Wróć   Forum Gothic - ArcaniA: Gothic 4 > Inne > Art & Story Forum > WIP
Przeładuj stronę Chromanin

 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Nieprzeczytane 17-06-05, 09:49   #1
Fyo
Kąsacz
 
Fyo awatar
 
Zarejestrowany: luty 2005
Skąd: Z Edenu
Posty: 307
Domyślnie

Jest to moja pierwsza Historia, jescze nie zkonczona, ale pracuję nad tym. Piszcie jak wam się podoba.

Rozdział V – Chata Cavalorna

Po dotarciu do Klasztoru Milten musiał stanąć przed Radą Ognia, która miała zadecydować co z nim się stanie. Trzech Arcymistrzów zebrało się w Klasztorze, a Milten musiał czekać na zewnątrz. Był późny wieczór, a ponieważ lało jak z cebra, a gromy przeszywały raz po raz niebo, musiał się schować w kuźni Stona. Po godzinie, która była dla maga wiecznością, z Klasztoru wyszedł Xardas. Milten podszedł do niego lekko się chwiejąc, ze strachu miał nogi jak z waty.
-Rada Ognia nie wydali Cię z Klasztoru. Ale zostałeś skazany na tymczasową banicje. Przez czas trzydziestu dni będziesz musiał mieszkać poza obozem, w odległości nie mniejszej niż pięćdziesiąt kroków. Możesz ze swojej komnaty wziąć najpotrzebniejsze rzeczy, po czym musisz opuścić obóz. Może poza nim znajdziesz lepsze sposoby na wyładowanie swojej złości, niż pobicie wysokiego rangom Maga Ognia.
-Ale Mistrzu, czy po tym incydencie wciąż mam szanse na zostanie Arcymistrzem?
-Hmmm... Twoje szanse były bardzo ogromne, ale po dzisiejszym wydarzeniu zmalały. Te zdarzenie udowodniło, że nie jesteś jeszcze gotów i musisz jeszcze wiele zrozumieć. A teraz idź już. Musisz się jeszcze spakować...
-To znaczy, że jeszcze dziś mam opuścić obóz!?
-Tak, jeszcze dziś... Żegnam Cię.
-Do zobaczenia za miesiąc...
-Tak... za miesiąc.
Xardas odwrócił się i wszedł do Klasztoru, Milten wszedł za nim po czym udał się do swojej komnaty. Kucnął przy skrzyni, z której wydobył swoją torbę podróżną, kilka zwojów, trzy runy z zaklęciami, kilka napojów i swój podróżny płaszcz. Płaszcz zarzucił na siebie, a całą resztę wrzucił do torby, po czym wyszedł z Klasztoru. Spojrzał na niebo, otulił się szczelniej płaszczem i skierował się w stronę bramy. Przechodząc koło domów w zewnętrznym pierścieniu poczuł smutek. Słyszał gwar rozmów, brzęk szkła, czuł ciepło bijące od kominków. Poczuł w sobie pustkę i wszechogarniający chłód... Znów spojrzał w niebo, a ciężkie krople deszczu spadały mu na twarz.
-Twoja przygoda dopiero się zaczyna. – usłyszał ów tajemniczy głos.
Tym razem się nie wystraszył tak jak zwykle. Ten głos już od dłuższego czasu podawał mu wskazówki. Ten głos napawał go swojego rodzaju otuchą. Sam nie wiedział czemu, ale w takim momencie czuł, że ktoś się nim opiekuje. Ruszył dalej. Deszcz rozpadał się na dobre. Milten postanowił, że swoje kroki skieruje na terytoria Orków, aby rozwiązać zagadkę jego wizji. Czuł, że ma to bezpośredni związek z Chromaninem. Nie wiedział jednak gdzie dokładnie są owe ruiny, a kluczenie po terenach tych bestii jakoś nie bardzo mu się podobało. Po chwili zdecydował, że najpierw musi znaleźć bezpieczne miejsce na spędzenie nocy. Wiedział, że niedaleko na wschód od obozu ma swoją chatę niejaki Cavalorn, myśliwy. Zdecydował, że pójdzie do niego i zapyta, czy ten go przenocuje. Swoje kroki skierował więc na wschód. Maszerował ścieżką, która pod wpływem deszczu zmieniła się w błoto. Po drodze minął niewielką jaskinię, która także mogłaby posłużyć magowi na schronienie, ale pomyślał, że towarzystwo jest mu bardziej potrzebne niż same schronienie. Idąc wzdłuż wschodniego muru Starego Obozu zobaczył coś dziwnego. A mianowicie zobaczył przed sobą wilka, który tak jakby rozmawiał ze ścierwojadem. Milten stanął jak wryty. Po raz pierwszy w życiu zobaczył aby, po pierwsze, wilk nie atakował ścierwojada, a po drugie, że rozmawiali! Wilk nagle obrócił pysk i zaczął zmierzać w kierunku maga. Zwierze jednak nie było nastawione bojowo, a w jego pysku można było dostrzec coś znajomego. Stworzenie podeszło do Miltena, spojrzało mu głęboko w oczy, po czym minęło go i zniknęło we mgle.
