Wróć   Forum Gothic - ArcaniA: Gothic 4 > Inne > Art & Story Forum
Przeładuj stronę Nowa Era

Odpowiedz
Narzędzia wątku Wygląd
Nieprzeczytane 12-04-06, 03:03   #1
AddoN
Tunak Pierwszy
 
AddoN awatar
 
Zarejestrowany: czerwiec 2005
Posty: 1 116
Red face

Brzask słonecznych promieni, uderzył po raz pierwszy w nagie mury ruin miasta, niegdyś znanego jako Jarkendar. Po raz pierwszy, złociste promienie rozświetliły tę krainę, ponieważ dopiero od tego poranka Jarkendar był naprawdę wolny. Wszystkie minione wydarzenia, jakie miały tutaj miejsce za sprawą Boskiej woli, sprawiły że grzech pradawnej cywilizacji został odpokutowany, a brzemię które ciemiężyło te krainę przez wszystkie wieki, opuściło te ziemie na plecach Strażnika Równowagi na zawsze. Jarkendar był wolny, na nowo stał się częścią Khorins. Niegdyś wyklęty przez Adanosa świat, ze Złem zamkniętymi w pradawnych salach, teraz zaś kraina w której tkwił ogromny potencjał.
Dla Magów Wody Dolina Jarkendaru była niemal jak dom, z którego zostali wygnani przed wieloma wiekami. Teraz zaś obejmowali tron, odkupionego królestwa.
Cel Saturasa był jasny i znany wszystkim: przywrócić Świątyni Adanosa dawny blask świetności i dowiedzieć się wszystkiego o pierwszej cywilizacji dotkniętej przez Adanosa.
Wszystko wydawało się jasne, zaś wszelkie problemy pozornie zostały zażegnane. Wszyscy Magowie Wody zdawali jednak sobie sprawę, że czeka ich jeszcze wiele spraw do załatwienia, ale już nie wisiała im nad głowami groźba zagłady Khorins.
Tak im się przynajmniej wydawało...

1

Wszyscy obudzili się zaraz z pierwszymi promieniami świtu. Wszyscy Magowie wiedzieli, że ten dzień, będzie tak naprawdę pierwszym dniem w którym będą mogli skupić się w pełni na badaniach Jarkendaru.
Wśród cieni rzucanych przez samotne kolumny, przechadzał się samotnie Mag o ciemnej skórze i błękitnych oczach. Jak się tutaj dziwić, tak piękny widok zapiera dech w piersiach. Chociaż wszyscy byli już tutaj prawie drugi miesiąc, ta ziemia ciągle emanowała przedziwną mocą wspomnień, których była świadkiem. Każdy krok wykonany na tej gładko ciosanej skale, był kolejnym z wielu milionów, które ta skała doświadczała. To właśnie tak bardzo fascynowało Saturasa, nie było w tym świecie miejsca, które nie zostałoby spenetrowane chociażby dwa razy.
- Witaj Saturasie, wcześniej dzisiaj wstałeś.
- Ty również Riordianie, witaj, witaj w Jarkendarze, w pierwszym dniu jego wolności!
Na twarzy Riordiana pisało się zrozumienie. Wysoki Mag, który znał Saturasa od wielu lat, doskonale zdawał się rozumieć co chce powiedzieć Saturas, wszyscy Magowie to wiedzieli. Ten oto dzień był dniem, w którym zaczynała się Nowa Era w historii tego swiata.
- Nasze badania dobiegają końca. Wiemy już wszystko, co wiedzieć powinniśmy o tym miejscu. Świątynia przejścia jest identyczna jak ta, którą badaliśmy po drugiej stronie Khorins. Nie warto marnować tutaj więcej czasu.
Po ostatnich wydarzeniach, które spowodowały konieczność zebrania jak największej liczby informacji o Jarkendarze tylko z tych ruin, a co najważniejsze, że Magom udało się zebrać aż tyle informacji, nic dziwnego że Riordian zaproponował opuszczenie tego miejsca.
- Wiem co chcesz powiedzieć. To miejsce jednak nigdy nie będzie w pełni poznane przyjacielu. Wszystko tutaj ma swoją historię.
- Ach, tak Saturasie, wybacz, ale to co jadłem wczoraj na obiad a teraz leży gdzieś w krzakach też ma swoją historię. Z pewnością fascynującą i wartą wieloletnich badań, ale całkowicie nieistotną.
- Te twoje porównania! – Oburzył się przywódca Magów Wody - Dobrze więc, co proponujesz? Chcesz byśmy opuścili już to miejsce? Gdzie dalej mamy się udać według ciebie?
- Czy to nie oczywiste? Dzięki kolorowym tabliczkom wiemy gdzie szukać największej wiedzy. Musimy się przenieść do Domu Uczonych. Ta wielka biblioteka jest źródłem wszelkich danych o tej cywilizacji i tej Dolinie.
- I co dalej? Jak już zbadamy pradawne zapiski gdzie się przeniesiemy? Do Domu Kapłanów? Myślisz że ciągle będziemy mogli koczować to w nowym miejscu? Tam – Saturas wyciągną sędziwą dłoń, zwróconą w stronę bagien – tam jest nasz dom. I tam powinniśmy się udać w pierwszej kolejności. Jeżeli mówisz w imieniu reszty Magów poleć im by się zebrali, postanowimy wspólnie co dalej.
- Dobrze, wybacz mi Saturasie, nie chciałem...
- Heh... Myślisz że te ruiny też tak na mnie nie działają, co? Od chwili opuszczenia Koloni się tak nie czułem, jednak teraz czuję się po stokroć lepiej niż wtedy.
- Wszyscy to czujemy – odrzekła Riordian oddalając się w stronę reszty Magów.

2

Słońce na dobre rozlało się po Dolinie, zaczynało grzać uporczywym gorącem. Wśród skał, spośród których wyrastała bujna trawa istniało bogate życie. Magowie Wody ustalili że temperatura w Jarkendarze nigdy nie spadła poniżej tej, które panuje w normalny letni dzień. Zaś obwite deszcze moczące wszystko regularnie, sprawiały że cała Dolina była jednym wielkich biotopem, setek istot żyjących w różnych relacjach ze sobą.
Magom Wody nie doskwierało gorącą, ich togi były odporne na ciepło i niejedna dama z miasta wiele by dała, za suknię z takiego materiału. Magowie zebrali się w wysokim budynku, dawniej służącym za świątynię, z której kapłani przekazywali wolę Adanosa, na wszystkie strony Doliny.
- Witam wszystkich, widzę że już wstaliście – Zażartował Saturas i o dziwo, na twarzach reszty Magów pojawiły się nikłe uśmiechy.
- Po rozmowie z Riordianem, doszedłem do wniosku, że nie ma większego sensu badać już tego miejsca. Skupmy teraz swoją uwagę na innych sprawach, ważniejszych dla nas. Cronosie, ile już wiemy?
- Akurat wczoraj robiłem małą inwentaryzację w dokumentach. Same tłumaczenia poszczególnych tekstów zajęły prawie jeden kufer. Wszystkie notatki, a w szczególności te Riordiana dotyczące Jarkendaru to kolejne dwie skrzynie. W tym tempie obawiam się że niedługo nie będzie miejsca na nowe zapiski Saturasie.
- Do tego właśnie zmierzam. Riordian powiedział mi dzisiaj rano, że kolejnym naszym celem, jaki chcielibyście wszyscy obrać jest Dom Uczonych. Nie mogę jednak na to pozwolić. Ryzyko stracenia zapisków, jest zbyt duże. Bez nich cofnęlibyśmy się do początku naszej obecności tutaj. Bez tej wiedzy bylibyśmy bezradni, przed obliczem jakiegokolwiek problemu, wymagającego sięgnięcia do tych informacji.
- Więc o czym myślisz?
- Musimy odzyskać nasze dziedzictwo. W pierwszej kolejności musimy pomyśleć o sobie. Badania w Dolinie zajmą nam jeszcze wiele lat, nie możemy ciągle przenosić się z miejsca na miejsce. I tak byliśmy w przymusowej sytuacji, kiedy Kruk interesował się Świątynią. Jednak teraz nic nie stoi nam już na przeszkodzie by powrócić tam gdzie nasze miejsce.
- Nie zapominasz o Bandytach mam nadzieję?
- Hmmm, tak, bez wątpienia jest to nasz największy problem. Mimo że obozem rządzi teraz Thorus, którego zapewne kojarzycie ze Starego Obozu, to ciągle są tam Bandyci zwabieni blaskiem złota. Wątpię więc by się stamtąd wynieśli po dobroci.
- A gdybyśmy zaproponowali im inne kopalnie?
- To możliwe – rzekł Riordian, czekając na podobną propozycję. W końcu do jego obowiązków należało właśnie dowiedzenie się wszystkiego o tej Dolinie. – Wedle tego co mi powiedział nasz przyjaciel, na zachód są tunele pełne złota.
- Sam w to nie wierzysz Riordianie – Stwierdził z przekąsem Nefarius, któremu najwidoczniej konieczność spotkania się z Bandytami za bardzo nie odpowiadała. - Przecież tam mają domy za grubymi murami, a nawet gospodę! Te obiboki nie zrezygnują z tego wszystkiego, nawet dla większej ilości złota.
- Hmmm, masz rację Nefariusie. Co jednak mamy zrobić, ułaskawić wszystkich i poprosić by sobie stamtąd poszli?
- Wszystkich Bandytów? Nikt się na to nie zgodzi Saturasie!
Nefarius tak się przejął, że nie dostrzegł ironii w pytaniu Saturasa. Inni Magowie uśmiechnęli się, oni też się denerwowali cała tą sytuacją.
- Więc co mamy zrobić?! – Saturas zaczynał się wyraźnie denerwować. - Posłać po Hagena i wejść tam z Paladynami, to uważasz za rozwiązanie?
Atmosfera wyraźnie się napięła. Z oczu Saturasa zdawały się ciskać gromy, na każdego kto ośmielił się spojrzeć mu w twarz. W tym całym amoku nikt nie dostrzegł samotnej postaci zbliżającej się ku szczytowi schodów.
- A cóż to moi bracia? Kłócicie się? Przybyłem tutaj, zaraz po przybyciu Myxira do miasta. Nigdzie nie mogłem was znaleźć, ale to nie wzrok był mi potrzebny do zlokalizowania was. Drzecie się jak te biedne owce, które zarzynają w Khorins.
- Vatras, witaj, niemała niespodziana – Odezwał się Saturasa, starając nadać swojemu głosowi normalny, spokojny ton.
Reszta Magów również się rozchmurzyła. Vatras był jedynym Magom Wody któremu udało się nie trafić zza Barierę. To on miał nadzorować jej budowę, ale Najwyższa Rada wysłała Xardasa. Od tamtej pory Vatras mieszkał w Khorins, pomagając swym braciom jak tylko mógł.
- Zaślepił mnie gniew, wybaczcie bracia - Rzekł Saturas. - Nie powinienem oddawać się emocjom. Ale to miejsce, sami doskonale wiecie. Vatrasie, chcemy odzyskać Świątynię Adanosa, ale nie wiemy co począć z Bandytami, może tym masz jakiś pomysł?
- Dogadajmy się z nimi, to najprostsze co możemy zrobić.
- Jak to dogadajmy? – Zdziwił się Saturas – To Bandyci, co mamy im zaproponować?
- Możemy im zaproponować, że będą mogli zostać gdzie są. W zamian nie zostaną spacyfikowani przez Paladynów. Oczywiście będziemy blefować, ale czego się właśnie nie boją Bandyci jak Królewskiej Armii? Później będziemy mogli ich wykorzystać przy pracy nad odbudową tego miejsca. Ci którzy naprawdę się spiszą, zostaną ułaskawieni. Myślę że to uczciwy układ.
- Tak, tylko czy na to pójdą...
- Nie możemy zwlekać – rzekł Cronos – po śmierci Kruka i krwawej selekcji jaką zapewnił im nasz przyjaciel, nie są zdolni do zwartych działań. Jeżeli negocjacje mają przynieść skutek, musimy wykorzystać ten chaos.
- Racja, udamy się tam jeszcze dziś.
- Jak to, wszyscy? – Zdziwił się Nefarius, wyraźnie nierad z tej propozycji.
- Nie wiem... Większość z tych ludzi to byli mieszkańcy Starego Obozu. Gomez karmił ich informacjami, że to właśnie my jesteśmy winni ich zamknięcia pod Barierą. Wiele więc ryzykujemy udając się tam razem.
- Ja pójdę – Odezwał się Vatras – Mnie nikt nie zna. Wezmę jednego z was. Kto najwięcej wie o Dolinie?
- Ja Vatrasie – odezwał się Riordian, nie był już tak zachwycony, szczerze to wolałby badać już coś miej interesującego.
- A więc postanowione. Ruszymy jeszcze dzisiaj. Daleko jest ten obóz?
- Kilka kroków – uśmiechnął się Saturas.
- Co?
- Kilka kroków, tam – Saturas wskazał ręką na dziedziniec.
- Żarty sobie robisz? – Vatras był wyraźnie zmieszany i nie wiedział jak traktować Saturasa.
Inni Magowie nie mogli już wytrzymać. Cronos dostał podejrzliwych spazmów, spod rękawa, którym zasłonił sobie usta, z oczu ciekły mu łzy rozbawienia. Saturas też się już ledwie powstrzymywał.
- Kamie....nie teleportacyjne. – Wysapał ledwie Mag.
- Takie jak w Khorins?
- Tak
- O Adanosie, pokarałeś dotkliwie swoje dzieci – Wszyscy wybuchnęli śmiechem, włącznie z Vatrasem.

3

Coś nowego niósł wiatr. Obóz stojący wśród skał był jakby jaśniejszy, skały emanowały blaskiem, odbitych od nich pierwszych promieni. Gdzie niegdzie można było dostrzec samotną żyłkę złota. Jakim cudem dało się to widzieć dopiero teraz? Thorus obejrzał się na prastary budynek, będący niegdyś siedzibą Kruka. Cokolwiek się tam wydarzyło, nie dotyczy już tego świata. Co kolwiek tam było, jest już historią, którą powinno być już dawno temu – pomyślał.
Thorus nie zdawał sobie sprawy z faktu jakie skutki miało otwarcie Świątyni. Nigdy nie interesował się tym, czego szuka tam Kruk, dostawał tylko rozkazy które musiał wykonywać. Teraz jednak to on wydaje rozkazy. Jako nowy przywódca chciał zjednoczyć ten obóz, aby wszyscy mogli wspólnie żyć, mimo faktu że jedyne co trzyma tutaj tych ludzi to złoto z tutejszych kopalń.
Co by jednak nie było, musiał myśleć o sobie, zaś swoja przyszłość wiązał z tą krainą, wolną od Paladynów, więzień i przeszłości.
Thorus zaczął się wspinać po schodach prowadzących ku Świątyni Adanosa. Spojrzał raz jeszcze na wschodzące słońce i zniknął w ciemności pradawnych sal.

