Wróć   Forum Gothic - ArcaniA: Gothic 4 > Inne > Art & Story Forum > WIP
Przeładuj stronę Krew Nekromanty

Zamknięty Temat
Narzędzia wątku Wygląd
Nieprzeczytane 24-09-04, 18:14   #1
Fein
 
 
Fein awatar
 
Zarejestrowany: lipiec 2004
Skąd: /etc/shadow
Posty: 330
Wyślij wiadomość przez ICQ do Fein Wyślij wiadomość przez AIM do Fein Wyślij wiadomość przez Yahoo do Fein
Red face Krew Nekromanty

To mój pierwszy fick, więc nie bądźcie zbyt surowi. Jeśli się nie spodoba, trudno ,nie będę pisać dalej :cry: Natomiast jeśli przyjmiecie go dobrze, pojawią się nowe rozdziały.

(wyjątki z dziennika Nossinusa, zwanego dawniej bezimiennym)

Wreszcie dobiliśmy do brzegu. Dopiero teraz zauważyłem, jak dużo osób tam się zgromadziło. Co dziwne, byli tam zarówno chłopaki Lee, jak i ludzie w służbie u króla. Jedno jest pewne, wszyscy, bez wyjątku, byli szczęśliwi. (...) Po tym uroczystym (i niemożliwie oficjalnym) powitaniu, w którym uczestniczyli Hagen, Pyrokar i Onar pozwolono mi i załodze wreszcie wypocząć w porządnej gospodzie i wypytać o wydarzenia, jakie miały miejsca w Khorinis podczas naszej nieobecności.
-Od kiedy odpłyneliście statkiem, przez kilka dni...
-Dni?! - przerwałem Pyrokarowi. - przecież dramat na wyspie trwał zaledwie...
-Nie przerywaj mi! W miejscach tak pełnych boskiej mocy, jak Dwór Irdorath, czas płynie inaczej niż w świecie ludzi. A więc jak wcześniej mówiłem, gdy odpłyneliście, stało się najgorsze. Orkowie przewrócili palisadę i ruszyli na Górniczą Dolinę. W zamku nie było walki, to była rzeź. Nie znaleziono nikogo żywego. W tym czasie, na terenach wokół miasta pojawiła się istna armia poszukiwaczy. Razem z niż przybyły setki cieniostworów, czarnych wilków, nieumarłych i innych potworów z Othłani Beliara rodem.
Próbowałem mu przerwać, ale nie dał mi dojść do głosu.
-Podejrzewamy, że to były właśnie te armie ciemności, które przybyły wraz z smokami. Niestety śmierć ich przerażających przywódców nie pozwoliła im ujawnić się, kiedy tylko znikła Aura Wybrańca (czyt. mnie). Wtedy rozpoczęła się walka, a raczej rozpaczliwa obrona. Wszędzie przegrywaliśmy, a niedobitki schroniły się w mieście, na farmie, w klasztorze oraz w latarni morskiej. Z przykrością muszę stwierdzić, że nasz drogi brat, Serpantes, poległ bohatersko broniąc mostu do klasztoru. Zabił wielu nieprzyjaciół, ale sam nie był wstanie pokonać piekelnej magii poszukiwaczy, oraz niesamowitej siły mrocznech bestii. Po kilku dniach, zaczeliśmy się zastanawiać nad próbą ucieczki. Wtedy dotarł do nas przerażający ryk, który był jednak pełen bólu. Był to prawdopodobnie ostatni okrzyk pokonanego przez ciebie wysłannika Beliara. Po chwili bestie przestały być wierne czarnym magom i ich zaatakowały, orkowie zaczęli się bić między sobą, innymi słowy nasi przeciwnicy sami siebie wykończyli, a niedobitki gdzieś się schowały bądź uciekły.
Przerwał na chwilę, aby się napić wody i kontynuował.
-Tak więc szczęśliwy koniec. Nieprzyjaciel pokonany, orkowie wybici, czekamy teraz tylko na wieści z kontynentu.
-Co?! Nie utrzymujecie kontaktu z królem?
-Łączność między wyspą, a stolicą została przerwana z chwilą upadku bariery. Król przysłał tylko paladynów po rudę, później pojawiło się kilku barbarzyńców, którzy zaczęli polować na smoki, i na tym koniec.(...)
* * *
Cztery dni po pokonaniu ostatniego smoka. Gorn na moje życzenie przeniósł złoto ze statku do małej i dobrze ukrytej jaskini niedaleko opuszczonej wieży Xardasa. Dałem mu w nagrodę worek pełen drogich kamieni. Będzie mógł się teraz najeść za wszystkie czasy.
Magowie chcą mnie ochrzcić! Mam mieć nadane imię Nossinus, co po jakiemuś tam znaczy wybraniec Innosa. Dzięki temu będę rozpoznawany na świecie, oraz odpowiednio poważany. Boję się jednak, mam złe przeczucia. Decyzja już mimo wszystko zapadła, a ja mieumyślnie się zgodziłem. Uroczystość ma mieć miejsce za dwa tygodnie, podczas pełni słońca. Vatras również się czegoś boi. Radzi wszystko odwołać.
-Kiedyś czytałem jakieś przepowiednie związane z tobą, wybrańcem Innosa. Wtedy byłem niestety zbyt nie doświadczony aby je zrozumieć, chyba nawet teraz posiadam za małą wiedzę. Zresztą nic już niepamiętam, a księgi zaginęły. W każdym razie coś mi mówi, że było tam o ewentualnym chrzcie wybrańca i było to coś niedobrego. Jeszcze raz ci radzę, odwołaj wszystko!
* * *
Mija siódmy dzień po pokonaniu Największego Nieprzyjaciela. Od powrotu mieszkam w ratuszu, w pokoju, który ongiś zajmował Cornelius. Paladyni serwują mi jedzonko, ale ja tam wolę balangę w karczmie. Teraz wracam lekko podchmielony do mieszkanka, aby po tym bardzo ciężkim dniu spocząć w wygodnym łożu.(...) Nareszcie, higiena załatwiona. Mogę w końcu się położyć...
Znajdowałem się w sądzie. Lester był oskarżony o zniszczenie bariery, a ja usiłowłem powiedzieć im, że to wszystko moje czyny, żeby nie odbierali mi chwały. Zaopadł wyrok. Lester ma zapłacić 100 000 000 złotych monet odszkodowania, a ja jestem skazany na śmierć za pomoc. Katem ma być Diego. Przywiązują mnie do tarczy strzeliczej. Diego z czarnym kapturem na głowie naciąga łuk. Nagle wiatr, czarny kaptur spada na podłogę. To nie Diego, to cor Calom podszywa się pod niego. Ale on zginął w świątyni śniącego, więc co...?
Sen zmienił się.
