Wróć   Forum Gothic - ArcaniA: Gothic 4 > Inne > Art & Story Forum > WIP
Przeładuj stronę Cena marzeń

Odpowiedz
Narzędzia wątku Wygląd
Nieprzeczytane 27-10-05, 17:30   #1
SuD
Chrząszcz
 
Zarejestrowany: październik 2005
Posty: 2
Domyślnie

Nie jest to nawet mój debiut- jest to próbka (skrawek) opowiadania które teraz piszę. nie mam doswiadczenia w pisaniu opowiadam fantasy, ale mam nadzieje ze choc niektorym sie spodoba.
jezeli ktos zauwazy jakies bledy - niech smialo o nich pisze



Cena marzeń


_____Las zdawał się być ciemnym pajęczym gniazdem – gęsta, aksamitna mgła oplatała drzewa i ziela podszytu leśnego, gdy się przebudził. Sen przerwało mu ptactwo świergoczące radośnie na nadejście Jutrzenki. Mimo iż nie spał dobrze tej nocy (czas na odpoczynek wypełnił marzeniami o wielkich bitwach) to wstawał chętnie – w końcu marzenia czas było spełnić.
_____Przy ognisku siedział Ktoh-ahr, który zdążył zauważyć, że jego towarzysz już nie śpi. Śpioch skinął odruchowo starszemu wojakowi głową, tamten jednak spojrzał tylko na zaspaną twarz witającego, po czym zajął się dorzucaniem drwa do ognia.
- Gdzie jest Soputh-ahr? – zapytał nieśmiało młody.
- Poszedł upolować coś do żarcia. – odpowiedział nie patrząc w ogóle na swojego rozmówce.
Pogrzebał niedbale kijkiem w świeżym żarze; zrobił głębszy wdech, krzywiąc się przy tym nieznacznie jakby rześkie, poranne powietrze wydało mu się kwaśne; spojrzał zaraz na młokosa i dodał w końcu. –To nie, psia mać, obóz, gdzie co rano dostawałeś ciepłej miski…
_____Młodziak spuścił wzrok na ziemię; nie wiedział co odpowiedzieć- czuł respekt przed doświadczonym wojem. Milczenie obu przerwał szmer czyichś kroków; słychać było, że zmierza w ich kierunku ktoś niebywale wielki i mocny- tupanie jego przypominało ciężki chód trola. Młody szarpnął głową w kierunku z którego nadchodziły niskie dźwięki, nie zauważył przy tym uśmieszku politowania i pogardy na ustach Ktoh’a. Po chwili zza krzaków osnutych mgłą wyłoniła się wielka, ciemna postać dzierżąca w swym masywnym ramieniu wielki topór...
- Patrz, co przyszło nam jeść!- krzyczał niemal olbrzym wskazując na dwa, martwe wilki przewieszone przez ramię. – Psia ich krew, ludzie – saragi dah eh, de badrobas- równi oni ścierwojadom!
- Las pusty?- zapytał, uśmiechając się Ktoh.
- Wszystko wyjedli, psie syny!- warknął wielki ork. – Będziemy musieli obejść się wilczym mięsem, mój przyjacielu.
- Trawiło się gorsze pożywienie.- przypomniał, a widząc zmasakrowane wilcze pyski dodał:
-Szkoda tylko, żeś im łbów nie oszczędził, można by było wisior z zębów zrobić.
- Hah! Ja tam lubię ludzkie mięso, druhu mój- śmiał się grubas.- Jest słodkie.
Pogładził się po brzuchu, po czym spojrzał na ciała wilczków o których mówił Ktoh.
- Martwisz się, że zębów nie będzie z tych psów? Eh. Po co nam- starym wojakom- psie kły?
Ork, który oglądał wilcze pyski, skinął głową na leżącego obok młokosa.
- AH! Masz na myśli naszą dzidzię?- pytał Soputh; dopiero teraz zauważył, że tamten nie śpi. –Poczekaj, no mały, to może z ludzkich trofeum sobie zrobisz.
- On?!- wtrącił z udanym zdziwieniem Ktoh-ahr. – On, dziś cię białkimi oczami witał, gdyś wylazł zza krzaków- taki z niego hardy wojak!
- Huahuahua- zaśmiał się grubo olbrzym. – Hardy on jest co się zowie, widzę po tym! Huahuahua…
_____Młody ork znosił te kpiny milczeniem.
- No już dobrze, wystarczy tego- rzekł Soputh, a twarz jego przestała mieć ironiczny wyraz. –Jak cię zwą, dzieciaku?
- Tepit – odezwał się w końcu. – Tepit-ith.
- No! – skrzywił się grubas. –Żeby cię wołali Tepit-ith, to musisz wpierw sobie zasłużyć, zajęcu. Na razie będziesz dla nas tylko Tepit.
- Byłem szkolony na zwiadowcę, w obozie- bronił się; na czoło wypłynęły mu kropelki potu.
_____Ktoh zaśmiał się na odpowiedź młokosa cicho, co zauważył tylko Soputh.
- Popatrz tylko, drogi Ktoh’u, jak oni w tym obozie młodych teraz chowają!
_____Ktoh-ahr nie przestawał się uśmiechać, spojrzał jeszcze raz na podlotka.
-Wszystkich dobrych zwiadowców wyrżnęli w pień ludzie- ciągnął dalej olbrzym. –Więc przysyłają nam takich żółtodziobów- nam starym wojakom- żeby werwy przy nas nabrali. Co my, psia ich mać, jesteśmy? Niańki?
_____Zajmujący się wilkami ork dał przyjacielowi znak ręką by ten usiadł i ochłonął. Wyjął zza pasa mały bukłak z ciemnym winem i zaprosił swego towarzysza broni do wspólnegp picia. Tepit’owi zaś kazał oskórować martwe wilki.

