Wróć   Forum Gothic - ArcaniA: Gothic 4 > Inne > Art & Story Forum > FanFick
Przeładuj stronę Upadek

Odpowiedz
Narzędzia wątku Wygląd
Nieprzeczytane 25-08-06, 23:17   #1
Dunger
Poeta ŚP
 
Dunger awatar
 
Zarejestrowany: październik 2004
Skąd: Azaran [TWOG] / Vvardenfell / Larania
Posty: 337
Wyślij wiadomość przez AIM do Dunger
Domyślnie

Upadek

- Czego oni znowu chcą? – zapytał zdenerwowany Rabittous, słysząc kolejną już dzisiaj prośbę o audiencję. – Czy oni myślą, że namiestnik nie ma nic innego do roboty tylko rozpatrywać ich głupie skargi?
- Panie, to najwyraźniej członkowie cechu grafików i pisarzy – powiedział jego zastępca kłaniając się nisko – Znowu pokłócili się o ceny, GuRt twierdzi, że krytycy stosują bardzo nieuczciwą politykę cenową, zmuszając ich do ciężkiego tułania każdego grosza. Mówi, że w dzisiejszych czasach tyle jest w tym mieście wydatków, że każdy powinien móc choć trochę zarobić.
- Ech, a ci znowu to samo – zirytował się Namiestnik. – Powiedz im, że mają dojść do jakiegoś porozumienia, bo inaczej wycofam im uprawnienia do prowadzenia gildii.
- Tak, panie. – odparł pomocnik i wyszedł, aby oznajmić naprędce ustalony werdykt.
Gniewne krzyki z korytarza powiedziały Rabiemu, że jego decyzja nie została zbyt gorąco przyjęta. Po chwili do sali audiencyjnej wpadł GuRt ze złością w oczach i krzyknął:
- To jest po prostu nie do przyjęcia!
- Nie do przyjęcia to będziesz zaraz ty, jak zrobisz jeszcze jeden krok w tej sali bez mojego pozwolenia – ostrzegł go Rabittous.
- Ten cały Salvetarion to po prostu idiotyzm, tutaj nie da się wyżyć! Mamy z tego wszystkiego psie pieniądze, za duża konkurencja, a za duże opłaty! – odpowiedział grafik.
- Jak ci się nie podoba to wypad stąd! Nikt cię tu nie trzyma, kto nie chce nie musi odwiedzać naszego miasta! – wyjaśnił ze złośliwym uśmiechem Namiestnik.
- Tutaj nie chodzi o to, że mi się nie podoba, to jest wspaniały pomysł, ale jego realizacja woła o pomstę do nieba! – kłócił się dalej właściciel „GuRtowni”. – Jak tak dalej pójdzie, to wszyscy stąd odejdą, a wtedy ktoś nas zaatakuje i miasto upadnie.
- To niemożliwe, chyba masz nierówno pod sufitem – zaśmiał się Rabi – Tylu wspaniałych wojowników i magów Świętego Przymierza nas odwiedza, że każdy atak zostanie odparty.
- Nie obrażaj mnie, zachowujesz się czasem niestosownie do swojej pozycji, dorośnij wreszcie – zripostował grafik. – A to co mówisz byłoby prawdą, gdyby walczyli ramię przy ramieniu, a tak... A zresztą, co ja będę się wysilał, sam zobaczysz – powiedział i wyszedł trzaskając drzwiami
Namiestnik przez długi czas nie mógł się uspokoić, sfrustrowany bezczelnością GuRta. Wyjrzał niespokojny przez okno swojego pałacu, spoglądając z góry na swoje ukochane miasto.

