Wróć   Forum Gothic - ArcaniA: Gothic 4 > Inne > Art & Story Forum > WIP
Przeładuj stronę Kolejne bez nazwy opowiadanie

Odpowiedz
Narzędzia wątku Wygląd
Nieprzeczytane 03-07-18, 15:22   #1
 Hassan1
Kąsacz
 
Hassan1 awatar
 
Zarejestrowany: marzec 2017
Skąd: Mmz
Posty: 702
Domyślnie Kolejne bez nazwy opowiadanie

Wrzucam kolejne, choć innego formatu. Wiem, że jest tu hejt na takie klimaty, ale skoro pomysł był to nie mam zamiaru się z tego powodu ograniczać. Z góry uprzedzam, że to jest tylko wytwór fantazji, w którym chciałem przedstawić kolejny problem.

Jestem otwarty na hejt, uwagi i propozycje. Dzięki nim będę mógł wiele poprawić. Miłego czytania.



...


Laika jak zwykle przywitała go już od progu, niemal zwalając z nóg. Czas płynął niemiłosiernie i trzyletni labrador osiągnął już swoje pełne rozmiary, choć nadal zachowywała się jak kilkumiesięczny szczeniak. Miał ochotę krzyknąć, gdy zachwiał się i opadł na kolana, czując łapy z nieobcinanymi od dawna pazurami na ramionach, a na twarzy jej mokry język.
- Laika! Spokój! Spokój! Zostaw mnie! - zawołał, wybuchając jednocześnie śmiechem.
Laika chyba już zakończyła rytuał powitalny, gdyż odsunęła się i siadła, machając zamaszyście ogonem w oczekiwaniu aż ją pogłaszcze.
W spokoju zdjął buty, zrobił zamach by rzucić w kąt plecak, jednak rozmyślił się. Dziś weźmie go ze sobą.
- Laika, ty urwisie, tyle razy mówiłem ci, żebyś na mnie nie skakała – powiedział, czochrając sierść swojego pierwszego zwierzaka. Jedynej osoby, która tak entuzjastycznie na niego reagowała. Na niego i nikogo innego. Skrzywił się mimowolnie.
Wszedł do pustego salonu. Było wysprzątane na błysk, niewątpliwa oznaka tego, że jego mama po swojemu uczciła pierwszy dzień urlopu. Na kanapie przed telewizorem wisiała bluza jego siostry, co oznaczało, że młoda musiała już wrócić ze szkoły i teraz najprawdopodobniej wisi w pokoju na telefonie, rozmawiając ze swoim chłopakiem. W sumie nic do niego nie miał, prawie go nie znał, mimo że spotykają się z młodą już cztery lata.
Stukot garnków w kuchni świadczył o tym, że mama była w trakcie przygotowywania obiadu. Ledwie zdążył zrobić krok w tamtym kierunku, gdy zawołała:
- Załóż kapcie z łaski swojej, rano wypastowałam podłogę!
Westchnął i wrócił się po kapcie. Gdy wszedł do kuchni mama właśnie doprawiała zupę, gotującą się w wielkim saganie.
- Możesz spróbować? - spytała. - Nie jestem pewna, czy nie jest za słona.
- Mam zatkany nos – skłamał. - Alergia.
- Aha. Brałeś swoje kropelki?
- Nie używam kropelek od dobrych trzech lat.
- Przytrzymaj mi to – powiedziała nagle mama, wciskając mu w rękę miskę z warzywami.
- Mamo, ktoś ma do nas przyjść? - zapytał, zdumiony różnorodnością przygotowywanych potraw.
- Nie, ale mam wolne i stwierdziłam że moglibyśmy zjeść coś bardziej wystawnego.
No tak. Największą pasją jego mamy było gotowanie. Wychodziło jej to rewelacyjnie i bez problemu mogłaby powiązać z tym swoją karierę zawodową, gdyby tylko chciała. Ale wolała wybrać księgowość i robić nadgodziny.
Jego myśli pomknęły do pokoju na piętrze. Zastanawiał się, czy ktoś tam wchodził od rana.
- Mamo?
- Niedługo będzie obiad – powiedziała, siekając jednocześnie cebulę, marchew i pora. - Musisz zaczekać.
Stał w progu, obserwując krzątającą się mamę. Nie powiedział więcej ani słowa, usiłując przenikliwością własnego spojrzenia przyciągnąć jej wzrok.
Po kilku minutach westchnął bezgłośnie, po czym odwrócił się, zamierzając udać się do swojego pokoju. Jego myśli wróciły na tor, którym biegły od kilku dni. Dzisiejszego ranka wyjątkowo intensywnie krążyły wokół jego szafy z ubraniami.
- Kochanie?
Postawił stopę na pierwszym stopniu, gdy mama wychyliła się z kuchni. W rękach trzymała ścierkę, którą intensywnie wycierała ręce.
- Wszystko w porządku? Jak było w szkole?
Ich spojrzenia przecięły się po raz pierwszy tego dnia. Po raz pierwszy od dobrych kilku tygodni poczuł przyjemne ciepło, rozlewające się po całym ciele. Twarz jego mamy – starzejąca się, lecz nadal na swój sposób piękna i czuła – wyrażała teraz prawdziwe zainteresowanie, spod maski codzienności wychyliła się troska i niepokój. Przez chwilę zalała go fala ulgi, tak duża, że sprawiła iż opuścił bariery i obezwładniła go fala wydarzeń z dzisiejszego dnia, usiłująca wydostać się w potężnym podmuchu szczerości, tak szybko, że za nic nie zdołałby uporządkować ich językiem...