4

Reszta obozu dopiero rozbudzała się ze snu. Pierwsi Bandyci pojawili się w gospodzie, w której Snaf już gotował dla wszystkich gulasz. Wszyscy czuli tą dziwną świeżość, chociaż nikt nie potrafił jej wytłumaczyć.
- Wczoraj zginął Kruk – podjął rozmowę jeden z Bandytów – Padł z ręki człowieka, za którym wydał listy gończe. Ten psubrat wkradł się tutaj i węszył w naszym przebraniu.
- Trzeba mieć tupet.
- Lub być cholernie głupim – odezwał się Snaf, zza kociołka z którego wykładał już pierwsze porcje gulaszu, smakowity aromat duszonego mięsa już dawno rozlał się po izbie, uniemożliwiając komukolwiek wzgardzenie takim posiłkiem – jednak też trzeba mieć szczęście. Rozpoznało go wiele osób jak mniemam, no, na pewno ja.
- Co?!
- Znałem to chuchro jeszcze ze Starego Obozu. Jednak po pacyfikacji jaką sprawił nam on gdy jakimś cudem dostał się tam przez zamknięte bramy, wolałem głośno niczego nie mówić.
- Nie tylko ty – do gospody wszedł Fisk, w starym stroju Cienia jeszcze ze starych czasów, wzgardliwy półuśmiech nie schodził z jego twarzy. Rozejrzał się po izbie i znalazł wolne miejsce, gdzie usiadł – donosicielstwo nie służy interesom. Po za tym wiele mu zawdzięczamy, po tych wszystkich latach gnieżdżenia się pod Barierą, zbrzydło mi tamto miejsce.
- Komu jak komu... My w Nowym Obozie nie musieliśmy się martwić o wiele, Dolina była nasza.
- Tak, ale z każdym miesiącem orkowie rozlewali się po nowych jej terenach. Jeszcze kilka lat, a mielibyście towarzystwo pod bramami Nowego Obozu.
- Wy również – Zripostował Bandyta, który niegdyś był zapewne jednym ze Szkodników.
- Jedyna sekta się ukryła na Bagnach. Banda pomyleńców...
- Sekty już nie ma. Przeżyło kilku ludzi i ten Fortuno, szaleniec.
- To Kruk mu to zrobił – powiedział Snaf znad swojej miski – Facet za dużo wiedział, ma szczęście że żyje.
- A co się w ogóle stało z innymi sekciarzami? Nie widziałem żadnego – Zdziwił się Fisk.
- Może Śniący ich zbawił? – Zakpił dawny Szkodnik. Chociaż często popalał bagienne ziele z tego obozu, nigdy nie przepadał za jego mieszkańcami.
Cała izba zaniosła się śmiechem. Nagle drzwi na tyłach sali otworzyły się i ukazała się w nich Lucia. Jedyna kobieta w obozie, ale przynajmniej dziwka i dawała każdemu, za niezbyt pękatą sakiewkę. W porównaniu z Kolonią, gdzie nawet owiec nie było, nikt nie śmiał narzekać.
- A co tu się dzieje? Słońce ledwie wzeszło a już izba pełna? Nalej mi ktoś, po wczorajszym łeb mi pęką...
- Sama se nalej mała, a przy okazji i nam przynieś!
- Mała? Dziwnie to brzmi w ustach takiego koliberka. – Z przekąsem uśmiechnęła się do Bandyty który był jej częstym klientem.
Kilku Bandytów spadło z krzeseł na widok czerwonej jak burak twarzy jednego z nich. W trzeszczącej w szwach sali nikt nie zauważył Lenara – jednego z kopaczy z kopalni złota, który niemal wbiegł do izby
- Ej wszyscy, słuchajcie...
Żadnego efektu, wszyscy śmiali się z „koliberka” który nie wiedział gdzie się schować.
- Ej! Psiekrwie przeklęte, wieści!
Rozbawione oczy zwróciły się w stronę nowoprzybyłego, ale wyrazy twarzy zaczęły przybierać już normalne kształty.
- Ci Magowie się tutaj pojawili. Są na górze, pilnuje ich Strażnik.
- Magowie? Chyba nie ci z ruin?
- Właśnie ci, nie wiem jakim cudem się tutaj pojawili, ale to w końcu Magowie...
- Chwilka, Magowie Wody? – Odezwał się dawny Szkodnik.
- Jacy?
- W niebieskich szatach imbecylu – parsknął ktoś z tyłu.
- A tak, Wody.... chyba...
- Idę do nich, nie trzeba nam tutaj zatargu z Magami, no i ciekawe czego tutaj szukają.
- Znasz ich?
- Pracowałem dla nich w roli kuriera w Nowym Obozie. Mam nadzieję że mnie pamiętają.
Morgrag wstał zza lady i wyszedł z izby, kierując się w stronę Świątyni Adanosa To ci dopiero spotkanie, od upadku Bariery, Magów Wody spodziewał się już nigdy nie zobaczyć. A tutaj proszę, jedni z pierwszych znajomych. Co jak co, ale te wodoleje miały racje, niezbadane są wyroki Boskie.

5

Na dziedzińcu znajdującej się w obozie Bandytów dawnej siedziby Kruka, pojawiły się dwie postacie, materializujące się znikąd w błękitnej poświacie.
- Jesteśmy Vatrasie, jak ci się podobało?
- Na Adanosa, teraz wiem jak się czuli ludzie wychodzący nad ranem od Coragona...
- Od kogo? – Zdziwił się Riordian, od czasu opuszczenia Koloni, w Khorins zabawił niecałe dwa dni. Później ktoś doniósł Magom o tych dziwnych ruinach, a niewiele potem zaczęły się te dziwne trzęsienia ziemi.
- Nikogo, nie czas ani miejsce. Patrz – Vatras wskazał Riordianowi ręką schody prowadzące do Świątyni Adanosa - czujesz to?
- Tak, niesamowite, Świątynia Adanosa. Ile jest takich miejsc na świecie?
- Niewiele – Pomyślał głośno Vatras, sam pochodził z Wysp Południowych. - Na samym kontynencie jest tylko jedna, druga na Wyspach Południowych. Ale ta z pewnością jest najstarsza. Ile jeszcze takich miejsc może być ukrytych na świecie?
- Nie wiem, ale spójrz, ktoś idzie.
Vatras odwrócił się na pięcie, gotów, aby w każdej chwili zaatakować. Nikt nie wiedział czego się mają spodziewać po Bandytach. Z jednej z chat wyszedł człowiek w grubej zbroi Strażnika.
- Stójcie! Kim wy... Jak się tutaj dostaliście?!
- Jesteś Bandytą?
- Nie, Paladynem! A kim wy jesteście? Wiecie w jaki bigos wpadliście? Nie wiem jak się tutaj znaleźliście, ale raczej stąd nie uciekniecie.
- Jesteśmy Magami Wody, badamy tę prastarą cywilizację. Chcemy się widzieć z człowiekiem zwanym Thorusem, podobno po śmierci Kruka on tutaj dowodzi.
- Magowie? Nie wiem czego tutaj szukacie, ale Thorusa nie ma, poszedł tam – Strażnik wskazał na szczyt schodów prowadzących do Świątyni. – Jakiś czas temu. To była siedziba Kruka, ale słyszę że jesteście na bieżąco więc i to oczywiście wiecie.
Vatras spochmurniał, nie tego się spodziewał.
- Niedobrze, musimy iść za nim za nim zginie w Komnatach Vatrasie. To by całkowicie nam pokrzyżowało plany. Zaś ciągle nie wiemy co jest w Świątyni. Nie dobrze że przewija się przez nią tak wiele osób, oj niedobrze... - Riordian też widocznie martwił się tym samym co Vatras, cały plan mógł legnąć w gruzach w każdej chwili.
- Racja, kto wie jakie demony mógł zbudzić Beliar. A ty – Vatras spojrzał na Strażnika nie bardzo rozumiejącymi o czym mówią ludzie w niebieskich szatach – Prowadź do Świątyni!
- Czy ja wyglądam na przewodnika wycieczek?
- Prowadź człowieku bo ześlę na ciebie gniew Adanosa! – Vatras nie miał nastroju, w takim stanie był gotów do wszystkiego.
- Co ześlesz? – Strażnik przybrał jeszcze głupszy wyraz twarzy.
- Nic wielkiego – odezwał się ktoś. Wszyscy odwrócili się w stronę schodów, z których doszedł głos. Riordian zdziwił się najbardziej. Morgrag dostrzegł jego zdumienie i roześmiał się głośno.
- Riordian? Ty tutaj? A gdzie inni Magowie? Ze wszystkich ludzi was spodziewałem się już nigdy nie spotkać.
- Morgrag! Każdego mogłem się spodziewać, ale ciebie zsyła sam Adanos! – Ucieszył się Riordian zapominając o Thorusie.
- Ostatnio gdy rozmawialiśmy sam Adanos kazał mi się wynosić za nim dosięgną by mnie jego gniew – Morgrag roześmiał się znowu. Vatras patrzył na scenę z obojętnością. – Jak widać nie gniewał się zbyt długo.
- Przepraszam, Komnaty....
- A tak, Morgrag to jest Vatras. Traktuj go z nawyższym szacunkiem Od niego właśnie nosiłeś niektóre listy do Magów Ognia. Przez te wszystkie lata wspierał pozostałych Magów Wody.
- Witaj Vatrasie – Morgrag skłonił głowę. Vatras odwzajemnił gest, ale w jego oczach było więcej zniecierpliwienia niż jakiegokolwiek zainteresowania sytuacją. – Wiele transportów zostało złupionych, aby tylko dostać wiadomość od ciebie.
- Co takiego?
- No cóż.... Nie było możliwości by cię powiadomić że to Magowie Ognia kontrolują całą korespondencję. Każdy wolał zanosić nowiny do nich, bo godnie się za nie odwdzięczali. Więc pozorując napady na konwoje, musieliśmy wykradać te listy.
- No i zawsze było coś dla nas – Dokończył Morgrag, widocznie rad ze spotkania z człowiekiem, dzięki któremu prowadził w Koloni naprawdę bogate życie.
- Porozmawiamy o tym potem. – Vatrasowi brakowało już cierpliwości
- Słyszałem że chcecie się gdzieś się dostać?
- Tak do Świątyni, prowadź nas tam!
- Prowadź, to przyjaciele – Polecił Morgrag Strażnikowi
- Skoro ich znasz, idziemy.
Cała czwórka udała się w górę prowadzących do Świątyni Adanosa schodów. Słońce było już wysoko, dzisiejszy dzień był wyjątkowo gorący.

6

Wzrok szybko przyzwyczajał się do ciemności panujących w ruinach. W słabym blasku ściennych pochodni dało się widzieć freski pokrywające wszystkie ściany. Chociaż Thorus nie znał pradawnego języka budowniczych, to nie musiał rozumieć treści malowideł. Sama ich forma wskazywała że był teraz w jakiejś Świątyni. Skręcił w prawo, wiedział bowiem co znajduje się na wprost. Przeszedł przez pierwszą bramę, znajdując się teraz w przedsionku Świątyni Adanosa. Miejscu gdzie Kruk spędził wiele tygodni, próbując otworzyć bramę, która teraz stała otworem.
- Ciekawe co tam jest, że tylu niewolników musiało zapłacić życiem by Kruk mógł się tam dostać.
Thorus przekroczył bramę Świątyni Adanosa. Był trzecią osobą od setek lat, która to zrobiła.
- Niesamowite!
Tylko tak dało opisać się różnicę między dwiema częściami kompleksu. Ściany, kolumny były porośnięte pnączami, na skałach zalegał wielowieczny kórz. Wszystko było niczym z kruchego kamienia, mogącego skruszyć się w każdej chwili. Monumentalny pomnik, przedstawiający wizerunek Adanosa stał na wprost schodów.
Thorus rozejrzał się dookoła, w poszukiwaniu czegoś cennego. Nagle zobaczył otwarte przejście do dalszej części. Stanął przed ciemnym otworem i zapalił pochodnię. Schody prowadziły w dół. Co jest? Gdzie ja jestem? – Pomyślał. Nie wiedział czy powinien iść dalej. To co tam było, a na czym tak bardzo zależało Krukowi, musiało być właśnie tam i nie było to nic dobrego. Coś jednak ciągnęło go do środka,. Po twarzy Thorusa przetoczył się chłodny podmuch. To sprawiło że śmiało ruszył w dół schodów. Kolejna brama i kolejne pomieszczenie. Wielka sala z tuzinem drzwi. Dookoła walały się sterty gruzów. Czym kolwiek kiedyś były, nie stanowiły już zagrożenia. Jednak które drzwi powinien wybrać? Thorus nie był głupi, widział kolczatkę zawieszoną nad ostatnią bramą. To miejsce wyraźnie potrafiło bronić się samo. Jednak jakoś Krukowi i jego oprawcy udało się dostać dalej. Samotna postać ruszyła wzdłuż okrągłej ściany, mijając kolejne drzwi. Z podłogi wyrastały dziwne grzyby, kolorem przypominające magiczną rudę. Wśród stert gruzów leżały kawałki metalu i drewna. To miejsce nie zawsze było puste. A może rozsypało się ze starości? (A może coś je spustoszyło ?). Nagle przy ostatnich drzwiach poczuł znajomy podmuch, otulający mu twarz świeżością. Jeżeli ufać przeczuciu to tutaj. Thorus wszedł w tunel i ruszył wzdłuż niego. Zakręt i kolejne drzwi, kolejne schody. Na Bogów, czy będzie tak szedł do samego piekła? Kolejne pomieszczenie zdawało się nie mieć podłogi. Jednak blask pochodni pokazał szereg czarnych płyt, które miały budzić takie wrażenie. Thorus nie był intelektualistą, jednak z tak oczywistą zagadką poradził sobie bez problemu. Po drugiej stronie zdawało mu się że słyszy czyjeś głosy dochodzące z obozu. Dopiero teraz zdał sobie sprawę gdzie jest, Rozejrzał się nerwowo dookoła. Ale nie mógł zawrócić, ten wiatr, ten chłodny świeży wiatr, dochodzący z głębi tych sal...
Ostatnia komnata pełna krwi zaschniętej na podłodze. Małe pomieszczenie z dźwigniami, a na jego środku stał... Duch.
- Witaj, jesteś kolejną osobą odwiedzającą mnie w tych zapomnianych komnatach.
Metaliczny głos rozbijający się echem, dochodzący z samego piekła. Thorus sparaliżowało przerażenie, co go nakłoniłoby tutaj przyjść?!
- Hehehehe – metaliczny upiorny śmiech – Nie widziałeś nigdy ducha? Hehehehe
- Kim... Czym jesteś?
- Kiedyś byłem człowiekiem przed oblicze którego nigdy by ciebie nie dopuszczono. Teraz jestem cieniem, niemogącym zaznać spokoju. I chociaż Świątyni Adanosa jest znowu otwarta, moja kara się nie skończyła, nie jestem wolny!
- Czego chcesz odemnie?
- Mój ojciec mnie tutaj zamknął. Quahodron, tylko on może mnie uwolnić.
- Kim jest Quahodron, kim ty jesteś?
W Thorusa wstąpiła dziwna pewność siebie i chociaż nie miał przed sobą kolejnego żółtodzioba chcącego wejść do zamku by zaoferować swoje usługi Gomezowi, to wiele lat praktyki wzięło nad nim górę.
- Quahodron był moim ojcem. Zawiodłem go, to ja sprowadziłem na Jarkendar gniew Adanosa. Teraz pokutuję za swój grzech.
Thorus zaczynał powoli rozumiem dawną historię tej krainy. Przynajmniej wiedział jak się ona niegdyś nazywała.
- Magowie, Magowie Wody są tutaj! Powracają!
- Magowie Wody? Mówisz o czcicielach Adanosa?
Thorus nigdy wcześniej ich nie spotkał, ale wiele o nich słyszał. To właśnie oni korespondowali z Magami Ognia w Starym Obozie, a teraz podobno pojawili się w ruinach niedaleko stąd.
- Tak, powrócili do swojej ojczyzny. Ta Świątynia jest pierwszym miejscem kultu Adanosa. To stąd się wywodzą wszyscy Bracia Wody. Niegdyś zostali wysłani na drugą stronę, by zamknąć portal i zniszczyć klucz. Nikt nie wie co się z nimi stało, ale fakt że wracają, udowadnia że nie zginęli tam tak szybko. Chwała im za to!
- Słucham, mów czego chcesz, lub mnie zostaw. Nie wiem czemu się tutaj znalazłem! – W Przywódcy Bandytów rosło coraz większe zdenerwowanie tym całym spotkaniem.
- Z Boskiej woli, nawet nie wiesz jakie siły ścierają się na tej Wyspie. A teraz słuchaj mnie uważnie. Na Zachodnim wybrzeżu znajdziesz Kamień Mądrości. To klucz, powierzony Adanosowi by ten go strzegł.
- Klucz? Klucz do czego? I jak mam go znaleźć?
- Tego dowiesz się gdy już go odnajdziesz, nie wiem gdzie jest dokładnie. Znajdź kamień, czuję że też jest wolny, więc ktoś musiał go znaleźć. Wróć tutaj z Kamieniem. Teraz wracaj i nie zdradź nikomu że zemną rozmawiałeś.
- A co z Magami, mówiłeś że tutaj są.
- Dopóki będziesz im posłuszny Magowie nic nie zrobią. Zapewne spenetrują to miejsce, jednak nic nie znajdą, Wróć tutaj z kluczem, a powiem ci co dalej.
- A jeżeli odmówię?
- Znajdzie się ktoś inny. Byłem tutaj uwięziony przez całą wieczność, czas już dla mnie nie istnieje.
- Co będę z tego miał?
- Zrób co każę, a odzyskasz coś, na czym tak bardzo ci kiedyś zależało. Znajdziesz to, jeżeli tylko znajdziesz Kamień Mądrości.
Umysł Thorusa zalała powódź pełna wspomnień. Wspomnień o dawnej ojczyźnie, wspomnień o jego przeszłości i tym, od czego uciekał przez tyle lat.
- Serce Północy? Skąd o nim wiesz? Jak Serce Północy mogło znaleźć się w tej dolinie?
- Serce Północy zaginęło, ale jest tutaj, w tej dolinie. Uwierz mi, czuję jego obecność, jak czuję obecność Kamienia Mądrości.
- Skąd mam wiedzieć, że mogę ci ufać?
- Skąd masz wiedzieć że kłamię? Znajdź Kamień Mądrości, znajdziesz Serce Północy. – Powiedział duch, to wystarczyło by przekonać Thorusa.
- Wrócę z Kamieniem. Jednak jeżeli kłamiesz, zniszczę go, już nikt cię nie ocali.
Thorus odwrócił się i opuścił Komnatę. Nie dostrzegł demonicznego uśmiechu, który zagościł na martwej twarzy ducha.

