Wróć   Forum Gothic - ArcaniA: Gothic 4 > Inne > Art & Story Forum > WIP
Przeładuj stronę Gothic Przeznaczenie

Odpowiedz
Narzędzia wątku Wygląd
Nieprzeczytane 19-12-16, 19:52   #13
 Mika 123
Strażnik Miejski
 
Mika 123 awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2016
Skąd: Khorinis
Posty: 2 052
Domyślnie

Rozdział VI Stary Obóz

Wojownik poszedł w stronę bramy. Zatrzymał go jeden ze Strażników, brodaty blondyn:
- A dokąd się wybierasz?
- Do Obozu.
- Chyba nie przyszedłeś tu by sprawiać kłopoty, co?
- Spokojnie, mam sprawę do Diego.
- W takim razie właź!
Bohater przeszedł przez bramę i ujrzał Zamek. Ten widok go oszołomił. Forteca rzeczywiście była wspaniała. Jednak musiał zejść na ziemię, bo nie wolno mu było zapomnieć, że wciąż jest w miejscu, gdzie można go było okraść, pobić lub zabić. Rozejrzał się po fragmencie Zewnętrznego Pierścienia. Widział kilka drewnianych chat i ludzi w czerwonych zbrojach oraz innych w marnych koszulach i zielonych spodniach. Jednak... był tam ktoś kto się wyróżniał... nie był co prawda jedyny, ponieważ był tam jeszcze jakiś łysy mężczyzna w zielono-żółtej zbroi ze spódnicą. Jednak w tym innym było coś złowrogiego. Miał ciemniejszą karnację, jednak nie był czarnoskóry. Na oko można się było domyślić, że pochodził z dalekiej pustyni Varrant. Miał brązowy pancerz, który już coś żółtodziobowi przypominał.
- Cholera... - pomyślał. - To ten sukinsyn, który ukradł mi list do Magów Ognia.
To obudziło w wojowniku przerażenie, przypomniało, że niedawno po tym wydarzeniu porwał go Lewus. Szybkim krokiem podszedł do Diego, którego od razu rozpoznał.
- Hej! Myślałem, że nie żyjesz! - zawołał szef zwiadowców Gomeza. - Ten twój pościg za tamtym kolesiem na Placu Wymian... To nie było rozsądne.
- Witaj. Wiem i zdążyłem tego pożałować. Mam dla ciebie pozdrowienia od Gorna.
- Widzę, że masz już pewne kontakty - uśmiechnął się Cień.
- Mogę ci zadać pytanie? Co tu robi jeden z tych, którzy napadli Plac Wymian?
- Ech... to kiepska historia... - westchnął. - Wczoraj ten koleś podszedł do bram naszego Obozu. Strażnicy na jego szczęście nie posiadali kusz, bo już dawno by go zastrzelili. Gdy rzucali się na niego on tylko pokazał im list. Jeden z nich posłał po Thorusa. Ten nie miał wyboru... musiał go wpuścić. Siedzi tu już drugi dzień i czeka na wpuszczenie do zamku. Drażni przy tym naszych, ale żaden z nich nie może mu nic zrobić, by nie mieć kłopotów u Magów. Gość podał się za kuriera, choć wątpię by nim był.
- On ukradł mi list do Magów Ognia! Muszę mu go odebrać.
- Hm, z tobą jest inaczej, jesteś tu nowy, nikt cię nie zna. Nie powinieneś mieć problemów. Ale uważaj na siebie. Powodzenia.
Śmiałek podszedł do stojącego przy ognisku Bandyty. Ten spojrzał na niego spode łba unosząc brew. Po chwili zapytał:
- Czego ode mnie chcesz? Nie jestem jednym z frajerów z tego Obozu, nie pomogę ci w niczym.
- To ja ci pomogę... - żółtodziób zawahał się na chwilę. Następne słowa jakie zamierzał wypowiedzieć na pewno sprowokują rozmówcę. - ... Opuścić ten Obóz w podskokach! - dokończył wyciągając broń.
- CO?! Ty chcesz się ze mną...
Nie dokończył, bowiem piwnooki odepchnął go mocno, w wyniku czego mężczyzna stojący na niewielkim wzniesieniu zatoczył się i upadł na ziemię, turlając się trochę. Blondyn wykorzystał to, podbiegł do niego i przystawił mu miecz do szyi, po czym zaczął go przeszukiwać. Szybko odnalazł utracony list i wyciągnął go z kieszeni przeciwnika. Był rozpieczętowany.
- Won stąd! - krzyknął, odsuwając swoje ostrze od gardła przeciwnika.
Ten podniósł się, otrzepał z kurzu i powolnym krokiem odszedł w stronę drewnianej bramy, klnąc na zwycięzcę po drodze. Wszyscy wokół patrzyli na tę sytuację i niektórzy spoglądali z pewną dozą szacunku na żółtodzioba. W końcu na miejsce bójki przyszedł czarnoskóry, dobrze zbudowany mężczyzna w solidnej, elitarnej zbroi Strażnika z długim mieczem oraz małą kuszą na plecach.
- Brawo, chłopcze. Masz potencjał - pochwalił podchodząc do dawnego Zbieracza. - Umiałeś wykorzystać ukształtowanie terenu. Ten gnojek... nieźle mi grał na nerwach.
- Stare porachunki - odparł krótko zwycięzca.
- Jesteś z ostatniego transportu?
- Owszem.
- Chciałbyś dołączyć do Starego Obozu?
- Chciałbym - rzekł bohater po chwili namysłu.
- Dobrze, mój głos już masz. Idź do Diego, on wyjaśni ci co i jak.
Kandydat na Cienia kiwnął głową i podszedł do Diego.
- Masz mnie wprowadzić w szczegóły - powiedział.
- Jasne. To co przed chwilą zrobiłeś może już posłużyć za Test Zaufania. Teraz musisz zaplusować u kilku ludzi. Jeśli ich poznasz, daleko tu zajdziesz.
- Kto może mnie tu czegoś nauczyć?
- Zacznij od Rączki. To najzręczniejszy człowiek w Starym Obozie. Mieszka przy arenie przy zamkowym murze.
- Macie tu arenę? - spytał zaskoczony bohater.
- Tak, i zapewne będziesz musiał stoczyć na niej pojedynek, by chłopcy się do ciebie przekonali. A teraz idź już. Czeka cię sporo roboty.
- Trzymaj się - rzucił na pożegnanie dawny Zbieracz.
Bohater z przed zamku ruszył w lewo. Schodził ścieżką w dół omijając chatę jakiegoś Kopacza naprawiającego usterkę w swoim domu. Gdy zobaczył brodatego kucharza usłyszał burczenie swojego brzucha.
- Może ten kucharz poczęstuje mnie tą zupą, którą... - pomyślał.
- Hej, kolego! Nowy? Chyba cię jeszcze tu nie widziałem. - wykrzyknął jakiś młody człowiek, wstając z ławki, przerywając tym samym rozmyślania głodnego.
- Ymmm... co? - spytał zdezorientowany.
- Potrzebujesz może towarzystwa? Przyłączę się do ciebie na chwilę, jeśli nie masz nic przeciwko. Przyda ci się przyjaciel…
- Początek jego wypowiedzi trochę źle zabrzmiał - skrzywił się dawny Zbieracz. Po chwili jednak uśmiechnął się do rozmówcy. - Jasne. Czemu nie?
- Świetnie. Po drodze możemy sobie trochę porozmawiać.
Żółtodziób nie odpowiedział, tylko szybkim krokiem podszedł do mężczyzny przy kotle.
- Witaj! - przywitał się kucharz podnosząc wzrok znad garnka. - Chcesz trochę mojej ryżowej zupy?
- Tak za darmo? - zdziwił się blondyn.
Brodacz kiwnął głową.
- Jasne, dzięki! - powiedział piwnooki biorąc miskę z zupą, wyjadając łapczywie jej zawartość.
- Widzę, że lubisz sobie dobrze podjeść! Jestem Snaf, jedyny kucharz w Zewnętrznym Pierścieniu - przedstawił się z dumą. - Może chciałbyś mi pomóc?
- W czym?
- Potrzebuję 3 kawałków mięsa chrząszcza i 5 Piekielników do mojej nowej potrawki. Wysłałem tam ostatnio pewnego człowieka. Nazywał... nazywa się Nek, powiadają, że uciekł do Nowego Obozu.
- Dlaczego Nek uciekł do Nowego Obozu?
- Nie wiem. Może było mu tutaj źle. Poza tym to raczej plotki. Z tego co wiem miał dobre stosunki z Thorusem i Magnatami.
- Gdzie mam szukać tych Piekielników?
- Wyjdź Południową bramą i idź w stronę jaskini - odpowiedział szybko Snaf, po czym ugryzł się w język. - Mogą też rosnąć na polanach i trawiastych łąkach. Wiesz, jak wyglądają Piekielniki?
- Niebardzo - przyznał się bohater.
- Nic dziwnego, bo to są lokalne przysmaki. Piekielniki mają biały kapelusz i brązowy, gruby trzon. Na pewno je poznasz. Tylko nie pomyl z Gorzkim Chlebem, który wygląda podobnie, tylko ma czarny krzyż na główce.
- Postaram się zdobyć dla ciebie te grzyby - rzekł blondyn, oddalając się.
- I trzy chrząszcze! - rzucił kucharz za odchodzącym.
Kandydat na Cienia ruszył dalej ścieżką, aż dotarł do studni. Na jego nieszczęście nie mógł się napić, ponieważ była zasłonięta kratą.
- Może szukasz jakiegoś miejsca, gdzie moglibyśmy pogadać? - usłyszał za sobą głos towarzysza.
- Wiesz może kto tu jest ważny w Obozie? - zapytał piwnooki odwracając się do kompana.
- Gomez.
- Eee... A z Cieni?
- Diego. Ach! Zaraz! Tutaj mieszka Rączka, bardzo wpływowy człowiek w naszym Obozie - wskazał ręką na prawo.
- A, no tak! Poczekaj tutaj, zaraz wrócę.
Żółtodziób poszedł więc we wskazanym kierunku. Naprzeciwko niego stał przed chatą Cień o białych włosach, mimo, iż nie wyglądał na starca. Mężczyzna obserwował czujnym okiem przybysza. Okazało się, że Kopacz nie posłuchał prośby i dalej szedł za kandydatem na członka ludzi Diego.
- Nie zwracaj na mnie uwagi. Będę się trzymał ciebie, spokojna głowa - powiedział.
- Wrzód, spierdalaj! - zawołał białowłosy.
Przestraszony młodzieniec odszedł.
- Witaj. Ty jesteś Rączka? - powiedział dawny Zbieracz. - Szukam kogoś, kto mógłby mnie czegoś nauczyć.
- Może jestem... I co z tego? - zapytał Cień.
- Mógłbyś się za mną wstawić u Diego?
- Najpierw musisz się czegoś nauczyć, żeby być przydatnym dla Starego Obozu.
- Całkiem dobrze walczę. A przynajmniej tak mi się wydaje.
- Skoro tak mówisz... Musisz jednak posiąść jakąś umiejętność złodziejską. Kto wie, kiedy będzie ci potrzebna?
- No dobra, nauczysz mnie skradania?
- Zaraz, chwila! Czy ja mówiłem, że będę cię uczył?
- Przysłał mnie Diego...
Cień uniósł brew.
- Nie było tak od razu? Dobrze, naucz się czegoś, a zdobędziesz moje poparcie.
- To co z tym skradaniem?
- Powiem ci, bez żadnej fałszywej skromności, że jestem najlepszym złodziejem w tej zapchlonej Kolonii, ale jeśli chcesz nauczyć się skradać, porozmawiaj z Cavalornem. Znajdziesz go w starej chatce w dolince niedaleko Starego Obozu. Ja mogę nauczyć cię kradzieży kieszonkowej i otwierania zamków.
- A co to za sztuka kręcić wytrychem w zamku?
- Ha ha ha! Ile razy ja już te słowa słyszałem? Wierz mi. Dzięki moim naukom nie będziesz łamał tak wytrychów jak na pewno robisz to teraz.
- Dobra, zatem naucz mnie sprawnie posługiwać się wytrychem.
- Słuchaj. Trzymaj swoje narzędzie koniuszkami palców. Kręć wytrychem w zamku i wsłuchuj się w niego, aż w końcu puści i będziesz mógł bez przeszkód otworzyć skrzynię. No, chyba, że pojawi się właściciel, to jednak problem jest - powiedział szczerząc się Rączka.
- Dzięki. A... nie powinienem odbyć jakichś praktyk, żeby sprawdzić czy na pewno zrozumiałem?
- Po co? Przecież sam mówiłeś, że to żadna sztuka - przypomniał złodziej szczerząc zęby. - Zyskując tą umiejętność zyskałeś moje poparcie. Idź już, bo... eee... nie twój interes...
- Chyba szykuje się na włam... - pomyślał bohater.
Z satysfakcją z uzyskanego poparcia i ustającym już obrzydzeniem żółtodziób wrócił na ścieżkę i zszedł nią na dół. Wrzód dołączył do niego.
- Zdecydowałeś się wreszcie, dokąd chcesz iść? - zapytał.
To pytanie nieco zdenerwowało mężczyznę, ale nie odpowiedział. Doszedł do pojedynczych drewnianych chat i sporego kamiennego budynku. Ku jego zdziwieniu kręcił się tam jeden z Najemników. Był tam też pewien łysy jegomość, który miał lichą zbroję podtrzymywaną na szelkach. Na jego klatce piersiowej widniał wizerunek jakiejś postaci w masce. Był tam też jeden czarnoskóry Strażnik i łysy Cień o śniadej karnacji. Ten ostatni siedział przy stole i coś zapisywał.
- O! Żółtodziób, co? - podniósł wzrok znad papierów i gestem zaprosił piwnookiego bliżej.
- Tak, niedawno tutaj trafiłem. Jakieś... 4 dni temu - odparł bohater podchodząc do mężczyzny.
- Rozumiem. Jestem Scatty, a to moja arena.
- Chciałbym dołączyć do waszego Obozu, mógłbyś mi pomóc?
Cień przyjrzał się blondynowi.
- Żeby zyskać moje poparcie, musiałbyś wyzwać kogoś na pojedynek - powiedział w końcu. - Bez obrazy, ale sądząc po twoim mizernym wyglądzie, nie pokonałbyś żadnego z moich gladiatorów. Chociaż... - podrapał się po łysinie - mógłbyś walczyć z jakimś Kopaczem. Jeśli wygrasz to cię poprę.
- Dobrze. Ale... czegoś nie rozumiem. Dlaczego pozwalacie Najemnikom walczyć na waszej arenie?
- To proste. Ludzie lubią patrzeć jak obrywa ktoś z Nowego Obozu. Takie walki są chętniej oglądane. Wiesz, w tych czasach żaden pieniądz nie śmierdzi.
- Rozumiem, wrócę tu za jakiś czas - rzekł dawny Zbieracz odchodząc.
- Bywaj - powiedział Scatty, po czym wrócił do pisania.
- Może szukasz jakiegoś spokojnego miejsca, gdzie moglibyśmy pogadać? - żółtodziób usłyszał za sobą głos Wrzoda.
- Możesz się zamknąć choć na chwilę?! - zapytał zirytowany bohater.
- Jasne!
- Wrzód, spadaj! - zawołał czarnoskóry Strażnik oparty o mur. - To strefa wojowników, a ty nie jesteś wojownikiem.
- Ale...
- Won! - mężczyzna położył dłoń na rękojeści miecza.
- Co ty... Przyjacielu, obroń mnie - zwrócił się do blondyna.
- To Strażnik, więc... przykro mi, co ja mogę - rzekł piwnooki z udawaną bezradnością rozkładając ręce.
- No dobrze, spotkamy się później - powiedział Kopacz i odszedł zgarbiony.
- Powinieneś się go pozbyć, dobrze ci radzę.
- Tak, wiem. Zaczynał mnie już wkurzać, dzięki.
- Nie ma sprawy. Jestem Kirgo, jeden z tutejszych gladiatorów.
- Opowiesz mi coś o reszcie?
- Jakiej reszcie? A, nas, gladiatorów? No cóż, poza mną jest tu jeszcze Kharim, Najemnik, i Gor Hanis, Strażnik Świątynny z Obozu na bagnie. To ten, który teraz trenuje na arenie.
Dawny Zbieracz obrócił się przez ramię i rzeczywiście dostrzegł tego łysego w zbroi na szelkach wykonującego jakieś bojowe figury. Przed areną, przy ognisku siedział czarnoskóry Najemnik.
- Hej, nie patrz się tak na niego - ostrzegł Strażnik. - Radzę ci uważać na Kharima. To dość dobry wojownik i lubi się wywyższać.
- A ty? Jesteś dobrym wojownikiem?
- Cóż, wygrałem swoją pierwszą walkę - mężczyzna podrapał się po swojej czarnej czuprynie. - Wiesz, mam tu piwo - murzyn zmienił temat wyciągając dwie butelki. - Opowiesz mi coś o Świecie Zewnętrznym? Dawno tam nie byłem.
- Jasne, chętnie - kiwnął głową bohater biorąc jedną flaszkę. Obydwaj otworzyli swoje butelki i pociągnęli kilka łyków. - Niestety, nie mogę ci zbyt wiele powiedzieć. Dwa miesiące spędziłem w lochu. Ale wiem, że wojska królewskie wciąż bronią Nordmaru przed Orkami. Na dają im wejść do Krain Centralnych.
- No cóż, dzięki - powiedział z lekkim rozczarowaniem gladiator wyciągając broń. Blondyn już się przestraszył, że rozmówca go zaatakuje, ale on zupełnie go zignorował i zaczął ostrzyć swój miecz na osełce.
Piwnooki poszedł więc dalej ścieżką. Minął samotną chatę i usłyszał jakieś dziwne dźwięki. Obok tego minionego drewnianego domu był jeszcze inny, zrujnowany. W tym zniszczonym budynku grasowały pewne małe, paskudne owady.
- O, chrząszcze - powiedział sam do siebie mężczyzna. - Akurat was potrzebuje.
Wyciągnął broń i zaczął zabijać te bezbronne zwierzęta. W tym czasie z sąsiedniej chaty wyszedł jakiś Cień. Brązowowłosy brodacz z zadartym nosem.
- Panie! Co pan tak gada do siebie? Skupić się nie można.
- Ja przepraszam, ale...
- No żadnych "ale", żeby mnie się to więcej nie powtórzyło, już mnie wystarczająco denerwuje ten gwar z kuźni!
Zdenerwowany szatyn wrócił do swojego mieszkania i trzasnął drzwiami. Żółtodziób tymczasem schował martwe chrząszcze do kieszeni spodni.
- Nerwus - skomentował cicho dawny Zbieracz.
Wyszedł ze zrujnowanego domu i ruszył ponownie ścieżką, omijając zawaloną wieżę, jednak z jej wnętrza dobiegło wołanie:
- Hej ty! Podejdź tu!
Skazaniec wszedł do budynku, który wyglądał na karczmę. Wewnątrz były stoliki i lada, za którą stał Strażnik. Przybysz podszedł do stolika, przy którym siedziało dwóch mężczyzn. Obaj byli słabo uzbrojonymi szatynami. Pierwszy z nich nosił proste ubranie z wilczej skóry oraz miecz przy pasie. Miał bystre zielone oczy, przypatrujące się dawnemu Zbieraczowi. Drugi był odziany jak większość Kopaczy, a przez plecy miał przewieszony łuk. Kandydat na Cienia przypomniał ich sobie i przysiadł się do nich.
- Myśleliśmy, że nie żyjesz - powiedział ten w pancerzu z wilka. - Wtedy jak rzuciłeś się w pościg za tamtym najeźdźcą. Pamiętasz nas? Nazywam się Kai, a to jest Berg.
- Tak, coś was kojarzę... Nie zdążyliśmy się poznać.
- Tamta bitwa... A ty wiesz, że w Obozie pojawił się ktoś z listem do Magów? Może to ten sam człowiek, który ci go ukradł?
- Tak, to on. Niedawno stoczyłem z nim pojedynek i wygnałem z Obozu. Thorus za ten czyn udzieli mi swego poparcia u Diego. To był taki mój Test Zaufania.
- Test Zaufania... moim Testem jest przyniesienie listy od Iana ze Starej Kopalni, choć podobno o takich rzeczach lepiej nie mówić głośno... Tak przynajmniej mówi Grim.
- Nie jestem pewien, czy Stary Obóz jest dobrym wyborem - odezwał się, milczący dotąd Berg. - Przecież jest jeszcze tyle alternatyw. Nowy Obóz. Mają tam ryżówkę, a Szkodnicy robią co chcą. Obóz Sekty zaś produkuje skręty z bagiennego ziela. Próbowałem Mroku Północy od Baal Tarana. Mocny towar. A Łowcy Orków za trofea myśliwskie dostają niezłą sumkę w każdym Obozie.
- A Stary Obóz oferuje towary z Zewnętrznego Świata i jest tu w miarę bezpiecznie - odparł Kai.
- A co oferuje Obóz Quentina? - spytał nieśmiało Bezimienny.
- Kłopoty! - powiedział zielonooki. - Oni kręcą jakieś podejrzane interesy, a przynajmniej tak słyszałem. Te ich takie wypady, żeby mordować Nowicjuszy z Obozu Bractwa... To są jakieś dzikusy, lubujące się w krwawych jatkach.
- Przykro mi chłopaki, ale muszę już iść. Muszę się jeszcze przejść po Starym Obozie w poszukiwaniu ludzi, którzy mnie poprą - rzekł żółtodziób.
- Trzymaj się - pożegnał się Kai.
- Powodzenia na szlaku - dołączył się Berg.
- Dzięki i nawzajem.
Bohater wyszedł z prowizorycznej karczmy i poszedł dalej. Zaczepił go młody mężczyzna w stroju Szkodnika. Przez plecy miał przewieszony łuk, a do pasa miał przytroczoną ćwiekowaną maczugę.
- Hej, nowa twarz! - zawołał. - Jestem Mordrag, zapamiętaj sobie to imię. U mnie znajdziesz wszystko po przystępnych cenach.
- Wybacz, ale nie mam przy sobie żadnych bryłek - odpowiedział bohater.
Mężczyzna uniósł brew.
- A chciałbyś może nieco zarobić? - zapytał, a na jego twarzy zagościł cwaniacki uśmieszek.

