Wróć   Forum Gothic - ArcaniA: Gothic 4 > Inne > Art & Story Forum > WIP
Przeładuj stronę Opowieści portowe

Odpowiedz
Narzędzia wątku Wygląd
Nieprzeczytane 28-09-07, 04:23   #1
Nigson
Polna Bestia
 
Zarejestrowany: wrzesień 2004
Posty: 63
Wyślij wiadomość przez Skype™ do Nigson
Domyślnie Opowieści portowe

Prolog
W porcie...

W cichym, ciemnym i lekko wilgotnym pomieszczeniu siedział stary marynarz kręcąc fajką i wypuszczając co chwilę gęste kłębowisko słodkawego i wonnego dymu. Ten wydobywał się z pośpiesznym sykiem tworząc niezbadane przez ludzkie oko kształty obłoków: pierzaste, ciemne, postrzępione nimbostratusy; przejrzyste i potargane wiatrem cirrusy, i wreszcie te zwiastujące dobrą pogodę - cumulusy. Czasem też biała, ciepła, mętna strzała przebijała lotne rozszerzające się koło, rozrywając je na czworo. Wtedy wzdychał... Fajkę miał starą, mahoniową, na główce i ustniku poczerniałą od tytoniu. Za to na cybuchu widniał złocący się zatarty już napis. Wygląd owego marynarza był nietuzinkowy. Posturą przeganiał nie jednego z paladynów, ubrany był w poszarzałą, luźną, lnianą koszulę; skórzaną, mocną kamizelę, kolorem pasującą do fajki, bo ta też już poczerniała. Spodnie były zwykłe, takie jakie często można zobaczyć u starych marynarzy - mocne i solidnie wykonane w kolorze również brązowym. Nie mogę nie wspomnieć o urokliwym pasie, który oczywiście był z lekka przybrudzony często wylewającym się tutaj piwem, no i o starym poczciwym kapeluszu kapitana, który ów mężczyzna miał na głowie.
Przy nodze marynarza zawsze pałętało się jedno z najobleśniejszych stworzeń znanego mieszkańcom świata, które wabiło się Itus. Mawiają, że jest ono krzyżówką szczura ze świnią, ale z pewnością z tego połączenia wyszłoby coś milszej natury. Potwora tego chciałby zgładzić nie jeden rycerz. A w szczególności gdy w nudne słoneczne popołudnie wypełzał zza nogi właściciela i uciekał z karczmy by pobawić się z dziećmi w porcie. Itus zawsze śmierdział rybą, którą w zagadkowy sposób adorował oblewając ciepłą porcją żółtego, cuchnącego pieskiego moczu, gdy wskakiwał na stragany. Lubił też kobiety portowe, w zwłaszcza gdy uciekały z obrzydzeniem, gdy ten wskakiwał im na ręce. Robił to bardzo chętnie, tak jak i inne rzeczy, których już ze względu na obleśność i sprośność opisywać nie będę. Ale wspomnę jeszcze, że swoim postępowaniem zasłużył na miano najohydniejszego potwora i bandytę w mieście. Kto wie, może gdyby Itus nie był tylko małym psiątkiem burmistrz kazałby go powiesić. Ale to byłoby zbyt obleśne i okrutne. Wyobraźcie sobie małe oślinione i śmierdzące rybą psiątko na szubienicy. Może jeszcze kilka słów o wyglądzie.. Ryjek miał zawsze ośliniony, nastroszony, zezowate i wyłupiaste oczka. Reszta ciała była nieco przydługa wyliniała i łaciata; wyglądem przypominająca trędowatego, patykowate nóżki i jeszcze ten paskudny włochaty i wszędobylski ogon, którym wymachiwał z pewną gracją.
Itus był psem bardzo romantycznym, a przynajmniej jego właściciel tak uważał. Często pokazywał się w najróżniejszych miejscach, z których najbardziej ukochał: plac z szubienicą, śmietnisko przy targu rybnym, a w końcu dom wszelakich usług i rozkoszy cielesnych o skromnej i wiele mówiącej nazwie Czerwona Latarnia. Miejsce to znał każdy szanujący się podróżny: paladyn, rycerz, kupiec, najemnik, chłop, klecha, mnich, złodziej i włóczęga. To najszczersza prawda. Co oczywiście było treścią szyldu, mieszczącego się zaraz obok papierowej różowej latarenki, w której palił się tłuszcz z bagiennego suma – stworzenia równie niebezpiecznego i psotnego co Itus. To nigdy nie gasnące portowe światło pokazywało drogę przeróżnym mętom, i o dziwo było bardziej niezawodne niż okoliczna morska latarnia. Gdzie od czasu do czasu lubią wpadać przemytnicy, wyganiać Smithy'ego latarnika, który potem siedzi sam w porcie i czasem bawi się z naszym ulubieńcem psiakiem-potworem. Czeka aż jakiś poczciwy znający się na rzeczy bohater wygoni ich i