7

Magowie Wody, wraz ze Strażnikiem i Morgragiem wkroczyli do Świątyni. Podobnie jak Thorusa zaskoczył ich kontrast między dwiema jej częściami.
- Idziemy Riordianie, nie czas na zachwycanie się pięknem tych sal. Spędzimy w nich wystarczająco wiele czasu.
- Tak, ale spójrz na ten posąg, to Adanos? – U stóp schodów wznosiła się monumentalna rzeźba istoty ze zgiętymi łokciami. Wyglądem przypomniała kamiennego strażnika, ale biło z niej jakby... Ciepło.
- Zapewne, nigdy nie widziałem w żadnej księdze wizerunku Adanosa.
- Niesamowite miejsce. Spędzimy tutaj wiele lat.
- Jednak teraz musimy znaleźć Thorusa. Idziemy.
Wszyscy skierowali się ku pierwszym otwartym drzwiom i ruszyli dalej po schodach w dół. Kolejne pomieszczenie, było pełne drzwi.
- Sprytnie. Wiesz którędy iść Riordianie?
- Pojęcia nie mam, to Saturas studiował kolorowe tabliczki. Musimy zdać się na instynkt. – Chociaż Riordian ufał swemu nosowi, nigdy nie powierzał mu swojego życia. Nie wiedział czy byłby gotów na takie poświecenie.
- Chyba nie będzie trzeba – Odezwał się Morgrag - Coś słyszę.
Morgrag był wprawionym myśliwym, miał doskonały słuch. Zaś przeciąg wydobywający się z jednego z otworów zdawał nieść pojedyncze słowa.
- To tutaj, czujecie przeciąg?
- Tak, idziemy!
Ruszyli szybko przed siebie, jako pierwszy szedł Strażnik. Weszli do kolejnej komnaty. Teraz wyraźnie słyszeli że ktoś rozmawiał. Strażnik ruszył przed siebie pewnym krokiem.
- Stój głupcze! – Krzyknął za nim Vatras. Ale było za późno. Cichy jęk i okropny odgłos nadziewania na ruszt surowego mięsa.
- Na Adanosa! Co to jest?!
Vatras nie odpowiadając podszedł do miejsca w którym zdawało się nie być podłogi. Wydobył z kieszeni szaty zwój i uwolnił zaklęcie. Mleczny blask rozlał się po komnacie oświetlając szereg płyt. Jedna z nich była otwarta. Vatras spojrzał w dół zapadni i zobaczył Strażnika, nabitego na ostrza, widok był raczej makabryczny.
- Zaczekajcie, aż przejdę na drugą stronę.
Ostrożnie stawiając krok za krokiem, Vatras wchodził na kolejny płyty. Nie była to trudna zagadka, ale widok Strażnika nadzianego na stalowe pręty i ten... Odgłos nie pozwalały mu zebrać myśli. Stanął po drugiej stronie, gdy coś mu podpowiedziałoby wyszedł po prawej, nie po lewej stronie. Tak też uczynił, nieświadomie ratując życie.
- W porządku, idźcie jak ja. Wyjdźcie po prawej.
Po chwili wszyscy już byli razem. Dźwięki rozmowy ucichły. Blask zdawał się niknąć i ciemność znów zalała komnatę. Jedynie żarzące się łuczywa rodziły dosyć blasku by dostrzec kolejne drzwi. Wszyscy mieli już ruszać, gdy wyłoniła się z nich samotna postać.

8

Nie dla wszystkich ten dzień był taki piękny. Dla Piratów minione wydarzenia nie zwiastowały hossy. Śmierć Kruka była największym zmartwieniem i to ona nie pozwoliła zasnąć wczoraj Gregowi. Na zewnątrz chłopcy urządzili sobie małą biesiadę z okazji pokonania Bandytów. Greg nie musiał tam być, by widzieć jak rum leje się litrami i chociaż sam chętnie by się pośmiał z resztą załogi, to ktoś musiał zachować trzeźwość umysłu i myśleć o ich przyszłości.
Wedle wszystkiego co się mówiło o Gregu, był on naprawdę troskliwym człowiekiem. Wszystko co robił, robił dla swoich ludzi. Kilku z nich, którzy wraz z nim tutaj przybyli doskonale o tym wiedzieli i kopali po tyłkach każdego kto źle mówił o nim mówił.
Teraz jednak Greg był w kropce. Nie wiedział co robić po śmierci Kruka. Najchętniej znów spróbowałby na nowo dogadać się z Bandytami. Jednak bał się, że ci nie mając nad sobą żadnej kontroli będą chcieli napaść ich obóz, by wydostać się z Doliny ze złotem z kopalń. Nie mieli jednak statku, co było kolejną bolączką Grega. Byli Piratami bez statku! Chcąc zapewnić regularność dostaw, trzema mieć je czym przewozić. Chyba że... Do Doliny Gregowi udało dostać się przez ten dziwny portal w ruinach. Skoro prowadzi z Khorins tutaj, to może i działa na odwrót? Z pewnością – ciągle myślał Kapitan – Ci Magowie nie są głupi, chociaż strasznie tępi, nie są głupi. Tak więc problem tranzytu towarów jest załatwiony. Z ruin z pewnością znajdzie się jakiś sposób by szybko dostać się do Khorins ze wszystkim. Podczas ostatnie wizyty, udało się Gregowi nawiązać nowe kontakty handlowe z tamtejszymi kupcami, nie będzie więc problemu z bronią, czy żywnością.
Teraz jednak czy ten misterny plan ma jakieś szanse powodzenia? Magowie ciągle byli w ruinach, a i nastroje Bandytów nie były znane. Cóż, jest tylko jeden sposób by sprawdzić to wszystko.
Greg wstał ze swojej ławki. Wszyscy wstali już dawno, niektórzy nawet coś robili.
- Francis! Gdzie jesteś leniu?!
Z sprzed ogniska wstał jeden z Piratów. Szybko poprawił mundur i szybkim krokiem udał się w stronę chaty Kapitana Grega. Francis był jednym z największych obiboków, no może poza Morganem, który był w stanie tylko pić, spać i zjeść coś pomiędzy tymi czynnościami. Jednak to właśnie Francis był członkiem pierwszej załogi z jaką Greg hasał po wodach i łupił swoje pierwsze statki. Miał u Francisa kilka długów, a Francis u niego. Często na wzajem ratowali sobie skórę. Greg więc przymykał oczy na starczą już niefrasobliwość swojego zastępcy. O jego przekrętach przy podziale łupów też nic głośno nie mówił, niewielu ludzi lubiło Francisa i czekałoby spuścić mu łomot.
- Jestem, co się stało Greg?
- Widzę że zapomniałeś o etykiecie – Greg uśmiechnął się rozbójniczo. Francis był też jednym z naprawdę niewielu ludzi, którym pozwalał na taką poufałość.
- Słuchaj, chcę odnowić stosunki z Bandytami. Nie mamy statku, ale w ruinach jest magiczny portal, dzięki któremu tutaj wróciłem. O ile nie będą chcieli przewozić znowu ludzi, to jest spora szansa że znów złoto popłynie do nas szerokim strumieniem. W przeciwnym wypadku w końcu mas zaatakują, chcąc się wydostać z Doliny.
Francis tylko kiwnął głową, wiedział że jeżeli Greg miał jakiś plan, to dopracowany do perfekcji.
- Musimy udać się do Bandytów i dowiedzieć się wszystkiego. Po śmierci Kruka nic ich nie trzyma w ryzach.
- Kto pójdzie?
- Ja osobiście. Muszą mieć pewność że mówimy prawdę. Wezmę ze sobą Garetta, wie najlepiej co zaproponować Bandytom. Wziąłbym Skipa, ale po tym jak wystawił mnie w Khorins, nie doszedłby daleko w jednym kawałku
Roześmiali się obaj. Skip dostał karę za to że wystawił Grega. Zaraz po przybyciu Kapitana do obozu, dostało się Skipowi tyle roboty że ledwo się mógł z nią wyrobić. Mimo tego Greg ciągle miał do niego pewną urazę. Jednego czego nie tolerował w ludziach to cwaniactwa i głupoty.
- Wyruszymy jutro. Zostaniesz tutaj i będziesz miał oko na tych obiboków. Niech zajmą się czymś konkretnym. Teraz idź do Garetta i powtórz mu nasz plan. Powiedz mu że jutro rano ruszamy.
- Dobrze Kapitanie.
Francis odwrócił się i ruszył w stronę chaty człowieka zajmującego się zaopatrzeniem, który nieświadomy zdania jakie na niego padło, spał jeszcze mocno, pijackim snem wczorajszej zabawy.

9

Vatras nigdy wcześniej nie spotkał Thorusa, ale już pierwszy rzut oka na niego powiedział mu że znaleźli człowieka za którym tutaj ruszyli. Wysoki i potężny z inteligentnym wyrazem twarzy, z ogromnym mieczem i kuszą na plecach. Wojownik jak z obrazka. Jednak najbardziej rzucającą się w twarz rzeczą była karnacja Thorusa. Podobnie jak Saturas i Vatras musiał pochodzić z Wysp Południowych.
- Witaj Thorusie – Odezwał się Szkodnik, poznając Thorusa natychmiast.
- Morgrag, miałem polecenie cię zabić w Starym Obozie. Masz szczęście że żyjesz. A wy - spojrzał na Magów Wody – Zapewne jesteście Kapłanami Adanosa? Domyślałem się po waszych szatach, no i w końcu musieliśmy się spotkać. Przez wiele lat puszczałem tego psubrata do zamku, tylko dlatego że machał mi przed nosem waszą pieczęcią.
Nowy przywódca Bandytów podszedł do Magów i przywitał się z nimi.
Vatrasa zaskoczyła lekkość nawiązanego w ten sposób stosunku z Thorusem. Nie dało się ukryć, był sympatycznym człowiekiem. Może jednak jakiś układ będzie możliwy?
- Witaj. Ruszyliśmy za tobą w obawie że coś ci się może stać. Jesteśmy w Świątyni Adanosa, pełno tutaj pułapek. W jednej zginął twój człowiek.
- Kto?
- Jeden ze Strażników. Usłyszał rozmowę i ruszył w kierunku z którego się pojawiłeś. Skończył w wilczym dole.
Thorus zdawał się nie przejmować zdarzeniem, już od dawna zrozumiał że zginąć można nawet w najgłupszy sposób. Chociażby potykając się o powietrze i roztrzaskując głowę o akurat przypadkowy kamień.
- To nie wasza wina. Powinien wiedzieć że Komnaty Adanosa...
- Skąd wiesz o Komnatach? Z kim tam rozmawiałeś? – Riordian wskazał na pomieszczenie z którego wyszedł Thorus.
- Rozmawiałem? Nie rozmawiałem z nikim. To wiatr. Wszedłem do Świątyni chcąc się rozejrzeć w środku. Coś mnie jakby zahipnotyzowało. Dopiero w tym miejscu gdzie stoimy zorientowałem się gdzie jestem. Nijak wracać, więc poszedłem dalej. Nic tam nie ma. Pełno zaschniętej krwi i zamknięte wrota.
W ciemności Vatras nie mógł widzieć błysku w oczach Thorusa. Ten kłamał jak z nut, ale był on wytrawnym kłamcą. Wiedział co chcą usłyszeć Magowie. Zasada była zawsze podobna, rozciągnąć jeden fakt to rozmiarów przemowy. Wtedy wszystkie kłamstwa jakie się wymyśliło brzmiały prawdziwie.
- A o Komnatach wiem od Kruka. Wiedział czego się tutaj spodziewać.
- Mówisz że kolejne pomieszczenie jest zamknięte?
- Tak – odparł szczerze Thorus. Nie mógł wiedzieć że Rademes wpuścił go do komnaty w której z nim rozmawiał. Chcą bowiem otworzyć jedną bramę, trzeba było zamknąć drugą. A oprawca Kruka nie spodziewał się nikogo, za kim miałby się zabezpieczać.
- Dziwne, ale nie czas na to. Wychodzimy,
- O tak – zgodził się Thorus, wyraźnie ucieszony tą propozycją. – wychodzimy. Wydaje mi się że te ściany są coraz bliżej siebie.
Wszyscy ruszyli z powrotem, tę samą drogą co się tutaj dostali. Kiedy wydostali się z Świątyni Thorus odetchnął z ulgą.
- Dobrze, jesteście Magami, czego chcecie od nas?
- To miejsce to Świątynia Adanosa. My jesteśmy Magami Wody. Wróciliśmy do tego co nasze.
- Wasze?! Te ruiny stały puste przez setki lat! Jak możecie się teraz o nie upominać?
- Te „ruiny” za przeproszeniem, jak je nazwałeś, były więzieniem dla Zła które zniszczyło całą tą Dolinę. Niegdyś było tutaj potężne miasto.
Jarkendar – pomyślał Thorus
- Zwane Jarkendar. Zostało zniszczone przez Adanosa.
- Rozumiem, chcecie wrócić i co dalej? Co z nami? Każecie się nam wynosić?
- Prowadzimy oficjalne badania. Lord Hagen, przywódca oddziałów z Khorins wie o naszej obecności tutaj.
- Grozicie mi?
- Daj mi skończyć – podjął dalej Vatras, nie lubił jak ktoś mu przerywał w pół słowa – Chcemy odnowić Świątynię. W zamian za pomoc w tym przedsięwzięciu, w naszej mocy jest uzyskanie ułaskawienia dla każdego kto się przysłuży sprawie. Zaczniemy od ułaskawienia ciebie Thorusie
- Kontynuujcie – Propozycja Magów najwidoczniej zainteresowała szefa Bandytów.
- Do czasu kiedy tutaj będziemy nie musicie martwić się o Paladynów. Jednak jeżeli Lord Hagen nie będzie otrzymywał regularnych meldunków, wyślę tutaj swoich ludzi.
- Rozumiem – Thorus splótł ręce za plecami i zaczął maszerować wzdłuż sali.
- Chcecie się tutaj przenieść w zamian oferując nam bezpieczeństwo i akty łaski dla każdego kto wam pomorze – Przypominając sobie słowa ducha, nie próbował się z nimi sprzeczać – Zgadzam się, ale mam swoje warunki.
- Jakie?
- Nie rościcie sobie żadnych praw do kopalni złota. Sami dbacie o swoje bezpieczeństwo i pamiętacie że to ja teraz tutaj rządzę.
Na twarzy Vatrasa zagościł szczery uśmiech. W najlepszych scenariuszach nie przewidywał że wszystko pójdzie tak gładko.
- Zgadzamy się
- A więc postanowione. Ilu was jest?
- Pięciu – Odrzekł Riordian, który najwyraźniej był w niemniejszym szoku co Vatras.
- Dobrze. Jeżeli to wszystko pozwolicie że już wyjdę z tych murów, nie cierpię zamkniętych powmieszczeń.
- My udamy się do siebie i przygotujemy się do przeprowadzki.
Riordian odwrócił się do Morgraga – A ty pójdziesz z nami. Saturas będzie miał kilka pytań.
- Skoro nalegacie, chodźmy.
Wszyscy opuścili Świątynię. Thorus udał się do siebie, zaś Magowie, podobnie jak kilka godzin wcześniej znikneli w błękitnej poświacie wchodząc w kamienny krąg. Wraz z nimi zniknął też Morgrag, któremu nie uśmiechała się konieczność podróżowania w ten sposób.

