Wróć   Forum Gothic - ArcaniA: Gothic 4 > Inne > Art & Story Forum > WIP
Przeładuj stronę Opowiadanko bez nazwy

Odpowiedz
Narzędzia wątku Wygląd
Nieprzeczytane 25-06-18, 20:12   #1
 Hassan1
Kąsacz
 
Hassan1 awatar
 
Zarejestrowany: marzec 2017
Skąd: Mmz
Posty: 760
Domyślnie Opowiadanko bez nazwy

Ostatnio wzięło mnie na napisanie czegoś nowego. Nie mam pomysłu na nazwę, ale jeśli ktoś by przeczytał i podzielił się uwagami, byłoby mi miło.

???

Drozdy są ciekawskimi ptakami o urzekającym głosie i dużym talencie do naśladownictwa dźwięków. Charakteryzują się powtarzaniem zasłyszanej melodyjnej frazy nie więcej niż trzy lub cztery razy. Z reguły są samotnikami, lubiącymi dawać koncerty lokując się na najwyższym punkcie w okolicy.
Tylko tyle wiedziała o tych ptakach, ze szkoły. Do tej pory nigdy nie widziała żadnego z bliska, choć wielokrotnie słyszała ich śpiew podczas spacerów po lesie.
Słońce zdążyło osiągnąć najwyższy punkt w dziennej wędrówce po nieboskłonie, od czasu gdy wyruszyła szlakiem z Kuźnic. Przez cały czas wsłuchiwała się w śpiew ptaków, dobiegający gdzieś tuż spoza zasięgu wzroku. I dopiero po minięciu kolejnego zakrętu w drodze na Wielki Kopieniec jej oczom ukazał się duży, płaski głaz leżący w poprzek ścieżki. Zwykle nie zwróciłaby na niego uwagi, takie przeszkody trafiają się dość często, jednak na tym głazie stał samotny drozd (poznała go, porównując z obrazkiem, który widziała w jednym z podręczników). W dziobie trzymał wielkiego ślimaka. Szybkimi ruchami uderzał nim o kamień, próbując rozbić skorupę.
Dziwne było to, że nie uciekł, gdyż podeszła bardzo blisko. Jedynie spojrzał na nią przez chwilę, a następnie powrócił do próby dobrania się do posiłku.
    • Cześć, malutki – powiedziała, starając się by jej głos zabrzmiał melodyjnie. Miała dziś bardzo dobry humor.
Drozdowi w końcu udało się zmiażdżyć skorupę i wydał z siebie piskliwe, radosne „tsip”.
Kucnęła obok kamienia, z jakiegoś powodu będąc przekonana, że ten akurat drozd nie spłoszy się. Miała rację. Obserwowała go z zachwytem, aż cały ślimak nie został skonsumowany.
Miał bardzo nieregularne, brązowo-pomarańczowo-szare ubarwienie i liczne białe plamki na podbrzuszu. Podczas posiłku skakał radośnie po całej powierzchni kamienia, wydając z siebie ciche dźwięki, które mogły oznaczać tylko satysfakcję. Gdy drozd odleciał, pozostawiając jedynie fragmenty ślimaczej skorupy, podniosła się, przeskoczyła przez kamień i ruszyła dalej, obserwując z zachwytem okolicę.
Nie pamiętała już, od jak dawna jest na nogach, ale nie miało to wielkiego znaczenia, bo nie czuła zmęczenia. Więcej, czuła się wyśmienicie i czasem po prostu zamieniała spacer na wesołe podskakiwanie w rytm melodii, która pojawiała się w jej głowie. Przypominała mieszankę Wiosennego Walca Chopina z ptasim trelem, który towarzyszył jej nieustannie na szlaku. Raz cichł, raz był głośniejszy, lecz zawsze, gdy odpowiednio się wyciszyła, była w stanie go usłyszeć. W miejscach, gdzie szlak był wystarczająco szeroki, zamykała oczy, rozkładając ręce na boki i wirowała w piruetach, dopóki nie zakręciło jej się w głowie.
Uwielbiała góry. Od dziecka była zakochana w Tatrach, przyjeżdżała tu z rodzicami w każde wakacje odkąd skończyła siedem lat. Żadne uczucie, którego doświadczyła w swoim siedemnastoletnim życiu nie mogło równać się z tym, jakie wywoływał spacer w leni poranek szlakami górskimi. Niezwykle orzeźwiające górskie powietrze i niesamowite widoki wywoływały w niej poczucie błogości. Dzisiejszego dnia wszystko było podwójnie piękne.
Szlak zmienił się. Teraz biegł przez las, za to podłożem były nasypane zapewne w celu ustabilizowania ścieżki duże kamienie o nieregularnych krawędziach. Z kolejną falą zadowolenia powitała wilgotne, nieruchome powietrze wypełniające przestrzeń między drzewami.
Coś zakuło ją w stopę. Zapewne jakiś ostrzejszy kamień. Nawet nie spojrzała w dół, choć ból trwał jeszcze przez chwilę. Pomyślała, krzywiąc się, że mogła wziąć buty.
Kolejne mijane drzewa zacieśniały się, tworząc nad jej głową zwartą kopułę, utrudniającą przebijanie się promieni słonecznych. To nawet lepiej, w tym miejscu spotka jakieś zwierzę! Zająca, jelenia, a może nawet kozicę!