***

_____Słońce wychyliło już się całkiem zza horyzontu. Resztki poszarpanej przez promienie słoneczne mgły wtuliły się w leśne runo; ściółka pokryła się kropelkami jej krwi- rosa obsypała morzem pereł każdą kępę trawy czy innego leśnego ziela. Las przebudził się z nocnego snu, czemu dawał dowód głośnym śpiewem swoich mieszkańców – wszystkie owady i ptaki mieniły się w słońcu przechodzącym przez geste korony drzew, czerpiąc radosnie z jego ciepła po długiej nocy i po chłodnym brzasku. W powietrzu unosił się- łamiąc zwykłe zwyczaje poranka- zapach palonego mięsa .
_____Ognisko przygasało, trzy orki siedząc wokół niego odpoczywały po skromnej lecz ciepłej strawie…
RPG
SuD jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 27-10-05, 17:51   #2
Fremen
RPGfag
 
Fremen awatar
 
Zarejestrowany: czerwiec 2005
Skąd: Rocks fall, everyone dies
Posty: 1 137
Domyślnie

No nie powiem, całkiem niezłe, powiem nawet, że mnie zaciekawiło. Większych błędów nie stwierdziłem, no może tylko
Cytat:
Zajmujący wilkami ork
tutaj powinno być zajmujący się wilkami ork. Aha, po co te kreski przed każdym akapitem? Mógłbyś je usunąć, bo wyglądają nieestetycznie, zwykłe spacje. Tyle. Pisz dalej, zobaczymy co z tego wyjdzie.
PS. Oceny nie wystawiam, bo to nie w moim zwyczaju :P
__________________
Mag bitewny * Znawca sztuk magicznych
RPG
Fremen jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 28-10-05, 06:11   #3
SuD
Chrząszcz
 
Zarejestrowany: październik 2005
Posty: 2
Domyślnie

dalsza część. nie ostatnia :P nie zrezygnowalem z ___ bo nadal nie umiem rozwiazac problemu akapitów