Nie było mnie, po prostu obserwowałem. Dziwne miejsce, wszystko w cieniu, tylko jakaś postać wisi w powietrzu. Tu się czuje olbrzymie zło, jest niemalże namacalne. To miejsce było urzeczywistnieniem strachu, koszmaru, szaleństwa i wszystkiego co złe. Spojrzałem na postać. To był Xardas! Wisiał w powietrzu, taki sam jak go zapamiętałem. Tylko, że nie biła od niego moc, wręcz przeciwnie, czuło się jego słabość, chociaż materialnie nic się nie zmienił. W oczach miał najwięikszy ból i strach jaki można sobie wyobrazić. Spojrzał w moimi kierunku i usłyszałem w swoim umyśle jego pełen udręki głos, chociaż wcale nie poruszał ustami.
-Mój plan się nie powiódł. Nie dotarłem do właściwego celu. Otchłenie Beliara otworzyły się na świat ludzi. Nie przyjmuj imienia! Wybraniec Innosa musi pozostać bezimienny, inaczej straci moc. Musisz udać się na półwysep Utharion, a następnie odnaleźć Historię...
-Panie obódź się, panie...
Gwałtownie usiadłem na łózku. Jakiś młody nowicjusz starał się mnie obódzić. Poznałem go. Był uczniem Miltena i chyba łączył ich przyjaźń. Był półprzytomny, on też sprawiał wrażenie, jakby został gwałtownie wyrwany ze snu.
-Brat Milten chce cię widzieć, mówi, że to pilne.
-Jak bardzo pilne? Czy nie można z tym zaczekać do rana?
-Nie! Brat mówi, że mamy mało czasu, i że oczekuje cię panie, w kaplicy Adanosa, oraz prosi, aby dostać się tam możliwie niepostrzeżenie.
Szybko się ubrałem i podążyłem za nowicjuszem. Przemkeliśmy się obok straży i po chwili byliśmy już w dolnym mieści. Dalej zaprowadził mnie do kapliczki Adanosa, w której zwykle nauczał Vatras. Zastukał dwa razy w ścianę po prawej stronie posągu boga harmoni. Odpowiedziały mu trzy stuki, na co on zastukał cztery razy. Okazało się, że w tej ścianie były ukryte drzwi! Ja wszedłem do pomieszczenia, natomiast nowicjusz gdzieś poleciał. Znalazłem się w niewielkim, dobrze oświetlonym pokoiku. Był on urządzony skromnie, ale ze smakiem. Przy okrągłym stole siedzieli: Vatras, Milten i jakiś nieznany mi mag w białych szatach.
-Po co budziliście mnie w środku nocy? - byłem zły. Miałem dziwne przeczucie, że ta wizja Xardasa nie była zwykłym snem.
-Mamy złe wieści z kontynentu. Oto Whinmon, uzdrowiciel. Został tu przysłany przez Najwyższą Radę.
-Wskrzesili Najwyższą Radę? - spytałem. Wiedziałem, że wskład Najwyższej Rady wchodziło czternastu najpotężniejszych magów i trzech generałów. To ona zarządzała państwem, chociaż ludność była święcie przekonana, że te wszystkie zarządzenia pochodzą nie tylko z ust, ale także umysłu króla. Da Rady należeli m. in.: Xardas, Pyrokar, Saturas i Corristo. Kiedy Rada zdecydowała się utworzyć barierę, wszyscy przybyli na wyspę. Xardas wybrał z Rady dwunastu pomocników, a Pyrokara zostawił, aby ten wrazie czego ich wspomagał (stąd też prawdopodobnie olbrzymia niechęć Pyrokara do Xardasa). Niestety magowie uwięzili sami siebie i krąg został zerwany. Od tąd tylko Król zarządzał całym królestwem i dlatego, mimo, że wojsko było lepiej wyposażone (dzięki rudzie wydobytej przez więźniów), zaczeliśmy przegrywać z orkami.
-Tak - odpowiedział uzdrowiciel - teraz w skład rady wchodzą: najwyższy mag ognia, najwyżsszy kapłan Adanosa, najmądzrzejszy Druid i Arcymistrz uzdrawiania, oraz generał Shirion. W każdym razie dwa dni temu przypłynął do nas obywatel imieniem Gravell i opowiedział o ostatnich wydarzeniach i o Wybrańcu Innosa, czyli o tobie. Rada stwierdziła, że tylko ty możesz zażegnać niebezpieczeństwo.
-Coś nie tak w wojnie z orkami?
-Nie, co prawda stolica zburzona, a król zaginął, ale udało nam się odzyskać część ziem. Armie są mniej więcej równe i jest jeszcze możliwość zwycięstwa. I wszystko było by dobrze gdyby nie wydarzenia na półwyspie Utharion.
Wiedziałem, że to nie był zwykły sen - pomyślałem.
-Na lądzie, niedaleko półwyspu rozlegała się jedna z bitew. Nagle pojawiły się dziesiątki potworów z piekła rodem. Dosłownie.Żadna normalna broń, ludzka czy orkowa, nie była w stanie ich zabić. Ich ataki zabijały z wielkim bólem, a ich krzyki doprowadzały ludzi do rozpaczy. Mniej wytrzymali sami się zabijali, inni uciekali. Ci, którym udało się przeżyć schronili się na Utharion. Półwysep jest oddzielony od lądu pasmem górski, w którym są tylko dwie przełęcze i to dobrze ukryte. Tak więc ludność jest jakiś czas bezpieczna, ale w końcy te demony znajdą sposób, aby się dostać na półwysep. Rada zdecydowała, że tylko boska moc wybrańca, może pomóc tam, gdzie zwykli śmiertelnicy nie dają rady. Wybrano mnie, abym w tajemnicy przypłynął po ciebie, i zabrał na Utharion.
Na chwilę zaniemówiłem z otwartą na oścież gębą, a potem zapytałem.
-To po co budziliście mnie w środku nocy?
-Moja wyprawa jest tajemnicą. Ludność i wojska nie mogą wiedzieć, gdzie jesteś. Musisz się jak najszybciej spakować i jeszcze tej nocy wyruszyć. Jeśli zobaczą cię paladyni, nie pozwolą ci uciec. Idź, zabierz to co potrzebne, ja jeszcze zawiadomię Xardasa.
-Xardasa?!
-Potrzebujemy jego rady. Teraz, kiedy nie jest już uwięziony w barierze będzie można reaktywować dawno radę.
Wymieniliśmy z Miltenem i Vatrasem rozbawione spojrzenia. Rzeczywiście nie było żadnego kontaktu z kontynentem.
-Z tą reaktywacją, to będzie raczej trudno- zaczął Milten - magowie ognia z Corristo na czele zostali wymordowani wewnątrz bariery...
-A magowie wody zajmują się badaniem starożytnej cywilizacji i wątpię, żeby obchodziły ich tak przyziemne problemy, jak wojna, orki i Najwyższa Rada.- dodał Vatras.
-CO?! Xardas, arcymistrz kręgu ognia zamordowany?!
Milten wydawał się być rozbawiony jego zdziwieniem. Krótko i treściwie opowiedział o odejściu Xardasa z kręgu ognia, o tym jak mi pomógł zabić Śniącego i smoki, oraz o jego ostatniej wizycie na statku.
Uzdrowiciel był załamany.
-Skoro Xardas jest teraz przeciwko nam, możemy się pożegnać zze zwycięstwem.