Na kolejnych rozdrożach wybierała na chybił trafił kolejne odnogi, nie zwracając nawet uwagi na znaki. Przecież zna tu każdy zakątek! Nie potrzebuje tego! O tam, w zeszłym roku jej mama skręciła sobie kostkę, gdy obsunął się kamień, na którym stanęła. Tata musiał na własnych plecach znosić ją na dół, co zajęło mu prawie pół dnia! Pamiętała to doskonale, bardzo się wtedy martwiła o mamę. O, a tam w wieku dziesięciu lat, gdy rodzice zabrali ją na pierwszą dłuższą trasę, w pewnej chwili stanęła, upierając się, że ma dość i zaczęła płakać, że chce na dół. Na nic się zdały upomnienia i tłumaczenia rodziców, że są wiele metrów nad ziemią i trzeba zejść o własnych nogach, bo po prostu takie są prawa gór. Ryczała dobrą godzinę, nim w końcu rozsądek wziął górę. Jakie to było żałosne!
Teraz, będąc już w zasadzie dorosła, doskonale zdawała sobie sprawę z odpowiedzialności jaka wiąże się z wyprawą w góry. Oczywiście najważniejszą rzeczą była pogoda i właściwy ubiór, ale także istotnym było zaniechanie brawury. Jej mama, pochodząca z Podkarpacia zawsze powtarzała: Góry zawsze pokonają człowieka. A jeśli komuś wydaje się, że tak nie jest, zginie jak głupiec.
Oczywiście już dawno przyznała mamie rację; kilkukrotnie widziała człowieka staczającego się w dół przepaści. Zwykle wiązało się to poślizgnięciem, spowodowanym złym ubiorem a także zbaczaniem ze szlaku. Taki widok nie robił na niej wrażenia, choć bardzo było jej żal ludzi, którzy zdążą pożałować swojej decyzji, nim ich ciało uderzy o ziemię, rozpadając się na strzępy. Ale nie dziś! Było tak cudownie, tak idealnie, a ona zawsze przestrzegała...
Prócz wtedy, gdy ten kamień...
Rzecz jasna w górach potrzebna była woda, ale jeśli ktoś znał okolice, jak ona, mógł bez wahania pić ze strumienia. Woda wypływająca bezpośrednio z gór, jest czysta, świeża, lodowata i... cudowna.
I teraz właśnie trafiła na taki strumień! Pochłonięta wspomnieniami nie zarejestrowała kiedy las się skończył, a szlak zaprowadził ją na wąską ścieżkę na zboczu góry, dobry tysiąc metrów nad ziemią. Rozciągał się stąd cudowny widok na słowacką część Tatr. Jednak nie mogła już podskakiwać, tańczyć i wirować w piruetach. Musiała iść prosto przed siebie, uważając by nie stracić równowagi – choć miała ochotę pobiec! Szlak jednak bardzo szybko skręcił w poprzek górskiego grzbietu, gdzie znajdowało się przejście pomiędzy dwoma wysokimi szczytami. U stóp jednego z nich płynął niewielki, wartki strumyk.
Uklękła, obmywając sobie dłonie i twarz. Nagle poczuła się cudownie czysta, jakby przed chwilą wzięła godzinną kąpiel z pachnącymi olejkami. Zanurzyła dłonie ponownie w lodowatej wodzie, mocząc sobie włosy. Zauważyła swoje odbicie w wodzie, zniekształcone przez nurt i wyłożone drobnymi kamykami dno. Jej twarz lśniła w promieniach słońca, zaś włosy były piękniejsze niż zwykle. Ładnie, prosto opadały jej na ramię, żaden pojedynczy włosek nie zakłócał precyzyjnej harmonii ich ułożenia. Zawsze nosiła włosy do pasa, jednak w tej chwili nie przeszkadzała jej ta zmiana.
Ptasi śpiew stał się głośniejszy i naprzeciw niej, na wystającym z wody kamieniu przysiadł drozd, aby napić się wody ze strumienia. Poznała go bez trudu, jeszcze zanim go zobaczyła.
    • Cześć, malutki, nie spodziewałam się, że ciebie jeszcze zobaczę.
      Drozd zaśpiewał radośnie. Wyciągnęła do niego palec, przekonana, że właśnie ten drozd nie spłoszy się.
Być może zrobiła to zbyt gwałtownie, bo drozd nagle odskoczył i zerwał się do lotu. Znikł gdzieś w górze, a jego śpiew przycichł na tyle, że ledwo go słyszała.
Zrobiło jej się smutno i odwróciła się z zamiarem odejścia. Wtedy właśnie ujrzała powód ucieczki drozda.
Obok niej stała wysoka czarnowłosa kobieta, patrząc na nią łagodnym wzrokiem. Mogła być nieco młodsza od jej mamy i również nie miała butów. Miała na sobie szarą suknię do kostek, przypominającą nieco płaszcz, zaś w prawej ręce laskę podróżną.
    • Dzień dobry – powiedziała grzecznie, gdyż tak ją wychowano.
Kobieta spojrzała jej prosto w oczy. Miała tęczówki koloru tak jasnego błękitu, że wydawały się niemal białe. Pomimo przyjaznego wyglądu i bardzo delikatnego spojrzenia miała w sobie coś, co przyprawiało o dreszcze. Śpiew ptaków nadal brzmiał, choć bardzo cicho.
    • Nie dziwię się, że wybrałaś akurat góry. Tatry. Nadzwyczajnie pięknie, choć tak krótko...
Głos miała cichy, lecz wyraźny. Dało się usłyszeć w nim pewną melodię, tak bardzo różną od śpiewu ptaków. Różną w sposób wręcz mistyczny.
    • Są piękne i takie wielkie! - powiedziała niepewnie, choć lubiła opowiadać o górach, kobieta ją w osobliwy sposób peszyła. - Chodzę tu od lat z rodzicami, znam większość szlaków...
    • I chciałaś pewnie poznać je wszystkie.
Chciałam.
    • Oczywiście, już sama mogę poruszać się po górach! Znam okolicę, a kiedyś może nawet zrobię własną mapę.
    • Mapa nie będzie ci potrzebna.
    • A pani długo podróżuje? Samotnie?