Mag zwrócił swoją twarz w stronę gdzie po raz pierwszy zobaczył wilka rozmawiającego ze ścierwojadem, ale nie było tam nic, ścierwojad także gdzieś odszedł. Te wydarzenie jednak dość szybko zostało zepchnięte do podświadomości, a magus poszedł dalej. Przeszedł wzdłuż niewysokiej skarpy i zszedł ścieżką prowadzącą w dół. Znalazł się w niewielkiej kotlinie, z której wychodziły trzy ścieżki. Jedna, ta którą tu wszedł, druga prowadziła pod niewielkim mostkiem, do miejsca w którym Milten jeszcze nie był, a trzecia przechodziła niedaleko chaty Cavalorna i skręcała w lewo, w kierunku starej kopalni, a także w kierunku do wielkiej jaskini. Mag poszedł tą trzecią i już po przejściu dziesięciu metrów stał przy chacie Cavalorna. Wiele lat temu niedaleko tej chaty biegła rzeka, a świadczyło o tym niewielkie koło wodne. Dom był bardzo ładnie zrobiony. Niewielki daszek wychodził ponad dwa metry przed drzwi, więc można było tam stać bez obaw na zmoknięcie. Porządne, dębowe drzwi zamykały domostwo przed stworzeniami z zewnątrz, były bardzo trudne do sforsowania, więc mieszkańcy takiej chaty mogli spać spokojnie. Milten podszedł do drzwi, ściągnął kaptur płaszcza z głowy, po czym zapukał pięścią do drzwi. Wewnątrz dało się usłyszeć ujadanie psa, ciche przekleństwa i kroki. Nagle drzwi się otwarły i Milten zobaczył przed sobą wysokiego mężczyznę około dwudziestki, który nosił taką samą zbroję co Cienie w Starym Obozie. Cavalorn stał w drzwiach i przyglądał się badawczo Miltenowi, którego szata maga i twarz były przysłonięte płaszczem podróżniczymi.
-Komuż to chce się podróżować w taką pogodę?
-Witaj. Jestem Magiem Ognia. Mógłbyś mnie wpuścić? Jestem przemoczony i zmęczony.
-Hmmmm... Przecież Magowie mieszkają w klasztorze w Starym Obozie. Skąd mogę wiedzieć, że jesteś tym, za kogo się podajesz?- po tych słowach Milten ściągnął z głowy kaptur. Z pod płaszczu wystawała część szaty.
-Wybacz mi. Po Koloni włóczy się tylu rzezimieszków.- odparł myśliwy śmiejąc się, a odsuwając się powiedział: „Wejdź, ogrzejesz się”.
Wnętrze domu było przytulne. Składało się z dwóch izb. Jedna była najprawdopodobniej sypialnią myśliwego, a druga ( ta w której stali) służyła jako kuchnia i pokój dzienny. Po lewej strony od drzwi, pod oknem stał piękny dębowy stół, z pięcioma krzesłami ustawionymi dookoła. Także po lewej stronie, tyle, że nieco głębiej stała kuchnia, na której można było przygotować strawę. Po prawej stronie stał wielki kominek, na którym wesoło trzaskał ogień. Ponadto na ścianach wisiały liczne skóry i głowy zwierząt, a pod ścianą koło kuchni, stała szafa.
-Ładnie tu masz...- powiedział Milten uśmiechając się do Cavalorna
-Starałem się.- odpowiedział odwzajemniając uśmiech. – Ale powiedz mi. Co zmusiło Maga Ognia do opuszczenia klasztoru i włóczeniu się po nocy w taką pogodę?
-Po pierwsze nie jest jeszcze noc, tylko wieczór. A po drugie, czy Ty uważasz, że Magom nie można się ruszać z klasztoru. Przecież mamy takie samo prawo wychodzić z Obozu, co każdy inny jego mieszkaniec. – powiedział Milten z udawaną goryczą
-Przepraszam, nie chciałem Cię urazić. Mimo wszystko jednak uważam, że nie opuściłeś klasztoru tak sobie, aby rozprostować nogi ale jeśli się mylę, to mi wybacz. - i tu rozmowa na temat opuszczenia klasztoru przez Miltena się urwała. – Ale czy mógłbyś mi zdradzić swoje imię? Chyba mam prawo Cię o to prosić...?