-Niekoniecznie. - powiedziałem.- Sam nie wiem po czyjej jest stronie. Nie powiedział wyraźnie, że teraz jest naszym przeciwnikiem. Powiedział tylko, że jest najwyższą sługą Beliara, a służył mu już wcześniej, jako nekromanta. Zresztą, jeśli jego celem byłoby zniszczenie nas, to czemu mnie nie zabił. Byłem bezbtonny, zbroję i broń schowałem do kufra, mógł mnie wykończyć jednym zaklęciem.
-W każdym razie - zaczął Milten - musisz zaraz wypływać.
Wstałem.
-Ile będzie trwała podróż?
-Około dwóch tygodni.
-Dwóch tygodni? W takim razie w jaki sposób tak szybko otrzymywaliście wieści z półwyspu?
-Chyba dawno nie oglądałeś mapy królestwa. Lądem droga jest dwa razy krótsza, zresztą na koniu, po kamiennej drodze podróżuje się znacznie szybciej.
-To czemu my nie pojedziemyna koniach?
-Ty naprawdę dawno nie oglądałeś mapy królestwa - powtórzył Whinmon - Od strony lądowej półwysep jest kontrolowany przez demony, więc i tak musimy tam się dostać łódką. Tereny bliżej nas są w posiadaniu orków. Jeśli podróżowalibyśmy drogą lądową, to potem trzeba by było zajechać do najbliższego portu i stamtąd popłynąć. Jeszcze w komnacie rady, obliczyliśmy ile by to trwało i okazało się, że najszybciej jest od razu stąd udać się do celu. I jakby co, do Khorinis dałem radę sam dopłynąć, ale do półwyspu potrzebuję wsparcia.
-Spoko. Kolejna podróż z starą czwórką przyjaciół. Milten, Diego, Lester i Gorn napewno się zgodzą.
Whinmon spojrzał na Miltena i zamyślił się.
-Nie mam aż tylu kajut. - powiedział w końcu - Musisz z kogoś zrezygnować.
-Lee będzie z pewnością potrzebował Gorna. Zresztą ten wojownik chyba nie chciałby z nami płynąć. Za to Lester i Diego pewnie chętnie popłyną.
W duchu zgodziłem się z Miltenem.
-W takim razie zapakuj się szybko. Czekam w tej małej zatoczce za koszarami.- widząc moje zdziwienie dodał - nie było bezpiecznie cumować w porcie. Ktoś mógł by mnie zauważyć.- i odszedł.
-Miltenie, mógłbyś zawiadomić naszych przyjaciół? Ja muszę...
-Ja to zrobię. - zaoferował się Vatras.- wy musicie się spakować.
(...)Spakowałem kilka ubrań i jedzonko, które dostałem wcześniej od paladynów. Muszę się przecież się czymś pożywiać. I wtedy stała się rzecz straszna: zapomniałem wziąć brroni i zbroi! Po prostu ich nie spakowałem. Głupiec ze mnie, o czymś takim powinno się zawsze pamiętać!
* * *
Mija siedem dni, odkąd wyruszyliśmy z Khorinis. Kartki tego dziennika, zapisuję obecnie, na życzenie Nossinusa (Nie został oficjlnie ochrzczony, ale tak go w gronie przyjaciół nazywamy. Domyślam się, jakbym ja się czuł, gdyby zwracali się do mnie, per bezimmienny), ja, Milten, mag kręgu ognia. Wybraniec Innosa zapadł na dziwną chorobę, ma olbrzymią gorączkę i prawie bez przerwy cały się trzęsie. Nawet uzdrowiciel Whinmon, nie jest w stanie go ulaczyć, mówi, że nigdy nie widział takiej choroby. Według jego rady zmieniliśmy mu dietę. Teraz pije tylko mleko, które zabrał ze sobą Lester, oraz pożywia się sucharkami. To mu chyba trochę pomaga. Niestety jednak, szybko traci siły. Jeśli wydobrzeje, to prawdopodobnie nie będzie nawet w stanie unieść swojego miecza.
* * *
Choroba trwa już tydzień! Od wczorajszego popołudnia, kiedy wpisywałem się do dziennika nic się nie działo. Chyba zbiera się na burzę. Whinmon przycumował do jakiejś małej wysepki, wystającej z morza. Twierdzi, że przybijanie do brzego kontynentu, byłoby zbyt niebezpieczne, ponieważ te tereny są już pod władzą orków. Lester poprosił mnie, abym wprowadził go w pierwszy krąg magii, ale jako że nie należy do naszego zakonu, nie mogłem tego uczynić. Okazało się, że zdobył jakoś runę światła, a ten czar bardzo by mu się przydał. Niestety bez kręgów magii nie może go używać. (...) Dowiedziałem się od Whinmona, że ten widział, jak Diego sprzedaje jakąś runę Lesterowi. Trochę to głupie z jego strony, że mając tak przydatną runę (swoją drogą ciekawe jak ją zdobył), nie próbował się nauczyć nią posługiwać. Chociaż nie, to komiczne! Diego w szacie maga?! Ha, ha, ha.
* * *
Spotkaliśmy na morzu łódź z orkami! Gdy się zbliżyliśmy stwierdziliśmy, że siedzi tam tylko dwóch zwiadowców. Diego chciał ich zestrzelić, ale mu powiedziałem, że gdyby tych znaleźli ze strzałami we łbach, od razu zrozumieliby, że to robota człowieka i mogliby nas ścigać. Przywołałem kilka topielców, które w stadzie szybko uporały się z orkami. Inni zielonoskórzy nie uznają zagryzienia swoich towarzyszy przez wodne bestie, za rzecz nienormalną.
* * *
Whinmon postanowił płynąć również w nocy. Stwierdził, że skoro spotykamy już patrole orków, to nie jest bezpiecznie odpoczywać. Poprosił mnie, abym mu trochę poświecił podczas drogi. Wtedy spostrzegłem, że moja runa światła gdzieś zaginęła! Diego będzie mieć kłopoty!
* * *
Wreszcie wyzdrowiałem! Niestety mam teraz spore problemy, nawet z uniesieniem kija i w ogóle wszystko zapomniałem. Pewnego razu obudziłem się i usłyszłem krzyk Miltena i wstałem, ciekawy co go tak rozzłościło. Okazało się, że Diego przez całą podróż okradał go powoli ze zwojów i run. Lester, zawsze chętny do studiowania magii, wszystko od niego kupował, chociaż nie wiedział skąd Diego to ma. Dopiero gdy wracałem do swojej kajuty, spostrzegłem, że nie czuje już bólów i dreszczy oraz mogę się normalnie poruszać (...). Ta sprawa z Diegiem nadaje się do komedii. Ale ubaw, ha, ha. Przestało mnie to śmieszyć, dopiero gdy spostrzegłem, że w moim kufrze również brakuje kilku magicznych rzeczy.
* * *
Widać już ląd! O świcie będziemy już w porcie. Nareszcie. Ciekawy jestem co tam się dzieje. Cóż, przekonam się za kilkadziesiąt minut.
__________________

