Wróć   Forum Gothic - ArcaniA: Gothic 4 > Inne > Art & Story Forum > WIP
Przeładuj stronę Gorn cz.1

Odpowiedz
Narzędzia wątku Wygląd
Nieprzeczytane 28-07-05, 17:00   #1
Malcom
Krwiopijca
 
Zarejestrowany: lipiec 2005
Posty: 42
Domyślnie

Cześć 1 Khorinis
W Khorinis Gorna znał praktycznie każdy mieszkaniec miasta , ale najlepiej znali go strażnicy z miejskiego garnizonu.Swego czasu Gorn był jednym z najleszych wojowników Khorinis ,a jego postawa budziła strach w sercach zwykłych obywateli.Był on bardzo konsekwentnym człowiekiem za co ludzie go szanowali.Często pomagał mieszkańcom w obowiązkach dzięki czemu często dostawał róznego rodzaju zniżki.Bardzo lubił pić przeróżne alkochole.Na jego zamówienie alchemicy przygotowywali mikstury dzięki którym stawał sę silniejszy.Były bardzo drogie ,ale Gorna było na nie stać.Ogólnie mówiąc Gorn był typem osiłka który siłę stawiał ponad wszystko.Miał on bardzo szczęśliwe życie które trwało do dnia w którym postanowił go zwerbować lokalny dowódca garnizonu ,Hektor.

Kiedy pewnego ranka Gorn obudził się pierwszą rzeczą jaką zrobił było spojrzenie przez okno.Kiedy to zrobił ujrzał lejący jak z cebra deszcz ,ciemno szare chmóry i błyskawice trzaskające na wszystkie strony świata.Jak już wstał poszedł do komory w której przechowywał jedzenie.Postanowił zjeść wielki kawał mięsa ze ścierwojada.Gdy był przy drzwiach prowadzących do składziku usłyszał głośne pukanie do drzwi.Wtedy pomyślał "Kogo niesie tak rano".Była albowiem godzina szósta za dziesięć minut.Gorn spiesznym krokiem ruszył by otworzyć drzwi ,a kiedy otworzył je ujrzał dobrych znajomych.Byli to małomówny oficer Wulfgar i ciągle wesoły Egon.Gdy Gorn ich ujrzał powiedział:
-Witajcie!Śmiało wchodźdzcie.
-Witaj Gorn.-powiedział Wulfgar
-Witaj ,ale nie skorzystamy z zaproszenia.
-Dlaczego?
-Mamy dla ciebie wiadomość od Hektora.-wyjaśnił Egon
-Więc tym bardziej musicie wejść.
-No ,dobrze skoro nalegasz wejdziemy.
Jak już wszedli Gorn usadził swoich gości przy niedużym dębowym stole ,a sam poszedł do kuchni przygotować jedzenie.
Kiedy smażył mięso ze ścierwojada dwaj strażnicy zaczęli rozmawiać:
-Jak myślisz dołączy?-spytał Egon
-Hmmmmm.
-Nad czym tak rozmyślasz Wulfgarze?
-Myslę że nie będzie chciał tego zrobić.-wyszeptał Wulfgar
-Na jakiej podstawie tak myślisz?
-Pamiętasz co on mówił o niezależności?
-Tak ,pamiętam.
-Więc już wiesz.
W tej chwili wszedł Gorn z trzema tależami idealnie przysmażonego mięsa.Dwa tależe postawił przy swoich gościach.Sam zaś wzią się za jedzenie z wielką radością.
Po chwili ciszy odezwał się Wulfgar:
-Chcesz usłyszeć tę wiadomość?-zapytał
-Mów.
Po tych słowie na twarzy Egona pojawił się uśmiech:
-Hektor chce cię zwerbować do straży!-krzykną tak głośno aż usłyszeli go ludzie na targowisku.
-Coooo?Czyżbym się przesłyszał?-spytał ze zdziwieniem Gorn.
-Nie.-odpowiedział radośnie Egon
-Tak.Hektor chciałby cię widzieć w szeregach straży.-powiedział zajadający się mięsem Wulfgar.
-A więc przyszedł ten dzień.
-Co?-powiedział zdziwiony Egon
-Mówie o dniu którego obwiałem się najbardziej.Z przykrością muszę odmówić.
-Ty chyba nie mówisz poważnie?
-Ależ tak.
-Jeśli odmówisz Hektor będzie usiłował cię zabić!-krzykną Egon
-Więc idzcie mu powiedzić to co usłyszeliście ode mnie.A jeśli Hektor będzie próbował jakiś sztuczek będziecie z nim czy ze mną?
-Ja jestem z tobą bez względu na to co zrobi Hektor.-powiedział Egon
-Ja jestem oficerem i jeśli zdradzę straż to zdradzę i Króla.Tak więc muszę pozostać w szeregach straży ,ale pomogę ci jak tylko będę mógł.Chyba mnie rozumiesz?-powiedział Wulfgar.
-Tak rozumię.
Po tych słowach obaj strażnicy wyszli zamykają za sobą ciężkie drzwi.Kiedy Gorn wstał od stołu zorientował się że dochodzi już połódnie i czas wybrać się na plac i posłuchać codziennego nabożeństwa.Kiedy po upływie raptem godziny kapłan Innosa udzielił błogosławieństwa Gorn poszedł do domu.Resztę dnia spędził rozważając plusy i minusy przystąpienia do straży.Kiedy tak rozmyślał nie wiadomo kiedy złapał go sen.Spał kilka godzin ,a kiedy wstał był już wieczór.Jak się obudził ujżał nad sobą twarz jak zwykle wesołego Egona.