Kobieta nie odpowiedziała. Być może uznała, że pytanie jest głupie.
    • Może chciałaby pani wybrać się ze mną? Jutro wyruszę razem z rodzicami nad Morskie Oko!
    • Tak naprawdę nie chcesz, żeby twoi rodzice poszli wtedy z nami.
    • Ma pani rację... Ostatnio jakoś dziwnie się zachowują. Zabraniają mi...
Kobieta z laską odwróciła się i ruszyła w dół szlaku. Kroczyła powoli, nie zostawiając żadnych śladów na kamienistym podłożu. Nim zniknęła za zakrętem odezwała się jeszcze raz.
    • Jutro w południe.
Nie spodziewała się przyjęcia zaproszenia przez obcą kobietę i nawet specjalnie jej nie wierzyła. Nie miało to teraz znaczenia, ptaki znów zaczęły krążyć blisko niej, napawając radością jej serce. Kochany drozd! Znała jego muzykę, przypominała jej wszystkie dobre chwile, których doświadczyła w życiu, był niczym terapia na zmartwienia, której zażywała od lat, choć dopiero dziś odkryła jej formę.
Wydłużyła kroku, nie było mowy o żadnym zmęczeniu! Nie, gdy wokół jest tak pięknie! Przez krótką chwilę zza sąsiednich szczytów, wprost z najbardziej znanego w okolicy szczytu patrzył na nią krzyż. Na Giewoncie była już tyle razy, że tamtejsze okolice zaczynały ją nudzić, więc zaszczyciła go zaledwie jednym spojrzeniem.
Spotkanie z kobietą nie pozostało na długo w jej pamięci, pomimo tego, że była ona jedyną osobą, jaką spotkała dzisiejszego dnia. To nie miało znaczenia, gdy miała do przejścia jeszcze tyle drogi! W końcu doskonale wiedziała, co jest jej celem...
Od zawsze chciałam tam...
Minęła kolejne miejsce, które doskonale zapamiętała. W zeszłym roku stała tu ławka, z ułamaną nogą. Uśmiechnęła się, przypomniawszy sobie, ze to właśnie ona, wygłupiając się z mamą sprawiły, że spróchniała noga pękła, przez co omal nie wylądowały na ziemi. Teraz ławka była jak nowa, najwidoczniej ktoś zadał sobie trud naprawienia jej. Na ławce siedział chłopak, kilka lat młodszy od niej, najwidoczniej odpoczywając po trudnym marszu. Uśmiechnął się do niej, gdy go mijała i pomachał dłonią, której paznokcie były pomalowane na czerwono. Miał na sobie długą, białą koszulkę i wydawało jej się, że coś do niej powiedział, jednak wiatr zagłuszył jego słowa, a ona nie chciała się zatrzymywać.
Słońce przyjemnie grzało w kark, a wiatr osłabł na tyle, by dało się znów dosłyszeć śpiew drozda. Towarzyszył jej podczas drogi przez kotlinkę, a także kolejny fragment lasu, gdzie minęła tabliczkę z napisem „Uwaga! Osuwiska i spadające kamienie!”, pod którą było co najmniej kilkanaście podpisów wydrapanych scyzorykiem, po czym zdecydowanie skręciła ze ścieżki na szlak wydeptany przez zwierzęta. Musiała dziś zobaczyć kozicę!
Zaledwie o tym pomyślała drozd usiadł jej na ramieniu. Nie zdziwiła się, przywitała go z radością. Jego głos towarzyszył jej przez całą tę drogę, jednak teraz jakby przycichł. Nie przeszkadzało jej to, jego obecność wywoływała w niej miłe uczucie ciepła. Krzywiła się raz za razem, gdyż gałązki kuły ją w stopy, lecz szła pewnie dalej. Ścieżka była coraz wyraźniejsza, w kilku miejscach wyraźnie widać było odciski racic. Drozd nadal trzymał się jej ramienia, wczepiając ostre pazurki w jej ramię, jednak nie dawał się dotknąć – gdy tylko podnosiła rękę by go pogłaskać, spinał się, gotów do ucieczki. Pogodziła się z tym, rozkoszując jego cichym śpiewem. Kilkukrotnie sama gwizdała, by zachęcić go do podchwycenia melodii.
Dotarła do polanki, sięgającej skalnej ściany. U szczytu widziała krążące orły bieliki. Przez chwilę obserwowała je, lecz czuła, że drozd trzęsie się przerażony, widząc te drapieżniki.
Na drugim końcu polanki, kucał mężczyzna, najwidoczniej zoolog, sądząc po jego ubiorze i aparacie fotograficznym, zawieszonym na szyi. Dostrzegłszy ją gestem nakazał jej się zatrzymać a następnie przyłożył palec do ust i wskazał na skraj polanki, tuż pod skalną ścianą. Pasły się tam dwie kozice, najwidoczniej matka z koźlęciem. Zoolog zrobił im kolejne zdjęcie i przybliżył się o krok.
Nawet nie poczuła, kiedy drozd odleciał. Uderzyła w nią nagła cisza, która zapadła w momencie wkroczenia na polankę. Teraz czuła szum w uszach, zrozpaczona nagłym końce3m cudownej melodii. Poczuła się pusta i samotna. Natychmiast zatęskniła za drozdem, czując nagły wstrząs w sercu. Chwilę później następny.
    • Kochany ptaszku, wróć... - wyszeptała.
Drozd zniknął na dobre, nie usłyszała więcej jego śpiewu. Przeniosła wzrok na kozice. Zoolog gestem zachęcił ją do podejścia. Zrobiła dwa ostrożne kroki, wyciągając rękę przed siebie. Jeszcze chwila a je dotknie...




