Wróć   Forum Gothic - ArcaniA: Gothic 4 > Inne > Art & Story Forum > FanFick
Przeładuj stronę No to sobie nie pofruwamy - praca na KnNO

Odpowiedz
Narzędzia wątku Wygląd
Nieprzeczytane 15-11-09, 00:48   #1
Smutas
Berserker
 
Smutas awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2005
Skąd: kraina barbarzyńców
Posty: 13 153
Domyślnie No to sobie nie pofruwamy - praca na KnNO

Pracę napisałem na Konkurs na Najciekawsze Opowiadanie, ale wyników pewnikiem nie będzie, zatem ja publikuję aby inni mogli przeczytać.

No to sobie nie pofruwamy

Khorinis tętniło życiem. Właśnie zaczytały się odbywane co trzy lata obchody Święta Xardasa z cała gamą towarzyszących mu festynów i zawodów. Przybyli na wyspę goście pozjeżdżali się z całego znanego świata. W sumie samo świętowanie nie było dla wielu z nich tyle istotne, co możliwość nawiązania kontaktów handlowych z kontrahentami z odległych krain. Roiło się też od szpiegów wszelkiej maści i całych tłumów pielgrzymów.
W jednej z portowych tawern, przy stole stojącym w kącie zadymionej izby siedzieli dwaj osobnicy, sączący piwo z glinianych kufli. Jeden z nich był wielkim jak góra wojownikiem, drugi urywał się cały pod płaszczem z kapturem.
- Co tu robisz Smutas? – odezwał się zakapturzony.
- Ja? W sumie to nic. Ot, wielki festyn się zaczyna, można będzie na pewno ciekawe zlecenie załapać. Jakaś mokra, dobrze płatna, robótka? Może jakiś potwór gnębiący miasto do zabicia? Zawsze wśród tylu przybyszy z całego świata usłyszy się cos, na czym da się zarobić. A ty, Rabi, po jakie licho tu przybyłeś? Nie mów mi tylko, że jesteś pielgrzymem, który spędzać tu będzie dni na modłach do Xardasa. Nawet nie wiem kto to był. Pewnie jakis lokalny rozbójnik, albo co? – olbrzym pociągnął łyk piwa z kufla.
- Według tutejszych legend Xardas był magiem, dzięki któremu pierwszy bezimienny pokonał smoki w Górniczej Dolinie. – odparł zakapturzony.
- Tak? Nie słyszałem o nim. Myślałem, że to dzięki wstawiennictwu Innosa Bezimienny dokonał wielkich czynów. –
- To było tak dawno temu, że nikt już nie jest niczego pewny. To lokalne wierzenia. W sumie to pielgrzymom bardziej chodzi to o magię, niż o fakty. W tym całym święcie bardziej chodzi o to, że bez magii nic ci się nie uda, niż o mitycznego bohatera. Sam zobaczysz ilu tu magów się nazjeżdżało ze wszystkich szkół. Dam głowę, że będą tu nawet nekromanci. –
- A, teraz to rozumiem. To nawet lepiej, bo magowie są dobrze poinformowani i tym pewniejsza będzie jakaś kolejna przygoda. Ale nie powiedziałeś, po co ty tu przyjechałeś? –
Rabittous nic nie powiedział, tylko przeciągnął palcem wskazującym pod nosem, zupełnie jakby go obwąchiwał. Smutas widząc ten gest pokiwał ze zrozumieniem głową.
- Nie musisz mi nic tłumaczyć. Mnie te wasze walki pomiędzy zakonnymi wywiadami nic nie obchodzą. Lepiej chodźmy stąd poszukać dobrego burdelu, zanim przyjezdni zdążą do końca wyeksplować tutejsze panienki do towarzystwa. –
- Może wieczorem. Teraz idę do Górniczej Doliny na pokaz fruwaczy. –
- Fruwaczy? A co to takiego? –
- Taka tutejsza atrakcja. Ludzie kleją najpierw konstrucję z cienkich patyków i oklejają pergaminem. Potem wiążą to na długim sznurku i biegną z tym pod wiatr, który porywa fruwacza do góry. –
- A po co to wszystko? – zdziwił się wojownik.
- Na pergaminach wypisane są modlitwy do bogów i kapłani oceniają, który z fruwaczy poleciał najwyżej i najdłużej przebywał w powietrzu. Na tej podstawie potem uznają, która modlitwa została wysłuchana i ma szansę się spełnić. –
- Ech, to jakiś lokalny zabobon. Nigdy nie słyszałem aby bogowie w ogóle zwracali uwagę na takie modlitwy. –
- Nieważne czy zabobon, czy nie, ale widowisko jest przednie. Nigdzie więcej nie zobaczysz czegoś takiego. Niektóre fruwacie wyglądają jak latające smoki, inne jak wielkie ptaki. Chodź ze mną, nie pożałujesz. –
- Nie pieprz mi tu, Rabi, głupot. Na pewno masz tajne zadanie do wykonania i przyda ci się moje towarzystwo. Dobra, pójdę z tobą, ale ty stawiasz żarcie i picie. –
Zakapturzony wzruszył ramionami, ale kiwną głową na zgodę.