Ostatnio edytowane przez Mika 123 : 15-07-18 o 12:53.
RPG
Mika 123 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 20-12-16, 12:39   #14
 Ancoron
Ma admina
 
Ancoron awatar
 
Zarejestrowany: styczeń 2016
Posty: 7 449
Domyślnie

Cytat:
- Chyba nie przyszedłeś tu sprawiać kłopoty, co?
by sprawiać, albo kłopotów.
Cytat:
i ujrzał Zamek
Od kiedy zamek to nazwa własna? Z małej litery

A teraz ogólnie... Ta. Ktoś wchodzi do obozu z listem z zewnątrz i wszystko fajnie? Skoro w grze wszyscy zgodnie twierdzą, że za takie listy się zabija, by samemu zgarnąć nagrodę. Nie przeżyłby tam, nawet pewnie jakiś strażnik by go dorwał, a że jeszcze jest człowiekiem Quentina i otwarcie się do tego przyznaje, to raczej nikt nie przejmowałby się immunitetem posłańca.
Obie części są aż do bólu patetyczne, zbieracze pokonujący regularne oddziały Szkodników i tylko tracąc dwóch ludzi . Co tu dużo gadać, tamci mimo wszystko są wyszkoleni, a pospolite ruszenie raczej nigdy powodzeniem zakończyć się nie może, nawet mimo pomocy Gorna.
Co więcej Ciężki Pancerz Szkodnika? Czyli jaki? Nie używaj nazw z gry, o wiele lepiej pasowałoby coś w stylu: 'Miał na sobie zbroję z podwójnie utwardzanej wilczej skóry, dodatkowo w kilku miejscach dało się zauważyć przebłysk stali, kilku niedbale umieszczonych elementów prawdziwego pancerza przyczepionych dla lepszej ochrony.' Po prostu opisuj . Tak samo jak te kolorowe spodnie i spódniczki z najnowszego rozdziału. O wiele lepiej byłoby określić je słowami :P.
Ostatni rozdział wyjątkowo krótki i te powalenie jednym ciosem dobija go, to się zaczyna robić nieciekawe (Bez urazy). Ale ćwicz, twórz opisy walki, praktyka czyni mistrza.
Aha, no i powtórzenia. Przeczytaj to jeszcze raz, a z pewnością wyłapiesz ich sporą ilość, zauważysz też zapewne kilka błędów, których po złości nie zacytowałem .
I jeszcze jedno. Liczby zapisuje się słownie.
RPG
Ancoron jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 20-12-16, 22:06   #15
 Mika 123
Strażnik Miejski
 
Mika 123 awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2016
Skąd: Khorinis
Posty: 2 052
Domyślnie

Cytat:
Od kiedy zamek to nazwa własna? Z małej litery
Jak zwykle chciałem podkreślić nazwę tego budynku jako hmmm... instytucji? Jakoś tak...