-Co ty tu do cholery robisz?
-Wpadłem sprawdzić czy zmieniłeś zdanie.
-Nie nie zmieniłem.Powiedz Hektorowi że może mnie pocałować w tyłek!-wrzasną na Egona po czym przestraszony młodzieniec uciekł z domu Gorna bojąc się że ten go zaatakuje.Gorn wstał aby się orzeźwić i najeść do syta.Po zjedzeniu całego bochenka chleba z miodem postanowił wybrać się do Caragona na browar.Założył swój płaszcz z kapturem i wyszedł.Kiedy zmierzał do karczmy napotkał po drodze kilku obywateli.Wreszcie staną w progu karczmy i zaczą wypatrywać jakiejś znajomej twarzy.Ujrzał wreszcie kowala Harada siedzącego przy stoliku w rogu.Podszedł do niego i zapytał:
-Mogę się przysiąść?
-Jasne siadaj.-odpowiedział Harad.
-Co u ciebie słychać kowalu?
-Nic ciekawego.Ciągle to samo zajęcie i ta sama płaca.A co słychać u ciebie drogi Gornie?
-Hektor postanowił mnie zwerbować ,a poza tym nic nowego.-powiedział Gorn.
-I co?Chcesz dołączyć?
-Podać coś panom?-niespodziewanie zapytał Caragon
-Dla mnie butelka ginu.-powiedział Gorn
-A dla mnie zupa rybna i piwko.
-Już się robi.
-A wracając do twojego werbunku.Zgodziłeś się?
-Nie ma mowy.Straż to ostatnie miejsce w którym chciałbym się znaleźć.
-Więc myślimy podobnie.-powiedział wesoło Harad.
-Proszę oto gin dla ciebie Gorn ,a dla ciebie Haradzie zupa i piwo.
-Dzięki.
-No więc ile płacimy?-odezwał się Harad
-Gorn płaci 18 sztuk złota , ty Haradzie 32 sztuki złota.
-Proszę.
-No ja dam ci z napiwkiem.Trzymaj 20 sztuk.-powiedział Gorn podając karczmarzowi pieniądze.
W tej chwili obaj umilkli.Gorn zaczą pić gin ,a Harad siorpać swoją zupę.Siedzieli tak przez chwilę po czym ujżeli zakapturzoną postać stojącą w drzwiach.Rozejrzała się po czym podeszła do siedzącego po drugiej stronie sali strażnika.Gorn wraz z Haradem na tychmiast zobaczyli piękny złoty sztylet przy pasie postaci.Po chwili Harad odezwał się:
-Świetnie wykonany sztylet.W życiu nie widziałem tak dobrej roboty!
Gorn począ uważniej przyglądać się podejżanej dwójce.Po chwili zobaczył że strażnikiem rozmawiającym z tajemniczą postacią jest Wulfgar.Patrząc tak pomyślał "Cóż Wulfgar może chcieć od tego człowieka?Przecierz nie ma żadnych problemów".w tej chwili Harad wstał od stołu i spytał:
-Idziesz czy jeszcze zostajesz?
-Idę ,już idę.
Po chwili wyszli z karczmy i każdy podążył w stronę własnego domu.Gorn staną przed dzwiami swego niedużego lecz ładnie wyglądającego domu i wyciągną ciężki żelazny klucz.Służył on do zewnętrznego otwierania drzwi.Gorn wszedł do domu i położył się na łóżku.Próbował zasnąć lecz nie mógł spać przez całą noc.Kiedy tak leżał w nocy usłyszał skrzypienie jego starej drewnianej podłogi.Wtedy pomyślał "Ciekawe cóż to takiego".Zaczą udawać że śpi.Postać zbliżała się do niego i wyciągneła sztylet.Wojownik od razu poznał ten piękny złoty sztylet i czekał ,czekał aż postać zaatakuje.Tym czasem zabójca bardzo powoli się zbliżał.Kiedy był już na zadowalającej odległości zaatakował.Wtedy Gorn błyskawicznym ruchem chwycił dłonie atakującego.Obezwładnił go i przewrucił na ziemię.Po chwili szarpaniny zabójca leżał nieprzytomny.Gorn związał go i posadził na krześle obok ,ale nie mógł się doczekać kiedy postać się obudzi.Jeniec spał jeszcze kilka godzin po czym wstał.Gorn był już po śniadaniu więc podszedł do zbója i zdją mu kaptur.Nigdy wcześniej nie widział tej twarzy więc zapytał:
-Kim jesteś i dlaczego chciałeś mnie zabić?
-Nic ci nie powiem.
-Tak więc czeka cię śmierć.-powiedział Gorn przykładając dztylet do gardła jeńca.
-No dobrze ,dobrze już mówię!Jestem Zaar i niedawno przybyłem ze stolicy.A zabić cię polecił mi niejaki Wulfgar.
-Co?Dlaczego on chciał mnie zabić?
-Ponieważ uznał że jeśli nie przyłączysz się do straży to jesteś tu zbędny i musisz umrzeć.
-Tak więc Wulfgar chce się mnie pozbyć?
