Wróć   Forum Gothic - ArcaniA: Gothic 4 > Inne > Art & Story Forum > WIP
Przeładuj stronę Short'y...

Odpowiedz
Narzędzia wątku Wygląd
Nieprzeczytane 25-01-12, 18:48   #97
Szuler...
Polna Bestia
 
Zarejestrowany: maj 2011
Posty: 43
Domyślnie

Cytat:
- Możesz powiedzieć mi co niego o okolicy? - zapytał z ciekawością
- A co cię interesuję?
- Gdzie mogę zarobić dużo, i najlepiej szybko.
- Słyszałem że szukają dzielnych marynarzy do wyprawy na smocze wyspy.
nieco i zainteresuje, przed że przecinek, przed i wprost przeciwnie.
Cytat:
Po 4 dniach podróży (...)
Po wejściu do miasta (...)
Po paru godzinach przygotowań (...)
Po 3 tygodniach nudnej podróży (...)
Po wyładowaniu broni i zapasów na ląd (...)
Po długiej i zimnej nocy oraz wczesnej pobudce (...)
Po, Po, Po, Po, rym-cym-cym-cym-cym...
Liczby zapisuj słownie: Po czterech dniach, Po trzech tygodniach - lepiej to wtedy wygląda. I w ogóle postaraj się ograniczyć te "wyliczanki".
Cytat:
na tablicy wiszą rzeczy które trzeba zrobić
lista rzeczy. No, chyba że wisiały tam jakieś przykładowe przedmioty, które mieli za zadanie wykonać.
Cytat:
zapytał i mu w brzuch jedną ze swoich strzał
Zgubiłeś wbił
Cytat:
-150 tysięcy złota na głowę.
Sto pięćdziesiąt tysięcy sztuk/bryłek/ton złota
Cytat:
- To ja już pójdę, a i jeszcze jedno - zabierz stąd ten worek mięcha!
- Zaraz go zakopię. - odparł bez emocji
Po zakopaniu nieszczęsnego mięśniaka nieopodal koszar, rozpoczął przygotowania do poszukiwań...
Tu Ci się chyba poplątały dialogi, bo wychodzi na to, że najpierw kapitan na rozkaz elfa zakopuje zwłoki, a później sam idzie szukać złota.
RPG
Szuler... jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 28-02-16, 22:24   #98
 Ancoron
Ma admina
 
Ancoron awatar
 
Zarejestrowany: styczeń 2016
Posty: 7 297
Domyślnie

Cytat:
Stoję. Jestem sam... Taka pustka. Płacz dziecka. Krew. Tyle krwi. Dlaczego?
Strzelam raz, mężczyzna upada. Kurczy się w sobie. Zapada.
Zwija się z bólu. Krew płynie wartkim strumieniem. Wiotczeje. Nie rusza się. Biegnie dziewczyna. Przerażona. Chce pomóc ojcu.
Ponownie naciskam na spust. Jej głowa rozpada się feerii czerwieni. Krople. Czerwone. Spadają na wszystko. Upada...
Ojciec próbuje doczołgać się do córki. Łka. Strzelam. Przestaje się ruszać...
Zza domu wybiega ciężarna kobieta. Krzyczy. Tak głośno. Naciskam spust. Cisza. Upada na ziemię. Na brzuch. Krew tryska silnym strumieniem z szyi. Tak pusto...
Wchodzę do budynku. Starsza kobieta w fotelu. Podnosi ręce do góry. Strzelam. Upada. Ląduję twarzą na ziemi...
Słyszę płacz... Niemowlę. Podchodzę do kołyski. Wpatrują się we mnie niebieskie oczy... Z ufnością, bez lęku. Małe rączki wyciągają się do mnie. Nie wie co się stało... Jest nieświadome...
Nie chcę tego robić... Nie mogę... Celuję w głowę. Małe rączki zaciskają się na lufie. Nie mogę... Zamykam oczy... Uspokajam oddech. Nie zasłużyła na śmierć. Jest niewinna...
Strzelam...
Wychodzę. Spokojnie, powoli. Już na mnie czekają. Zrobiłem to co musiałem. Nie jestem już potrzebny. Huk...
Ból...
Tępe rwanie w piersi... Upadam. Krew na mych rękach... Nie tylko moja... Kim jestem? Co mnie czeka?
Huk...
Upadam...
Nie mogę oddychać. Tak ciężko. Tak ciemno. Zamykam oczy. Uspokajam oddech. Jak zawsze przed śmiercią.
Kim jestem?
Jestem potworem?
Śmierć?
Tym razem moja?
Co mnie czeka?
Zasłużyłem na to?
Tak zimno... Nie mogę oddychać... Tak zim...
RPG
Ancoron jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 18-10-17, 13:10   #99
 Ancoron
Ma admina
 
Ancoron awatar
 
Zarejestrowany: styczeń 2016
Posty: 7 297
Domyślnie

Fujka, nie polecam twórczości tego typa. Ma zdecydowanie coś nie tak z głową, tfu. Tak żeby wam oczy krwawiły wstawiam .

