Wróć   Forum Gothic - ArcaniA: Gothic 4 > Inne > Art & Story Forum > WIP
Przeładuj stronę Lunar- Szeroki świat

Odpowiedz
Narzędzia wątku Wygląd
Nieprzeczytane 02-05-05, 19:42   #1
Masterblaster
Nemesis
 
Masterblaster awatar
 
Zarejestrowany: marzec 2005
Posty: 1 353
Domyślnie

Lunar – Szeroki świat cz.1

Od ostatniej Próby Lunara minęły ponad dwa lata. Przez ten czas Młodzieniec szlifował wcześniej nabyte umiejętności aby stać się jeszcze lepszym. Żył Sobie spokojnie, nie przejmując się tym co dzieje się w dalekich krainach. Jednak Senesa to martwiło. Do Maga cały czas spływały informacje od różnych plemion o sytuacji na kontynencie, a nie były one zbytnio optymistyczne. Z miesiąca na miesiąc kolejne informacje przynosiły coraz to gorsze wieści. Wróg rósł w siłę bardzo szybko, podbijał z dużą łatwością kolejne terytoria, coraz więcej dzikich plemion w obawie o życie przyłączało się do niszczycielskiej armii zła. Senes coraz bardziej był zmartwiony sytuacją. Widział zmiany w przyrodzie...migracje ptaków, te zwierzęta, które dotychczas były groźne i niebezpieczne łagodniały i stawały się bojaźliwe.
- Stało się – rzekł pod nosem Mag.


To był ten moment w którym były Mistrz Wody uświadomił Sobie, że najwyższy czas wypełnić przeznaczenie Lunara, to był ten moment w którym Młodzieniec opuści Staruszka i wyruszy by stanąć oko w oko z niszczycielskim złem.
Mag wiedział co ma zrobić. Nie wyśle go bez odpowiedniego ekwipunku, dlatego wyciągnął z biurka pergamin i coś szybko na nim napisał. Teraz pozostało tylko jedno...oznajmić Wybrańcowi, że świat oczekuje jego przyjścia.

Był wieczór. Starzec razem z wybrańcem kończyli kolację, gdy nagle odezwał się Mag:

- Lunarze...na pewno widzisz, że przyroda wariuje i wyczuwasz, że coś złego się dzieje... Twój przeciwnik urósł w siłę i już wyszedł ze swojego ukrycia, także Ty teraz opuścisz Mnie... Jesteś przygotowany na wszystko i wiem, że pokonasz zło.
- Masz rację Ojcze, wyczuwałem zmiany ale nie myślałem, że tak szybko będę musiał odejść. Jednakże wiem jakie nadzieje są we mnie pokładane i dlatego nie zawiodę...nie zawiodę Ciebie. Wyruszę w drogę kiedy uznasz, że to już czas. – rzekł Młodzieniec
- Synu – rzekł ze łzami w oczach. Twoje oddanie sprawie wzrusza Mnie. Wyruszysz pojutrze, ale nie pójdziesz od razu na spotkanie z wrogiem...
- Jak to?! – odparł zdziwiony wybraniec
- Odwiedzisz najpierw kilka miejsc, a tam już się Tobą zajmą. Ja przygotowałem Cię najlepiej jak tylko potrafiłem, a mam przyjaciół, którzy przygotują Cię do ostatecznej walki. Jutro przygotuję Ci potrzebne rzeczy abyś mógł wyruszyć w drogę. Teraz jednak muszę iść coś jeszcze poszukać, a Ty idź spać abyś był wypoczęty. – rzekł Mag
- Dobrze Ojcze, zrobię jak mówisz – powiedział Lunar i odszedł od stołu.