***.

- Hej! Podziemniaki! – rozległ się gruby glos gdzieś od strony drzwi tawerny. – Wynocha z mojej karczmy, bo nie ręczę za siebie i mój topór! To jest mój prywatny burde... To znaczy moje prywatne miejsce rozrywki!
Parę osób rzuciło znudzone spojrzenia na rosłą i umięśnioną postać stojącą w drzwiach.
- Cicho być tam Smutas. – warknął gdzieś z boku Xilk – Tu się pije!
- Jak śmiesz, ty wredny, niechlujny, nędzny, smrodliwy...
- Zamiast gadać, może wreszcie byś coś zrobił? – powiedział w końcu Sentenza, a cała sala zawtórowała mu śmiechem.
Berserker nie mogąc znieść takiej publicznej obrazy, podniósł swój topór i rzucił się w kierunku wojownika. Już miał zadać cios, kiedy nagle jego twarz wykrzywił bolesny grymas, a rękami złapał się za pachwinę wypuszczając broń z ręki.
- Następnym razem uderzę ostrą częścią – zagroził Gorzelnik, któremu udało się niepostrzeżenie podejść członka królestwa od tyłu.
W tawernie znów rozległ się gromki śmiech.
- Brawo! Brawo! – zakrzyknął ktoś z tłumu – Barman! Za ten wyczyn kolejka dla MoGa na mój koszt.
- Hehe, naprawdę, nie trzeba – powiedział wiecznie skromny Gorzelnik. – Należało mu się.
Xilk z zaciekawieniem rozejrzał się po sali, ale stwierdził, że upokorzony barbarzyńca zdążył się gdzieś zmyć. Ale znów przyszedł pół godziny później, tym razem z kilkunastoma osobami z Królestwa. Jak można się było spodziewać, wszyscy powyjmowali miecze i rzucili się w wir walki, wspomagani z dystansu przez kilku magów. Po paru minutach zaciętej i krwawej walki, nagle Smutas korzystając ze swojej siły podniósł nad ziemię jeden ze stolików i rzucił nim w kierunku MaRaya, lecz ten tylko się uchylił, a dębowa ława uderzyła w karczmarza, który zaklął głośno.
- DOSYĆ TEGO! – rozległ się nie znoszący sprzeciwu głos, a oczom walczących ukazała się Ka7, Cypek i Xingu, stojący w drzwiach z gniewnymi wyrazami na twarzach.
- Co to ma być? – wrzasnęła Czarna Mistrzyni - Wystarczy was na chwilę spuścić z oka, a tu już taka burda. Powinniście się wstydzić! Macie reprezentować swoje zakony, ale nie tak!
Na sali rozległ się pomruk przypominający trochę „przepraszamy”.
- A ty mój Smutasie – powiedział po chwili Wielki Mistrz Ognia – Złamałeś regulamin, w końcu barman miał być nietykalny w czasie bójek.
- Wybacz, mistrzu – odparł berserker klękając na kolano przed swoim przywódcą.
- Teraz już na to za późno! – na ramieniu wojownika pojawiło się brunatne znamię, tuż obok drugiego, identycznego. – To jest ostatnie ostrzeżenie, następnym razem jak coś przeskrobiesz, to wylatujesz!
Z ust kilku beliarowców wydobył się drwiący chichot.
- Wy też nie przesadzajcie, bo następnym razem nie skończy się tylko na nim – ostrzegł ich Xingu – Macie szczęście, że dzisiaj mamy dobry dzień?
Prosiaq parsknął i zapytał:
- A niby czemu? Leje już chyba od tygodnia, na zewnątrz taka plucha, że nie idzie wytrzymać – spojrzał z wyrzutem na Xilka, który nucił sobie pod nosem deszczową piosenkę.
- Jak to dlaczego? WYPŁATA! – powiedziała z szerokim, serdecznym uśmiechem Ka7, na co odpowiedziały jej radosne okrzyki. – Jednak okazało się, że po odliczeniu podatków, czynszu, opłat i wszystkich kar, wszyscy zalegają miastu kupę forsy.
Przez chwilę wszyscy stali wpatrzeni w Czarną Mistrzynię z otwartymi szeroko ze zdumienia ustami, a Cypek przeliczał coś w myślach, pocąc się przy tym obficie.
- Żartujesz sobie? – zapytał wreszcie MoG, choć dobrze wiedział jaka jest odpowiedź.
Ponura mina jego zwierzchniczki rozwiała jego ostatnią nadzieję. Wszyscy zaczęli głośno kląć na siebie, za rozrzutność w przeciągu ostatniego miesiąca.
Wreszcie beliarowcy zrezygnowani, opuścili tawernę z minorowymi nastrojami.
Nikt nie zwracał uwagi, na przygniecionego stołem barmana.
- Pomóżcie mi wreszcie! – jęczał błagalnie zza lady.
Ale wszyscy mieli teraz inne zmartwienia na głowie.
- A tak chciałem sobie kupić nową sygnaturkę – płakał rzewnymi łzami deZoo.
- Spokojnie, zrobię ci za darmo – pocieszał go Krzyshek. – No, prawie darmo.
Tymczasem do wracającej z karczmy grupy ludzi z Podziemia podbiegł zdyszany Dunger, pędząc tak, że aż mu kaptur spadł z głowy.
- O fuj – krzyknął Cierń, ale na szczęście nowicjusz szybko z powrotem przykrył twarz.
