Wróć   Forum Gothic - ArcaniA: Gothic 4 > Archolos > Biblioteka Archolos
Przeładuj stronę Przewodnik po ziemiach Archolos

Odpowiedz
Narzędzia wątku Wygląd
Nieprzeczytane 15-11-16, 12:27   #13
 Ancoron
Ma admina
 
Ancoron awatar
 
Zarejestrowany: styczeń 2016
Posty: 7 459
Domyślnie

Łososiowa rzeka w hrabstwie Ukara


Od zawsze wiadomo, że prości ludzie nie charakteryzują się bujną wyobraźnią, a nazwa rzeki znakomicie to odzwierciedla, pokazując że zwykły łosoś może zostać wrobionym w znalezienie się w nazwie ponieważ od czasu do czasu ławice tych ryb wędrują wraz z prądem, aż do tego miejsca, niemal całkowicie zasłaniając dno. A jest coś zasłaniać zważywszy na liczne barwe kamienie, które niekiedy nadają wodzie baśniowy akcent oraz w skrajnych wypadkach mienią ją barwami tęczy.
Sama rzeka znajduje się na zachód od największego miasta w tym hrabstwie i jest prawdopodobnie największym tamtejszym potokiem, co sprawia, że często staje się celem wypraw krajoznawczych, a nierozważni turyści zwykli się w niej pławić, nie wiedząc iż woda jest codziennie narażana na brudy podczas prania ubrań, a niektórzy złośliwie oddawają do niej mocz, tak więc nigdy do końca nie wiadomo na co konkretnie się trafi.
Prąd kieruje masy wody z północy na południe, stopniowo poszerzając koryto i tym samym wywierając coraz większy wpływ na jego kształt, co przekłada się na coraz bardziej niebezpieczne przeprawy, co więcej w ten sposób morze stopniowo wdziera się coraz dalej w głąb lądu, pod sprytną nazwą Rzeki łososiowej.
W niektórych miejscach dno znajduje się naprawdę głęboko co może poskutkować utonięciem nierozważnego śmiałka, a liczne prądy znacząco utrudniają jakiekolwiek rybołóstwo, choć niektórzy wykorzystują sieci do łapania całych ławic, co czasami się udaje, oczywiście oprócz nich wydobywane zostają liczne śmieci, które dbający o środowisko archoliańczycy wolą spławić jak najdalej od swych domostw, nie licząc się z zanieczyszczeniem tak potrzebnej do życia wody. Warto nadmienić iż sama rzeka wszystkie zakola i odnogi ma skierowane w kierunku zachodnim, od samego początku na północy, aż do ostatnich wąziutkich strumyczków niknących w głębi lądu i stopniowo posuwających się coraz dalej.
Kolejnym co należy wziąć pod uwagę jest otoczenie, czyli wszystko co można znaleźć blisko koryta. Najważniejszym elementem jest gęsty las, który towarzyszy mu praktycznie cały czas, tylko gdzieniegdzie tworząc przejście w głąb lądu, przez co woda zazwyczaj jest skryta w mroku, co przekłada się na jej spory chłód oraz niezwykły urok tego miejsca, po prostu chce się popatrzeć jak nieprzebrane masy popędzane prądem walczą, stopniowo wydzierając ziemi swe dziedzictwo, czyli mniej poetycko, sprawiają, iż ląd stopniowo się osuwa.
Jesienią zaś tafla zmącona zostaje przez liście drzew, opadające na nią łagodną kaskadą i w efekcie płynące w dal lub co nie jest zbyt malownicze, osiadając na dnie i stopniowo rozpadając się, tworząc kolejną warstwę podłoża, mułu.


Rzeka jesienią

Kolejnym ciekawym aspektem są stworzenia, dla których jest ona domem, a jest ich sporo, szacuje się iż można tam spotkać, większość ryb słodkowodnych oraz kilka niedobitków, którzy przybyli z morza i zdołali się dostosować do warunków. Stąd właśnie opowieść o piekielnym karasiu, który wyrywa babom pranie z rąk, a jeszcze trochę i je same wciągnie w wodne odmęty, taka to istota plugawa.
Woda jest też ulubionym siedliskiem topielców, co zresztą wie nawet największy głupiec i nic dziwnego, że czasami można tam spotkać te groźne gadziny, które w niej się pluskają i niekiedy porywają zwierzęta, które miały zamiar zaspokoić pragnienie, a przez to zaspokajają głód swych oprawców. Doszło do tego, iż regularnie jest organizowany sezon na topielce, by przetrzebić ich populację, dzięki czemu ogranicza się stopniowo ich ataki i zmusza do zmiany miejsca zamieszkania.
Podobna sytuacja jest z krwiopijcami, którzy skrywają się wśród drzew otaczających brzeg, by z zaskoczenia rzucić się na żyjątka i szybko zacząć na nich ucztować.
Te wszystkie czynnika sprawiają, iż rzeka stanowi bardzo niebezpieczny obszar i każdy normalnie myślący człowiek nie zapuści się w najrzadziej odwiedzane jej obszary, by nie ryzykować życiem.

Zimą sytuacja w tym rejonie drastycznie się zmienia, zachęcając do częstszych odwiedzin, swobodne przejścia przez potężną rzekę, której siła została ukryta pod grubą warstwą lodu, umożliwiają skrócenie podróży, lecz jednocześnie tworzą ryzyko załamania tafli, co przekłada się na mroźne kąpiele, a w skrajnych przypadkach hipotermię oraz śmierć pod lodem. Niemniej dzieci, jak to dzieci, lekceważą wszelkie ostrzeżenia rodziców, a nawet na złość ruszają się tam poślizgać i pobawić, byle tylko pokazać swoją niezależność.
Nie wolno zapominać iż pomimo grubej warstwy lodu głębiej życie dalej się toczy, a niezliczone armie bakterii i innych drobnoustrojów toczą wojnę o hegemonię w tym królestwie, podczas gdy większe żyjątka po prostu starają się dotrwać do czasu ocieplenia.

Kolejnym bardzo ciekawym aspektem, który kształtuje przydatność tej zapory wodnej jest jej wartość obronna, co zapewne jest oczywiste.
Przebycie jej wpław wymaga sporych sił i dużo czasu w zapasie, który przeciwna strona, skryta wśród drzew może wykorzystać do bezpiecznego wystrzelania oponentów.
Dzięki temu jakikolwiek atak przeprowadzany przez którąś z odnóg rzeki jest z góry skazany na niepowodzenie. Oczywiście sytuacja zmienia się, gdy woda zostaje skuta przez lód, lecz mimo to można bez problemu uniemożliwić przebycie tego miejsca za pomocą rozłupania lodu, bądź osłabienia go co poskutkuje zarwaniem tafli pod ciężarem ludzi.

Oprócz tego rzeka spełnia bardzo ważną rolę, wytyczając szlaki handlowe i umożliwiając spławianie trefnego towaru, tak by żadni celnicy do niego nie zajrzeli. Niestety ostatnimi czasy ta możliwość została mocno ograniczona poprzez postawienie komory mytniczej tuż przy brzegu, co skutkuje przechwytywaniem większości takich przesyłek, bądź sporymi zarobkami mytników spowodowanymi licznymi łapówkami.
RPG
Ancoron jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 04-01-17, 12:16   #14
 Ancoron
Ma admina
 
Ancoron awatar
 
Zarejestrowany: styczeń 2016
Posty: 7 459
Domyślnie

Rybi ogon - Osada rybacka w hrabstwie Ampeldorf



Rybołówstwo od zawsze jest pośród ludzi. Nie ma takiego brzegu, który nie byłby zastawiony chatkami, choćby prowizorycznymi, chwiejącymi się w najlżejszych podmucham wiatru. Handel nie umiera nigdy, a na strawę popyt jest nieprzerwany, zwłaszcza w tych mrocznych czasach, gdy ceny są szokujące i mogą przyprawić o zawał. W tym złym okresie ryby są jednak dalej takie same, nawet cena niezbyt się zmieniła. Połowy są częste i skuteczne. Mówi się nawet, że jeśli będą dalej praktykowane w takim tempie, to już wkrótce zasoby mórz zostaną wyczerpane. Ta czarna godzina ma nadejść gdzieś za dwa tysiące lat, czyli, z perspektywy planety, już niedługo. Z drugiej strony mało kto zwraca na takie fakty uwagę i pozyskiwanie narybku, a nawet ikry postępuje pełną parą, zapełniając mieszki lokalnych kupców.
Sama osada, zaledwie wioska, licząca kilku mieszkańców jest utrzymana w raczej dobrym stanie, choć nazywając ją zadbaną trzeba by być ślepym, bądź niepełna rozumu. W powietrzu nieustannie unosi się rybi zapach, co w połączeniu z ogromną liczbą kotów nieustannie pchających się pod nogi oraz prostotą ludzi, którzy kąpią się praktycznie wtedy, gdy podczas połowu wpadają do rzeki, powodować może utratę przytomności przez gorzej przystosowanych, co nie powinno nikogo dziwić.

Mówiąc więcej o int... infrat... o budynkach można powiedzieć jedno, każda chata jest wykonana starannie, by chroniła przed deszczem oraz zapchlonymi kocurami, pchającymi się dosłownie wszędzie, bezpieczeństwo zapewnia właśnie podwójne drewniane wzmocnienie, które sprawia, iż trzeba naprawdę mocno kopnąć, by rudery złożyły się niczym domki z kart. Niektórzy, prawdziwie nowobogaccy, którzy dorobili się majątku na sprzedaży darów morza, by pokazać swój cebularski pogląd na życie, cały dom, również z zewnątrz obwieszają przeróżnymi 'magicznymi' artefaktami, kupionymi za grosze na pchlim targu.

Historia i położenie: Trzeba przyznać założycielowi wioski, niejakiemu Adamowi Zadrzykiecce, który zasłynął nielichym temperamentem i nieokiełznaną chucią, że można się zaruchać na śmierć (niech mu ziemia lekką będzie), że wybrał wręcz idealne miejsce, gdzie padł na ryj, nie mając siły iść dalej, po tym jak wygnano go z miast za nieprzystojne zachowanie. Ponoć chodziło o słynną aferę z miejską kloaką, choć źródla w tym względzie nie są zgodne.
W każdym razie wkrótce do osady, gdzie ogłosił niepodległość, przybyła rzesza imigrantów, by spróbować nowego życia. Mówi się, iż część prędziutko tam popędziła, skacząc na jednej nodze, byle tylko stryczek na szyi się nie zacisnął.