***
Górnicza dolina pełna była ludzi, którzy przybyli na pokazy fruwaczy. W różnych jej miejscach odbywały się kolejne konkurencje. W jednym miejscu wielkie fruwacie były przygotowywane do lotu przez wieloosobowe drużyny, gdzie indziej swoje modele puszczały pojedyncze osoby, a osobno kobiety i dzieci. Po jakimś czasie niebo zapełniło się bezlikiem kolorowych fruwaczy. Ludzie stali z zadartymi głowami i głośno komentowali najpiękniejsze okazy.
Rabittous ze Smutasem spacerowali po pagórku, gdzie podobno stał kiedyś zamek. Dziś nie było po nim śladu, tylko kilka ociosanych kamieni wystawało miejscami z ziemi. Obaj oglądali latające wysoko nad głowami fruwacze. Co prawda Smutas stwierdził, że aby nie zakręciło mu się w głowie od jej ciągłego zadzierania, musi przy okazji mieć w górze butelkę z jakimś napitkiem, toteż cały czas pociągał sobie z flaszki. W pewnym momencie spojrzał na niedalekie wysokie wzgórze i szturchnął towarzysza.
- Zobacz co tam się dzieje, co oni robią? –
Na wzgórzu stała grupka osób wokół wielkiego, trójkątnego fruwacza, podtrzymując go w górze. Pod nim stała niewielka postać i wyglądało z daleka, jakby przywiązywała się do niego.
- To kolejny wariat, który myśli, że poleci. – Skwitował to wzruszeniem ramion Rabittous.- Zaraz zobaczymy jak zaryje mordę w ziemię. –
Obaj zatrzymali się i spoglądali z uwagą w kierunku stojącej grupki. Maleńka postać, dźwigając na barkach konstrukcję fruwacza zaczęła biec w dół zbocza, które kończyło się stromym urwiskiem.
- Rzeczywiście, to wariat, zaraz się zabije. – stwierdził wojownik.
Jednak, to co zobaczyli ogromnie ich zaskoczyło. Gdy wydawało się, że smiałek runie w dół i pogruchocze sobie kości, fruwacz na jego ramionach nagłe złapał wiatr i poszybował nad doliną. Jak wielki ptak poruszał się po niebie zataczając wielkie kręgi. Smutasowi z wrażenia wypadła butelka z ręki.
- Rabi, to jakaś magia, nie? – zapytał.
Jego nie mniej zaskoczony towarzysz wyciągnął przed siebie obie dłoni i stał w skupieniu przez chwilę.
- Niesamowite. To nie magia, nic nie wyczuwam. Ten człowiek naprawdę lata! – zakrzyknął wstrząśnięty.
Tymczasem człowiek na fruwaczu opuszczał się coraz niżej ziemi aż w końcu łagodnie wylądował podbiegając kilka kroków. Ze wzgórza biegli ku niemu wiwatujący ludzie. Smutas z Rabittousem tez ruszyli w tę stronę i po chwili pochłoną ich wiwatujący tłum.
- Kto to jest? – Smutas starał się przekrzyczeć panujący harmider.
- To Gilbertu, tutejszy szewc. Przez lata twierdził, że człowiek może latać, ale inni go mieli za wariata. A dzisiaj udowodnił, że się nie mylił! – odkrzyknął mu gruby kupiec przepychający się obok.
***
Wieczorem obaj towarzysze siedzieli w tawernie przy kuflu grzanego wina. Lot Golbertusa nad Górniczą Dolina stał się sensacja, tym bardziej, że bohater powtórzył go jeszcze dwa razy, za każdym podejściem znajdując się coraz dłużej w powietrzu i przelatując coraz większy dystans.
- To niesamowite odkrycie. Rozmawiałem z tym Gilbertusem i wiem co zamierza. Chce skonstruować fwuwacza, dzięki któremu będzie można latać z wyspy na wyspę. Rozumiesz co to oznacza? – zaaferowani Rabittous wiercił się na krześle.
- Jak to co? Chyba to, że ludzie będą latali z wyspy na wyspę, a niby co innego? – zdziwił się Smutas.
- Aleś ty głupi. Nie rozumiesz implikacji tego odkrycia. – zdenerwował się jego towarzysz.
***
W głównej siedzibie Klasztoru Adanosa trwała narada. Wielki Mistrz wody siedział zasępiony. W końcu spojrzał na pozostałych uczestników spotkania i odezwał się.
- Drodzy bracia. Równowaga, której tak pilnujemy została zachwiana. Musimy zdecydować co zrobimy z tym problemem. Wynalazek Giolbertusa może zmienić całą znaną nam cywilizację. –
- Ale nie wiemy, czy na lepsze czy na gorsze. – zauważył jeden a magów poprawiając rękawy błękitnej szaty. – uważam, że dzięki temu los ludzi może ulec poprawie. Sami pomyślcie ile on niesie możliwości. Szybsza komunikacja, transport towarów, postęp techniczny. Ile dobra on przyniesie! Zresztą zobaczcie co nam dostarczyli szpiedzy z Królestwa. Oni tez się zainteresowali tym odkryciem i przygotowali kilka teoretycznych wariantów wykorzystania tego wynalazku. Zaraz wam przeczytam… - mag rozwinął leżący przed nim na stole pergamin i przez chwilę wodził po nim palcem.
