Wróć   Forum Gothic - ArcaniA: Gothic 4 > Inne > Art & Story Forum > FanFick
Przeładuj stronę I miejsce w konkursie na opisanie jednego dnia na Archolos

Odpowiedz
Narzędzia wątku Wygląd
Nieprzeczytane 07-10-15, 16:31   #1
Smutas
Berserker
 
Smutas awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2005
Skąd: kraina barbarzyńców
Posty: 13 100
Domyślnie I miejsce w konkursie na opisanie jednego dnia na Archolos

Opowiadanie zajęło pierwsze miejsce w konkursie na opis jednego dnia z zycia na Archolos

Jeden dzień z życia na Archolos



Marwik, tajny wysłannik vengardzkiej gildii kupieckiej, siedział i pisał raport, który jutro z samego rana zostanie wysłany jednym z kupieckich statków na kontynent.
***
„… i z tego właśnie powodu moja przykrywka zdała egzamin. Wszyscy uważają mnie za zwykłego kupca, który przybył tu by zdobyć zapas rzadkich futer oraz ziół rosnących tylko tu, na Archolos. Nikt nie podejrzewa że moim zadaniem jest zebranie opinii o mieszkańcach miasta w celu ocenienia na ile warto robić z nimi interesy i kto się do tego najlepiej nadaje.
Jestem tu dopiero pierwszy dzień, ale poczynione prze ze mnie obserwacje są zaiste sensacyjne! Ta wyspa to siedlisko samych idiotów i kretynów, którzy uwierzą w najgłupszą nawet historię. Nasi agenci handlowi ze swoimi umiejętnościami perswazji wmówią tym tubylczym baranom każdy bajer! Będziemy tu robić krociowe interesy, tylko musimy jak najszybciej przysłać swoich oficjalnych przedstawicieli handlowych, aby nikt inny nas nie ubiegł.
Ale po kolei. Zatrzymałem się w najelegantszym zajeździe w mieście, gdzie posiłki spożywa sama śmietanka towarzyska Archolos: najbogatsi kupcy i mieszczanie oraz rzemieślnicy. Już od śniadania starałem się nawiązać kontakty z jak największą ilością tubylców. Lecz to co mnie spotkało wprawiło mnie wręcz w osłupienie. Już pierwsza osoba, którą poznałem, a był to mistrz pracowni kowalskiej, okazała się wariatem…”

***
- O, witaj przybyszu z dalekich krain! – młody assasyn o pokrytej bliznami twarzy dosiadł się do stołu przy którym siedział Marwik i przepił do niego. – Jesteś może kupcem z kontynentu? –
Marwik potwierdził skinieniem głowy.
- A to wspaniale! – ucieszył się młodzian utkwiwszy w nim spojrzenie swoich fioletowych oczu. – Szukam dostawcy szat z dziurami na plecach na skrzydła. –
- Że co?? – wyrwało się osłupiałemu vengardczykowi.
- No, takich ubrań, co by je mogli nosić ludzie ze skrzydłami. – odparł młodzian.
- Z czym? – Marwik nic nie rozumiał.
- No to wyjaśnię od początku. Mam w rodzinie bardzo mądrego wuja. A o tym że jest mądry to wiadomo chociażby dlatego, że od ponad sześćdziesięciu lat żyje w celibacie. I właśnie kilka tygodni temu, dzięki tej seksualnej wstrzemięźliwości, odkrył genialną ideę. Ogłosił że stworzy człowieka ze skrzydłami.
- I co, udało mu się? – zaciekawił się agent.
- No.. Jeszcze nie. Ale się stara. Każdą chwilę spędza ganiając za kurami z kuśką w garści. -
- A to po co? –
- W swym geniuszu zrozumiał, że jak kurę przeleci, to ona zniesie jajo, z którego wykluje się skrzydlaty człowiek. – młodzian tłumaczył dalej. – A ja kupiłem mu stado kur składające się z dwustu niosek. No i jak zaczną się ci skrzydlaci ludzie wykluwać, to będzie potrzebna masa specjalnie szytych dla nich ubrań. –
Tajnemu wysłannikowi vengardzkich kupców szczęka ze zdziwienia opadła aż na stół…
***
„Ale jeżeli myślicie, że to był wielki wariat, to moja relacja z następnej rozmowy z mistrzem pracowni jubilerskiej dopiero wam pokaże stan umysłowy najważniejszych osób w Archolos…”
***
Następnym gościem zajazdu z którym Marwik rozmawiał był wysoki, ubrany na czarno młodzian. Jego długie czarne włosy co rusz spadały mu na oczy i musiał odgarniać je niedbałym gestem.