-Tak
W tej chwili wszedł zadowolony Egon i urzał jak Gorn przesłuchuje jakiegoś nieznajomego:
-Witaj Gorn co to za oprych tu siedzi?-zapytał
-To jest Zaar ,zabójca z kontynentu.Wulfgar kazał mu mnie zabić.-wyjaśnił Gorn
-Co to to nie!Wulfgar nigdy by...
-A jednak tak młodzieńcze.-przerwał Egonowi Zaar.
-Ale to nie możliwe zaraz idę z nim o tym porozmawiać.
-Dobrze tylko zachowaj dyskrecję i nie rozmawiaj z nim o tym w mieście ,dobra?-zapytał Gorn
-Dobra.
Po tych słowach Egon wyszedł śpiesznym krokiem a Gorn dał jeńcowi jeść.Po chwili Egon znalazł Wulfgara w koszarach:
-Wulfgarze musimy porozmawiać.
-O czym?-zapytał ze zdziwieniem Wulfgar
-O ,mam jeden problem.Chodźmy za miasto.
-Dobrze niedaleko za murami jest jedna grota tam się spotkamy po zmierzchu.Dobrze?
-Dobrze.
Egon poszedł do Gorna i wszystko mu powiedział.Gorn polecił mu pójść do tej groty o zmierzchu i wypytać dyskretnie Wulfgara o wsyzstko.
-Tak więc idę się przygotować.
-Więc idź.
Zbliżał się już wieczór ,a Gorn siedział smutny w karczmie.Po chwili wszedł Harad.Kiedy Gorn go zobaczył krzykną:
-Hej Haradzie tutaj!
Kowal na tychmiast go ujrzał i przysiadł się.Od razu zaczęli rozmawiać:
-Pamiętasz tą postać rozmawiającą z Wulfgarem?
-Tak pamiętam ,a czemu pytasz?
-Nasz sierżant wynają tego człowieka by mnie zabił.-oznajmił Gorn
-Skąd wiesz?
-Ten zbir zaatakował mnie w nocy.Nazywa się Zaar i poczodzi ze stolicy.
-A to ci dopiero!Jeden z twoich najlepszych przyjaciół wynajmuje płatnego morderce żeby cię zabił?Dlaczego?
-Ponieważ Wulfgar uznał że jeśli nie dołącze do straży to lepiej będzię kiedy zostanę zabity.-wyjaśnił kowalowi Gorn.
-A więc taki z niego cwany lis.
-Tak.
-Jeśli nie uda mu się cie zbić...
Akurat podszedł Caragon i zapytał:
-Podać coś?
-Po piwku.
-Razem 24 sztuki złota.
-Ja zapłacę ,proszę oto złoto-powiedział Gorn
Po chwili karczmarz przyniósł piwa ,a obydwaj mężczyźni zaczęli kontynuować rozmowę:
-Mówiłeś że jeśli nie uda mu się mnie zabić to...
-A ,tak.Może spróbować zesłać cię za barierę do kolonii.
-Tak może.Ale lepsze to niż śmierć.-powiedział ze smutkiem na twarzy Gorn
Gorn z Haradem rozmawiali tak kiedy to w jaskini za miastem trwała nieco inna rozmowa Egona z Wulfgarem:
-A więc o czym chciałeś porozmawiać?-spytał z ciekawością Wulfgar
-O tym że chciałeś zabić Gorna ty zdrajco!-krzykną na niego Egon
-Nie.Zdrajcą jesteś ty Egonie.
-Może i tak ,ale nigdy nie zdradziłem przyjaciela.Ty nie masz serca.-powiedział po czym wyją swój miecz.
-Nie odważysz się mnie zaatakować.-powiedział ze spokojem Wulfgar.
-Nie?Ależ tak!Zaraz będziesz gryzł ziemię!-krzykną Egon rzucając się na Wulfgara.Ten zrobił unik i podniósł olbżymi orkowy topór leżący obok.Bili się przez kilka minut po czym Wulfgar powiedział:
-Nie przypuszczałem że jesteś aż tak dobry drogi Egonie.Lecz to nie wystarczy by mnie zabić.
W tej chwili Egon potkną się o wystający z ziemi korzeń i upadł.Wulfgar wykorzystał okazję i wbił Egonowi topór w plecy:
-Tak kończą się potyczki z oficerem straży.Taki młokos myślał że mnie pokona.
Wulfgar zostawił ciało tak jak leżało,a sam poszedł złożyć raport Hektorowi.Rano wyszedł na targowisko żeby zrobić niezbędne zakupy.Spotkał tam Gorna:
-Więc gdzie jest Egon?-zapytał ze złością Gorn
-Leży martwy w jaskini za miastem.-odpowiedział spokojnie Wulfgar.
-Coo?Zabiłeś go?
-I co w tym takiego niezwykłego?
-To że teraz ja zabiję ciebie!-wrzasną rozwścieczony Gorn.Chwycił swój wielki oburęczny topór i począ powoli zbliżać się do Wulfgara ,a ten zaś krzykną:
-Straż!Brać tego zdrajce.
W tym momęcie przybiegło dziesięciu strazników.Gorn zaczą atakować ich ,a kilku padło martwych z jego ręki.