Adam Zadrzykiecka

Proklamowanie niepodległości nikogo raczej nie przejęło, kto by się liczył ze zdaniem pospólstwa, lecz władców zafrasowało co innego. Nie płacili żadnych podatków oraz w żaden inny sposób nie wzbogacali gospodarki wyspy, siali nienawiść rasową, wywoływali zarazę i jeszcze wiele innych przestępstw, które przyszły akurat do głowy gubernatorowi. Faktem jest, że to poskutkowało. Do osady, bowiem już zbójcy zdążyli się zadomowić i nawet okopać, ruszyła karna ekspedycja knechtów. Doszło do epickiej bitwy, zakończonej poważnymi stratami. Trzech pobitych strażników, jeden śmierdzący rybami, jedna zarżnięta świnia i przeziębienie pośród sił agresora. Obrońcy niekwestionowanie zwyciężyli i to prostym sposobem, wynajęli kilka kurtyzan, by z pobliskiego wzgórza przyciągnęły uwagę żołnierzy, a gdy ci na moment odwrócili uwagę, doszło do taktycznej zamiany ról, gdzie element przestępczy pełnił rolę najeźdzcy. To były czasy. Dochodziło do takich regularnych starć, podpisanych ostatecznie tak zwanym rybim pokojem, który gwarantował osadzie niepodległość, ale przy uznawaniu Archolos za wasala, którego należy wspierać w każdej sytuacji i płacić mu haracz, to znaczy substydia wojenne. Trzeba przyznać iż to stamtąd pochodzili najlepsi zawadiacy i poszukiwacze przygód. Wszystko zepsuła wielka powódź, która zniszczyła wszystko w rozwijającym się miasteczku. Osada nigdy nie została tak naprawdę odbudowana, nie powróciła do dawnej świetności. Nikomu się zwyczajnie nie chciało nic robić, smutna rzeczywistość, lecz z drugiej strony nie przyniosło to poważnych strat związanych z regularnym podmywaniem lądu i usuwaniem ziemi.
Wspomniane zostało również dobre umieszczenie tej wioseczki. Chodzi rzecz jasna o dobre pod względem przemysłu i zarobku. Na brzegu morza, pośród licznych pól uprawnych, zapuszczonych obecnie i niewartych funta kłaków.
Wielki bezmiar wody regularnie wyrzucał na ląd muszle i inne swe skarby, a nawet kawałki statków, które przegrały z nim nierówną walkę. Inną korzyscią jest sieć strumieni i rzek wbijących się wgłąb wyspy, gdzie pod wpływem prądu dostają się wielkie ławice ryb, mogące zapewnić jadło na wiele dni oraz zalać rynek falą przeróżnych dań stworzonych z owoców morza.
Ławica ryb
Kolejną korzyscią jest wielkie jezioro, pozbawione niestety darów matki natury, lecz idealne do odpoczynku i rekreacji, no i, rzecz jasna, prania obsranych gaci.

Obywatele: Na chwilę obecną w wioseczce żyje stu jedenastu mieszkańców, z czego większość to rybacy, wypływający swoimi nędznymi łupinami w morze, lecz oprócz tego wciąż jest trochę starszej krwi, owoców lędźwi przodków założyciela. Władzę sprawują tam najgorsze mendy, wyglądające dokładnie tak, jak naprawdę się zachowują i kim są. Na zwykłych złodziei.
Rzecz jasna jest tam wójt, wybrany wolą ludu przygłup, Orri Nevin, dający się sterować dosłownie każdemu, lecz uparcie twierdzący iż ma najwięcej do gadania, gdy tak naprawdę nie znaczy nic, ot marionetka w rękach tych, którzy wolą pozostać w cieniu.
O dziwo jest tam też milicja chłopska, której przewodzi niejaki Morgul Dzbaniec, chłop jak dąb, powodujący niepewność w sprawie nieistniejącego potomstwa związku człowieka i ogra. Tusza jego nie myli w żaden sposób. Potrafi przypieprzyć i zwyczajnie tu lubi, szukając okazji do sprowokowania przyjezdnych, by móc udowodnić iż historie o jego krzepie to nie są czcze gadki.
RPG
Ancoron jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 09-01-17, 12:17   #15
Smutas
Berserker
 
Smutas awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2005
Skąd: kraina barbarzyńców
Posty: 13 004
Domyślnie Zatopione ruiny w hrabstwie Magath

Zatopione ruiny
w hrabstwie Masgath



Informacje ogólne
Od wielu, wielu lat rybacy robiący połowy przy wschodnim brzegu Archolos, niedaleko brzegu, w okolicach gdzie kończy się pasmo górskie a zaczynają Wielkie Bagna, opowiadali że czasem zauważali w morskiej głębi dziwne światła. Opowieści te brano najpierw albo za zmyślone historie albo za przesadzony opis morskich stworzeń, z których wiele potrafi świecić w ciemnościach.
Kolejny trop że coś tam może się znajdować na morskim dnie pochodzi od poławiaczy pereł, którzy szukali wzdłuż brzegów wyspy nowych koloni perłopławów. Oni dopiero przekazali bardziej precyzyjne relacje o podwodnych światłach, które dochodzą z niedostępnych dla nich głębokości. Najlepsi z poławiaczy, którzy potrafili zejść najgłębiej pod wodę przysięgali, że w słoneczny dzień, gdy światło dociera najgłębiej, można na dnie zauważyć coś co przypomina szczątki budowli, niestety leżą one zbyt głęboko by móc do nich dopłynąć.


Poławiacze pereł twierdzili "że coś tam jest na dnie"

Przez lata nikt się tym bliżej nie interesował, aż do momentu gdy grupa magów ognia wraz z magami wody ognia starała się zbadać Wielkie Bagna. W tym celu posługiwali się oni skomplikowanymi i potężnymi czarami kognicyjnymi, dzięki którym czasem udawało im się odtworzyć obrazy tego, jak dany obszar wyglądał setki czy tysiące lat temu. Pragnęli w ten sposób zbadać obszar bagien i odtworzyć historię tego obszaru. Ku ich zdumieniu kilka z pozyskanych w ten sposób obrazów-wizji ukazało im, że w miejscu przy brzegu Archolos gdzie obecnie znajduje się ocean niegdyś znajdowało się wielkie miasto!


Obraz przedstawiający początek zatapiania miasta namalowany na podstawie jednej z wizji kognicyjnych

Dalsze badania geologiczne wykazały, że przed setkami a może i tysiącami lat wielkie trzęsienie ziemi spowodowało zapadnięcie się sporego obszaru wyspy, który został następnie zalany przez wody oceanu. Kto, kiedy i po co wybudował to miasto nie udało im się niestety dowiedzieć.
Magowie zdążyli co prawda stworzyć na potrzeby przyszłej planowanej ekspedycji badawczej trochę magicznych przedmiotów (najlepszymi z nich były bransolety krakena), ale odejście bogów z tego świata wraz z ich magią zniweczyły możliwości przeprowadzenia wyprawy w głąb oceanu.
Jednak, równocześnie z przygotowaniami do podwodnej ekspedycji, kilku magów próbowało się dowiedzieć czegos na temat ruin w inny sposób. Dokonywali tego przy pomocy przynoszących wizje zaklęć, przesłuchiwaniu przywoływanych duchów i demonów, sesjach medytacyjnych mających przynieść oświecenie oraz innych, zapomnianych dziś metodach.
Dzięki temu udało im się zdobyć pewne szczątkowe informacje na temat interesujących ich ruin.
Co prawda nie udało się sprecyzować jaka rasa wybudowała to miasto, ale odkryto, ze potrafiła się ona posługiwać potężną magią, otrzymaną najprawdopodobniej od samego Adanosa. Niektóre ze zdobytych informacji sugerowały że katastrofa, która miała tu miejsce była efektem działań Beliara, który chciał zniszczyć to miejsce, jednak nie udało się w pełni dowiedzieć dlaczego. Podjęte próby, mimo pewnych sukcesów nie przekonywały wszystkich magów.
Kilku magów pod wpływem medytacji doznało oświecenia i po wybudzeniu z transu opowiedzieli historie jakie poznali. Według jednego z nich historia zniszczenia tego miasta była dość banalna. Rzekomo było to miasto wyjątkowo bogate, co wbiło w dumę i zuchwałe zarozumialstwo jej mieszkańców. Źródłem tych bogactw była nie uczciwa praca, a rozboje i okrucieństwo. Ktokolwiek zapuścił się w tę stronę, nie mógł liczyć na litość, pomoc i miłosierdzie, gdyż jego mieszkańcy nie szanowali ani praw ogłoszonych przez Adanosa, patrona ich miasta, ani ludzkich. Lubili napawać się ludzkim nieszczęściem, zadawać bez powodu ból, mordować i grabić z zimną krwią, nie zważając na błaganie ofiar o litość. Napadali znienacka na nieświadomych zagrożenia kupców, handlujących wyrobami wędrownych rzemieślników, podróżnych i pielgrzymów, a nawet na siebie nawzajem. Bezbożnicy przestali oddawać cześć bogom, trudniąc się rozbojem nawet w święta.
Nie pomagały upomnienia kapłanów i znaki dawane im przez Adanosa - zuchwali okrutnicy kpili sobie, słysząc o tym, że może ich spotkać kara bogów za tak niegodziwe postępowanie – ulegli podszeptom Beliara, który obiecywał im że ich ochroni przed gniewem swoich braci.
Jednak mroczny bóg ich oszukał. Pewnego pogodnego dnia rozszalała się straszliwa burza z piorunami. Czarne, ciężkie chmury zasnuły niebo tak, jakby nagle w środku dnia zapadła ciemna noc, rozświetlana jedynie przez straszliwe błyskawice. Wśród przerażających gromów i błyskawic miasto ze wszystkimi okazałymi budowlami wraz ze swymi okrutnymi mieszkańcami i ich nieuczciwie zdobytym majątkiem pogrążyło się całkowicie w grząskim błocie a z pobliskiego oceanu napłynęły wielkie fale. Mokradła – cmentarzysko z czasem zapadały się coraz głębiej, aż pozostałości miasta znalazły się na dnie oceanu. Jednak większość magów uznała tę historie za zwykła bajkę i efekt zaburzeń sensorycznych medytującego maga.
Magowie jednak byli przekonani, że w morskich odmętach muszą znajdować się budowle, które do dziś mogą być chronione przed zniszczeniem potężnymi czarami, co wykazały niektóre z obserwowanych magicznych wizji. To odkrycie nadzwyczaj ich zaintrygowało, bo nieznane im były zaklęcia, dzięki którym udałoby się czegoś takiego dokonać, a chcieliby je poznać.


Wizja jednej z budowli do dziś chronionej potężnymi zaklęciami

Jak na razie istnieje jednak więcej pytań niż wyjaśnień na temat tajemniczych zatopionych ruin. Śmiałek, który potrafiłby do nich dotrzeć i wrócić zdobyłby wielką sławę jak i bogactwo, bo na pewno znaleźć tam można wielkie skarby zaginionej cywilizacji.