sprowadzi w tę nędzną krainę trochę prawa. Co oczywiście nie zdarzało się prawie nigdy. Zwykle bywało to tak, że Burmistrz odprawiał tam kilku zapaleńców, którzy przekupywali przemytników złotem. No i warto wspomnieć, że zapaleńcy lubili tam chodzić, gdyż goście z latarni mieli przy sobie wszystko co najlepsze: gorzałkę, tytoń z najdalszych krain, i zioło. Po udanej transakcji Smithy mógł wracać do domu, natomiast część z zakupionego towaru powoli rozchodziła się po porcie i targowisku. No jak myślicie co palił marynarz? No i co Karczmarz Carl sprzedawał spod lady podróżnikom od paladyna.. na włóczędze skończywszy – zioło i gorzałę. Obie te substancje potrzebne w prostej egzystencji dzielnicy portowej były równie niezbędne co kowadło kowalowi, albo woda rybom. Itus też ich raz spróbował... Skończył w rynsztoku razem z przyjemnym towarzystwem w postaci zdechłych ryb i plwocin. Od tego czasu miał też te ataki. Ale o nich później...
Nie będę szczegółowo omawiał śmietniska przy targu rybnym, gdyż opis ten będzie pełny niesmacznych szczegółów, które wolałbym zostawić w pewnym niedomówieniu. Ale skoro nalegacie? To powiem tylko, że były tam rozkładające się ryby, różne morskie plugawe niezidentyfikowane przez pijanych i odurzonych ziołem rybaków stworzenia: płaszczki, meduzy, kalosze, całe i poćwiartowane ciała dzielnych pływaków, przeróżne skarby i drogocenności, ale przede wszystkim fetor ryb. Mam nadzieję, że nie przesadziłem, ale słyszałem to od starych bywalców tego miejsca. No oni byli trochę pijani i trochę odurzeni ziołem, ale jakaś nuta prawdy w tym na pewno jest.
Drugie miejsce natomiast wymaga osobnego potraktowania, a co najmniej nowej historii. Jest nim centrum kulturalnych wydarzeń miasta – mowa oczywiście o szubienicy... Jeśli cokolwiek można było by powiedzieć w pełnej skromności o tym miejscu to, to że było ono od najdawniejszych czasów doskonałą lokacją przeróżnych zgromadzeń ludności, przemówień, ogłoszeń i występów teatru miasta, którego jedno z przedstawień wam nawet opowiem.
Otóż było to pewnego nudnego słonecznego popołudnia, w które wylazł zza nogi swego właściciela Itus. Wybiegł w pośpiechu z karczmy skręcił nieco w lewo i skierował się ku straganom. Gdzie jak zwykle wskoczył i obsikał obficie. Po dostaniu surowej reprymendy od Sprzedawcy – Billego pobiegł dalej do następnego straganu. Tam już delikatnie trącił ślepego Jacka pyszczkiem i zaskamlał, a po chwili uradowany dostawał porcję ryby, którą mlaszcząc, fukając i warcząc zjadał pośpiesznie. Ślepy Jack był niewidomy. Ubierał się dosyć niedbale nie lepiej niż Marynarz, cuchnął rybami i morskim powietrzem. Miał też pomocnika - małego Josha. Mówią, że ten zbierał ryby z brzegu, bo na pewno nigdy w życiu nic nie złowił. Prawda była taka, że Josh był szanującym się portowym złodziejem ryb i towarów wszelakich. Zapewne miał też jakiś złodziejski znak porozumiewawczy w Itusem, który dla niego codziennie po cichu oblewał moczem ryby Billy'ego, żeby śmierdziały bardziej niż te Josha. Współpraca tych dwóch była bardzo sprytna i wyrachowana, nie wiem jak działała, ale mogę tylko powiedzieć, ze uzupełniają się oni doskonale w swoim sprycie i talencie złodziejskim. Dalej psiak przechodząc obok Czerwonej Latarni, gdzie został pogłaskany przez Lindę pobiegł na targowisko. Tam za chwilę stał się świadkiem pewnych wydarzeń.
Była dokładnie dwunasta. Tłum oglądał się dookoła obserwując swoje miny i stroje. Wszyscy czekali z niepokojem. Wbiegł psiak. Raz, dwa .. - słychać odliczanie- i trzy. Nagle kat popchnął nogą podnóżek skazańca i ten poszybował w dół skręcając sobie kark, a po chwili bezwładnie zawisł na szubienicy. W tłumie słychać było odgłos zawiedzenia, gdyż tym razem język nie wypadł z ust skazańca, jak to było poprzednio. Wtedy też był tam Itus, podbiegł do skazańca i w locie złapał w zęby jego język. Tym razem z kieszeni wisielca o imieniu Don wypadł list, którego pochwycił ktoś z tłumu, a potem też zawisł, a po nim i kolejnych trzech złodziei. Okazało się potem, że w liście była mapa skarbów ustawiona przez Burmistrza w celu wyeliminowania wymienionych wyżej obywateli: Don, Akavir, Silly, Ravir, Jackie Dżentelmen i Willy. Wszyscy oprócz przedostatniego zostali powieszeni. Piątym wisielcem okazała się Amanda biedna wieśniaczka, która list znalazła zbierając grzyby. Zachęcona notatką nie zauważyła plamy krwi na niej, poszła zgodnie ze wskazówkami, a tam czyhali na nią strażnicy. Na szczęście list już nikomu nie wypadł. Zaginął gdzieś bez śladu. Jackie mógł cieszyć się słodką wolnością.