Cytat:
A teraz ogólnie... Ta. Ktoś wchodzi do obozu z listem z zewnątrz i wszystko fajnie? Skoro w grze wszyscy zgodnie twierdzą, że za takie listy się zabija, by samemu zgarnąć nagrodę. Nie przeżyłby tam, nawet pewnie jakiś strażnik by go dorwał, a że jeszcze jest człowiekiem Quentina i otwarcie się do tego przyznaje, to raczej nikt nie przejmowałby się immunitetem posłańca.
Franko był takim samym beznadziejnym przypadkiem co Mordrag. Żaden ze Strażników nie mógł go ruszyć, ponieważ Thorus, mający na pieńku z Magami miałby nie lada problem. Tak, więc tan który by ruszył posłańca na pewno zostałby ukarany przez szefa.

Cytat:
Obie części są aż do bólu patetyczne, zbieracze pokonujący regularne oddziały Szkodników i tylko tracąc dwóch ludzi .
Trochę jak widać nie doczytałeś... pierwsze starcie rzeczywiście dało tak znikome straty, ale cały bunt (hmmm... 26 - 9)... gdzieś tak 17 Zbieraczy. Ca jest już bardzo wiarygodne, zwłaszcza, że Lewus i Ryżowy Książę zginęli jakby bez walki...

Cytat:
'Miał na sobie zbroję z podwójnie utwardzanej wilczej skóry, dodatkowo w kilku miejscach dało się zauważyć przebłysk stali, kilku niedbale umieszczonych elementów prawdziwego pancerza przyczepionych dla lepszej ochrony.'
Całkiem dobry opis... postaram się bardziej opisywać te pancerze.

Cytat:
powalenie jednym ciosem dobija go
Znowu nie doczytałeś... Bandyta wstał i odszedł do swego Obozu. A jeśli chodzi o powalenie, to Franko był na trochę niestabilnym terenie (wiem, nie napisałem tego), więc po jednym ciosie musiał się przewrócić.

Tak w ogóle to dzięki, że czytasz, komentujesz i pomagasz mi dostrzec moje błędy.
RPG
Mika 123 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 20-12-16, 22:34   #16
 Dark
Ojciec
 
Dark awatar
 
Zarejestrowany: lipiec 2010
Posty: 1 688
Domyślnie

Całkiem spoko opowiadanko, czytam regularnie ale nie komentuję. Słuchaj porad Epikura a będzie nieźle. Mnie się osobiście podoba
RPG
Dark jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 20-12-16, 22:42   #17
 Ancoron
Ma admina
 
Ancoron awatar
 
Zarejestrowany: styczeń 2016
Posty: 7 449
Domyślnie

Cytat:
Napisał Mika 123 Zobacz post
Jak zwykle chciałem podkreślić nazwę tego budynku jako hmmm... instytucji? Jakoś tak...
Dobry argument nie jest zły


Cytat:
Franko był takim samym beznadziejnym przypadkiem co Mordrag. Żaden ze Strażników nie mógł go ruszyć, ponieważ Thorus, mający na pieńku z Magami miałby nie lada problem. Tak, więc tan który by ruszył posłańca na pewno zostałby ukarany przez szefa.
Małe sprostowanie: Mordrag był kurierem magów wody, członkiem Nowego Obozu, którego eliminacja skończyć się mogłaby regularną wojną . A tu wpada taki nikt z listem zza bariery i co?
Thorus odpowiada tylko za straż, są cienie, kopacze, a nawet członkowie Nowego Obozu, a ten idiota się przechwala tym listem i wkurza strażników, którzy w takiej sytuacji (gdy ktoś im nie przypasuje) wynajmują osiłków, Grim, Harek, by dać mu nauczkę :P.



Cytat:
Trochę jak widać nie doczytałeś... pierwsze starcie rzeczywiście dało tak znikome straty, ale cały bunt (hmmm... 26 - 9)... gdzieś tak 17 Zbieraczy. Ca jest już bardzo wiarygodne, zwłaszcza, że Lewus i Ryżowy Książę zginęli jakby bez walki...
Ehhh... Ja nigdy nie czytam dokładnie . Chodziło mi po prostu o to, iż cała sytuacja jest dziwna, bądź co bądź taka eliminacja nadzorców i pospolite ruszenie by się spotkało z odzewem z obozu i szybkim utemperowaniem śmiałków, ale to tylko gdybanie .



Cytat:
Całkiem dobry opis... postaram się bardziej opisywać te pancerze.
Wszystko można opisywać porządnie, o to się nie martw, lecz nie popadaj też ze skrajności w skrajność, czyli nie twórz opisów na tysiąc słów. Musisz wyczuć granicę, by tekst nie był płytki, ale też nie nużył.



Cytat:
Znowu nie doczytałeś... Bandyta wstał i odszedł do swego Obozu. A jeśli chodzi o powalenie, to Franko był na trochę niestabilnym terenie (wiem, nie napisałem tego), więc po jednym ciosie musiał się przewrócić.
Wybacz, czasami mózg mi się wyłącza, gdy wyobraźnia rusza i czytam dalej nie wczytując się w sens :P. Tak czy inaczej opisy walk z pewnością można trochę rozbudować i podnieść ich ogólną fajność ^^.

Cytat:
Tak w ogóle to dzięki, że czytasz, komentujesz i pomagasz mi dostrzec moje błędy.
Bez przesady, bo się zarumienię .
RPG
Ancoron jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 22-12-16, 22:08   #18
 Mika 123
Strażnik Miejski
 
Mika 123 awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2016
Skąd: Khorinis
Posty: 2 052
Domyślnie

Uwaga! Rozdział w trakcie edytowania (remake)!