***

_____Słońce wychyliło już się całkiem zza horyzontu. Resztki poszarpanej przez promienie słoneczne mgły wtuliły się w leśne runo; ściółka pokryła się kropelkami jej krwi- rosa obsypała morzem pereł każdą kępę trawy czy innego leśnego ziela. Las przebudził się z nocnego snu, czemu dawał dowód głośnym śpiewem swoich mieszkańców – wszystkie owady i ptaki mieniły się w słońcu przechodzącym przez gęste korony drzew, czerpiąc radośnie z jego ciepła po długiej nocy i po chłodnym brzasku. W powietrzu unosił się- łamiąc zwykłe zwyczaje poranka- zapach palonego mięsa .
_____Ognisko przygasało, trzy orki siedząc wokół niego odpoczywały po skromnej lecz ciepłej strawie.
- No, Tepit.- rzekł Ktoh-ahr.- Mam dla ciebie zadanie.
_____Młodzian spojrzał na wojaka. Nie spodziewał się iż Ktoh, który wcześniej nie wykazał nawet chęci patrzenia na niego podczas rozmowy, da mu jakąś misję do spełnienia. Pomyślał, że starszy ork mimo kpin i gorzkich słów, których nie szczędził, musiał mu zaufać. Postanowił więc w tej chwili, że jak trudne nie byłoby powierzone mu zadanie, to wykona je możliwie jak najszybciej.
- Tak więc, młody ith’u.- kontynuował wojak. – Przejdziesz się teraz, tu- wokół miejsca naszego spoczynku i poszukasz gościa, który ma nas odwiedzić.
_____Tepit poczuł w tej chwili napięcie, które zwykłe ogarniać mięsnie wojownika tuż przed walką. Przypomniały mu się pojedynki z innymi uczniakami z obozu szkoleniowego. A że nie czuł się tchórzem, więc uczucie drgających z naprężenia muskułów wydało mu się przyjemnym.
- Pamiętaj jednak, aby nie zbliżać się do naszego obozowiska na bliżej jak tysiąc kroków.
- Dobrze.- odparł podenerwowany. – Na chwałę Golbarkk’owi-suutag wypełnię powierzoną mi misję. Przyprowadzę tu gościa, którego oczekujecie. Nie przyniosę wam wstydu!
- Nam, na pewno nie- odpowiedział chłodno Ktoh; jego twarz przybrała swój zwykły, kpiący wyraz. – Ale swemu Golbrakk’owi czynisz swój zaszczyt.
_____Młody ork pomyślał, że powiedział za dużo- na zbytnią śmiałość pozwolił sobie wobec potężnego wojownika, którego same blizny świadczyły o długich latach spędzonych na wojnie. Nie odpowiadając nic wstał, upewnił się czy cięciwa od łuku jest odpowiednio napięta i odszedł w przypadkowym kierunku. Uszedł kilkanaście kroków, gdy zdał sobie sprawę, że nie wyznaczono mu miejsca, w którym miał owego gościa- swój cel misji- spotkać. Chciał się zawrócić, by zapytać o drogę, jednak zawahał się- duma nie pozwoliła mu na to. Postanowił więc zataczać coraz większe kręgi wokół obozowiska; miał nadzieję, że sposób ten da -prędzej czy później- pożądany skutek.
_____Las zdawał się nie zwracać uwagi na orka. Wszystkie stworzenia przygotowywały się do najbardziej pracowitej pory roku. Ptaki szukały –wysoko, na pokrytych zielonym mchem drzewach- swoich przyszłych kochanków; wszelkiej rasy samce śpiewały różną melodią, tworząc razem, niezapomnianą wiosenną pieśń , a samiczki przysłuchiwały się jej, z większą uwagą i czcią z jaką robią to wszelkiego gatunku „ludzie”. Natura była piękna tego poranka. Nawet chmary owadów, migoczące żwawo w promieniach złotego słońca, -tak uciążliwe wieczorem dla każdego śpiącego w lesie- zdawały się teraz niezbędne, aby obraz piękna tego świata wydał się pełny. Rosa- znak ostatniego pocałunku, jaki daje mgła na pożegnanie wszystkim lubym kwiatom- znikła już dawno, toteż sucha ściółka leśna szeleściła cicho pod stopami Tepit’a.
_____Wtem ork usłyszał, że szelest robi także ktoś inny. Przystanął by nasłuchać skąd ów dźwięk nadchodzi. Wydawało mu się iż właściciel stóp, które burzą leśne runo, musi być, gdzieś kilkanaście kroków przed nim. Wytężył wzrok i skradając się, podszedł bliżej. Dopiero po chwili zauważył wśród suchych i poskręcanych pnączy chruśniaka, brunatną sylwetkę dużego zwierzęcia. Zaraz obok większego kręciło się mniejsze. Była to niedźwiadek z matką.
Ork sięgnął odruchowo po łuk, robiąc przy tym jednak wystarczająco dużo hałasu by zwrócić na siebie uwagę.
_____Miłość matki jest niezmierzona, a zwiększa się jeszcze pod wpływem strachu o dziecko.
_____Tepit-ith, choć pokrzepiony przerażeniem, zdążył tylko trafić strzałą z łuku w lewy bok bestii, zanim ciężki, przynoszący ciemność cios, powalił go na ziemię. Krzyknął.