***
    • Panie doktorze, tracimy ją!
    • Defibrylator na dwójkę, szybko!
    • To nie działa!
    • Jeszcze raz!
    • Jest!
    • No, nie było tak źle, jak się zapowiadało. Możesz iść do domu, Ary, resztą ja się zajmę.
    • To już jutro, prawda?
    • Prawda. Nie przychodź, ja się tym zajmę.
    • Czy w takim razie warto było dziś reagować?
    • Oczywiście. Do tamtego czasu jest to nasz psi obowiązek.
    • Doktorze, nie wydaje się panu to dziwne?
    • Co takiego?
    • Dziś przez cały dzień byli tu jej rodzice. Myli ją, ostrzygli, mówili do niej.
    • No i?
    • No i dopiero przed chwilą, kiedy powiedzieli jej o...
    • To nie ma żadnego znaczenia.
    • Ale dlaczego? To trochę za dużo jak na zbieg okoliczności.
    • A to dlatego...
      Zawahał się na moment, patrząc w twarz śpiącej dziewczynki. Przez chwilę wydawało mu się, że poruszyła lewą brwią. Nie mogło to być jednak prawdziwe. Był od dwudziestu ośmiu godzin na nogach, w tym dwóch operacjach. Z pewnością mózg płatał mu figle.
    • To dlatego, że wbrew temu co mówią niektórzy, osoba będąca od tak dawna w śpiączce nie ma żadnej świadomości tego, co się wokół niej dzieje.
KONIEC