Senes siedział jeszcze chwilę po czym wstał i podszedł do regału z mapami. Wyciągnął jedną i zaczął dokładnie ją oglądać.
- Ta zła... – powiedział pod nosem.
Wyciągnął kolejną, niestety ta także była zła. Przerzucił w ten sposób z tuzin map zanim znalazł tą odpowiednią.
- O ta będzie idealna – rzekł ucieszony.
Wyciągnął mapę i podszedł z nią do biurka. Zaczął ją dokładniej oglądać, a po chwili zakreślił kilka miejsc o ważności których wiadomo było tylko Staruszkowi. Po głowie Maga chodziły różne myśli, a najczęstszą myślą było to, iż zostanie sam, nie chciał być ponownie samotny. Zbliżała się już północ zanim Senes ułożył się do snu i zasnął.
Następnego dnia obaj wstali jednocześnie, nie zjedli nawet śniadania. Mag od razu zabrał się do ważenia mikstur zaś Lunar wybierał magiczne zwoje, które mogą mu się przydać. Po wyszukaniu kilku czarów, Młodzian poszedł do swojego pokoju- który dobudował rok wcześniej- po to, aby przygotować broń na wyprawę. Ściągnął ze ściany „ Pieść Adanosa” po czym zaczął ją ostrzyć i polerować. Jednak nie robił tego bo miecz był tępy czy zakurzony, robił to z nerwów. Miecz był idealnie utrzymany, wiecznie ostry i błyszczący, a była to jedynie malutka zasługa Młodzieńca. „Pięść Adanosa” jak głosi legenda został ofiarowany Arthanosowi przez samego Adanosa, więc potęga boga sprawia, że miecz jest praktycznie niezniszczalny. Chłopak wyciągnął także z szafki starannie złożony święty materiał chroniący miecz i zapakował go do plecaka zrobionego z wilczej skóry. Usiadł na łóżku i myślał jak to będzie. Jednak po chwili wyrwał go z zadumy głos Ojca:

- Synu jak możesz to przyjdź tutaj do Mnie...
Wybraniec szybko wstał i poszedł w kierunku stołu przy którym Senes ustawiał fiolki z miksturami.
- Tak Ojcze? - zapytał
- Przygotowałeś już miecz i odzienie? – odpowiedział pytaniem
- Miecz gotowy, ubrania także, tylko obawiam się, że nie ochronią Mnie one w walce. – rzekł zakłopotany.
-O to się nie martw...zbroja swoją drogą a teraz zobacz co ci przygotowałem – powiedział dumny z siebie Mag. Najwięcej przygotowałem eliksirów zdrowia i o połowę mniej eliksirów many. Nie możesz z dużo zabierać ze Sobą bo nigdy nie dotrzesz do celu. Nauczyłem Cię jakie zioła dodają energii, które leczą a które zabijają więc Sobie poradzisz. Uważyłem Ci także kilka mikstur szybkości w razie gdybyś natrafił na zbyt duże niebezpieczeństwo...wiesz o co mi chodzi...z całą hordą orków, to nawet zastęp rycerzy sobie nie poradzi... Aha, jeszcze jedno. Przygotowałem Ci pięć specjalnych mikstur. Użyjesz ich wtedy, gdy będziesz mocno zmęczony wręcz wyczerpany, a nie będziesz miał czasu na odpoczynek. Specyfiki te odświeżą Cię lepiej niż długotrwały sen. Dobrze...dobrze, tutaj jest jeszcze mapa a na niej zaznaczyłem miejsca w które musisz się udać, ale wyjaśnię Ci to dopiero po obiedzie, bo jestem cholernie głodny...od wczoraj wieczór nie mieliśmy nic w ustach.

Senes przygotował późny obiad zaś Młodzian nakrył do stołu. Mag jak nigdy przygotował mnóstwo potraw...dużo mięsa bogatego w białko, owoce i warzywa bogate w witaminy. Siedli do obfito zastawionego stołu i zaczęli jeść. Potrawy znikały w mgnieniu oka, widać było, że byli straszliwie głodni, a dzisiejsze przygotowania do reszty ich wyczerpały.
Jedli i jedli...Nie widać było końca ucztowania. Dopiero po jakichś dwóch godzinach Staruszek się odezwał:

- Ja już mam dosyć. Poczekam aż skończysz i opowiem ci gdzie pójdziesz.
- Dobrze – odparł z pełną buzią Lunar.
Po 15-u minutach chłopak skończył jeść, wygodniej usiadł i czekał aż Ojciec zacznie mówić.
- No widzę, że skończyłeś...to teraz posłuchaj Mnie uważnie. Po opuszczeniu naszego domku skierujesz się na południowy-zachód w stronę Wielkiej Knieji. Mają tam siedzibę Elfy Wysokiego Rodu, którym przewodzi mój stary przyjaciel Eridion. Przekażesz mu ode mnie list, a on już będzie wiedział co robić. – powiedział Mag.
- Rozumiem...ale po co mam tam iść? Powinienem udać się na północ...- zapytał chłopak.
- Mój przyjaciel zadba abyś w pełni przygotowany wyruszył w dalszą podróż. Przede wszystkim dostaniesz od niego zbroję i kilka potrzebnych rzeczy o których się nawet magom nie śniło. Tak więc to będzie twój cel podróży. Dojdziesz tam spokojnie, bez żadnego problemu. Tam zło nie ma jeszcze żadnej władzy i mieć nie będzie... Wyruszasz jutro, więc powinieneś teraz udać się na modlitwę a potem na odpoczynek. – wyjaśnił Senes.
- Tak też uczynię...ale Ojcze mam jeszcze pytanie...tutaj na mapie jest więcej zaznaczonych miejsc, o co z nimi chodzi, o nich nic nie wspominałeś – zapytał zakłopotany młodzian.
- O nich Ci nie opowiem. Zapytasz się o Nie Eridiona, gdyż on zna doskonale nasz kontynent i będzie w stanie lepiej Ci wyjaśnić kolejne cele podróży. Ja mógłbym wprowadzić Ciebie tylko w błąd, ale nie martw się on będzie wiedział co zamierzam. – rzekł Mag.
- A to teraz rozumiem – odpowiedział uradowany wybraniec
Lunar odszedł od stołu i wyszedł na modlitwę, zaś Senes powoli sprzątał ze stołu. Wyglądało tak jakby Staruszek w ogóle nie przejmował się podróżą przybranego syna, jednak w głębi duszy rozdzierał go straszliwy ból, strach i rosnąca coraz bardziej tęsknota. Nie chciał pokazywać młodzieńcowi swoich słabości...nie mógł mu w tej chwili zaprzątać głowy swoimi rozterkami....
Modlitwa wybrańca trwała krótko i po godzinie wrócił i od razu poszedł spać. Mag tak nie uczynił...tak samo jak przed Próbą wybrańca modlił się o pomyślność wyprawy. Usnął dopiero po północy.

Noc zleciała szybko. Chłopak wstał szybciej od Staruszka i przygotował się do wymarszu. Po chwili obudził się Senes i ze łzami w oczach patrzył jak jego ukochany syn za chwilę go opuści. Lunar widząc to szybko podszedł do ojca i rzekł:

-Ukochany Ojcze nie płacz...ja wrócę...na pewno wrócę. Pokonam zło i sprowadzę pokój na świat... Nie zginę bo twoja pewność i wiara we mnie dodaje mi sił...Proszę nie martw się...
- Wiem, że ci się uda... musi ci się udać...- Mag troszkę się opanował i rzekł już jak zawsze opanowanym głosem. – Nie zapomnij zabrać wszystkiego...przede wszystkim Święty Miecz i mapa...wyruszaj szybko bo sprawiasz, że płaczę – powiedział Senes wzruszony, jednak ostatnie słowa wypowiedział żartobliwie...
- Już wyruszam Ojcze i niedługo wrócę – rzekł Lunar
- Powodzenia i szczęśliwej drogi Księżycowy Chłopcze – pożegnał się Mag.
- Dziękuje...będzie mi potrzebne szczęście...- odparł chłopak zamykając drzwi chaty za sobą...
__________________
"Nie dyskutuj nigdy z głupcem - najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu, a potem wykończy doświadczeniem."
RPG
Masterblaster jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 03-05-05, 16:42   #2
Seziel
 