W całej tej opowieści zapomniałem jednak o głównym bohaterze, bo na pewno nie był nim Itus. W porcie u boku Marynarza, handlarzy ryb, kobiet lekkich obyczajów, złodziei i rycerzy dorastała mała dziewczynka – Anna. Była ona malutką podopieczną owego marynarza, którego nie dawno poznaliśmy, który nagle został towarzyszem tej sierotki. Mówią, że jest córką jednej z zatrudnionych na pełnym etacie w Czerwonej Latarni, a niektórzy bardziej bliżsi prawy twierdzą, że wyrzuciło ją morze, część z tych uważa nawet, że z psiakiem-potworem, ale to już tylko plotka.
Wczesne dzieciństwo Anny było bardzo trudne, nieodłącznie związane z Itusem. Można by powiedzieć, że razem dorastali. Dziewczynka ta w przeciwieństwie do psiaka była anielskiej urody. Miała cudne, czarne, oczka; szczery, radosny, uśmiech; długie, proste, włosy, zawsze schludne ubranie i miły głos. Wszystkie te cechy były dla niej zarówno szczęściem jak i przekleństwem. Zawsze ufna Anna bawiła się z Itusem w porcie. Pewnego razu, gdy nagle do tej zabawy przyłączyli się szydzące z jej towarzysza dzieci, oberwała kamieniem w brzuch. Upadła zasłaniając swoim wątłym ciałem psiaka. Płakała i drżała cała z bólu. Wtedy po raz pierwszy poznała Lindę - kobietę z Czerwonej Latarni. Ta troskliwie pogłaskała ją przytuliła, otarła łzy czystą chusteczką i zaopiekowała. Od tej pory Anna, nie wgłębiając się w treść zawodu opiekunki często jej pomagała w sprzątaniu chatki na skraju portu, zaraz obok alchemika Stewarta. Uczyła się gotować, szyć, prać, dbać o siebie. Zawsze też Linda powtarzała jej by ta nie zbliżała się do Czerwonej Latarni. I tak też pozostało do piętnastego roku życia. Gdy już Anna poznała straszną prawdę o Lindzie popłakała się tak bardzo jak wtedy kiedy dostała kamieniem w brzuch. Ale wtedy Marynarz zakazał jej zbliżać się do Lindy i na tym się skończyło. Anna rosła na miłą i ładną dziewczynę.
Były też inne porażające epizody w jej życiu. Zapewne tego nie słyszeliście. Ale jest to w pewnym sensie związane z ziołem i gorzałką, którą zażył psiak. Otóż pewnego razu Anna i Itus poszli się bawić. Dzień był podobny do innych nudnych słonecznych dni. Itus obsikał ryby Billego, potem nawet skosztował smakołyków od niewidomego rybaka, gdy Josh – pomocnik ślepca rozbawiał Annę zabawnymi wierszykami i minami. Potem nasi bohaterowie udali się za stragany w poszukiwaniu przygód. Aż nagle na drewniany karton skoczył kot, mocno uderzając przednimi łapami i wydając przy tym charczące „miau”. Odurzony Itus upadł przerażony na ziemię i się zupełnie nie poruszał. Anna znowu płakała, tuliła do siebie psiaka i łkała. Od tej pory nagłe utraty przytomności stały się częstą przypadłością Itusa.
Wszystkie te i inne wydarzenia mocno wpłynęły na dziewczynkę. Ale czego można się spodziewać po smutnym dzieciństwie z wiecznie pijanym Carlem – bo tak na imię ma marynarz, Czerwoną Latarnią, rybami i psiakiem-potworem. Rosła na bardzo uprzejmą, miłą i uczuciową i piękną Anne, która często wpatrywała się w zielone oczy Marynarza, gdy ten palił swoją mahoniową fajkę. Patrzyła na nimbostratusy, cirrusy, cumulusy dymu i marzyła tylko o tym by być gdzie indziej.
Często też płakała w nocy. Ale na szczęście Carl tego nie słuchał. Pił, palił, ale nigdy nie uderzył tej anielskiej dziewczynki, robili to inni. I tak było, aż nagle dzień przed jej szesnastymi urodzinami coś się wydarzyło...