-Oh... Rzeczywiście, zapomniałem się przedstawić. Jestem Milten.
-Miło mi. Ja jestem Cavalorn. Czy, skoro już się znamy, możemy się napić piwa, lub wina?
-Mnie możesz poczęstować winem. Nie przepadam za piwem. Zawsze mam po nim problemy...
-Oczywiście, niech będzie wino.-odparł myśliwy, po czym podszedł do szafy, z której wyciągnął dwie butelki z winem oraz dwa kubki i postawił je na stole. Otwarł jedną butelkę i napełnił oba kubki napojem, po czym złapał swój i uniósł go lekko w górę.
-Za przypadkowe spotkania!
-Za spotkania! – odpowiedział Milten, który także uniósł lekko swój kubek.
Dzisiejszego wieczoru toastom nie było końca. Obaj rozmawiali i śmiali się. Po którymś kubku wina, Milten stracił świadomość tego co robi, lecz pił jeszcze tak długo aż zasnął.
Znów stanął pod wzgórzem, na którym znajdowały się ruiny, a gromy raz po raz rozświetlały kruczoczarne niebo.
-"Ten, który zechce wyrzec się ścieżki występku i błędu i zechce podążać drogą prawa i porządku, pozna prawdziwe źródło mojej potęgi. Dane mu będzie użyć jej, by skruszyć ogniwa tego świata i posiąść najważniejszą z nagród - Chromanin."
"Mędrzec stara się zobaczyć sprawę w jej całości, nim zdecyduje się podjąć trudy wyzwania."
Mag znów stał przed wieżą, a raczej pozostałościami wieży. Wszedł po resztkach schodów, od których odpadały kamienie. Gdy znalazł się na szczycie zobaczył jakąś postać, ubraną w przedziwną szatę. Była ona fioletowa, zdobiona przedziwnymi znakami, których Milten nie rozumiał. Owa postać stała do niego tyłem, a raczej nie stała, lecz unosiła się w powietrzu.
-Oto kolejny Mag, podążający moją ścieżką. Tylko czy podoła? Czy uda mu się znaleźć, to co ja znalazłem? Czy uda mu się osiągnąć to, co ja osiągnąłem? Czy uda mu się przeżyć? – ta postać mówiła owym głosem, który Milten już znał. Nagle wszystko zaczęło się wszystko zapadać w ciemność. Milten zaczął spadać z wieży, na której jeszcze przed chwilą stał.
-"Ten, który zechce wyrzec się ścieżki występku i błędu i zechce podążać drogą prawa i porządku, pozna prawdziwe źródło mojej potęgi. Dane mu będzie użyć jej, by skruszyć ogniwa tego świata i posiąść najważniejszą z nagród - Chromanin."
"Mędrzec stara się zobaczyć sprawę w jej całości, nim zdecyduje się podjąć trudy wyzwania."
Te oto słowa po raz kolejny wyrwały maga ze snu. Nie był to jednak zwykły sen, była to wizja. Milten wiedział, już gdzie szukać kolejnej księgi. Były to ruiny znajdujące się na terytoriach orków. Musiał się tam czym prędzej udać. Chciał czym prędzej zdobyć księgę. Odezwała się w nim żądza, której jeszcze nigdy wcześniej nie czuł. Zerwał się na równe nogi wziął swój płaszcz i plecak, lecz zrobił to tak energicznie, że jego żołądek zaprotestował i zwrócił całą swoją zawartość. Po kilku sekundach krztuszenia się i plucia wymiocinami mag otarł usta rękawem płaszcza.
-Już nigdy więcej nie tknę żadnego alkohol...-i w tym momencie znów puścił pawia. Gdy tylko przestał rzygać wziął swoje rzeczy i wybiegł z domu, zostawiając swojego towarzysza śpiącego przy stole, zupełnie pijanego i zarzyganego. Było jeszcze ciemno, lecz na szczęście przestało padać. Mag zwinął więc płaszcz i schował go do plecaka.
-No to idę na terytoria orków. – powiedział przełykając ślinę.

__________________
>FEiE<
ŚP-> Stolica Królestwa-> Nowicjusz Ognia
Królewski alchemik
RPG
Fyo jest offline  
Góra
 


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni post / autor
Chromanin Ertix Cael Gothic 0 15-02-05 21:12
Chromanin Władca Smoków Pomoc 2 24-11-04 22:05
Chromanin Inos Pomoc 2 01-07-04 21:27


Powered by vBulletin® Version 3.6.7
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.