Wróć   Forum Gothic - ArcaniA: Gothic 4 > Inne > Art & Story Forum > WIP
Przeładuj stronę Gothic Przeznaczenie

Odpowiedz
 
Narzędzia wątku Wygląd
Nieprzeczytane 17-12-16, 17:43   #1
 Mika 123
Strażnik Miejski
 
Mika 123 awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2016
Skąd: Khorinis
Posty: 2 064
Domyślnie Gothic Przeznaczenie

Witam! To jest moje pierwsze opowiadanie, więc proszę o wyrozumiałość. Część treści Przeznaczenia będzie oczywiście wymyślona przeze mnie, część będzie oparta na lore całej serii oraz różnych modyfikacji. Zachęcam do czytania!

Uwaga! Opowiadanie zawieszone. Wszelkie nieścisłości mogą wynikać z wcześniejszej przerwanej próby edytowania historii.

Prolog

Królestwo Myrtany zjednoczone pod Berłem Króla Rhobara II... Podczas długich lat swego panowania Rhobar zdołał pokonać wszystkich wrogów Królestwa... Oprócz jednego... Orkowie, którzy najechali Myrtanę z Północy stanowili dla monarchy nie lada problem. Pamiętał on dobrze wcześniejsze problemy z zielonoskórymi oraz to jak udało się ich wtedy wygnać z granic kraju. Magiczna ruda... Surowiec pozyskiwany w większości z kopalń śnieżnego Nordmaru oraz z Górniczej Doliny na wyspie Khorinis. Oręż z niego wykuty był niemal niezniszczalny, a zbroje i tarcze niezwykle wytrzymałe. To była jedyna nadzieja ludzi na przetrwanie...
Król postanowił oprzeć swoją linię obrony na północnym Nordmarze, by utrzymać Orków jak najdłużej w niekorzystnym, zimnym klimacie. Te plany miały jednak swoją wadę: walki toczyłby się blisko kopalń magicznej rudy, więc gdyby wrogowi udało się przełamać front, ten odciąłby Królestwo od źródła zbawiennego surowca. Rhobar zasięgnął rady u swych doradców. Jeden z nich, potężny Arcymistrz Kręgu Ognia Xardas, podsunął monarsze pomysł wykorzystania pokładów rudy w Górniczej Dolinie. Dodał też, że, aby zwiększyć wydobycie, należy zrzucać tam każdego przestępcę. Każdego - niezależnie od stopnia jego winy. Namówił władcę do stworzenia tam Magicznej Bariery, która uniemożliwiłaby więźniom ucieczkę. Król tak właśnie uczynił. Rozkazał dwunastu najpotężniejszym magom Królestwa rozpoczęcie rytuału.
Czarodzieje przystąpili do inkantacji zaklęcia. Coś jednak zakłóciło jego delikatną strukturę i Bariera rozrosła się do niewyobrażalnych rozmiarów pozbawiając tym samym wolności nie tylko więźniów, ale i Magów. Od tej pory do Górniczej Doliny można było wejść, ale opuszczenie jej żywcem stało się niemożliwe. Tymczasem w zamku, gdzie stacjonowali żołnierze mający pilnować więźniów oraz bezpieczeństwa w kopalniach, panował bunt prowadzony przez jednego ze skazańców, Gomeza. Po wielu ciężkich potyczkach więźniowie zwyciężyli zdobywając zamek i ustalając własne zasady w Górniczej Dolinie. Zaczęły się pertraktacje z Królem. Rhobar nie miał wyboru. Zobowiązał się dostarczać Gomezowi i jego poplecznikom wszystkiego co potrzebne do życia w zamian za magiczną rudę...
Ten układ, jak i całą wojna, trwał już dziesięć lat. I tak oto na zesłanie miało trafić kolejnych czterech skazańców. Ostatni w kolejce był długowłosy blondyn z kucykiem z tyłu o piwnych oczach. Czekał cierpliwie, w asyście dwóch Strażników Królewskich, w pewnym oddaleniu od Sędziego, który nudził swoją przemową pierwszego skazańca. Mężczyźnie minuty oczekiwania dłużyły się niemiłosiernie. Usłyszał czyiś krzyk - i tak oto pierwszy nieszczęśnik został zrzucony tego dnia za Barierę. Kolejny zaczął być prowadzony w stronę urwiska.
Bohater z nudów zaczął się rozglądać wokół. Spostrzegł zjeżdżającą w dół platformę, a na niej oprócz wielu drewnianych skrzyń znajdowała się związana czarnowłosa kobieta. Spojrzenia brunetki i blondyna skrzyżowały się na chwilę, po czym zniknęła ona z pola widzenia mężczyzny. Ten zwrócił swój wzrok ku skazańcowi stojącemu przed nim. Co jakiś czas rzucał on pełne nostalgii spojrzenia w stronę, z której przyszli. Piwnooki już chciał się zapytać go dlaczego to robi, gdy usłyszeli dźwięk spadania czegoś do wody. A więc jego niedoszły rozmówca także rozpoczął swą wędrówkę ku Sędziemu, oczywiście w asyście gwardzistów.
Kolejne minuty mijały, a bohaterowi coraz bardziej się nudziło. Próbował nawet wysłuchać o czym urzędnik mówi, ale było za daleko, by cokolwiek wyłapać. Po chwili skazaniec rzucił ostatnie spojrzenie ku Przełęczy i został zrzucony do Kolonii. Przyszła więc kolej na blondyna. Strażnicy Królewscy zaczęli prowadzić go w mało delikatny sposób w stronę urwiska. Gdy tam dotarli, Sędzia zaczął mówić:
- W imieniu Jego Wysokości Króla Rhobara II, Pana Varantu...
- Stać! - usłyszeli głos nadbiegającego starca. Miał on na sobie zdobioną szatę Maga Ognia. Zatrzymał się on przed bohaterem ignorując tym samym Sędziego. - Skazańcze! Mam dla ciebie propozycję: - pokazał piwnookiemu jakiś papier - ten list musi trafić do Arcymistrza Kręgu Magów Ognia.
- Marnujesz czas - odezwał się skazaniec, podnosząc wzrok z ziemi na swego rozmówcę.
- Sam będziesz mógł sobie wybrać nagrodę - odparł Mag, machając ręką. - Magowie dadzą ci wszystko, czego zażądasz.
- Dobrze, zaniosę wasz cenny list - odparł bohater po krótkim namyśle. Wtem ucięto mu więzy na rękach, a także jeden ze Strażników przystawił mu klingę miecza do szyi. - Pod jednym warunkiem: - dodał odsuwając ostrze, zaś oburzony Mag już miał coś powiedzieć, ale gdy usłyszał postulat skazańca, uspokoił się - oszczędźcie mi reszty tej paplaniny!
- Jak śmiesz... - zagrzmiał się Sędzia.
- Milcz! Dobra, zrzucajcie go! - uciszył urzędnika, chowając pod szarą bluzką blondyna zapieczętowany list.
Strażnicy Królewscy zrzucili w końcu mężczyznę za Barierę.



Tak wygląda Prolog, mam nadzieję, że się podobało i zapraszam do lektury następnych części, w których będzie przedstawiony nowy wygląd Kolonii Karnej.

Ostatnio edytowane przez Mika 123 : 24-03-19 o 15:30.
RPG
Mika 123 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 17-12-16, 18:03   #2
 Ancoron
Ma admina
 
Ancoron awatar
 
Zarejestrowany: styczeń 2016
Posty: 7 458
Domyślnie

Szczerze? Powtórzenia: zamek, król, orkowie... Aż boli, gdy się czyta. W sumie nie dałeś tu nic ciekawego, a nawet zapewniłeś paradoks związany z wyborem najbardziej pyskatego, gdy do wyboru byli grzeczni. Nic ciekawego, ani odkrywczego, a jeśli w ten sposób zamierzasz całe opowiadanie tworzyć, to nie obraź się, ale mało kto to przeczyta. Rozwiń to, bo dopisanie kilku zdań do intra zwyczajnie nie powala. Tam przynajnniej się widziało otoczenie, a u ciebie absolutnie nie da się wyobrazić sytuacji

Ostatnio edytowane przez Ancoron : 17-12-16 o 18:09.
RPG
Ancoron jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 17-12-16, 19:17   #3
 Mika 123
Strażnik Miejski
 
Mika 123 awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2016
Skąd: Khorinis
Posty: 2 064
Domyślnie

W następnych rozdziałach jakoś to wszystko poprawię, bo jak wiadomo z biegiem gry robi się ciekawiej, tak będzie i tu.
RPG
Mika 123 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 17-12-16, 21:48   #4
 Mika 123
Strażnik Miejski
 
Mika 123 awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2016
Skąd: Khorinis
Posty: 2 064
Domyślnie