***


- Jaja sobie robisz?
Zamrugał szybko, z wciąż wyciągniętą ręką na powitanie.
- Umyj ręce najpierw, kleją ci się – powiedział, krzywiąc się z udawanym wstrętem.
No tak. Mały grubas, z którym miał nieprzyjemność chodzić do jednej klasy od podstawówki. Trzy lata gimnazjum. I teraz prawie dwa liceum, a oni wciąż na siebie trafiają.
W podstawówce byli najlepszymi kumplami. Zawsze chodzili razem do szkoły. Mieli kilka epizodów, gdy po kłótni nie odzywali się do siebie przez kilka tygodni, jednak zawsze jakoś wspólnie o sobie zapominali. Coś ich ku sobie ciągnęło. Wpadali do siebie w soboty. Ich rodzice znali się i sądzili, że są najlepszymi kolegami.
Żaden z nich nie był święty. Często żartowali, obrażając siebie nawzajem, lecz z czasem żarty te zaczęły przybierać coraz ostrzejszą i bardziej bezczelną formę. Kumulacja nastała w gimnazjum.
Zmieniło się towarzystwo. Tylko oni trafili do tej klasy z całej ich dawnej paczki. I to właśnie on, jako osoba obdarzona elokwencją i łatwo zjednująca sobie znajomych zaczął pokazywać co to tak naprawdę oznacza. Być może było to skutkiem jego pogłębiającej się z roku na rok tuszy, być może kompleksami z powodu słabnącego coraz bardziej wzroku, przez co musiał nosić coraz grubsze okulary. Nie wiedział na pewno. Faktem jednak było, że w obliczu nagłych zmian środowiskowych spróbował najszybszej drogi ku temu by się wybić na forum klasy. Wykorzystać odskocznię, najprostszą z możliwych, która na dodatek zawsze była pod ręką. Tego, o którym wiedział najwięcej.
Były sytuacje lepsze i gorsze. Gdy wyrobił sobie reputację jego kosztem, mocno przycichł i spokorniał, więc siłą rzeczy jego wcześniejsze zachowanie zostało puszczone w niepamięć. Znów byli najlepszymi kumplami.
Wtedy nie widziałem tego co naprawdę... A może jednak byłem ślepy?
Z tego powodu kilka zapowiadających się rewelacyjnie znajomości zostało skutecznie powstrzymanych w sposób subtelny, niepozorny, jednak wyjątkowo dobitny i skuteczny. Jego skutki pokazały się w pełni dopiero po jakimś czasie.
Nawet Marlena...
Gimnazjum skończyli z podobnymi wynikami, lecz z dużą różnicą w liczbie znajomych. On zawsze mu to wypominał: „Jak to, nigdzie nie idziesz? To co ty robisz w soboty? Chodź z nami, będzie fajnie!” Czasem dawał się namówić, naiwnie wierząc w jego dobre intencje. Zwykle kończyło się to tak, że po pewnym czasie czuł się jak specjalnie zabrany na tę okazję kozioł ofiarny. A potem sytuacja się powtarzała, a on znów doświadczał bolesnego poniżenia...
Oczywiście nie było to tak, że się na to godził. O nie! Zwykle nie pozostawał dłużny w takich sytuacjach, jednak przez zaniechanie otwartych reakcji na samym początku kształtowania relacji z nową klasą od początku był na straconej pozycji. W porównaniu ze znacznie mniej sytuacyjnym żartem wypadał w większości przypadków dość słabo, przyjmując dolę pokonanego. Na polu walki, na które sam dał się zaciągnąć, wiedząc, że ma tylko gołe pięści przeciwko kuszy. To porównanie wydawało mu się wyjątkowo celne.
A potem trafili do tego samego liceum, do tej samej klasy i sytuacja się powtórzyła. Czy to był przypadek czy nie, nie miało to znaczenia. Z początku myślał, że to już ten wiek, że on wydorośleje, zrobi się bardziej rozsądny i zacznie zachowywać się stosownie do swojego wieku. Przeliczył się.
Pierwsza klasa była niczym powtórka z gimnazjum. Jednak teraz nie dawał się tak łatwo wciągnąć w wir ambiwalentnego życia towarzyskiego. Tym razem zachowywał dystans. Przestał traktować wszystko jak żart i reagował agresją...
Ja? Agresją? Wolne żarty, nawet w najgorszych sytuacjach nie potrafiłbym...