- Mam pilne wieści – wydyszał w końcu. – Atakuje nas wroga armia, są już niedaleko wschodnich murów miasta!
- Ile ich jest? – zapytał przytomnie Seziel – I kto nimi dowodzi?
- Na oko coś koło dwóch tysięcy żołnierzy, ale może ich być więcej. A co do przywódcy to nie mam pojęcia, ale noszą proporce Czarnego Jastrzębia.
- Jasna cholera! – zaklął Pan Smoków, głaszcząc podświadomie swój półtoraręczny miecz. – Są świetnymi najemnikami, może nie być tak łatwo. Kto zajął się obroną?
- Na razie zebrały się tam oddziały Klasztoru, ale bez pomocy szybko zginą. – powiedział Dunger.
- Nie żebym się tym jakoś specjalnie przejmował... – zamruczał pod nosem Seziel z okrutnym uśmiechem.
- Wiecie co? Mam plan! – krzyknął nagle Gorzelnik. – Poślemy po członków Królestwa, żeby wsparli w obronie wodolejów i będzie się przyglądać jak giną w walce.
- Ech, bez naszych smoków i nekromantów szybko padną – powiedział alhoon. – Zbyt szybko. Niestety, będziemy musieli chyba połączyć nasze siły.
- Na to wygląda – odezwał się głos zza ich pleców.
Z radością rozpoznali w wysokiej, przygotowanej do walki postaci, swojego Wielkiego Czarnego Mistrza, Alchoriusa, który dodał:
- Wartko! Do zbrojowni i szykować się do bitwy. Pokażemy im jak to robi Podziemie.
Wszyscy zgodnie ruszyli w kierunku składziku z wyposażeniem.
Po kilkunastu minutach, cała armia Podziemia, pod dowództwem elity zebrała się pod wschodnimi murami. Dopiero po kilku minutach dołączył do nich Seziel.
- Zagapiłem się, w miejscowym amfiteatrze leciała akurat sztuka zatytułowana „LOST”, zatrzymałem się żeby sobie obejrzeć.
Wreszcie po chwili dołączyła do wszystkich Czarna Mistrzyni.
- Rozmawiałam z Cypkiem i Xingu – powiedziała. – Ustaliliśmy wspólnie, że od przodu uderzy straż Salvetarionu, natomiast połączone siły naszych zakonów uderza na flanki wroga.
- Dobry plan, tylko nie wiadomo czy się powiedzie, wiesz jak to jest z przypałami! – wyjaśnił Lifu.
- Nie ma co narzekać zawczasu – skarcił go Mroczny Bane. – Nie mamy poza tym innego wyjścia, oblężenie nie wchodzi raczej w grę, nie dysponujemy takimi zapasami żywności.
- Dobrze, a więc ruszajmy! – krzyknął Rezydent i puścił się biegiem w kierunku bramy miasta, a reszta podążyła za nim.
Huk bębnów oznajmił, że wroga armia dotarła już prawie do samych murów, kiedy to z miasta wypadły setki wojowników Świętego Przymierza, rzucając się w wir walki i atakując zaskoczonych przeciwników. Jednak ci szybko odzyskali orientację i odpowiedzieli kontratakiem, którzy zatrzymał połączone wojska Beliara, Adanosa i Innosa. Pole bitwy zamieniło się w kilkaset szermierczych pojedynków.
Dunger z niepokojem zauważył, że kilku członków Królestwa i Klasztoru zostało wewnątrz miasta, co zdziwiło go niezmiernie. Na tle nieba rozpoznał między innymi charakterystyczną postać barbarzyńcy, stojącą tuż obok Namiestnika.
Kiedy wreszcie oddziały Świętego Przymierza w całości przeszły przez bramy, rozległ się rozkaz ich zamknięcia, a w mieście zabarykadowali się stali bywalcy Salvetarionu, wraz z prawie całą jego armią.
Pośród zgiełkiem walki rozległ się donośny głos Rabittousa:
- Nie chcieliście Salvetarionu, życzyliście mu upadku i zniszczenia, to teraz miasto zemści się na was, okazując równie wielką nienawiść w potrzebie. Jedynie najwierniejsi mieszkańcy unikną losu, jaki czeka was...
Dunger zdziwił się, że Rabiego tak dobrze słychać pomimo odgłosów bitwy, ale głośne przekleństwa Kranzzo i Seziela przekonały go, że to jednak nic trudnego. Nie tracąc więcej czasu wrócił do walki.
W tym momencie z gęstwiny pobliskiego lasu wyjechały powoli ciągnięte przez zastępy niewolników machiny wojenne. Katapulty natychmiast po rozstawieniu zaczęły miotać ogromne głazy w kierunku murów miasta.
Smutas spojrzał na kamień, który uderzył daleko od miasta i ze śmiechem krzyknął;
- Pudł... – lecz przerwał mu następny pocisk, który zmiótł go razem z kawałkiem muru, grzebiąc pod kupą gruzu i unieszkodliwiając na dłuższy czas.
Zastępy wojowników Beliara toczyły równą walkę z najemnikami, powoli przechylając szalę zwycięstwa na swoją stronę, podobnie jak oddziały Klasztoru dowodzone przez Narsila. Jednak Innosowcy, pozbawieni wielu swoich wojowników, którzy zostali wewnątrz miasta, przekładając tchórzliwie bezpieczną kryjówkę, nad niebezpieczeństwa bitwy, powoli byli spychani w stronę murów miasta, gdzie zapewne szybko zostaliby wycięci w pień.