Rozdział II Nowy Obóz

Bohater obudził się wieczorem na kupce słomy w niewielkiej drewnianej chatce, w której pełno było takich kupek, służących zapewne jako łóżka. Czuł uporczywy ból głowy. Rozmasował bolące miejsce i postarał się przypomnieć sobie co się stało.
- Ach, tak, Kolonia Karna... - wyszeptał smutno.
Wtem podszedł do niego jakiś mężczyzna. Miał na sobie brązowe ubranie, dziurawe w wielu miejscach, a przy pasie niewielką kosę. Jego długie, rude włosy związane były w kucyk. Podrapał się po bujnym zaroście, po czym uśmiechnął się i rzekł:
- Miło zobaczyć nową twarz.
Piwnooki podniósł się lekko i usiadł na swoim legowisku. Po chwili namysłu odparł:
- Pewnie jesteś tu od dawna, prawda?
- Święta racja, chłopcze. Byłem jednym z pierwszych, którzy tu trafili - odpowiedział Zbieracz, siadając naprzeciwko blondyna.
- W takim razie na pewno dużo wiesz o tym miejscu.
- Co nieco. Większość czasu spędzam tu, na polu. Pewnie dlatego udało mi się tak długo przeżyć... Dostajemy sporo ryżu i trochę gorzałki. Wiele może to nie jest, ale mi wystarcza.
- Za co tu trafiłeś?
Uśmiech starca stał się smutniejszy.
- Podatki, chłopcze, podatki... Moja chata była równie pusta co mój żołądek. Wcześniej przez całe życie płaciłem, ale dla tego wieprza w koronie to żaden argument! - prawie krzyknął. Po chwili znów jego ton był spokojny. - Prawdę mówiąc, przyznam, że tu jest mi nawet nieco lepiej. Przynajmniej nie głoduję.
- Czyli... dobrze się tu żyje? - spytał żółtodziób.
- To zależy wyłącznie od ciebie. Czy będziesz posłuszny Ryżowemu Księciu, czy też nie - mówiąc to, starzec spojrzał prosto w oczy młodzieńca.
- Kim jest Ryżowy Książę?
- To nasz pracodawca. Pracujemy na jego polu w zamian otrzymując jedzenie, picie i dach nad głową. Nie każdemu się to jednak podoba. Spodziewali się widać czegoś więcej po Kolonii - prychnął. - Ach! Zapomniałem się przedstawić. Nazywam się Pock, a ty, młodzieńcze?
- Jestem...
- Nowy? - bohater usłyszał nad sobą głos. Gdy spojrzał w górę ujrzał mężczyznę na oko kilka lat starszego od siebie. Także był zarośnięty, lecz nie aż tak jak Pock. Szatyn miał na sobie czarne, ubrudzone odzienie. - Chodź ze mną na chwilę.
Blondyn był zdumiony zaistniałą sytuacją, ale głos mężczyzny był na tyle przekonujący, że wstał i udał się za nim, rzucając jedynie na odchodne do Pocka:
- Miło się rozmawiało.
Wyszli poza chatę. Obserwował ich jakiś Szkodnik z paskudną gębą. Piwnooki rozejrzał się dookoła. Stali nad brzegiem jeziora, na którym znajdowała wyspa, a na niej zaś jakiś jednopiętrowy budynek. Nieopodal płonęło kilka ognisk, przy których siedzieli inni Zbieracze pilnowani przez dwóch Szkodników wyposażonych w długie łuki i pałki z kolcami. Nad nimi znajdował się posterunek Najemników pilnujących bramy do wnętrza Obozu. Szatyn poprowadził żółtodzioba trochę dalej od reszty, czym jeszcze bardziej zwrócił uwagę jednego z pilnujących ich Szkodników. W końcu stanął pod drzewem, kładąc dłoń na rękojeści swojej broni, podobnej do małej kosy Pocka.
- Tutaj możemy spokojnie porozmawiać - rzekł. - Jestem Rufus. Wydaje mi się, że muszę cię wprowadzić w szczegóły, ponieważ sam wybrałeś dość słabe źródło informacji.
- A to czemu? Pock wydawał się całkiem miły. I niegroźny - dodał, łypiąc na broń Rufusa.
- Tak, miły to on był i będzie. Rzecz jasna dopóki będziesz posłuszny Ryżowemu Księciu i Lewusowi, bo jeśli zaczniesz robić coś wbrew ich interesom, Pock gotów cię im wydać za rudę.
- Ty jesteś inny?
- Cóż, nie przepadam za Księciem ani tym bardziej za Lewusem i jego oprychami. Ty też nie powinieneś. Widziałem jak ten sukinsyn cię tu ciągnął. Tu nie ma lekkiego życia. Już wolałbym być Kretem lub Kopaczem w Starym Obozie!
- Więc dlaczego tu pracujesz?
Westchnął. Jego spojrzenie pełne było wtedy złości i smutku.
- To się zdarzyło pierwszego dnia po moim przybyciu. Lewus podszedł do mnie i zapytał czy nie pomógłbym im w pracy. Oczywiście się zgodziłem, bo byłem nowy i chciałem dobrze wypaść, rozumiesz. Następnego dnia, gdy ucinałem sobie drzemkę, obudził mnie Lewus, mówiąc: "Ej, chyba nie chcesz, żeby twoi kumple odwalali robotę za ciebie?". Powiedziałem, że jestem wyczerpany po wczorajszym i potrzebuję wypoczynku. A on wtedy złapał mnie za fraki i dosłownie zaciągnął mnie na pole. Od tamtego czasu czekał na mnie przed moją chatą codziennie, póki sam nie nauczyłem się przychodzić. To pierdoleni sadyści! Sandowi za niesubordynację wybili wszystkie zęby, a Ronda ogolili na łyso i jakoś sprawili, że mu już włosy nie odrastają. Rzecz jasna gdy już mocno im podpadniesz, zabiją cię. I to najpewniej w cierpieniach.
Bohater nie przerywał Rufusowi opowieści. Słuchał z uwagą i przerażeniem. Jednocześnie poczuł nić sympatii do rozmówcy, który wzbudził w nim większe zaufanie niż Pock, był po prostu bardziej wiarygodny. Szatyn wpatrywał się w blondyna swymi brązowymi oczami. Chciał coś powiedzieć, ale po chwili wyminął żółtodzioba i ruszył w stronę chaty. Zdziwiło to piwnookiego, ale gdy się obrócił wszystko zrozumiał - podchodził do nich powoli te Szkodnik, który ich z daleka obserwował.
- No co jest, robolu? Co się tak oddalasz od kumpli? - zagadnął Rufusa oprych, lecz ten rzucił tylko wymijając go:
- Musiałem coś WYJAŚNIĆ Nowemu.
- Te, Nowy? Co on ci tam gadał? - spytał Szkodnik, zwracając się do blondyna.
- Żebym nie wtrącał się do jego spraw i nie zagadywał go przy pracy - skłamał Zbieracz, po czym także odszedł w kierunku chaty.
Po drodze nie był przez nikogo niepokojony, wewnątrz także. Położył się na jednej z kupek siana i postarał się zasnąć. Jutro czekał go ciężki dzień. Chciał się też wypytać innych Zbieraczy o sytuację w Kolonii, ponieważ Diego nie zdążył mu o wszystkim powiedzieć. Ale to następnego dnia, w tamtym momencie nie miał już ochoty na rozmowę z kimkolwiek. Ignorował także burczenie w brzuchu, ponieważ nie wiedział skąd wytrzasnąć jedzenie. Chciało mu się też pić, ale wolał nie ruszać wody z jeziora.
- Hej, ty! - usłyszał czyiś sepleniący głosy. - Wynocha z mojego łóżka!
Bohater spojrzał na stojącego nad nim faceta. Był to blondyn o krótkich włosach i tępym spojrzeniu brązowych oczu. Nie miał zębów. W dłoni trzymał butelkę, z której od czasu do czasu pociągał kilka łyków.
- Nie słyszałeś? Won!
- Już idę, tylko... - rzekł piwnooki podnosząc się. Spojrzał na butelczynę. - Dasz się napić?
- Napić? A proszę bardzo - podał rozmówcy naczynie, po czym splunął. Ku uldze blondyna nie trafił do środka. Ten pociągnął kilka solidnych łyków. - Ej, ej! Wystarczy! - powiedział brązowooki, wyrywając mu butelkę.
- Dzięki, stary - rzekł, po czym poszedł sobie poszukać wolnego posłania.
- Stary? Czy ja ci wyglądam na twojego kumpla?
Bohater jednak tego nie usłyszał. Szybko odnalazł nie należącą do nikogo kupkę siana, położył się i po jakimś czasie zasnął.