- Jesteście na pewno kupcem? – zapytał.
- Tak jest. Przybyłem tu kupić ciepłe futra i zioła, które nie rosną na kontynencie. –
- Ale handlujecie wszystkim? –
- Byle tylko zysk to przynosiło. –
- No bo ja bym chciał kilkaset kotów kupić. Żywych. –
- Eeeeee…. – Marwik przez chwilę zapomniał języka w gębie. – Kotów? Znaczy się lwów i tygrysów? –
- A na cholerę mi takie niebezpieczne zwierzaki? Chodzi mi o zwykłe domowe koty. Byle ich dużo było. – wyjaśnił młodzian o alabastrowej skórze.
- A, na futerka wam ich potrzeba? – zapytał domyślnie Marwik.
- Nie, do tkania nici. – usłyszał w odpowiedzi.
- Koty mają tkać nici? – agent nie był pewien czy dobrze usłyszał.
- Koty? Przecież to niemożliwe. One miałby tylko kołowrotki obracać. No, jako napęd. Takie perpetuum mobile wymyśliłem. –
- Perpetuum mobile z kotów? – wysłannik vengardczyków wybałuszył ze zdziwienia oczy.
- No, już wyjaśniam. No bo zaplanowałem w tkalnię zainwestować i szukałem pomysłu na machinę, która by wrzeciona obracała. A wiecie zapewne, że jak zrzucicie kota z dachu, to on zawsze na cztery łapy spada, prawda? No to ja wymyśliłem, że jak się weźmie dwa koty i zwiąże ze sobą tak, aby plecami się do siebie miały, to wtedy po zrzuceniu z dachu nigdy na ziemię nie spadną, tylko wciąż będą się obracać. Bo to na przemian, ten co będzie na górze, obróci się aby spaść na cztery łapy, ale wtedy ten co był na dole znajdzie się na górze i to on się obróci aby spaść na cztery łapy, a wtedy ten co był wcześniej na górze a znalazł się na dole, znajdzie się znów na górze i się obróci aby spaść na cztery łapy…
***
„… i wtedy, ledwo uciekłszy przed tym szaleńcem gadającym o obracających się kotach postanowiłem zjeść w końcu obiad. Wpadłem jednak na mistrza pracowni łuczarskiej. Ten to okazał się wariatem…”
***
Marwik, chcąc zjeść dobry posiłek usiadł przy stole obok okna i wtedy dopiero zauważył, że znalazł się naprzeciwko barczystego blondyna o długich, związanych w kucyk włosach.
- O, wy to pewnie jesteście tym zamorskim kupcem, co? Interes do was bym miał. – nowy towarzysz zaczął rozmowę od razu z grubej rury.
- A co was, panie, interesuje? –
- No, dostałem właśnie zlecenie na masową produkcję dzid i poszukuję dostawcy jednego z elementów, takiego pierścienia z brązu, który na jedną część dzidy w celach ozdobnych będzie założony. –
- Acha… Nie znam się na robieniu dzid, ale jak mi wyjaśnicie o co dokładnie wam chodzi, to na pewno się dogadamy. Znam akurat na kontynencie wielu kowali, którzy w brązie kują… - Marwik ucieszył się, że może przy okazji zbierania informacji uda mu się ubić własny interesik na boku.