Okres obecny
Kilka lat temu interesujących się tymi sprawami mieszkańców Archolos zaintrygowała wiadomość, że podobno jeden z rybaków, który spoufalił się z młodą syreną, przekonał ją do nurkowania w miejscu gdzie są ruiny i ta wyłowiła mu kilka niesamowitych rzeczy. Były to niespotykanej wielkości drogie kamienie (mówiono o przepięknych rubinach i szmaragdach) oraz kilka złotych naczyń, o niespotykanych dotąd motywach zdobniczych. Jednak zanim zainteresowani dotarli do rybaka okazało się, że zaginął on na morzu, najprawdopodobniej utopiony przez dojrzewającą syrenę.
Na rynku pojawiło się tez kilka zagadkowych w swym przeznaczeniu artefaktów z podobnymi zdobieniami jak te, które zdobiły złota naczynia zdobyte przez wspomnianego rybaka. Podobno jakiś śmiałek zdobywszy bransoletę krakena wyłowił je z ruin.
Oba te zdarzenia na nowo podsyciły gorączkę poszukiwania skarbów związaną z tajemniczymi ruinami.
__________________
Pro Fide, Rege et Lege
Honorowy Użytkownik Forum



Wredny barbarzyńca
User, który ma ZAWSZE rację :-)

Ostatnio edytowane przez Smutas : 25-08-17 o 21:32.
RPG
Smutas jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 14-04-17, 11:39   #16
Smutas
Berserker
 
Smutas awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2005
Skąd: kraina barbarzyńców
Posty: 13 004
Domyślnie Ruiny jaszczurzej wioski w hrabstwie Cavea

Ruiny jaszczurzej wioski
w hrabstwie Cavea



Udając się w góry na północny zachód od Cavei, po długiej i mozolnej wspinaczce można dotrzeć do miejsca gdzie przed laty odkryto stare ruiny, które badający je magowie uznali za pozostałości po wiosce zamieszkiwanej przed setkami lat przez jaszczuroludzi. Te pozostałości dowodzą, że w dawnych, dawnych czasach, to właśnie jaszczuroludzie zamieszkiwali Archolos i budowali tu swoją cywilizację.


Po jaszczurzych domostwach niewiele do dziś pozostało

Pierwsi, którzy odkryli te ruiny byli poszukiwaczami złota. Znajdując pozostałości po stojących tu kiedyś domach uznali, ze kiedyś była tu osada, która zapewne spalono podczas którejś z wojen. Jednak magowie badający potem te ruiny nie znaleźli żadnych śladów pożaru. A gdy zaczęli kopać i znajdować liczne znaleziska doszli do wniosku że ta osada została po prostu z niewyjaśnionych przyczyn po prostu porzucona przez mieszkańców. Co ciekawsze, zdobienia znalezionych skorup naczyń w niczym nie przypominały tych, jakie odkrywano w innych częściach wyspy. Zupełnie jakby mieszkający tu przed wiekami jaszczuroludzie byli przedstawicielami całkiem innej kultury, która nie komunikowała się ze światem zewnętrznym.


Zdobienia znalezionych skorup naczyń były bardzo nietypowe i nigdzie indziej nie spotykane.

Jednak najbardziej interesujące było to, że wioska leżała w górach i w okolicy nie było żadnych miejsc na pola gdzie można by było uprawiać rośliny. Również skalne piargi na otaczających wioskę górskich zboczach wykluczały możliwość wypasu zwierząt hodowlanych. Zatem niewyjaśnioną zagadką zostało to, jak mieszkańcy tej wioski zdobywali pożywienie, tym bardziej że na podstawie wykopalisk ustalono że zamieszkiwało ją około trzystu mieszkańców.
W ruinach nie znaleziono żadnych pozostałości budowli wskazujących na to ze mogły służyć za spichlerze czy inne magazyny żywności. Co dziwniejsze, mimo ze w okolicy nie ma żadnych źródeł ani rzek, w ruinach wioski nie natrafiono na pozostałości ani jednej studni.
Udało się natomiast ustalić że mieszkańcy tej osady zajmowali się wyłącznie rzemiosłem. Znalezione narzędzia wskazywały, że wypalano tu gliniane naczynia oraz zajmowano się zielarstwem. Jednak najwięcej znaleziono pozostałości po zakładach rzeźbiarskich. Wygląda na to, że większość mieszkańców wioski zajmowała się wykonywaniem kamiennych rzeźb, które wykonywano z okolicznych kamieni.


W ruinach znaleziono sporo prymitywnych narzędzi rzeźbiarskich

Odkryto wiele stanowisk, gdzie znalezione narzędzia i kamienne odpryski wskazywały na to, że niegdyś obrabiano tu kamienie. Jednak bardzo zastanawiające było to, że nie odkryto ani jednej rzeźby! Nawet takiej niedokończonej czy niechcący zniszczonej w trakcie wykuwania. Zupełnie jakby mieszkańcy wioski porzucając ją postarali się usunąć z niej wszelkie dowody na to jakie rzeźby tu wykonywano. Powstało na ten temat wiele teorii, jedna bardziej fantastyczna od drugiej. Interesujące jest tez to, że w najbliższej okolicy nie odkryto żadnych innych ruin jaszczurzych budowli, na potrzeby których wykonywano by tutaj te rzeźby. Niektórzy uważali, że wykonywane tu obeliski przewożono na przykład do jaszczurzej twierdzy, której ruiny odkryto w hrabstwie Ukary. Uznano jednak tę teorię za fałszywą ze względu na to, że transport po górskich bezdrożach na taką duża odległość był nieopłacalny, a złoża identycznego kamienia jak w okolicach wioski można znaleźć niedaleko ruin twierdzy.
Mimo wieloletnich badań, nawet przy pomocy zaklęć prekognicyjnych, nie udało się magom wyjaśnić przeznaczenia tej osady oraz tego co tu wyrabiano oraz dlaczego w końcu mieszkańcy ją porzucili.
Ostatnio, po znalezieniu w archiwach archoliańskiej biblioteki uznanych za zaginione starych jaszczurzych kronik, niektórzy uważają za całkiem możliwe, że opisują one właśnie tę wioskę. Otóż gdy udało się odczytać część zapisków, okazało się że opisuje ona historie pewnej górskiej osady, z którą wiąże się nader tajemnicza historia. Jaszczurzy kronikarze zapisali relacje jednego z kupców, który zajmował się obwoźnym handlem z trudno dostępnymi osadami. Opowiadał on, ze gdy pewnego razu dotarł do wioski, w której pojawiał się raz na kilka lat, ze zdziwieniem stwierdził że jest pusta. Ponieważ wcześniej odwiedzał tę wioskę, wiedział, że jest to tętniące życiem miejsce zapełnione domostwami, warsztatami i przyjaznymi mieszkańcami. Jednak gdy zawołał na głos by powitać tutejszych, jedynym dźwiękiem zwrotnym było echo jego własnego głosu i odgłos trzaskania zmrożonego śniegu pod jego butami. Kupiec posiadał instynkt, dzięki któremu wyczuł, że stało się w tym miejscu coś poważnego. W blasku księżyca ujrzał sylwetki zdezelowanych budowli, jednak nie widział krzątających się ludzi, ani szczekających psów, ani jakichkolwiek śladów życia. Nawet w chatach, oczekiwane odgłosy rozmów i głośnych śmiechów, zamienione zostały na śmiertelną ciszę. Dostrzegł również, że z żadnego z kominów na szczycie warsztatów nie wydobywa się dym.
Zaprawionego kupca, któremu z pewnością niejeden raz w swoim życiu zdarzyło się przeczesywać mroczne i niedostępne dla innych obszary lasów, zapewne nie było łatwo nastraszyć. Trudno jednak sobie wyobrazić, że nie był on przerażony, przechodząc pośród opuszczonych domostw, zastanawiając się, co stało się z jej mieszkańcami. Kupiec opowiadał, że zbadał również granice wioski, z nadzieją znalezienia śladów, które wskazałyby kierunek marszu mieszkańców. Nawet mimo faktu, że odejście mieszkańców nastąpiło relatywnie niedawno i na tyle pośpiesznie, że zostawili oni pożywienie wciąż gotujące się na ogniu, traper nie mógł znaleźć żadnych śladów opuszczenia osady, bez względu na to, jak starannie ich szukał.
Jaszczurzy kronikarze napisali, że gdy kupiec dotarł z powrotem do większego miasta powiadomił o tym straże, które rozpoczęły nawet dochodzenie aby wyjaśnić co stało się z mieszkańcami wioski. Strażnicy, udając się do wioski napotkali myśliwych, którzy opowiedzieli im, że przez kilku tygodniami widzieli dziwny, jarzący się obiekt przemierzający niebo. Miało to miejsce akurat w okolicach opuszczonej osady. Myśliwi twierdzili, że to ogromne, świecące „coś” wydawało się zmieniać swój kształt, przekształcając się z formy cylindrycznej, do czegoś przypominającego grot strzały. Później dodali, że obiekt ten leciał w kierunku wioski. Gdy strażnicy dotarli na miejsce byli w stanie nie tylko potwierdzić zeznania kupca, lecz dokonali dodatkowych, tajemniczych odkryć na krańcach wioski. Oficerowie prowadzący śledztwo zostali zaalarmowani po odkryciu dużej ilości rozkopanych grobów, w miejscu wyznaczonym do pochówku zmarłych. Każdy grób został otwarty i co gorsza – opróżniony.
Ten zapis z jaszczurzych kronik wzbudził szczególne zainteresowanie magów, bo wiadomo że dla jaszczuroludzi zbezczeszczenie grobu jest czymś nie do pomyślenia. Zapisane w kronice raporty strażników opisują również, że kamienie nagrobne zostały ułożone w dwa, starannie ułożone stosy, co wykluczało dewastację wykonaną przez dzikie zwierzęta. W trakcie tych poszukiwań nie znaleziono żadnych dodatkowych poszlak odnośnie aktualnego miejsca pobytu zaginionych mieszkańców, jednakże jak napisano w kronice, w międzyczasie kolejne, przerażające odkrycie wyszło na jaw. Jakby mało było tajemniczości w tej całej sprawie, strażnicy zaobserwowali dziwne, pulsujące, niebieskawe światła nad horyzontem wioski, które podziwiali aż do jego zniknięcia. Zdecydowanie zaprzeczali, jakoby przyczyną tych świateł była zorza polarna lub światło księżyca odbite w chmurach.
Odcyfrowane jaszczurze zapiski kończą się tym, że ówcześnie tez nie udało się wyjaśnić losów mieszkańców tej osady.
Tak więc odkryte ruiny jaszczurzej wioski ukrywają swą tajemnice od samego początku. Zarówno żyjący przed wiekami jaszczuroludzie jak i dzisiejsi badacze nie potrafią wyjaśnić co się tam stało ani dlaczego.
Jednak znaleźli się tacy, którzy za wszelką cenę chcieli znaleźć wyjaśnienie tej tajemniczej historii, sądząc że przyniesie im to sławę, więc opracowywali najróżniejsze teorie mające wyjaśnić zagadkę ruin. Najbardziej znane są dwie z nich.
Chyba najbardziej popularna jest hipoteza że wioska została opuszczona w wyniku działań wojennych pomiędzy rywalizującymi plemionami jaszczuroludzi. Według niej mieszkańcy zostali wzięci do niewoli, a wszelkie cenne przedmioty z wioski zrabowano. Mimo że nie znaleziono żadnych dowodów na potwierdzenie tej hipotezy, wydaje się ona najbardziej prawdopodobna.


Czyżby wioska została opuszczona w wyniku wojny?