Ciemno wszędzie, tej nocy księżyc niezbyt oświetlał Kolonię Karną. Samotny czarnoskóry mężczyzna w czerwonej zbroi siedział zaspany pod drzewem. Tak bardzo chciał zasnąć, ale nie mógł, ponieważ musiał trwać na warcie. Nigdy nie wiadomo kiedy Orkowie będą chcieli zaatakować siedliska ludzi. Jednak czy minutka snu może zaszkodzić? Przecież taki Ork na pewno narobi hałasu, więc obudzi Strażnika. Wartownik na chwilę przymknął oczy, ale natychmiast je otworzył, ponieważ usłyszał kroki.
- Witaj, Pacho! - powiedziała nadchodząca postać.
- Witaj, Thorusie! Ja wcale nie przysypiałem...
- Nie, w porządku. Chciałem ci przekazać, że nie musisz już sam pilnować tego przejścia. Zamierzam przydzielić ci grupę Strażników do pomocy oraz wręczyć to... - podał mu worek, który za sobą ciągnął. - To Zbroja Strażnika.
- A skąd ta hojność? - spytał z podejrzeniem Pacho.
- Jak zwykle bystry! Sprawa wygląda tak: Gomez już zupełnie nie przejmuje się naszym sąsiedztwem z Orkami, zasłania się Łowcami Orków, że to ich problem. Cóż... trochę mu wygarnąłem za co mnie zrugał. Postanowiłem sam zorganizować obronę i wybrałem kilku Strażników, którym będziesz przewodniczył. Poprosiłem też Diego o wsparcie Cieni. To ty się już przebierz, a ja podeślę ludzi.
- Dzięki, Thorusie!
- Wypełniam tylko obowiązek wobec swoich ludzi - powiedział Dowódca Straży i odszedł.
Pacho już zaczął się przebierać, aż koło jego ucha przeleciał bełt.
- Co to było? - spytał jakby sam siebie.
Kolejny bełt przeleciał nad jego głową.
- Co to ma być? - zawołał wyciągając miecz.
Wtedy osoba stojąca przed nim użyła zaklęcia Światła i Pacho ujrzał jej oblicze.
- Nie... ty... nie żyjesz... nie... - wyszeptał tylko.
- Witaj, przyjacielu - powiedział mężczyzna w czarnej, na oko solidnej zbroi.
- Nie Innos ma nas w swojej opiece...

Ostatnio edytowane przez Mika 123 : 09-07-18 o 11:35.
RPG
Mika 123 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 17-12-16, 22:27   #5
 Ancoron
Ma admina
 
Ancoron awatar
 
Zarejestrowany: styczeń 2016
Posty: 7 458
Domyślnie

Przede wszystkim scena z kradzieżą listu. Wtchodzi z niej, że to złodziej rzucił się w pościg... A za kim? Tego nie wiadomo
Za bardzo pędzisz z akcją, zwolnij trochę i skup się na opisach otoczenia i na postaciach. My ich nie widzimy i dlatego powinni zostać opisani i to dobrze.
Ale i tak jedni najbardziej zabolało... Bezimienny. Aż oczy puchną. Używaj różnych zwrotów, ale, na litość boską, nie bezimienny.
Twórz zdania złożone, rozpisuj się, bi pogubić się można, na serii. Poopisywanie postaci na też inne zalety. Chodzi oczywiście o synonimy. No i dziecinnie to wygląda, niestety. Piszesz prostym językiem, ale w tym też trzeba mieć umiar.

Ostatnio edytowane przez Ancoron : 17-12-16 o 22:29.
RPG
Ancoron jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 17-12-16, 22:40   #6
 Fexo
POP/STAR
 
Fexo awatar
 
Zarejestrowany: maj 2016
Skąd: Blackout
Posty: 1 006
Domyślnie

Na pierwszy rzut oka zauważyłem kilka podobieństwa do Edycji Rozszerzonej. Claw będący jak zrozumiałem myśliwym Starego Obozu w ER także jest myśliwym. Łowcy Orków którzy również występują w tym modzie, wyczuwam inspirację.

Co mogę powiedzieć? Na pewno to, że akcja toczy się zbyt szybko! Przez to strasznie ciężko jest wczuć się w całokształt zdarzenia czy bliżej poznać postacie. Jak pisał mój poprzednik w opowiadaniach my jako czytelnicy nie widzimy postaci i temu służą właśnie opisy - Na ich podstawie możemy wyobrazić sobie bohatera danej akcji. Twórz więcej opisów miejsc, niech będą bardziej rozbudowane i staraj unikać się powtórzeń.

Poczekam i zobaczę co wyjdzie dalej. Mam nadzieję, że historia się rozwinie, a same rozdziały będą nieco dłuższe.
__________________
Spryciarze wśród dzisiejszych muzyków umieszczają nowe kompozycje w sieci, jak pasztet do ostygnięcia na parapecie, i czekają, aż jacyś anonimowi muzycy dokonają przeróbek. (…) Proces twórczy nie dokonuje się już w głowie jednostki, jeśli kiedykolwiek tak było. Dzisiaj wszystko jest do pewnego stopnia odbiciem czegoś innego.


Ostatnio edytowane przez Fexo : 17-12-16 o 22:44.
RPG
Fexo jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 17-12-16, 19:14   #7
 Mika 123
Strażnik Miejski
 
Mika 123 awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2016
Skąd: Khorinis
Posty: 2 064
Domyślnie

Rozdział I Witamy w Kolonii!

Bohater spadł do małego jeziorka. Szybko wypłynął na piaszczysty brzeg byleby tylko nie dotknąć ponownie Bariery. Wejście pod nią było bezbolesne, jednakże piwnooki domyślał się, że zetknięcie się z jej ścianą od wewnątrz nie będzie przyjemne. Krztusząc i plując wodą, podniósł się. Słyszał, że ktoś nadchodzi. Byli to trzej mężczyźni w porządnych czerwonych zbrojach. Ten po środku złapał żółtodzioba za kołnierz i uśmiechnął się szyderczo.
- Witamy w Kolonii! - powiedział, uderzając go mocno pięścią w twarz, po czym puścił go, by ten upadł na mokry brzeg.
Blondyn znów wpadł do wody. Podniósł się na łokciach i spojrzał na swego oprawcę. Ten przygotowywał się do zadania mu kopniaka.
- Dość tego! Zostawcie go! - zagrzmiał ktoś.
Piwnooki poczuł ból w stopie. To tam został kopnięty, jednakże zadziwiająco słabo. Spodziewał się mocniejszego ciosu.
- A teraz precz!
Trzej mężczyźni niechętnie odeszli.
- No już, wstawaj - wybawca nowego skazańca podał mu rękę i pomógł wstać. - Hej! Wy dwaj, chodźcie no tutaj! - zwrócił się do siedzących na pobliskim kamieniu poprzedników blondyna. Widać było, że ich również nie ominęło "powitanie". - No! - zawołał, gdy wszyscy ustawili się w szeregu przed wąsaczem. Skrzyżował ręce na klatce piersiowej. - Nazywam się Diego.
- Jestem... - odezwał się lekko jeszcze oszołomiony posiadacz listu.
- Nie interesuje mnie imię żadnego z was. Jesteście tu Nowi, a do mnie należy dbanie o Nowych. Jeżeli chcecie jeszcze trochę pożyć, słuchajcie się mnie. Ale oczywiście nie będę wam przeszkadzał w ewentualnej próbie samobójstwa, tak jak temu czwartemu. To jak będzie?
- A co z tym czwartym?
- Postanowił udać się do Starego Obozu na własną rękę. Mówił coś o Carlosie, który jest u nas Strażnikiem. Głupiec, nie dał sobie wyjaśnić, że jego kumpel pilnuje zamku i jego, jako żółtodzioba, tam nie wpuszczą.
- Czemu? - spytał Kai, drugi ze skazańców.
- Ponieważ rezyduje tam Gomez, Magowie Ognia oraz inni ważniejsi ludzie w Obozie - odparł Cień.
- Kim jest Gomez? - spytał trzeci skazaniec, imieniem Berg.
- Gomez jest przywódcą wcześniej wspomnianego Starego Obozu i głównym Magnatem handlującym rudą z Królem. Ma najwięcej do powiedzenia w całej Kolonii. To niebezpieczny i nerwowy człowiek. Tylko jego ludzie mają dostęp do Zamku.
- Mam list do Arcymistrza Magów Ognia - przyznał się bohater, pokazując list.
Diego spojrzał na dwóch towarzyszy skazańca.
- Lepiej nie mów o tym nikomu, póki nie spotkasz któregoś z Magów, chociaż wątpię, aby ci się udało...
- ALARM! - usłyszeli czyiś krzyk, a potem dźwięk wyjmowania miecza. - Bandyci Quentina atakują!
- To Orry! - zawołał Diego, wyciągając swoją broń. - Schowajcie się dopóki nie opanujemy sytuacji.
Długowłosy schował pośpiesznie list do kieszeni i wraz ze swymi towarzyszami wspiął się na wzgórze przy bramie do Placu Wymian. Ujrzeli z niego ludzi w brązowych zbrojach, który strzelali z łuków i kusz do Strażników przy bramie. Jeden z tych pierwszych ujrzał skazańców i zaczął celować w ich stronę. Napiął cięciwę łuku, jednak nie trafił, ponieważ sam został trafiony strzałą. Berg spojrzał w stronę, z której poleciała i ujrzał Diego. Jednak sytuacja skazańców wciąż była beznadziejna - nie mieli jak uciec ani gdzie się skryć. W dodatku Kai poślizgnął się i spadając złapał się nogi piwnookiego. Razem upadli na jednego z martwych Strażników, leżącego na uboczu pola bitwy.
Ten pierwszy podniósł jego miecz i ruszył do walki. W końcu "czerwoni" wyparli wrogów z terenu Placu Wymian. Bohater z powrotem wyciągnął list, chcąc sprawdzić czy nie został przypadkiem wcześniej uszkodzony przez wodę. Wtem jednak jeden z uciekających Bandytów, być może odruchowo, być może przypadkiem, zabrał piwnookiemu dokument.
- O cholera, wracaj! - zawołał okradziony i ruszył za złodziejem w pościg.
Tymczasem do Berg zeskoczył do Kai'a.
- No nieźle sobie poradziłeś - przyznał.
- Trenowałem od małego - powiedział prostolinijnie zielonooki z wyraźną satysfakcją.
- A gdzie ten trzeci? - usłyszeli za sobą głos Diego.
- Pobiegł za jednym z najeźdźców - odparł Berg.
- Co?! - zapytał zdenerwowany Cień.
- Wydaje mi się, że ten typ mu coś zabrał.
- No cóż, to ma większy sens - wąsacz uspokoił się. - Już myślałem, że chciał się wykazać odwagą. Miejmy nadzieję, że przeżyje. Ale my musimy natychmiast dotrzeć do Starego Obozu donieść o tym wszystkim Thorusowi.
Tymczasem Bezimienny wciąż gonił Bandytę. Zbiegali obaj z góry stromą ścieżką. W biegu Bezimienny chwycił stary miecz wbity w ziemię pod drzewem. Zamachnął się, chcąc ogłuszyć złodzieja, jednak wtedy na drogę wbiegł mu młody ścierwojad. Bohater nie zdążył wyhamować i wyłożył się jak długi, przewracając także zwierzę. Uderzył je szybko ostrzem miecza w łeb i wstał pośpiesznie, chcąc jak najszybciej dorwać złodzieja. Biegł wciąż ścieżką, po jednej stronie mając wysoką górę, po drugiej zaś głęboką przepaść, od której dzielił go podniszczony płotek, mający zapewne pełnić funkcję barierki. Po drodze zerwał jedną sztukę Orkowego Ziela - zresztą jedyną jaka tam rosła - i schował w luźnej kieszeni swoich spodni.
- Może się przydać... - pomyślał na głos.
Zbiegł na sam dół. Rozejrzał się jednak zobaczył tylko trzech ludzi w niebieskich strojach. Podszedł do nich chcąc się zapytać czy nie widzieli gdzie pobiegł złodziej listu.
- Witajcie! Widzieliście gdzie...
- No proszę, proszę. Kogo my tu mamy? - przerwał jeden z nich.
- Żółtodziób, co? - spytał drugi.
- Jestem... tak, dopiero co tu trafiłem...
- Cóż, musisz więc nawiązać tutaj pewne kontakty - rzekł ten pierwszy. - Najlepiej przez pracę. Nieroby tylko na bagnach siedzą... pójdziesz ze mną.
- My się mamy wtrącić, czy coś? - szepnął drugi do trzeciego.
Ten kiwnął przecząco głową.
- Nie nasza sprawa - powiedział.
- Ale ja... - zaczął bohater.
- Pójdziesz ze mną! - zawołał mężczyzna wyciągając broń.
Uderzył skazańca mocno w głowę głowicą rękojeści pozbawiając przytomności.
- No to Ryżowy Książę będzie miał nowego Zbieracza - stwierdził drugi. - Bywaj, Lewusie.
- Bywajcie - odparł Lewus. - Tylko następną dostawę mięsa macie dostarczyć sami, żebym nie musiał tutaj łazić, zrozumiano?
- Jasne, ale przyznasz, że ta wyprawa ci się przydała. Zdobyłeś w końcu kolejnego Zbieracza.
- Racja, Ratford, racja, ale mimo wszystko nie chce mi się tu chodzić osobiście. Następnym razem kogoś wyślę.
- Ciekawe czy ten ktoś złapie następnego żółtodzioba - zaśmiał się Ratford. Dostał kuksańca od towarzysza. - Co jest, Drax?
- Lewus, lepiej już sobie idź. My mamy masę roboty, a jeszcze twój nowy niewolnik ci zwieje - powiedział chłodno mężczyzna.
Lewus kiwnął głową i odszedł targając za sobą Bezimiennego, zaś Drax i Ratford poszli, jak zwykle, zapolować na ścierwojady.