- Już wam wyjaśniam. Jak zapewnie wiecie, dzida bojowa składa się z dzida bojowa składa się z przeddzidzia dzidy bojowej, śróddzidzia dzidy bojowej i zadzidzia dzidy bojowej. A żebyście jeszcze lepiej problem rozpoznali, to powiem wam, że przeddzidzie dzidy bojowej składa się z przeddzidzia przeddzidzia dzidy bojowej, śróddzidzia przeddzidzia dzidy bojowej oraz zadzidzia przeddzidzia dzidy bojowej. Śróddzidzie dzidy bojowej skład się z przeddzidzia śróddzidzia dzidy bojowej, śróddzidzia śróddzidzia dzidy bojowej i zadzidzia śróddzidzia dzidy bojowej. Natomiast zadzidzie dzidy bojowej składa się z przeddzidzia zadzidzia dzidy bojowej, śróddzidzia zadzidzia dzidy bojowej oraz zadzidzia zadzidzia dzidy bojowej. A pierścień, o którym mowa będzie montowany na zadzidziu zadzicia przeddzidzia śróddzidzia zadzidzia przeddzidzia śróddzidzia zadzidzia zadzidzia przeddzidzia… - po kwadransie wymawiania miejsca lokalizacji brązowych pierścieni blondyn skończył i zapytał. – Bylibyście zainteresowani dostawą tego elementu? –
Agent obtarł spocone czoło.
- A ile tego miałbym wam z kontynentu dostarczyć? – zapytał.
- Osiem – usłyszał w odpowiedzi.
- Osiem ładunków okrętów!? Całych konwojów!!? – aż zakrzyknął podniecony wielkością transakcji.
- A po co mi aż tyle? Mi o osiem sztuk chodzi. Bo wiecie, dzidy zamawia się na indywidualny wymiar, na sztuki. Wtedy każde zlecenie powyżej dwóch stuk to uważa się za masową produkcję. A ja właśnie takie aż na osiem dzid
dostałem…
***
„Pragnę wam donieść, że to nie koniec mojego raportu o tych dziwakach z Archolos. Kolejnym, z którym mogłem się zesunąć, był mistrz pracowni myśliwskiej. Ten to dopiero okazał się pokręcony…”
***
Ledwo wyzwoliwszy się z towarzystwa szaleńca, który chciał kupić osiem pierścieni do zamontowaniu na… mniejsza z tym, trochę rozkojarzony Marwik wpadł na stojącego przy barze kolejnego tubylca. Ten był ubrany w niebieski płaszcz z białą podszewką i czarne spodnie. Był skromnej postury i lekko kulał, jakby miał lewą nogę ciut krótszą od prawej.
- Hej, chcesz ubić dobry interes? – padło pytania.
- Może najpierw powiecie jaki? – nauczony poprzednimi rozmowami Marwik wolał się upewnić że to nie wariat.
- Pióra bym kupił. Najlepiej harpii. Byle dużo. Ale warunek jeden, muszą być z działającymi skrzydłami. –
- To raczej nie problem. Znam myśliwych co na harpie polują. Poucinają im skrzydeł ile wam potrzeba. – agent się ucieszył, że poznał nareszcie pierwszą normalną osobą w Archolos.
- A na cholerę mi obcięte skrzydła harpii? Przecież mówiłem, że mi są potrzebne działające skrzydła! –
- Acha! To wam żywe harpie potrzebne? –
- A na cholerę mi żywe harpie? I co wy z tymi harpiami? Jakąś obsesję na ich punkcie macie? – zdziwił się tubylec.
- To o co chodzi z tymi działającymi skrzydłami? –
- No, wy z kontynentu zawsze się chwalicie, jaki to u was postęp techniczny, a u nas na prowincji zacofanie. Jak zebrałem te wszystkie opowieści o tempie waszego rozwoju technicznego, to mi wyszło, że wy tam u siebie, już ze trzy lata temu musieliście wynaleźć takie mechaniczne skrzydła, które ludziom latać pozwalają. No i ja chciałbym ich produkcję tu na Archolos uruchomić. Dlatego pióra są mi potrzebne. A żeby za patent nie płacić, to najlepiej od razu z gotowymi skrzydłami, abym mógł się przyjrzeć jak one są zbudowane. – odrzekł całkiem poważnym głosem odziany na niebiesko mieszkaniec wyspy.
- Na wielkich bogów, kolejny szaleniec! – przemknęło przez głowę Marwika. Gorączkowo zastanawiał się jak wybrnąć z tej sytuacji.
- Może poznam was z taki jednym co ma podobny pomysł? – rzucił nieśmiało.
- Podobny pomysł? Wymyślił skrzydła do latania dla ludzi? – zaciekawił się tubylec.
- Nie, on ma wujka co kury dupczy żeby mieć jajka, z których wyklują się skrzydlaci ludzie… - przybysz z kontynentu zaczął tłumaczyć, ale nie udało mu się skończyć, bo rozmówca mu przerwał.