10

Reszta dnia zeszła Gregowi i Garettowi na omawianiu strategii jaką zastosują podczas rozmowy z Bandytami. Kapitan nie chciał iść do obozu wroga tylko we dwóch z Garettem, dlatego też postanowiono że w pewnej odległości za nimi pójdą jeszcze Morgan i Bones.
Morgan był jednym z pierwszych którzy przyłączyli się do Grega. Straszny był z niego sukinsyn i leń, ale jak było trzeba dzielnie wywijał żelazem, a i rozkazów wtedy nawet nie komentował. Słowem, wiedział na co może sobie pozwolić. Bones za to dołączył niedawno. Z tego co twierdził był Najemnikiem ze wschodu, jednak utknął na Khorins. Reszta Najemników została tam, pilnując jakiegoś gospodarstwa. Jemu jednak nie uśmiechało się ganianie za chłopami, dlatego też zabrał się z Piratami do Doliny, jeszcze przed upadkiem Bariery. Greg cenił takich ludzi, Bones mało mówił, trzymał się z tyłu i słuchał rozkazów. Przynajmniej była pewność że jak każe mu się rzucić na tuzin Bandytów zrobi to bez szemrania.
Kolejny dzień nie różnił się od poprzedniego. W powietrzu jednak coś wisiało i nie było to nic dobrego. Greg zawsze ufał swoim przeczuciom, dzięki nim wychodził z niejednej opresji z życiem. Jednak wiedział że jeżeli teraz nie dogadają się z Bandytami, nie będą mogli mieć kolejnej takiej okazji. A atak na ich obóz był tylko kwestią czasu.
Pora była wczesna, jednak część obozu już nie spała. Greg zszedł na plażę i spojrzał w morską niezmierzoną dal, której kiedyś poprzysiągł wierność. Był człowiekiem oddanym sprawie, człowiekiem czynu. Nie potrafiłby usiąść na stałe na tej plaży i chociaż Piraci mieszkali na niej już wiele lat, takiej sytuacji jeszcze nigdy nie było.
- Garett melduje że wszystko gotowe Kapitanie. Bones i Morgan też już są gotowi, tak jak ustaliliście, będą się trzymali dwieście kroków za wami. – Francis też się denerwował, znał Grega od lat i wiedział gdy jego szef się czym niepokoił. A Greg z reguły nie niepokoił się błahostkami.
- Dobrze – Powiedział przeciągle Kapitan, ze swoim specyficznym akcentem – Powiedz im że ruszamy.
- Dobrze, uważaj na siebie Greg
Kapitan odwrócił się i spojrzał Francisowi w oczy. Ufał temu człowiekowi jak nikomu innemu.
- Dbaj o nich Francis, gdyby tym psubratom zachciało się atakować, może być gorącą. Mam złe przeczucia.
- Może powinieneś wziąć więcej ludzi, lub chociażby wysłać straż przednią?
- Hmmm... Myślałem o tym. Jednak straż przednia mogłaby być zinterpretowana jako szpiedzy, a i ludzi więcej nie chcę brać, ponieważ w razie czego dwóch nikt nie zauważy. To najlepsze co możemy zrobić Francis, niewystarczające, ale najlepsze.
Francis jeszcze raz spojrzał na kapitana, odwrócił się i poszedł przekazać rozkazy reszcie. Nie podobało mu się to wszystko.
Gregowi też nie.

11

Kiedy Vatras i Riordian wrócili do obozu Magów i opowiedzieli o wszystkim co zaszło, reszta Magów Wody odetchnęła z ulgą. Szczególnie ucieszył wszystkich fakt, że Świątynia jest cała i niezniszona, zapewne Kruk musiał się zająć jej uprzątnięciem, zaraz po swoim przybyciu. Potem przyszła kolej na Morgraga, którego widok zdziwił wszystkich Magów bez wyjątku. Nawet Saturas cieszył się, że Adanos zesłał im znajomą duszę.
Reszta dnia upłynęła na pakowaniu wszystkich sprzętów, tak że już rano wszyscy byli gotowi do przeprowadzki. Saturas w między czasie dokładnie wypytał o wszystko Morgraga, nie dowiedział się jednak wiele, ponieważ Morgrag przez cały czas przebywał gdzieś na bagnach. Saturas jednak dowiedział się kilku ciekawych rzeczy, między innymi zainteresował go fakt że kopalnie złota, o których mówił Riordian są stylizowane na jakąś budowlę i bezpośrednio łączą się z Kotliną. Jeszcze przed zaśnięciem Saturas przyjął Morgraga do Wodnego Kręgu i wszystko mu wyjaśnił. Magowie Wody zawsze lubili otaczać się zaufanymi osobami.
Wczesna noc, która zapanowała nad światem, przykryła wszystko ciemnością. Nie była to jednak zwykła ciemność, coś się miało wkrótce wydarzyć.

12

Greg wraz z Garettem zbliżali się do ruin w których byli Magowie. Piraci wiedzieli o ich obecności, jednak do czasu aż ci nie mieszali się do spraw Piratów, Greg nie przejmował się nimi. Stanął w przejściu, zaraz przed ruinami. Nigdy za bardzo nie interesował się pochodzeniem tego rumowiska, cała Dolina była pełna podobnych budynków. Czymkolwiek niegdyś były, teraz już ich nie ma i Greg nie mógł zrozumieć dlaczego ktoś chciałby chcieć się czegoś o nich dowiedzieć. Zresztą zawsze uważał że Magowie są dziwni... Czekali jeszcze przez chwilę aż dogonili ich Morgan i Bones.
- Czy mi się wydaje, czy coś się tam dzieje, co?
- Nie wiem Kapitanie – Powiedział Bones – Ale może powinniśmy to sprawdzić? Droga na Bagna wiedzie przez te ruiny, obchodząc je, stracimy trochę czasu.
- Nie wydaje mi się żeby ci Magowie stanowili jakieś zagrodzenie. Po prostu tam pójdziemy i... Co to było?
Bez obaw wszyscy podeszli na skraj ruin i zobaczyli że Magowie wchodzą w dziwne kamienne kręgi, przy czym znikali otoczeni niebieską aurą. Wszyscy po kolei, ostatni z nich nieśli kufry i po chwili też znikneli. W ruinach nikt nie został, oprócz Piratów niemogących uwierzyć w to, co właśnie zobaczyli
- YYY – zaciął się Greg – Tutaj przed chwilą byli Magowie
- Mhmmm...
- Teraz nie ma tu Magów?
- Mhmmm...
- Ktoś potrafi to wytłumaczyć?
- Zdaje się że znikneli...
Gdyby Greg nie znał Morgana tyle lat, ten dostał by porządnie w łeb.
- Idziemy tam? Może jednak obejdziemy te ruiny?
- Nie, po prostu będziemy się trzymali z dala od tych kamiennych kręgów. Gdziekolwiek prowadzą, wolę dojść tam na piechotę.
Wszyscy ruszyli okrężną drogą, każdy starał się iść jak najdalej od kamiennych kręgów. Dopiero gdy znaleźli się na schodach, przed drogą prowadzącą na Bagna, odprężyli się na tyle. Jednak najgorsze miało dopiero nadejść.
- Dobrze, Morgan i Bones, zgodnie z planem idziecie za nami po bagnach. Uważajcie, w razie czego spotkamy się tutaj.
- Miejmy nadzieję że Bandyci nas przepuszczą
Greg kiwnął głową w potwierdzeniu. Jednak przeczucie które rano go naszło nie dawało mu spokoju.

13

Rano wszyscy Bandyci zebrali się na placu i wysłuchali wszystkiego, co wczorajszego dnia uzgodnili z Thorusem Magowie Wody. Trzeba było przyznać, że większość tutejszych ludzi znalazła się w Dolinie tylko ze względu na złoto. Jednak możliwość uzyskania ułaskawienia od Magów Wody, sprawiła że nikt nie protestował przeciwko ich obecności tutaj. Każdy z osobna miał nadzieję że kiedyś znów będzie wolnym człowiekiem i będzie mógł normalnie żyć. Kiedy istniała Bariera, można było za nią trafić za byle kradzież, czy przewinienie. Ci, którzy nie mieli pieniędzy na łapówki, lub nie mieli nikogo kto takową mógłby dać komu trzeba, trafiali do kopalń. Nieważne za co by tam nie trafili, reszta społeczeństwa nigdy by ich nie przyjęła na powrót w obawie o swoje życie. I słusznie. Byli Bandytami, Bandytami którzy blokowali drogi, napadali, mordowali i palili farmy. Byli Bandytami i żaden nie był lepszy od drugiego.
Gdy Thorus skończył mówić wszyscy zaczęli się rozchodzić. Od czasu śmierci Kruka nie było już obowiązkowych wart. Jedyne czego musieli się obawiać to Piratów, ale ci nigdy ich nie atakowali, więc wątpliwe było by nagle na nich ruszyli.
Thorus siedział w swojej chacie. Nagle usłyszał znajomy dźwięk. Wyszedł na zewnącz i jego oczom ukazali się kolejni Magowie Wody, wraz z rzeczami. Gdy cała piątka pojawiła się na dziedzińcu, przed schodami do Świątyni Adanosa, Thorus podszedł do nich.
- Witajcie, spodziewałem się was. Będziecie mogli mieszkać tutaj – wskazał na dawne klatki niewolników, które były obite treskami i wyglądały jak prowizoryczne szopy – bądź tam – teraz wskazał na Świątynię.
- Dziękujemy, postanowiliśmy że zamieszkamy w Świątyni. Nie będziemy wchodzić w drogę kopaczom i będziemy mogli w pełni skupić się na pracy. – Wyrecytował Saturas.
- Dobrze, gdybyście czegoś potrzebowali dajcie znać. Zaraz przyjdzie kilku ludzi i pomorze wam zanieść te wszystkie graty do środka.
- Dobrze dziękuję Thorusie.
Wszystkim Magów niezwykle cieszyła taka gościnność ze strony Bandytów. Może faktycznie uda się z nimi dogadać? Jedno było pewne, jeżeli nie był to żaden podstęp, czuwał nad nimi wszystkimi Adanos.
Po chwili przeszedł jeden człowiek, Nefarius myślał, że to ten od ich rzeczy.
- Pomóż mi wziąć tę skrzynię, wniesiemy ją do śro...
- Co? Czy ja wyglądam na tragarza? Gdzie jest Thorus? – Bandyta rzeczywiście nie wyglądał na tragarza, co zmartwiło Nefariusa, że ten będzie musiał sam męczyć się z tym przeklętym stołem runicznym.
- Tutaj jestem, czego chcesz?
- Strażnicy na bagnach mówią, że są tam Piraci. Sam ich kapitan i jeszcze jeden. Nie wiem, co planują, ale na mój nos chcą gadać.
- Ciekawe, akurat teraz... Dobrze, wprowadźcie ich
Thorus był wyraźnie zaskoczony tą wizytą. Nie myślał jeszcze o Piratach. Ale skoro nie chowają oni urazy do Bandytów, może uda im się wznowić z nimi handel? Dzięki temu można by wydać trochę złota. Niektórzy, bowiem mają go już tyle, że w obozie zaczyna dochodzić do awantur. Jeszcze chwila, a zaczęliby się zabijać za złoto.
- To my w takim razie zaczniemy przenosić nasze rzeczy – Powiedział Vatras i udał się do reszty Magów.
Po chwili na schodach pojawili się dwaj Piraci. Jednego z nich Thorus znał z raportów. Wysoki z opaską na oku, to musiał być ich kapitan. O drugim nigdy nie słyszał.
- Witaj, doniesiono nam, że Kruk nie żyje – rozpoczął Greg zatrzymując się przed Thorusem, zmierzył go wzrokiem, zdającym się budzić podziw dla takiej postury – W związku z tym chcielibyśmy na nowo zaproponować wam nasze usługi tranzytowe.
- Witaj, nie spodziewałem się was. Ale skoro jesteście, chętnie posłucham, co macie do zaoferowania. Chodźcie dalej, nie będziemy rozmawiać na schodach.
Greg i Garett ruszyli za Thorusem. Poszło łatwiej niż im się wydawało, ale Gregowi zdawała się ze poszło za łatwo. Jednak w tym momęcie zobaczyli Magów Wody z ich rzeczami. Wymienili się razem porozumiewawczymi spojrzeniami. Więc to tutaj udali się Magowie? W takim razie niepotrzebne obawiają się przywódcy Bandytów, który albo chce się ze wszystkimi dogadać, co dziwiło Grega, bądź była to jedna wielka pułapka. Już widział zbrojnych wylewających się z tych szop...
- Dobrze, a teraz mówcie, co chcecie nam zaoferować.
- Więc tak, proponujemy transport towarów. Nie posiadamy statku, więc będzie to trwało dłużej niż kiedyś. Jednak znaleźliśmy nową drogę do Khorins.
- Jakie są wasze warunki?
- Dwadzieścia od sta. Tak jak dawniej, z tym że nie zabieramy żadnych ludzi.
- Hmmm... No dobrze. Wasze warunki mi odpowiadają... Powiedzmy.
- Cieszę się, jest ze mną Garett odpowiada za zaopatrzenie w naszym obozie. Możecie uzgodnić szczegóły. Ja w między czasie muszę z kimś porozmawiać.
Greg udał się w stronę Magów Wody, chcąc wypytać się dokładnie o portal, przez który się tutaj ostatnio dostał. O ile dobrze mu się wydawało, powinien on prowadzić w drugą stronę.
W między czasie Garett zaczął rozmawiać z Thorusem o zaopatrzeniu.
- Dobrze, a więc wszystko ustalone. Mam jednak dla ciebie dodatkową prepozycję. Może chcesz zarobić trochę złota na boku?
- Trochę to znaczy ile? – Odparł Garett, nieco zdziwiony propozycją.
- Powiedzmy tysiąc sztuk złota.
Thorus nie lubił się przepracowywać, wiele czasu wysługiwał się innymi, więc czemu miałby teraz postępować inaczej?
- Brzmi nieźle, co miałbym zrobić?
- Masz mi znaleźć Kamień Wiedzy, jest gdzieś w morzu na zachodzie. W miejscu gdzie macie obóz.
- Jeżeli mówisz o czymś z statku transportowego, który się niedawno rozbił na skałach i został wyrzucony na naszą plażę to się dobrze składa. Jeden z naszych – Bill, postanowił wyłowić kilka cennych drobiazgów. Co było coś warte, to mi sprzedał, resztę pewnie ciągle ma. Wydaje mi się że miał coś, co przypominało przedmiot który opisałeś. Nie kupiłem go, bo wydawał się bezwartościowy.
- Przynieś mi go jeszcze dzisiaj, a dostaniesz pieniądze. – Tak dobrego obrotu spraw Thorus nie śmiał sobie nawet wyobrazić. Jeżeli ten kupczyk mówił prawdę Gwiazda Północy była już prawie jego.
- Nie wiem czy mi go odda. Jeden z waszych zabił jego przyjaciół. Bill nie jest przyjaźnie nastawiony do Bandytów.
- Ale za tysiąc złotych monet chyba możesz coś wymyślić, prawda? – Thorus zaczynał się już denerwować. Ten głupiec był w zasięgu Kamienia...
- No może coś wymyśle...
- Dwa tysiące i chcę go tutaj widzieć jeszcze dzisiaj.
Garett uśmiechnął się, tylko na to czekał
- Nasz klient, nasz pan!
Więc zawsze chodzi tylko o to? – Pomyślał – Niesamowite, ale złota było wiele, mógłby nawet zapłacić po dziesięciokroć tyle, gdyby tylko musiał.