Posty: n/a
Domyślnie

Cóż... przeczytałem. Nic nadzwyczajnego, lecz trzeba przyznać, że nie jest najgorsze. Błędów jest dośc mało - głównie interpunkcyjne i literówki.
Klimat jest, ale jakiś szczególnie porywający to on nie jest. Fabuła jest nudna i nie wciągająca, ale można to zrozumieć, bo jest to dopiero początek.
Zlikwiduj nawyk pisania o wszystkim z dużej litery (Sobie, Mnie, Ci), a zwłaszcza pisanie w taki sposób o przedmiotach (miejsca na mapie określiłeś jako "Nie").
Dodaj również więcej opisów - zwłaszcza bohaterów - ja na przykład nie czytałem poprzedniej części i mało się w tym połapałem, a Ty powinieneś coś zrobić, żebym
wiedział kto jest kim bez poprzedniej części. Oceny również nie wystawię, bo jest tego za mało, by słusznie ocenić fabułę na przykład.
RPG
 
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 03-05-05, 18:25   #3
Bystry
Zbanowany
 
Zarejestrowany: marzec 2005
Skąd: Z gildii skrytobójców
Posty: 54
Wyślij wiadomość przez AIM do Bystry
Domyślnie

Nie do końca zgadzam się z Sezielem. Fabuła mnie zaciekawiła, dobrze się rozwija. Błędów też nie zauważyłem oprócz nadmiaru wielkich liter. Klimat i styl jest dobry, czekam na dalsze części. Daje 9/10
RPG
Bystry jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 05-05-05, 19:38   #4
ghrond
Chrząszcz
 
Zarejestrowany: marzec 2005
Posty: 7
Domyślnie

Noo, ciekawie się rozwija, ale dalej widze troche dziwnych (dla mnie) sformułowań. I jakoś mi nie pasuje zdanko, o tym, że przyroda "wariuje". Ja bym to zastąpił innym słowem. Ale to tylko moje zdanie.
RPG
ghrond jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 06-05-05, 22:03   #5
 Erkebrand
Że niby co?
 
Erkebrand awatar
 
Zarejestrowany: wrzesień 2004
Skąd: z wesela wracam :o
Posty: 488
Domyślnie

Cytat:
Originally posted by ghrond@5-05-2005, 19:38
przyroda "wariuje". Ja bym to zastąpił innym słowem
A moim zdaniem bardzo pasuje! Świetne wyrażenie opisujące przyrode

(dop. Mazzak - Popieram :])

Co do opowiadanka:
Powiem tak: nie jest źle. dobrze hmmm.... no nie jest!
Nie dopracowane jest!
Fabuła mimo wszystko podpasowała mi dlatego postanowiłem czytać dalszy ciąg
Hmm.... te duże litery troszke nie na miejscu Błędy nie liczne ( interpunkcyjne przeważnie )
No o opisy są na niziutkim poziomie bo prawie ich niema! Dodaj w następnej części pare opisów
Narazie jest tego mało ale moja ocena to 8/10
__________________



- Sprytny Podrywacz Niewinnych Dziewcząt
- Najlepszy Śpiewak Pijackich Piosenek

RPG
Erkebrand jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 11-05-05, 19:43   #6
Mithrandir_17
Polna Bestia
 
Zarejestrowany: maj 2005
Skąd: Isengard
Posty: 65
Wyślij wiadomość przez AIM do Mithrandir_17
Domyślnie

Opowiadanie niezbyt porywające, ale to dopiero początek. Mało opisów, mało akcji, wszystko dzieje się powoli, no i pamiętaj o przecinkach.
Mam nadzieję, za w dalszej części wprowadzisz więcej opisów i akcji. To były tylko przygotowania do wymarszu, więc nie mogło się wiele dziać, ale myślę, ze kontynuacja będzie bardziej dynamiczna. Czekam na następną część.
__________________
Elen síla lúmenn' omentielvo!