… co kilkukrotnie skończyło się tym, że stracił nad sobą panowanie. Nigdy nie przypuszczał, ze byłby do tego zdolny. Reakcja nastąpiła samoistnie, w chwilach, gdy niewidzialna dla nikogo granica zostawała przekroczona, a na kilka sekund obezwładniała go szarość, by po chwili ukazać mu skutki działań dokonanych pod jej wpływem. Za pierwszym były to rozbite okulary jego „przyjaciela”. Za drugim podbite oko.
Oczywiście te sytuacje zostały obrócone przeciw niemu, w dodatku na forum klasy w taki sposób, że gdy minął szok i uczucie upodlenia, gdy potrafił spojrzeć na to z innej perspektywy był pełen podziwu dla tego,w jaki sposób potrafił obrócić nawet najgorszą sytuację na swoją korzyść. Bez wątpienia poradzi sobie w życiu. Daleko zajdzie. O tak.
Szybko zaprzestał tego typu reakcji. Zaczął go unikać, jednak gdy jest się w jednej klasie, nie jest to takie proste. Wkrótce zarówno osoby z klasy, jak i niektórzy nauczyciele, a także ich wspólni znajomi spoza szkoły
Gdybym mógł choć raz się z nią spotkać i wyjaśnić jak było naprawdę...
zaczęły mieć do niego dystans. Prawdopodobnie unikanie kontaktu nie miało wpływu na to, że nadal był głównym tematem rozmów.
Raz był na skraju załamania. Pół roku temu. Gdy chłopak, którego poznał na zawodach tenisa, z którym przez ostatni rok, odkąd zaczął chodzić na treningi (tenis był jedyną rzeczą, która pozwalała mu oderwać się od myśli, w której zresztą miał duże sukcesy), nawiązał z nim bardzo dobrą relację. Mieszkali dość daleko siebie, jednak świetnie się dogadywali i współpracowali razem podczas treningów. Ta znajomość była tym, czego mu przez większość życia brakowało. Rodzice nigdy nie pytali go o nic na siłę, nigdy nie naciskali zbyt mocno, gdyż bardzo się przed tym opierał
A tak tego potrzebował! By ktoś w końcu zburzył ten mur...
a ten człowiek pokazał mu, że jeśli stworzy się odpowiednią relację, siła nie będzie potrzebna. To z nim wypił pierwsze piwo, po raz pierwszy sam zagadał do obcej dziewczyny. To on pierwszy odnosił go do domu, gdy spił się tak, ze nie był w stanie utrzymać się na nogach.
Mama do dziś go o to obwinia...
Aż nadszedł ten moment. Wracali po treningu, on był jakoś markotny i nie chciał rozmawiać. Następnego dnia najwidoczniej się przemógł, gdyż wysłał SMS z wyjaśnieniem całej sytuacji. Jego dziewczyna prawie została zgwałcona przez swojego sąsiada, a on nie wiedział co zrobić. Dostał tę wiadomość w najgorszym możliwym momencie – podczas lekcji wf-u. Wtedy gdy wszyscy zajęci byli grą w siatkówkę, a on
ten mały grubas
jak zwykle nie miał stroju i lekcję spędzał na ławce, pilnując telefonów chłopaków z klasy. Po lekcji wszystko wyszło na jaw
nawet ja bym nie przypuszczał, że on
odczytał tę wiadomość. I oczywiście na następnej lekcji rozpowiedział o tym całej klasie, rzucając mu kąśliwe uwagi. Przez ostatni rok mocno się hamował, zauważając, jak to może wpłynąć, na stan jego nosa i okularów, jednak tym razem nadto się rozkręcił. Kolejna fala szarości. Lekcja matematyki. Wyliczanie
czy jeśli moja ręka na zasięg pięćdziesięciu pięciu centymetrów to zdołam strzelić go ryj tak by poczuł, bez wychylania się z krzesła
wzorów funkcji kwadratowej. To działo się szybko. Natychmiastowa reakcja nauczycielki. Panika klasy
ich nienawistne, nierozumiejące (przestraszone?) spojrzenia
dyrektor i wychowawca. Ostatnie co pamiętał, to jego spojrzenie, które wychwycił, wychodząc z klasy. Spojrzenie, w którym nie widać było bólu, jedynie strach i satysfakcję.
Wieści z SMS-a szybko się rozniosły. Kolega z tenisa przestał się do niego odzywać. Zmienił klub. Nie odbierał telefonów. I surowe słowa pani psycholog, z którą miał tego samego dnia rozmowę:
- Czy masz jakieś problemy?
- Nie, proszę pani. Dałem się sprowokować