14

Po powrocie do obozu Greg opowiedział o wszystkim Francisowi. Sam nie mógł uwierzyć że wszystko poszło tak gładko. Może faktycznie znowu ułożą się z Bandytami?
W czasie gdy Greg i Francis omawiali szczegóły wymiany, Garett podszedł do Billa, siedzącego przy ognisku.
- Cześć Bill, co tam?
Pirat odwrócił się w jego stronę. Rzadko się zdarzało żeby Garett się nim interesował, ciągle był nowy w obozie.
- A nic nowego, nie mam nic do roboty. Palisada jest prawie skończona, więc sobie siedzę i się obijam jak na porządnego Pirata przystało.
Co jak co, ale humoru mu nie brakowało – Pomyślał Garett. Chociaż Bill był jeszcze młody i nie widział co czasami muszą robić Piraci...
- Masz może jeszcze te śmieci, które chciałeś mi sprzedać ostatnio?
- Te z morza?
- Tak
- Mam, a co, chcesz je kupić? Ostatnio nawet na ni nie spojrzałeś... – Zdziwienie wystąpiło na twarzy Billa, nadając mu komiczny wyraz, rzadko zdawał się czymś przejmować.
Garett spojrzał w prawo i próbował coś wymyślić na poczekaniu. Było człowiekiem który nigdy nie planował na przyszłość, zawsze coś bowiem musiało mu pokrzyżować plany.
- Był tam chyba okrągły, wyprofilowany kamień. Potrzeba mi czegoś takiego...
- A na cóż komu kamień, mało ich leży na plaży? – Zdziwienie się spotęgowało, gdyby nie to że Garett intensywnie myślał przewróciłby się ze śmiechu na widok twarzy Billa. Ale robienie dwóch rzeczy naraz było dla Pirata za trudne.
Garett coraz bardziej się denerwował, nie wiedząc co powiedzieć. Nagle przyszło mu do głowy najgłupsze kłamstwo jakie mogło powstać.
- Ma wielkość kuli armatniej, kto wie ile się nam tego przyda...
Największa głupota jaką kiedykolwiek słyszał. Ale widocznie podziałała, bo Bill zaczął przetrząsać swoje rzeczy.
- O tutaj jest! Ile mi za nią dasz?
- Hmmm... Nie jest wiele warta, ale sto sztuk złota to i tak za dużo. – Sto sztuk złota za taki śmieć, to był najgorszy interes w życiu Garetta.
Bill spojrzał na Kamień Wiedzy i podał go Piratowi,
- Myślałem że go zachowam, ale za sto złotych monet znalazłbym ci tuzin takich kamieni.
Garett odetchnął i włożył Kamień do kiszeniu. Dał Billowi mieszek z setką złotych monet i odwracając się, odszedł z powrotem do Grega by ustalić z nim i Francisem szczegóły wymiany.

15

Magom nie potrzeba było wiele czasu na urządzenie się w nowym miejscu. Sam fakt że mieli teraz o wiele więcej miejsca cieszył wszystkich bez wyjątku. Postanowiono że wszystkie sprzęty i niezbędne rzeczy będą w dawnej siedzibie Kruka. Zaś za część mieszkalną służył przedsionek korytarza, prowadzącego do Świątyni.
Kiedy wszystko było już gotowe, Saturas postanowił spotkać się z Thorusem. Zaciekawił go jeden fakt, a mianowicie to że byli rodakami. Już przez wiele lat nikt nie donosił Saturasowi co się stało na Wyspach Południowych, miał więc nadzieję że Thorus wie coś więcej.
Znalazł go jak zwykle w swojej chacie. Stał nad jakąś księgą którą czytał. Mimo postury wojownika Thorus nie był głupcem. Wiedział co powiedzieć w danej sytuacji.
- Chciałbym z tobą porozmawiać. – Powiedział Mag z progu.
- O czym – Odpowiedział Thorus z nad manuskryptu.
- Pochodzisz z Wyspo Południowych, prawda?
Thorus podniósł głowę i dokładnie przyjrzał się Saturasowi. Kiwną głową co miało znaczyć że ten ma słuszność.
- Ano z Wysp Południowych...
- Co się teraz tam dzieje? Wiesz może coś?
- Niewiele, usiądź Magu. Przez wiele lat nie spotkałem nikogo z naszej ojczyzny, mogę ci tylko powiedzieć jak ona wyglądała kiedy... Kiedy mnie zamknęli.
Saturas poszukał jakiegoś miejsca. Przy stole były dwa taborety, między nimi stół z dzbanem wina. Idealne miejsce na dłuższą rozmowę.
- Ludzie zostają zsyłani za różnie grzechy. Kiedy Myrthana po raz pierwszy zajrzała orkom w oczy i dostrzegła w nich wielką siłę, potrzebowała funduszy. W interesie wszystkich ościennych państw było dorzucenie się do tej kampanii, bowiem orkowie zagrażali wszystkim bez wyjątku. Jednak Wyspy Południowe były w miarę bezpieczne. Posiadały własne wojsko, dzięki któremu nie był nam straszny potencjalny atak orków. Ale prócz floty Wyspy były bogatym krajem, w którym handel był rozpowszechniony na taką skalę, na jaką skalę Myrthana czerpie dochody z rolnictwa. Skarbiec pękał w szwach. A mimo to Namiestnik Wysp nie wyłożył ani grosza na wojnę z orkami. Więc Myrthana dogadała się z mniejszymi księstwami i Wyspy Południowe zostały podbite.
Thorus podszedł do stołu, nalał sobie wina i wypił duszkiem. Usiadł obok Saturasa i zwiesił bezwładnie głowę.
- Przegraliśmy
- Kim byłeś niegdyś Thorusie?
- Generałem Floty Morskiej.

16

Najwyższy Namiestnik Orion panował Wyspami od wielu lat. Jego rządy przyczyniły się do tego, że Wyspy Południowe były największą potęgą handlową świata. Doskonale wyposażona i wyszkolona armia strzegła granic przed wrogimi atakami. I chociaż nikt nie miał oficjalnego zatargu z Wyspami, to każdy tylko czyhał, aby położyć ręce na jego skarbcu. Czas ten był prawdziwym rajem dla wojska, które nie musiało się niczym przejmować. Jedynie wywiad pracował pełną parą i była to jedyna aktywna sekcja w wojsku. Reszcie czas spędzał na szkoleniu i w utrzymywaniu porządku w kraju. Służba trwała trzy lata. Wstąpiłem do armii jako zwykły rekrut, jednak miałem wpływową rodzinę. Pierwsza poważniejsza potyczka z Myrthaną, na pasie granicznym i nasza wygrana, sprawiły że awansowałem na Porucznika Sił Morskich. Konflikt z Myrthaną i Rhobarem zaostrzał się coraz bardziej. Nikt jednak nie wypowiedział oficjalnej wojny. Prowadziliśmy tylko pojedyncze potyczki między dwiema naszymi flotami. Były one doskonałą okazją do pokazania swoich umiejętności. Po tym jak naszej flocie udało się zatopić flagową jednostkę i zdobyć z jej pokładu plany serii ataków zaczepnych, po których któraś ze stron musiałaby oficjalnie wypowiedzieć wojnę, zostałem odznaczony przez samego Najwyższego Namiestnika. Dzięki tym planom, wywiad mógł uniemożliwić Myrthanie jakiekolwiek działanie. Nikomu bowiem wojna nie była potrzebna. Wiązałaby się ona z koniecznością zamknięcia szlaków handlowych, a to nie leżało w niczyim interesie. Jako Major odczekałem do końca mojej przymusowej służby w wojsku. I chociaż na Wyspach czekałoby mnie bogate życie, bowiem mój ojciec posiadał faktorię i wielki majątek, wolałem zostać na morzu. Wtedy właśnie Myrthana wystosowała prośbę o pomoc finansową. Namiestnik odmówił, co było niepisanym aktem otwartej wojny. Rhobar tylko na to czekał, już dawno zebrał armię której siła pozwoliła przełamać nasze odziały. Stolica szybko została opanowana. A zrządzenie losu sprawiło że właśnie byłem tam, razem z innymi przywódcami wojsk, oraz Orionem. Razem omawialiśmy strategię wojny z Myrthaną, wkroczenie wojsk do stolicy było niemałym szokiem dla wszystkich. Teraz wiem, że jeden z generałów Wysp był zdrajcą i regularnie przekazywał Rhobarowi konspekty z narad królestwa. Broniliśmy się przez dwa dni. W końcu zdobyli pałac i wzięto nas do niewoli. Zaraz przed tym Najwyższy Namiestnik mianował mnie Generałem, co w mojej jednostce oznaczało że miałem kontrolę nad całą flotą Wysp Południowych. Nasz władca nakazał wszystkim, by nigdy się nie poddali, bowiem jak długą będziemy żyli, będzie żyła niezależność Wysp Południowych. Był stary, sam nie wiedział co mówi. Po uwięzieniu nas, zrzekł się tronu po dwóch dniach tortur. Nas zesłano do Koloni Karnej Khorins. Zaś złoto ze skarbca Wysp Południowych wystarczyło na prowadzenie kampanii przez te wszystkie lata. Ale teraz widocznie się kończy i bardzo dobrze! Niech piekło pochłonie Myrthanę z Rhobarem na czele. Zniszczyli naszą ojczyznę, zmuszając nas do ucieczki.

17

Thorus pociągnął nowy łyk wina. Był wściekły, był ściekły na siebie i na wszystko dookoła.
- Teraz wiesz dlaczego nasze obozy nienawidziły się wzajemnie. W waszych szeregach był Generał Lee, ten nie wstydził się swojej przeszłości. Nie raz marzyłem by zobaczyć jego flaki na końcu Serca Północy!
- Serce Północy? - Zdziwił się Saturas, nigdy nie słyszał tej nazwy.
- Był to miecz naszego władcy. Magiczny miecz, który odebrano nam w tamtym dniu. Ten kto nim władał był według podań niepokonany. Mimo to wpadł w ręce Rhobara i słuch po nim zaginął. Serce Północy jest reliktem naszego kraju, mieczem, pod właścicielem którego znowu zjednoczą się ludy Północy!
Saturas wstał, podszedł do Thorusa i położył mu rękę na ramieniu.
- Gdybym mógł walczyłbym u waszego boku. Poruszyłbym niebo i ziemie aby wam pomóc.
- Ale nam nie pomogłeś. Nie ma już Królestwa Północy. Nie można rozpamiętywać przeszłości, trzeba się skupić na tym co będzie. – Powiedział Thorus, nie miał żalu do Saturasa, ale nie opowiadał swojej historii nikomu od bardzo wielu lat.
- Niech cię Adanos błogosławi mój synu.
Saturas wyszedł z chaty Thorusa i udał się do siebie, musiał sobie to wszystko poukładać. Wszystko czego się dowiedział, ciążyło mu w głowie zbyt wielkim ciężarem.

18

Jeszcze tego samego dnia Thorus stał się właścicielem Kamienia Wiedzy. Zapłacił Garettowi obiecaną sumę. Kiedy ten się oddalił, obejrzał dokładnie Kamień. Nie był on niczym szczególnym, wyprofilowanym na pewien kształt, zwykły kawałek skały. Jednak jeżeli duchowi tak bardzo na nim zależało, musiał być czymś więcej. Był kluczem, ale kluczem do czego? Do miejsca gdzie było Serce Północy! Tylko to się liczyło. Jeżeli Khorins spłynie krwią, to nie będzie to krew niewinnych, na pewno nie. Wszyscy oni są winni zagłady jego ludu. Wszyscy bez wyjątku.
Wieczór na dobre zagościł już w obozie. Niżej paliły się ogniska, w kopalniach nie było już kopaczy. Thorus wyciągnął ze skrzyni pochodnię i wyszedł ze swojej chaty. Kierując się w stronę Świątyni Adanosa wspiął się na stopnie budynku.
- O co chodzi Thorusie? – Naprzeciw wejścia stał Saturas, czytając jakieś notatki. Wyraźnie zaskoczyła go nieoficjalna wizyta przywódcy obozu.
- Każ proszę wszystkim Magom opuścić Świątynię. Muszę coś sprawdzić.
- Nie rozumiem, jak to opuścić? Co chcesz sprawdzić?
- Po prostu wszyscy mają stamtąd wyjść.
- Nadal nie rozumiem. – Faktycznie, Saturas miał wyraz twarzy świadczący o zdziwieniu taką sytuacją.
- Kiedy tutaj przybyliście powiedziałem jasno, że ja jestem przywódcą tego miejsca. Każ swoim ludziom opuścić Komnaty Adanosa!
Saturas bez słowa oddalił się i powiedział coś cicho Cronosowi, ten udał się w głąb Świątyni i w chwilę potem wszyscy Magowie zebrali się przy wyjściu do Świątyni.
Saturas podszedł do Magów i powiedział
- Na dzisiaj koniec.
Spojrzał porozumiewawczo na Thorusa, który odwzajemnił spojrzenie. Magowie udali się do pracowni, gdzie jeszcze zapewne pobędą nieco czasu. Gdy się oddalili, Thorus zwrócił się do Saturasa i Vatrasa, który z nim został.
- Dziękuję, wybaczcie, nie chciałem podnosić głosu, wybacz Magu.
Nie czekając na odpowiedź, Thorus minął dwóch Magów by zniknąć im zaraz z pola widzenia za zakrętem, prowadzącym w głąb Komnat Adanosa.