- O, tutaj… Wykorzystanie fruwacza, innosowcy nazwali go latawcem, do robienia map nie odkrytych terenów, do patrolowania w celu wczesnego ostrzegania przed pożarami, transportu leków w okolice dotknięte zarazą a nawet do posypywania pół w powietrza nawozami! A to tylko kilka z możliwości zastosowania tego wynalazku! – mag rozejrzał się po zgromadzonych.
Siedzący po drugiej stronie stołu dostojnie wyglądający starzec podniósł dłon, na znak, że i on chce zabrać głos.
- A ja mam podobny raport wywiadu, tylko że z podziemia. Oni też zastanawiali się nad wykorzystaniem tego odkrycie, które na swoje potrzeby nazwali lotnią. Tez przeczytam wam część listy ich pomysłów. – mag rozwinął gęsto zapisany rulon.
- O tutaj… Wykorzystanie lotni pozwoli na efektywniejsze prowadzenie działań wojennych w każdych warunkach. Możliwość przenoszenia nad zasiedlone tereny materiałów zapalających, zrzucanie kamieni na umocnienia, robienie daleko za liniami obrony wroga desantów dywersyjnych, roznoszenie zarazy na nieobjęte nią tereny, poza kordony sanitarne, możliwość inwigilacji całych populacji, szpiegostwo i skrytobójstwo. Nawet o polach wspominają, tylko zamiast nawozów chcą zrzucać szarańczę. –
Wielki Mistrz Wody nie odzywał się tylko przysłuchiwał wybuchłej kłótni zwolenników i przeciwników wykorzystania wynalazku Gilbertusa. Zareagował dopiero wtedy, gdy dyskutantom wyczerpały się merytoryczne argumenty i w ruch poszły pięści, kostury i zaklęcia. Uderzeniem kostura o podłogę zwrócił na siebie uwagę rozgorączkowanych uczestników, którzy z wolna uspokajali się i usiedli na miejscach.
- Sami widzicie, jak wiele zastosowań może mieć ten wynalazek, i tylko od jego użytkowników będzie zależeć, czy przyniesione dobro czy zło. A nas jest zbyt mało by nad tym zapanować. Zresztą niezależnie od tego w jakim celu wykorzystano by te fruwacie, pewne jest jedno. Znany nam świat zmieni się nie do poznania. I na to właśnie nie możemy pozwolić. Musimy zachować dotychczasową równowagę. Jakie jest wasze zdanie? –
Wielki Mistrz Wody kolejno patrzał na siedzących za stołem. Każdy z nich w milczeniu pochylał głowę na znak swojego poparcia dla słów, które właśnie usłyszał.
- Zatem dokonało się, teraz tylko musimy zaplanować jak tego dokonać. –
***
Smutas siedział w Królewskiej Tawernie, gdy nagle wpadł do niej zdyszany Rabittous.
- Nieszczęście! Wielkie nieszczęście! – zawołał w progu.
- A co się stało? Któraś z panienek z zamtuza powiedziała ci, że jest z tobą w ciąży? – zarechotał wojownik.
Mag spojrzał na niego ciężkim wzrokiem, po czym usiadł na ławie.
- Ty tylko o jednym. Mówiłem ci że znam odpowiednie zaklęcia… Ale nie o tym mówię. Gilbetrus nie żyje! – wypalił.
- Gilbertu? A kto to? Aaa… Ten, co latał jak ptak na fruwaczu? –
- Ten sam. Właśnie dostałem wiadomość z Khorinis. Korzystając z bezchmurnej pogody testował kolejnego fruwacza, gdy nie wiadomo skąd zerwał się potężny wiatr i zniósł go nad morze, gdzie spadł do wody. Zanim do niego dopłynęli łodziami pożarły go morskie potwory. A do tego w nocy wybuchł pożar w dzielnicy rzemieślniczej i jego dom spłoną do fundamentów. Spaliły się wszystkie jego plany i notatki. Dwadzieścia lat pracy geniuszu tego konstruktora znikło bez śladu! Nie widzisz jakie to nieszczęście? –
- Nie przesadzaj. Co wymyślił jeden człowiek, może i drugi. Za jakis czas usłyszymy o kolejnym śmiałku z fruwaczem. – Smutas miał dobry humor i nie miał zamiaru rozpaczać jak jego towarzysz.
- Nie jest to takie pewne. Wiesz, że adanosowcy rozgłaszają po całym świecie, że to była kara bogów? Że jakby bogowie chcieli, by ludzie latali, to by im dali skrzydła. –
- Może i maja rację? Ja tam skrzydeł nie mam. Ale są tacy, co na to nie zwrócą uwagi. – wojownik sięgnął po kufel z piwem.
- Z tym też nie będzie łatwo. – mag smutno pokiwał głową.
- Niby dlaczego? – zdziwił się Smutas.
- Wiesz, że burmistrzów miast odwiedzają wysłannicy z Klasztoru? A potem dziwnym trafem Rady Miejskie ogłaszają, że ktokolwiek będzie się zajmował konstruowaniem fruwaczy mogących unieść człowieka, zostanie skrócony o głowę. Już ponad połowa miast na kontynencie to ogłosiła. –
- Ale masz problemy. Wiesz, że „Pod Dokazującym Kucykiem” są nowe panienki? Może je dzisiaj odwiedzimy? – wojownik puścił oko do swojego towarzysza.
- Ty tylko o dupczeniu. Nie rozumiesz jaka szansę straciliśmy? –
- No to sobie nie pofruwamy, tez coś… - Smutas wzruszył kpiąco ramionami.