Chłopiec patrzy na księżyc, wydaje mu się tak bardzo wspaniały, majestatyczny i wolny. Wielki satelita, któremu nikt nie jest w stanie nic rozkazać, stały i niezmienny w swej ciężkiej wędrówce po nieboskłonie, lecz samotny. Samotny tak jak dziecko patrzące na niego z balkonu. Piękna noc i czyste niebo, nieskrywające przed spojrzeniem gwiazd.
Czarny ślad, siniec, na twarzy dziecka, niewidoczny w mroku, tak jak i rozcięta warga. Noc skrywa prawdziwe oblicze rzeczy i dzięki temu jest wspaniała. Samotna łza spływa po policzku, lecz nikt nie jest w stanie jej zauważyć, tak jak pustki w sercu. Księżyc jest tak daleko, a jednocześnie blisko. Wystarczy zaledwie jeden krok, by do niego dotrzeć, lecz stamtąd nie ma powrotu.
Stać się gwiazdą, być czymś wspaniałym, to zawsze było marzeniem chłopca. Dzięki temu trzymał się życia, a ciosy ojczyma nie sprawiały bólu. Nawet złe słowa serwowane przez ludzi nie miały znaczenia. Ludzie są źli, w każdym siedzi potwór, uniemożliwiający wzniesienie się do gwiazd, zarówno sobie jak i innym. Ludzie są słabi, czasem po prostu pękają, mają dosyć, wiedzą, że jest tylko jeden sposób na ucieczkę.
Chłopiec się uśmiecha, szeroko, pokazując pokrwawione zęby, dwóch nie ma, pozostały jedynie czarne dziury. Twarz puchnie.
- Gdzie jest ten pierdolony gówniarz? - dobiega z mieszkania, wspierane odgłosem bicia matki chłopca.
Za długo to trwa, wreszcie wolność i spokój.
- Żegnaj, mamo - szepcze i uśmiecha się, z trudem, jest cały opuchnięty. - Będzie dobrze. Już wkrótce...
Chłopiec wychyla się za balustradę i leci, wolny, słysząc płacz dręczonej matki, czując wyrzuty sumienia, bowiem stchórzył. Uciekł, nie pomógł, zostawił ją z bestią.
Nieopodal, stara sąsiadka, jak zwykle łasa na odgłosy przemocy domowej patrzy z namaszczeniem na skok wolności, po czym zasuwa zasłonę, jakby nigdy nic. Nie chce mieć nic wspólnego z patologią, nic dziwnego, lecz... patologia jest w każdym z nas.
Chłopiec czuje się wolny, wiatr chłodzi jego ciało, a księżyc patrzy przyjaźnie. Na dole czeka tata, uśmiecha przez łzy. Dziecko płacze ze szczęścia i uderza o bruk.
Kość pęka, łamie się, krew szybko spływa pomiędzy kamienie. Chłopiec się dławi, pluje, patrzy na swe powykręcane ciało, drgające w agonii.
- To nie boli - mówi z siłą i chwyta ojca za rękę. Szczęśliwy. Razem ruszają na księżyc, wolni.
Deszcz obmywa ziemię, posoka spływa do kanalizacji, pozostawiając powykrzywianą skorupę, która, już niedługo, będzie ściskana przez zrozpaczoną, łkającą matkę o naznaczonym opuchlizną obliczu. Potem już tylko sznur. I pętla, stołek usunięty spod nóg, chwila strachu, i wolność, prawdziwa wolność. Bezsenność wśród gwiazd...
RPG
Ancoron jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 29-11-18, 15:37   #100
 Ancoron
Ma admina
 