18

Saturas stał w milczeniu jeszcze przez chwilę, za nim dodało do niego co się właśnie stało. Zostali wypędzeni ze Świątyni!
- Co się dzieje Saturasie? Jeszcze mogliśmy tam zostać. – Zapytał wyraźnie zdziwiony Vatras.
- Thorus kazał mi po was posłać, chciał by wszyscy opuścili Komnaty.
RPG
AddoN jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 12-04-06, 03:06   #2
AddoN
Tunak Pierwszy
 
AddoN awatar
 
Zarejestrowany: czerwiec 2005
Posty: 1 116
Domyślnie

- Kazał?
- Widocznie bardzo mu zależałoby pójść tam samemu. Nie wiem co się z nim stało. Rozumiesz coś z tego?
Vatras spojrzał uważnie w miejsce, w którym przed chwilą zniknął Thorus. Coś się tutaj działo i nie było to nic dobrego.
- Obawiam się że tak. Pamiętasz jak opowiadałem ci, gdy po raz pierwszy spotkaliśmy Thorusa w Komnatach Adanosa?
- Tak, mówiłeś wtedy że poszedł tam, ale nic nie znalazł. – Skąd Saturas miał wrażenie że Vatras do czegoś zmierza?
- Niezupełnie. Gdy tam byliśmy wydawało się nam że z kimś rozmawia. Potem się zapierał, uwierzyłem mu na słowo. Teraz wiem że kłamał, ktoś z nim tam był.
- Skąd wiesz że kłamał?
- Zapytałem go o ostatnią Komnatę Adanosa. Powiedział że jest to pomieszczenie z dzwigniami i dwiema bramami. Więc logiczne się wydaje, że aby jedne były otwarte, drugie muszą być zamknięte. Człowiek którego wysłałem tutaj i który ruszył za Krukiem, nie zamkną za sobą Komnaty, nie miał ku temu powodów. To mnie zdziwiło, ale nie było czasu by głębiej to przemyśleć.
- Ale z kim mógł tam rozmawiać?
- Nie mam pojęcia, ktokolwiek to jednak był, nie chciałbyśmy o nim wiedzieli.
Tajemniczy człowiek w Świątyni Adanosa? Ktoś kto ominął Komnaty? Co się tutaj dzieje?
- Powinniśmy za nim pójść, wydaje mi się że znajdziemy odpowjedzi na nasze pytania. Coś dziwnego się z nim działo – Orzekł Saturas – zawsze zdawał się opanowany.
- Rozmawialiście dzisiaj, co ci mówił?
- Opowiadał o swojej przeszłości i naszej ojczyźnie – Wyspach Południowych. Mogłeś iść ze mną, jego opowieść była niesamowita. Jednego jestem pewien, że Thorus kochał Wyspy, dlatego wyprowadziło go to z równowagi, nie panuje nad sobą. Tak, jakby coś nim sterowało.
- O Adanosie, coś mi się wydaje że to nie koniec naszych problemów.
- Obyś nie miał racji Vatrasie, chodźmy za nim.
Vatras udał się do komnat aby wziąć niezbędny sprzęt. Komnaty Adanosa ciągle były śmiertelną pułapką, chociaż nie były już przynajmniej tajemnicą. Z zapisków jakie udało się znaleźć Nefariusowi, wynikało że Komnaty można było „wyłączyć”. Przełącznik jednak był bardzo dobrze ukryty i do czasu znalezienia go, ciągle musieli uważać na pułapki.
Saturas udał się do bramy prowadzącej do Świątyni Adanosa. Chwilę potem zjawił się Vatras z pochodniami. Obydwaj Magowie ruszyli w głąb pradawnych sal.
Droga nie zabrała wiele czasu, obydwaj przechodzili tędy wiele razy każdego dnia. Kiedy doszli do trzeciej Komnaty i przedostali się na drugą stronę zapadni, do czego ciągle lepiej było wykorzystywać pochodnie, wyraźnie usłyszeli rozmowę Thorusem z jakimś... Głosem. Głos ten był niesamowity, niczym echo, rozbijające się po górskich szczytach. Vatras i Saturas podeszli jak najbliżej, aby móc usłyszeć czego dotyczy rozmowa.
- ... A następnie włożysz tam Kamień Mądrości. Gdy to zrobisz sala z Sercem Północy stanie przed tobą otworem. Miecz będzie twój, a ja będę wolny.
- Co z Magami Wody? Powinienem powiedzieć im gdzie idę.
- Nic im nie mów. To ich nie dotyczy. Idź już.
Saturas nie wytrzymał, ciekawość wzięła w nim górę nad rozsądkiem i wkroczył do Komnaty, zaraz za nim wkroczył do niej Vatras.
Nikły blask łuczyw palących się na ścianach, oświetlał dwie postaci. Jedną z nich był Thorus, drugą był bez wątpienia duch. Nagle Saturas zrozumiał wszystko.
- Rademesie, myślałem że jesteś wolny. Widzę jednak że Zło ciągle czuwa.
- Mój duch był uwięziony przez całą wieczność. Otwarcie Świątyni nie było końcem mojej kary.
- A więc pozwól, byśmy to my ją skończyli.
- Magu Wody, nie można zniszczyć ducha. Tylko Strażnik Umarłych może mi rozkazywać. – Powiedziała zjawa, ucieleśniająca wszystkie nieszczęścia jakie padły na tę krainę. Stali przed wcieleniem zła, upadłym generałem wypaczonym przez Zło w najczystszej formie.
- Nie sądzę by Thorus posiadł taką moc, więc nie rozumiem o czym rozmawialiście.
Rademes podszedł do Magów, spojrzał na swoją dłoń, a następnie na nich.
- Jesteście Magami Wody. Kapłanami Adanosa, jednak ciągle nie posiadaliście wiedzy mego ludu. Istnieją słowa które mnie uwolnią. Spójrzcie – duch wskazał na ścianę z hieroglifami – Czytajcie!
Magowie podeszli do ściany, podnieśli pochodnię i zaczęli oglądać znaki. Wynikało z nich że cała wiedza była zapisana w Domu Uczonych. Nic nowego, spodziewali się tego.
- Tam znajdziecie mądrość mego ludu. Pozwólcie mi być wolnym.
- Twoja kara była długa Rademesie, dobrze, chociaż ciągle nie rozumie dlaczego zwróciłeś się z tym do Thorusa, a nie do nas.
- Wam jest pisane zmierzyć się z innym niebezpieczeństwem. Idźcie już, mój duch jest słaby.
Rademes zniknął, Magowie odwrócili się, ale spostrzegli że Thorus też zniknął.
- Idziemy stąd. – Vatras nie protestował. Cokolwiek się tutaj działo nie dotyczyło już tylko Magów Wody. Zło coś knuło, a Saturasowi się to wyraźnie nie podobało.
Magowie opuścili Komnatę i udali się w stronę obozu. Szli w milczeniu, dopiero na dworze odezwali się do siebie.
- Ufasz mu?
Saturas nie widział co odpowiedzieć. Rademes był istotą, na którą Adanos zesłał swój gniew. Zło które przyniósł do Doliny Jarkendaru wypaczyło go. Niemniej, uwięziona dusza, która przez setki lat pokutowała za swoje winy, może miała prawo do odkupienia?
- Nie wiem, mówił z sensem.
Z okna chaty Thorusa sączył się słaby blask.
- Myślę że chciał nam coś powiedzieć. Bawił się z nami.
- Powiedział że jeszcze nie posiadaliśmy wiedzy jego ludu.
- A szukać jej powinniśmy w Domu Uczonych, Bibliotece Budowniczych!
Niebo przeszyła pojedyncza błyskawica, rozlewając mleczny blask po zabudowaniach zaraz za nią huk rozrywający powietrze.
- Jutro musimy tam się udać. Myślę że Rademes nie powiedział nam wszystkiego. – A to co powiedział nie musiało być prawdą, tego jednak Saturas nie powiedział głośno.
- Nie lepiej po prostu powstrzymać Thorusa?
Niebo przeszyła kolejna błyskawica, chwilę potem następna, rozrywane grzmotami powietrze niosło za sobą demoniczny dźwięk.
- To już nie jest ten Thorus, lepiej go unikać, ambicja i ślepa wiara wzięła nad nim kontrolę.
Nad Jarkendarem zaczęła się burza.

19

O poranku następnego dnia, z nieba strumieniami lał się deszcz. Strugi deszczu nie oszczędzały niczego. Wszyscy siedzieli w chatach. Jedynie kilka pechowych Bandytów musiało pełnić wartę. Jednak nie tylko oni odważyli się wyjść na deszcz. Wczesnym rankiem obóz opuścił Thorus, okryty szarym płaszczem, z nikim nie rozmawiał. Po prostu odszedł.
Saturas i Vatras opowiedzieli o wczorajszym zajściu pozostałym Magom Wody. Po chwili dyskusji wszyscy uspokoili się widząc gest Saturasa.
- Zbierajcie się, musimy się dostać do Biblioteki Uczonych. Tam powinniśmy znaleźć odpowiedzi na nasze pytania. Zabierzcie niezbędne rzeczy, ale przede wszystkim zapas many, kto wie z czym przyjdzie się nam zmierzyć.
- Czego się spodziewasz?
- Kłopotów...
Wszyscy byli gotowi w przeciągu godziny. Magowie Wody, w niebieskich szatach z kapturami na głowach. Wszyscy czekali na Vatrasa i Saturasa, którzy nadeszli chwilę potem.
- Nie będziemy szli na pieszo, za daleko. Przeniesiemy się z powrotem do ruin, a stamtąd przeniesiemy się dalej do Kotliny. Stamtąd ruszymy pieszo.
Wszyscy wyszli na deszcz. Szybkim krokiem zeszli po schodach i jeden po drugim, zaczynali wchodzić w kamienny krąg. Najgorzej podróż w ten sposób znosił Vatras, który wolałby już po stokroć przejść ten dystans na pieszo, niż korzystać z teleportacji.
Kiedy wszyscy Magowie znaleźli się w ruinach, rozejrzeli się po miejscu w którym spędzili trochę czasu. Padający deszcz nadał temu miejscu nieziemski widok. Wszystkie kolumny i budynki skrzyły się, rozrywane kolejnymi kroplami. Chwilę później wszyscy byli już w Kotlinie.
- Idziemy tam – Wskazał ręką Saturas – uważajcie na brzytwiaki!
Nie było obawy, wszystkie bestie pochowały się do jaskiń, nie chcąc wychylać z nich nosów. O dziwo w Kotlinie też padało, mimo to ten teren pokrywały piaski i gołoborza. Cokolwiek sprawiało że nic tutaj nie rosło, nie było spowodowane przez naturę.
Po krótkim marszu Magowie zobaczyli cel wyprawy. Przez kurtynę deszczu ukazały się gładko ciosane kolumny, między którymi było wejście do Biblioteki Uczonych.

20

Saturas wszedł do środka i o mało by nie zginął. Zaatakowała ich nagle jakaś istota, półprzezroczystą formą przypominająca ducha, ale na pewno nie człowieka. Czym kolwiek to było. Atakowało Magów.
- Unieruchomcie to!
W demona trafiła pierwsza Bryła Lodu wystrzelona przez Cronosa. W chwilę potem bestię zaczął obkładać grad Magicznych Pocisków. Jednak bestia była niezwykle odporna, Magowie musieli unieruchamiać ją trzy razy, za nim zdołali ją dobić.
- Na Adanosa! Co to było?
- Demon. Niech nikt się nie oddala, to na pewno nie był jedyny jakiego tutaj spotkamy. Plan jest taki. Cronos idziesz przodem, jeżeli coś zobaczysz masz to unieruchomić i czekać w pogotowiu w razie osłabnięcia zaklęcia. Reszta niech strzela co ma. Musimy się dostać do zapisków, idziemy!
Ruszyli w prawo, schodami w dół. Cronos szedł pierwszy.
- Saturasie – Odezwał się Riordian - nasz przyjaciel mówił mi że to miejsce było zajęte przez orków. Z pewnością oczyścił je, skąd więc się wzięły te demony?
- Nie wiem, ale mam nadzieję że się dowiemy.
Nagle Cronos cisnął Bryłą Lodu. Wszyscy byli przygotowani, jednak kolejny demon nie był zwykłym duchem, on... Płoną!
- Lud, lodem i wodą!
Salwa Wodnych Strzał uderzyła w demona. Uporali się z nim szybciej, jednak nie zbyt szybko. Z kolejnego pomieszczenia wylazła kolejna bestia. Magowie resztkami sił się z nią uporali.
- Kończy nam się mana! – Zakrzyknął Riordian. Dawno nie walczył, ale mimo że był orędownikiem pokoju sprawiało mu to wyraźną przyjemność.
- Weźcie co każdy ma, musimy iść dalej. – Odpowiedział mu Vatras, który był Arcymistrzem, nie raz zmagał się z przeciwnościami.
Nie było jednak obawy, nie trafili na więcej demonów. Po dokładnym sprawdzeniu skrzydła zebrali się w jednej z sal.
- Dobrze. Szukajcie czego kolwiek o Kamieniu Mądrości. W miarę możliwości nie oddalajcie się od siebie.
Magowie zabrali się do pracy, wertując kolejne kamienne płyty. Czas mijał, wszyscy posuwali się coraz głębiej, kolejne sale, kolejne księgi i tablice.
- Coś tu jest... – Powiedział Riordian z nad kamiennej tablicy, ułożonej na kamiennym piedestale. – Nie potrafię tego przeczytać.
- Pozwól – Cronos, człowiek który rozszyfrował język zaczął wertować zapiski. Wyciągną pergamin i zaczął coś notować. Po chwili spojrzał na pergamin, to na księgę, odcyfrowując kolejne słowa.
- To kronika, spisana w dziwnym dialekcie. Może był to dziennik przywódcy tej kasty.
- Co w nim jest?

„...Benar Ashar słowa słyszane w krainie umarłych.
Przywołują duchy zmarłych.
Strażnicy Używają ich do kontaktu z Przodkami.
Ale słuchają ich nie tylko ludzkie zjawy.
Także demony...”

- Musicie dać mi trochę czasu by dokładnie to przetłumaczyć. Rozejrzyjcie się jeszcze.
Nikt jednak nie znalazł więcej informacji dotyczących Kamienia Mądrości. Po dwóch godzinach Cronos skończył.
- Przetłumaczyłem całą kronikę. Ale to się wam nie spodoba bracia.
- Czytaj – Nakazał Saturas, był gotowy na wszystko.

21



Ponure pomieszczenie rozświetlone kilkoma łuczywami. W komnacie stała samotna postać, zapisująca wyniki badań.