Ostatnio edytowane przez Mika 123 : 20-08-18 o 19:40.
RPG
Mika 123 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 22-12-16, 23:31   #8
 Ancoron
Ma admina
 
Ancoron awatar
 
Zarejestrowany: styczeń 2016
Posty: 7 458
Domyślnie

bohater z przed... Dobre, staropolskie. Ale obecnie używa się sformułowanie sprzed .
Cytat:
3 chrząszcze
Liczby słownie
Cytat:
pokazał mu Wrzód
A skąd on wie, że to Wrzód? Błąd logiczny . Nie używaj imion, jeśli nie zostały podane, tak samo z ksywkami.
Cytat:
- O, chrząszcze - powiedział sam do siebie. - Akurat was potrzebuje.
Nie, tutaj nie ma błędu, ale te zdanie jest takie proste, że aż się uśmiechnąłem. Przerywa czytanie i zmusza do refleksji .
Cytat:
za tamtym najeźdźcom
Auć...
Cytat:
- Nie jestem pewien... Ziemię Orków?
Ziemie, nie Ziemię :P.

Ogólnie chaotyczny ten rozdział, pędzisz z akcją, jakby cię gonił zębacz w czasie rui. Ale najgorszym co mogłeś wybrać były te dialogi, spodziewałem się czegoś lepszego, to wyszło bardzo płytkie. Więcej emocji potrzeba, postacie muszą mieć drugie dno, a wszystkich sprowadzasz do jednego: Hej ty, masz zadanie. To niezbyt fajne. Sztuką opowieści z tego świata jest jego rozwinięcie, sprawienie by był ciekawszy .
Ogólnie za dużo tych dialogów jak na taką małą ilość tekstu. Mogłeś obóz rozłożyć na kilka takich rozdziałów i bardziej przyłożyć się do każdego elementu, wplatając kolejne wątki . Razi również płytkość podróży: Rozmowa, idzie dalej, kolejna rozmowa. No i przez to jest kupa powtórzeń. Choć widzę, że to miało być humorystyczne, lecz zabrakło takiej... wisienki na torcie.
No i jeszcze jedno: Nie rób z bohatera gieroja, twardziela niszczącego wszystko. O wiele lepiej się czyta o zwykłych osobach, które gdy zbytnio cwaniakują to dostają w*ierdol

Ostatnio edytowane przez Ancoron : 22-12-16 o 23:36.
RPG
Ancoron jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 23-12-16, 14:46   #9
 Mika 123
Strażnik Miejski
 
Mika 123 awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2016
Skąd: Khorinis
Posty: 2 064
Domyślnie

Cytat:
A skąd on wie, że to Wrzód? Błąd logiczny . Nie używaj imion, jeśli nie zostały podane, tak samo z ksywkami
No to akurat nie jest jedno z przemyśleń bohatera, ani nic w tym stylu, ale wypowiedź narratora.

Cytat:
No i jeszcze jedno: Nie rób z bohatera gieroja, twardziela niszczącego wszystko. O wiele lepiej się czyta o zwykłych osobach, które gdy zbytnio cwaniakują to dostają w*ierdol
No tu właśnie Bezimienny pożałuje tej decyzji co można wnioskować po ostatnim wątku rozdziału, kiedy Bloodwyn wynajął Grima i jego koleżków. Nie za bardzo też wiedziałem jak doprowadzić do tej sytuacji, w końcu bohater widział tego Strażnika pierwszy raz w życiu, więc nie wiedział, że ten będzie "doił" z niego rudę, a wcześniej zapłacił Szakalowi, więc co by mu szkodziło zapłacić i Bloodwynowi. Dlatego właśnie wyszło jak wyszło...