- Kury dupczy? Pojebało was? Ja tu o konkretnym interesie na skrzydła dla ludzi, a wy tu o takich pierdołach jak dupczenie kur? Pewnie rejs wam zaszkodził co? Bujanie okrętu na mózg się wam rzuciło. Ale jak koniecznie chcecie sobie kury podupczyć, to karczmarz pewnie wam jakąś dostarczy…
***
„Zapewniam was, że to nie był koniec korowodu dziwaków z jakimi dziś się spotkałem. Zaskakujące jest, że oni wszyscy pełnią tu odpowiedzialne funkcje mistrzów pracowni i są najbardziej szanowanymi obywatelami. Nie uwierzycie co mi zaproponował mistrz pracowni zielarskiej…”
***
Kolejnym tubylcem, na którego napatoczył się tajny wysłannik kupieckiej gildii z kontynentu był siedmiostopowej wysokości olbrzym w rogatym hełmie na głowie.
- O, nareszcie ktoś w świecie bywały, na pewno mi pomożecie! – zawołał olbrzym.
- Ale o co chodzi? – zapytał Marwik niepewnym głosem.
- Taki eksperyment przeprowadzam. Moglibyście te karty przejrzeć? – przed agentem olbrzym położył kilkadziesiąt kart papieru pokrytych dziwnymi rysunkami. Niektóre przypominały runy, inne figury geometryczne pozostałe zwykłe dziecinne bazgroły. Po ich przejrzeniu zwrócił je wielkoludowi. Ten, jakby trochę rozczarowany, zapytał:
- Nic wam się nie zachciało? –
- Eeee… No nic… -
- Może te następne obejrzycie? –
Cały rytuał się powtórzył.
- A teraz coś wam się chce? – zapytał właściciel rogatego hełmu.
- No… Napiłbym się wina. –
- Nie o to mi chodziło… Srać wam się nie zachciało? –
- Srać? Niby z jakiego powodu? –
- No, czy któryś z tych obrazków nie wzbudził w was ochoty na wypróżnienie się? – padło pytanie.
- Nie rozumiem. Niby dlaczego miałby zachcieć mi się srać od patrzenia na obrazki? – zapytał zdumiony Marwin.
- Wyjaśnię wam. Chodzi mi o taki rysunek, którego pokazanie wzbudza w człowieku nieodpartą potrzebę wypróżnienia się. O to najlepiej na rzadko. Wyobrażacie sobie bojowy potencjał takiego rysunku? Pędzi na was armia wroga, a wasi wojownicy pokazują im nagle tarcze z namalowanym tym obrazkiem. No i całe atakujące wojsko fajda na raz w gacie. Wyobrażacie sobie jaki to byłby wstyd? Jak taka sraczka osłabiłaby morale napastnika? – wyjaśniał wielkolud.
- Niby macie rację co do bojowego potencjału takiego obrazka… Ale skąd wiecie, że istnienie takiego rysunku jest w ogóle możliwe? Nigdy o czymś takim nie słyszałem. –
- Bo to tajne jest. Ale ja mam na to dowód. Na własne uszy o tym słyszałem. Jeszcze jako dziecko. – padło wyjaśnienie wypowiedziane konspiracyjnym szeptem.
- Jaki dowód? Nie rozumiem was. –
- Ale nikomu tego nie zdradzicie? Przysięgnijcie! Dopiero wtedy wam powiem. – nalegał olbrzym.
Marwik, chcąc nie chcąc, przysiągł się. Wszystko dlatego aby tylko niechcący nie zdenerwować wielkoluda, który zapewne był nie mniej szurnięty niż ci, z którymi rozmawiał dzisiaj wcześniej.