***


Trwało to tylko chwilę, gdyż w chwili gdy zaczerpnął powietrza, mama wróciła do kuchni, by zamieszać w rondlu z przypalającym się sosem. Wróciła po chwili, lecz w jej oczach znów pojawiło się roztargnienie.
- No to jak było w szkole?
Zapiekły go oczy. Zamrugał szybko, by pozbyć się tego uczucia.
- W porządku – powiedział, uśmiechając się. Jego myśli znów pomknęły ku pokojowi, gdzie w szafie na ubrania, schowany pod stertą starych dżinsów czekał już sznur z solidną pętlą, który uplótł w nocy. - Pójdę na górę.
- Cieszę się – powiedziała mama, wracając do kuchni. - Zawołam cię na obiad.
Odwrócił się. Wspinając się po schodach pomyślał, że i tak nie było sensu informować mamy o tym, że jeszcze dziś zostanie wezwana do szkoły.
Tylko jedna myśl pozwalała mu na mozolne stawianie kolejnych kroków na schodach, zbliżając go z każdą chwilą do jego pokoju, gdzie miał zamiar zrealizować od dawna przekładany plan.
W końcu jutro będą jego urodziny.


KONIEC
RPG
Hassan1 jest teraz online  
Góra Odpisz z cytowaniem
Odpowiedz


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni post / autor
Opowiadanko bez nazwy Hassan1 WIP 10 28-06-18 15:30
Nie pojawiające się nazwy przy ataku danielo99 Pomoc 3 19-03-16 23:52
Własne nazwy save'ów w Gothic 3? Laxus Dyskusja 4 01-03-13 20:52
Dźwięki i nazwy wirgulwrestler Pomoc 4 27-04-10 22:28
Zmiana nazwy postaci Marcuos Porady i triki 2 28-08-07 09:46


Powered by vBulletin® Version 3.6.7
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.