Ostatnio edytowane przez Hassan1 : 27-06-18 o 11:15.
RPG
Hassan1 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 26-06-18, 12:47   #2
 Mika 123
Strażnik Miejski
 
Mika 123 awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2016
Skąd: Khorinis
Posty: 1 906
Domyślnie

Eeemm... To już koniec? Cóż, jeśli tak to trochę słabo. Wątki niedokończone i jakoś to wszystko dziwne... Bez obrazy. Dzień z życia nastolatki kochającej przyrodę. Przechadza się po górskim szlaku, spotyka tajemniczą kobietę, młodocianego transwestytę na ławce oraz zoologa, a na końcu może dotknąć od tak dawna wymarzoną kozicę. Lecz potem okazuje się, że to był śpiączkowy sen (dobrze interpretuję?). Jeśli takie jest zakończenie to... jest to nie fair wobec czytelnika. Warto by było coś wyjaśnić, co dalej, kim jest ta tajemnicza kobieta, czy doszło do spotkania, dlaczego główna bohaterka była w śpiączce? Tyle pytań jeszcze pozostało... Tytuł dla tego opowiadania jest zależny od Twojego zamysłu. Jeśli to wszystko działo się w śpiączce to może "Sen o droździe/kozicy". A jak nie, to ja już nie wiem jak w ogóle doszło wydarzeń z ostatniej sceny .
No i pomysł na nowe opowiadanie chodzi także za mną .
RPG
Mika 123 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 26-06-18, 12:56   #3
 Hassan1
Kąsacz
 
Hassan1 awatar
 
Zarejestrowany: marzec 2017
Skąd: Mmz
Posty: 760
Domyślnie

W zasadzie wszystko w tym jest. Chaotyczność jest zamierzona. Każdy bodziec, którego doświadczyła ma znaczenie, a największe ma towarzyszący jej drozd. Chodzi o to, by dopiero poznając kontekst tej sytuacji móc poznać znaczenie poszczególnych elementów. Mówiąc w skrócie jest to jedna wielka metafora, pokazująca pewne dość intrygujące zagadnienie.

Ostatnio edytowane przez Hassan1 : 26-06-18 o 13:31.
RPG
Hassan1 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 26-06-18, 22:20   #4
Spykers
Artistic soul
 
Spykers awatar
 
Zarejestrowany: lipiec 2014
Skąd: In the mind's eye
Posty: 2 548
Domyślnie

Mika, to ja Ci już współczuję interpretowania Sklepów Cynamonowych Brunona Schulza, Procesu Kafki czy innych Dziadów. Czytając opowiadanie Hassana, zderzasz się poniekąd z Oniryzmem. To marzenie senne dziewczyny, która w śpiączce błąka się po jej ukochanych górach i lasach, gdzie nie zaznaje cierpień i zmęczenia. Podróżuje po jej drugim domu (wciąż nie zna w całości), w którym odnajduje Arkadię. Jej mama zawsze mówiła, że "człowiek nigdy nie pokona góry", że trzeba uważać, dziewczyna uważała, lecz przepełniona ekstazą otaczającej ją przyrody, popełniła jeden błąd i spadła z góry, osuwając się z kamienia, jak inni, których miała okazję widzieć, spadających.

Hassan, bardzo podoba mi się to opowiadanie. Jest ciekawe, jest w nim coś mistycznego, czuć ten klimat snu, gdzie wszystko jest takie wspaniałe, takie bliskie i obce. Widać, że wszystko co napisane jest przemyślane. A co do tytułu. Czasami opowiadania go nie potrzebują.

