planie wąwozu.
- A jakie zadania są dla mnie i moich zabójców? - zapytał Łowca Poszukiwaczy.
- Arwena na pewno przyprowadziła ze sobą oddziały o podobnym przeznaczeniu co nasi dywersanci. Będzie nimi próbowała obejść nasze linie, szukając dróg przejścia na zboczach wąwozu. Twoim zadaniem będzie to samo. Masz zorientować się, czy nie ma tutaj jakiejś ścieżki, którą moglibyśmy wysłać oddziały na ich tyły i uniemożliwić siłom beliarowców dokonanie tego samego. –
Dowodzący wyznaczonymi do szturmu oddziałami wybiegli z namiotu aby przekazać rozkazy dalej.
- Luke, chodź tu na chwilę. Dla ciebie i magów mam specjalne zadanie. – Elethion skinął ręką na maga.
- Magowie są gotowi na wszystko. Mamy spory zapas zaklęć ognia i błyskawic. Możemy też przywołać duże ilości troli i cieniostwórów aby rozbić ich pierwsze szeregi... – Luke rozpoczął swoją przemowę. Jednak Elethion uciszył go gestem.
- Oni zapewnie też mają magów z podobnymi naszym zaklęciami. My musimy ich zaskoczyć. I ja mam na to pewien pomysł. –
Luke zaciekawiony pochylił się do przodu.
- Masz tutaj zwój ze specjalnym zaklęciem. Nasz wywiad zdobył go od Adanosowców. –
- A co to za czar? – zaciekawił się mag.
- Całkowita nowość. Bariera uniemożliwiająca w swoim zasięgu rzucanie jakichkolwiek innych zaklęć. Nie znam się na tym, ale podobno neutralizuje siłę każdego zaklęcia przekształcając je w efektowne świetlne rozbłyski. Masz przekazać to zaklęcie pozostałym magom i postawicie tę barierę nad polem bitwy. To zneutralizuje wszelkie czary beliarowców i pozwoli nam uniknąć wszelkich strat spowodowanych magią. –
- Ale nasze zaklęcia bojowe też nie zadziałają… - Luke nie był do końca przekonany o słuszności podobnej taktyki.
- Tylko, że ja o tym wiem. I w planie bitwy nie uwzględniłem ataków bojową magią. A beliarowcy na pewno zaplanowali jej użycie w bitwie. Dzięki tej barierze popsujemy im szyki. To nasza jedyna przewaga nad nimi. Oni nie spodziewają się tego, że ich czary nie będą działały. –
- Genialne posunięcie! – Luke z entuzjazmem podszedł do tematy gdy zrozumiał jego założenia.
- Zróbcie barierę tak, aby najsilniej działała w centrum walk. – Elethion pochylił się nad mapą wąwozu, jakby tam można było znaleźć sposób na odniesienie zwycięstwa. – Musimy wygrać tę bitwę. Nie możemy pozwolić aby beliarowcy dotarli do twierdzy. –
***
Obie armie stały o trzysta kroków naprzeciwko siebie. Wojska w karnych szeregach ani drgnęły. Jak dotąd dyscyplina brała górę. Nagle od strony beliarowców dobiegł warkot werbli a nad innosowcami rozległy się dźwięki trąbek. Obie armie ruszyły przed siebie do ataku. Żołnierze wydali z siebie bojowy okrzyk biegnąc całym pędem.
Gdy wojska zbliżyły się do siebie na sto kroków, z obu stron w niebo poszybowały chmury strzał i bełtów. Biegnące oddziały podniosły tylko tarcze do góry i posuwały się dalej naprzód. Po chwili pierwsze szeregi oddziałów starły się ze sobą z łoskotem, którego echo dotarło aż do obu krańców wąwozu. Nad walczącymi szeregami zaczął unosić się bitewny kurz wytworzony nogami walczących. Po chwili unosząca się kurzawa całkiem przesłoniła pole bitwy.
***
Smutas na chwilę przystanął. Do jego uszu dobiegł niepokojący odgłos.
- To bitwa? Ale z kim? Na kogo nasi trafili? – zdziwił się.
Już chciał wracać, ale przypomniał sobie rozkazy. Zaklął pod nosem, zły, że ominęła go bijatyka i ruszył dalej przeskakując z kamienia na kamień. Wąwóz ciągnął się wciąż dalej i dalej, wijąc zakrętami jak wąż.
- To dziwne, że ten wąwóz prowadzić ma do twierdzy. Przecież nie ma w nim żadnej drogi. Jak zatem docierali tam mieszkańcy i budowniczowie? – przemknęło Smutasowi przez głowę. Niestety, główkowanie nie było jego specjalnością. Nie zastanawiając się nad tym problemem ruszył w dalszą drogę.