Człowieczeństwo razy sto nie równa się boskości.

ŚPodziemie - Anioł Śmierci
RPG
Fein jest offline  
Góra
Nieprzeczytane 25-09-04, 19:51   #2
Fein
 
 
Fein awatar
 
Zarejestrowany: lipiec 2004
Skąd: /etc/shadow
Posty: 330
Wyślij wiadomość przez ICQ do Fein Wyślij wiadomość przez AIM do Fein Wyślij wiadomość przez Yahoo do Fein
Talking

Po ukazaniu się prologu szło nieźle i dość szybko napisałem kawałek pierwszego rozdziału. Jednak potem z braku czasu opowiadanko stanęło w miejscu i pozostało nieruszane przez kilkanaście tygodni. Postnowiłem więc wsadzić to co jest, bo nie przewiduje w najbliższym czasie, żebym coś napisał. Co do dziwnej choroby, no cóż, żaden z was nie jest nawet bliski odgadnięcia ptawdy, więc chyba będziecie mieli miłą i zaskakującą niespodziankę. Aha, proszę o szczere recenzje, jak zresztą każdy...

Rozdział I </span>
<span style=\'color:yellow\'>Półwysep


-No to jesteśmy. - powiedział Milten.
Tak, wylądowaliśmy w sporym porcie, z kilkoma złotymi monetami w kieszeni i lulsusowym ubrankiem, które raczej nie stanowi dobrej ochrony. Ten stary drań, Whinhmon, wysaqdził nas na brzeg i uciekł. Należało tylko podjąć decyzję, co dalej.
Trzeba przyznać, że przystań była imponująca, dużo większa niż ta w Khornis. Dźwigi, magazyny, wszystko to świadczyło o dawnej świetności portu. Dawnej, albowiem nikt chyba nie używał go od parudziesięciu lat. Teraz zdaje się, ktoś się wziął za naprawę, jednak do ukończenia roboty zostało jeszcze sporo czasu.
-Przepraszam, - spytałem jakiegoś starszawego jegomościa siedzącego na ławce - mógłby pan nam pomóc zorientować się w sytuacji na półwyspie?
Facet podniósł łeb i przyjrzał się nam. Widać było, że dużo przeszedł, choć nadal zachowł bystrość umysłu.
-To wy przypłynęliście tą śmieszną łajbą?
-Tak.
Gdy mu się lepiej przyjrzałem, stwierdziłem, że to najprawdopodobniej rybak. Jeden z tych, którzy kochają święty spokój i nie zadają pytań. Od razu przeszedł do rzeczy.
-Jak zapewne wiecie, znajdujecie się na półwyspie Utharion. Dzieli się on na dwie części: północną i południową, które oddzielone są od siebie pasmem jezior. Na razie radzę wam pozostać na południowej, mimo wielu dzikich zwierząt, to tutaj mieszkają wszyscy ludzie i tutaj znajdziecie cywilizację. Za jeziorami jest strasznie dziko, i przy tamtejszych potworach nasze cieniostwory czy ścierwojady wydają się być milutkimi zwierzakami. Na tej części znajdują się wszystkie ważniejsze miejsc: port, miasto valler, miasto ombrioch, wioska, klasztor czy obóz wojsk królewskich. No i oczywiście siedziba piratów, ale gdzie dokładnie się ta znajduje nikt nie wie. Więcej nie będę wam opowiadać, bo wam się w głowach pomiesza. Radziłbym udać się do miasta i tam kupić mapę.
Rybak wyraźnie stwierdził, że na tym rozmowa się kończy, bo zwiesił głowę i oddał się rozmyślaniom. Ciszę przerwał głośnym chrzaknięciem Milten.
-Tu nasze drogi się rozchodzą. Ja udam się do klasztoru i spróbuje przekonać do siebie jego mieszkańców.
-Chyba pójdę z Miltenem. - dodał Lester. - rozejrze się tam i może spróbuje się przyłączyć.
Zauważyłem, że Lester zaciska dłonie na runie światła. :P
-Aha i przydałoby się zapytać Vatrasa o twoją chorobę.
-Niby jak?! - zachichotałem. Po chwili zobaczyłem niebieskie światło i usłyszałem charkterysyczny odgłos, który symbolizuje teleport. Diego również gdzieś znikł. A więc kolejna przygoda, a ja znowu zaczynam bez przyjaciół i wyszkolenia. Postanowiłem zagadać jeszcze rybaka.
-Którędy do miasta?
-Masz dwie możliwości. Ta ścieżka w dół jest dwa razy krótsza, ale wiedzie przez las i jest dość niebezpieczna. Natomiast ta piaszczysta droga jest dosyć długa, ale również dosyć bezpieczna. Przed wyruszeniem w drogę, radziłbym ci jeszcze splądrować port. Ludzie pracujący nad budową zwracają niewielką uwagę na pozostałości po starych gościach. :roll:
Tak więc ograbiłem kilka starych budynków i trochę lepiej uzbrojony wyruszyłem w drogę. Zawsze lubiłem ryzyko, więc wybrałem krótszą drogę. Las przypominał trochę ten z Khorinis, chociaż na półwyspie panowały większe temperatury, więc flora się trochę różniła. Nie miałem jednak czasu podziwiać wszystkich cudów natury, bo po paru krokach zaskoczył mnie wilk. Nie czekając, aż psiak wyjdzie ze stanu zaskoczenia rzuciłem się do przodu, zamachnąłem moją pseudo siekierą i trafiłem bydłe w łeb. I tu pierwszy zawód, gdyby jesze miesiąc temu, nawet takim gówienkiem trafił wilka, futrzak skończył by w dwóch częściach. Choroba jednak osłabiła mnie bardziej niż przypuszczałem i zdołałem ledwo zranić bestę, która korzystając z mojego chwilowego zdziwienia rzuciła się i ugryzła mnie w lewe ramię.
-Aaach. - zawyłem. Takiego bólu bie czułem już sporo czasu. Zawładnęła mną furia, która przeszła na serię amatorskich wymachiwań zardzewiałą siekierą, z których połowa trafiła w powietrza, a reszta niewiele zdołała uszkodzić przeciwnika. Tego było już za wiele. Postanowiłem wykorzystać moją starą sztuczkę: atak z obrotu. Jednak zamiast zakończyć walkę morderczym ciosem... upuściłem siekierę. Ach, znowu będę się musiał podszkolić. W każdym razie w tej chwili, chyba czuwał nade mną jeden z bogów, bo lecąca siekiera trafiła swym tępym ostrzem wilczura w oko. Zwierzę już było martwe, wystarczyło podbiec i dokończyć robotę. Tu obyło się bez nieszcześliwych przypadków i wkrótce ranny, ale bardziej doświadczony wyruszyłem w drogę.
Następną przeszkodą byli krwiopijcy. Postanowiłem je wybić pojedyńczo, prowokując je, kiedy latały sobie zdala od pozostałych. Nie obyło się przy tym bez ran i skaleczeń, ale jakoś przeszedłem dalej. Po kilku krokach zobaczyłem ścierwojada. Ale JAKIEGO?!Wyglądał, jakby przeszedł tą samą mutację co zębacze w Górniczej Dolinie w Khorinis. Z tego co pamiętałem, już zwykłe ścierwojady stanowiły dla całkowitego amatora wyzwanie, a takie? Skorzystałem więc z tego, że potwór sobie smacznie spał i na palcach minąłem go.