„Skryba który dostarczył mi księgi wykradzione z siedziby Strażników zginął w tajemniczych okolicznościach. Przejrzałem zapiski. Według nich aby przywołać duszę należy stanąć nad ciałem i sięgnąć do mowy umarłych. Jednak mowa umarłych umożliwia przyzwanie nie tylko ludzkich zjaw. Za jej pomocą można wezwać duchy wszystkich żywiołów – smoki. Jest to jednak niezwykle trudna sztuka i żaden człowiek nigdy nie zdołał przywołać ducha skały. Aby bowiem kontrolować zjawę, trzeba nad nią panować umysłem.
Wedle zapisków sporządziłem zaklęcie dzięki któremu zdołam przywołać armię pomniejszych duchów – demonów ognia. Są one całkowicie odporne na magię, tylko stal może zrobić im krzywdę. Jednak ich szybkość przewyższa szybkością każdą ludzką rękę. Nie mogę jednak zrobić tego tutaj. Quahodron i Kardimon zabiliby mnie. Muszę porozmawiać z Rademesem, on jeden troszczy się o nasze bezpieczeństwo. A ze swoim nowym mieczem i moją armią nic nie zagrozi Jarkendarowi!
...
Komnata przywołań została wydrążona. Brama jest zamknięta. Kluczem jest Kamień Mądrości, który trzeba umieścić w jednej z kolumn. W środku umieściłem ołtarz i wszelkie instrukcje. Muszę się spieszyć, Quahodron jest na tropie człowieka pomagającemu Rademesowi. Nie mogę go dłużej kryć!
...
Stało się, w dniu gdy miałem już zacząć pierwsze przywołania! Quahodron tu zmierza, przynajmniej zabezpieczę to miejsce. Może ktoś kiedyś dokończy dzieła!


23

Saturas zaniemógł, pobladł tak, że jego twarz całkowicie zmieniła kolor. Inni Magowie ulegli podobnemu efektowi.
- Na wszystkich Bogów, na coś my pozwolili! – Nie mógł sobie darować że nie powstrzymał Thorusa gdy jeszcze była taka możliwość.
- Thorus nie poszedłby uwolnić Rademesa, on poszedł przywołać te istoty, jeżeli wierzyć tym zapiskom się są one raczej przyjaźnie nastawione... – Nefarius wiedział że ta znajomość z Bandytami skończy się źle dla Magów. Ale oczywiście nikt go nie słuchał, jak zwykle zresztą...
- Myślę że on nawet nie wie co ma zrobić. Teraz jest już jednak za późno zapewne. Nie możemy tam pójść, demony są odporne na magię, przynajmniej na tyle odporne że nie poradzimy sobie nawet z dwiema sztukami na raz.
- Poślijmy po Hagena! – Zaproponował Cronos.
- Hagen nie przyjdzie – Odparł Vatras – ma własne problemy ze smokami i Górniczą Doliną.
- Nie mamy wyboru – Powiedział Cronos – Na Bandytów nie ma co liczyć, większość to obiboki niepotrafiące trzymać miecza. Pozostają nam jedynie Piraci.
- Mamy im zaufać? – Nefarius nie pamiętał żeby w życiu ktoś powodował w nim zdziwienie, niczym serię oddaną z łuku do orka. Niesamowite, z kim mu przyszło żyć przez tyle lat.
- Musimy – Odparł Saturas - Musimy ich przekonać, chociaż nie zależy im na niczym innym niż na złocie, to musimy chociaż spróbować.
- Nie ma czasu do stracenia, ich obóz jest niedaleko, ruszamy natychmiast.
Magowie bez słowa wyszli z Biblioteki i udali się w stronę obozu Piratów. Deszcz nie przestawał padać, do wtóru błyskawice zaczęły dawać wściekły koncert grzmotów i błysków. Czy tak wyglądał początek końca Jarkendaru? – Pomyślał Saturas.

24

Już dawno żaden z Piratów nie widział tak silnego sztormu. Żaden statek nie miałby cienia szans przy tak silnym wietrze. Fale podmywały kolejne chaty, a nic nie wskazywało na to by może miało się uspokoić. Greg z obawą patrzył w niebo, jeżeli burza faktycznie nie osłabnie, będą musieli się stąd wynieść. Reszta Piratów też z niepokojem patrzyła na to co się dzieje.
Francis wdrapał się do chaty Kapitana, był cały mokry, ale nie przejmował się tym zbytnio. Często chodził bardziej zalany.
- Co to ma być do cholery? Jeszcze dwa dni temu nie można było usiedzieć z gorąca!
- Nie wiem – Odparł Greg – Pierwszy raz w życiu widzę taką burzę. – Kapitan nie kłamał, to co się działo na zewnącz nie przypominało nic, co do tej pory widział.
- Będziemy musieli się stąd wynosić, jeżeli się nie uspokoi.
- Wiem, ale nie wygląda mi to na normalną burzę.
- Jak to? – Francis był stary, ale twardo stąpał po ziemi.
- W tym usieli maczać palce Magowie Wody.
- To niemożliwe, sam w to nie wierzysz. – Prychnął zastępca.
- Oczywiście że nie wieże, ale co mam powiedzieć mądralo?
Do chaty Grega wpadł nagle Franko. Dość nerwowym spojrzeniem obdarzył Kapitana i vice Kapitana.
- Magowie są tutaj, chcą z tobą rozmawiać Kapitanie.
- O Bogowie, wykrakałem! Zaprowadź ich do magazynu. – Tego się właśnie spodziewał Greg, kłopotów, jakby hossa nie mogła im towarzyszyć dalej!
Franko wyszedł. Gregowi się to nie podobało, jeżeli Magowie złożyli im wizytę, nie oznaczało to niczego dobrego.
Na zewnącz ciągle lało. Greg wraz z Francisem udali się w stronę magazynu. Stało tam pięć postaci w niebieskich szatach.
- A niech mnie kulę, jeżeli się was tutaj spodziewałem! – Dość oryginalne powitanie, ale Greg nie przejmował się za bardzo etykietą.
- Witaj Greg – Kapitan skrzywił się, ale był skłonny przełknąć poufałość ze strony Magów – Mamy problem, a dokładnie kilka problemów.
- Niech zgadnę, jednym z nich jest ten deszcz? – Wyciągnął ręką w stroną nieba, jakby ten gest był do czegoś potrzebny.
- Z nim akurat nic nie możemy zrobić. Sam Adanos w ten sposób każe naszą głupotę. Ale nie jest jeszcze za późno.
Saturas opowiedział Gregowi całą historię o Thorusie i o tym co udało im się ustalić w Bibliotece.
- Wy Magowie! Zawsze musicie naśmiecić, a ktoś musi po was sprzątać. Niby dlaczego miałbym narażać życie moich ludzi?!
- Masz kilka dobrych powodów – Powiedział Vatras – Po pierwsze ten deszcz nie przestanie padać, dopóty Dolina Jarkendaru nie znajdzie się pod wodą. Jednak wcześniej dopadną cię demony, które są w tej chwili przywoływane. Nie macie statku, a nawet jakbyście mieli, nie wydostalibyście się stąd w takim sztormie.
- Zapomnieliście o portalu.
- Zamkniemy portal. Tym razem na zawsze.
- Nie macie wyboru, możecie tylko zginąć. Nie ma ucieczki. Jeżeli nam pomrzecie, dostaniecie wszystko czego zażądacie.
- O Bogowie! Czy mam wybór? Francis!
- Tak Kapitanie?
- Zbierz wszystkich, natychmiast!
- Tak jest Kapitanie
- Miecie jakąś strategię? Wiecie jak walczyć z tymi demonami?
- Tak, wiemy jak je pokonać.
Przez następne kilka godziny Magowie i Piraci omawiali strategię i analizowali wszystkie możliwe sytuacje. Greg miał dokładne raporty dotyczące rozmiarów i położenia przejścia. Nic nie powinno ich zaskoczyć.

25

Dwudziestu Piratów i pięciu Magów. Dwie grupy abordażowe w zwartym szyku. Każdy Mag miał osłaniać czterech Piratów. Mieli pełne zapasy, które uzupełnili u Garetta i Samuela. Odział ruszył w dół Kotliny, które powoli zaczynała zamieniać się w jezioro. Kiedy doszli do mostu Greg wyszedł na przód.
- Tędy wejdziemy, po moście, dalej jest wejście do tuneli!
Wszyscy posłusznie się wspinali. Kolejna zbiórka była po drugiej stronie mostu, na górze.
- Wchodzimy. Jeżeli zauważycie demony, krzyczcie. Ustawiajcie się w grupy po czterech, nie oddalajcie się. Nie atakujcie aż któryś Mag nie zamrozi demona, inaczej nie macie z nim szans!
Tak naprawdę nikt nie wiedział czego się spodziewać. Jednak jedno było pewne, demonów nie było jeszcze wiele.
Weszli dwoma szeregami, kiedy znaleźli się w tunelach, zebrali się w jedną grupę. Jeżeli to była pułapka, musieli trzymać się razem, do chwili ataku.
A ten nadszedł szybciej niż się spodziewali. Pierwsze dwa demony wybiegły zza pobliskiej skały. Natychmiast zostały unieruchomione. Dwie grupy doskoczyły do nich i po chwili pokonaly bestie.
- I jak?
- Odporne, ale da się zabić. Widzieliście jakie szybkie? Gdyby ich nie unieruchomili, nie mielibyśmy szans!
Faktycznie, demony były szybkie, ale dało się je unieruchomić. Magowie żałowali że nie mogą pomóc w tej walce w inny sposób.
- Idziemy powoli, rozdzielcie się. – Greg wiedział co robić, nie raz walczył w zwartym szyku. Miał jednak nadzieje że doświadczenie z morskich bitew przeniesie się na jaskinię z magicznymi demonami.
Posuwali się powoli do przodu, niemal krok za krokiem. Nagle wyskoczyło na raz sześć demonów. Sytuacja wyglądała nieciekawie, ale i na to byli przygotowani. Szybkim ruchem Magowie zamrozili wszystkie demony, podtrzymując dwa z nich i czekając aż Piraci rozprawią się z czterema, a potem dokończą z dwoma pozostałymi.
W ten sposób przedostali się do środka przejścia. Już było widać drugi jego koniec. Do tego czasu rozprawili się z tuzinem ognistych demonów. Jeżeli będzie szło tak łatwo, jest już po wszystkim.
- Brama! – Krzyknął Bones.
Magowie odwrócili się. Faktycznie, za ich plecami znajdowała się wydrążona w skale brama, dobrze zakamuflowana. Była jednak otwarta. Obok niej znajdowała się kolumna, w której był włożony jakiś kamień, wyraźnie rózniący się od reszty. Garett tylko na niego spojrzał i pobladł jak trup. Nikt jednak nie zwracał na to uwagi.
- Mamy tam iść? Nie umawialiśmy się tak – Zaprotestował Greg, którego plan nie obejmował walki w ciasnym korytarzu. Wiedział jednak że niczego nie mogli do końca przewidzieć.
- My pójdziemy – Odpowiedział Saturas - Z nami pójdzie tylko grupa Morgana, jeżeli rozwinie się walka, krótkie miecze będą niezastąpione.
Greg spojrzał na swój sejmar, wyglądało na to że też idzie, nie sprawiało to że czuł się lepiej.
- Nie traćmy czasu. Reszta niech zostanie,
- Nefarius, zostań z nimi. W razie czego wycofajcie się do bramy!
Tuzin ludzi skierował się w stronę przejścia. Weszli do środka, znajdowali się w korytarzu. Ruszyli naprzód, Greg i Vatras szli przodem, gotowi zareagować w każdej chwili.
Weszli do wielkiej okrągłej komnaty, na środku której znajdowały się ołtarz. Dookoła znajdowały się piedestały i kamienne księgi, takie jak w Bibliotece Uczonych.
- To tutaj, ołtarz i instrukcje – Powiedział Saturas, odtwarzając słowa z manuskryptu. – Ale gdzie Thorus?
- Tutaj – Odezwał się głos z drugiego końca sali. Ich oczom ukazał się Thorus wsparty na Sercu Północy. – Duch nie kłamał, Serce Północy tutaj było. Musiałem je tylko przywołać. Ale nie było to trudne, wszystko jest tutaj zapisane. Oprócz tego jest tutaj prawdziwa historia Jarkendaru! Chcieliście wszystkich oszukać! Rademes bronił miasta, to Quahodron chciał go zabić, gdy ten stał się zbyt silny i miał przejąć tron po ojcu! Rademes był bohaterem i został za to ukarany przez was, przez Kapłanów Adanosa!
- Postradałeś rozum Thorusie, poddaj się! – Saturas nie wierzył. aby ich dawny przyjaciel to zrobił, ale co miał powiedzieć w takiej sytuacji?
- Kim ty jesteś? Nie widziałeś nawet czym jest ten miecz! Jak możesz uważać się za kogoś kogo miałbym posłuchać, jak możesz uważać się za mego rodaka, nie wiedząc czym jest ten miecz?! Gdzie byłeś gdy Rhobar podbijał Wyspy Południowe! Zdradziłeś nas, a teraz za to zapłacisz!
Thorus uniósł miecz nad głowę, cokolwiek chciał zrobić nie była to chyba raczej próba odebrania sobie życia.
- Benar Ashar, przyzywam was duchy ziemi! Do mnie ogniste demony.
Z czerwonej mgły znad ołtarza zmaterializowały się dwa ogniste demony, płonące i wściekłe. Bez rozkazu rzuciły się na Piratów.
- Zamroźcie je! – krzyknął któryś z nich.
Za późno, demony doskoczyły do Piratów zabijając na miejscu Skipa. W chwilę później były już martwe. Greg spojrzał na martwego Pirata i z furią rzucił się na Thorusa. Ten jednak szybko sparował cios i wyprowadził długie, proste cięcie. Monstrualna siła przełamała blok Grega i ten padł w drgawkach u stóp Thorusa, poruszany konwulsjami wywołanymi wstrząsem.
Magowie bez wahania zaatakowali z różnych pozycji. Saturas spróbował zamrozić Thorusa, ale ten uniknął zaklęcia. Cronosowi jednak udało się go trafić i w tym momęcie czterech Piratów doskoczyło do oprawcy Kapitana, siekając go bez litości.
Zaklęcie szybko osłabło i Thorus wykonał unik, cofając się. Cofnął się jeszcze dwa kroki i podniósł miecz
- Benar Ashar Wzywam was demony! Duchy ziemi, pokonajcie mych wrogów.
Kolejne dwa demony pojawiły się w sali. Zdążyły się jednak rozdzielić. Cronos próbował zamrozić jednego z nich, lecz chybił. Bestia rzuciła się na niego. Ten jednak odskoczył na prawy bok, unikając zderzenie. Poczuł chrupnięcie w barku i coś ciepłego na plecach, nie mógł się ruszyć. Saturas i Vatras momentalnie doskoczyli do niego osłaniając rannego Cronosa. Jednocześnie rzucili Bryłą lodu w jednego z demonów, w tym samym czasie Riordian zamroził drugiego. Piraci momentalnie rozprawili się z nimi.
Thorus sapał ciężko, wyraźnie brakowało mu tchu, cofną się pod ścianę, gotów zaatakować w każdej chwili. Wiedział jednak że nie zdoła umknąć przez unieruchomieniem. W desperackim geście podniósł miecz nad głowę i krzyknął po raz ostatni.
- Benar Ashar przyzywam cię żywa skało!
Nad ołtarzem pojawiła się świetlista kula, eksplodująca oślepiającym blaskiem. W chwilę potem w sali przywołań pojawił się... Smok. Wielki gad o sinych łuskach, z poszarpanymi błonami na skrzydłach. Wyglądał jakby właśnie wyszedł z samej piekielnej czeluści.
Ku zaskoczeniu Magów nie zaatakował ich, zwrócił się do Thorusa, przypartego do ściany, z odrzuconym z braku sił mieczem.
-Przywołałeś mnie śmiertelna istotko! Nie masz jednak siły by mną władać hehehehe Teraz umrzesz w bólu jaki nie śnił ci się w najgorszych koszmarach!
Nikt nie zdążył nawet drgnąć. Smok przyparł Thorusa do ściany skalnej ognistym podmuchem. To co z niego zostało, nie przypominało już człowieka. Zwęglone ciało i rozgrzana do białości zbroja.
Smok zwrócił się do Magów, spojrzał na nich uważnie
- Jesteście Magami! Jakie jest wasze życzenie?
Wszystkich zaskoczyło to pytanie, nikt nie słyszał, aby smoki oferowały swoje usługi ludziom... Przynajmniej nigdzie nie było wzmianki o Magach.
- Zniszcz to miejsce na zawsze – powiedział cicho Vatras – Niech nie pozostanie z niego kamień na kamieniu!
- A więc dobrze, odejdźcie stąd teraz!
Morgan spojrzał na martwego Grega, podszedł do ciała i podniósł je. Wraz ze swoim kapitanem wyszedł z sali. Za nim wyszli Magowie Wody, niosący rannego Cronosa. Pozostali Piraci zabrali równie martwe ciało Skipa.
To, co zobaczyła reszta grupy nie mieściło się w głowie. Martwy Greg, martwy Skip, ranny Cronos. Co się tam stało?
- Idziemy, za chwilę z tego miejsca nie zostanie kamień na kamieniu!
- Co się tam stało??!! – Pretensjonalnym głosem zaskrzeczał Francis patrząc na martwych piratów
- Jeżeli stąd nie wyjdziemy, będziemy równie martwi, wszystko wyjaśnimy, ale nie teraz!
Francis postanowił porachować się z Magami Wody za chwilę. Jeżeli mówili prawdę, a widział że mówili, to faktycznie, nic tu po nich.