Cytat:
Mogłeś obóz rozłożyć na kilka takich rozdziałów i bardziej przyłożyć się do każdego elementu, wplatając kolejne wątki . Razi również płytkość podróży: Rozmowa, idzie dalej, kolejna rozmowa. No i przez to jest kupa powtórzeń. Choć widzę, że to miało być humorystyczne, lecz zabrakło takiej... wisienki na torcie.
Ech... pisałem ten rozdział około 2 dni, a do tego szkoła trochę odbierała mi czas. Byłem jednak trochę zmęczony (niczym bohater tej opowieści), więc może dlatego nie wyszło zbyt dobrze, ale miałem wystarczająco dużo sił, żeby wprowadzić te "wątki humorystyczne", jednak moim zdaniem nie wyszło zbyt śmiesznie.
RPG
Mika 123 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 23-12-16, 19:50   #10
 Mika 123
Strażnik Miejski
 
Mika 123 awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2016
Skąd: Khorinis
Posty: 2 064
Domyślnie

Rozdział VIII Śledztwo

Żółtodziób obudził się na podłodze. Wstał i przyjrzał się wnętrzu chaty. Stał w niej stół, na którym, o dziwo, leżał kawałek szynki i co dziwniejsze świeżej. Usiadł, więc na stołku, przy stole i zaczął jeść. Po zjedzeniu śniadania postanowił sprawdzić skrzynie, leżące w budynku. Zaczął od tej przy wejściu.
- Pusta - powiedział sam do siebie.
Podszedł do kufra po ścianą, klęknął i otworzył go.
- Cholera, szkoda, że obydwie są puste. Ale na co ja liczyłem w Kolonii Karnej... - rozżalił się. - Ale trzeba wziąć się w garść! Muszę dołączyć do Starego Obozu, żeby nie być na końcu tego cholernego łańcucha pokarmowego.
Kandydat na Cienia wyszedł, więc ze swojej chaty i zaczerpnął świeżego powietrza. Podszedł do niego jeden z Kopaczy:
- Witaj, nazywam się Guy.
- Witaj, a ja nazywam się...
- Człowieku! Spałeś do południa! A my tu charujemy! - przerwał mu.
- Hmmm... to już południe?
- Tak.
- No, cóż miałem wczoraj ciężki dzień... Przepraszam. Mogę ci zadać pytanie?
- Pytaj.
- Co wiesz o Neku?
- To Strażnik. Patrolował ten teren, jednak zniknął trzy dni temu. Teraz zastępuje go Fletcher. Swoją drogą Fletcher to...
- Dobra, dobra dzięki. Muszę już ruszać w drogę.
Świeżo upieczony detektyw ruszył w stronę kuźni. Zobaczył tam pracujących wątłych Kopaczy, jego uwagę przyciągnął nieco silniejszy z nich.
- Widzę, że znasz się na swoim fachu - powiedział do niego.
- Jeszcze nikt nie miał powodu do narzekań - odparł ochrypłym głosem. - Jestem Huno.
- Chętnie spróbowałbym sił jako kowal.
- Tylko nie myśl sobie, że tak łatwo jest wykuć solidny miecz.
- Co muszę zrobić?
- Weź stal i rozgrzej ją...
Gdy Kopacz tłumaczył dawnemu Zbieraczowi zasady kowalstwa, o tego drugiego otarł się przechodzący Strażnik. Żółtodziób spojrzał w jego stronę i pomyślał, że to może być Fletcher, który może coś wiedzieć o zaginionym Neku.
- ... wtedy hartujesz ostrze w wodzie...
- Przepraszam cię na chwilę Huno - przerwał mu śledczy.
Zszedł ścieżką na dół, aż dogonił Strażnika.
- Hej ty! - zawołał.
- Jeśli chcesz pozbyć się swoich pieniędzy za ochronę to wybrałeś zły dzień - powiedział znudzony.
- Dlaczego?
- BO MNIE TU NIE MA! - krzyknął tak, że Kopacze przy kuźni obejrzeli się na niego i jego rozmówcę.
- Czyżby, a gdzie jesteś? - spytał zdziwiony.
- W tej chwili siedzę sobie w Zamku przy ognisku i popijam piwo.
- To jakim cudem z tobą rozmawiam?
- To wszystko przez Neka. Zachciało mu się znikać i zostawił ten rewir bez patrolu. Dlatego Thorus wysłał MNIE, żebym go zastąpił dopóki nie wróci.
- A wiesz o nim coś więcej?
- Nie, ale jeśli go znajdziesz powiedz mi o tym.
- Jasne, wbrew pozorom bardzo mi pomogłeś.
Bohater podszedł do krawędzi wzgórza i zeskoczył. Udało mu się wylądować "na cztery łapy". Otrzepał się z ziemi i ruszył w stronę zawalonej wieży. Wszedł do jej wnętrza. W budynku nie było zbyt tłoczno. Przy stolikach siedziało kilku Kopaczy, jakiś Szkodnik i dwóch Cieni. Nowy klient podszedł do lady.
- Witaj w mojej gospodzie - powiedział Strażnik za ladą. - Nazywam się Mancheim. Proszę, pierwsze piwo za darmo. Na zdrowie! - dodał podając mu butelkę piwa.
- Dzięki - podziękował, otwierając butelkę i wypił jednym haustem. - Jesteś wyjątkowo miły jak na Strażnika.
- A dlaczego miałbym nie być? Dzięki temu zjednałem sobie Kopaczy. Zrezygnowałem z wywyższania się. Dzięki temu mam dużo klientów.
- Zatem na pewno słyszysz tu wiele ciekawych rzeczy.
- Tak, do czego zmierzasz? A! Zaraz, to ty jesteś tym Nowym w Obozie?
- Owszem.
- To słyszałem właśnie, że to ty wypędziłeś z Obozu tą mendę od Quentina. Wczoraj wieczorem było o tym głośno. Wiesz, masz następne piwo, na mój koszt.
- Dzięki, ale zachowam na później. Ale wracając: co wiesz o Neku?
- Powiadają, że uciekł do Nowego Obozu. Inni zaś mówią, że poszedł na Ziemie Orków.
- Po co? Przecież to niebezpieczne miejsce.
- Nie wiem. To tylko ludzkie plotki. Jedno wiem na pewno: ostatnią osobą, z którą rozmawiał przed zniknięciem był Snaf.
- Skąd to wiesz?
- Powiedział mi o tym sąsiad Snafa, Wrzód. To wiarygodne źródło informacji, on nie umie kłamać. Może dlatego gnije jako Kopacz... Hej! A ty co się tak dopytujesz?
- Po prostu zastanawiam się co się z nim stało... wiesz...
- Ty coś kręcisz.
- No dobra, Fletcher chce się dowiedzieć co się z nim stało. Musi teraz patrolować jego rewir, przez co nie może siedzieć sobie w Zamku. Wiesz, dla niego to sprawa życia i śmierci...
- Rozumiem, chcesz się przypodobać wpływowym ludziom w Obozie i zyskać poparcie. Jednak Fletcher nie jest zbyt wpływowy. Ma długi, między innymi u Scatty'iego. Jak chcesz ja mógłbym cię poprzeć, jednak nie za nic.
- Co muszę zrobić?
- W mojej gospodzie brakuje czegoś... pędzimy co prawda dobry bimber, dostajemy piwo i wino z Zewnętrznego Świata, ale potrzebne jest mi jakieś bagienne ziele. Dobrze by było jakbyś znalazł jakiegoś kucharza.
- Może być Snaf?
- Nie. On jest... znaczy... najlepiej znajdź kogoś innego... A jeśli chodzi o skręty to idź do Baal Tarana. U Dextera jestem spalony.
- Co mu zrobiłeś?
- To jest coś czego nie naprawisz...
- No dobra, zrobię to.
- Wiedziałem, że mogę nie ciebie liczyć.
- Pójdę już.
Żółtodziób wyszedł z zawalonej wieży i udał się w kierunku targowiska.
- Dobra, to co już mamy - pomyślał. - Nek to Strażnik ze Starego Obozu, który patrolował teren wokół areny. Zniknął w tajemniczych okolicznościach. Ludzie mówią, że uciekł do Nowego Obozu, jednak kucharz Snaf myśli, że jest to mało wiarygodne, ponieważ miał on dobre stosunki z Magnatami. Snaf jest też ostatnią osobą, z którą rozmawiał Nek przed zniknięciem. Hmmm... czyli jak widać wszystko pcha mnie w stronę tego kucharzyny. Chociaż Thorus na pewno też wie coś o jednym ze swoich ludzi. Tak, to jest trop. Cel: Thorus...
Detektyw nawet nie zauważył kiedy znalazł się na terytorium Bloodwyna. Odezwał się do niego mężczyzna w średnim wieku z pierwszymi zmarszczkami i kucykiem w lekko rudym kolorze:
- Hej, zaczekaj! Słyszałem, że rozmawiałeś z Bloodwynem.
- Tak, a co i do tego?
- Odmówiłeś mu! Niezły z ciebie gość! Nikt nie ma tyle odwagi, żeby mu podskoczyć! A to oznacza, że wszyscy będziemy musieli mu płacić twoją dolę! Postaram się, żebyś o tym pamiętał, kiedy Bloodwyn znowu poprosi cię o datek!
Kopacz wyjął broń i rzucił się na żółtodzioba. Ten zrobił unik i również wziął w ręce miecz. Odskoczył od agresora i czekał na jego ruch.
- No chodź! - sprowokował Kopacza.
Sprowokowany znowu rzucił się na mężczyznę, który zablokował cios i zrewanżował się serią ciosów na boki, jednak żaden nie trafił Kopacza. Niespodziewanie ten drugi uśmiechnął się, jakby chciał powiedzieć: "Wiem coś o czym ty nie wiesz...". To sprawiło, że był nieco zdezorientowany, więc żółtodziób skoczył na niego, powalając go. Wstał i powiedział:
- I na co ci to było? Mi nie potrzebna jest ochrona Bloodwyna.
Gdy powiedział poczuł, jak ktoś uderza go w plecy. Nie zdążył się odwrócić, ponieważ kolejny cios dostał w głowę, przez co stracił przytomność.