Gorn zrozumiał że niema już czego szukać w Khorinis i zbiegł do pobliskiego lasu.Tam zbudował szałas i mieszkał przez kilka tygodni.Podczas ukrywania się wraz z małą bandą rozbójników przeprowadzał liczne napady na kupców i karawany z zaopatrzeniem dla miasta.Pewnego razu gdy szykowali zasadzkę Gorn ujrzał że przy karawanie jest Wulfgar.Kiedy ruszyli do ataku Gorn odnalazł swojego wroga i rozpoczą z nim walkę.Kiedy potykali się tak Wulfgar odezwał sie:
-A więc z prawego wojownika przeistoczyłeś się w zwykłego bandytę.
-Tak ,a ty byłeś kiedyś moim przyjacielem.Teraz jesteś lizusem który bróbuje zbliżyć do siebie tego drania Hektora!
-Nie mów tak o moim przełożonym bandyto!
-Bo co?Zrobisz mi coś?
-Zabije jak kretoszczura!
-Ha ,ha wyborny dowcip słabeuszu.-powiedział Gorn i zaatakował Wulfgara raniąc go w lewe ramie.W tejże chwili zastąpiło mu drogę pięciu strażników któży rozprawili się już z bandą Gorna:
-Brać go chłopcy!
-Ha ,nie tym razem!-powiedział Gorn po czym zaczą uciekać.
-Kto z was jest najlepszy w ukrywaniu się i tropieniu?!
-Szeregowy Mod panie.-powiedział jeden ze strażników.
-Mod!
-Tak panie?
-Śledź go i odnajdź jego kryjówkę.Później wróć i zdaj raport.
-Tak jest!
Mod wyruszył za Gornem i po kilkunastu minutach dotarł do jego kryjówki.Był to szałas przy skałach.Otoczony był płotem z gałęzi.Na środku małego placu paliło się onisko ,a obok suszyły się wilcze skóry.Mod kiedy to jużał pomyślał "Nieźle się użądził ten Gorn".Po kilku chwilach Mod powrócił aby zdać raport.Wulfgar usłyszawszy te nowiny wysłaj oddział wyborowych strażników aby pojmali Gorna.Strażnicy dotarwszy do jego kryjówki okrążyli ją i zaatakowali Gorna.Biedak był sam i nie miał najmniejszych szans.Jeden ze strażników odezwał się:
-A więc cię mamy.Bandyto!-po czym uderzył Gorna w twarz.
Żołnierze przyprowadzili go o zmierzchu.Gorn staną przed sądem i został skazany na więzienie.Szczęście Gorna było w tym że miał celę obok biurka strażnika.Kiedy go do niej wsadzono ujżał że obok celi jest piec.Zobaczył także że w zasięgu jego ręki leży pogrzebacz.Gorn chwycił go i przyciągną do siebie.Myślał tak co z nim zrobić aż wpadł na pomysł że może nim dosięgnąć dźwigni która otwiera celę.Jak pomyślał tak zrobił.Gorn otworzył kraty i szybko pobiegł ku wyjściu.Kiedy już wybiegł z koszar drogę zatarasowało mu dwóch strażników których staranował.Gorn postanowił uciec do znajdującego się niedaleko klasztoru.Niestety magowie nie przyjeli Gorna którego zaczęto już szukać.Postanowił ukryć się w znajdującej się kilkadziesiąt metrów wcześniej gospodzie.Wynają pokój na tydzień i ukrywał się tam.Po kilku dniach przybyli do gospody strażnicy:
-Poszukujemy groźnego bandyty nazywa się Gorn.
-Niestety nie znam go.A jak wygląda?
-Ma ciemną skórę i jest bardzo umięśniony.
-Hmmmmm.Może go widziałem.Muszę sobie przypomnieć.
-Ile?
-Czterdzieści sztuk złota.
-Mamy tylko trzydzieści.
-Może być.
-Trzymaj.A teraz mów.
-Słyszałem jak mówił że idzie na farmę tego Onara.
-Dzięki.
Po chwili strażników nie było już widać ponieważ pobiegli szybko na farmę.Gospodarz poczekał chwilę po czym zawołał:
-Hej Gorn możesz wyjść.Już poszli.
Gorn wygramolił się z ciasnej komory:
-Dzięki ci.Już myślałem że mnie wydasz.
-Nie ma mowy.Nie jestem kapusiem.
-Ja już pójdę.Oni tu wrócą.Trzymaj jakby terzeba było zapłacić.-To mówiąc Gorn podał karczmażowi całe swoje złoto.Było tego około czerystu sztuk .Po kilku minutach Gorn wyszedł.Postanowił udać się na farme niejakiego Bengara.Znalazł tam schronienie i pracę.Bengar nie miał zamiaru żywić Gorna za darmo.Gorn mieszkał u Bengara przez dwa tygodnie.Właśnie nadchodziła zima.Okres bardzo ciężki dla farmerów więc Gorn będzie miał więcej pracy.Ale i tu nie był bezpieczny.Pewnego ranka u Bengara zawitali strażnicy:
-Wiemy że Gorn się tu ukrywa.Wydaj go nim cię zabijemy.
-Ale...
-Ale co?Zaraz oberwi...
-Hej ty ścierwo!Zostaw go!
-Co to za wieśniak powiedział?
-Nie wieśniak ale ja.Gorn.
-Brać go!-krzykną jeden z lepszych strażników Argon.