***
- Pani, nasza magia zadziałała! Królewięta nie mogą rzucić żadnego bojowego zaklęcia! – meldował kurier z pola bitwy.
Arwen zatarła z zadowoleniem ręce. Ich tajne zaklęcie zdobyte przez wywiad od Adanosowców w pełni zdawało egzamin.
- A jakie efekty pierwszego starcia? Robimy gdzieś przełom w ich liniach? – zapytała.
- Nie wiemy bo kurz wszystko zasłania, czekamy na pierwsze meldunki! – usłyszała w odpowiedzi.
***
Walczący w pierwszym szeregu Kranzzo ryczał jak wół. Co chwilę powalał nowego przeciwnika i szukał następnej ofiary. Spojrzał w bok aby sprawdzić jak sobie radzą pozostali. Zobaczył coś dziwnego. Każdy z żołnierzy miał przytoczone do pasa butelki z leczniczymi eliksirami. Ale nie to było dziwne, tylko to, że eliksiry zaczęły świecić dziwną błękitną poświatą. To samo zjawisko zauważył też u żołnierzy przeciwnika. Był trochę zaskoczony, bo nigdy wcześniej z czymś taki się nie spotkał. Jednak nie zdążył się nad tym dłużej zastanawiać, bo właśnie skoczyło na niego dwóch rosłych beliarowców z maczugami i musiał się bronić. Gdy po chwili obaj leżeli już martwi u jego stóp, zatrzymał się i cofnął o krok. Dał znak ręką aby podszedł do niego kurier. Miał zamiar donieść o tym dziwnym zjawisku do sztabu. Zanim jednak zdążył wydać odpowiednie dyspozycje, zobaczył kątem oka jak jeden z królewiczów ciosem topora trafia prosto w świecącą butelkę z eliksirem, wiszącą u boku beliarowca. Rozległ się potężny huk i podmuch powietrza cisnął nim, jak wichura liściem, daleko w tył, pozbawiając przytomności.
Drugoliniowe oddziały, które miały właśnie ruszać do szturmu zostały nagle przez swoich dowódców zatrzymane. To co ujrzeli przed sobą było tak nieoczekiwane, że wojska obu armii zamarły w bezruchu. A było na co popatrzeć. W kurzawie jaka przykrywała walczących dawało zauważać się potężne rozbłyski i odgłosy eksplozji. Na stojących z tyłu żołnierzy spadały z nieba strzępy wyrzuconych w górę wybuchami ciał. Rozpryśnięta krew spadała na ziemię jak deszcz.
Po kilku chwilach delikatne podmuchy wiatru rozpędziły tumany kurzu i oczom czekających na szturm żołnierzy ukazał się potworny widok. W miejscu gdzie jeszcze niedawno walczyło ze sobą prawie trzy tysiące ludzi nie było teraz nikogo, kto stałby na własnych nogach. W kilku tylko miejscach widać było silnie poranionych wojowników, którzy usiłowali wstać. Reszta leżała martwa na ziemi. Ciał większości nie dawało się nawet zidentyfikować, bo były porozrywane na strzępy. Wszystko było czerwone od rozlanej krwi.
Ajacied zauważył w panującym na polu bitwy zastoju szansę na uzyskanie przewagi.
- Naprzód, do ataku! Pomścimy naszych! – zawołał i prawie tysiąc ochotników z rykiem rzuciło się do ataku. Chwilę potem po przeciwnej stronie podobny okrzyk wzniósł Fein posyłając do boju swoich podwładnych.
Obie armie po raz kolejny tego dnia starły się ze sobą.
***
- Co takiego? – Arven aż przysiadła z wrażenia. – Wybito nam dwa bataliony piechoty? Do nogi? A jakie straty u wroga? –
- Zwiadowcy donoszą że z pola bitwy innosowcy znieśli raptem tylko kilkunastu żywych, podobnie jak my. - meldował zdenerwowany Ertix.
- Ale jak to możliwe? Aż takie straty? – dopytywała WCM.
- Nie wiemy co się stało. Kurz wszystko przesłaniał. Dało się zauważyć jakieś eksplozje niewiadomego pochodzenia. –
- Eksplozje? Przecież magia miała nie działać! Dawać mi tu Meleka! –
***
- Niemożliwe… Tylko dwunastu ocalałych? A co się dzieje z Kranzzo? – zapytał Elethion wstrząśnięty wiadomościami z pola bitwy.
- Jest wśród ocalałych. Zniesiono go nieprzytomnego z pola bitwy. Już dochodzi do siebie. – meldował kurier.
- Przynieście go tutaj! – zaordynował WMO.
Po chwili wniesiono generała na noszach. Cały mundur miał w strzępach.