"Coś się kończy, coś się zaczyna..."
RPG
Mithrandir_17 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 17-05-05, 09:23   #7
Mighty Hellscream
Krwiopijca
 
Zarejestrowany: maj 2005
Skąd: from Hell
Posty: 23
Domyślnie

no opowiadanko dobrze się zaczyna, jest to początek( tak mi się wydaje) więc ciężko aby akcja na tym etapie była porywająca...wprowadzenie wg. mnie jest dobre, po przeczytaniu wcześniejszej wersji wiadomo o co chodzi i też można się domyślać, co piszący chce nam przedstawić...mało błędów a co najważniejsze to to, ze przyjemnie się czytało mi...czekam na kolejną cześć
RPG
Mighty Hellscream jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 18-05-05, 16:14   #8
Masterblaster
Nemesis
 
Masterblaster awatar
 
Zarejestrowany: marzec 2005
Posty: 1 353
Domyślnie

Lunar - szeroki świat. cześć 2.



W tym momencie Lunar wyruszył na spotkanie ze swoim przeznaczeniem. Od razu obrał kierunek południowo – zachodni i narzucił szybkie tempo marszu. Trakt był przyjemny. Ubita ścieżka pomiędzy drzewami, mnóstwo owocowych krzewów z których od czasu do czasu coś zerwał. Tak jak mówił Senes „ podróż będzie łatwa i bezpieczna”. Gdy tak szedł wszystko wskazywało na to, iż każda cząstka natury sprzymierzyła się z młodzieńcem. Wiatr wiał leciutko, orzeźwiając chłopaka, słońce świeciło ale nie grzało zbyt mocno...nawet ptaki ćwierkały tu i tam , jakby wyśpiewywały pieśni mające wspomóc wybrańca. W taki przyjemny sposób przeszedł pół dnia, aż przed nim pojawiła się inna i mniej optymistyczna droga. Zaczął się głęboki las, gdzie korony drzew tworzyły parasol, który skutecznie powstrzymywał promienie słoneczne przed ingerowaniem w ciemność gęstwiny. Jednak tu i ówdzie słońce znajdowało szczeliny dzięki którym dostawało się do odosobnionego zakątka. Krok po kroku Lunar wchodził w gęstwinę. Na pierwszy rzut oka, las wyglądał groźnie, niegościnnie dla przybyszów, jednakże po dłuższej chwili można było zaobserwować zmysłowość tego miejsca. Piękne kolorowe rośliny, których nigdzie indziej nie znajdziemy, grzyby, mchy rozsiane po całej powierzchni...delikatny śpiew ptaków głoszący pojawienie się gościa. Im głębiej lasu wchodził tym bardziej mu się podobał. Cisza jaka tutaj panowała zadziwiłaby największych bibliotekarzy. Zapadła noc. Ptaki ucichły, natomiast drapieżniki wyszły na żer. Chłopak postanowił zatrzymać się i rozbić mały obozik. Pozbierał susz i rozpalił malutkie ognisko po to aby odstraszyć ewentualne ciekawskie zwierzęta. Rozłożył skórę z wilka i się wygodnie położył.
- szkoda, że gwiazd nie widać, tak przyjemnie było by na nie popatrzeć – rzekł w roztargnieniu.
Nie mógł patrzeć na gwiazdy, ale mógł wsłuchiwać się w odgłosy nocnych zwierząt. Zasnął głębokim snem. Rano gdy tylko wstał, „wskrzesił” wczorajsze ognisko i usmażył kawałek mięsa, który zapakował mu ojciec. Pozbierał trochę grzybów i owoców leśnych. Jak na takie warunki to przygotował sobie pyszne śniadanko, które zjadł łapczywie. Po posiłku pozbierał ekwipunek i wyruszył w dalszą drogę. Szedł ponad godzinę podziwiając las, gdy natrafił na rzekę, która przecinała swoim korytem gęstwinę. Tu pojawił się problem. Rzeka była szeroka i głęboka a nurt bardzo silny.