_____Promyk słońca, tańczący po twarzy Soputh’a, nie dawał mu zasnąć. Ten jednak nie myślał zmieniać pozycji- było mu zbyt wygodnie. Jego niespokojną acz przyjemna drzemkę przerwał, stłumiony szelestem lasu, głuchy krzyk.
- No! – otworzył lewe oko ork. – Myślisz, że już go znalazł?
- Najwyraźniej- odpowiedział spokojnie Ktoh-ahr. – Chyba nie krzyczałby tak na wiatr…
- Zrobiłeś to celowo! Prawda mój druhu?
- Co takiego? – zdziwił się.
- Kazałeś mu przyrządzić strawę tu, gdzie żeśmy się rozłożyli. A nawet durni ludzie wiedzą, że w lesie nie żre się tam gdzie się śpi. To wabi głodne zwierzęta.
- No, ale on nie wiedział- stwierdził mniejszy ork, a na jego twarzy pojawił się typowy dla takich sytuacji uśmieszek.
- Może podejść tam? – podniósł głowę grubas. – Nie krzyczy się tak bez powodu.
- Soputh, czy to już nadeszły twoje lata, że tak dziadziejesz? Miękniesz z wiekiem mój przyjacielu.
- Bah- oburzył się. – Zobaczysz, jaki ze mnie dziad jak spotkamy ludzi! Zresztą nie jestem starszy od ciebie.
_____Koth-ahr uśmiechnął się, lecz bez śladu ironii.
- Soputh-ahr, wielki wojowniku, nie martw się o tego młokosa Jeżeli miałby nie wrócić, znakiem by to było, że nie stała się wielka szkoda rasie orków.- zaśmiał się.
- To przecież tylko ith- zwiadowca. Żółtodziób do tego. Nie pamiętasz, gdy sam zwałeś się jeszcze Ktoh-ith?
-Ale czy ja byłem taki strachliwy jak ten dzieciak? Towarzyszu broni.
- Przyjacielu- rzekł teraz poważniej gruby ork.- Obaj tacy byliśmy.



_____Obudził się. Wokół jego głowy panowała cisza. Leżał na brązowej ściółce. Zaraz przed swoim nosem zauważył, na źdźble trawy, małego czarnego robaczka. Nie mógł rozpoznać jego gatunku- nie widział go wyraźnie. Wytężył wzrok, ale mgiełka, zamazująca kontury świata, nie chciała zniknąć. Bardzo chciał zobaczyć jakie stworzonko wita go, machając żywo czułkami lecz znów spowiła go ciemność. Był śpiący. Postanowił jednak wstać. I choć zmuszał całe swoje ciało do najmniejszego ruchu, kończyny jego wydawały się być martwe lub jakby wcale ich nie było. Otworzył ponownie oczy. Zdecydował, że skupi swój wzrok na jednym punkcie- na owym robaczku; miał nadzieję, że to pozwoli mu poznać jego kształt lepiej. Doszło do jego świadomości nagle, że coś szarpie go za plecy- miota nim całym prawie. Poczuł jakby krew spłynęła mu do ramion, a potem do nóg. Spojrzał jeszcze raz na istotkę spacerującą po trawce. Była to mrówka.
_____Błogi sen, kończy się, gdy świadomość przypomina nam o istnieniu obrzydliwej rzeczywistości.
_____Tepit poczuł nagły skurcz w sercu; ogarnął go strach; przeszedł go dreszcz jakby kosmaty pająk przebiegł po plecach. Znów coś z wielka siłą miotało jego ciałem- był to rozwścieczony niedźwiedź usiłujący zerwać z niego skórzany kaftan. Oczy, miał ork, niemal całkiem białe- jego umysł opanowała trwoga. Złapał się z całych sił kępy zielska, by pomóc sobie wstać, a czubki stóp wbił w miękka ziemię. Niedźwiedzica, poczuwszy opór , machnęła mocno łbem- młokos wylądował dwa kroki dalej, ryjąc głęboko ściółkę. Obrócił się jednak szybko i wstał. Zdążył wyciągnąć nóż z pochwy przywiązanej do pasa, gdy kły ogromnego zwierza zatopiły się w jego policzkach. Nie poczuł nawet bólu; nie słyszał ryku bestii, świat wydał się znów głuchy i czarny. Olbrzym powalił go na ziemię, nie wypuszczając jednak jego głowy ze swej paszczy. Ork poczuł ciepłe powietrze, wylatujące z wilgotnych nozdrzy niedźwiedzia. Napastnik przygniótł swoja ofiarę wielkim cielskiem. Sapał coraz wolniej, jakby uspokajając się. Dłoń Tepita oblało lepkie ciepło. Drapieżnik zapadł w sen. Młodzik leżał, nie mogąc się ruszyć, jeszcze chwilę zanim do jego uszu doszedł drażniący, chrapliwy dźwięk. Długi czas minął zanim rozpoznał w tym wyciu, płacz małego dziecka, które ryczy, gdy otrze sobie kolano. Był to mały niedźwiadek. Ith nabrawszy trochę sił wygramolił się spod martwego zwierzęcia. Ujrzał wtedy swoja prawą rękę: była- po łokieć- jasnoczerwona od krwi .Popatrzył na trupa i wyciągnął z jego szyi swój długi nóż.
Miś nie przerywał swojego lamentu. Milczały ptaki; milczał las, nasłuchując płaczu dziecka wołającego swojej matki.