-Hej ty! - usłyszałem czyiś krzyk.
-Ciiii!
-O co chodzi?
Obejrzałem się. Kilka metrów od drogi, dwóch facetów urządziło sobie ognisko.
-No o co chodzi? Czy jesteś niemową?
Wskazałem na zmutowanego ścierwojada.
-Ach, o wilku mowa. Podejdź bliżej, to cię wtajemniczymy w pewne sprawy.
Przyjąłem zaproszenie i zbliżyłem się do obozu. Zauważyłem, że goście byli nadziani jak cholera (super luksusowe i wykonane zbroje i broń), ale za to słabo wyszkoleni pod względem walki. Niewiedzieć czemu przypomniał mi się Valentino.
-No więc, wiecie co to jest?
-Jasne! Co z ciebie za myśliwy?! Przecież to najzwyklejszy w świecie ścierwojad.
Zrobiłem wielkie oczy. To oni mają TAKIE ścierwojady?!
-No niekoniecznie zajzwyklejszy. - dodał ten drugi facet. - Szczerze mówiąc to cholernie rzadko okaz. W całej Myrtanie jest zaledwie kilkaset okazów ścierwojada szarego. Jesteśmy myśliwymi, chociaż to może trchę złe określenie. Nie żyjemy z polowania, po prostu kolekcjonujemy trofea. A trofeami z TAKIEGO zwierzaka można się pochwalić. Nie każdy ma tyle szczęścia, aby trafić na ten gatunek.
-W takim razie czemu go nie zabijecie?
-Facet, kim ty jesteś? Walnij go swoją beznadiejną bronią w łeb, to się przekonasz dlaczego!
-Hmm - zastanawiałem się - jeśli już, to wolałbym twój oręż. Jest nieco... mocniejszy.
-Ooo nie!
-Dlaczego?
-Dlatego! Zrób to co ci mówiłem, a się przekonasz.
Trzęsąc portkami podszedłem do ścierwojada. Zamachnąłem się i z gałami 10 cm od twarzy spuściłem siekierę na łeb zwierzaka. To, co stało się chwilę później, mogło przejść do legendy. Moja broń się złamała, a jej kawałki porozlatywały się we wszystkich kierunkach... To jednak nic w porównaniu z ścierwojadem, który... NICZEGO NIE POCZUŁ!!! Nawet oszołomiony troll zwróciłby na to uwagę! A on nic, nawet się nie przekręcił na drugi bok! To było tak absurdalne, że potrzebowałem koło 10 minut na ponowne ruszenie mózgu.
-Jak to na Beliara jest możliwe?! Może nie mam dość siły żeby przebić choćby owłosienie cieniostwora, ale nawet na skórze czarnego trolla nie rozwalił bym broni. Zresztą trzeba być smokiem, żeby czegoś takiego nie poczuć!
-No teraz już wiesz, czemu chcemy go dobić, nie stosując najmniejszych środków ostrożności. Trofea szarych ścierwojadów nie tylko świadczą o wielkich umiejętnościach łowieckich, w końcu to nie lada sztuka wytropić coś tak rzadkiego, ale również o sile i odwadze człowieka.
Miałem już tego dość. Chcą tu siedzieć i prubować coś zrobić, niech tak robią! Mi to wisi! Idę dalej.
-Dobra, ja udam się do miasta. Jak wymyśle jakiś sposób na niego, to wrócę i wam powiem. - Trzeba w końcu zachować pozory grzeczności.
-Spox, tylko mamy do ciebie prośbę. Nie mów nic nikomu zwłaszcza Alnoriemu, jak dochowasz słowa to ci słono zapłacimy.
-My tu jeszcze trochę pobędziemy, może się obudzi...
Frajerzy. Zapamiętałem sobie to nazwisko, o którym mówił. No więc dobra, ruszyłem w dalszą drogę. Stoczyłem kilka ciężkich bitew. Splądrowałem jaskinię, pełną skarbów. Z tą norą to była niezła checa, bo kręciło się w niej kilka pełzaczy. Nauczony doświadczeniem, że nie zaatakują, póki nas nie nastraszą, szybciutko przebiegłam koło nich. Jak się spodziewałem, postraszyły, ale gdy zobaczyły że odchodzę, zostawiły w spokoju. Z powrotem też nie poszło jak po maśle, ale po wyjściu z groty, byłem trochę lepiej wyposażony i bogatszy o kilka roślinek. Chiwlę stałem przed grotą, po czym poczułem dość mocny, a wręcz zabójczy boł w plecach. Mimo wszystko jeden z pełzaczy pomknął za mną. Dobrze wiedziałem, czym by się skończyła walka, więc pomknąłem w kierunku moich przyjaciół z historii ścierwojada. Tak jak przewidywałem, ludziki zajęły się stworem, a ja mając na uwadze własny tyłek ruszyłem dalej.
Kolejną przeszkodą okazał się bandyta. W pierwszej chwili go nie zauważyłem, ale głośne i wyraźne "Dawaj Kasę!" zwróciło moją uwagę. Siedział obok drogi i nawet na mnie nie spojrzał. Po prostu usłyszał, że ktoś idzie i postanowił go obrabować.
-Co?!
-Głuchy jesteś? Biedny prosi cię o pomoc w wysokości 5 złotych monet.
Spryciarz, chciał przetestować ofiarę. Miałem wybór, dać, co mogło by go przekonać, że chce się go szybko pozbyć, czyli pomyślał by, iż mam kasę i mógłby mnie zaatakować, nie dawać, czyli również atak, bądź przeciągnąć rozmowę. Nie trudno zgadnąć, co wybrałem.
-A po co ci? Masz nawet jako taką zbroję, jakiś oręż, więc kilka monet cię nie zbawi.
-Ciebie również nie. Możesz mi je dać, albo nie, jak wolisz. Uprzedzam, że jestem wybuchowy i najpierw coś robię potem myślę! No więc dasz?
Do głowy przychodziło mi kilka wymówek. Oczywiście mogłem mu powiedzieć TAK/NIE, ale jakoś nie miałem ochoty.
-Czy my się skądś nie znamy? - wypróbowałem jedną z nich.
Bandyta bez przkonania podniósł głowę i spojrzał na mnie. Gdy mnie zobaczył, lekko rozchylił oczy. Rzeczywiście, ja go znałem!
-Aidan?!
-To TY?! Cholera w życiu nie myślałem, że cię jeszcze spotkam!
-Co się z tobą działo? Opowiadaj, czemu nie dołączyłeś do Lee i/lub kręgu wody?
-To trochę długa historia, ale skrócę ją najlepiej jak potrafię. No więc po zawaleniu bariery przeczekałem jeszcze kilka godzin w dolinie, czekając na rozwój wydarzeń. Po jakimś czasie, znikąd zaczęły się pojawiać tajemnicze bestie, jacyś dziwni magowie i... SMOKI! W pierszej chwili myślałem, że śnię! Potwory latały i w ciągu kilku chwil zamieniły całą kolonię w szare pustkowie. Pomyślałem, że niezbyt dobrze się dzieje, więc uczepiłem ię na osttni statek, który odpływał na kontynent. Tam przyłączyłem się do grupy wędrowców, podążającej na wschód. Wylądowaliśmy w małej dolince, po drugiej stronie gór. Przesiedzieliśmy tam kilka dni, uważając się za zabezpieczonych. No i myliliśmy się. Dwa dni później byłem świadkiem olbrzymiej bitwy, między armią królewską, a orkami! A to jeszcze nie koniec. W czasie starć, nagle rozległy się tajemnicze głosy, po ziemi wędrowały dziwne światła i coś zakłócało atmosferę. Nawet orki