Kolejna z nich zakłada, że mieszkańcy osady zostali porwani przez demony. Stwierdził to na podstawie zanotowanej w jaszczurzej kronice opisów obserwacji cylindrycznego, przypominającego kształtem grot strzały obiektu, przemierzającego niebo w kierunku wioski, oraz na zeznaniach strażników, widzących dziwne, niebieskie światła nocą, nad wioską. Podczas gdy dowody wspierające tę teorię wydają się być niepodważalne, jednocześnie zdają się być intrygujące i zarazem przerażające. Trzeba przyznać, iż założenie, że demony zeszły na ziemię i czmychnęli z całą populacją wioski, wydaje się być wyjęte prosto z sennego koszmaru. Z jednej strony teza ta najlepiej wyjaśnia, dlaczego każda żywa dusza w wiosce zdołała zniknąć bez najmniejszego, jak chociażby odbicia stóp, czy butów w śniegu. Z drugiej strony teoria ta nie wyjaśnia czym żywili się mieszkańcy osady oraz dlaczego nie znaleziono żadnych pozostałości po rzeźbach przez nich wykonywanych.
Druga teoria (dość dziwaczna) zakłada że mieszkańcy wioski byli zaklętymi przez jaszczurzego nekromantę istotami w rodzaju wampirów żywiących się krwią i gdy nekromanta zmarł, rozpierzchli się po okolicy. O ile ten pomysł wyjaśnia brak pastwisk i pól uprawnych wokół wioski, nic nie mówi co mogło się stać z rzeźbami.

[gotowe]
__________________
Pro Fide, Rege et Lege
Honorowy Użytkownik Forum



Wredny barbarzyńca
User, który ma ZAWSZE rację :-)

Ostatnio edytowane przez Smutas : 01-05-17 o 07:12.
RPG
Smutas jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 16-04-17, 14:42   #17
 Ancoron
Ma admina
 
Ancoron awatar
 
Zarejestrowany: styczeń 2016
Posty: 7 459
Domyślnie

Marna - Wioska w hrabstwie Piscoris

Czymże byłyby te wszystkie ogromne miasta bez otaczających je wiosek, zamieszkałych przez prostych ludzi? Otóż niczym. Obecny stopień rozwoju uzależnie bowiem te pierwsze od drugich. Nauka idzie do przodu, ludzkie wzorce zachowań także, lecz gdy do głosu dochodzi głód, wszystko inne przestaje się liczyć. Przecież w wysoce rozwiniętych miejscach nie może śmierdzieć odchodami, musi być zawsze schludnie i czysto, od pokaz dla przyjezdnych, lecz gdzieś wciąż musi trwać zaopatrywanie, by mieszkańcy mogli przetrwać. Idealne do tego celu są wszelakie wioski, znajdujące się często tuż pod murami miasta, lecz cechujące się zgoła odmiennym trybem życia. Można śmiało powiedzieć, iż są one podstawą współczesnego świata, a zbyt nagły pęd ku nauce i ich eliminacja, co dzieje się w niektórych rejonach świata, przyczynić się może do biedy na skalę krajową. Niestety mało kto szanuje chłopów, nazywając ich wieśniakami i traktując jak imbecyli. Taki jest ten los okrutny.


Marna w pełnej krasie

Jedną z takich osad jest Marna, niewielka wioseczka, leżąca na północ od Piscoris, uchodzącego za ostoję kultury i sztuki. Mimo iż znajduje się dość blisko miasta, to nie cieszy się zbytnią popularnością, zważywszy na prosty i osiadły tryb życia mieszkańców, mogący zwyczajnie kojarzyć się ze stagnacją. Mimo to warto wiedzieć o niej choć parę istotnych faktów i spróbować docenić jej sielski charakter, dla niektórych tak przerażający.
Wioska nie jest zbyt okazała, ot kilkanaście drewnianych chat i to wszystko. Co prawda ten fakt rekompensują liczne pola, dodające jej złudne wrażenie wielkości, lecz tak czy inaczej ogromem nie powala. Istotnym faktem może być las graniczący z wioską od zachodu, którego, o dziwo, mieszkańczy nie wycinają w celu powiększania swych włości. Jedynymi działalnościomi tam są polowania i zbieranie grzybów oraz chrustu na opał. Dzięki temu "zielone płuca" bardzo dobrze się trzymają i zapewniają dość epickie wrażenia nowoprzyjezdnym, którzy, zazwyczaj miastowi, nie są zaznajomieni z naturą i nawet tak niewielki las jest w stanie ich zszokować swym ogromem. Drzewa delikatnie szumią, opowiadając wszystko co zdołają ujrzeć przez całe swe życie, wiatr porusza ich liśćmi, a ptactwo w koronach ćwierka radośnie, dzięki czemu zachowany jest wyjątkowo bajeczny klimat.
Sama osada jest zbudowana na planie koła, ze sporym ryneczkiem w centrum i rozchodzącymi się od niego ścieżkami, przy których znajdują się chaty. Targ jest centrum tamtejszego życia, farmerzy oferują swoje towary, wędrowni kupcy prezentują chłopom swój asortyment, a to wszystko w najprzedniejszej sielskiej atmosferze, przy zachowaniu szacunku i pozorów życzliwości. Oczywiście zdarzają się spory, najczęściej wynikłe z targowania, jednakże mało kto traktuje je poważnie. Ważne, że handel kwitnie, a ludzie są zadowoleni, zaś jeśli ktoś ma z tym problem, to zawsze może skierować się do chaty wójta, znajdującej się raczej na uboczu, aczkolwiek wyraźnie widocznej nawet z daleka, a to z uwagi na przepych i fanatyzm jej właściciela do kolekcjonowania wszelakich ozdób, niekoniecznie pasujących do domu. Tymże starszym osady jest niejaki Hargor Murgor, dawniej próbujący bawić się w politykę młodzian, lecz to zadanie najwyraźniej go przerosło i postanowił prowadzić osiadły tryb życia. Co ważne zna się na rachunkach jak mało kto i potrafi zadbać o dobro osady.
Spośród znaczących person warto wymienić radę, w której skład, oprócz wójta, wchodzą znachor Hanek Kohn, wielebny Jenkins i Gorgio, popularnie zwany szefem miejscowej milicji. Cała trójka jest niczym nie wyróżniająca się, ot zwykli chłopi jakich wielu, aczkolwiek pośród wieśniaków mogą uchodzić za erudytów. Duchowny ponoć nawet studiował na uniwersytecie Myrtańskim, lecz porzucił tę fuchę, by oddać się głoszeniu dobrej nowiny i w efekcie osiadł pośród swych wiernych owieczek. Zielarz i miejscowy specjalista od wszystkiego jako najstarszy mieszkaniec posiadł wiedzę niedostępną dla innych, a może po prostu nikogo ona nie interesuje. W każdym razie ludowymi sposobami jest w stanie wyleczyć niemal każde schorzenie.
Inna sytuacja jest z Gorgio, oficjalnie jest to zwykły chłop, lecz archoliańska siatka szpiegowska zna go lepiej jako banitę napadającego przed laty ludzi na traktach, aczkolwiek nic nie można mu udowodnić z uwagi na poszlaki, które są jedynym potwierdzeniem tej tezy. W każdym razie jego wioskowa milicja wygląda raczej na degeneratów, niż przyjemnych, dbających o dobro osady ludzi. W dodatku większa ich część nie pochodzi z osady, ani z żadnej ze znajdujących się w pobliżu farm. Jakby tego było mało nawet w słoneczne dni noszą kaptury. Przypadek?
Straż podczas patrolu

Kontynuując charakterystykę tego miejsca warto wspomnieć o faunie i florze. Natura nie poskąpiła swych wdzięków temu miejscu. Praktycznie wszystko, co wysieją rolnicy, bezproblemowo się przyjmuje, zaś okoliczne polany są wręcz pokryte wszelakimi roślinami, stosowanymi przez znachora w ziołolecznictwie, a niekiedy osiągającymi sporą wartość. Ponoć gdzieniegdzie nawet szczawie królewskie ujrzeć można.
Zwierzęta również są dość pospolitym zjawiskiem. W samej osadzie można spotkać sporo psów i kotów, oraz wszechobecnych szczurów, zaś w dziczy, po lesie, grasują stada wilków, niedźwiedzie krążą w pobliżu barci na polanach, zaś cieniostwory śpią twardym snem w leśnych jaskiniach. Można również spotkać ścierwojady i krwiopijców, zaś niektórzy dodatkowo twierdzą, iż w ziemi grzebią dziki, choć mogą to być zwyczajne świnie z okolicznych farm.
A skoro już o farmach mowa, to tam uwagę przyciągają wszelakie stworzenia hodowlane, zaczynając od bydła, a na kurach kończą. Interes się kręci, a zapotrzebowanie na towary jest dość spore, toteż rolnikom żyje się bardzo dobrze, z uwagi na to, iż to oni dyktują ceny, a miastowi niemal na każde się zgadzają.

Warto również wspomnieć o pochodzeniu tej osady. Jej żywot datuje się na niemal sto lat, a wszystko zapoczątkowane zostało przez niejakiego Goba Dreixa, miastowego głupka, którego jakoś nie ciągnęło do kamiennych murów i ogólnie pojętej cywilizacji, toteż zabierając cały swój dobytek na wóz i biorąc ze sobą dość sporą menażerię, udał się na dobrowolne uchodźctwo, a że zwyczajnie sam nie dawał sobie szans na przetrwanie w dziczy, to zbyt daleko nie dotarł i rozbił obozowisko niemal pod samymi murami, pokazując, że ma w rzyci życie w mieście. Co dziwne jego pokaz zdobył dość spore poparcie, a pośród niektórych uchodził nawet za heroiczne wyjście z szerości i pójście własnym szlakiem, by zaznać prawdziwej wolności. No cóż, w Archolos zawsze było pelno cudaków. Niemniej w szybkim tempie zaczęto go naśladować, wyrażając w ten sposób sprzeciw wobec ogólnie przyjętego standardu życia. Rzecz jasna początki nie były zbyt owocne i przybysze szybko się wykruszali, lecz zadziałał mechanizm Hydry, a mianowicie gdy odetnie się jedną głowę, to na jej miejsce wyrosną dwie kolejne. Z czasem zaczęto dbać o kulturę i sztukę, a gdy buntowników zasilili rzemieślnicy, zaczęto budowę niezależnej osady. Niezależna była mniej więcej do pierwszej zimy, gdy spadł pierwszy śnieg od razu pojawiły się ścisłe stosunki z pobliskim miastem i spora doza włazidupstwa. Stąd się zresztą wzięła nazwa, bowiem szansa na samodzielne przetrwanie była marna, a ktoś uznał, iż zabawnym być może właśnie tak nazwać wieś, by na przekór pokazać, iż cały czas tli się w niej życie. Z drugiej strony sceptycy stwierdzają, iż to nie jest życie. Kał, zwierzęta i dzicz... A jeśli już to jest ono zdecydowanie marne.

Poza oczywistościami warto wspomnieć o nietypowych zwyczajach, tak charakterystycznych dla chłopstwa, a zarazem śmiesznych dla oświeceniowych mieszczan. Nikogo nie dziwią takie święta jak pierwszy dzień wiosny, czy też sianokosy, aczkolwie niektóre mogą wywołać spore zaskoczenie. W przypadku tej wioski istnieje akurat jeden bardzo specyficzny zwyczaj, o nazwie Orczy Lament. Samo wydarzenie jest zdecydowanie propagandowe i bardzo pod publikę, co więcej przentuje rasizm, aczkolwiek uczestnicy bawią się przy nim doskonale, a dokładnie to się liczy.