***
RPG
SuD jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 01-11-05, 14:29   #4
ELB
Czarny Goblin
 
ELB awatar
 
Zarejestrowany: maj 2004
Skąd: Khorinis (Rada miasta zaprzecza)
Posty: 82
Wyślij wiadomość przez AIM do ELB
Domyślnie

Dość interesujące
Tematyka - innowacyjna , póki co nie czytałem jeszcze opowiadania ukazującego losy młodzieńca , który jest Orkiem
Pisz dalej - widzę że wiesz jak pisać opowiadania.
RPG
ELB jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 01-11-05, 15:15   #5
de Zoo
Czarny Goblin
 
de Zoo awatar
 
Zarejestrowany: lipiec 2005
Skąd: Kraków
Posty: 129
Domyślnie

Podobało mi się. Jak napisał ElBoczo fabuła jest jedyna w swoim rodzaju. To plus dobrze poprowadzona akcja, daje dobre opowiadanie. Jednak było trochę błędów, głównie stylistycznych i logicznych. Np. "ciemna postać dzierżąca w swym masywnym ramieniu wielki topór..." w ramieniu nie da się nic trzymać. No i to że niedźwiedź nie zabił orka wgryzając mu się w głowę.
__________________
Brat Kyzva i syn Johnsona, chrześniak zenona21, kuzyn Peppera, Luke Flamesworda i Curseda, bratanek Darkrevena
RPG
de Zoo jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 23-12-05, 12:31   #6
Kaseven
Zębacz
 
Kaseven awatar
 
Zarejestrowany: sierpień 2005
Posty: 417
Wyślij wiadomość przez AIM do Kaseven
Domyślnie

Najpierw kilka drobnych błędów, które wyłapałam podczas czytania:

Mimo iż nie spał dobrze tej nocy (czas na odpoczynek wypełnił marzeniami o wielkich bitwach) to wstawał chętnie – w końcu marzenia czas było spełnić.
Raczej jestem przeciwna wstawianiu nawiasów w opkach, gdyż psuje to trochę estetykę. Dałabym tu np.:
"Mimo iż nie spał dobrze tej nocy, bowiem czas na odpoczynek wypełnił marzeniami o wielkich bitwach, to wstawał chętnie – w końcu marzenia czas było spełnić."

Młody szarpnął głową w kierunku z którego nadchodziły niskie dźwięki, nie zauważył przy tym uśmieszku politowania i pogardy na ustach Ktoh’a.
Zabrakło przecinka po "kierunku".