Rozdział VII Nocleg

Uśmiech jednak szybko zniknął z oblicza Szkodnika. Może dlatego, by nie wzbudzać podejrzeń żółtodzioba, może dlatego, bo koło nich przeszedł Strażnik. Barczysty mężczyzna o śniadej cerze, z wielką, pozłacaną kuszą na plecach oraz przytroczonym do pasa jednoręcznym toporkiem o jednym ostrzu. Jego zbroja była podobna do tej, którą nosił Thorus. Bohater zrozumiał, że jest to ktoś ważny w Obozie.
- Nowy, co? - zagadnął Strażnik. - Nazywam się Szakal, patroluję ten rewir. Od bramy do targowiska. Resztę Obozu mają Fletcher i Bloodwyn.
- Tak, niedawno tutaj trafiłem - blondyn odpowiedział na pytanie. - Jeśli chciałbym dołączyć do Starego Obozu, mógłbyś mi pomóc? - zapytał szybko, obawiając się reakcji Mordraga.
Szkodnik zmarszczył brwi.
- Niestety, chłopcze, pomocy w tej sprawie musisz poszukać gdzie indziej. Ja się do tego nie mieszam - odparł stanowczo śniadoskóry. - Ale mogę zaoferować ci ochronę. 10 bryłek rudy, toż to grosze.
- Niestety, nie mam żadnej rudy.
- Rozumiem, ale jeśli mi zapłacisz, będziesz mógł na mnie liczyć, gdy ktoś nadepnie ci na odcisk lub wkurzy cię jakiś gość z Sekty... albo z Nowego Obozu - dodał łypiąc znacząco na Mordraga. - Oczywiście, tylko w moim rewirze. A teraz wybacz, wracam na patrol.
Szakal oddalił się na pobliskie wzniesienie, w pobliżu bramy i zaczął obserwować okolicę.
- A więc chcesz dołączyć do Starego Obozu, tak? - zapytał Szkodnik drapiąc się po ramieniu.
- A co, to źle?
- Dla ciebie na pewno. Wiesz, na pierwszy rzut oka wydawałeś mądrym gościem. Chyba cię przeceniłem.
- O co ci chodzi? - piwnooki uniósł brew.
- Ano o to, że nie pozwolisz sobie wejść na głowę. Jako Cień będziesz musiał wykonywać polecenia Magnatów bez zająknięcia. Uwierz mi, trochę tu już siedzę i widzę jak tu jest. Ale o bagno też zahaczyłem i życie członka Sekty także nie jest łatwe. Prawdziwą swobodę znajdziesz u nas, w Nowym Obozie... - mężczyzna urwał.
- No tak, czego innego mogłem się spodziewać... - szepnął jakby do siebie bohater.
Potem zorientował się, że jego rozmówca nie kontynuuje. Obejrzał się za siebie i zobaczył przechodzącego koło nich Szakala.
Strażnik zniknął za pobliską chatą, a Mordrag podążył jego śladem. Wymienili pełne złości spojrzenia, Szkodnik pokazał mu swój amulet i śniadoskóry poszedł dalej.
- No, nie podsłuchuje nas zza winkla...
- Bardzo zachwalasz Nowy Obóz - stwierdził bohater patrząc rozmówcy prosto w oczy. - Ale ja nie mam stamtąd zbyt wielu dobrych wspomnień...
- Byłeś już tam kiedyś? - szatyn uniósł brwi.
- Tak, zaraz po tym jak tam trafiłem zostałem wzięty w niewolę. Przez kilka dni byłem Zbieraczem...
- Lewus... - wyszeptał Mordrag mrużąc powieki. - To sukinsyn, ale nie ma takich wielu w naszym Obozie.
- To kto jeszcze?
- Chociażby Butch. Ma paskudny nawyk męczenia Nowych.
- Lewus już nie ma - powiedział piwnooki z satysfakcją.
- Nie żyje? - zdziwił się Szkodnik.
- Wznieciliśmy mały bunt... On, jego zbiry, Ryżowy Książę... Wszyscy zginęli zanim Najemnicy zdążyli zainterweniować.
- No no! - zawołał zdumiony Mordrag. - Widzę, że pod moją nieobecność trochę się zmieniło. Chyba muszę tam zajrzeć - dodał patrząc znacząco na dawnego Zbieracza.
- Dzięki, ale nie - odparł blondyn rozumiejąc co chce mu zaproponować rozmówca. - Po buncie myślałem czy aby dołączyć do Nowego Obozu, ale najpierw chcę poznać pozostałe obozy. Jak na razie, Nowy Obóz ma u mnie plusa za tych wszystkich ludzi, którzy mi pomogli gdy byłem w niewoli.
- Wielkim minusem jest pewnie sama niewola? No dobra, nie będę naciskał. Ale gdybyś postanowił wrócić, pytaj o Laresa, to nasz szef. Powodzenia na szlaku!
Żółtodziób poszedł dalej drogą. Było już lekko po południu, więc targowisko było dość zatłoczone. Większość osób stanowili Kopacze, ale było też paru Cieni, a także jeden z tych ludzi w dziwnych zielono-żółtych strojach. Znajdowały się tutaj trzy kramy i za każdym z nich stał Cień. Od jednego ze stoisk odszedł właśnie jakiś facet, który zauważając przybysza zbliżył się do niego. W dłoni miał butelkę piwa. Był zarośnięty, nosił nieco podarte, brązowe ubranie. O dziwo nie nosił żadnej broni.
- Witaj, widziałem cię już - rzekł serdecznie. - Wygnałeś z naszego Obozu tego zbira. Kto wie, co by zrobił, gdyby tu jeszcze był. Patrzył na nas, Kopaczy, jakoś tak dziwnie... Bałem się. Wiesz, weź tę butelczynę, miałem się dziś napić, ale ci ją odstąpię. W ramach wdzięczności.
- Dzięki. W zasadzie miałem szczęście - odparł skromnie dawny Zbieracz biorąc butelkę. - Po prostu go popchnąłem.
- Grunt, że go tu nie ma i już nie zostanie wpuszczony.
- Graham, czy ja dobrze słyszałem? - zapytał jakiś inny Kopacz, podchodzący do rozmawiających. Był to długowłosy szatyn o niebieskich oczach, odziany w brązową koszulę oraz zielone spodnie ze stalowymi elementami. Na oko było widać, że to dość ważna osoba. Przy pasku miał drewnianą pałkę. - A pokonałeś tego intruza? Dobra robota, na pewno dzięki temu zyskałeś szacunek ludzi z Obozu.
- Zgadza się - przyznał bohater. - Thorus poprze mnie u Diego. To uznano za mój Test Zaufania.
- Wiesz, ja też już swój Test przeszedłem, ale nie odważyłem się prosić Thorusa o jakieś zadanie.
- Na czym polegał twój Test Zaufania?
Mężczyzna rozejrzał się.
- Wiesz, lepiej o takich rzeczach nie mówić głośno - odpowiedział cichym głosem.
- Trzeba ci to przyznać, Grim, - wtrącił Graham - że jak na kogoś kto jest tu tak krótko, nieźle się urządziłeś.
- Jesteś tu nowy, jak ja? - zdziwił się piwnooki.
- Nie, ale niedawno mnie tu wrzucili. Jakieś dwa tygodnie temu. Chodźcie do ogniska, to wam opowiem - Grim machnął do nich zachęcająco ręką.
Blondyn spojrzał na Grahama. Ten kiwnął tylko twierdząco głową i poszedł za szatynem. Żółtodziób także postanowił podążyć za nowym znajomym.
- Co, Grim, zapomniałeś czegoś? - zapytał jakiś Cień siedzący na ławce przy rożnie. - Wiesz co masz robić.
- Spokojnie, zajmę się tą sprawą - odparł Kopacz, siadając na sąsiedniej kłodzie. - Ale od jutra.
- Pamiętaj, to zadanie jest bardzo ważne! - rzekł mężczyzna znacząco, po czym pociągnął kilka łyków ze swojego gąsiorka.
Graham i dawny Zbieracz przyglądali się tej sytuacji, a gdy rozmowa skazańców się skończyła, usiedli koło Grima.
- Opowiadaj, bom sam ciekaw - powiedział brodacz.
- No więc siedziałem spokojnie w celi w Faring. Pewnego dnia przyszli do mnie królewscy gwardziści i kazali za sobą iść. Zaprowadzili mnie poza miasto. Tam czekał już powóz dla skazańców. Zapytałem, czemu chcą mnie zabrać przed terminem. Powiedzieli, żebym się nie interesował. Ale potem się dowiedziałem. Miałem współwięźnia. Był to ponoć Paladyn renegat. Całą drogę do portu w Vengardzie byłem przerażony tym towarzystwem. Domyśliłem się, że królewscy nie chcieli ryzykować trzymaniem go w areszcie i chcieli go szybko wrzucić za Barierę. A ja miałem zostać zrzucony przy okazji, bowiem byłem jedynym więźniem w Faring. Prawie cały rejs nie mogłem zmrużyć oka, bo bałem się tego Paladyna śpiącego w sąsiedniej celi. Ale dowiedziałem się też, że ten renegat jest pod wpływem jakiejś mikstury, która osłabia go tak, by nie mógł uciec.
- A jak się nazywał ten Paladyn? - zapytał Graham. - Przepraszam, że przerywam, byłem ciekawy - dodał szybko.
- Nie wiem - odpowiedział Kopacz kręcąc przecząco głową. - Tak czy inaczej, zanim dotarliśmy na miejsce, na skarpę nad Placem Wymian, on... On uśmiechnął się jakoś złowieszczo i po prostu gołymi rękami rozerwał łańcuchy. Zaczął miotać jakimiś zaklęciami w królewskich. Sędzia, tak jak zresztą i ja, wpadł w panikę i ukrył się w pobliskich krzakach. Postanowiłem nie czekać aż we mnie też czymś rzuci i salwowałem się ucieczką. Niestety ze strachu, w ogóle zapomniałem gdzie biegnę i trafiłem na miejsce zrzutów. Niby nie wpadłem za Barierę, ale wtedy z tej rampy znajdującej się wyżej spuściło się kilku strażników. Cóż, jeden nie miał szczęścia i wpadł do jeziora. Najwyraźniej nie umiał pływać, bo utonął. Tamten Paladyn najpewniej zwiał, jednak ja nie miałem tyle szczęścia. Nie miałem gdzie zawiać: przede mną Bariera, za mną renegat, po lewo królewscy, a po prawo ślepa uliczka. Strażnicy zawołali Sędziego, on wygłosił swoją przemowę i mnie tu zrzucili.
- Niezła historia - powiedział bohater. - A za co siedziałeś?
- E, próbowałem okraść pewnego Nordmarczyka z kilku bryłek rudy. W moim domu się nie przelewało, więc musiałem jakoś zarobić na życie. Złodziej ze mnie marny, nawet skradałem się kiepsko. Dopiero Rączka nauczył mnie poprawnie to robić... Nie miałem szczęścia. Koleś był czujny, a ja też źle się za to zabrałem.
- No dobra, chłopaki, było miło, ale się skończyło - rzekł Graham wstając z ławki. - Moje mapy same się nie narysują!
- Jesteś kartografem? - spytał dawny Zbieracz.
- Tak, z tego głównie się utrzymuję. Zrobiłem parę mniejszych map tutejszych okolic, ale wciąż pracuję nad pełną mapą Kolonii. Ech, gdybym tylko mógł zobaczyć Ziemie Orków... Wpadnijcie do mnie, jak będziecie czegoś potrzebować. Na razie - powiedział, po czym poszedł w stronę wzgórza, na którym znajdowały się chaty.
- Bywaj! - zawołał piwnooki.
- Ja też się będę zbierał - oznajmił Grim. - Mam jeszcze trochę obowiązków do wykonania. Na razie.
- Na razie - odparł blondyn.
Żółtodziób wodził jeszcze wzrokiem za oddalającymi się skazańcami, po czym wyciągnął otrzymaną od Grahama butelkę piwa. Otworzył ją i pociągnął kilka łyków.
- Jesteś tu nowy, co? - usłyszał pytanie tego Cienia rozmawiającego wcześniej z Grimem. - Nigdy wcześniej cię tu nie widziałem.
Bohater spojrzał na mężczyznę. Nosił strój Cienia, jaki nosiła większość członków tej grupy. Lekki pancerz ze skórzanymi oraz metalowymi elementami. Przy pasku miał dość długi miecz o wąskim ostrzu, zaś przez plecy przewieszony krótki łuk. Posiadał cienkie brązowe wąsy z małą bródką i pogrążone w nieładzie włosy.
- Jestem Zły. Mam pewną robotę dla takiego żółtodzioba jak ty.
- Ciekawe przezwisko... A może to imię... - pomyślał dawny Zbieracz. - Masz dla mnie robotę? O co chodzi?
- Zleciłem to samo zadanie Grimowi, ale ty wydajesz się bystrzejszym gościem. Słuchaj: zniknął gdzieś jeden z naszych strażników. Nazywa się Nek. Możliwe, że dał nogę do Nowego Obozu.
- Słyszałem o tym od Snafa.
- Widzisz, ten gruby kucharz sporo wie. Ale najlepiej popytaj też innych Kopaczy z jego rewiru. Jakbyś spotkał Fletchera, to jego też zapytaj. Fletcher przejął jego rewir po tym całym tajemniczym zniknięciu.
- Jak go rozpoznam?
- Fletchera? To Strażnik. Blada skóra, włosy spięte w kucyk, ciężka czerwona zbroja.
- A Neka?
- Łysy, krótkie wąsy, powinien mieć przy sobie... - mężczyzna zawahał się na chwilę. - Powinien mieć lżejszą, czerwoną zbroję. Znasz Mancheima, karczmarza? To właśnie taką jak on. Jeśli uda ci się go znaleźć, będziesz mógł liczyć na moje poparcie - zmienił temat.
- A co mi przyjdzie z twojego poparcia?
- Wiesz, gdybym szepnął o tobie dobre słowo, Diego spojrzałby na ciebie o wiele przychylniej. Dzięki temu zostaniesz przyjęty do Obozu jako Cień. Uwierz mi, gdy jesteś jednym z nas życie w Kolonii nie musi być takie złe.