26

Kiedy wszyscy oddalili się na bezpieczna odległość, ze środka góry dało się słyszeć potężną eksplozję. W chwilę później wszystko zaczęła się walić. Przejście między Kotliną a Bagnami przestało istnieć. Zdawało się że deszcz słabnie. Polegli zostali ułożeni obok siebie. Skip i Greg, dwaj najwięksi Piraci którzy kiedykolwiek pływali po tych wodach. Dwaj najbardziej poszukiwani ludzie w Khorins. Dwaj bohaterowie którzy poświęcili życie.
Na niebie pojawiły się pierwsze promienie słońca.
- Niech Adanos dopuści ich przed swoje oblicze.

KONIEC

RPG
AddoN jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 12-04-06, 14:04   #3
Gor na Angar
Czarny Goblin
 
Gor na Angar awatar
 
Zarejestrowany: luty 2006
Posty: 90
Domyślnie

Wedlug mnie opowiadanie jest genialne.Powrót do jarkendaru(jak to sie do cholery pisze!?) Troche mi sie nie spodobało że Greg zmarł No ale co tam...opowiadanie genialne.
A co do gucia...mam pewną propozycje....może by tak...ban?albo chociaż ostRZerzenie...
RPG
Gor na Angar jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 12-04-06, 21:40   #4
Cobra
 
 
Cobra awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2005
Skąd: -P-Y-R-L-A-N-D-I-A-
Posty: 107
Wyślij wiadomość przez AIM do Cobra
Domyślnie

ogolnie opowiadanie jest dobre. interesujaca fabula i dobre wykonanie. masz jednak w swoim tekscie bardzo duzo powtorzen, glownie ze slowem ,,wszyscy". bez problemu moglbys je zastapic innymi wyrazami. pomimo interesujacej objetosci, duzo jest dialogow i monologow. moim zdaniem powinienes wstawic wiecej opisow, ktore wzbogacaja tekst. gdzie niegdzie brakuje znakow interpunkcyjnych, wystepuja bledy ortograficzne oraz literowki. dosyc czesto powtarzaja sie na koncu

to jedno z wielu powtorzen:
Cytat:
Witam wszystkich, widzę że wszyscy już wstali
moglbys napisac: Witam wszystkich, widzę, że juz wstaliscie.

Cytat:
. Wątpcie więc by się stamtąd wynieśli po dobroci
tak nie jest zle, ale moim zdaniem bardziej pasowaloby uzycie slowa Wątpię.

Cytat:
..niego powiedział mu, że znaleźli ...
w opowiadaniu jest duzo takich zdan, gdzie nie stosujesz przecinkow. w ogole nie wstawiasz znakow interpunkcyjnych przed slowem ,,że"

Cytat:
... i akty łaski dla każdego kto wam pomorze
gdanskie? :P powinno byc pomoŻe

Cytat:
Nie atakujcie aż któryś Mag nie zamrozi demona
wyzej jest napisane, ze demony sa CALKOWICIE odporne na magie. to w takim wypadku, dlaczego magowie zamrozili demony?

Cytat:
Gdzie kolwiek prowadzą...
Cytat:
czego kolwiek
powinno byc gdziekolwiek i czegokolwiek. to jest czwarty taki blad, ktorego sie dopatrzylem.

Cytat:
Poruszył bym niebo i ziemie aby wam pomóc
poruszylbym rowniez pisze sie razem wszystkie wyrazy z -łbym pisze sie razem.

Cytat:
...wyglądała nieciekawie, ale i na to byli nieprzygotowani
chyba chciales napisac tak: ...wyglądała nieciekawie, ale i na to byli przygotowani.


wiecej bledow sie nie dopatrzylem, ale jestem juz zmeczony czytaniem takiego duzego tekstu :P
fabula bardzo ciekawa i rownie dobrze zrealizowana. to co mi sie podoba w Twoim opowiadaniu, to dlugosc. widac, ze sie przylozyles i nie napisales tego ot tak. moim zdaniem Twoj wysilek sie oplacil, bo opowiadanie jest bardzo przyzwoite
__________________
ŚP: Akolita Podziemia
RPG
Cobra jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 13-04-06, 11:01   #5
Ertix
Nosferatu
 
Ertix awatar
 
Zarejestrowany: październik 2004
Skąd: Morgrad
Posty: 2 054
Domyślnie

Cytat:
Heh, myślisz że te ruiny też tak na mnie nie działają?
Cytat:
Hmmm, tak, bez wątpienia jest to nasz największy problem
Cytat:
Hmmm, masz rację Nefariusie.
Po pierwszych wyrazach "hmmm" i "heh" zamiast przecinka, lepiej by wyglądały trzy kropki

Cytat:
Wszyscy to czujemy – odrzekła Riordian oddalając się w stronę reszty Magów.
Mam pytanie, czy wśród magów wody występują kobiety?

Cytat:
Bez tej wiedzy bylibyśmy jak dzieci, przed obliczem jakiego kolwiek problemu.
"jakiekiegokolwiek" razem

Cytat:
Ej! Psiekrwie przeklęte, wieści!
Za nic nie mogę zrozumieć tego słowa :P

Cytat:
Niewiele, na samym kontynęcie
Zawsze mi się wydawało że pisze się "kontynencie"

Cytat:
Traktuj go z nawyższym szacunkiem
najwyższym

Cytat:
Wiele tranportów zostało złupionych, aby tylko dostać wiadomość od ciebie
transportów

Cytat:
że tylu niewolników musieło zapłacić życiem
musiało

Takich literówek jest o wiele więcej. Radze Ci wrzucić tekst do worda i samemu przejrzeć wszystko co na czerwono, zostaną wtedy tylko błędy stylistyczne
Co do samego opowiadania, trzeba przyznać, że wciągające. Dopiero jak przeczytałem to szukałem błędów, podczas czytania nie rzucają się one za bardzo w oczy. Więc sam wrzuciłem to Worda i dość sporo mi tego znalazło (nie mówie o imieniach) ale nie chciało mi się aż tyle błędów cytować
__________________

† Legenda Pojedynków Świętego Przymierza †
RPG
Ertix jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 13-04-06, 16:35   #6
AddoN
Tunak Pierwszy
 
AddoN awatar
 
Zarejestrowany: czerwiec 2005
Posty: 1 116
Domyślnie

Poprawiłem błędy, sporo tego było faktycznie. Moja instalka Worda ma już prawie 1.5 roku, przez ten czas słownik własny tak napęczniał że biedny Word sam już nie wiedział co jest prawidłowo napisane, a co nie hehe.

Tekst też wzbogaciłem o kilka opisów, bo faktycznie czasami ich brakuje.
Przeczytajcie teraz i powiedzcie co sądzicie.
RPG
AddoN jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 13-04-06, 17:53   #7
Cobra
 
 
Cobra awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2005
Skąd: -P-Y-R-L-A-N-D-I-A-
Posty: 107
Wyślij wiadomość przez AIM do Cobra
Domyślnie

zmieniles chyba wyglad smoka o ile sie nie myle :P przeczytalbym jeszcze raz, ale za duzo tego jest.
poprawiles bledy? nadal jest sporo literowek na koncu opowiadania. brakuje rowniez znakow interpunkcyjnych i zdarzaja sie powtorzenia.

Cytat:
dalej jest wejście to tuneli!
Cytat:
Wszyscy posłusznie się wpinali
wSpinali

Cytat:
Dwie grupy doskoczyły do nich i po chwili pokonali bestie
hmm jesli w pierwszej czesci zdania uzywasz koncowki -ły, to w drugiej moim zdaniem tez powinienes jej uzyc.

Cytat:
niema krok za krokiem
niemaL

Cytat:
Saturas nie wierzyłby ich dawny przyjaciel to zrobił
Saturas nie wierzyl by... albo: Saturas nie wierzyl, aby ich dawny przyjaciel byl zdolny to zrobic.

Cytat:
blok Grega i ten padł w drgawkach i stóp Thorusa
... U stóp Thorusa.

Cytat:
nikt nie słyszałby smoki oferowały swoje usługi ludziom...
w tym miejscu slowo słyszałby powinienes rozdzielic na słyszał by, poniewaz jest uzyte w niewlasciwym kontekscie.

Cytat:
Pozostali Piraci zaprali równie martwe ciało
P.S w tytule masz chyba literowke, bo na moje powinno byc Nowa Era, a nie Nowe Era :P
__________________
ŚP: Akolita Podziemia
RPG
Cobra jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 04-06-06, 19:06   #8
Xingu
FISCHER Jumper
 
Xingu awatar
 
Zarejestrowany: maj 2005
Skąd: Wielki Las Lifierien
Posty: 1 011
Wyślij wiadomość przez Yahoo do Xingu
Domyślnie

Ja tam nie zauwazylem ortow a tego zwykle sie czepiam :P Poza tym ciekawa fabula i co tu kryc, jedno z najdluzszych opek w A&SF. Przy czym mimo dlugosci nie jest wcale nudne, niezle to skonstruowales, AddoN
__________________

Wielki Klasztor - Arcymag Wody
RPG
Xingu jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 29-07-06, 07:40   #9
Kel'Thuzad
Ten kulturalny.
 
Kel'Thuzad awatar
 
Zarejestrowany: luty 2006
Skąd: Gentlemen's Table
Posty: 1 242
Domyślnie

Dłuuugieeee opowiadanko :P . Przyjemnie się czytało, ale coś mało opisów, tylko dużo, nawet bardzo dużo dialogów. Sporo błędów ortograficznych. Jednak fabuła jest najjaśnieszym punktem opowiadania.

Moja ocena: 8/10
__________________
"Nie można odebrać prawa do decydowania o losie narodu zgodnie z przysługującymi prawami tylko dlatego, że ktoś jest od nas głupszy."
Szanowny Pan Tues Asinus, teoretyk ustroju demokratycznego.
RPG
Kel'Thuzad jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 30-08-06, 20:54   #10
wyciu91
Chrząszcz
 
Zarejestrowany: sierpień 2006
Posty: 2
Wyślij wiadomość przez AIM do wyciu91
Domyślnie

Bardzo dobre, przemyślane i co najważniejsze wciągające opowiadanie, bravo! Oryginalny pomysł by przedstawić losy Doliny Budowniczych po zabiciu Kruka przez bezimiennego. Mała ilość błędów, co cieszy (średnio jeden na stronę). Tekst przemyślany, pokazane historie z różnych stron, nie tylko z jednej tej niby dobrej. Ogólnie brakuje tu trochę rozbudowanej walki, ta, co jest została przedstawiona w dość ogólnikowy sposób. Autor mądrze przeciągał wydarzenia opisami otoczenia i przemyśleń bohaterów, a także opisał własną historię Wysp Południowych (dziwi mnie tylko, czemu miecz ma nazwę Serce Północy a nie południa?). Nie mogło zabraknąć wpływu bezimiennego, którego opisano w wątku w barze u bandytów (zawsze, gdy w tekście jest jakaś wzmianka o dzielności i czynach bezimiennego napawa mnie to dumą, bo w końcu sam przeżyłem tę przygodę i z pewnego punktu widzenia każdy gracz, który grał w Gothic’a jest tym bohaterem, to o nas są w pewnym sensie te historie) mogę się jeszcze doczepić do takich szczegółów jak rozmowa z Rademesem, który powinien mówić jak duch a nie jak człowiek (bardziej tajemniczo) i do zbyt ugodowego postępowania Thorusa (można było tu dodać dramatyczne wątki, kłótnie, wzajemne oskarżenia i negocjacje), ale To szczegół (choć podobno diabeł tkwi w szczegółach ). Na koniec można by powiedzieć, czemu tak krótko?, ale to wystarczy (w końcu autor na pewno się nieźle wysilił), opowieść skłania do przemyśleń. Wg mnie ocena 5 (na 6) jest trafna i w zupełności wystarczy AddoN’owi, któremu życzę jak największych sukcesów w branży opowiadań i z niecierpliwością oczekuje na nowe cudeńka które będę mógł z całą odpowiedzialnością ocenić na szóstkę .
RPG
wyciu91 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 17-09-06, 00:28   #11
Violator
Skazaniec
 
Zarejestrowany: marzec 2006
Skąd: KRK
Posty: 85
Domyślnie

tak, opowiadanie przednie, ale nadal dopatrzyłem się parę błędów, nie pamiętam gdzie także nie przytoczę ale było to w stylu "cz" zamiast "trz" i brak "ł" na końcu np. w wyrazie zaczą(ł)

brawo - super mi się czytało.
__________________
ożehy
RPG
Violator jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 28-09-06, 16:31   #12
winzap1
Krwiopijca
 
Zarejestrowany: sierpień 2006
Posty: 22
Domyślnie

Opowiadanie jest super i ma wciągającą fabułę (choć mogłeś oszcędzić Grega i Skipa - mogli na przykład zostać tylko ciężko ranni, ale żywi), w ogóle za samą wykonaną pracę, czyli wykazanie niebywałej wręcz wytrwałości, by pół nocy siedzieć nad tym opowiadaniem, powinieneś dostać najwyższe noty. Choć nocny seans pisarski nie wyszedł na dobre twojej ortografii. Ale tak jest wspaniałe. No i straszliwie długie, czytałem je przez godzinę.
__________________
"Błąd jest przywilejem filozofów, tylko głupcy się nigdy nie mylą" - Wolter
RPG
winzap1 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Odpowiedz


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni post / autor
Czyżby nowa gra? Joey Pomoc 4 16-01-06 13:29
Nowa gra karciana Yu-Gi-Oh! Cell Gry fabularne 2 21-09-04 18:46


Powered by vBulletin® Version 3.6.7
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.