Gorn chwycił jednego ze strażników uniusł nad siebie i uderzył nim o ziemię z taką siłą że biedak odrazu skonał.Potem chwycił miecz zabitego i począ atakować innych.Strażników było teraz trzynastu.Kolejnego Gorn położył cięciem miecza w twarz ,a następnego przebił na wylot.Po chwili legł sam Argon.Gorn odrąbał mu rękę i błyskawicznie zadał kolejny cios którym ucią Argonowi głowę.Zabił jeszcze dwóch strażników poczym został rozbrojony i obezwładniony.Gorn poraz kolejny staną przed sądem ,lecz tym razem skończyło się na zesłaniu do kolonii karnej Khornis.Eskortowało aż trzydziestu strażników.Po niecałej godzinie dotarli do miejsca wymiany.Sędzia odczytał wyrok:
-W imieniu jego wysokości Króla Rhobara II pana Werantu skazuje tego oto Gorna na zesłanie do Kolonii więziennej w Khorinis za te oto przedstawione występki:
Zabójstwo strażnika imieniem Egon
-Egona zabił Wulfgar.Oficer w straży Khorinis!
-Jak śmiesz obwiniać o to oficera?
-Ty śmie...
Nim zdąrzył dokończyć dostał prawy sierpowy od jednego ze strażników.
-Tak więc będę kontynuował:
Za zabójstwo strażnika imieniem Egon.
Za próbę zabójstwa oficera.
Za bandyctwo.
Za kradzierze..
Za próbę zrzucenia winy na oficera w służbie straży Khorinis.
Za rozpowszechnianie plotek o upadku straży.
i za ucieczkę z więzienia.
Tak więc przedstawione oto dowody świadczą o twojej winie.Czy masz coś do powiedzenia?
-Tak mam.
-Proszę mów.
-Szeregowego Egona zabił podstępnie oficer Wulfgar sędzio.
-Mam dość tych bzdur.Zrzucać go.
Kiedy sędzia skończył mówić Gorna zrzucono do kolonii ,a kiedy sędzia Ralph powrócił do Khorinis udał się na rozmowę do Wulfgara i Hektora:
-Ten Gorn mówił coś że to pan Wulfgar zabił szeregowego Egona.
-Eeee,hmmm.
-Coś sie stało drogi Wulfgarze?
-Nic ,nic takiego.
-To Gorn zabił Egona.-powiedział Hektor
-Sądząc po głosie oficera mam prowo sądzić inaczej.
-Jeśli to komuś powiesz nikogo już nigdy nie osądzisz!-krzykną Hektor
-Grozi mi pan?-zapytał sędzia ze strachem w oczach.
-Nie.Ja tylko ostrzegam.
-Moim obowiązkiem jest powiadomienie o tym gubernatora.Muszę pana wydać oficerze.
-Ja na to nie pozwolę!-krzykną Wulfgar wbijając Ralphowi sztylet w brzuch.Ten ostatnim tchnieniem powiedział:
-A więc Gorna niesłusznie zrzucono.To ty powinienneś zająć jego miejsce.
-Tak ale nie zająłem.-powiedział triumfującym głosem Wulfgar.Kiedy sędzia skonał zabrał sztylet i powiedział do Hektora:
-Tak więc to ja dziś triumfuje szeregowy Hektorze.
-Co?Ja jestem Dowódcą tego garnizonu!
-Poprawka byłeś.
-Ty zddrajcco-powiedział Hektor ze sztyletem w klatce piersiowej.
Po kilku sekundach wbiegli strażnicy lojalni Wulfgarowi i wyrzucili oba ciała za mury niedaleko groty w której zmarł Egon.
Tak więc Wulfgar został przywódcą straży.W późniejszych latach Wulfgar przeżył objawienie samego Adanosa.Postanowił zmienić swe zachowanie i stał się poczciwym przywódcą.

RPG
Malcom jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 28-07-05, 17:03   #2
Malcom
Krwiopijca
 
Zarejestrowany: lipiec 2005
Posty: 42
Domyślnie

Historia Gorna cz.2

Po zrzuceniu do kolonii Gorna przywitała grupa najemników.Byli oni pod dowództwem Lee.Początkowo Gorn przestraszył
się nieznajomych i zaatakował ich.Lecz nim do nich dobiegł odezwał się najroślejszy z najemników:
-Stój!Nie musisz się nas bać!Jesteśmy po twojej stronie.
-Arrrrrrrgh.Już myślałem że skopie pare tyłków.Jestem Gorn.
-Ja jestem Torlof.Ten z prawej to Kosa ,a ten łysy z lewej to Orrik.
-A kim wy jesteście?
-Jesteśmy najemnikami w służbie magów wody.Ochraniamy ich za co nam płacą i pomagają w wyrwaniu się z tej kolonii.
-Naszczęście mam kilka sztuk złota ... -wtem przerwał mu Torlof
-Możesz je wyrzucić.Królewska waluta nie ma tu wartości.Płacimy tutaj okruchami rudy.
-Cholera.
-Jak już mówiłem jesteśmy najemnikami.Mieszkamy w Nowym Obozie.A w tej kolonii powstały trzy.Jest Stary Obóz i jeszcze sekciarze.
-My chcemy wydostać się z tąd.Stary Obóz nie myśli o tym.Kontrolują wymianę rudy z królem.-powiedział Orrik
-A więc niechce mieć z nimi doczynienia.To przez tych parszywych ludzi króla zostałem tu wrzucony.