- Las pusty?- zapytał, uśmiechając się Ktoh.
Zmieniłabym tu szyk wyrazów w zdaniu:
- Las pusty?- zapytał Ktoh, uśmiechając się.

Pogładził się po brzuchu, po czym spojrzał na ciała wilczków o których mówił Ktoh.
Brak przecinka po słowie "wilczków".

Poczekaj, no mały, to może z ludzkich trofeum sobie zrobisz.
Pierwszy przecinek powienien być po "no" zamiast "poczekaj".

Zajmujący się wilkami ork dał przyjacielowi znak ręką by ten usiadł i ochłonął.
Brak przecinka po "ręką".

Ognisko przygasało, trzy orki siedząc wokół niego odpoczywały po skromnej lecz ciepłej strawie…
Powinno tu być: "trzej orkowie".

Słońce wychyliło już się całkiem zza horyzontu.
Hmmm... ten szyk wyrazów trochę mi zgrzyta. Proponuję:
Słońce wychyliło się już całkiem zza horyzontu.

Nie spodziewał się iż Ktoh, który wcześniej nie wykazał nawet chęci patrzenia na niego podczas rozmowy, da mu jakąś misję do spełnienia.
Zabrakło tu przecinka po "spodziewał się".

Postanowił więc w tej chwili, że jak trudne nie byłoby powierzone mu zadanie, to wykona je możliwie jak najszybciej.
Powtórzenie.

Nie odpowiadając nic wstał, upewnił się czy cięciwa od łuku jest odpowiednio napięta i odszedł w przypadkowym kierunku.
Brak przecinka po słowach "upewnił się".

Chciał się zawrócić, by zapytać o drogę, jednak zawahał się- duma nie pozwoliła mu na to.
Słowo "się" jest tu nie potrzebne.

Ptaki szukały –wysoko, na pokrytych zielonym mchem drzewach- swoich przyszłych kochanków; wszelkiej rasy samce śpiewały różną melodią, tworząc razem, niezapomnianą wiosenną pieśń , a samiczki przysłuchiwały się jej, z większą uwagą i czcią z jaką robią to wszelkiego gatunku „ludzie”.
Pozmieniałabym tu znaki interpunkcyjne:
Ptaki szukały wysoko, na pokrytych zielonym mchem drzewach swoich przyszłych kochanków; wszelkiej rasy samce śpiewały różną melodią, tworząc razem niezapomnianą wiosenną pieśń, a samiczki przysłuchiwały się jej z większą uwagą i czcią, z jaką robią to wszelkiego gatunku „ludzie”.

Przystanął by nasłuchać skąd ów dźwięk nadchodzi.
Zabrakło przecinka po "przystanął" oraz "nasłuchać".

Wydawało mu się iż właściciel stóp, które burzą leśne runo, musi być, gdzieś kilkanaście kroków przed nim.
Zmieniłabym tu przecinki:
Wydawało mu się, iż właściciel stóp, które burzą leśne runo, musi być gdzieś kilkanaście kroków przed nim.

Była to niedźwiadek z matką.
Literówka: "był".

Ork sięgnął odruchowo po łuk, robiąc przy tym jednak wystarczająco dużo hałasu by zwrócić na siebie uwagę.
Brak przecinka po "hałasu".


- Opko wyróżnia się przede wszystkim oryginalną tematyką: nie mamy tutaj kolejnego wojownika zabijającego jednym ciosem dziesięciu orków, ale orka-młodzika, który dopiero poznaje świat. Muszę przyznać, że zaciekawiło mnie to

- Piszesz, że jest to próbka opowiadania, ale widać, że znasz się na pisaniu co nieco Może troszkę przesadziłeś z opisem lasu - choć bardzo ładny i plastyczny, to momentami zaczął mi się kojarzyć z "Nad Niemnem" ^^ Niekiedy przesadzasz z ilością myślników w zdaniach, które momentami można by zamienić na przecinki lub nie dawać ich w ogóle.

- Opowiadanie napisane całkiem ładnie i zgrabnie, które czyta się z przyjemnością Powodzenia w dalszym pisaniu życzę!
__________________

100% MROK (koncentrat made in China)
Front Zniewolenia Elfiego Ścierwa

RPG
Kaseven jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Odpowiedz


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum


Powered by vBulletin® Version 3.6.7
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.