- Jako mały brzdąc schowałem się kiedyś pod stołem i byłem świadkiem jak mój wujek z jednym magiem się spierał. Nie pamiętam już o czym oni mówili, że wujek chciał aby ten mag coś mu pokazał, a mag odparł mu na to: „jak ci pokaże to się na rzadko zesrasz”. No i wujek już dalej na to nie naciskał. Zatem to dowód, że taki rysunek musi istnieć! No bo co innego ten mag mógłby wujkowi pokazać? Ja już od dwudziestu lat rysuję różne obrazki i ludziom pokazuję, Ale jeszcze na ten właściwy nie wpadłem. Może pokazać wam kolejny komplet moich rysunków? Chcecie obejrzeć? – Przybysz nie chciał i grzecznie się ukłoniwszy dał drapaka…
***
„To naprawdę niesamowite, aby tacy durnie zajmowali tak odpowiedzialne stanowiska. Wyobraźcie sobie jakie interesy będziemy mogli z nimi robić, skoro oni w takie bzdury wierzą! Skrzydlaci ludzie wykluwający się z jajek? Obrazki wywołujące sraczkę u patrzącego? Nie spotkałem jeszcze miejsca gdzie można będzie tak łatwo interesy kręcić. W sumie nie spotkałem tu nikogo, kto byłby normalny. Nawet sam Gubernator, którego spotkałem podczas kolacji, okazał się nieźle pokręcony…”
***
Chcąc ukryć się przed chorymi na umyśle tubylcami Marwik rzucił złotą monetę karczmarzowi i kazał zaprowadzić się na kolację do osobnej sali jadalnej, gdzie tylko najważniejsze i najbogatsze osoby miały dostęp. Ku jego miłemu zaskoczeniu dowiedział się, że zje posiłek razem z samym Gubernatorem, który akurat raczył zaszczycić swoją osobą zajazd. Jednak nie czekała go miła pogawędka z najważniejszym człowiekiem na wyspie. Gubernator wszedł zasępiony i bez słowa usiadł przy stole. A potem ciężko westchnął i zrezygnowanym wzrokiem potoczył dokoła. Dopiero wtedy zauważył Marwika.
- Witaj cudzoziemcze. Baw się tu dobrze i nie zwracaj uwagi na mój zły humor… -
- Coś złego się stało? Może radą mógłbyś służyć? – zaoferował się agent.
- Ech, mam nakazać wykonanie wyroku śmierci na jednym szpiegu, ale nie wiem kiedy mam go zlecić, bo nieopatrznie powiedziałem, że nastąpi to w przeciągu najbliższego tygodnia, tylko że skazany dopiero z samego rana w dniu wykonania wyroku się o tym dowie. –
- I w czym tu kłopot? – zdziwił się Marwik.
- Ten szpieg wykazał mi że takiej obietnicy nie da się dotrzymać! –
- Jak to? -
- Też nie mogłem w to uwierzyć, ale skazaniec wykazał mi że się miliłem i teraz mam kłopot co z nim zrobić, bo wyroku cofnąć się nie da. –
- Nic nie rozumiem. Jak mógł wam coś takiego udowodnić? –
- Skoro skazaniec nie może się wcześniej niż w dniu wykonania wyroku o jego terminie dowiedzieć, to ostatni dzień tygodnia, niedziela, odpada. -
- Tak? A dlaczego? –
- Bo jak nic nie zrobię do niedzieli, to już w sobotę skazany się domyśli że wyrok będzie wykonany w niedzielę. A wtedy nici z zaskoczenia. Prawda? –
Przybysz z kontynentu zmarszczył czoło zastanawiając się głęboko nad tym co usłyszał. Po chwili stwierdził z zaskoczeniem.
- Rzeczywiście! Niedziela zatem odpada. –
- Skoro wykluczyliśmy niedzielę, musimy też wykluczyć i sobotę. –
- A to niby z jakiej racji? –
- Jeśli nic nie zrobię wcześniej, to w piątek skazaniec będzie już wiedział, że sobota będzie tym dniem. Zgadza się? –
Marwin jeszcze bardzie, zmarszczył w zamyśleniu czoło.
- Faktycznie... Sobota zatem też odpada. –
- No to jak odrzuciliśmy niedzielę i sobotę, musimy wykluczyć i piątek. –
- Niemożliwe! –
- No to posłuchaj. Jak do czwartku nic się nie stanie, to znowu dzień wcześniej skazaniec wpadnie na to, że w piątek czeka go kaźń! –
Agent aż sapnął z zaskoczenia. Po dłuższym namyśle odezwał się z rozczarowaniem:
- No... Niby tak... Zatem i piątek odpada. –
- Czwartek też. –
- Jak to? – agent wybałuszył oczy.