Ancoron awatar
 
Zarejestrowany: styczeń 2016
Posty: 7 297
Domyślnie

Ostatni marsz beta

Stanąłem na krawędzi, ze strachem patrząc na prząsła mostu i chwiejąc się na wietrze. Panował wokół mrok, żadnych aut, cisza i spokój, tylko ja i los, który dla siebie wybrałem. Nie widziałem innego wyjścia, nie chciałem żyć bez niej, nie potrafiłem. Sądziłem, że będziemy razem aż do śmierci i tak się stanie, psiakrew.
Delikatnie przysunąłem się w kierunku granicy, skąd nie będzie już odwrotu, a wtedy zauważyłem ją. Siedziała spokojnie kilka metrów dalej i wesoło majtała nogami nad pustką w dole, uśmiechnęła się do mnie, smutno jakoś i rzekła:
- Nie radzę, to zdecydowanie fatalny wybór, są lepsze wyjścia, uwierz mi - powiedziała z troską? Nie byłem pewien, może tylko udawała, aczkolwiek mnie zdenerwowała.
- Co ty możesz wiedzieć?! O mnie?! I o moim życiu? Nic, nie masz pojęcia co przeżyłem, więc stul mordę!
Jedynie skrzywiła wąskie usta w parodii uśmiechu.
- Kiedy zostałam zgwałcona chciałam ze sobą skończyć - powiedziała z rozbrajającą szczerością, a ja poczułem się jak najgorszy potwór. - I wiesz co? Byłam tchórzem, nie chciałam w żaden sposób walczyć, próbować czegokolwiek zmienić, bo i po co? Przecież wiem najlepiej co powinnam zrobić. Z początku chciałam podciąć sobie żyły, ale przerażała mnie wizja bólu. Zdajesz sobie sprawę jakie to musi być okropne, gdy z kolejnymi minutami ucieka z ciebie życie?
- Co mnie to...
- Daj mi skończyć - przerwała, a w jej głosie zadźwięczała taka nuta, że natychmiast zamilkłem. - Więc ponoć to najgorsze, gdy wiesz, że umierasz, a wciąż żyjesz, chcesz to cofnąć, zadzwonić po pogotowie, a nie masz już siły i możesz tylko patrzeć. Wyeliminowałam też leki. Za dużo czasu na rozmyślania, zanim zaczną działać. Człowiek zwyczajnie wymięka, nim jeszcze odpłynie, zaczyna panikować i chce żyć. Pół biedy jak wykituje, ale gorzej, gdy ocknie się w szpitalu z żądzą życia, modląc, by jakiś motocyklista zdechł i dał mu organy. Nie, nie bałam się śmierci, bałam się oczekiwania na nią. Chciałam strzelić sobie w łeb, ale stchórzyłam, bo to za szybkie, po prostu pociągnąć za spust i zniknąć? Nie, nie wierzyłam w życie po śmierci. Pozostało co? Szubieniczna pętla? Po raz kolejny strach, że nie złamię sobie karku, gdy stołek spod nóg usunę i po prostu się uduszę w ciągu kilku chwil. Słyszałeś o tym, że ponoć tym, co się wieszają, diabeł pcha ogon do ust i ich nim dławi? Ja tak. I czułam irracjonalny lęk, to zabawne, co nie?
- Po co mi to wszystko pieprzysz? I tak skoczę! - wrzasnąłem ze łzami w oczach. A ona... A ona... tylko pokiwała głową i kontynuowała monolog.
- Więc zdecydowałam się na skok, z tego mostu - po karku przebiegł mi nieprzyjemny dreszcz. - Mimo wszystko to też nie jest takie fajne z tego co wiem. Chwila, gdy się skacze, wymaga niesamowitej odwagi, to jest taki wybór, ostateczna decyzja, której żałuje się w czasie lotu, gdy wiatr chłoszcze ciało, a sekunda do uderzenia zamienia się w godzinę. Człowiek myśli: kurde, a tyle jeszcze mogłem zrobić, ale jest już za późno - wzruszyła ramionami. Potem następuje najgorsze. Uderzenie o ziemię. Wbrew pozorom to nie gaśnie film, a czas zwyczajnie zwalnia, czujesz jak rozwleka się w nieskończoność, gdy twoje kości pękają pod naciskiem, przebijają się przez ciało. I ten ból, ból jest tak paskudny, że nawet nie słyszysz swojego krzyku. A może po prostu nawet nie krzyczysz i ci się to tylko wydaje? Nieważne. W każdym razie to trwa bardzo długo, a potem, o nie, nie umierasz od razu. A sobie po prostu leżysz, czując jak krew chlusta z poprzebijanych żebrami płuc, jak z rozbitej czaszki wypływa tkanka mózgowa. Krótko mówiąc przesrane. Najgorsze jest jednak to, że ten moment powtarza się nieskończenie wiele razy, od skoku, aż do wykrwawienia. A potem... potem jedynie żrą cię robaki, bo nawet nikt nie znajdzie twojego ciała. Czujesz to, a nie możesz nic zrobić, bo jesteś martwy. Trup. Kaput! - z rozmachem klasnęła dłońmi, szczerząc zęby w uśmiechu.
- Skąd... - wysyczałem, czując rosnącą gulę w gardle i irracjonalny lęk przed odpowiedzią, którą już znałem - skąd to wiesz?
- Bo byłam głupia i to zrobiłam. I żałuję i teraz trwa ta nieskończoność od której chcę cię uchronić. A moje kości leżą gdzieś tam na dole, pomiędzy kamieniami. No co tak zbladłeś? Cholera, psiakrew, uważaj. Stój!
Wycofywanie i ziemia usuwająca się spod nóg, a potem wiatr i nieskończoność.


- Teraz rozumiesz czemu ci o tym mówię?
RPG
Ancoron jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Odpowiedz


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum


Powered by vBulletin® Version 3.6.7
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.