Był już późny wieczór, kiedy kandydat na Cienia ocknął się. Czuł okropny ból pleców, a na dodatek był mokry, ponieważ padał deszcz.
- Arght! Cholera, co za ból - przeklinał wstając.
Z jednej z chat wyszedł Kopacz. Miał ciemnobrązowe, wręcz brunatne włosy. Nosił wąsy i bako brodę.
- Już wstałeś! - powiedział. - Chodź do mojej chaty, trochę się ogrzejesz.
Pokonany skorzystał z propozycji i wszedł do chaty miłego Kopacza. Gdy już byli w środku zaczęli rozmowę.
- Nazywam się Jessy - powiedział gospodarz. - Jesteś strasznie poobijany.
- Czy wiesz co się stało?
- Tak, kiedy powaliłeś Hereka, bo jakbyś nie wiedział tak ten Kopacz miał na imię, stojący za tobą Bloodwyn zaatakował cię z zaskoczenia. Kiedy straciłeś przytomność, ten, który cię powalił zaczął grzebać ci po kieszeniach. Zabrał ci całą rudę i butelkę piwa. Potem Herek zabrał twoją broń. Zastanawiasz się też pewnie dlaczego Herek cię zaatakował. Otóż Bloodwyn go wynajął, żeby cię pobił. Liczył na to, że po takim incydencie będziesz mu regularnie płacił. Proszę, zjedz tą zupę doda ci sił.
Osłabiony mężczyzna wziął miskę i łapczywie zjadł zawartość.
- To jest niezłe! Nie sądziłem, że umiesz gotować. I to tak dobrze! Mam dla ciebie propozycję.
- Hehe, nie, nie wyjdę za ciebie.
- Bardzo śmieszne. Co innego chodzi mi po głowie. Znasz może Mancheima?
- Tak, prowadzi karczmę w zawalonej wieży.
- Dokładnie, to on.
- Więc?
- Mancheim szuka kucharza. Może byłbyś zainteresowany?
- Jasne. Zawsze to wpadnie parę bryłek.
- Zatem chodźmy do niego.
Wyszli z chaty Kopacza i udali się w stronę karczmy. Całą drogę milczeli. W końcu dotarli na miejsce. Weszli do środka i podeszli do Strażnika za ladą.
- Witaj Mancheimie - przywitał się dawny Zbieracz. - Oto ktoś, kto pomoże ci z tym interesem.
- Dzięki, przyjacielu. A ty, Jessy chodź tu za ladę, masz tu wszystko co będzie ci potrzebne.
- Oczywiście, jednak chciałbym z tobą omówić sprawę zapłaty.
- Spokojnie, myślę, że cię usatysfakcjonuje.
- Dobra, ja już pójdę - powiedział kandydat na Cienia.
Niespokojny poszedł w stronę chaty Snafa. Gdy dotarł na miejsce, powiedział:
- Hej Snaf!
- Tak? Znalazłeś już chrząszcze i Piekielniki?
- Co do chrząszczy, to proszę, oto one. Nad Piekielnikami wciąż pracuję. Mam do ciebie pytanie.
- Pytaj, więc, ale się pośpiesz.
- Co wiesz o Neku?
- Mówiłem ci już. W dzień jego zniknięcia poprosiłem go o zdobycie Piekielników. Wyruszył od razu, jednak już nie wrócił. A teraz idź już, mam dużo roboty!
- Dobra, dobra.
Detektyw poszedł w stronę posterunku Thorusa. Widząc, że ten odwraca się i idzie do Zamku, zaczął biec.
- Thorusie! Zaczekaj - zawołał.
- Tak? - spytał, zwracając się w stronę śledczego.
- Mam do ciebie pytanie.
- Słyszałem już o tym, że pytasz mieszkańców Obozu o jedną rzecz: co wiedzą o Neku. I chcesz teraz, żebym teraz ja odpowiedział na to pytanie?
- Tak.
- Nek jest lub może był jednym z moich ludzi. Zaskarbił sobie zaufanie moje i Magnatów. Był także Kurierem Magów.
- Kurierem Magów?
- Zgadza się. Zanosił przesyłki od Magów Ognia do Magów Wody. Jednak to nie działało tylko tak, że Nek chodził sam między Obozami. Miał on w końcu swoje obowiązki w naszym Obozie, więc Magowie Wody wysłali tu Mordraga. I od tej pory mam nie lada problemy. Mordrag okrada Magnatów, a ja nie mogę z tym nic zrobić. W dodatku Mordrag ma czelność zjawiać się w NASZYM Obozie i odsprzedawać NASZE rzeczy, NASZYM chłopcom. A to już za wiele, ale ten Szkodnik jest pod opieką Magów. Ale co ja ci zawracam głowę! No... to by było na tyle, idź już.
- Żegnaj Thorusie.
Detektyw skierował swe kroki w stronę Południowej bramy.
- Hmmm... - rozmyślał. - Podsumujmy: Nek, Strażnik ze Starego Obozu i Kurier Magów zaginął w tajemniczych okolicznościach. Większość ludzi uważa, że uciekł do Nowego Obozu, co jednak najprawdopodobniej mija się z prawdą, ponieważ sam Thorus powiedział, że on jak i Magnaci mu ufają, więc po co ten człowiek miałby to tracić, po przez zdradę? Snaf wysłał go na grzyby i zarazem jest ostatnią osobą z jaką Nek rozmawiał. Podczas mojej ostatniej rozmowy z nim wyglądało, że coś ukrywa. Flether przejął robotę Strażnika po jego zniknięciu. Cholera! To chyba dla mnie zbyt trudne. Lepiej zajmę się zbieraniem Piekielników dla tego całego Snafa.
Jak pomyślał, tak zrobił. Dotarł do jaskini, w której miał znaleźć poszukiwane grzyby. To co tam zobaczył przekroczyło jego najśmielsze wyobrażenia. Mężczyzna w czarnej zbroi leżał w kałuży krwi, która zabarwiła już ziemię przy jego zwłokach. Miał dwie dziury w plecach. Jednakże było tu też truchło łysego mężczyzny w czerwonej zbroi. W jego klatkę piersiową był wbity miecz.
- To może być Nek - powiedział detektyw sam do siebie.
Mężczyzna zaczął badać ciało Strażnika, aż przy karku wyczuł metalowy przedmiot. Był to amulet. Zdjął go z szyi denata.
- Hmmm... - zamyślił się. - Tu jest coś wygrawerowane... Nek... Dobra! Mam to. Ale zaraz! Ci dwaj na pewno ze sobą walczyli. Ten blondyn... kiedy rozmawiałem ze Snafem w jego głosie dało się dostrzec... żal... czy to znacz, że... kucharz wynajął go, żeby zabił Neka? Cholera, biorę te grzyby i idę do niego.
Bezimienny pozbierał Piekielniki, przyjrzał się jednak broni, która leżała na ziemi i miała ślady krwi.
- Hmmm... skoro mój miecz zabrał Herek to to żelastwo bardzo mi się przyda, zwłaszcza w tej sytuacji...
Podniósł go, trochę przeczyścił i przymocował do pasa. Pobiegł w stronę Obozu, mijając Strażników i wielu innych mieszkańców. Wreszcie dotarł do domu kucharza.
- Czego chcesz o tak późnej porze? - spytał niczego nie spodziewający się kucharz.
- Masz tu te swoje Piekielniki.
- Byłeś w jaskini? - zapytał ze strachem.
- Tak. Teraz grzecznie mi powiesz co masz na sumieniu.
- Ja... ja... to nie... nie jest tak jak myślisz...
- Spytam wprost: wynająłeś tego blondyna, żeby zabił Neka?
- Nie... to jest bardziej skomplikowane... Więc... widziałeś tego mężczyznę?
- Tak, nie żyje.
- Co? A zatem... wreszcie mogę się czuć bezpieczny - ucieszył się, odzyskując spokój. - Teraz powiem ci całą prawdę. Otóż: kilka dni temu w nocy, dokładnie tak jak ty teraz, przyszedł do mnie ten mężczyzna. Przeraził mnie jego widok, ponieważ myślałem, że nie żyje. On kazał mi zwabić Neka do jaskini za Obozem. Zastraszył mnie, a ja wykonałem jego polecenie. Nawet nie wiesz jak tego żałuję. Ale musisz mnie zrozumieć, on groził mi śmiercią.
- Dobrze, rozumiem. I nie wydam cię Złemu.
- Dziękuję, jak mogę ci się odwdzięczyć? Już wiem! Codziennie, będę ci dawał trzy porcje potrawki z chrząszcza a la Snaf z ryżem i grzybami, czyli tego na co przyniosłeś mi przed chwilą składniki.
- To bierz się do roboty.
- Tak jest.
Bohater opuścił dom Snafa i zaczął szukać Fletchera. W końcu go znalazł stojącego przed drzwiami do jakiegoś niewielkiego budynku.
- Witaj, Fletcher! Chodzi o Neka...
- Tak?
- Chyba go znalazłem...
- Gdzie on jest?
- W innym lepszym świecie...
- O cholera, miałem nadzieję, że ten bencwał jednak wróci. Teraz mam kłopot.
- Jaki problem?
- Jestem winien Scatty'iemu nie lada sumkę...
- "Jednak Flether nie jest zbyt wpływowy." - kandydat na Cienia przypomniał sobie słowa oberżysty. - Przykro mi, nie mogę pomóc - powiedział głośno, po czym odszedł w stronę innej części Obozu.
Szedł w stronę chaty Złego. Ten jak zwykle siedział na ławce przed swoim domem i akurat popalał skręta.
- Witaj, Zły. Znalazłem Neka.
- Tak? A masz na to jakieś dowody?
- Tak, znalazłem przy nim ten amulet. Proszę, oto on.
- To właśnie o ten amulet mi chodziło! Zakładam, że korciło cię, żeby zachować go dla siebie. Spokojnie, dokonałeś mądrego wyboru. Równy z ciebie chłop, wstawię się za tobą u Diego.
- Nie chcesz wiedzieć co się stało z Nekiem?
- Nie, chodziło mi tylko o amulet. Żegnaj.
Gdy Zły udał się do swojej chaty jego rozmówca poszedł do swojej i zasnął na swoim łóżku z poczuciem spełnionego obowiązku.