Orczy Lament

Jest to odzwierciedlenie batalii z czasów wojen z orkami, gdy większa mieszkańcy wkłada na siebie kostiumy orków i z samego rana uchodzi w las, by najlepiej jak potrafią się ukryć. Prezentuje to akcję odwetową wojsk królewskich które szarżując na pozycje wroga zmusiły zielonoskórych do ucieczki w dzicz, a następnie przeczesywały teren, mordując każdego orka, jakiego zdołali znaleźć. W grze chodzi o samo ukrycie się przez przebierańców, tak by nikt ich nie zdołał odnaleźć, zaś pozostali mieszkańcy zakładają długie płaszcze z kapturami i w dłonie chwytają kosy, by udać się na poszukiwania. Symbolizują oni śmierć, która spotkała wtedy orków. Ich zadaniem jest wypatrzeć wszystkich ukrywających się, w ten sposób ostatecznie kończąc zabawę. Czasami trwa to nawet kilka dni, a ten fakt może się wydać nieco odstraszający od udziału, lecz ostatni znaleziony zostaje zwycięzcą i zgarnia sporą sumkę sprezentowaną przez wszystkich mieszkańców.
Zwyczaj ten może się wydać bardzo dziwny, dla niektórych nawet przerażający, lecz nie ma w tym żadnej politycznej zagrywki, a sensem jest po prostu dobra zabawa i uczenie rywalizacji, by osiągnąć swój cel. Przy okazji uczy się najmłodszych jak się ukryć, gdy nadejdzie wojna, by zdołać przeżyć aż do jej końca. Miastowi raczej nie są w stanie tego zrozumieć, ignorując to, że w czasie działań zbrojnych najbardziej cierpią wieśniacy.
Samo święto jest ruchome, a zawody są ogłaszane dzień przed startem przez wójta, by nikt nie był w stanie oszukiwać, na przykład poprzez schowanie sobie jedzenia, czy przygotowanie kryjówki, choć w drugim przypadku niektórzy mimo wszystko to robią, często zawodząc się straszliwie, gdy w ich skrytce potem przesiadują zwierzęta, a w przypadku większych miejsc niekiedy nawet niedźwiedzie.

Ostatnio edytowane przez Ancoron : 16-04-17 o 18:36.
RPG
Ancoron jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 15-05-17, 09:41   #18
Smutas
Berserker
 
Smutas awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2005
Skąd: kraina barbarzyńców
Posty: 13 004
Domyślnie Leśny obóz bandytów w hrabstwie Magath

Leśny obóz bandytów
w hrabstwie Masgath



Szlak handlowy pomiędzy Ukarą a Fortem Masgath jest jednym z najbardziej uczęszczanych na wyspie. Nie dziwi więc, że wszelkiej maści bandyci i rabusie upodobali go sobie do przeprowadzania swych napadów i konfiskat. O ile przez lata były to niewielkie bandy, z którymi doskonale sobie radziły patrole Straży Miejskiej wysyłane z fortu, to ostatnio przestępcy zorganizowali się i nawet założyli w lesie na północ od szlaku własną osadę. Od tego momentu stali się tak uciążliwi dla karawan kupieckich, że Gildia Kupiecka ufundowała wysoką nagrodę za rozwiązanie tego problemu.
Komendant Straży Miejskiej z Fortu Masgath wysłał do lasu swojego najlepszego człowieka, któremu sfingowano oskarżenie o morderstwo i łapówkarstwo. Pod tą przykrywką agent dotarł do obozu bandytów i przy pomocy gołębia pocztowego przysłał swój raport. Niestety potem zamilkł i jego los jest nieznany.

Sam obóz bandytów znajduje się w głębi lasu. Otoczony jest trudnym do przebycia terenem, pełnym bagien, wąwozów, jarów, dzikich ostępów i mateczników groźnych zwierząt. Wcześniej w lasach żyło sporo myśliwych, węglarzy, zbieraczy runa leśnego, zielarzy, bartników i smolarzy, ale bandyci przepędzili ich paląc ich leśne domostwa. Sami zajęli jedną z osad smolarzy i ją doskonale ufortyfikowali. Zbudowana palisada doskonale chroni zarówno przed niechcianymi intruzami jak i przedstawicielami groźnych zwierząt zamieszkujących okoliczne lasy. A trzeba stwierdzić, że trolli, cieniostworów i zębaczy jest w okolicy co niemiara.


Bandyci przepędzili z lasu wszystkich, którzy tam mieszkali, paląc ich skromne domostwa.

Według nadesłanych relacji, obecnie w tym bandyckim obozie przebywa od 30 do 50 bandytów, którzy znajdują tam schronienie i mogą bezpiecznie przeczekać karne ekspedycje sił porządkowych. Życie obozowe jest doskonale zorganizowane. Specjalne grupy bandytów zajmują się polowaniem i dostarczanie zaopatrzenia, są tam też warsztaty zaopatrujące ich w niezbędne przedmioty. Znajdziemy tam zarówno kuźnie, warsztaty rymarskie, garncarskie a nawet laboratorium zielarskie i alchemiczne.


W bandyckim obozie zajęcie znalazło wielu rzemieślników ściganych za popełnione przez siebie przestępstwa.

Dzięki temu wszystkiemu bandycki obóz znakomicie prosperuje i nawet się rozwija, gdyż jego mieszkańcy wciąż go rozbudowują. Do tego rozwijają handel skradzionymi dobrami z paserami i nieuczciwymi kupcami z Masgath i Ukary. Nadesłany raport agenta dokładnie opisuje zaplecze gospodarcze obozu. Znajduję się tutaj dwie kuźnie zaopatrujące bandytów w broń i inne narzędzia. Zakład rymarski wytwarza na ich potrzeby doskonałe lekkie skórzane pancerze. Jest nawet łuczarz, którego łuki i kusze są potem wykorzystywane przy napadach. Dwa zakłady zielarskie i pracownia alchemiczna przygotowują wiele lekarstw i potrzebnych eliksirów. W garbarni oporządza się skóry i futra z upolowanej przez bandytów zwierzyny. Rzeźnia, masarnia i wędzarnia produkują żywność pozwalającą mieszkańcom obozu na nieobawianie się ewentualnej klęski głodu. Na okolicznych łąkach hoduje się też krowy, dzięki czemu działa w obozie mała mleczarnia. Razem z bandytami zamieszkało kilku węglarzy, smolarzy i bartników, których produkty są przez nich wykorzystywane.
Osada prosperuje tak dobrze, że nadwyżki produkcji są sprzedawane zaufanym kupcom. A wszystko to dzięki temu, że kilka lat temu pojawiła się tu bandycka grupa, która w pierwszej kolejności podporządkowała sobie lub wybiła inne bandy, tworząc sprawnie działającą bandycką organizację kierującą się ściśle określonymi zasadami. Powstał nawet lokalny bandycki sąd, gdzie rozstrzygane są lokalne spory. Gdyby nie niecny proceder, jakim zajmują się mieszkańcy obozu, można by powiedzieć, że jest to wzorowo prowadzona niewielka osada.
Na terenie obozu mieści się nawet więzienie gdzie przetrzymywani są porwani na szlaku ludzie, za których ich bliscy maja zapłacić okup. Właśnie to porywanie dla okupu jest największa bolączką Gildii Kupieckiej, gdyż wielu jej członków musiało wykupywać z niewoli swoich krewnych. Bandyci nie żartują i gdy termin zapłacenia okupu upływa, bezlitośnie mordują zatrzymanych. Oskarża się ich już o ponad 20 takich morderstw.


Bandyci bezlitośnie wieszają tych, za których spóźniono się z zapłaceniem okupu.

Lokalne władze już kilkakrotnie próbowały rozwiązać problem bandytów poprzez wysyłanie karnych ekspedycji. Jednak trudny teren, nieznajomość leśnych ścieżek i przejść, jak i sami bandyci ostrzeliwujący z ukrycia ścigające ich oddziały, uniemożliwiły osiągnięcie znaczących sukcesów.
Bandycki obóz istnieje do dzisiaj i przestępcy w nim zamieszkujący maja się dobrze. Obecnie, w celu ustrzeżenia się przed ich napadami, kupcy wędrują szlakiem w silnie bronionych przez wynajętych najemników karawanach. Dzięki temu udało się ograniczyć ilość napadów i utrzymać handel na dotychczasowym poziomie.
__________________
Pro Fide, Rege et Lege
Honorowy Użytkownik Forum



Wredny barbarzyńca
User, który ma ZAWSZE rację :-)

Ostatnio edytowane przez Smutas : 25-08-17 o 21:33.
RPG
Smutas jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 09-07-17, 14:19   #19
 Mika 123
Strażnik Miejski
 
Mika 123 awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2016
Skąd: Khorinis
Posty: 2 064
Domyślnie

Farma rzepy w Hrabstwie Archolos


Powszechnie wiadomym jest, iż każde miasto otrzymuje dostawy żywności z farm, znajdujących się poza jego murami. W Archolos do niedawna nie było jednak jeszcze farmy, na której zajmowano się sadzeniem rzepy, ale po pewnym czasie kilku nowo przybyłych na wyspę rolników postanowiło założyć takie gospodarstwo. Dzięki swemu doświadczeniu nie musieli długo czekać na zbiory i już po paru tygodniach, rozpoczęli transportować owoce swojej pracy do miasta.
Na miejsce założenia gospodarstwa, wybrali pole przy drodze z Archolos do Dusen. Jak na razie zamieszkało tam 19 osób, wśród których jest kilka kobiet oraz 5 Knechtów, ochraniających farmę. Mimo, że hoduje się tam rzepę, można spotkać tam kilka owiec, wykorzystywanych zapewne do pozyskiwania wełny na ubrania.


Pastwisko z owcami.

Niestety, zanim przybyli tu Knechci, bezbronnych chłopów napadali i okradali bandyci, jednak gospodarzowi udało się namówić władzę, do przydzielenia farmie ochrony, dzięki czemu przybyło tam pięciu dobrych wojowników. Po tym wydarzeniu rabusie nie atakowali już gospodarstwa.
Po zażegnaniu problemu z ludźmi wyjętymi spod prawa, Knechci zajmowali się tępieniem polnych bestii, które połasiły się na plony rzepy. Mimo, iż wojownicy dosyć dobrze radzili sobie z mordowaniem szkodników, nie udało im się odnaleźć ich gniada.


Rzepa z tej farmy jest ogólnie ceniona za wyśmienity smak.

Zaraz po tym, jak rzepa trafiła do miasta stołecznego, stała się obiektem wielu pochwał konsumentów, za swój smak i, rzekomo, właściwości lecznicze. Jeden arystokrata z Górnego Miasta narzekał na bolącą nogę, jednak, po spożyciu zupy z rzepy z tej farmy, cierpienia bogacza ustały, a on sam stał się od niej prawie, że uzależniony.
Dostawy do miasta był częste i duże, a rolnicy byli coraz to bogatsi. Zachęceni swoim sukcesem, zaczęli siać zboże, by również chleb oraz mąkę sprzedawać do Archolos.
Ostatnio rolnicy zaczęli sprzedawać owoce swojej ciężkiej pracy również i do Dusen, które tak jak miasto stołeczne miało deficyt rzep.