Adanosowcy widząc ich fatalne położenie rzucili im się na pomoc, a przez wytworzoną przez nich lukę przedarli się najemnicy, otaczając Beliarowców i zmuszając ich do obrony.
Lecz członkowie Królestwa, nawet z pomocą Klasztoru przegrywali powoli w starciu z ogromną przewagą liczebną najemników.
Tymczasem mury miasta były już doszczętnie zrujnowane, a większość budynków, łącznie z pałacem leżała w gruzach.
Wojownicy Świętego Przymierza zaczęli powoli żegnać się z życiem, kiedy nagle usłyszeli potężny ryk gdzieś z góry. Wszyscy przerwali na chwilę walkę by spojrzeć w niebo i dojrzeli Kaima dosiadającego wielkiego, czarnego smoka, a za nimi leciało jeszcze kilka kolejnych.
Członkowie Podziemia ryknęli z radością i z nowymi siłami rzucili się z powrotem do walki. Zmasowany atak ogromnych gadów pozbawił życia niemal dwie setki będących w ich pobliżu najemników, otwierając im drogę do kontrataku. Beliarowcy przedzierali się przez zdezorientowane oddziały wroga, zostawiając za sobą jedynie krew i pożogę, z uporczywością zmierzając do osaczonych ludzi z pozostałych dwóch zakonów. Kiedy wreszcie udało im się przebić i połączyli siły, zwycięstwo było w ich rękach.
W przeciągu kilkunastu minut, zabili bądź pojmali pozostałych przy życiu nieprzyjaciół i czym prędzej zniszczyli machiny wojenne.
Kiedy pył na polu bitwy wreszcie opadł, wszyscy z przerażeniem spojrzeli na to, co zostało z ich miasta. Wspaniałe niegdyś wieżyce legły w gruzach, a z murów zostały ledwie szczątki. Pałac przypominał teraz bardziej jakieś zaniedbane mieszkanie biedaka, niż pełne przepychu miejsce, jakim niegdyś było. Kilka osób po cichu opłakiwało tą stratę, gdyż w głębi duszy przyzwyczaili się do Salvetarionu i żal im było widzieć go w takim stanie.
Niezręczną ciszę przerwał w końcu Alchorius:
- Dobrze że zdążyłeś na czas. – powiedział do Pana Smoków. – Świetnie się spisałeś, mmmammm wobec ciebie dług wdzięczności.
Kaim klepnął z udawaną złością Wielkiego Czarnego Mistrza, który po przyjacielsku naigrywał się z niego.
Cypek po chwili powiedział:
- Wiecie co? Właśnie doszedłem do wniosku, że nawet jak ze sobą współpracujemy, to zawsze w sytuacji gdzie i tak zginą członkowie naszych zakonów.
- Fakt – zgodziła się Ka7 i dodała z szelmowskim uśmiechem – To może w takim razie wojna, skoro i tak wszystko jedno?
- Pozostawmy decyzje naszym poddanym, a tymczasem, chodźmy może lepiej poszukać Namiestnika – odparł Wielki Mistrz Ognia.
Wszyscy, ramię w ramię, skierowali się w stronę ruin miasta. Po paru minutach poszukiwań, w szczątkach paru chat i dwóch wychodków, znaleźli pojękującego Rabittousa.
- I co teraz powiesz? – zapytał zgryźliwie Seziel. – Salvetarion okazał nam nienawiść w potrzebie i co się z nim stało?
Odpowiedziało mu milczenie.
- Niech to będzie nauczka na przyszłość i znak, że Święte Przymierze Trzech Bogów nigdy nie zginie, a każdy kto stanie przeciwko nim, skończy marnie. – dodał Xingu.
- A na pamiątkę tego co się stało, nie będziemy odbudowywali tego miasta. – dodał Cypek - Niech każdy, kto kiedyś ujrzy te ruiny zapamięta, że nie należy przeceniać swoich możliwości i próbować na siłę stosować bezsensowne pomysły, które i tak się nie sprawdzą, a doprowadzą jedynie do kolejnych kłótni.
Gdzieś z oddali usłyszeli zawodzący jęk Smutasa, dochodzący spod sporego stosu kamieni, będącego kiedyś rynsztokiem.
Rabittous podniósł się z bólem z gruzowiska, zdjął z głowy koronę Namiestnika i ze spuszczonym wzrokiem położył ja u stóp kapituł. Zdołał wybąkać jedynie krótkie „Rozumiem”, po czym odszedł w jego tylko wiadomym kierunku.
- Sam jesteś przypał! – krzyknął ktoś z tyłu zgromadzonego tłumu.
Ka7 uśmiechnęła się i powiedziała:
- No, jak słychać, wszystko wraca do normy. A na nas już czas, pora wracać do domu...
__________________
[center][b]Igraszki Bogów, Mroczny Paladyn, Larania, Magiczne Klingi, Upadek, Spiskowcy
Zwycięzca KNNW, KNNF, KnOG II, KNOP, KIŚ i RO
TWOG - Potwory, przedmioty i świat
RPG
Dunger jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 26-08-06, 14:50   #2
Seziel
 