- Kranzzo, co się stało? – Elethion przyklęknął obok leżącego.
- To jakaś magia… Widziałem dziwną poświatę wokół butelek z eliksirami leczniczymi… A potem one wybuchły… - wyszeptał zapytany i zemdlał.
- Czary na polu bitwy? – zapytał zdziwiony WMO patrząc na stojącego opodal Luke’a.
- To niemożliwe, sprawdzaliśmy, żadna magia bojowa tam nie działa. – mag wskazał na leżącego - Musiało coś mu się przywidzieć.
- Panie, ochotnicy się wykruszają, trzeba im pomóc! – do namiotu wpadł zdyszany Ajacied. – Długo się nie utrzymamy! –
- Natychmiast posłać do ataku pozostała część piechoty! – rozkazał Elethion. - Jak teraz nie przełamiemy obrony beliarowców to przegramy bitwę. Na Innosa została nam tylko konnica. –
- Możemy użyć w walce bezpośredniej naszych strzelców. I tak pociski nam się już kończą. – podpowiedział Johnson.
- Dobry pomysł. Ich też rzucić natychmiast do ataku. – Wydał polecenie WMO.
Nawet nie wiedział, że w tej samej chwili podobne rozkazy zostały wydane w obozie beliarowców. Świeże oddziały wojsk z krzykiem ruszyły do ataku.
***
- Zdrada, zdrada… Ale kto zdradził? I o co w tym wszystkim chodzi? - biegło przez myśli Smutasa. Biegł najszybciej jak tylko potrafił w dół wąwozu, skacząc po głazach. Kilka razy o mało nie połamał nóg, gdy skoczył na ruszający się pod jego ciężarem głaz.
- Muszę jak najszybciej powiadomić o tym co odkryłem Elethiona! – berserker gnał przed siebie ile sił w nogach. Jednak od miejsca bitwy dzieliła go jeszcze spora droga.
***
Elethion stał na skalnej półce kilka metrów nad dnem wąwozu. Stąd miał doskonały widok na pole bitwy. Tym razem nie było kurzu, bo krew wcześniejszych ofiar zwilżyła suchą ziemię. Żadna z walczących stron nie mogła zdobyć przewagi. Stos martwych ciał pośrodku pola bitwy wzrósł już na prawie dwa metry.
- Mistrzu, spójrz na wyposażenie naszych żołnierzy – zawołał nagle Luke wręczając Elethionowi tuleję optyczną.
Ten spojrzał przez tubus.
- Nic ciekawego nie widzę… Zaraz… Rzeczywiście butelki z eliksirami zaczynają świecić. Kranzzo miał rację… Natychmiast trąbić do odwrotu!!! – zakrzyknął rozkaz.
Jednak było już za późno. Któryś z walczących trafił w eliksir przeciwnika i seria gwałtownych eksplozji przetoczyła się przez pole bitwy pokrywając wszystko chmurą rozpylonej krwi.
Po chwili krwawy obłok opadł. Po walczących nie zostało wiele. Wszystkie ciała leżały porozrywane w krwawej posoce. Tylko w kilku miejscach było widać jakiś ruch. Na pierwszy rzut oka było widać że po wybuchach ocalało kilkanaście osób po obu stronach frontu. Elethion aż przysiadł pod wrażeniem tego co zobaczył.
- To klęska jakiej jeszcze nie było w naszej historii… - rzekł zrezygnowany. – Nie możemy jednak pozwolić beliarowcom na wejście do Twierdzy Ognia. Niech Darkreven gotuje konnicę do ostatecznego ataku. Drogo sprzedamy nasze życie… -
***
- Pani, co mamy robić? – roztrzęsiony Seziel ledwo trzymał się na nogach. Wybuch zerwał z niego większość pancerza. – Wszyscy polegli. To jakieś czary… - wymamrotał.
- Musimy natychmiast uciekać. Moja konnica osłoni nasz odwrót. – Sentenza nerwowo obgryzał paznokcie.
Arwen nie odpowiadała. Jak sparaliżowana patrzyła na ślady po masakrze, która miała właśnie miejsce na jej oczach.
***
- Konnica gotowa do ataku. – zameldował Darkreven. – Nie wiem dlaczego, ale beliarowcy jeszcze nie atakują. Widać stąd, że im też została tylko jazda. –
Elethion poprawił się w siodle. Wzniósł rękę do góry mając wydać komendę do szturmu, gdy nagle usłyszał gromki okrzyk.
- Stójcie, to zdrada! –
WMO się obejrzał. Zobaczył, że w ich stronę biegnie zdyszany Smutas i gwałtownie macha rękami. Po chwili olbrzym dobiegł do pierwszej linii jeźdźców.