"(...)pokazująca pewne dość intrygujące zagadnienie." - zdradzisz coś więcej na ten temat, czy pozostawiasz do wolnej interpretacji?
__________________
At the end of the river the sundown beams
All the relics of a life long lived
Here, weary traveler rest your wand
Sleep the journey from your eyes

Ostatnio edytowane przez Spykers : 26-06-18 o 22:23.
RPG
Spykers jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 26-06-18, 22:39   #5
 Hassan1
Kąsacz
 
Hassan1 awatar
 
Zarejestrowany: marzec 2017
Skąd: Mmz
Posty: 760
Domyślnie

Dzięki, widzę że sporo wylapales
Napiszę wyjaśnienie, ale jestem jeszcze ciekaw jak zinterpretujesz drozda, ludzi których spotkała itp.

Jestem otwarty na krytykę i uwagi, wiem że można tu sporo poprawić.
RPG
Hassan1 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 26-06-18, 23:03   #6
Spykers
Artistic soul
 
Spykers awatar
 
Zarejestrowany: lipiec 2014
Skąd: In the mind's eye
Posty: 2 548
Domyślnie

Tak na teraz, to chłopca przyrównałbym do matki. Pokazywał coś dziewczynie, coś do niej mówił, ale ona nie słuchała, ogłoszona życiem. Powiedziałbym, że drozd to właśnie symbol życia, które tak szybko jest w stanie od nas odlecieć, że tak niewiele trzeba. Kiedy drozd jest i śpiewa, dziewczyna czuje się dobrze. Trapi ją nieobecność ptaszka. W tej tajemniczej kobiecie widzę śmierć. Mówi, że dziewczyna nie chciałaby, żeby poszła na wycieczkę z nią i ze swoją mamą (coś jakby: nie chciałabyś śmierci swojej matki). Za to zaprasza ją samą.

Musiałbym przeczytać jeszcze chociaż raz, bo może teraz nadinterpretuję. Jutro to zrobię. Na teraz nie wiem co mógłbym napisać o kozice i orle.
__________________
At the end of the river the sundown beams
All the relics of a life long lived
Here, weary traveler rest your wand
Sleep the journey from your eyes
RPG
Spykers jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 27-06-18, 10:24   #7
 Mika 123
Strażnik Miejski
 
Mika 123 awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2016
Skąd: Khorinis
Posty: 1 906
Domyślnie

Cytat:
Napisał Spykers
To marzenie senne dziewczyny, która w śpiączce błąka się po jej ukochanych górach i lasach, gdzie nie zaznaje cierpień i zmęczenia. Podróżuje po jej drugim domu (wciąż nie zna w całości), w którym odnajduje Arkadię.
Tyle to i wiem. Po prostu myślałem, że to opowiadanie będzie bardziej dosłowne. A tu proszę, to chyba pierwsza taka historia na forum. Albo przynajmniej w zakładce "WIP".

Cytat:
Napisał Spykers
Jej mama zawsze mówiła, że "człowiek nigdy nie pokona góry", że trzeba uważać, dziewczyna uważała, lecz przepełniona ekstazą otaczającej ją przyrody, popełniła jeden błąd i spadła z góry, osuwając się z kamienia, jak inni, których miała okazję widzieć, spadających.
Właśnie nie spadła, bo jakby spadła to by nie żyła :v.

Cytat:
Oczywiście już dawno przyznała mamie rację; kilkukrotnie widziała człowieka staczającego się w dół przepaści. Zwykle wiązało się to poślizgnięciem, spowodowanym złym ubiorem a także zbaczaniem ze szlaku. Taki widok nie robił na niej wrażenia, choć bardzo było jej żal ludzi, którzy zdążą pożałować swojej decyzji, nim ich ciało uderzy o ziemię, rozpadając się na strzępy. Ale nie dziś! Było tak cudownie, tak idealnie, a ona zawsze przestrzegała...
Prócz wtedy, gdy ten kamień...
Ta myśl odnosi się do przeszłości, więc spaść nie mogła. Podejrzewam, że faktycznie poślizgnęła się na kamieniu, ale ktoś ją złapał i uratował przed upadkiem.