przestały się bić. Wiedzieliśmy, że za chwilę stanie się coś niezwykłego. Całkowita cisza,a po kilku minutach okropny krzyk. Nad światem zaległy ciemności, każdy jeden upadł, przewrócił się, bądź tylko wypuścił broń, jeśli miał wystarczająco silną wolę, aby przetrwać. Potem pojawiły się niezidentyfikowane demony, których pochodzeniem na 100% jest sama Othłań. Sam ich wygląd przyprawiał o utratę przytomności, ich krzyki doprowadzały do obłędu ze strachu i kto je usłyszał nadziewał się na własny miecz. Ja nie czekałem na dalsze wydarzenia, tylko przyłączyłem się do uciekajcych wojsk. Przedostaliśmy się przez naprawdę dobrze ukryty tunel i wylądowaliśmy tutaj. Orkowie osiedlili się na północnej części półwyspu, na razie zbyt zaskoczeni, aby nas atakować. Królewskie wojska i wszyscy z kontynentu, którzy z nimi uciekli, przywędrowali tutaj i osiedlili się, chyba niezbyt zadawalając tutejszą ludność. A ja czekam tutaj na kogoś, kto mógłby mi dać kilka sztuk złota. Muszę jakoś zacząć żyć. A teraz twoja kolej, opowiadaj, co się działo w Khorinis podczas mojej nieobecności?
Streściłem mu wydarzenie kilku ubiegłych tygodni, zatajając tylko niektóre rzeczy (choćby to, któ pokonał smoki oraz niewyjaśnioną tajemnicę Xardasa). Przez chwilę trwała cisza, a potem:
-Widziałeś je?- spytałem.
-Kogo?
-Te... yyy... demony... czy czym one są. Słyszałem o nich wiele historii, jednak zawsze były to wiadomości z drugiej ręki.
-No więc miałem przyjemność je widzieć. Same wspomnienie jest straszne. Trudno je opisać, wcale nie przypominają znanych nam demonów. Do szkieletów też im daleko. Nie widziałem dokładnie, ale zdaje się, że całe są ubabrane krwią. Chude, paskudne, z nietoperzowymi skrzydłami i okropną twarzą. Tyle widziałem. Mają specyficzny ruch, jakoś dziwnie się wyginają i skaczą (dla tych co oglądali LotR, mniej więcej tak jak Gollum - dop. autora), a w tym wszystkim pomagały im skrzydła. A najgorsze jest to, że potrafią myśleć. Naprawdę! Nie tak jak polujące w stadach brzytwy, te potwory są duże inteligentniejsze od ludzi! Swoje plany wprowadzają w życie niesamowicie szybko i skutecznie.
-Ile ich było?
-Kilkanaście.
-KILKANAŚCIE?! Kilkanaście tych potworów zdołało rozwalić kilkusetne armie?!
-Kilkunasto tysięczne. Bitwa dopiero się zaczynała i nie wielu zginęło. Sam widzisz jakie to diabelskie stwory.
Na kilka chwil ponownie zapadła cisza, a potem zdecydowałem, że muszę iść dalej.
-Trzymaj się. -powiedział Aidan - jakbyś znalazł jakąś robótkę, odpowiednią dla mnie to daj mi znać.
Przypomniał mi się tajemniczy ścierwojad, ale zdecydowałem, że najpierw zobaczę ile mogę zarobić u tego myśliwego w mieście, a potem pomyśę, komu o bestii powiedzieć.
-Taaa, na razie.
Teraz miałem się przekonać, czemu ta ścieżka była dużo bardziej niebezpieczna, niż ta druga. Po kilkunastu krokach i ogołoceniu kilku goblinów manąłem zakręt i szczęka mi opadła. Przede mną stał poszukiwacz!
Może raczej szybował niż stał. Miał poszarpane szaty, które unosiły się, jakby wiał wiatr. Maska kryła się ukryta pod kapturem i tylko błyszczące, krwistoczerwone oczy świadczyły, że coś się tam znajduje.
Poszukiwacz zwrócił się w moim kierunku i zaczął wydawać przerażające jęki. Może to było spowodowane strachem, ale wydawało mi się, że nagle słońce przestało świecić, a temperatura zmalała.
-A więc przybyłeś, mój pan się tego spodziewał.
-Jak to, - spytałem opanowując drżenie. - to nie zabiłem twego pana w Dworze Irdorath?
-My podlegamy tylko Największemu Czarnemu Panu, który jest źródłem wszystkiego mroku na tym świecie. Ktoś, kto był na tyle słaby, aby prosić nas abyśmy oddali mu naszych młodszych braci do pomocy w odnalezieniu Ciebie, nie może zostać mym panem.
-Hmm, w końcu to Smok-ożywieniec został wybrany przez twojego pana, nie ty!
-Tak, ale ten zgniły i półżywy jaszczur nie zdołał Ciebie zabić, a ja bez problemu uczynię to zaraz. A wtedy zaniosę twą bluźnierczą dusę prosto do mego Najczarniejszego Pana!
-Duszę nie ciało. A więc jednak podlegasz bezpośrednio Beliarowi, mam rację?
Gdy wypowiedziałem imię boga ciemności, oczy poszukiwacza rozszerzyły się z gniewu. Uniósł obie ręce, łącząc je i tworząc dziwną, świecącą się na ciemno-czerwono kulę. Tylko dlatego, że spodziewałem się co to jest, zdołałem uniknąć morderczego pocisku-czaru, który bez oporu przeciął wszystkie kamienie, drzewa i ziemią, napotkane na jego drodze.
-Jesteś wyjątkowo słaby, nawet jak na tak kruchą istotę jak człowiek. - w czasie gdy to mówił przebiegłem trochę i skryłem się za sporym głazem. - Nie mam zamiaru się za tobą uganiać. Zresztą poszukującemu czrnoksiężnikowi i nie da się uciec. Zniszczę wszystko wokół, w tym ciebie!
Nie widziałem tego, ale prawie czułem rozchodzącą się wokół tego diabła falę negatywnej energii. Cholera, czary tego czarnoksiężnika-poszukiwacza były potężne, dużo silniejsze niż tych marionetek w Khorinis. W dodatku coś mnie uwierało w tyłek. Szlag, nawet mi wygodnie umrzeć nie dadzą, łajzy jedne! Obejrzałem się i zobaczyłem, że usiadłem na kościach trupa. Trup jak trup, nie było by w nim nic niezwykłego, gdyby nie to, że w starej poszarpanej bluzce, kryły się mikstury. A między innymi mikstura szybkości! Nie czekając, aż mi ją ktoś zwinie sprzed nosa, błyskawicznie wypiłem całą jej zawartość i popędziłem w stronę miasta. Obracając się, dostrzegłem, że poszukiwacz próbował mnie gonić i nawet nie poruszał się zbyt wolno,ale w żaden sposób nie mógł dogonić moich wzmocnionych energią magicznego wywaru nóg. W ten sposób w zatrważającym tempie dotarłem do obrzeży miasta.
Co dziwne, nie było tam żadnych strażników. Ani murów, same domy tworzyły pewnego rodzaju ogrodzenie, ale siłą rzeczy w wielu miejscach noe szczelne i mające dużo więcej niż jedno wejście.