Gdy kusznik udał w stronę, z której przyszedł Nowy, ten drugi ruszył głębiej w targowisko. Stały tu trzy karmy i każdy prowadził Cień. Dawny Zbieracz podszedł do jednego z nich.
- Witaj! Jestem Fisk, handluję najróżniejszym towarem - bohatera zaczepił czarnoskóry mężczyzna. - Poza bagiennym zielem, ale po nie udaj się do Dextera, to swój chłop. Nie chciałbyś może przyłączyć się do naszego Obozu?
- Tak, właśnie szukam wpływowych ludzi, którzy mnie poprą.
- To dobrze, bo mam akurat zadanie dla kogoś takiego jak ty.
- Słucham więc.
- Robię interesy z Łowcami Orków. Sprzedają mi trofea, jakie zdobędą na Ziemiach Orków, które później trafiają do mojego asortymentu. Zawsze sam szedłem po towar, ale teraz zaostrzył się mój konflikt ze Świstakiem, więc muszę mieć oczy szeroko otwarte. Pójdziesz po tę paczkę?
- Nie jestem pewien... Ziemie Orków?
- Spokojnie. Obóz znajduje się zaraz przy wejściu.
- No chyba, że tak. Pójdę.
- I to mi się podoba! Jesteś swój chłop! Jak dostarczysz paczkę to oprócz poparcia dostaniesz ode mnie miecz. Przyda ci się.
- Dzięki.
Kandydat na Cienia podszedł do stoiska wspomnianego Dextera.
- Witaj, kliencie! U mnie znajdziesz tylko towar najwyższej jakości, przede wszystkim bagienne ziele. To, czego nie znajdziesz u mnie, znajdziesz u Fiska.
- Co to jest bagienne ziele?
- Nowy, co? Bagienne ziele, po odpowiedniej obróbce można palić. Działa relaksująco, więc w tym miejscu jest to dość popularne. A tak w ogóle, to interesowałaby cię jakaś robótka. Mogę cię poprzeć u Diego, jeśli zechcesz dołączyć do naszego Obozu. Ewentualnie nagrodzę cię inaczej. Zainteresowany?
- Jasne, co mam zrobić?
- W Obozie Sekty mieszka pewien człowiek imieniem Kalom, to alchemik, który ma recepturę na silny napój uzdrawiający. Jeśli mi ją przyniesiesz, sam będę mógł rozpocząć produkcję oraz sprzedaż tego napoju.
- Dobra, ale daj mi 50 bryłek rudy.
- Po co? Przecież dostaniesz poparcie. Albo coś innego jak nie chcesz zostać Cieniem.
- Ale może będę musiał zapłacić za tą recepturę?
- Nie ma mowy!
- Chyba zależy ci na tej recepturze.
- Dobrze, ale rudę dostaniesz dopiero, gdy będziesz miał papier w ręku.
- O nie. Nie ma rudy, nie ma receptury.
- Tutaj jest pełno Nowych, którzy wykonają dla mnie to zadanie.
- Dobrze, w takim razie zapomnijmy o całej sprawie.
- Zaczekaj! Chciałem jedynie zobaczyć jak daleko się posuniesz. Masz te 50 bryłek, a teraz idź już i nie pokazuj się bez receptury.
- Oczywiście - rzekł piwnooki uśmiechając się triumfalnie.
Uradowany z udanego interesu Bezimienny podszedł do ogniska i usiadł na ławce zmęczony już ganianiem po Obozie.
- Hej! - odezwał się do niego Fisk, siedzący obok. - Słyszałem jak załatwiłeś tą sprawę z Dexterem. Masz żyłkę do interesów. Brawo!
- Dzięki.
- Po prostu stwierdzam fakt.
- Ściemnia się już. Powinienem chyba znaleźć miejsce do spania.
- Tu ci nie pomogę, ale dam ci radę: śpij plecami do ściany, jeśli wiesz o czym mówię.
- Tak, wiem - powiedział zniesmaczony blondyn. - Czemu tutaj mi się wszystko kojarzy z jednym? - pomyślał. - Chyba już pójdę.
- Powodzenia na szlaku i załatw mi tą paczkę jak najszybciej.
- Postaram się.
Żółtodziób wstał i poszedł ścieżką na wzgórze. Tam przeszedł przez chatę jakiegoś biedaka, któremu ktoś dorobił drugie drzwi. Szedł zmęczony i nie chciał już z nikim rozmawiać, chyba, że w sprawie noclegu. I pomyśleć, że jeszcze wczoraj był Zbieraczem na polach ryżowych, a ten dzień zaczął buntem przeciwko Lewusowi. Nagle, gdy przeszedł przez jedną z chat, ktoś wrzasnął:
- ILE RAZY MAM WAM POWTARZAĆ SUKINSYNY, ŻEBYŚCIE NIE PRZEBIEGALI PRZEZ MOJĄ CHATĘ?!
- Cholera, nie drzyj się tak! Słychać cię chyba nawet w Nowym Obozie - zrugał go skazaniec. - Co cię ugryzło? - dodał łagodniej.
- Ech... nie dawno wróciłem z Kopalni, jednak moją chatę zajął jakiś Cień. Ach... moja chatka na uboczu... ale wracając. Musiałem wybudować sobie nową. Wybrałem właśnie to miejsce. Inni ostrzegali mnie: "Nie buduj chaty tak blisko rowu!", ale żaden z tych sukinkotów nie powiedział co się stanie jeśli ją tu jednak wybuduję. Gdy znowu wróciłem z Kopalni miałem dodatkowe drzwi! I teraz przez moją chatę przechodzi każdy jak gdyby nigdy nic. Każdy cholerny dupek! Banda wieprzy! Nienawidzę ich, nie masz nawet pojęcia jak ja ich, kurwa, nienawidzę!
- Przykro mi... - powiedział piwnooki, ziewając. - Pójdę już... Powodzenia.
Poszedł sobie, zostawiając Kopacza z jego problemem. Idąc myślał już tylko o łóżku, w którym mógłby się wyspać. Lecz znowu jego przemyślenia zostały przerwane przez jednego z Cieni:
- Hej, ty, żółtodziobie! Widziałem, jak rano załatwiłeś tego gnoja od Quentina. Gratuluję. Mam też dla ciebie robotę!
- Jaką robotę? - spytał zaspany.
- Niedawno zniknął jeden z naszych Strażników, niejaki Nek. Postaraj się go znaleźć. Ostatni raz go widziano jak rozmawiał ze Snafem, może to będzie dla ciebie pomocne.
- Tak, tak... oczywiście, znajdę go...
- Trzymaj się. Tak, w ogóle to jestem Zły - powiedział.
- Tak, tak... ja też jestem zły, bo muszę... zresztą nie ważne...
- Dobranoc - pożegnał się, po czym poszedł do swojej chaty.
Biedny bohater poszedł dalej ścieżką.
- Może Diego, znajdzie mi jakiś nocleg? - pomyślał. - Tak, Diego to moja ostatnia deska ratunku...
- Hej, ty! - usłyszał. Blondyn nawet nie szukał wzrokiem kto do niego mówi. - Tacy jak ty mogą napytać sobie biedy. Wielu myśli, że może robić co im się żywnie podoba, ale my oczywiście im na to nie pozwalamy. To jest dosyć męczące i KOSZTOWNE zajęcie. Proszę cię, więc o drobne wsparcie finansowe. Tylko 10 bryłek rudy i jesteś bezpieczny.
Można się było domyśleć, że to jeden ze Strażników.
- Nie, nie, nie! Dość! Dość! - krzyknął zdenerwowany skazaniec. - Ja chcę tylko iść spać, a wy mi do jasnej cholery przeszkadzacie! Ja chcę tylko noclegu! Nie zapłacę i w ogóle to zejdź mi z drogi.
- Jak, sobie chcesz! Jeszcze pożałujesz, że odrzuciłeś tę przyjacielską propozycję! - oburzył się Strażnik.
- Zamknij się!
Obaj skazańcy minęli się i jeden z nich podszedł do chaty Diego. Przed nią siedział na ławce jej właściciel.
- Cześć, Diego.
- Witaj - odparł. - Słyszałem tę twoją kłótnię z Bloodwynem. Ściągasz na siebie nie lada kłopoty.
- Proszę cię, powiedz że wiesz, gdzie mogę się przespać. Ja chce tylko spać...
- Dobra, dobra. Podobno w okolicy areny jest jakaś wolna chata.
- Dzięki, Diego.
Zmęczony mężczyzna zszedł ścieżką w dół mijając chatę nieznanego mu Kopacza, Wrzoda i Snafa i idąc usłyszał za sobą.
- Hej, ty!
- O nie, znowu... - pomyślał ze smutkiem.
- Czemu kręcisz się tu tak w nocy? To mój teren i nie zamierzam mieć tutaj kłopotów. Idź spać. Chata z baldachimem przy wejściu jest wolna. A jeśli przyłapię cię na grzebaniu w cudzych chatach, to osobiście odrąbie ci łapy.
- Z baldachimem? Dzięki, wielkie dzięki! - krzyknął odchodząc szybkim krokiem.
- Co za świr... - szepnął do siebie Strażnik, po czym wrócił na posterunek.
Zaspany skazaniec znalazł chatę wskazaną przez Fletchera i wszedł do niej.
- Tak, łóżko - ucieszył się. - Nareszcie!
Położył się na całkiem dobrze utrzymanym łóżku i natychmiastowo zasnął.

- Wiesz co masz zrobić? - spytał Strażnik, pewnego mężczyznę z kucykiem i brodą w standardowej brązowej koszuli, odpowiadającej kolorowi włosów, oraz zielonych spodniach. - Tylko pamiętaj: macie go tylko pobić i postraszyć, nie zabić, bo stracę klienta. Jak tylko mu dokopiecie, będzie mnie błagał o ochronę.
- Dobrze, dobrze, zrozumiałem, Bloodwynie - odparł tamten.
- Masz tu kilka bryłek rudy, Grimie - powiedział Strażnik, uśmiechając się złowieszczo.

Ostatnio edytowane przez Mika 123 : 19-07-18 o 17:14.
RPG
Mika 123 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 22-12-16, 22:12   #19
 Mika 123
Strażnik Miejski
 
Mika 123 awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2016
Skąd: Khorinis
Posty: 2 052
Domyślnie

Cytat:
Całkiem spoko opowiadanko, czytam regularnie ale nie komentuję. Słuchaj porad Epikura a będzie nieźle. Mnie się osobiście podoba
Dzięki i cieszę się, że się podoba.
RPG
Mika 123 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 22-12-16, 22:31   #20
 Ancoron
Ma admina
 
Ancoron awatar
 
Zarejestrowany: styczeń 2016
Posty: 7 449
Domyślnie

bohater z przed... Dobre, staropolskie. Ale obecnie używa się sformułowanie sprzed .
Cytat:
3 chrząszcze
Liczby słownie
Cytat:
pokazał mu Wrzód
A skąd on wie, że to Wrzód? Błąd logiczny . Nie używaj imion, jeśli nie zostały podane, tak samo z ksywkami.
Cytat:
- O, chrząszcze - powiedział sam do siebie. - Akurat was potrzebuje.
Nie, tutaj nie ma błędu, ale te zdanie jest takie proste, że aż się uśmiechnąłem. Przerywa czytanie i zmusza do refleksji .
Cytat:
za tamtym najeźdźcom
Auć...
Cytat:
- Nie jestem pewien... Ziemię Orków?
Ziemie, nie Ziemię :P.

Ogólnie chaotyczny ten rozdział, pędzisz z akcją, jakby cię gonił zębacz w czasie rui. Ale najgorszym co mogłeś wybrać były te dialogi, spodziewałem się czegoś lepszego, to wyszło bardzo płytkie. Więcej emocji potrzeba, postacie muszą mieć drugie dno, a wszystkich sprowadzasz do jednego: Hej ty, masz zadanie. To niezbyt fajne. Sztuką opowieści z tego świata jest jego rozwinięcie, sprawienie by był ciekawszy .
Ogólnie za dużo tych dialogów jak na taką małą ilość tekstu. Mogłeś obóz rozłożyć na kilka takich rozdziałów i bardziej przyłożyć się do każdego elementu, wplatając kolejne wątki . Razi również płytkość podróży: Rozmowa, idzie dalej, kolejna rozmowa. No i przez to jest kupa powtórzeń. Choć widzę, że to miało być humorystyczne, lecz zabrakło takiej... wisienki na torcie.
No i jeszcze jedno: Nie rób z bohatera gieroja, twardziela niszczącego wszystko. O wiele lepiej się czyta o zwykłych osobach, które gdy zbytnio cwaniakują to dostają w*ierdol

Ostatnio edytowane przez Ancoron : 22-12-16 o 22:36.
RPG
Ancoron jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 23-12-16, 13:46   #21
 Mika 123
Strażnik Miejski
 
Mika 123 awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2016
Skąd: Khorinis
Posty: 2 052
Domyślnie

Cytat:
A skąd on wie, że to Wrzód? Błąd logiczny . Nie używaj imion, jeśli nie zostały podane, tak samo z ksywkami
No to akurat nie jest jedno z przemyśleń bohatera, ani nic w tym stylu, ale wypowiedź narratora.

Cytat:
No i jeszcze jedno: Nie rób z bohatera gieroja, twardziela niszczącego wszystko. O wiele lepiej się czyta o zwykłych osobach, które gdy zbytnio cwaniakują to dostają w*ierdol
No tu właśnie Bezimienny pożałuje tej decyzji co można wnioskować po ostatnim wątku rozdziału, kiedy Bloodwyn wynajął Grima i jego koleżków. Nie za bardzo też wiedziałem jak doprowadzić do tej sytuacji, w końcu bohater widział tego Strażnika pierwszy raz w życiu, więc nie wiedział, że ten będzie "doił" z niego rudę, a wcześniej zapłacił Szakalowi, więc co by mu szkodziło zapłacić i Bloodwynowi. Dlatego właśnie wyszło jak wyszło...