Ostatnio edytowane przez Mika 123 : 11-07-17 o 20:07.
RPG
Mika 123 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 12-07-17, 09:38   #20
Smutas
Berserker
 
Smutas awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2005
Skąd: kraina barbarzyńców
Posty: 13 004
Domyślnie Ruiny jaszczuroludzkiej świątyni w hrabstwie Ampeldorf

Ruiny jaszczuroludzkiej świątyni
w hrabstwie Ampeldorf



O tym, że pierwszymi mieszkańcami Archolos byli jaszczuroludzie, którzy osiedlili się tutaj przed wieloma wiekami, nie trzeba nikogo przekonywać. Cała wyspa usiana jest ruinami ich starożytnych osad, świątyń i innych budowli. Ludzie i orkowie, którzy potem przybyli na wyspę odnajdywali ślady po wysoko rozwiniętej jaszczuroludzkiej cywilizacji, której upadek do dziś pozostał niewyjaśniony.
Wszelkie pozostałości po budowlach pierwszych mieszkańców Archolos są obecnie wnikliwie badane by rozwiązać tę zagadkę. Jedne z takich ruin, przez niektórych badaczy uważanych za najstarsze z dotychczas odkrytych, znajdziemy gdy udamy się na północ od Ampeldorf, w kierunku gór. U ich podnóża, tam gdzie zaczynają się pierwsze, niewysokie jeszcze pagórki, natrafimy na pozostałości sporego budowlanego kompleksu, który, zdaniem badaczy miał sakralne przeznaczenie i w czasach rozkwitu jaszczuloludzkiej cywilizacji był ogromną kamienną świątynią.
Przed odejściem Bogów z tego świata Magowie Ognia i Wody przez kilka lat prowadzili tam wykopaliska. Ustalili że cały kompleks budowli liczył siedem obiektów. Głowna świątynie, do której prowadziła wykładana kamiennymi płytami droga i po trzy mniejsze budowle po obu stronach tej drogi.


Do dziś niewiele pozostało z pierwotnej zabudowy. Ale to co jest daje nam pojęcie o rozmachu całej budowli.

Z samych budowli niewiele pozostało. Na początku uznano, że budynki musiały się zawalić ze starości, ale szybko zmieniono zdanie, gdyż nie znaleziono żadnego gruzowiska. Było to bardzo dziwne, bo niby co miało się stać ze zwalonymi murami? Sprawa ulegla wyjaśnieniu gdy odkryto pod urwistym brzegiem morza, o dzień drogi od ruin, zatopione usypisko obrobionych głazów. Dość szybko ustalono, że są to szczątki budowli, których resztki znaleziono na pogórzu. Wyglądało to tak, jakby jaszczuroludzie sami rozbierali swoje budowle i ich szczątki zawozili nad brzeg i topili w morzu. Nie ustalono jednak dlaczego nie ukończono tej rozbiórki. Wyglądało to tak, jakby porzucono ten zamysł w połowie prac rozbiórkowych. Była to kolejna tajemnica, którą magowie starali się wyjaśnić.
Oprócz samych wykopalisk magowie sondowali również w magiczny sposób odkryte ruiny. Wyniki tych badań były zadziwiające. Odkryto ślady po rzucaniu bardzo silnych uroków, przypominających zaklęcia wypędzające demony, z tym że wielokrotnie silniejsze. Powstała nawet teoria, że w tym świątynnym kompleksie musiano przywołać z zaświatów silnego demona, którego następnie próbowano wypędzić, a zbezczeszczoną świątynię postanowiono rozebrać i zatopić jej szczątki. Jednak ta teoria nie wyjaśniała wszystkiego i wielu magów uznawało ją tylko za teoretyczne gdybania.
Równie ciekawe i niepokojące były inne efekty magicznego sondowania. W kilku miejscach odkryto istniejące pod ziemią potężne magiczne bariery nie pozwalające na wysondowanie co też się za nimi znajduje. Magowie postanowili odkryć prowadzące w głąb ziemi korytarze, by naocznie sprawdzić co też się za tymi magicznymi barierami ukrywa. Jednak mimo odnalezienia kilku wejść do podziemi sprawa nie była taka prosta. Okazało się że prowadzące w głąb korytarza zostały na długich odcinkach zabudowane dopasowanymi do siebie kamieniami, tak jakby ówcześni jaszczuroludzie nie chcieli by ktokolwiek i kiedykolwiek dostał się do pomieszczeń, do których prowadziły. Magowie wydobyli kamienną zabudowę z kilkudziesięciu metrów korytarza, lecz nie zdążyli kończyć swojej pracy przed momentem odejścia Bogów. A gdy bogowie odeszli i wraz z nimi zniknęła magia, zakony magów rozpadły się i w panującym wtedy chaosie nikogo już nie interesowało dalsze badanie ruin.


Najlepiej zachowały się szczątki głównej świątyni.

Od tamtej pory po wyspie zaczęły się rozchodzić najdziwniejsze plotki na temat tych ruin. A to opowiadano, że są one przeklęte i mieszka tam potężny demon, podobny do Śniącego z Górniczej Doliny. Inni przysięgali, ze nocami można tam zobaczyć dziwne światła i nieumarłych. Kolejni opowiadali o wielkich skarbach jakie jaszczuroludzie przed wiekami ukryli w ziemi.
Najbardziej wyobraźnie rozpalała wiadomość że budowniczowie tego kompleksu sami potem chcieli go rozebrać a gruzy utopić w morzu. Dla wielu to właśnie było dowodem, że ruiny muszą coś ukrywać. I to coś bardzo cennego, skoro podjęto tak wielki wysiłek aby spróbować je ukryć rozbierając wszystkie budowle.
Pojawiło się tam wielu śmiałków i poszukiwaczy skarbów, którzy uwierzyli w plotki i chcieli spróbować szczęścia w poszukiwaniach. Jednak jak dotąd nikt tego nie dokonał. Ponieważ jednak w tym rejonie zaginęło trochę tych poszukiwaczy, pojawiły się plotki, jakoby musieli cos odkryć, tylko że zabiły ich pozostawione przez jaszczuroludzi czary i uroki. Opowieści te tylko podsyciły zainteresowanie tymi ruinami.



Fragment kamiennej drogi prowadzącej do głównej świątyni, po bokach której stały pozostałe budowle.

Ostatnio, porządkując archiwa Biblioteki w Archolos, odkryto wśród szpargałów kilka raportów, jakie magowie składali w trakcie prowadzenia wykopalisk. Według tych zapisków najprawdopodobniej ten kompleks świątynny był poświęcony jednemu z jaszczuroludzkich bogów tak groźnemu, że nawet sami jego wyznawcy nigdzie nie zapisali jego imienia, aby niechcący go nie przywołać. Magom udało się odczytać niektóre z wykutych na pozostałościach ścian napisy. Sugerowały one że w jaszczuroludzie próbowali tu wyhodować rasę niezwyciężonych wojowników, którzy mieli posiadać wręcz demoniczne umiejętności. Poświęcali tu swemu bogowi ofiary: ochotników – kapłanów jaszczuroludzi, którzy dzięki otrzymanej łasce ich boga mieli zamieniać się w jego obrońców – wojowników.
Badający ruiny magowie uznali, że najprawdopodobniej jaszczuroludziom udało się osiągnąć zamierzony cel, lecz pozyskani dzięki mrocznej magii wojownicy byli tak potworni, ze sami przestraszyli się tego co osiągnęli i postanowili zaprzestać dalszych eksperymentów i zniszczyć świątynie tak, aby nawet ślad z niej nie pozostał.
To że nie dokończyli rozbiórki, badający ruiny magowie tłumaczyli tym, że najprawdopodobniej pracujący przy tym jaszczuroludzie zostali wymordowani przez wyhodowanych przez siebie wojowników, którzy chronili miejsce kultu boga, któremu byli poświęceni. Jednak była to tylko teoria, na która nie zdążono przed odejściem bogów z naszego świata znaleźć wystarczających dowodów.
Jednak od razu pojawiły się też opinie, że odkryte raporty magów są fałszywe i ktoś je podrobił aby podsycać wyobraźnię innych niesamowitą historią. Nawet wskazuje się jako fałszerzy tych, którzy nieźle zarabiają na poszukiwaczach skarbów sprzedając im wyposażenie czy różne, nic nie warte amulety ochronne.
Obecnie nie prowadzi się żadnych naukowych badań tych ruin. Nikt nie jest zainteresowany wyjaśnieniem co tam tak naprawdę się wydarzyło.
Można tylko nadmienić, że nikt z badaczy tych ruin nie pofatygował się aby porozmawiać z okolicznymi pasterzami owiec. Mogli by oni wtedy powiezieć, że nie pozwalają swoim owcom zbliżać się do ruin, bo wystaczy że przebywają tam tylko kilka godzin a od razu połowa z nich zdycha, a druga zachowuje się jakby były wściekłe. I żaden z pasterzy nie wie dlaczego tak się dzieje. Uważają ten teren za przeklęty.
__________________
Pro Fide, Rege et Lege
Honorowy Użytkownik Forum



Wredny barbarzyńca
User, który ma ZAWSZE rację :-)

Ostatnio edytowane przez Smutas : 31-08-17 o 18:03.
RPG
Smutas jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 07-09-17, 20:42   #21
Smutas
Berserker
 
Smutas awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2005
Skąd: kraina barbarzyńców
Posty: 13 004
Domyślnie Kopalnia rubinów w hrabstwie Cavea


Kopalnia rubinów w hrabstwie Cavea

Historia rubinów jest niemal tak stara jak cywilizacja. Od wieków rubin symbolizuje największe z bogactw – miłość. Starożytne legendy głoszą, że rubin sprzyja szczęściu i wielkiej fortunie, chroni zdrowie i obdarza miłością. Astrologowie zaś uważali, że noszenie tego kamienia przez kobiety zamężne i żonatych mężczyzn zapewnia im trwałość uczuć i wierność.
Przez swoją barwę – rubin – kojarzony jest z krwią i życiem, wzmacnia serce i przywraca siły, jest symbolem miłości. Noszony jako amulet (chroni przed złem) lub talizman (przynosi szczęście), w szczególny sposób chroni właściciela. Aby wzmocnić jego moc oprawia się rubiny w złoto i nosi jak najbliżej skóry, tak aby jej dotykał.
Wierzono również, że rubin jest kamieniem przyjaźni i posiada moc przepowiadania losu -jeżeli kamień ciemnieje. należy spodziewać się odmiany losu. Rubinów zdecydowanie nie należy pożyczać innym – „bo źle czyni ten, kto zrzeka się przyjaciela”. Wielkim miłośnikiem rubinów był Rhobar I. Mawiał on, że „rubin uzdrawia serce i mózg, dodaje siły i pamięci człowiekowi”. Jego miłość do tych kamieni do dziś widoczna jest w kosztownościach pozostałych po nim. Można je oglądać w królewskim skarbcu w Vengardzie.

Wejście do kopalni rubinów Gildii Jubilerów


O tym że w górach w okolicach Cavei można znaleźć rubiny wiadomo było już od bardzo dawna. Wielu poszukiwaczy tych szlachetnych kamieni wędrowało po górach w poszukiwaniu najbogatszych złóż. Spora część z nich zginęła pożarta przez dzikie zwierzęta.
Bogate złoża rubinów udało się odkryć dopiero kilkanaście lat temu, gdy po zbadaniu jednej z gór położonej na północny wchód od stolicy hrabstwa, okazało się że jest ona jednym wielkim rubinowym złożem.