Teraz jednak miałem do wyboru dwie drogi: chyba oficjalne wejście, bo prowadziła tędy zarośnięta droga, oraz ścieżka prowadzącą między dwoma opuszczonymi budynkami, przy której stał jakiś napakowany biedak. W każdym razie jego nieogolona morda i łobuzerskie spojrzenie potrafiły odstraszyć, więc wybrałem to pierwsze i ruszyłem w głąb miasta.
-Stój!
Obejrzałem się. Wcześniej nie zauważyłem, że w cieniu drogi stoi ukryty strażnik.
-Co tu robisz? Jesteś jednym z obywateli? Jeśli nie to czego tutaj szukasz?
-Nie pochodzą stąd, chociaż jestem obywatelem królestwa. Pochodzę z Khorinis, miasta leżącego na wyspie...
-Wiem gdzie leży Khorinis idioto! Kto nie wie?! Jeśli mówisz prawdę możesz wejść.
Odetchnąłem z ulgą i udałem się w kierunku centrum.
-Stój balasie! Powiedziałem, że jeśli mówisz prawdę! Możesz to udowodnić?
Cholera, co za upierdliwy piernik! Przeszukałem dokładnie wszystkie kieszenie, aż w końcu znalazłem papier od Hagena, który upoważniał mnie do zamieszkania w górnym mieście w Khorinis i takie tam. Strażnik wziął papier i przyjrzał się mu dokładnie. Zdaje się, że jak ujrzał podpis jednej z najważniejszych osób w państwie, lekko zbladł. Potem przyjrzał mi się, jakby wątpiąc w to, że taki obdartus może być bliskim znajomym samego przywódcy paladynów.
-Nie skradłeś przypadkiem tego papieru? Jakoś nie chce mi się wierzyć, że taki półżywy gościu może być przyjacielem samego Hagena!
-Cholera, oczywiście, że kiepsko wyglądam, przecież przedarłem się przez stek tych idiotycznych potworów!
-Każdy, kto choć zamienił słowo z taką osobistością opływa w złocie. A bogaci lalusie nie walczą sami, tylko wynajmują najemników, aby ci odwalali całą brudno robotę. Dobra idź, tylko nie myśl, że ci wierzę! Na to przyjdzie czas.
(tutaj natępuje wytłumaczenie praw obowiązujących w mieście itp. Nie pisze ich bo :
a)nie chce mi się
b)nie ma takiej potrzeby, niewiele to się różni od tego, co słyszymy w Khorinis od Lothara )
Te budynki, które zobaczyłem, nie były szczytem piękności. Powiem więcej, na 99% znajdowałem się w najbiedniejszej dzielnicy miasta. Panowała tu przygnębiająca atmosfera opuszczenia i zniszczenie, po ulicy kręciło się zaledwie kilku ludzi, większość budynków stała opuszczona i podniszczona. Na zdezelowanej ławce siedział jakiś człowiek i nie bardzo przejmował się otoczeniem. Postanowiłem nieco się dowiedzieć.
-Hej, nie mógłbyś mnie trochę oświecić w sprawie miasta. Niezadużo o nim wiem, przybyłem tu niecałą godzinę temu.
-Facet, co ja jestem? Dobra, co chcesz wiedzieć?
-Choćby to, gdzie mogę coś kupić...
-To chyba oczywiste, że w dzielnicy targowej.
-Ona jest...
-...jest zaznaczona na mapie miasta.
-A gdzie mogę kupić mapę miasta?
-W dzielnicy targowej.
Ta odpowiedź mnie lekko zdenerwowała.
-Mógłbyś i mówić trochę bardziej logicznie?! Jakbyś się nie zorientował, nie wiem, gdzie jest dzielnica targowa!
-Grozisz mi?
-Jak na to wpadłeś głupcze? Więc lepiej mów normalnie!
Mimo, iż cały byłem poraniony, nie bałem się go! To był zwykły chuderlawy starzec, a pół życia siedzania na ławce, musiało odzwyczaić mięśnie od ruchu. Tak więc bez absolutnego strachu spoglądałem na mojego rozmówcę... Trwało to kilka sekund, po czym poczułem uderzenie czegoś dziwnego z lewej strony. Tym czymś okazała się klata tego faceta, który strzegł drugiego wejścia do miasta. To, że miał poszarpane ubranie nie umniejszało siły jego mięśni i wielkiego topora.
-Masz coś do Procy' ego skurwielu?! Taki z ciebie odważny frajer, to spróbuj ze mną! Co, zatkało cię?!
Przez chwilę zastanawiałem się nad spróbowaniem pozbycia się tego opryszka wykorzystując zalety otoczenia, tak samo jak wrobiłem Bullka na farmie Onara, ale gdy się tak rozglądałem spostrzegłem, że budynki na końcu jednej z ulic wydają się bardziej zadbane. Postanoiłem zaryzykować i wraz z szybką obelgą uderzyłem intruza w twarz i zacząłem uciekać. Jak było do przewidzenia, facet zaczął mnie ściagać. Za każdym razem gdy się zatrzymywał, aby krzyknąć jaki ze mnie tchórz, słyszał kilka uwag apropo swojej matki i kretoszczurów, co wystarczało do zachęcenia go do dalszego biegu.
Po kilku chwilach dotarłem do centrum miasta. Jedą rzecz trzeba przyznć, było imponujące, dużo ładniejsze nawet niż Górne Miasto w Khorinis. Budynki tak biały, jakby były zbudowane z marmuru, doskonale ostrzyżone i zadbane drzewa, stanowiące piękną ozdobę. No i te tuziny straży miejskiej, które dbały, aby na placu nie dochodziło nawet do najmniejszych przestępstw. Szkoda, że reszta miasta tak nie wyglądała...
-TY ŁAJZO!!! - okrzyk sprowokowanego przeze mnie opryszka i dosyć silny cio w głowę przerwały moje rozmyślenia. Przerwały na tyle silnie, że wylądowałem na ziemii, z oczami zalanymi krwią.
-Jak ci zaraz przy... ej puście mnie!!!
Straż miejka byłajednak skuteczna. Zanim zdołałem się obrócić już obezwładniła bandytę.
-Zachciało ci się bójek, co parszywy żebraku? - na szczęście to pytanie nie było skierowane do mnie.
-A ty co tu robisz? - tym razem strażnik zwrócił się do mnie - i czemu ten oprych cię gonił? Jak w ogóle dostałeś się do miasta w takim ubraniu?
-Ja.. on... to jest bandy.... - chciałem powiedzieć "bandyta", ale nie pozwolono mi dokończyć.
-Tak szefie to Bandy! Mamy go, cholera jasna złapliśmy go!
-O żesz, masz rację. Dwa miesiące go szukamy, a tu pojawia się tak... taki... no, w każdym razie masz szczęście, pomogłeś nam złapać bandytę, dość groźnego bandytę. Odwdzięczę ci się tak, że nie pójdziesz na posterunek tylko spokojnie udasz się do szpitala gdzie zostaniesz udrowiony i dostaniesz nowe ciuchy. A to wszystko na koszt... - tu przez jego twarz przebiegł grymas złości - na nasz koszt.Niech obywatele wiedzą, że straż miejska chce z nimi współpracować i nie jest niewdzięczna...
Tak więc udałem się do szpitala, który leżał dziesięć kroków dalej. Wyczerpany padłem na łóżko, aby obudzić się następnego dnia zdrowy i czysty, oraz ubrany w może niezbyt piękne, ale całe i nowe ubrania. Czując się jak nowo narodzony wyszedłęm ze szpitala, aby trochę bardziej zbadać otoczajce nas mnie miasto...
__________________