Ostatnio edytowane przez Mika 123 : 08-05-17 o 13:26.
RPG
Mika 123 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 24-12-16, 14:39   #11
 Mika 123
Strażnik Miejski
 
Mika 123 awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2016
Skąd: Khorinis
Posty: 2 064
Domyślnie

Rozdział IX Stanąć na nogi

- Ach! Jak dobrze wstać - powiedział Bezimienny, wstając z łóżka. - Plecy to już w ogóle mnie nie bolą, żyć nie umierać. Dobra, idę do Snafa po tą jego potrawkę.
Bohater wyszedł ze swojej chaty i ruszył w kierunku chaty grubego kucharza.
- Hej, Snaf!
- O Innosie! Weź mnie nie strasz! Od tego incydentu z Nekiem mam okropne poczucie winy - odparł tamten.
- Spokojnie, przecież mówiłem, że cię nie wydam. Zresztą! Złemu zależało tylko na amulecie, ale wydaje się być bardzo zadowolony.
- Tak, tak. Jednak wydaję mi się, że no cóż... nigdy nie pozbędę się wyrzutów sumienia.
- Przecież nie zrobiłeś tego z własnej woli... zostałeś zastraszony.
- Ech... dzięki. Wiesz, jestem tu dosyć ważną personą, w końcu jestem JEDYNYM kucharzem w Zewnętrznym Pierścieniu...
- A byś się zdziwił, Snaf - pomyślał tylko długowłosy mężczyzna.
- ... mógłbym się wstawić za tobą u Diego.
- Jasne, dzięki! Żadna pomoc nie zaszkodzi.
- W końcu oddałeś mi przysługę...
- Właśnie, powiedziałeś, że mogę dostać tyle potrawki ile tylko zapragnę...
- I dotrzymam słowa, weź te trzy porcję!
- Zaczekaj. Na razie daj mi tylko jedną, na śniadanie. Nie zamierzam nosić ze sobą po całym Obozie dwóch misek potrawki.
- Jak sobie, życzysz. To idź już i jedz to swoje śniadanie, a ja pójdę do Diego.
- Żegnaj zatem.
Głodomór poszedł do swojej chaty już zaczynając jeść. Kiedy już w swojej chacie opróżnił zawartość miski, położył ją na stole.
- Hmmm... może, by zajść do Diego, spytać o opinię w Obozie - powiedział do siebie.
Bohater poszedł, więc w tym samym kierunku co wcześniej, jednak teraz miał dalszy cel: Diego, wąsaty szef Cieni ze Starego Obozu. Kandydat na jednego z nich, ciekawy co mówią o nim mieszkańcy Obozu, zjawił się przed chatą wąsacza. Jednak, nie siedział on na ławce przed swoją chatą, jak zwykle to robił za dnia. Zaskoczony podszedł do stojącego na warcie przed bramą do Zamku, Thorusa i spytał:
- Gdzie jest Diego?
- Gomez wezwał go do siebie w pilnej sprawie. Niedługo wróci - odpowiedział Strażnik.
- Rozumiem. Rozwiązałeś już swój problem z Mordragiem?
- Kazałem jednemu z Nowych, niejakiemu Kai'owi zająć się tym Szkodnikiem w zamian za poparcie u Diego.
- Cieszę się, że... o! Czy to Diego wraca? Tak, to on.
- Czekałeś na mnie? - spytał szef Cieni, gdy już podszedł do stojącego pod bramą skazańca.
- Tak, chciałem cię zapytać o opinię w Obozie.
- Rozmawiałem z kilkoma ludźmi...
- I?
- Wykonałeś Test Zaufania. Scatty czeka na twoją walkę z Kirgo, ale nie może się doczekać aż wyzwiesz Kharima. Snaf mówi o tobie same dobre rzeczy. Rączka sądzi, że wiele się już nauczyłeś, ale myśli, że możesz być jeszcze lepszy. Znalazłeś Mancheimowi kucharza, ale wciąż czeka na dostawcę ziela. Nie zdobyłeś jeszcze przepisu Kaloma. Dexter wykorzystuje cię do swoich prywatnych interesów, będę musiał z nim poważnie porozmawiać, jednak jeśli o nasz Test to nie ma żadnych zasad. Jeżeli jednak uda ci się spełnić oczekiwania Dextera i rzeczywiście zdobędziesz tą recepturę to daleko tu zajdziesz. Fisk nie dostał jeszcze przesyłki z Obozu Łowców Orków. Znalazłeś Neka, Zły jest pod wrażeniem, ja zresztą też...
- Znalazłeś Neka? - spytał z niedowierzaniem Thorus.
- Tak - odparł znalazca.
- I co?
- Nie żyje.
- Jak to?
- Walczył z jakimś mężczyzną w czarnej zbroi. Jak chcesz zobaczyć ich truchła to idź do jaskini za Południową bramą.
- Pójdę tam natychmiast, Diego, zastąpisz mnie w pilnowaniu bramy?
- Jasne - odparł Cień.
- Wiesz Diego - powiedział dawny Zbieracz, gdy Strażnik odszedł - ja też już pójdę.
- Powodzenia na szlaku.
- Nawzajem, wąsaczu nawzajem.
Kandydat na Cienia poszedł ścieżką w stronę ogniska rozpalonego przez kilku Kopaczy i mężczyznę w zielono-żółtej zbroi.
- A, więc zadania na dziś: znaleźć dilera dla karczmarza i zdobyć paczkę dla Fiska - pomyślał. - Później trzeba się przejść na bagna...
Z jego rozmyślań wyrwał go głos jednego z Kopaczy. Nie wyróżniał się za bardzo od reszty. Nosił brązową koszulę i zielone spodnie z metalowymi wzmocnieniami. Przy boku miała drewnianą pałkę.
- Hej, to ty chcesz przyłączyć się do naszego Obozu? - zawołał.
- Tak, a co?
- Nazywam się Grim. Mam dla ciebie propozycję: dwóch Kopaczy ukradło cenny amulet z Zewnętrznego Świata. Magnaci na pewno zapłacą sporą sumkę za jego odzyskanie. Ci Kopacze siedzą teraz poza Obozem.
- A co JA będę z tego miał?
- Uznanie Magnatów i 1/3 zysku.
- O nie! Biorę połowę, albo sam szukaj amuletu.
- Dobra, dobra, dzielimy się pół na pół. To możemy już iść?
- Chodźmy.
- Podążaj za mną.
Pałkarz pobiegł w stronę Północnej bramy. Później skręcił w prawo i dobiegł do ogniska, przy którym siedzieli - zgodnie z jego historią - dwaj Kopacze. Odwrócił się w stronę bohatera i powiedział:
- No to jesteśmy. Z dala od twojego kumpla Diego. Mam ci przekazać pozdrowienia od Bloodwyna. Na niego, chłopcy!
Cała trójka wyciągnęła swoje bronie. Grim i jakiś inny Kopacz mieli drewniane pałki. Ostatni Kopacz miał kij nabijany gwoździami. Ten drugi mężczyzna zaszarżował na wojownika, jednak mocno tego pożałował, ponieważ dostał pięścią w brzuch i kopniaka w tyłek. Pobity pałkarz rzucił się do ucieczki. Wojownik zaatakował Kopacza z kijem. Seria ciosów żółtodzioba powaliła mężczyznę. Z napastników został już tylko Grim. Ten jednak był silnie przestraszony, ponieważ nie miał już swoich kumpli. Przyjaciel Diego przywarł do niego przyciskając do drzewa.
- Głupcze - wysyczał. - Chciałeś mnie zwabić w pułapkę.
- Zrozum, jedziemy na tym samym wózku. Ja też nie chcę harować w kopalni po kres swych dni. Dlatego wypełniam polecenia Strażników. Zresztą sam zasłużyłeś na cały ten bajzel! Czemu zadarłeś z Bloodwynem?
- Nie twoja sprawa.
- To jak będzie? Pokój czy wojna?
Bezimienny miał teraz mętlik w głowie. Skąd mógł wiedzieć, czy Grim nie wbije mu noża w plecy gdy tylko się odwróci... albo jeśli Bloodwyn znów sypnie rudą znowu to zrobi. Nie, raczej nie miałby już odwagi, może zaryzykować.
- Niech będzie pokój - rzekł, puszczając Kopacza.
- Dzięki, teraz będę zawsze po twojej stronie, obiecuję. A oto połowa rudy, którą dał mi Bloodwyn za ten cały incydent. Nie mogę dać ci całej, bo ja też muszę z czegoś żyć. Proszę, 200 bryłek rudy.
- Haha, czyli wywiązałeś się z umowy, dając mi połowę zysków.
- Tak. Lepiej już pójdę.
- Tak będzie najlepiej.
Gdy Kopacz już sobie poszedł, wojownik spojrzał na drugi brzeg przepływającej niedaleko rzeki.
- To stamtąd porwał mnie Lewus - przypomniał sobie. - Ech... czas niby leczy rany, ale wciąż nie mogę zapomnieć... ciekawe co się dzieje z innymi Zbieraczami, z Horacym, z Rufusem... Dobra, idę do tego całego Baala Tarana.
Bohater poszedł w stronę bramy Obozu, a gdy już przez nią przeszedł podszedł do Kopaczy przy ognisku.
- Hej! - odezwał się do niego starszy już mężczyzna. Miał brodę, która trochę zasłaniała pierwsze zmarszczki. - Jesteś tu nowy, co?
- Tak, jestem tu od około 6 dni.
- Nazywam się Graham, rysuję mapy.
- Na pewno zajrzę do ciebie, jeśli będę jakieś potrzebował. Witaj - zwrócił się do stojącego obok niego łysego jegomościa w tej dziwnej zbroi.
- Jestem Baal Taran, z Bractwa Śniącego.
- Kim jest Śniący?
- Śniący to bardzo potężny Bóg. Kto wie, może nawet potężniejszy od Innosa, Boga Światła. Wskazał nam właściwą ścieżkę poprzez wizję Y'beriona. My, jego wybrańcy wyrzekliśmy się wiary w pozostałych Bogów.
- Dlaczego?
- Innos, Adanos i Beliar przyglądali się bezczynnie, kiedy nas tu zrzucano. Śniący jako jedyny chce nas stąd uwolnić i zniszczyć Magiczną Barierę.
- Tak, to bardzo ciekawe, ale właściwie to mam dla ciebie propozycję.
- Jaką?
- Znasz Mancheima?
- Coś mi się obiło o uszy, prowadzi gospodę w zawalonej wieży.
- Potrzebuje dostawcy skrętów z bagiennego ziela.
- I pomyśleliście o mnie?
- Tak.
- Będzie z tym problem.
- Jaki?
- Ktoś ukradł paczkę z zielem, które tu ze sobą przyniosłem.
- Masz jakieś podejrzenia?
- Nie, ale porozmawiaj z Gravo, on zna się na ludziach.
- Dobra, porozmawiam z nim. Wygląda na to, że czeka mnie kolejne śledztwo.
Żółtodziób udał się przed chatę Kopacza Gravo, stojącej nieopodal platformy służącej pewnie za mównicę. Podszedł do starca. Starzec ten nosił przy boku już tylko siekierkę, ponieważ nic cięższego raczej nie udźwignie z racji na wiek.
- Witaj! Mam do ciebie sprawę - rzekł wojownik.
- Jaką, chłopcze - spytał ochryple. - Nawet mnie nie znasz.
- Wiem, że nazywasz się Gravo i wiesz co w trawie piszczy.
- Hehe, chłopcze, widzę, że jesteś dobrze poinformowany. Co chcesz wiedzieć?
- Coś o paczce z zielem Baal Tarana.
- No, z tego co wiem sekciarz przyniósł ją ze sobą kilka dni temu. Miał dostarczyć ją Gomezowi, jednak zanim zdążył pójść do Zamku, ktoś mu ją ukradł. Niepotrzebnie zwlekał te dwa dni... Ta informacja była za darmo, jednak jeśli chcesz...
- Tak?
- Mogę dowiedzieć się trochę o tej sprawie, za drobną opłatą...
- Ile?
- 50 bryłek za robociznę i 100 dla ludzi, żeby im rozwiązać języki... 150 bryłek rudy - powiedział szczerząc zęby.
- No dobra, zapłacę, ale wiedz, że mnie rujnujesz...
- Efektów spodziewaj się jutro - oznajmił biorąc rudę.
- Dopiero jutro - pomyślał żółtodziób odchodząc. - Dobra, idę do tych Łowców.
Jak pomyślał tak i zrobił. Wyszedł z Obozu Północną bramą i ruszył ścieżką w lewo. Zabił po drodze jednego ścierwojada. Zatrzymał się widząc na ścieżce mężczyznę w krwistoczerwonej zbroi z metalowymi umocnieniami na klace piersiowej.
- Hej, ty! - zawołał. - Nie idź dalej tą ścieżką! Tu jest niebezpiecznie!
- Ale ja muszę iść do Obozu Łowców Orków!
- Zaczekaj! Jesteś chłopcem na posyłki Fiska?
- Tak.
- Ale zawsze sam szedł po swój towar...
- Narastający konflikt ze Świstakiem zmusza go do ciągłego stania przy swoim kramie.
- No dobra, powiedzmy, że ci wierzę... Masz, a teraz idź już!
Uradowany z pomyślnego wykonania zadania bohater udał się do Starego Obozu i szybkim krokiem dotarł na targowisko.
- Witaj, Fisk! Oto twoja przesyłka!
- Nareszcie! Wstawię się za tobą u Diego. Co do drugiej części twej nagrody... widzę, że masz już przyzwoitą broń, więc dostaniesz ode mnie tunikę ze skóry wilka. Gdzieś ją tu miałem... O! Jest, proszę.
- Pasuje jak ulał - powiedział doręczyciel po założeniu.
- No to jesteśmy kwita.
Skazaniec postanowił przejść się po Obozie popytać o paczkę Baal Tarana.