Cytat:
Mogłeś obóz rozłożyć na kilka takich rozdziałów i bardziej przyłożyć się do każdego elementu, wplatając kolejne wątki . Razi również płytkość podróży: Rozmowa, idzie dalej, kolejna rozmowa. No i przez to jest kupa powtórzeń. Choć widzę, że to miało być humorystyczne, lecz zabrakło takiej... wisienki na torcie.
Ech... pisałem ten rozdział około 2 dni, a do tego szkoła trochę odbierała mi czas. Byłem jednak trochę zmęczony (niczym bohater tej opowieści), więc może dlatego nie wyszło zbyt dobrze, ale miałem wystarczająco dużo sił, żeby wprowadzić te "wątki humorystyczne", jednak moim zdaniem nie wyszło zbyt śmiesznie.
RPG
Mika 123 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 23-12-16, 18:50   #22
 Mika 123
Strażnik Miejski
 
Mika 123 awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2016
Skąd: Khorinis
Posty: 2 052
Domyślnie

Rozdział VIII Śledztwo

Żółtodziób obudził się na podłodze. Wstał i przyjrzał się wnętrzu chaty. Stał w niej stół, na którym, o dziwo, leżał kawałek szynki i co dziwniejsze świeżej. Usiadł, więc na stołku, przy stole i zaczął jeść. Po zjedzeniu śniadania postanowił sprawdzić skrzynie, leżące w budynku. Zaczął od tej przy wejściu.
- Pusta - powiedział sam do siebie.
Podszedł do kufra po ścianą, klęknął i otworzył go.
- Cholera, szkoda, że obydwie są puste. Ale na co ja liczyłem w Kolonii Karnej... - rozżalił się. - Ale trzeba wziąć się w garść! Muszę dołączyć do Starego Obozu, żeby nie być na końcu tego cholernego łańcucha pokarmowego.
Kandydat na Cienia wyszedł, więc ze swojej chaty i zaczerpnął świeżego powietrza. Podszedł do niego jeden z Kopaczy:
- Witaj, nazywam się Guy.
- Witaj, a ja nazywam się...
- Człowieku! Spałeś do południa! A my tu charujemy! - przerwał mu.
- Hmmm... to już południe?
- Tak.
- No, cóż miałem wczoraj ciężki dzień... Przepraszam. Mogę ci zadać pytanie?
- Pytaj.
- Co wiesz o Neku?
- To Strażnik. Patrolował ten teren, jednak zniknął trzy dni temu. Teraz zastępuje go Fletcher. Swoją drogą Fletcher to...
- Dobra, dobra dzięki. Muszę już ruszać w drogę.
Świeżo upieczony detektyw ruszył w stronę kuźni. Zobaczył tam pracujących wątłych Kopaczy, jego uwagę przyciągnął nieco silniejszy z nich.
- Widzę, że znasz się na swoim fachu - powiedział do niego.
- Jeszcze nikt nie miał powodu do narzekań - odparł ochrypłym głosem. - Jestem Huno.
- Chętnie spróbowałbym sił jako kowal.
- Tylko nie myśl sobie, że tak łatwo jest wykuć solidny miecz.
- Co muszę zrobić?
- Weź stal i rozgrzej ją...
Gdy Kopacz tłumaczył dawnemu Zbieraczowi zasady kowalstwa, o tego drugiego otarł się przechodzący Strażnik. Żółtodziób spojrzał w jego stronę i pomyślał, że to może być Fletcher, który może coś wiedzieć o zaginionym Neku.
- ... wtedy hartujesz ostrze w wodzie...
- Przepraszam cię na chwilę Huno - przerwał mu śledczy.
Zszedł ścieżką na dół, aż dogonił Strażnika.
- Hej ty! - zawołał.
- Jeśli chcesz pozbyć się swoich pieniędzy za ochronę to wybrałeś zły dzień - powiedział znudzony.
- Dlaczego?
- BO MNIE TU NIE MA! - krzyknął tak, że Kopacze przy kuźni obejrzeli się na niego i jego rozmówcę.
- Czyżby, a gdzie jesteś? - spytał zdziwiony.
- W tej chwili siedzę sobie w Zamku przy ognisku i popijam piwo.
- To jakim cudem z tobą rozmawiam?
- To wszystko przez Neka. Zachciało mu się znikać i zostawił ten rewir bez patrolu. Dlatego Thorus wysłał MNIE, żebym go zastąpił dopóki nie wróci.
- A wiesz o nim coś więcej?
- Nie, ale jeśli go znajdziesz powiedz mi o tym.
- Jasne, wbrew pozorom bardzo mi pomogłeś.
Bohater podszedł do krawędzi wzgórza i zeskoczył. Udało mu się wylądować "na cztery łapy". Otrzepał się z ziemi i ruszył w stronę zawalonej wieży. Wszedł do jej wnętrza. W budynku nie było zbyt tłoczno. Przy stolikach siedziało kilku Kopaczy, jakiś Szkodnik i dwóch Cieni. Nowy klient podszedł do lady.
- Witaj w mojej gospodzie - powiedział Strażnik za ladą. - Nazywam się Mancheim. Proszę, pierwsze piwo za darmo. Na zdrowie! - dodał podając mu butelkę piwa.
- Dzięki - podziękował, otwierając butelkę i wypił jednym haustem. - Jesteś wyjątkowo miły jak na Strażnika.
- A dlaczego miałbym nie być? Dzięki temu zjednałem sobie Kopaczy. Zrezygnowałem z wywyższania się. Dzięki temu mam dużo klientów.
- Zatem na pewno słyszysz tu wiele ciekawych rzeczy.
- Tak, do czego zmierzasz? A! Zaraz, to ty jesteś tym Nowym w Obozie?
- Owszem.
- To słyszałem właśnie, że to ty wypędziłeś z Obozu tą mendę od Quentina. Wczoraj wieczorem było o tym głośno. Wiesz, masz następne piwo, na mój koszt.
- Dzięki, ale zachowam na później. Ale wracając: co wiesz o Neku?
- Powiadają, że uciekł do Nowego Obozu. Inni zaś mówią, że poszedł na Ziemie Orków.
- Po co? Przecież to niebezpieczne miejsce.
- Nie wiem. To tylko ludzkie plotki. Jedno wiem na pewno: ostatnią osobą, z którą rozmawiał przed zniknięciem był Snaf.
- Skąd to wiesz?
- Powiedział mi o tym sąsiad Snafa, Wrzód. To wiarygodne źródło informacji, on nie umie kłamać. Może dlatego gnije jako Kopacz... Hej! A ty co się tak dopytujesz?
- Po prostu zastanawiam się co się z nim stało... wiesz...
- Ty coś kręcisz.
- No dobra, Fletcher chce się dowiedzieć co się z nim stało. Musi teraz patrolować jego rewir, przez co nie może siedzieć sobie w Zamku. Wiesz, dla niego to sprawa życia i śmierci...
- Rozumiem, chcesz się przypodobać wpływowym ludziom w Obozie i zyskać poparcie. Jednak Fletcher nie jest zbyt wpływowy. Ma długi, między innymi u Scatty'iego. Jak chcesz ja mógłbym cię poprzeć, jednak nie za nic.
- Co muszę zrobić?
- W mojej gospodzie brakuje czegoś... pędzimy co prawda dobry bimber, dostajemy piwo i wino z Zewnętrznego Świata, ale potrzebne jest mi jakieś bagienne ziele. Dobrze by było jakbyś znalazł jakiegoś kucharza.
- Może być Snaf?
- Nie. On jest... znaczy... najlepiej znajdź kogoś innego... A jeśli chodzi o skręty to idź do Baal Tarana. U Dextera jestem spalony.
- Co mu zrobiłeś?
- To jest coś czego nie naprawisz...
- No dobra, zrobię to.
- Wiedziałem, że mogę nie ciebie liczyć.
- Pójdę już.
Żółtodziób wyszedł z zawalonej wieży i udał się w kierunku targowiska.
- Dobra, to co już mamy - pomyślał. - Nek to Strażnik ze Starego Obozu, który patrolował teren wokół areny. Zniknął w tajemniczych okolicznościach. Ludzie mówią, że uciekł do Nowego Obozu, jednak kucharz Snaf myśli, że jest to mało wiarygodne, ponieważ miał on dobre stosunki z Magnatami. Snaf jest też ostatnią osobą, z którą rozmawiał Nek przed zniknięciem. Hmmm... czyli jak widać wszystko pcha mnie w stronę tego kucharzyny. Chociaż Thorus na pewno też wie coś o jednym ze swoich ludzi. Tak, to jest trop. Cel: Thorus...
Detektyw nawet nie zauważył kiedy znalazł się na terytorium Bloodwyna. Odezwał się do niego mężczyzna w średnim wieku z pierwszymi zmarszczkami i kucykiem w lekko rudym kolorze:
- Hej, zaczekaj! Słyszałem, że rozmawiałeś z Bloodwynem.
- Tak, a co i do tego?
- Odmówiłeś mu! Niezły z ciebie gość! Nikt nie ma tyle odwagi, żeby mu podskoczyć! A to oznacza, że wszyscy będziemy musieli mu płacić twoją dolę! Postaram się, żebyś o tym pamiętał, kiedy Bloodwyn znowu poprosi cię o datek!
Kopacz wyjął broń i rzucił się na żółtodzioba. Ten zrobił unik i również wziął w ręce miecz. Odskoczył od agresora i czekał na jego ruch.
- No chodź! - sprowokował Kopacza.
Sprowokowany znowu rzucił się na mężczyznę, który zablokował cios i zrewanżował się serią ciosów na boki, jednak żaden nie trafił Kopacza. Niespodziewanie ten drugi uśmiechnął się, jakby chciał powiedzieć: "Wiem coś o czym ty nie wiesz...". To sprawiło, że był nieco zdezorientowany, więc żółtodziób skoczył na niego, powalając go. Wstał i powiedział:
- I na co ci to było? Mi nie potrzebna jest ochrona Bloodwyna.
Gdy powiedział poczuł, jak ktoś uderza go w plecy. Nie zdążył się odwrócić, ponieważ kolejny cios dostał w głowę, przez co stracił przytomność.