-Tak więc chodź z nami do Nowe... - w tejże chwili przybiegł czwarty najemnik i powiedział:
-Torlofie zmierza tu oddział strażników ze Starego Obozu.Musimy się ukryć!
-Dobrze.Gornie weź ten miecz.Zabawimy się.
-Ha!W końcu coś się dzieje!- krzykną Kosa.
Wszyscy pobiegli się schować.Gorn schował się za skałą.Torlof wraz z Kosą ukryli się za pobliskim płotem ,a Orrik i zwiadowca za skrzyniami.
W ich stronę zmierzał oddział strażników pod dowództwem niejakiego Venera.Vener był prawą ręką Gomeza.Kiedy oddział dotarł już na miejsce wymiany
pewien strażnik poszedł się odlać za płot.Niestety nie zdążył tego zrobić ponieważ byli tam dwaj najemnicy.Zdążył tylko krzyknąć:
"Najemnicy!"
Straż natychmiast zareagowała.Pobiegli w stronę Torlofa i Kosy.Po chwili rozpoczęła się krwawa walka ośmiu strażników z dwoma najemnikami.
Nim minęło kilka sekund dobiegli już pozostali najemnicy i Gorn.Gorn błyskawicznym cięciem miecza powalił strażnika który stał najbliżej.
Kosa wyciągną swój łuk i napią cięciwe ze strzałą.Orrik począ kłaść strazników swoim toporkiem ,a Torlof bił w nich swoim ogromnym Toporzyskiem.
Kosa wystrzelił strzałę w kierunku Venera.Leciała z taką siłą że bez trudu przebiła Grubą magnacką zbroję.Vener bił się teraz ze strzałą w brzuchu.Lecz po chwili
Kosa wystrzalił następną która trafiła w jego głowę.Vener poległ ,a niedługo po nim trzech innych strażników.Pozostało czterech.Lecz
i ich spotkała zagłada.Dwóch legło z ręki Torlofa.Jednego wykończył Orrik rozcinając go na dwie części.Ostatni oberwał od Gorna mieczem w brzuch.
Tak najemnicy wyszli z tego cało.Osłabili też siłę Starego Obozu.Po tym chwalebnym zwycięstwie postanowili pójść do Nowego Obozu
i napić się.Podczas drogi odezwał się Gorn:
-Jak myślisz czy Lee przyjąłby mnie do Obozu?
-Jeśli mu zainopnujesz to tak.Ale po dzisiejszej walce wiele robić nie będziesz musiał.
-Aha.
Tak więc szli w stronę obozu.Nikt się nie odzywał dopóki nie doszli do groty Lee.Kiedy tam byli odezwał się Orrik:
-Chodź Gorn przedstawię cię Lee.
-Dobra idę.
Wszedli do groty Lee lecz go nie zastali.Orrik spytał strażnika Lee dokąd on poszedł.Ten powiedział że Lee udał się w pobliże Starego Obozu i
zabrał ze sobą dwudziestu najemników.Orrik wraz z Torlofem i Kosą postanowili niezwłocznie udać się tropem Lee.Kiedy mieli już iść odezwał się Gorn:
-Hej ja idę z wami.
-Lepiej nie ryzykuj.
-Pokażcie mi topór i zbroję ,a ja pokarzę wam prawdziwego wojownika!
-Idź do Wilka.On da ci zbroje i broń.My zaczekamy przy bramie.
Gorn biegiem udał się do Wilka i poprosił o zbroję i topór.Początkowo Wilk niechciał mu jej dać ,ale później się zgodził.
Gorn udał się teraz do bramy.Kiedy doszedł zastał tam czekających najemników:
-Hej coś was więcej?
-Zabrałem ze sobą kilku dodatkowych ludzi.-powiedział Torlof.
-Dobrze nie zwlekajmy.Idźmy.-ponaglił ich Kosa
Wszyscy poszli w stronę Starego Obozu.Szli tak okoła godziny ,a kiedy byli na miejscu zauważyli najemników:
-Tamten przy drzewie to Lee.Ma ze sobą najemników.Czekają aż zajdzie słońce i zaatakują Obóz.Musimy ich wspomóc.
-Też tak myślę -odpowiedział Torlofowi Gorn- idźmy.
Poszli do Leeg'o i najemników.W kilka minut byli przy generale:
-Witaj Lee.-powiedział Kosa
-To jest Gorn.Jest tu nowy ,a już rwie się do walki.Chce do nas dołączyć.
-Witaj generale.-powiedział Gorn
-Witaj.Jeśli przeżyjesz tą bitwe pozwole ci do nas dołączyć.
-A więc szykujcie mi miejsce w Bandzie!!!
Kiedy zaszło słońce najemnicy przystapili do ataku.Zaatakowali główna bramę.Po chwili na spotkanie wybiegło im czterdziestu strażników.
Rozpoczęła sie walka.Każdy wyciągną broń.Kilka sekund później doszło do pierwszego starcia.Gorn rzucił się na strażników i począ kłaść jednego za drugim.
Kosa szył z łuku aż skończyły się strzały.Lee walił swoim toporkiem z całych sił ,a inni walczyli jak tylko najlepiej mogli.Kiedy szala zwycięstwa
przechyliła się na stronę najemników strażnicy wystawili kilku swoich kuszników.Gdy Gorn ich zobaczył chwycił leżącą obok kuszę i kilka bełtów.