Człowieczeństwo razy sto nie równa się boskości.

ŚPodziemie - Anioł Śmierci
RPG
Fein jest offline  
Góra
Nieprzeczytane 25-09-04, 22:34   #3
Darkfull
Krwiopijca
 
Zarejestrowany: sierpień 2004
Skąd: Z Mrocznej Otchłani Beliara
Posty: 57
Wyślij wiadomość przez AIM do Darkfull
Domyślnie

wg mnie pyrokar i inni (którzy zostali na wyspie) ochrzcili bezimiennego ,,na odległość" (W Gothicu wszystko jest mozliwe).
a co do twojego pytania, to może napisz dalsze ciągi jak grę (kilka dróg) ale wszystkie w pierwszej osobie - będzie wszystko w jednym.
a co do opowiadania trudno mi uwierzyć że to twoje pierwsze dzieło. 8,5/10. Tak trzymaj
__________________
Nie liczcie się z nikim,
wytrwale walczcie o swoje.
RPG
Darkfull jest offline  
Góra
Nieprzeczytane 21-10-04, 16:27   #4
Drego
Jaszczur
 
Zarejestrowany: sierpień 2004
Skąd: szkoda pisać...
Posty: 130
Domyślnie

Opowiadanie dobre- 8+/10

Cytat:
ps.: A tak przy okazji, czy domyśla się ktoś roli i przyczyny dziwnej choroby :?:
Tjaa...chodzi o to żeby bezi nie był terminatorem a choroba została zesłana prawdopodobnie przez Innosa na prośbe Adanosa jak ktoś nie kapuje dlaczego to niech posłucha Vatrasa w mieście:

"Ale Adanos poprosił Innosa, by ten odebrał człowiekowi część jego boskiej mocy, a Innos w swej mądrości tak uczynił"- człowiek=bezi,
moc=umiejętności i siła
RPG
Drego jest offline  
Góra
Nieprzeczytane 01-11-04, 12:12   #5
Daro.20
Krwiopijca
 
Zarejestrowany: październik 2004
Skąd: Stary obóz Gdańsk
Posty: 38
Domyślnie

Jak na mój gust jedno z lepszych opowiadanek, czekam na kontynuację...co do dalszej części opowiadania może wymyślisz jakąś inną gildię, niezwiązaną z fabułą gry i wpleciesz w to bezimiennego (to moja sugestia). jak dla mnie 9/10
RPG
Daro.20 jest offline  
Góra
Nieprzeczytane 20-12-04, 16:12   #6
Baklazan
Kąsacz
 
Zarejestrowany: luty 2004
Skąd: Górnicza Dolina
Posty: 260
Wyślij wiadomość przez AIM do Baklazan Wyślij wiadomość przez MSN do Baklazan
Domyślnie

Bardzo ciekawe, bardzo interesujące, bardzo oryginalne, bardzo wciąga. Tak bym podsumował twoją pracę, napewno nie przeciętną. Dla zachęty wystawię Ci 9.5/10
Pisz dalej przyjacielu.
__________________
"Umysł dokonuje głupich podziałów w tym co Miłość widzi jako jedno..."
RPG
Baklazan jest offline  
Góra
Nieprzeczytane 23-12-04, 19:50   #7
Lowc@
Demon
 
Zarejestrowany: grudzień 2003
Skąd: Rivendell
Posty: 648
Domyślnie

Za styl 4/5
Za błędy(lub ich brak) 2/3
Za orginalnoć 0/2

Łatwo policzyć, że moja ocena końcowa to 6/10 Gdyby n ie to że najpierw przecytałem komentarze to wogóle bym chyba nie zaczol bo to wtrny temat.
Noo i nie rozumiem komentarza: "Dobry pomysł" "Dobry temat na opowiadanie" itp. Bo wcale nie :P Jeszcze tylko dodam: Nie jestem fanatykiem dawania imion bezimiennemu.
__________________
DARMOWA SOLUCJA! 100 stron A4 opisów! Gameexe.pl



http://drdolar.boo.pl <- that's it!
RPG
Lowc@ jest offline  
Góra
Nieprzeczytane 29-12-04, 12:01   #8
Fein
 
 
Fein awatar
 
Zarejestrowany: lipiec 2004
Skąd: /etc/shadow
Posty: 330
Wyślij wiadomość przez ICQ do Fein Wyślij wiadomość przez AIM do Fein Wyślij wiadomość przez Yahoo do Fein
Question

Cytat:
Originally posted by Lowc@@Dec 23 2004, 08:50 PM
Za styl 4/5
Za błędy(lub ich brak) 2/3
Za orginalnoć 0/2

Łatwo policzyć, że moja ocena końcowa to 6/10 Gdyby n ie to że najpierw przecytałem komentarze to wogóle bym chyba nie zaczol bo to wtrny temat.
Noo i nie rozumiem komentarza: "Dobry pomysł" "Dobry temat na opowiadanie" itp. Bo wcale nie :P Jeszcze tylko dodam: Nie jestem fanatykiem dawania imion bezimiennemu.
129842
Cholernie ciekawa ocena... z mojego punktu widzonia. Bowiem jak tylko patrzę na swoje opowiadanie krytycznym okiem, to denerwuje mnie mój styl [sztywny i trochę niespójny], za który, o dziwo, dostałem dużo punktów, natomiast jestem zadowolony z fabuły, ponieważ wreszcie nie słychać o wielkim i złym Xardasie i samych wszechmocnych wybrańcach walczących między sobą. Biorąc przykład z Agathy Christie starałem się zrobić niejasną historię [tajemnicza choroba, która ma bardzo istotną rolę fabularną, chociaż jej jeszcze nie ujawniłem; dziwne, nieudane plany Xardasa; nieśmiertelne diabły]. Więc 0 punktów za oryginalność mnie dobiło
__________________

Człowieczeństwo razy sto nie równa się boskości.

ŚPodziemie - Anioł Śmierci
RPG
Fein jest offline  
Góra
Zamknięty Temat


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni post / autor
gdzie ta krew????? dyrlagus Pomoc 2 01-07-07 09:51
Narodziny Nekromanty Johnson WIP 15 22-02-06 17:21
Jak rozwinoąc postać do nekromanty Child of Pain Pomoc 12 16-10-04 18:16


Powered by vBulletin® Version 3.6.7
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.