- no i jak mam się teraz przedostać na drugą stronę...a tak w ogóle to chyba zboczyłem z kursu – rzekł młodzian widocznie zdziwiony.
Usiadł na pniu porośniętym mchem i zaczął myśleć nad sposobem przebycia rzeki.
- wiem – krzyknął uradowany. – Muszą być w tym lesie jakieś dzikie pnącza...splotę i przerzucę na drugą stronę – prowadził monolog młodzian.
Chodził i szukał pnączy jednak znajdował same stare i popękane, a potrzebował młodych pnączy aby były wytrzymałe i elastyczne. Po kilku godzinach szukania znalazł to czego szukał. Niósł ze sobą trzy długie i cieniutkie pnącza, które w ciągu następnej godziny splótł.
- no to teraz czas na ciebie mieczyku... – rzekł pod nosem.
Po chwili wiązania duży miecz palladyna znajdował się umocowany na końcu splecionej liny. Co wybraniec chciał uczynić???
Stanął nad brzegiem rzeki, wziął miecz do ręki i z całej siły rzucił nim wprost drzewo, które stało po drugiej stronie koryta. Miecz ze świstem przeciął powietrze i przebił grube drzewo na wylot, jednocześnie blokując się w powstałej wyrwie.
- ha ha, udało się – krzyknął z wielką satysfakcją.
Tak udało mu się...jednak gdyby był zwyczajnym człowiekiem mógłby najwyżej pomarzyć o takim wyczynie.
Koniec „ liny” przywiązał to drugiego drzewa i w sposób małpi przeszedł nad dziką rzeką...
Udało mu się przejść. Gdy stanął na drugim brzegu odciął splecione pnącza sztyletem i zabrał miecz.

- no to ruszamy w dalszą drogę – powiedział sam do siebie.
Zrobił tak jak powiedział. Raźno ruszył i po jakiś trzech godzinach marszu dotarł na skraj ciemnej gęstwiny gdzie ponownie zaczęła się przyjemna dla oka okolica z jednym wyjątkiem...było całkowicie cicho. Zdziwiło to młodzieńca więc postanowił trochę uważać i dlatego szedł wolniej i ciszej. Po pół godzinnym skradaniu drogę zaszło mu trzech elfów wraz z wycelowanymi w chłopaka grotami strzał.
- stój przybyszu...dokąd prowadzą cię twoje oczy??? – zapytał najwyższy z nich.
- czy wy jesteście elfami wysokiego rodu??? – odpowiedział pytaniem na pytanie.
- nie skądże...jesteśmy leśnymi elfami...ale wracając do mojego pytania, racz nam odpowiedzieć – zripostował elf.
- dobrze, dobrze...już mówię. Podążam do Wielkiej Knieji a dokładniej do Eridiona...
Elfy gdy tylko usłyszały to imię w jednej chwili opuściły łuki i odezwał się ponownie najwyższy z nich.
- nie wielu zna to imię, a jeśli ty je znasz to na pewno jesteś jego przyjacielem.
- no nie tak do końca...mój ojciec z Eridionem to przyjaciele a ja idę do niego po pomoc – wyjaśnił Lunar.
- My jesteśmy po to aby chronić las i musimy sprawdzić każdego kto chcę tędy przejść i wejść do dalszej części gęstwiny.
- rozumiem was i nie mam żalu o to że mnie zatrzymaliście...mam jednak prośbę: czy mógłbyś mi powiedzieć jak trafić do tej Wielkiej Knieji – zapytał chłopak.
- jasne, że mogę...pójdziesz cały czas prosto tym traktem aż dojdziesz do wielkiego drzewa przed którym będzie stał elficki wojownik. On ci pomoże. – odpowiedział zwiadowca
- no a daleko to jeszcze??? – zapytał ponownie wybraniec.
- jakieś 2 dni drogi, ale nie martw się, zwierzęta są łagodne i nie ma w lesie żadnych wrogów, więc przejdziesz szybko i bezpiecznie. – odpowiedział ponownie elf.
- dziękuję wam, ruszam w dalszą drogę bo sporo mam do nadrobienia – pożegnał się młodzian i ruszył dalej.
- ruszaj Przybyszu... – odrzekli chórem strażnicy po czym rozpłynęli się w leśnej gęstwinie.