______________________

Dalszą część dopiszę wkrótce. Mam nadzieję, że komuś się spodoba Prolog
__________________
ONA ŻYWI SIĘ TWOJĄ WIARĄ >> W LUDZKI GEST

Ostatnio edytowane przez Nigson : 28-09-07 o 23:31.
RPG
Nigson jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 31-01-08, 18:20   #2
Russel
Persona non grata
 
Russel awatar
 
Zarejestrowany: maj 2006
Skąd: Sanktuarium
Posty: 266
Domyślnie

Ten prolog spodobał mi się bardzo. Jest niezwykle klimatyczny i nie brak ci umiejętności pisarskich. Bardzo podobają mi się szczegółowe opisy i to zwolnienie akcji, gdy się zatrzymujesz i poświęcasz czemuś większą uwagę. Jedyne co mnie trochę irytuje to te twoje przejścia narratora do pierwszej osoby. Nie obyło się też bez kilku błędów, głównie powtórzeniowych i logicznych. Bo np. jak pies wdrapywał się na wysokie stoiska handlarza rybami, albo:

Cytat:
Wtedy po raz pierwszy poznała Lindę - kobietę z Czerwonej Latarni. Ta troskliwie pogłaskała ją przytuliła, otarła łzy czystą chusteczką i zaopiekowała.
Czyli mam rozumieć, że wcześniej wychowywała się na ulicy? Po drugie gdy się wychowywała u tej Lindy (Bogusława? xD ), to na wieść co robi ne musiała od razu uciekać.

Ocena: 8/10

Plusy:
- Ogromnie klimatyczne
- Doskonałe opisy

Minusy:
- kilka małoznacznych błędów
__________________
Uczeń Miecza Podziemia
Znawca Mrocznych Sztuk
RPG
Russel jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Odpowiedz


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni post / autor
Opowieści z Narnii Kor Angar Hyde Park 13 06-04-06 18:10
Opowieści Barda (Bard's tale) Bubby Gry 6 03-09-05 00:06
Historia Marvina - inaczej Opowieści Dziadka Krwawy-Nekromanta WIP 15 08-08-05 12:09


Powered by vBulletin® Version 3.6.7
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.