Wybuchła wtedy prawdziwa „rubinowa gorączka” i setki ludzi rządnych zysku udało się tam by wykopywać te klejnoty. Jednak efektem tej gorączki był tylko wzrost przestępczości. Momentalnie powstały bandy rabujące z urobku górników, pobierające haracz, rabujące okoliczną ludność i, co najgorsze, nie płacące należnych podatków.
Ludzie za wszelką cenę chcieli zdobyć te klejnoty. Namiętność do rubinów jest ogromna i choć niektórzy podziwiają ich piękny blask, to jednak większość ludzi wierzy, że posiadają one ową moc, która chroni i sprawia, że stanął szczęśliwsi czy bogatsi, a ich życie staje się barwniejsze. Szczególnie upodobały go sobie kobiety bo ich piękna barwa, nieodłącznie kojarzona z miłością, budziła podziw, a fakt, że czyste kamienie zdarzają się niezwykle rzadko, pogłębiały tylko chęć ich posiadania. Dlatego też niejedna białogłowa udawała się w góry, by kupcząc własnym ciałem zdobyć upragniony rubin.

Rozwiązanie tej kompromitującej lokalne władze sytuacji wymyśliła jubilerska gildia kupiecka. Opłaciła odpowiednie koncesje i najęła małą armię najemników, która przepędziła z terenów złóż wszystkich górników i bandytów.
Po oczyszczeniu terenu z niepożądanych osób gildia otworzyła własną kopalnię, gdzie zatrudnia na kontrakcie tych, którzy wcześniej szukali tam szczęścia na własną rękę. Od tego czasu wydobycie rubinów znacznie wzrosło, a przestępczość obniżyła się do prawie bezpiecznego poziomu.
Pilnujące terenu kopalni i obszaru wokół niego grupy najemników oprócz pilnowania porządku zajmują się również przepędzaniem nielegalnie kopiących w tak zwanych „dzikich szybach”.


Chciwi ludzie kopią nielegalne szyby, by dobrać się do rubinów.

Miesięcznie zasypuje się od trzech do pięciu takich nielegalnych kopalni. Schwytani w nich górnicy zostają za karę zmuszeni do odpracowania swojego czynu w kopalni gildii (pracują przez rok bez zapłaty).
Obecnie w kopalni pracuje prawie czterystu górników oraz trzysta osób obsługujących ich pracę. Połowa zysków z kopalni trafia do gildii jubilerów a połowa do kasy miejskiej Cavei.

Archoliańskie rubiny znane są na całym świecie z powodu swej wielkości i czystości. Nigdzie indziej nie znajdowane tak piękne okazy jak tutaj. Do chwili obecnej na 10 największych rubinów jakie są znane aż osiem wykopano na Archolos.


W kopalni gildii jubilerów można znaleźć największe rubiny na świecie.

Na początku dużym kłopotem dla zarządu kopalni było wykradanie znalezionych kamieni przez górników. Przemycający potrafili ukrywać je w najróżniejszych zakamarkach swego ciała, byle tylko wynieść rubin z kopalni i sprzedać go któremuś z paserów.
Rozwiązaniem tego problemu okazało się ogłoszenie, że denuncjator takiego złodzieja otrzyma nagrodę w wysokości wartości odzyskanych dzięki donosowi kamieni. Sam złodziej tracił prawą dłoń i był wypędzany w dzikie góry, gdzie średnia życia takiego kaleki wynosi około trzech dni. Dzięki temu problem kradzieży stał się marginalny.

Sama Cavea dzięki kopalni zyskała najwięcej. Oprócz zysków z kopalni swoje warsztaty otworzyło tam wielu szlifierzy kamieni, którzy na miejscu zmieniają znalezione rubiny w przepiękne klejnoty.


W Cavei są szlifowane najpiękniejsze okazy rubinów.

Istnieje tam nawet giełda rubinów, na którą zjeżdżają się kupcy z całego świata. Od momentu otworzenia kopalni ilość mieszkańców Cavei wzrosła czterokrotnie.

Górnicy pracujący w kopalni mają nawet legendę o magicznym rubinie, który leże gdzieś głęboko pod skałami i ten kto go znajdzie zostanie najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.
Cytat:
Jak głosi opowieść, dawno temu młody górnik zakochał się w pięknej dziewczynie. Spotykali się po kryjomu, nieśmiało wymieniali pocałunki i uśmiechy, aż pewnego dnia dziewczyna zwróciła się do zakochanego chłopaka:
- Jeśli chcesz mnie za żonę, przynieś mi wielki rubin, który będzie miał magiczne właściwości.
- Zaczarowany kamień? Nikt nie ośmielił się szukać tego klejnotu, pewnie strzegą go demony! Taki magiczny rubin nazywają Sercem Gór. - powiedział zaskoczony młodzieniec.
Ale jego ukochana tylko się uśmiechnęła i odeszła, zostawiając go samego.

Cóż było robić. Chłopak zebrał w sobie całą odwagę i ruszył na poszukiwania. Wspinał się na skały, które pokaleczyły mu ręce i spadł w dół. Jednak jego miłość była tak wielka, że postanowił za wszelką cenę znaleźć magiczny rubin. Parł do przodu, spadał i znów się wspinał. Nie zważając na rozdzierający ból pokaleczonego ciała, w końcu dotarł na pewien szczyt.

Zaniemówił, gdy zobaczył magiczny kamień, a w nim tętniące, nasycone czerwienią serce gór. Sięgnął po kamień i zawahał się. Przecież nie może zabrać górom ich serca. Ale po chwili przypomniał sobie warunek swojej ukochanej. Pociągnął za rubin, ale ten ani drgnął. Zaparł się więc i szarpnął z całej siły, a piękny, drogocenny kamień znalazł się w jego dłoniach. Serce górnika podskoczyło z radości.

W tym samym momencie z błękitnego, bezchmurnego nieba strzelił piorun. Rubin wypadł chłopakowi z dłoni i potoczył się dół wpadając w głęboką skalną szczelinę. Zaś zuchwały górnik został strącony ze szczytu i słuch o nim zaginął. Taka była kara za odebranie górom ich serca.
__________________
Pro Fide, Rege et Lege
Honorowy Użytkownik Forum



Wredny barbarzyńca
User, który ma ZAWSZE rację :-)

Ostatnio edytowane przez Smutas : 01-11-17 o 16:27.
RPG
Smutas jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 09-06-18, 13:50   #22
 Ancoron
Ma admina
 
Ancoron awatar
 
Zarejestrowany: styczeń 2016
Posty: 7 459
Domyślnie

Kompleks leśny w hrabstwie Dusen

Daleko w leśnych gęstwinach od wielu lat niepodzielnie królują bestie. Ludzie o tym wiedzą, stąd najczęściej występujące u tego gatunku zaszczucie, gdy wkraczają między drzewa. Dka niektórych jest zupełnie nieprawdopodobne, by w takim miejscu spędzić noc. Wywołane jest to racjonalnym przekonaniem, iż takich miejsc cywilizacja nie dosięga, a istoty rozumne nie znaczą więcej, niż najmniejsze możliwe żyjątko. Brak pewności bycia panami sytuacji to dla nich straszny cios, który zawsze pozostanie zadrą w sercach. Stąd właśnie nieustanna ekspansja i próby karczowania lasów, ujarzmienia dziczy, które, choć będące praktycznie bezsensownymi, to z roku na rok zmniejszające liczbę zieleni. Zaprawdę to gorsze, niźli walka z wiatrakami, bowiem eliminując florę, cywilizacja niszczy przy tym źródło tlenu. Ludzie są rakiem dla planety, paskudnym wirusem, który atakuje nosiciela z werwą i zapałem, nie zdając sobie przy tym sprawy, iż w końcu zniszczy tym samym samego siebie. A planeta czeka i choć wiele wybacza, to za którymś razem oczyści samą siebie z tego czyraka cywilizacji, który pozwala sobie na zbyt wiele. A wtedy znowu zieleń spowije glob i wszystko potoczy właściwym biegiem rzeczy. Pierwotnie brutalne rozwiązanie, które można uważać za klasyczny ksenocyd, lecz kiedyś może być jedynym wyjściem, by ocalić florę. Zresztą ludzie sami za to odpowiadają, doprowadzając do tego, więc jedynymi, których mogą pociągać do winy, są oni sami.
Czasy nie są zbyt przyjazne dla nas wszystkich, dla całych cywilizacji i każdego z osobna, dlatego priorytetem winno być dbanie o to, by za każde ścięte drzewo zasadzono dwa kolejne. Pocieszające jest to, iż najczęściej ta zasada jest pilnowana przez leśników kontrolujących poszczególne rejony wszelakich kniei, dzięki czemu wciąż istnieje nadzieja na poprawę stanu lasów. A przecież nie chodzi wyłącznie o drzewa, bowiem są one schronieniem dla wielu gatunków zwierząt i zapewniają im przetrwanie. Flora niekiedy również jest solidnie urozmaicona i zdatna do zapewnienia przetrwania odludkom, którzy wybierają żywot na łonie natury. Prawda jest taka, iż lasy są w stanie zapewnić człowiekowi wszystko, co potrzebne do życia. Szkoda tylko, że tak niewielu to docenia.