- Jaka zdrada? O czym ty mówisz? – Darkreven zsiadł z konia i podszedł do barbarzyńcy.
Ten przez chwilę łapczywie chwytał powietrze.
- Tam nie ma żadnej twierdzy! Ktoś nas oszukał! – wysapał w końcu.
- Jak to, nie ma? – zapytał zdziwiony Elethion.
- Ten boczny wąwóz kończy się po kilku kilometrach. Wspiąłem się nawet na otaczające go skały i nic tam nie ma! Żadnej twierdzy! Nic! Tylko puste skały! Ktoś podrzucił nam fałszywą mapę aby nas tutaj zwabić i wytłuc do nogi! Pewnie beliarowcy! – Smutas powoli odzyskiwał oddech.
Elethion przez chwilę się zastanawiał. W końcu poklepał Smutasa po ramieniu.
- Dobrze się spisałeś. Mało brakowało abyśmy ruszyli do ataku by zginąć. Ale niedoczekanie beliarowców! Ich podstęp nie do końca się udał. Zawracamy! – wykrzyknął rozkaz.
- A po powrocie porozmawiam sobie z naszymi agentami… - mruknął do siebie pod nosem.
***
- Pani, innosowcy się wycofują! – zawołał zwiadowca. – Zawracają swoją konnicę! –
- Co takiego? Niemożliwe? – osłupiała Arven.
Wyszła przed namiot i spojrzała w stronę pola bitwy. Rzeczywiście, konnica Królestwa sprawnie zawróciła i teraz stępa oddalała się od miejsca potyczki.
- Hura! Zwycięstwo! – zawołała WCM popierdując z radości. – Sentenza, natychmiast wysłać oddział do zajęcia Twierdzy Ognia! – wykrzyczała.
Nie zdawała sobie sprawy, że za kilka godzin będzie kląć w żywy kamień, gdy w końcu się dowie, że na końcu bocznego wąwozu nie ma żadnej twierdzy.
***
- Nareszcie wróciłeś. Mam dla ciebie same dobre nowiny. – uśmiechnięty od ucha do ucha Vhailor poklepał po ramieniu swojego zastępcę.
- A co się stało? – zapytał zaciekawiony Manwe.
- Nasza misja utrzymywania równowagi pomiędzy Innosem a Beliarem po raz kolejny się powiodła. Osłabiliśmy po równo obie armie. Teraz przez długi czas będą lizać rany zanim przyjdzie im ochota na kolejną wojenkę. I cały czas mieliśmy wszystko pod kontrolą! –
- Ale możesz zdradzić szczegóły? –
- Najpierw nasz wywiad podrzucił beliarowcom materiały z legendą o Twierdzy Ognia. Potem znaleźliśmy w górach odpowiednie miejsce i daliśmy sobie wykraść niby starożytnie mapy z zaznaczoną właśnie tam lokalizacją twierdzy. Doskonale wiedzieliśmy, że oba zakony wyślą tam podobnej wielkości oddziały ekspedycyjne, ot na nasze oko po dziesięć tysięcy ludzi najwyżej. –
- A skąd było wiadomo, że któryś z zakonów nie wyśle większej armii? – zaciekawił się Manwe.
- To proste. Do obsadzenia takiej twierdzy i jej obrony więcej wojska nie trzeba. A nasi agenci cały czas utwierdzali obie strony, że dotrą tam przed rywalami. I doszło do bitwy, gdzie obie strony miały tyle samo sił. Miejsce bitwy dobrane było tak, że żadne genialne posunięcia taktyczne nie mogło wpłynąć na wynik bitwy. Tylko sama prymitywna walka. I obie armie wytłukły się prawie do nogi! –
- Ale to był ryzykowny plan. Mimo wszystko któraś ze stron mogła pokonać drugą i wyrżnąć jeńców. Wtedy straty nie byłyby rozłożone po równo. –
- O to też zadbaliśmy – uśmiechał się Vhailor. – Nasi agenci sprzedali potajemnie obu zakonom zaklęcia bariery uniemożliwiającej działanie magii na określonym obszarze. Wiedzieliśmy, że każda ze stron z tego skorzysta chcąc osiągnąć taktyczną przewagę nad wrogiem. Nie zdradziliśmy im tylko, że nałożenie się dwóch takich barier całkowicie destabilizuje magię w eliksirach leczniczych. A sam dobrze wiesz, że obie armie wyposażają w nie swoich żołnierzy. A potem wystarczyło tylko by uderzyć w taką butelkę i… BUM! Efekt kilkakrotnie lepszy niż przy zaklęciu kuli ognia! –
- To wspaniale! – zawołał Manwe. – Jakie ponieśli straty? –
- Po siedem tysięcy zabitych każda ze stron. Jak obliczamy, przez trzy lata będą odrabiać straty. Wypijmy za nasz sukces! –
- Wypijmy! -
__________________
Pro Fide, Rege et Lege
Honorowy Użytkownik Forum



