Wróć   Forum Gothic - ArcaniA: Gothic 4 > Archolos > Dolne Miasto
Przeładuj stronę Arena pod Krwawym Toporem [warsztat] (walki)

Odpowiedz
Narzędzia wątku Wygląd
Nieprzeczytane 09-06-18, 19:56   #793
Ertix
Nosferatu
 
Ertix awatar
 
Zarejestrowany: październik 2004
Skąd: Morgrad
Posty: 2 054
Domyślnie

Ertix klasnął w dłonie i na środku areny z pentagramu wyskoczył przeciwnik.


Dominus Doggus Omnibus Thresome Shemales
(tak, właściciel był jebnięty jeśli chodzi o nazewnictwo)
__________________

† Legenda Pojedynków Świętego Przymierza †
RPG
Ertix jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 10-06-18, 01:33   #794
 Ancoron
Jeden z wielu
 
Ancoron awatar
 
Zarejestrowany: styczeń 2016
Skąd: Dom pod pękniętym niebem
Posty: 7 680
Domyślnie

Epikur spojrzał się na to małe coś, zszokowany widokiem i na moment zwyczajnie odebrało mu mowę, bowiem przeciwnik zwyczajnie był marny i niepozorny, fizjonomia jego zwyczajnie wywoływała napady dzikiego śmiechu. To był...
- Mops. Trójgłowy mops - Belaiar wybuchnął niekontrolowanym rechotem, nie mając pojęcia kto wpadł na pomysł tak beznadziejnego oponenta. Pomocnikom nadzorcy aż opadły szczęki i spojrzeli na nadzorcę, zaś na widowni pokładano się ze śmiechu. Mops, cholera, mops. Co on takiego zrobi? Zaślini człowieka na śmierć i nerwowo zajazgocze, po chwili obsmarkując wszystko wokół, śliniąc przy tym? Jedno babsko tam się rozchichotało, iż niemal spadło na arenę. Pieseczek natomiast w tym czasie spokojnie usiadł i jął drapać, wytrząsając z siebie wszy, a było mu tak dobrze, że aż... wywalił na wierzch języki i wyglądał na rozanielonego.
- Chcę takiego, tatusiu - na widowni rozległ się dziewczęcy i radosny głosik.
- Przykro mi, ale nie stać nas, poza tym pies to odpowiedzialność. Nie jesteś na to gotowa! - zripostował ojciec. - Poza tym wiesz ile takie bydle żreć musi? Kurła... - i sprawę za zakończoną uznał.
Bestia, a raczej bestyjka, w końcu postanowiła wstać na swoich króciótkich łapkach i ruszyła powoli w kierunku Epikura, wyglądając przy tym żałośnie i mając problemy z zachowaniem równowagi. Ten zaś rozczulony tym widokiem przykucnął i wyszczerzył zęby do przesłodkiej psiny, wyciągając przy tym dłoń, by pogłaskać.
Spotkało go niestety dosyć niemiłe zaskoczenie, gdy mopsik zawarczał nagle i otworzył szeroko wszystkie trzy paszcze, by wyrzucić szyje przed siebie i potrójnie wgryźć w ludzkie ramię. Popłynęła krew i trzasnęła kość. Belaiar nie mógł uwierzyć w to, co się właśnie stało, po prostu wodził wzrokiem od zwierzaka do swojego zmasakrowanego ramienia, śmiechy na widowni również momentalnie ustały, niczym płomienie świec zdmuchnięte solidnym wydechem. Nawet jęczące przy każdej okazji dziecko ucichło nagle zamilkło, zrezygnowało z dalszych próśb przekonania opiekuna do zakupu pupilka. Jedynie zaczęło cichutko łkać.