Kompleks w hrabstwie Dusen z pozoru niczym nie wyróżnia się od innych takich miejsc, ot, głusza wciąż nadgryzana przez cywilizację, ale stawiająca opór za pomocą rozwoju flory. Miejsce to cechuje ogromna cisza i spokój - po wkroczeniu między drzewa słychać jedynie ich szum i okazjonalne ćwierkanie ptaka. Budzi to w ludziach podejrzenia zaszczucia i stawia w dosyć niekomfortowej sytuacji, przez co nawet najbardziej uparci grzybiarze wolą zbyt długo nie prowadzić poszukiwań, coby nie wywołać czegoś, czego sami nazwać nie potrafią i ogółem nie wiedzą co mają na myśli. Prawda jest taka, iż niekiedy można podświadomie wyczuć, że w plecy ktoś, a raczej coś, z zapałem się wpatruje, szykując do ataku. Pewnikiem by uznano to za zwyczajną paranoję, gdyby średnio raz w miesiącu nie następowały przypadki zaginięć bez jakiegokolwiek śladu, a poszukiwania, nawet kilkudniowe, nie naprowadzały na jakikolwiek trop mający pomóc w wyjaśnieniu tej absencji person. Najbardziej prawdopodobną możliwością jest, iż osoby te zwyczajnie postanowiły porzucić obecne życie, swe rodziny i uciec z wyspy, a żeby nikt ich nie szukał, to sfingowały swoje zaginięcie. Metoda nad wyraz podła, lecz przy tym diabelnie skuteczna zważywszy na to jak bardzo społeczeństwo jest przesądne i jak niewiele potrzeba, by doprowadzić ludzi do bezsensownych domysłów. Ewentualnie poszukiwani przez prawo przestępcy również stosowali ten wybieg, korzystając z tego, iż penetrowano krzewy, by ich odnaleźć i zaszywając się gdzieś. Jak wiadomo archolańczycy to cwany naród, a fama o tajemniczych zniknięciach rośnie.
Warto wspomnieć o faunie w tym rejonie, bowiem jest ona wyjątkowo rozmaita i zmienna niemalże wraz z każdym kolejnym krokiem wgłąb głuszy. Na obrzeżach panuje względna cisza, jedynie pełno żuków po mchu wędruje, gdzieniegdzie w pniach dzięcioły dłubią, a nierozważne zające wychylają głowy ze swoich norek. Sielsko i przyjemnie, zwłaszcza, iż spomiędzy gałęzi prześwitują słoneczne promienie, nadając wszystkiemu baśniowy wygląd. Zanurzając się bardziej w królestwo zwierząt i zagłębiając w mroczniejsze rejony należy uważać na pajęczyny rozwieszone między drzewami. Zdarza się, by żyły tak pająki nawet wielkości orkowej pięści. Pomiędzy drzewami przebiegają lisy, zaś borsuki spokojnie wylegują na chłodzie. Gdzieniegdzie przyuważyć można ryjące w ziemi dziki, zaś po gałęziach przemieszczają się wiewiórki. Kolejny fragment lasu jest już zdecydowanie bardziej dziki, bowiem spotkać można watahy wilków polujące z upodobaniem na jelenie, jak i bardziej nieprzyjemne zagrożenia w postaci niedźwiedzi łapiących ryby w potokach, tudzież czających na pszczele ule. Te tereny mimo wszystko uważane są za w miarę przyjazne ludziom, gorzej jest w samym sercu kompleksu leśnego, gdzie w chłodzie i w cieniu, w samotnych jaskiniach wylegują się cieniostwory, nocami wychodząc na żer i ściągając do swych leż stworzenia, których do tej pory nie zdołano nazwać. Rozpruwacze grasują pomiędzy pniami, ocierając o nie z błogością i lubieźnie chrumkając na widok nadchodzącego pożywienia. Niektórzy myśliwi zarzekają się, iż widzieli tam nawet czarnego trolla na sporej polanie, otoczonej połamanymi drzewami, lecz czy warto w to wierzyć? Potwierdzone za to są stadka zębaczy tropiące zwierzynę płową jak i mniejsze drapieżniki. Zdarza się, by przewodziły nimi potwory, zdobywając zwierzchnictwo za pomocą swej siły i masy oraz basowym rykiem oznajmiając swą obecność.
Równie różnorodna jest tam flora, zdolna niekiedy nawet zaszokować najbardziej doświadczonych zielarzy, a to dzięki zróżnicowaniu terenu. Zdarza się, by na jakichś zawyżeniach terenu kiełkowały rośliny typowo górskie, gdy tuż obok na polanach kwitną kwiaty. W każdym razie jest to raj dla każdych zbieraczy, bowiem w krótkim czasie można zdobyć sporo ingrediencji potrzebnych do uwarzenia nawet silnych mikstur. Co bardziej umiejętni potrafią doszukać się nawet szczawiu królewskiego rosnącego w kępkach pod korzeniami drzew, a niekiedy również smoczych korzeni wrastających w pnie. Dragroty są tam na porządku dziennym, oczywiście w bardziej suchych terenach, tam gdzie nawet podczas burzy ciężko, by krople wody przebiły się przez zbitą warstwę gałęzi okrywających teren. Pośród krzewów jagodowych zaś można dojrzeć pojedyńcze egzemplarze gobliniego podgatunku, tak cenionego przez twórców wywarów. Roślin leczniczych zaś jest dosłownie na pęczki i można po prostu rwać i rwać.
Grzybiarze również nie doznają w tych stronach zawodu, w krótkim czasie zbierając pełne koszyczki piekielników czy ciemnych grzybów. Mięsa kopacza jak i insze twory również wiodą tam cudowne życie, zapełniając później spiżarnie tych, którzy odważyli się zanurzyć między drzewa w celu ich zdobycia. Wystarczająca nagroda za ich dzielność.

Las nocą napędza zaś życia świetlików i wszelakich nocnych stworzeń. Wygląda iście baśniowo i zwyczajnie pięknie, potrafi zauroczyć i przyciągnąć wzrok, a także zaimponować co wrażliwszym osobom. Bardziej przerażające jest to, iż świetliki lubują się w różnych szczelinach, skąd wydobywający się ich blask może wydawać się dosyć przerażający, zwłaszcza późną porą i z dobrą wyobraźnią nadając drzewom demoniczny wygląd, który to niekiedy może okazać się zgubny - gdy ktoś ucieknie z wrzaskiem, myśląc, że czart jakowyś go ściga, to się zabić, bądź połamać może.


Co gorsza wtedy też na nieostrożnych wędrowców czychają błędne ogniki, kręcąc się na granicy zasięgu wzroku, niczym blask pochodni w oddali i wyciągając, wyciągając nierozważnych głupców prosto w ramiona śmierci. Czesto potrafią nakierować na kilkumetrowe urwiska, gdzie spadająca osoba połamie sobie nogi, co uniemożliwi jej żwawą ucieczkę oraz zaowocuje staniem łatwą ofiarą dla wilków, które ruszą na polowanie skoro świt. Zdarza się również by paskudniki te sprowadzały prosto do leż jakichś bestii, najwyraźniej czerpiąc przyjemność z takiego doprowadzenia do zagłady.
Jak więc widać las obfituje w prawdziwe zagrożenia, które powinny spędzać sen z powiek tym, którzy mają odwagę wkraczać do środka i właśnie te zagrożenia zapewne mogą odpowiadać za zniknięcia, jednakże zabobonni mieszkańcy upatrują w tym wszystkim czegoś więcej, czegoś nadprzyrodzonego, argumentując to legendą o Stalowej Dziewicy...
Działo się to kilkadziesiąt lat temu, gdy Archolos podnosiło się z klęczek po kolejnej wojnie domowej, na długo przed określeniem wyspy jako guberni. Żyła wtedy cud urody dziewica, której największą przyjemność sprawiało spędzanie czasu w lesie, na łonie natury i współżycie ze zwierzętami. Jedni nazywali ją Śnieżką, która straciła dom przez złą macochę i tylko to jej pozostało. Inni zaś śmiało twierdzili, iż uciekła w ten sposób od zamążpójścia, gdy ojciec chciał ją wydać za męża, którego nie pragnęło jej serce. Rzeczywistość jednakże zawsze skrzeczy. Miała zaledwie z dziesięć lat, gdy trafiła do lasu i nie jest to tak bajkowa opowieść. Żyła szczęśliwa na farmie, z rodzicami i młodszym, pięcioletnim braciszkiem, dniami pomagając przy zwierzętach, bowiem bardzo ją lubiły, a nocami śniąc o spotkaniu księcia z bajki, który ją zabierze na zamek i poślubi. Niestety zły los ją spotkał, tak jak wielu innych, a miast księcia z bajki natrafiła na dwóch bandytów. Ojca zaszlachtowali na podwórzu, czerpiąc przyjemność z jego cierpienia. Matkę cięli w progu, gdy ta krzyczała do córki, by zabrała brata i uciekała. Była małym dzieckiem i nie wiedziała o co chodzi, ale rozumiała, że przybyli źli ludzie. Zabrała braciszka i wyskoczyła przez okno, prosto pod nogi jednego z oprawców. Brat płakał, ją sparaliżowało. Najwyraźniej krzyki nie spodobały się banicie, bowiem potraktował dziecko buławą rozbijając mu czaszkę i skąpując dziewczynę w jego krwi. A potem ją brali, zmieniając się, tuż obok zwłok jej matki. Patrzyła na to szklistym wzrokiem, poddając apatii. Pewnie myślicie, że sprytnie wywiodła banitów w pole i zemściła za rodzinę. Gówno prawda. Trwało to kilka dni, pod koniec już nawet nic nie czuła, gdy na miejsce przybył upragniony rycerz z bajki, by ją ocalić. Niestety szef szajki, który pokłócił się ze wspólnikami i zarżnął na oczach małej, po czym posłał jej uśmiech, a następnie bez wyrzutów sumienia podpalił dom ze zwłokami i nią w środku. Chyba bogowie nad nią czuwali, bowiem wydostała się z płomieni bez najmniejszego poparzenia i ruszyła boso w kierunku miasta. Napotkała kupca i poprosiła go o pomoc. Jedynym co otrzymała był kolejny gwałt i porzucenie w rowie. Wtedy porzuciła dzieciństwo i dorosła psychicznie, rozumiejąc, iż ludzie nie mogą jej pomóc, a jedynie bardziej krzywdzą. Uciekła do lasu, żyjąc ze zwierzętami, które ją zaadoptowały, sprawowały nad nią opiekę. Spała wtulona w cieniostwora, który zapewniał jej ciepło. Jadła orzechy i jagody przyniesione przez wiewiórki. Piła ze źródeł wraz z niedźwiedziami, aż dorosła i się usamodzielniła.


Wtedy rozpoczęła wojnę, chcąc zadośćuczynienia za to, co ją spotkało i wspólnie z cieniostworem, który stał się jej prawdziwym przyjacielem, jak i innymi bestiami, bestialsko mordowała każdego mężczyzne, kobietę i dziecko, którzy wkroczyli do lasu. Była przepełniona gniewem. Trwało to jakiś rok, zdążyła zastraszyć wieśniaków i wyeliminować nawet kilka grup najemników, którzy ruszyli do na nią. Wtedy popełniła błąd i się zakochała. W chłopcu, który ją zdradził. I tak jej zwierzątka zostały odstrzelone, zwabione w zasadzkę, a ona sama dorwana przez straż. Pluła i warczała na nich cały czas, nawet, gdy na skraju lasu przygotowano stos i przywiązano ją do niego. A gdy płomienie sięgnęły jej ciała zawyła jak wilk. Ponoć wyła długo, nie chciała umrzeć, lecz w końcu szczezła.
Ponoć wciąż ją można spotkać w głębii lasu, jej ducha, upiora łaknącego krwi i zdaniem prostych ludzi, którzy nazwali ją Stalową Dziewicą, bo była twarda jak stal i zgubił ją mężczyzna, to ona odpowiada za zaginięcia, prowadząc ciągle swą krucjatę.

Czy warto wierzyć w takie bajeczki? Z pewnością nie. Las został niejeden raz przeczesany podczas corocznych wielkich polowań na zwierzynę, zawodów, gdzie każdy mąż może udowodnić swą męskość stając królem polowań. Zawody organizowane są przez leśniczego dbającego o las, gdy zauważa, iż jakiś gatunek zbytnio się rozplenił, wtedy ogłasza na niego polowanie, a ten, kto zabije najwięcej sztuk jest uznawany niekwestionowanym zwycięzcą.


Polowania te są świetnym sposobem na zabicie czasu i nie tylko czasu oraz zwyczajną imprezą towarzyską. Obywatele obstawiają swoich faworytów, a zakłady szulerskie i lichwiarskie zarabiają krocie. Sami myśliwi mają cudowną okazję, by zabłysnąć. Ba, zdarza się nawet, by wielcy państwo stawali w szranki, zazwyczaj z podwładnymi wynajmowanymi za godziwą zapłatę oraz hartami myśliwskimi wystawiającymi zwierzynę. Zaprawdę są to iście królewskie igrzyska.
Niestety czasami zdarza się również, by ktoś przypadkowo, jak i celowo został zastrzelony z łuku podczas trwania łowów, jednakże to mała cena za wspaniałe widowisko.
RPG
Ancoron jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Odpowiedz


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni post / autor
Archolos Kassler Biblioteka Archolos 5 31-07-15 19:05
Brama Archolos Dark Przedmieścia 0 15-02-14 00:47


Powered by vBulletin® Version 3.6.7
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.