Ostatnio edytowane przez Mika 123 : 17-01-18 o 16:07.
RPG
Mika 123 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 25-12-16, 18:15   #12
 Ancoron
Ma admina
 
Ancoron awatar
 
Zarejestrowany: styczeń 2016
Posty: 7 458
Domyślnie

Żebym uznał opowiadanie za dobre, to dialogi muszą zajmować mniej niż 50% tekstu. A tutaj praktycznie same rozmowy, zwyczajnie to nudzi czytelnika. Tyle ci powiem.
Rada jest prosta: Twórz te rozdziały dłuższe, lecz ich nie rozwijaj pod względem fabularnym. Widzę że szybko ci idzie ogarnięcie takiego skrawka, więc po tym zadbaj, by poprawić go jakościowo. Nie wstawiaj jeszcze tutaj, a polepsz, rozwiń. Pisanie to nie same dialogi, ja akurat niezbyt je lubię, to i marudzę, ale każdy ci powie, że stworzenie żywego świata jest najważniejsze, umożliwienie ujrzenia go czytelnikom i to nie wyłącznie pod względem rozpisywania się o konkretnej osobie czy miejscu. Klimat tworzą takie elementy jak kropelki deszczu rozbijające się o pancerze i stopniowo spływajace na ziemię, gdzie wsiąkają, tworząc błoto. Klimat tworzy słońce, zniekształcone przez barierę, lecz mimo to wciąż palące i będące powodem utworzenia się potu i tym samym smrodu.
Klimat tworzą także zapachy, które czuć w powietrzu i wszystko inne, ruch i życie. Robactwo, komary... Ludzie i ich codzienne sprawy, ich wędrówki wplecione pomiędzy główne wątki, a także zwykła codzienność, rutyna obserwowana oczami bohatera.
Jak widać pod tym względem jest kiepsko, gwarny obóz stał się pusty, zaledwie kilka osób w nim widać i wędrującego bohatera.
A o ile ciekawsze byłoby na przykład poczytanie o tym, jak kopacze złapali złodzieja i zamierzają dokonać na nim samosądu, a bohater stara się załagodzić sytuację, z różnym skutkiem.
Sposobów jest ogromna ilość, świat da się wypełnić, rozwijając te fragmenty, już po stworzeniu, o kolejne wątki, nie same dialogi. Ekspresja i mimika również bywa przydatna. Nie upychaj tego wszystkiego na raz, powoli i spokojnie w różnych miejscach takie wstawki, pokaz zdolności pisarskich .
Choćbyś miał tworzyć kolejny fragment tydzień, żeby był on zadowalający i pełny to będzie lepiej niż nijaki urywek codziennie, w dodatku składający się prawie wyłącznie z rozmów...
...
...


Cholera, rozpisałem się, a miałem dać po prostu ocenę, lecz teraz widzę, że po tym co wyżej napisałem jest ona niepotrzebna. Przeczytaj i wyciągnij wnioski.
RPG
Ancoron jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Odpowiedz


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni post / autor
Pomysly do moda "Kosa po chwale i przeznaczenie" misje,obozy, i inne noga123 Dyskusja 1 16-04-11 23:03


Powered by vBulletin® Version 3.6.7
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.