Załadował ją i stzrelił w stronę wrogich strzelców.Jeden dostał prosto w twarz ,drugi oberwał w klatę a trzeci w gardło.Zwycięstwo było
coraz bliższe ,lecz Stary Obóz wystawiał nowych ludzi.Po pewnym czasie najemnicy zmuszeni byli do odwrotu.Pozostało ich tylko
siedemnastu ,a było czterdziestu.Uciekli oni do Obozu.Lee kazał Gornowi się przespać ,a rano zgłosić się.Tej nocy Gorn spał wyjątkowo mocnym snem.
Rano poszedł do Lee i poprosił o przyjęcie do obozu.Lee zgodził się bez wachania.Gorn został teraz najemnikiem.Większą część czasu
spędzał na leniuchowaniu.Miał też inne rzeczy do roboty.Pewnego razu kiedy zostali zaatakowani przez Stary Obóz Gorn odegrał szczególną
rolę w obronie obozu.Atakowało ich siedemdziesięciu strażników pod wodzą samego Gomeza.Gorn walczył w pierwszym oddziale uderzeniowym.
Kiedy atakowali zostali niespodziewanie okrążeni.Niemieliby szans gdyby nie Gorn.Bronił on siebie i innych bardzo długo i odważnie.
Zabijał jednego strażnika po drugim.Bronili się tak aż nie nadeszły posiłki z Nowego Obozu.Wygrali bitwę ,ale ponieśli wielkie straty.
Pewnego słonecznego dnia Gorna przydzielono do oddziału który miał urządzić zasadzkę.Czekali oni na dostawę towarów z miejsca wymiany.
Kiedy mieli już iść niespodziewanie nadbiegł Orrik:
-Hej Gorn poczekajcie chwile.Lee cię wzywa przed wymarszem.
-Cóż on może chcieć?
-Ma dla ciebie nową broń.
-Było tak odrazu!
Mówiąc to Gorn pobiegł do groty Lee.Otrzymał od niego piękny wielki topór.Używałgo aż do wyjścia z kolonii.Gorn wzią topór i
poszedł do najemników którzy mieli wraz z nim użądzać zasadzkę.Musieli się śpieszyć.Gdy doszli rozstawili się w lesie przy moście
prowadzącym do Starego Obozu.Kiedy nadchodził konwój zaatakowali.Najemnicy wybiegli ze wszystkich stron zabijając strażników.
Zrabowali oni karawane i uciekli do obozu.Kiedy wrócili podzielili się łupami.Lee poraz kolejny wezwał do siebie Gorna:
-Posłuchaj Gornie.Za kilka dni przeprowadzamy główny atak na Obóz Gomeza.Chciałbym abyś dowodził oddziałem który zajdzie strażników od frontu.
-Czyżbym się przeszłyszał?
-Nie.Nie przesłyszałeś się.Musicie to zrobic pod odsłoną nocy.Kiedy my będziemy walczyć inni wedrą się do obozu po palisadzie.
-Dobrze.Postaram się nie zawieść.
-Jutro zwołam naradę.Musisz być na niej obecny.
-Będę.
-Dobrze terez idź się przespać.
Gorn wyszedł.Poszedł do swojech chaty i położył się spać.Następnego dnia obudził się wcześnie ponieważ nie mógł spać.Zjadł śniadanie
i ruszył nad jezioro.Rozmyślał on tam o zdradzie przyjaciela.Wulfgar go zdradził i zesłał tu do tego pełnego bitew miejsca.
Gorn zrozumiał że wojna jest jego powołaniem.Musi walczyć by przeżyć.Stał tak i rozmyślając wpatrywał się w taflę wody.Po chwili
ujżał za sobą twarz Leeg'o:
-Witaj Lee.
-Witaj.Widzę że ty też masz problemy ze snem.
-Nie mogłem spać.Ciągle rozmyślam o zdradzie.
-Jakiej zdradzie?
-Jestem tu przez mojego dawnego przyjaciela.Nie chciałem dołączyć do straży mieskiej której był oficerem.On nie zaakceptował
tej decyzji i zdradził mnie.Zostałem schwytany i zrzucony tutaj.
-Współczyje.Ale ja też zostałem zdradzony.
-Więc nie jestem tu sam.
-Tutaj jest nas wielu.Mnie zdradzili królewscy magnaci którzy zazdrościli mi sukcesów.Zabili oni królewską żone i obwinili mnie.Król
postanowił mnie tu zrzucić.Kiedy się stąd wyrwe pozabijam wszystkich którzy mnie wrobili.
-Tak.Ja też tak postąpie.Zabije Wulfgara przy pierwszej okazji.
Po tych słowach obaj ruszyli w stronę groty Lee.Siedzieli tam i rozmawiali o nadchodzącej bitwie.W końcu zaczęli się schodzić
wszyscy ważniejsi ludzie obozu.Przybyli:
Saturas arcymistrz kregu wody , Kosa , Torlof , Orrik , Waldar i Beadui.
Zasiedli oni przy stole i zaczeli rozmawiać o bitwie.Pierwszy zabrał głos Lee:
-Jak każdy z was wie zbliża się bitwa.Chciałbym usłyszeć wasze propozycje dotyczące tejże bitwy.