Skoro drozd symbolizuje życie, to kozica najwyraźniej jest marzeniem. Marzeniem, do którego dąży się przez całe życie (przepraszam za powtórzenie). Ale jednocześnie marzeniem prowadzącym do zguby, ponieważ przed podejściem do kozicy, drozd odlatuje, znika "na dobre", jak napisano w tekście. Poza tym dziewczyna uparcie szła tym szlakiem specjalnie dla niej, ignorując wszelkie uwagi. Także ten szlak można porównać z drogą, którą przechodzimy przez cały czas, od poczęcia/narodzin do śmierci.
Niestety dla mnie też orzeł pozostał tajemnicą .
RPG
Mika 123 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 27-06-18, 17:02   #8
Spykers
Artistic soul
 
Spykers awatar
 
Zarejestrowany: lipiec 2014
Skąd: In the mind's eye
Posty: 2 548
Domyślnie

A nie pomyślałeś, że jednak spadła, ale na tyle fortunnie, że nie zginęła, tylko zapadła w śpiączkę?
__________________
At the end of the river the sundown beams
All the relics of a life long lived
Here, weary traveler rest your wand
Sleep the journey from your eyes
RPG
Spykers jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 28-06-18, 12:29   #9
 Hassan1
Kąsacz
 
Hassan1 awatar
 
Zarejestrowany: marzec 2017
Skąd: Mmz
Posty: 760
Domyślnie

Zamieszczam wyjaśnienie, jeśli kogoś ono interesuje. Zaznaczę, że wiele rzeczy miałem w głowie podczas pisania, jednak później okazywało się, że można je interpretować na parę sposobów, co w sumie jest na plus, bo o to w tym po części chodziło.

Bohaterką jest dziewczyna, w nieznanym wieku, na pewno powyżej 17 lat. Kocha góry, uważa że zna każdy szlak, któregoś dnia brawura wzięła górę i zeszła ze ścieżki, żeby zobaczyć kozice, ignorując znaki. Na polance osunięty z urwiska kamień spadł jej na głowę, lub potknęła się i spadła (nie wyjaśnione). Efektem było to, że nie umarła, ale wylądowała w szpitalu w stanie śpiączki.

Najważniejszym fragmentem tekstu jest ostatni dialog lekarza z pomocnikiem. Z dialogu tego wynika, że następnego dnia w południe dziewczyna ma zostać odłączona od respiratora, co wiązać się będzie z jej śmiercią (można z tego wnioskować, że śpiączka trwa nawet kilka lat). Według lekarza osoba w śpiączce nie wie co się wokół niej dzieje, jest praktycznie martwa, ale jako lekarz musi dbać o to, żeby żyła, aż nie zostanie odłączona. I dlatego ją reanimował, gdy stanęło jej serce (o co zapytał go pomocnik).

Ale czy tak jest na pewno? Czy osoba w śpiączce nic nie czuje i nie wie co się z nią dzieje?

Ukazany jest sen dziewczyny, która błądzi we śnie po swoich ukochanych górach, idąc samotnie tym samym szlakiem, który doprowadził ją do sytuacji w szpitalu, lecz tym razem nie spotyka żadnych ludzi i na dodatek jest sama. Piękno gór pochłania całą jej uwagę, gdyż jest w krainie marzeń i snów, śpi, będąc wciąż tamtą siedemnastolatką, nie wiedząc co się dzieje z jej ciałem.

Na pewno?

Od samego początku, od rana towarzyszy jej śpiew ptaków, później okazuje się, ze to śpiew drozda, który symbolizuje... jej rodziców. Obecność drozda i jego śpiew jest tak naprawdę głosami jej rodziców, którzy ostatniego dnia przed dokonaniem eutanazji przyszli by spędzić go z córką. Mówili do niej nieustannie, rozmawiali z nią, a ona słyszała to, ich głosy były dla niej niczym ptasie trele, jednak nie potrafiła ich bezpośrednio zidentyfikować (drozd nie chciał dać się dotknąć).

Dopóki słyszała śpiew drozda, była beztroska, radosna, szczęśliwa, jednak gdy cichł, zaczynała odczuwać niepokój. Chwila gdy podeszła do strumienia, po obmyciu twarzy nagle poczuła się czysta, jej włosy zostały skrócone - oznacza to, że jej rodzice ją umyli i ostrzygli.

Dziewczyna przez cały czas wiedziała dokąd zmierza, miała ściśle wyznaczony cel i przeczuwała, co może się tam znajdować, dlatego im była bliżej tym bardziej uwierały ją kamienie w stopy i tym cichszy był śpiew drozda (wcześniej śmigała boso, nic nie czując, wesoła i radosna). Podczas spaceru kilkukrotnie ma przebłyski rzeczywistości (ujęte kursywą), ale nie może zwrócić na to uwagi.