Posty: n/a
Domyślnie

Generalnie fajna praca. Łatwo i przyjemnie sie czytało, było kilka śmiesznych scen. Błędów większych też nie ma - jedynie kilka literówek. Niestety fabuła to kolejne oblężenie - nic oryginalnego. Klimat psują także kwestie o ostrzeżeniach i łamaniu regulaminu. Nie podobało mi sie to. Nie podobała mi się także niezgodność z realiami ŚP - kiedy Salvetarion upadł Ka7 nie była CM a Alchorius nie był WCM.

6+/10
RPG
 
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 11-09-06, 11:50   #3
Smutas
Berserker
 
Smutas awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2005
Skąd: kraina barbarzyńców
Posty: 13 004
Domyślnie

No tak... Dostałem obuchem topora po jajach i mam teraz pozytywnie ocenic to opko? Nigdy!

W sumie kawał porządnej roboty, choc po raz kolejny bedę ci wypominał brak opisów miejsc. Ale z tym to raczej przeważająca większość tutaj ma kłopoty. Robienie porządnych opisów miejsc, to raczej kolejny etap rozwoju pisarskiego, do którego trzeba dojśc swoją własną praca, praca i jeszcze raz pracą.
Trochę tylko nierówne tempo akcji. Casem się dłuży, to znowu prawie ze zdania na zdanie akcja błyskawicznie się rozwija.
__________________
Pro Fide, Rege et Lege
Honorowy Użytkownik Forum



Wredny barbarzyńca
User, który ma ZAWSZE rację :-)
RPG
Smutas jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Odpowiedz


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni post / autor
Upadek Salvetarionu Cursed FanFick 1 03-09-06 15:51
Upadek Salvetarionu Fremen FanFick 2 01-09-06 09:56
Upadek bohatera Ojciec Redaktor WIP 8 15-11-05 20:47
Upadek Bariery MysticTroloq Pomoc 9 08-09-04 20:26
Upadek(z dużej wysokości) DRAKONIS Porady i triki 5 11-02-04 21:01


Powered by vBulletin® Version 3.6.7
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.