Wybraniec ruszył śmiało w dalszą drogę. Szedł tak jak powiedział elf „ cały czas prosto”. Jednak trakt ten nie biegł prosto przez las, często skręcał ale ciągle prowadził do przodu. Chłopak z początku obawiał się, że coś nie taj jest z tą ścieżką, jednakże w miarę upływu czasu zaufał elfickim słowom i nie zbaczał z traktu. Krajobraz zmieniał się z godziny na godzinę...raz były to rzadkie zarośla, drugim razem gęsto rosnące drzewa.. w pierwszej chwili częsci lasu było słychać melodyjny śpiew ptaków, jednak im głębiej wchodził w gęstwinę śpiew cichł lub przemieniał się w piskliwy krzyk pojedyńczych ptaszków. Widział także wiele zwierząt, którew oddali prowadziły spokojny żywot. Tu i ówdzie dziki ryły ziemię w poszukiwaniu jedzenia...dalej w lesie biegały beztrosko młode wilki, które bawiąc się wykorzystywały wczesne lata życia.

- tak jak mówił elf-zwiadowca...- pomruczał pod nosem młodzian.
Zwierzęta były łagodne, nawet na widok przybysza nie zlękły się...nie zaatakowały… w gętwinie panowała jakby magiczna aura, która sprawiała, że wszystkie stworzenia były spokojne i przyjaźnie nastawione. Wszystko tutaj jest takie piękne, czyste, nieskalane ludzką obecnością. Zapadł zmrok. Młodzian wyciągnął krzesiwo, uzbierał trochę suszu i rozpalił małe ognisko. Tak jak poprzedniej nocy, odwinął kawałek mięsa i zaczął je piec nad płomieniem. Było soczyste i ładnie spieczone, czyli takie jak lubiał. Zjadł mięso ze smakiem po czym położył się wygodnie na miękkim mchu. Ku jego radości tej nocy niebo było bezchmurne, dzięki czemu mógł wpatrywać się w swoje ukochane gwiazdy... Mimo, że było już całkiem ciemno, ognisko lekko się tliło a sam był zmęczony drogą nie zasypiał...tylko leżał i oglądał nocne niebo...Jednak przyszedł czas kiedy zasnął...

Zbudził go z samego rana lekki orzeźwiający powiew wiatru. Chłopak wstał niemrawo i zaczął się krzątać po swoim prowizorycznym obozie. Ognisko już dawno wygasło ale dla peności zasypał je ziemią. Zebrał rzeczy do plecaka, zarzucił go na plecy i z powrotem wrócił na ścieżkę prowadzącą do Wielkiej Knieji. Narzucił sobie wysokie tempo ...krajobraz zmieniał się szybciej niż dzień wcześniej...czasem nawet tak wyglądało jakby biegł. Po upływie kilku godzin dotarł do rozgałęzienia traktu. Ścieżki teraz prowadziły w prawo, lewo i do przodu... Stanął młodzian zbity z tropu...nie wiedział jak dalej iść...ale gdzieś w duchu tętniły słowa „ cały czas prosto”... więc ruszył zgodnie z tymi słowami, wypowiedzianymi dzień wcześniej przez zwiadowcę...po ujściu ponad kilometra ujrzał zarys wielkiego wręcz olbrzymiego drzewa, zaś przed nim stała jakaś postać...

-to chyba koniec drogi – rzekł ciechutko i szybko ruszył w kierunku drzewa.