- Bo jak nic nie stanie się do środy, to skazany zorientuje się, że czwartek będzie tym dniem! –
Marwik myślał o wiele dłużej jak dotąd. W końcu stwierdził zrezygnowanym głosem:
- Rzeczywiście. Odpada niedziela, sobota, piątek i czwartek. Ale i tak zostały jeszcze trzy dni! –
- Niekoniecznie. –
- Jak to niekoniecznie? –
- Środa odpada, bo we wtorek już będzie wiadomo, że to będzie ten dzień! –
Agent aż przysiadł. Pod zmarszczonym czołem prawie było widać jak jego mózg stara się przetrawić tę informację.
- No tak. Środa też odpada. – powiedział płaczliwym głosem.
- A wtorek? – zapytał z nadzieją w głosie.
- Wtorek też musimy odrzucić. Jeżeli w poniedziałek nic nie nastąpi, to będziemy dzień wcześniej wiedzieć, że chodzi o wtorek! – Gubernator bezlitośnie wykluczył następny dzień.
- Na Beliara! I wtorek trzeba odrzucić! –
- Poniedziałek też odpada. –
- Jak to? Niemożliwe! –
- Możliwe, możliwe. Skoro wykluczyliśmy wszystkie pozostałe dni tygodnia, już teraz wiemy, że chodzi o poniedziałek. Czyli z niespodzianki nici! – obwieścił Gubernator zasmuconym głosem. - Będę musiał skazańca wypuścić, no bo na jakiej podstawie mam go dłużej niż tydzień w areszcie trzymać? Prawo na to nie pozwala. –
Marwik postanowił zrezygnować z posiłku razem z Gubernatorem. Wolał nie wnikać w meandry myślenia, które kierowały jego tokiem rozumowania.
***
„Jak widać, sam gubernator intelektem też nie grzeszy. Namówienie go na podpisania najgłupszego nawet przepisu czy kontraktu nie powinno być większym problemem. Na tym zakończyłem dzisiejsze rozmowy z tubylcami. Co prawda próbował ze mną rozmawiać jeszcze mistrz pracowni płatnerskiej, ale przyznam się, że rozmowa o różowych kucykach rasy o dziwnej nazwie „pony” była dla mnie zbyt abstrakcyjna. Na tym kończę relację z pierwszego dnia mojego pobytu w Archolos.”
***
Gdy agent gildii kupieckiej kończył pisanie w izbie na piętrze swojego raportu, na parterze Smutas rozmawiał z właścicielem zajazdu.
- Naprawdę miałeś niezły pomysł z tym konkursem na opowiadanie niestworzonych historii nowym przybyszom. – karczmarz zaśmiał się głośno. – Żebyś widział miny niektórych z tych, co dziś na Archolos przypłynęli. Wszyscy dali się nabrać na te wasze gadki o ludziach z jajek, tych dzidach i pozostałych historiach. Sam też nieźle się z tego uśmiałem. A ten kupiec, co w Vengardu tu przypłyną, to tak mu ze zdziwienia szczęka opadła, że chyba wszystkie muchy w knajpie mi wyłapał. Przez cały dzień rozmawiał z wszystkimi i widziałem jak z każdą rozmową coraz bardziej był zdumiony. Kiedy im powiemy że to był tylko kawał? Jeszcze gotowi uwierzyć, że tu sami wariaci mieszkają. –
Smutas zarechotał.
- Jak któryś taki głupi, że dał się na to nabrać, niech sobie w to wierzy. Każdy normalnie myślący już po drugiej rozmowie powinien się domyślić, że w konia jest robiony. – odparł wielkolud zadowolony z tego jak popularny okazał się jego nowy konkurs.
__________________
Pro Fide, Rege et Lege
Honorowy Użytkownik Forum



Wredny barbarzyńca
User, który ma ZAWSZE rację :-)
RPG
Smutas jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Odpowiedz


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni post / autor
Konkurs na opisanie przestępstwa - III miejsce Whitefire FanFick 3 10-06-11 18:51
Konkurs na Opis Dnia z Życia Nowicjusza - II miejsce Alembik_Vina FanFick 0 13-08-10 10:46
Konkurs na Opis Dnia z Życia Nowicjusza - I miejsce Lokos FanFick 2 13-08-10 10:36
I Miejsce w Konkursie na świąteczne opowiadanie Smutas FanFick 2 02-03-10 18:54
I miejsce w Literackim Konkursie Olimpijskim Smutas FanFick 0 13-10-08 11:20


Powered by vBulletin® Version 3.6.7
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.