Był już późny wieczór, kiedy kandydat na Cienia ocknął się. Czuł okropny ból pleców, a na dodatek był mokry, ponieważ padał deszcz.
- Arght! Cholera, co za ból - przeklinał wstając.
Z jednej z chat wyszedł Kopacz. Miał ciemnobrązowe, wręcz brunatne włosy. Nosił wąsy i bako brodę.
- Już wstałeś! - powiedział. - Chodź do mojej chaty, trochę się ogrzejesz.
Pokonany skorzystał z propozycji i wszedł do chaty miłego Kopacza. Gdy już byli w środku zaczęli rozmowę.
- Nazywam się Jessy - powiedział gospodarz. - Jesteś strasznie poobijany.
- Czy wiesz co się stało?
- Tak, kiedy powaliłeś Hereka, bo jakbyś nie wiedział tak ten Kopacz miał na imię, stojący za tobą Bloodwyn zaatakował cię z zaskoczenia. Kiedy straciłeś przytomność, ten, który cię powalił zaczął grzebać ci po kieszeniach. Zabrał ci całą rudę i butelkę piwa. Potem Herek zabrał twoją broń. Zastanawiasz się też pewnie dlaczego Herek cię zaatakował. Otóż Bloodwyn go wynajął, żeby cię pobił. Liczył na to, że po takim incydencie będziesz mu regularnie płacił. Proszę, zjedz tą zupę doda ci sił.
Osłabiony mężczyzna wziął miskę i łapczywie zjadł zawartość.
- To jest niezłe! Nie sądziłem, że umiesz gotować. I to tak dobrze! Mam dla ciebie propozycję.
- Hehe, nie, nie wyjdę za ciebie.
- Bardzo śmieszne. Co innego chodzi mi po głowie. Znasz może Mancheima?
- Tak, prowadzi karczmę w zawalonej wieży.
- Dokładnie, to on.
- Więc?
- Mancheim szuka kucharza. Może byłbyś zainteresowany?
- Jasne. Zawsze to wpadnie parę bryłek.
- Zatem chodźmy do niego.
Wyszli z chaty Kopacza i udali się w stronę karczmy. Całą drogę milczeli. W końcu dotarli na miejsce. Weszli do środka i podeszli do Strażnika za ladą.
- Witaj Mancheimie - przywitał się dawny Zbieracz. - Oto ktoś, kto pomoże ci z tym interesem.
- Dzięki, przyjacielu. A ty, Jessy chodź tu za ladę, masz tu wszystko co będzie ci potrzebne.
- Oczywiście, jednak chciałbym z tobą omówić sprawę zapłaty.
- Spokojnie, myślę, że cię usatysfakcjonuje.
- Dobra, ja już pójdę - powiedział kandydat na Cienia.
Niespokojny poszedł w stronę chaty Snafa. Gdy dotarł na miejsce, powiedział:
- Hej Snaf!
- Tak? Znalazłeś już chrząszcze i Piekielniki?
- Co do chrząszczy, to proszę, oto one. Nad Piekielnikami wciąż pracuję. Mam do ciebie pytanie.
- Pytaj, więc, ale się pośpiesz.
- Co wiesz o Neku?
- Mówiłem ci już. W dzień jego zniknięcia poprosiłem go o zdobycie Piekielników. Wyruszył od razu, jednak już nie wrócił. A teraz idź już, mam dużo roboty!
- Dobra, dobra.
Detektyw poszedł w stronę posterunku Thorusa. Widząc, że ten odwraca się i idzie do Zamku, zaczął biec.
- Thorusie! Zaczekaj - zawołał.
- Tak? - spytał, zwracając się w stronę śledczego.
- Mam do ciebie pytanie.
- Słyszałem już o tym, że pytasz mieszkańców Obozu o jedną rzecz: co wiedzą o Neku. I chcesz teraz, żebym teraz ja odpowiedział na to pytanie?
- Tak.
- Nek jest lub może był jednym z moich ludzi. Zaskarbił sobie zaufanie moje i Magnatów. Był także Kurierem Magów.
- Kurierem Magów?
- Zgadza się. Zanosił przesyłki od Magów Ognia do Magów Wody. Jednak to nie działało tylko tak, że Nek chodził sam między Obozami. Miał on w końcu swoje obowiązki w naszym Obozie, więc Magowie Wody wysłali tu Mordraga. I od tej pory mam nie lada problemy. Mordrag okrada Magnatów, a ja nie mogę z tym nic zrobić. W dodatku Mordrag ma czelność zjawiać się w NASZYM Obozie i odsprzedawać NASZE rzeczy, NASZYM chłopcom. A to już za wiele, ale ten Szkodnik jest pod opieką Magów. Ale co ja ci zawracam głowę! No... to by było na tyle, idź już.
- Żegnaj Thorusie.
Detektyw skierował swe kroki w stronę Południowej bramy.
- Hmmm... - rozmyślał. - Podsumujmy: Nek, Strażnik ze Starego Obozu i Kurier Magów zaginął w tajemniczych okolicznościach. Większość ludzi uważa, że uciekł do Nowego Obozu, co jednak najprawdopodobniej mija się z prawdą, ponieważ sam Thorus powiedział, że on jak i Magnaci mu ufają, więc po co ten człowiek miałby to tracić, po przez zdradę? Snaf wysłał go na grzyby i zarazem jest ostatnią osobą z jaką Nek rozmawiał. Podczas mojej ostatniej rozmowy z nim wyglądało, że coś ukrywa. Flether przejął robotę Strażnika po jego zniknięciu. Cholera! To chyba dla mnie zbyt trudne. Lepiej zajmę się zbieraniem Piekielników dla tego całego Snafa.
Jak pomyślał, tak zrobił. Dotarł do jaskini, w której miał znaleźć poszukiwane grzyby. To co tam zobaczył przekroczyło jego najśmielsze wyobrażenia. Mężczyzna w czarnej zbroi leżał w kałuży krwi, która zabarwiła już ziemię przy jego zwłokach. Miał dwie dziury w plecach. Jednakże było tu też truchło łysego mężczyzny w czerwonej zbroi. W jego klatkę piersiową był wbity miecz.
- To może być Nek - powiedział detektyw sam do siebie.
Mężczyzna zaczął badać ciało Strażnika, aż przy karku wyczuł metalowy przedmiot. Był to amulet. Zdjął go z szyi denata.
- Hmmm... - zamyślił się. - Tu jest coś wygrawerowane... Nek... Dobra! Mam to. Ale zaraz! Ci dwaj na pewno ze sobą walczyli. Ten blondyn... kiedy rozmawiałem ze Snafem w jego głosie dało się dostrzec... żal... czy to znacz, że... kucharz wynajął go, żeby zabił Neka? Cholera, biorę te grzyby i idę do niego.
Bezimienny pozbierał Piekielniki, przyjrzał się jednak broni, która leżała na ziemi i miała ślady krwi.
- Hmmm... skoro mój miecz zabrał Herek to to żelastwo bardzo mi się przyda, zwłaszcza w tej sytuacji...
Podniósł go, trochę przeczyścił i przymocował do pasa. Pobiegł w stronę Obozu, mijając Strażników i wielu innych mieszkańców. Wreszcie dotarł do domu kucharza.
- Czego chcesz o tak późnej porze? - spytał niczego nie spodziewający się kucharz.
- Masz tu te swoje Piekielniki.
- Byłeś w jaskini? - zapytał ze strachem.
- Tak. Teraz grzecznie mi powiesz co masz na sumieniu.
- Ja... ja... to nie... nie jest tak jak myślisz...
- Spytam wprost: wynająłeś tego blondyna, żeby zabił Neka?
- Nie... to jest bardziej skomplikowane... Więc... widziałeś tego mężczyznę?
- Tak, nie żyje.
- Co? A zatem... wreszcie mogę się czuć bezpieczny - ucieszył się, odzyskując spokój. - Teraz powiem ci całą prawdę. Otóż: kilka dni temu w nocy, dokładnie tak jak ty teraz, przyszedł do mnie ten mężczyzna. Przeraził mnie jego widok, ponieważ myślałem, że nie żyje. On kazał mi zwabić Neka do jaskini za Obozem. Zastraszył mnie, a ja wykonałem jego polecenie. Nawet nie wiesz jak tego żałuję. Ale musisz mnie zrozumieć, on groził mi śmiercią.
- Dobrze, rozumiem. I nie wydam cię Złemu.
- Dziękuję, jak mogę ci się odwdzięczyć? Już wiem! Codziennie, będę ci dawał trzy porcje potrawki z chrząszcza a la Snaf z ryżem i grzybami, czyli tego na co przyniosłeś mi przed chwilą składniki.
- To bierz się do roboty.
- Tak jest.
Bohater opuścił dom Snafa i zaczął szukać Fletchera. W końcu go znalazł stojącego przed drzwiami do jakiegoś niewielkiego budynku.
- Witaj, Fletcher! Chodzi o Neka...
- Tak?
- Chyba go znalazłem...
- Gdzie on jest?
- W innym lepszym świecie...
- O cholera, miałem nadzieję, że ten bencwał jednak wróci. Teraz mam kłopot.
- Jaki problem?
- Jestem winien Scatty'iemu nie lada sumkę...
- "Jednak Flether nie jest zbyt wpływowy." - kandydat na Cienia przypomniał sobie słowa oberżysty. - Przykro mi, nie mogę pomóc - powiedział głośno, po czym odszedł w stronę innej części Obozu.
Szedł w stronę chaty Złego. Ten jak zwykle siedział na ławce przed swoim domem i akurat popalał skręta.
- Witaj, Zły. Znalazłem Neka.
- Tak? A masz na to jakieś dowody?
- Tak, znalazłem przy nim ten amulet. Proszę, oto on.
- To właśnie o ten amulet mi chodziło! Zakładam, że korciło cię, żeby zachować go dla siebie. Spokojnie, dokonałeś mądrego wyboru. Równy z ciebie chłop, wstawię się za tobą u Diego.
- Nie chcesz wiedzieć co się stało z Nekiem?
- Nie, chodziło mi tylko o amulet. Żegnaj.
Gdy Zły udał się do swojej chaty jego rozmówca poszedł do swojej i zasnął na swoim łóżku z poczuciem spełnionego obowiązku.

Ostatnio edytowane przez Mika 123 : 08-05-17 o 12:26.
RPG
Mika 123 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 24-12-16, 13:39   #23
 Mika 123
Strażnik Miejski
 
Mika 123 awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2016
Skąd: Khorinis
Posty: 2 052
Domyślnie