Osoby, które spotkała również mają znaczenie. Kobietą z laską była oczywiście śmierć. Słowa "jutro w południe" oznaczały datę eutanazji i oczywiście, jak napisał Spykers, nie chciałaby żeby jej mama z nią poszła.
Chłopakiem na ławce jest lekarz, który ją operował i wprowadził w śpiączkę. Nie znała jego wyglądu, więc przyjął postać chłopca. Czerwone paznokcie symbolizują krew. Jego głos, który dziewczyna zignorowała to próby jej wybudzenia.

Zoolog symbolizuje siłę, która ją podkusiła do przesadnego podejścia, coś wewnątrz niej, co ją zachęciło do zbytniego zajścia w zagrożoną strefę. Tę ciekawską część osobowości, która daje impuls a potem kryje się, by obserwować rozwój wydarzeń.

Gdy weszła na polanę nastał kulminacyjny moment. Wejście na tę polankę symbolizowało tę chwilę, gdy rodzice powiedzieli do niej, że jutro chcą ją odłączyć. To najważniejsza chwila w opowiadaniu. W jednej chwili znikł drozd, ucichł śpiew, znikła cała otoczka, a została śmierć i poczucie rozpaczy, tak silne, że jej serce się zatrzymało, uleciała z niej cała chęć do życia.
Chwila, gdy usłyszała, że właśni rodzice chcą ją pozbawić życia. Serce się zatrzymało, umierała. Ale lekarze natychmiast rozpoczęli reanimację i po drugiej serii elektrowstrząsów udało się przywrócić pracę serca.

Potem asystent lekarza zaczyna podejrzewać, że zatrzymanie serca mogło być reakcją na to, że rodzice jej wtedy powiedzieli o odłączeniu, ale lekarz senior to zbywa, twierdząc, że osoba w śpiączce nie ma żadnego kontaktu ze światem zewnętrznym.

A czy to prawda? Czy też może ma, lecz nie tak bezpośredni jak się wydaje? Na to odpowiedzi udziela właśnie to opowiadanie.



Rozpisałem się, choć chciałem zrobić to krótko. Symboli jest znacznie więcej. Jeśli komuś się chciało czytać opowiadanie a nawet wyjaśnienie to dziękuję. Resztę pozostawiam do interpretacji własnej.
RPG
Hassan1 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 28-06-18, 14:54   #10
Spykers
Artistic soul
 
Spykers awatar
 
Zarejestrowany: lipiec 2014
Skąd: In the mind's eye
Posty: 2 548
Domyślnie

Nic, tylko pogratulować talentu. Pisz dalej tego typu opowiadania, bo masz umiejętności ku temu. Znacznie lepiej czyta się takie opowiadania niż te typu na podstawie gry. Naprawdę wartościowe opowiadanie. Godne pozazdroszczenia. Z podobnym przekazem spotkałem się całkiem niedawno oglądając film "Imaginaerum" - tam też jest historia mężczyzny będącego w śpiączce, który błąka się po swoim świecie. Ciekawy temat wybrałeś i fantastycznie go przedstawiłeś. Brawo
__________________
At the end of the river the sundown beams
All the relics of a life long lived
Here, weary traveler rest your wand
Sleep the journey from your eyes
RPG
Spykers jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 28-06-18, 15:30   #11
 Hassan1
Kąsacz
 
Hassan1 awatar
 
Zarejestrowany: marzec 2017
Skąd: Mmz
Posty: 760
Domyślnie

Wielkie dzięki, połechtałeś mocno moje ego. Zapewne coś jeszcze wstawię, bo pomysłów jest sporo w zakurzonej szafie.

Jeśli chodzi o ten temat to Imaginaerum nie oglądałem, choć pewnie teraz dodam do listy. W tego co pamiętał był ciekawy film w podobnym guście "Johnny poszedł na wojnę".
RPG
Hassan1 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Odpowiedz


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni post / autor
Nie pojawiające się nazwy przy ataku danielo99 Pomoc 3 19-03-16 23:52
Opowiadanko nie związane z gothic rychu0 WIP 0 19-06-13 22:20
Małe opowiadanko Antybristler WIP 20 03-06-13 15:17
Dźwięki i nazwy wirgulwrestler Pomoc 4 27-04-10 22:28
Zmiana nazwy postaci Marcuos Porady i triki 2 28-08-07 09:46


Powered by vBulletin® Version 3.6.7
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.