-Ja mam plan.Zaatakujemy obydwie bramy.Jeden oddział wejdzie przez palisade do obozu.Gdy my będziemy walczyć oni
zabiją Gomeza.-powiedział Torlof
-Mój jest inny.Zaatakujmy w nocy.Założymy na zbroje skóry cieniostworów.Będziemi mniej widoczni i rozegramy wszystko po cichu.-oznajmił Kosa
-Nie.Atak frontalny!-wrzasna Orrik
-Nie ma mowy.Niezauważeni musimy być.-Kosa
-Zamknij się bękarcie bo ci łeb odrąbie!-wrzasną na niego Orrik
-Spróbuj szczęścia osiłku!
-Spokój!-krzykną Lee-Jesteśmy tu po to aby zaplanować atak ,a nie się kłucić!
-Przepraszamy.
-Beadui jaką ty masz propozycję?Jesteś przecierz ekspertem od taktyk.
-Ja mieć taka propozycja:
My zaatakować w noc.Wszyscy w zbroja.Musieć to zrobić cicha i szybka.Najlepiej niech dwa oddział atakować bramy , a jeden
oddział iść na mur.Zaatakować ich cicha i szybka.Oddziały szturm mieć ciężka zbroja ,a skrytobójcy lekka zbroja.Taka moja propozycja.
-Ja też tak uważałem.Musimy tak zrobić.Oddziałem skrytobójców dowodzi Kosa.Bramę główną szturmuję ja i Torlof ,a drugą
Gorn z Orrikiem.Chciałbym jeszcze usłyszeć opinię Waladara.
-Ja uważam że najlepszym pomysłem byłoby przeteleportowanie nas do ich zamku.
-Bzdury!To nie jest mozliwe.Musiałoby nas byś pięć tuzinów!-powiedział Saturas
-Dobrze więc wykonamy plan Beaduiego i mój.Szykujcie się atak za trzy dni.
Wszyscy rozeszli się do swoich domów.Gorn tej nocy miał koszmarny sen.Śniło mu się że atakuje go szkielet w zbroi strażnika.Ponim
nadchodzili następni.Oddział skrytobójców został zmasakrowany.Ten sen go przeraził.Pozostałe trzy dni Gorn spędził na przygotowaniach
do bitwy.Ostrzył topór i polerował zbroję.Ćwiczył też podnoszenie ciężarów.Kiedy nadszedł dzień bitwy na placu przy karczmie
stawiło się stu pięćdziesięciu najemników.Podzielili się na dwa oddziały po siedemdziesięciu ludzi i jeden składający się z dziesięciu.
Po podziale ruszyli do ataku.Po zachodzie słońca byli pod Starym Obozem.Gorn palił się do walki jak nigdy.Wreszcie nadeszła godzina
starcia.Obydwa oddziały ruszyły do ataku.Biły się zacięcie i nieustępowali.Szanse były wyrównane ponieważ Stary obóz wystawił swoich
najlepszych ludzi.Tymczasem oddział skrytobójców przystąpił do akcji.Wrzucili liny z chakami na palisadę i wszedli na nią.
Gdy byli w środku pomaszerowali w stronę głównej bramy.Niestety zauważyła ich grupa strażników i poczęła atakować.Kosa
wyciągną swój łuk i wystrzelił strzałę w stronę wroga.Pechowy strażnik oberwał w oko.Kolejnego położył Beadui cięciem swojego
dwuręznego miecza imieniem "serce araba" w tętnice.Następnego przeszyła strzała pewnego najemnika imieniem Eom.Najemnicy
pozbyli się trzech strażników i ruszyli dalej.Kiedy dotarli do bramy otworzyli ją i ruszyli na tyły wrogiego oddziału szturmowego.
Po kilku minutach pierwszy oddział wroga był rozgromiony.Niestety najemnicy ponieśli wielkie straty w ludziach.Z siedemdziesięciu
pozostało ich niespełna dwudziestu.Po udanej bitwie ruszyli wspomóc Gorna i Orrika.Niestety zastali oddział zaciekle broniący się
przed strażnikami.Gorn i Orrik wraz z jedenastoma najemnikami bronili się.Kiedy Lee ruszył aby ich ocalic Beduiego trafił bełt ,a po chwili Bedui skonał.Strażnicy wycofali
się do obozu.Zamknięto wszystkie bramy.Lee musiał zarządzic odwrót do lasu.Poczekali do świtu i postanowili zebrać ciała zabitych.
Pochowali je w lesie.Zginęło wielu najemników.Wśrud nich Bedui i Waladar.Po tamtej bitwie w kolonii można było tylko mażyć o wielkich wojnach.
Od czasu jej trwania obozy nie miały zbyt wielu sił aby się nawzajem zwalczać.Czasami dochodziło do starć.Brało w nich udział zwykle kilkanaście osób.
Gorn cieszył się że przeżył największą bitwe w swoim życiu.Ustatkował się i zechciał teraz zgromadzić wielkie bogactwo.Od tamtej pory
jest jednym z ważniejszych najemników w obozie.Trenował sztukę władania toporem i zwiększał swoją siłe przezco był
jednym z najsilniejszych ludzi w kolonii.


RPG
Malcom jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Odpowiedz


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni post / autor
gorn ZIDANE Pomoc 5 16-07-04 16:02


Powered by vBulletin® Version 3.6.7
Copyright ©2000 - 2022, Jelsoft Enterprises Ltd.