Rozdział IX Stanąć na nogi

- Ach! Jak dobrze wstać - powiedział Bezimienny, wstając z łóżka. - Plecy to już w ogóle mnie nie bolą, żyć nie umierać. Dobra, idę do Snafa po tą jego potrawkę.
Bohater wyszedł ze swojej chaty i ruszył w kierunku chaty grubego kucharza.
- Hej, Snaf!
- O Innosie! Weź mnie nie strasz! Od tego incydentu z Nekiem mam okropne poczucie winy - odparł tamten.
- Spokojnie, przecież mówiłem, że cię nie wydam. Zresztą! Złemu zależało tylko na amulecie, ale wydaje się być bardzo zadowolony.
- Tak, tak. Jednak wydaję mi się, że no cóż... nigdy nie pozbędę się wyrzutów sumienia.
- Przecież nie zrobiłeś tego z własnej woli... zostałeś zastraszony.
- Ech... dzięki. Wiesz, jestem tu dosyć ważną personą, w końcu jestem JEDYNYM kucharzem w Zewnętrznym Pierścieniu...
- A byś się zdziwił, Snaf - pomyślał tylko długowłosy mężczyzna.
- ... mógłbym się wstawić za tobą u Diego.
- Jasne, dzięki! Żadna pomoc nie zaszkodzi.
- W końcu oddałeś mi przysługę...
- Właśnie, powiedziałeś, że mogę dostać tyle potrawki ile tylko zapragnę...
- I dotrzymam słowa, weź te trzy porcję!
- Zaczekaj. Na razie daj mi tylko jedną, na śniadanie. Nie zamierzam nosić ze sobą po całym Obozie dwóch misek potrawki.
- Jak sobie, życzysz. To idź już i jedz to swoje śniadanie, a ja pójdę do Diego.
- Żegnaj zatem.
Głodomór poszedł do swojej chaty już zaczynając jeść. Kiedy już w swojej chacie opróżnił zawartość miski, położył ją na stole.
- Hmmm... może, by zajść do Diego, spytać o opinię w Obozie - powiedział do siebie.
Bohater poszedł, więc w tym samym kierunku co wcześniej, jednak teraz miał dalszy cel: Diego, wąsaty szef Cieni ze Starego Obozu. Kandydat na jednego z nich, ciekawy co mówią o nim mieszkańcy Obozu, zjawił się przed chatą wąsacza. Jednak, nie siedział on na ławce przed swoją chatą, jak zwykle to robił za dnia. Zaskoczony podszedł do stojącego na warcie przed bramą do Zamku, Thorusa i spytał:
- Gdzie jest Diego?
- Gomez wezwał go do siebie w pilnej sprawie. Niedługo wróci - odpowiedział Strażnik.
- Rozumiem. Rozwiązałeś już swój problem z Mordragiem?
- Kazałem jednemu z Nowych, niejakiemu Kai'owi zająć się tym Szkodnikiem w zamian za poparcie u Diego.
- Cieszę się, że... o! Czy to Diego wraca? Tak, to on.
- Czekałeś na mnie? - spytał szef Cieni, gdy już podszedł do stojącego pod bramą skazańca.
- Tak, chciałem cię zapytać o opinię w Obozie.
- Rozmawiałem z kilkoma ludźmi...
- I?
- Wykonałeś Test Zaufania. Scatty czeka na twoją walkę z Kirgo, ale nie może się doczekać aż wyzwiesz Kharima. Snaf mówi o tobie same dobre rzeczy. Rączka sądzi, że wiele się już nauczyłeś, ale myśli, że możesz być jeszcze lepszy. Znalazłeś Mancheimowi kucharza, ale wciąż czeka na dostawcę ziela. Nie zdobyłeś jeszcze przepisu Kaloma. Dexter wykorzystuje cię do swoich prywatnych interesów, będę musiał z nim poważnie porozmawiać, jednak jeśli o nasz Test to nie ma żadnych zasad. Jeżeli jednak uda ci się spełnić oczekiwania Dextera i rzeczywiście zdobędziesz tą recepturę to daleko tu zajdziesz. Fisk nie dostał jeszcze przesyłki z Obozu Łowców Orków. Znalazłeś Neka, Zły jest pod wrażeniem, ja zresztą też...
- Znalazłeś Neka? - spytał z niedowierzaniem Thorus.
- Tak - odparł znalazca.
- I co?
- Nie żyje.
- Jak to?
- Walczył z jakimś mężczyzną w czarnej zbroi. Jak chcesz zobaczyć ich truchła to idź do jaskini za Południową bramą.
- Pójdę tam natychmiast, Diego, zastąpisz mnie w pilnowaniu bramy?
- Jasne - odparł Cień.
- Wiesz Diego - powiedział dawny Zbieracz, gdy Strażnik odszedł - ja też już pójdę.
- Powodzenia na szlaku.
- Nawzajem, wąsaczu nawzajem.
Kandydat na Cienia poszedł ścieżką w stronę ogniska rozpalonego przez kilku Kopaczy i mężczyznę w zielono-żółtej zbroi.
- A, więc zadania na dziś: znaleźć dilera dla karczmarza i zdobyć paczkę dla Fiska - pomyślał. - Później trzeba się przejść na bagna...
Z jego rozmyślań wyrwał go głos jednego z Kopaczy. Nie wyróżniał się za bardzo od reszty. Nosił brązową koszulę i zielone spodnie z metalowymi wzmocnieniami. Przy boku miała drewnianą pałkę.
- Hej, to ty chcesz przyłączyć się do naszego Obozu? - zawołał.
- Tak, a co?
- Nazywam się Grim. Mam dla ciebie propozycję: dwóch Kopaczy ukradło cenny amulet z Zewnętrznego Świata. Magnaci na pewno zapłacą sporą sumkę za jego odzyskanie. Ci Kopacze siedzą teraz poza Obozem.
- A co JA będę z tego miał?
- Uznanie Magnatów i 1/3 zysku.
- O nie! Biorę połowę, albo sam szukaj amuletu.
- Dobra, dobra, dzielimy się pół na pół. To możemy już iść?
- Chodźmy.
- Podążaj za mną.
Pałkarz pobiegł w stronę Północnej bramy. Później skręcił w prawo i dobiegł do ogniska, przy którym siedzieli - zgodnie z jego historią - dwaj Kopacze. Odwrócił się w stronę bohatera i powiedział:
- No to jesteśmy. Z dala od twojego kumpla Diego. Mam ci przekazać pozdrowienia od Bloodwyna. Na niego, chłopcy!
Cała trójka wyciągnęła swoje bronie. Grim i jakiś inny Kopacz mieli drewniane pałki. Ostatni Kopacz miał kij nabijany gwoździami. Ten drugi mężczyzna zaszarżował na wojownika, jednak mocno tego pożałował, ponieważ dostał pięścią w brzuch i kopniaka w tyłek. Pobity pałkarz rzucił się do ucieczki. Wojownik zaatakował Kopacza z kijem. Seria ciosów żółtodzioba powaliła mężczyznę. Z napastników został już tylko Grim. Ten jednak był silnie przestraszony, ponieważ nie miał już swoich kumpli. Przyjaciel Diego przywarł do niego przyciskając do drzewa.
- Głupcze - wysyczał. - Chciałeś mnie zwabić w pułapkę.
- Zrozum, jedziemy na tym samym wózku. Ja też nie chcę harować w kopalni po kres swych dni. Dlatego wypełniam polecenia Strażników. Zresztą sam zasłużyłeś na cały ten bajzel! Czemu zadarłeś z Bloodwynem?
- Nie twoja sprawa.
- To jak będzie? Pokój czy wojna?
Bezimienny miał teraz mętlik w głowie. Skąd mógł wiedzieć, czy Grim nie wbije mu noża w plecy gdy tylko się odwróci... albo jeśli Bloodwyn znów sypnie rudą znowu to zrobi. Nie, raczej nie miałby już odwagi, może zaryzykować.
- Niech będzie pokój - rzekł, puszczając Kopacza.
- Dzięki, teraz będę zawsze po twojej stronie, obiecuję. A oto połowa rudy, którą dał mi Bloodwyn za ten cały incydent. Nie mogę dać ci całej, bo ja też muszę z czegoś żyć. Proszę, 200 bryłek rudy.
- Haha, czyli wywiązałeś się z umowy, dając mi połowę zysków.
- Tak. Lepiej już pójdę.
- Tak będzie najlepiej.
Gdy Kopacz już sobie poszedł, wojownik spojrzał na drugi brzeg przepływającej niedaleko rzeki.
- To stamtąd porwał mnie Lewus - przypomniał sobie. - Ech... czas niby leczy rany, ale wciąż nie mogę zapomnieć... ciekawe co się dzieje z innymi Zbieraczami, z Horacym, z Rufusem... Dobra, idę do tego całego Baala Tarana.
Bohater poszedł w stronę bramy Obozu, a gdy już przez nią przeszedł podszedł do Kopaczy przy ognisku.
- Hej! - odezwał się do niego starszy już mężczyzna. Miał brodę, która trochę zasłaniała pierwsze zmarszczki. - Jesteś tu nowy, co?
- Tak, jestem tu od około 6 dni.
- Nazywam się Graham, rysuję mapy.
- Na pewno zajrzę do ciebie, jeśli będę jakieś potrzebował. Witaj - zwrócił się do stojącego obok niego łysego jegomościa w tej dziwnej zbroi.
- Jestem Baal Taran, z Bractwa Śniącego.
- Kim jest Śniący?
- Śniący to bardzo potężny Bóg. Kto wie, może nawet potężniejszy od Innosa, Boga Światła. Wskazał nam właściwą ścieżkę poprzez wizję Y'beriona. My, jego wybrańcy wyrzekliśmy się wiary w pozostałych Bogów.
- Dlaczego?
- Innos, Adanos i Beliar przyglądali się bezczynnie, kiedy nas tu zrzucano. Śniący jako jedyny chce nas stąd uwolnić i zniszczyć Magiczną Barierę.
- Tak, to bardzo ciekawe, ale właściwie to mam dla ciebie propozycję.
- Jaką?
- Znasz Mancheima?
- Coś mi się obiło o uszy, prowadzi gospodę w zawalonej wieży.
- Potrzebuje dostawcy skrętów z bagiennego ziela.
- I pomyśleliście o mnie?
- Tak.
- Będzie z tym problem.
- Jaki?
- Ktoś ukradł paczkę z zielem, które tu ze sobą przyniosłem.
- Masz jakieś podejrzenia?
- Nie, ale porozmawiaj z Gravo, on zna się na ludziach.
- Dobra, porozmawiam z nim. Wygląda na to, że czeka mnie kolejne śledztwo.
Żółtodziób udał się przed chatę Kopacza Gravo, stojącej nieopodal platformy służącej pewnie za mównicę. Podszedł do starca. Starzec ten nosił przy boku już tylko siekierkę, ponieważ nic cięższego raczej nie udźwignie z racji na wiek.
- Witaj! Mam do ciebie sprawę - rzekł wojownik.
- Jaką, chłopcze - spytał ochryple. - Nawet mnie nie znasz.
- Wiem, że nazywasz się Gravo i wiesz co w trawie piszczy.
- Hehe, chłopcze, widzę, że jesteś dobrze poinformowany. Co chcesz wiedzieć?
- Coś o paczce z zielem Baal Tarana.
- No, z tego co wiem sekciarz przyniósł ją ze sobą kilka dni temu. Miał dostarczyć ją Gomezowi, jednak zanim zdążył pójść do Zamku, ktoś mu ją ukradł. Niepotrzebnie zwlekał te dwa dni... Ta informacja była za darmo, jednak jeśli chcesz...
- Tak?
- Mogę dowiedzieć się trochę o tej sprawie, za drobną opłatą...
- Ile?
- 50 bryłek za robociznę i 100 dla ludzi, żeby im rozwiązać języki... 150 bryłek rudy - powiedział szczerząc zęby.
- No dobra, zapłacę, ale wiedz, że mnie rujnujesz...
- Efektów spodziewaj się jutro - oznajmił biorąc rudę.
- Dopiero jutro - pomyślał żółtodziób odchodząc. - Dobra, idę do tych Łowców.
Jak pomyślał tak i zrobił. Wyszedł z Obozu Północną bramą i ruszył ścieżką w lewo. Zabił po drodze jednego ścierwojada. Zatrzymał się widząc na ścieżce mężczyznę w krwistoczerwonej zbroi z metalowymi umocnieniami na klace piersiowej.
- Hej, ty! - zawołał. - Nie idź dalej tą ścieżką! Tu jest niebezpiecznie!
- Ale ja muszę iść do Obozu Łowców Orków!
- Zaczekaj! Jesteś chłopcem na posyłki Fiska?
- Tak.
- Ale zawsze sam szedł po swój towar...
- Narastający konflikt ze Świstakiem zmusza go do ciągłego stania przy swoim kramie.
- No dobra, powiedzmy, że ci wierzę... Masz, a teraz idź już!
Uradowany z pomyślnego wykonania zadania bohater udał się do Starego Obozu i szybkim krokiem dotarł na targowisko.
- Witaj, Fisk! Oto twoja przesyłka!
- Nareszcie! Wstawię się za tobą u Diego. Co do drugiej części twej nagrody... widzę, że masz już przyzwoitą broń, więc dostaniesz ode mnie tunikę ze skóry wilka. Gdzieś ją tu miałem... O! Jest, proszę.
- Pasuje jak ulał - powiedział doręczyciel po założeniu.
- No to jesteśmy kwita.
Skazaniec postanowił przejść się po Obozie popytać o paczkę Baal Tarana.

Ostatnio edytowane przez Mika 123 : 17-01-18 o 15:07.
RPG
Mika 123 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 25-12-16, 17:15   #24
 Ancoron
Ma admina
 
Ancoron awatar
 
Zarejestrowany: styczeń 2016
Posty: 7 449
Domyślnie

Żebym uznał opowiadanie za dobre, to dialogi muszą zajmować mniej niż 50% tekstu. A tutaj praktycznie same rozmowy, zwyczajnie to nudzi czytelnika. Tyle ci powiem.
Rada jest prosta: Twórz te rozdziały dłuższe, lecz ich nie rozwijaj pod względem fabularnym. Widzę że szybko ci idzie ogarnięcie takiego skrawka, więc po tym zadbaj, by poprawić go jakościowo. Nie wstawiaj jeszcze tutaj, a polepsz, rozwiń. Pisanie to nie same dialogi, ja akurat niezbyt je lubię, to i marudzę, ale każdy ci powie, że stworzenie żywego świata jest najważniejsze, umożliwienie ujrzenia go czytelnikom i to nie wyłącznie pod względem rozpisywania się o konkretnej osobie czy miejscu. Klimat tworzą takie elementy jak kropelki deszczu rozbijające się o pancerze i stopniowo spływajace na ziemię, gdzie wsiąkają, tworząc błoto. Klimat tworzy słońce, zniekształcone przez barierę, lecz mimo to wciąż palące i będące powodem utworzenia się potu i tym samym smrodu.
Klimat tworzą także zapachy, które czuć w powietrzu i wszystko inne, ruch i życie. Robactwo, komary... Ludzie i ich codzienne sprawy, ich wędrówki wplecione pomiędzy główne wątki, a także zwykła codzienność, rutyna obserwowana oczami bohatera.
Jak widać pod tym względem jest kiepsko, gwarny obóz stał się pusty, zaledwie kilka osób w nim widać i wędrującego bohatera.
A o ile ciekawsze byłoby na przykład poczytanie o tym, jak kopacze złapali złodzieja i zamierzają dokonać na nim samosądu, a bohater stara się załagodzić sytuację, z różnym skutkiem.
Sposobów jest ogromna ilość, świat da się wypełnić, rozwijając te fragmenty, już po stworzeniu, o kolejne wątki, nie same dialogi. Ekspresja i mimika również bywa przydatna. Nie upychaj tego wszystkiego na raz, powoli i spokojnie w różnych miejscach takie wstawki, pokaz zdolności pisarskich .
Choćbyś miał tworzyć kolejny fragment tydzień, żeby był on zadowalający i pełny to będzie lepiej niż nijaki urywek codziennie, w dodatku składający się prawie wyłącznie z rozmów...
...
...


Cholera, rozpisałem się, a miałem dać po prostu ocenę, lecz teraz widzę, że po tym co wyżej napisałem jest ona niepotrzebna. Przeczytaj i wyciągnij wnioski.
RPG
Ancoron jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Odpowiedz


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni post / autor
Pomysly do moda "Kosa po chwale i przeznaczenie" misje,obozy, i inne noga123 Dyskusja 1 16-04-11 22:03


Powered by vBulletin® Version 3.6.7
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.