Po chwili doszedł do postaci, którą widział z daleka i okazała się ona elfem o którym wcześniej mu wspominano. Był pięknie ubrany, złocista zbroja mieniła się tysiącami kolorów. Mnóstwo magicznych run zdobiło hełm, zbroję i nagolenniki. Zza pleców widać było wystający pięknie zdobiony łuk zaś przy boku wisiał elficki lekko zakrzywiony miecz. Z pewnością był on elfickim wojownikiem wysokiego rodu... wyglądał majestatycznie i widać było, że na Lunarze wywarło to duże wrażenie...
Podszedł jeszcze bliżej do wartownika, który nawet nie drgnął na widok obcego...elf wiedział, że tylko przyjaciele mogliby dojść tak daleko w głąb puszczy, a tym bardziej tylko przyjaciele mogli wiedzieć gdzie znajduje się siedziba elfów wysokiego rodu. Strażnik stał czujnie i także pierwszy rozpoczął mówić...:

- skąd przybywasz i w jakim celu tutaj zaszedłeś???
-przysyła mnie ojciec, który chciał żebym się zpotkał z waszym przywódcą – odparł młodzian.
- he he – zaśmiał się Elf. Ten co cię przysyła powinien wiedzieć, że nie dostaniesz się do naszej siedziby bez odpowiednich argumentów w ręku – powiedział wartownik naciskając na słowa : w ręku”. Powinien cię ostrzec, że do nas mogą wejść tylko przyjaciele, ale oni także muszą wcześniej udowodnić, że takowymi są. Niestety ja ciebie nie znam a jestem odpowiedzialny za to by nie wpuszczać obcych do siedziby. Więc jeżeli nie masz nic do dodania to odejdź...wróć skąd przyszedłeś...żegnaj...- zakończył elf nie spuszczając swego srogiego wzroku z Lunara...



ciąg dalszy jest juz w trakcie przepisywania na kompa



__________________
"Nie dyskutuj nigdy z głupcem - najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu, a potem wykończy doświadczeniem."
RPG
Masterblaster jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 18-05-05, 19:50   #9
Mighty Hellscream
Krwiopijca
 
Zarejestrowany: maj 2005
Skąd: from Hell
Posty: 23
Domyślnie

no opowiadanie całkiem fajnie się rozwija, i jest całkiem ciekawe i przyjemnie się czyta.tylko szkoda że nie jest puszczone w całości bo to twoje pierwsze opo było w całości to jednym ciągiem przeczytałem i wciągnęło mnie, ale rozumiem dlaczego tak robisz, nie każdy lubi czytać długie rzeczy.to jest fajne i czekam aż szybciej przepiszesz. możesz dodać jakieś walki czy coś
RPG
Mighty Hellscream jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 25-07-05, 14:12   #10
Melek13
Zbanowany
 
Zarejestrowany: lipiec 2005
Skąd: Z Downowa
Posty: 67
Wyślij wiadomość przez AIM do Melek13
Domyślnie

No, no bardzo fajne opowiadanie zarówno część I jak i II. Fajniutki klimat, dobrze napisane, błędów jako takich chyba niema (niedopatrzyłem się) więc wystawie ci ocenę 9/10 pisz tak dalej.
RPG
Melek13 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 25-07-05, 14:56   #11
Johnson
Golem
 
Johnson awatar
 
Zarejestrowany: luty 2005
Skąd: Antagarich
Posty: 823
Wyślij wiadomość przez AIM do Johnson
Domyślnie

Cóż... po przeczytaniu Lunar - Dziecko Ksieżyca, zachęciło mnie do przeczytania tej części i... nie żałuje. Po prostu super. Dopatrzyłem siekilki błędów (przeważnie literówki, zapomnnienie spacji). Pomysł ciekawy, wykonanie również, więc jest super .

Cytat:
ciąg dalszy jest juz w trakcie przepisywania na kompa
Cały czas czekam na następną część .
__________________


Brat Darkrevena; Ojciec de Zoo i Kyzv'ego; Wujek Luke'a_F, Peppera i Curseda

RPG
Johnson jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Odpowiedz


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni post / autor
nowy świat donald Pomoc 14 31-01-06 21:41
Lunar- Dziecko Księżyca Masterblaster WIP 7 17-01-06 11:23


Powered by vBulletin® Version 3.6.7
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.