__________________
Pro Fide, Rege et Lege
Honorowy Użytkownik Forum



Wredny barbarzyńca
User, który ma ZAWSZE rację :-)
RPG
Smutas jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 27-02-10, 14:14   #2
Calzedo
Potentat Stringów
 
Calzedo awatar
 
Zarejestrowany: sierpień 2008
Skąd: Żelazny Tron
Posty: 1 412
Domyślnie

Jak zawsze ciekawy pomysł i ciekawie opisana historia. Rabi jest tutaj inaczej przedstawiony, rzuciło mi się to w oczy jak i to, że bohaterowie są umieszczeni w świecie Gothic'a a nie ŚP, co też jest w sumie innowacyjnym pomysłem. Praca przyjemna w czytaniu, można rzec - lekka. Błędy stylistyczne nie rzucały mi się w oczy, literówki nie przeszkadzały zbytnio w czytaniu ze względu na małą ilość.

Recenzja wykonana na zlecenie Gildii Pisarzy.
__________________
Mag Ognia - Stolica Królestwa Innosa

Zostawiając tu kawał życia.
RPG
Calzedo jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Odpowiedz


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni post / autor
Jak to możliwe, że Bezimienny poradził sobie sam? pasznik Dyskusja 46 28-07-10 16:25
DRAGHAR - CIEMNA ŚCIEŻKA - KNNO Finkregh WIP 10 05-09-04 14:35
Jak szybko natrzepać sobie... Stoiczkow Porady i triki 14 17-08-04 01:22


Powered by vBulletin® Version 3.6.7
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.