Wredny barbarzyńca
User, który ma ZAWSZE rację :-)
RPG
Smutas jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 05-03-10, 10:57   #2
Calzedo
Potentat Stringów
 
Calzedo awatar
 
Zarejestrowany: sierpień 2008
Skąd: Żelazny Tron
Posty: 1 412
Domyślnie

Już gdy czytałem sam początek nie mogłem się doczekać rozegrania bitwy. W wyobraźni miałem tylko wojska Dantego maszerujące pod sztandarem Królestwa oraz wojska Arwen, zdobione fioletowymi kolorami i flagami. W pewnych momentach czułem jakbym sam stał niedaleko i oglądał całą bitwę lub też, jako żołnierz, wpadł w ten ferwor walki. Świetnie brzmiało stwierdzenie: "Elethion pochylił się nad mapą wąwozu, jakby tam można było znaleźć sposób na odniesienie zwycięstwa." No i znów pojawiła się cała śmietanka ŚP. Arwen, Dante, Darkreven, Fein, Ert, Vhailor, Manwe. Świetnie uknuta intryga na końcu. Jedyne co mnie odrzuciło to sposób opisania wycofywanych się wojsk Królestwa. Dante strasznie szybko zmienił zdanie, nie jest opisany żaden entuzjazm, tylko rzekł: "odwrót", i na tym się kończy. Przy pisaniu takie pracy nie obyło się bez potknięć, jednak jest ich niewiele, głównie to brak znaków interpunkcyjnych przed słówkami "gdy", "aby", "że".

Cytat:
Napisał Smutas Zobacz post
że w starożytnym języku goblinów znaczy to nic innego Twierdza Ognia!
"Jak" przez "Twierdza" zabrakło. No i gobliny rysujący mapy, mający własne litery?

Praca naprawdę warta przeczytania, czuć, że jest się w centrum tych wydarzeń, dokładnie jest wszystko opisane. Dodatkowym atutem pracy jest wpleciony poboczny wątek, nie tylko sama bitwa. Autor powinien być dumny z takiego dzieła.

Recenzja wykonana na zlecenie Gildii Pisarzy.
__________________
Mag Ognia - Stolica Królestwa Innosa

Zostawiając tu kawał życia.
RPG
Calzedo jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Odpowiedz


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni post / autor
Ulubione miejsce fighter Dyskusja 102 01-06-13 11:50
I miejsce w KnOBMKaP (konkurs klasztorny) Fyo FanFick 1 20-11-09 23:10
nie odkryte miejsce Artur9 Porady i triki 3 13-08-06 11:55
tajemne miejsce Broof24 Porady i triki 2 02-08-06 08:35


Powered by vBulletin® Version 3.6.7
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.