Mops za to z lubieżnym błyskiem w oczach puścił i spokojnie usiadł, śliniąc się i wywalając języki. Sapał, dosyć głośno, z ufnością patrząc na Myrtańczyka, który wyraźnie pobielał. Belaiar drżał, zaskoczyło go to, a zdruzgotana ręka pulsowała bólem, krew wyciekała z otworów po zębach, a sama kończyna wyglądała po prostu źle. Wyprostował się, czując nieprzyjemny szum i wirowanie w głowie, po czym się zatoczył. Instynktownie sięgnął, a raczej spróbował sięgnąć, prawicą po miecz, wywołując obezwładniający umysł ból. Co dziwne nie krzyknął w reakcji na to, a jedynie wyglądał na zaskoczonego. Być może wizja nie odpowiadała temu co przed chwilą się stało. Dopiero po chwili lewą ręką chwycił za rękojeść, nie leży wygodnie, niedopasowana. Przez moment szamotał się z pochwą, nim w końcu wyciągnął ostrze. Blask słońca na moment odbił się w klindzie, trafiając go prosto w twarz, a mops się rozłożył na piachu i zamknął oczy, najwyraźniej zdecydowany, by uciąć sobie drzemkę. Gothańczyk w takiej sytuacji mógł działać wyłącznie w jeden sposób, kierując na gnojka swoją zemstę, toteż wziął szeroki zamach i uderzył od góry. Klinga niemalże bez oporu zanurzyła się w piasku, zaś zęby jednej z głów w kostce człowieka, który to upadł z wyraźnym sykiem, na oślep wymachując orężem, to wystarczyło, by mops odskoczył na bezpieczną odległość i ponownie się położył. Szkoda tylko, że podczas upadku Epikur próbował podeprzeć się połamaną ręką. Instynktownie. Wielka szkoda. Ból rozkwitł, niczym mlecz w płomieniach słońca, spowijając świat w czerwieni.
Wszyscy na widowni obserwowali starcie z zapartym tchem, tak jak to, iż gladiator z pokerowym wyrazem twarzy wstał i jął okrążać zwierzaka, kuśtykając i prowokując. Myrtańczyk tym razem postanowił podejść do sprawy w bardziej wyrafinowany sposób i nogą miotnął na paskudę nieco piasku. To wystarczyło do prowokacji i dzikiego skoku psiny prosto do ludzkiego gardła.
Tym razem Gothańczyk był gotów i odbił pałeczkę, naprzeciw futrzastej zagłady stawiając miecz. Bestia została brutalnie zbita w bok orężem.
Słychać było paniczny pysk, gdy mops z podkulonym ogonem i niewielkim rozcięciem na boku zaczął się odsuwać w celu ratowania swego zdrowia. Belaiar nie zamierzał tracić okazji i ponownie ruszył do ataku, zamierzając zastosować ten sam manewr. Jedno miotnięcie piaskiem w tej samej chwili, gdy poczwara z donośnym szczekiem wskoczyła mu na pierś, skutecznie obalając i pozbawiając oddechu, wystarczyło, by przekonać go, iż to zły pomysł.
Widząc trzy komplety zębów i oczu łaknących krwi, zmówił paciorek, przygotowując na to, co nieuniknione. Zwierzak jednakże zawsze pozostanie tylko zwierzakiem i próbował wgryźć w pierś. W pierś okrytą stalowym napierśnikiem. Dwa ułamane kły i trzy wybite siekacze przekonały go, iż to zły pomysł, toteż drugą szczęką wcelował w odsłonioną gardziel. I byłby zabił ukochanego Epikura, gdyby ten nie zasłonił grdyki połamaną ręką, w której zanurzyły się zęby. Człowiek zawył, przeżywając istne katusze i zrobił to co trzeba, swą lewicą unosząc ostrze i z rozmachem przebijając nim szyję wgryzionego pysku. Stworzenie błyskawicznie puściło i próbowało rzucić do tyłu, rozcinając swe ciało o zaostrzony oręż. Mściwy uśmieszek rozjaśnił lico Belaiara, gdy bez dalszej zwłoki wykorzystał okazję i z rozmachem uderzył, ucinając drugi łeb. Doszło do tego, iż ostatni sprawny pysk wymierzony został w lewą rzepkę człowieka i zanurzył głęboko. Epikur zachował spokój i zakończył błyskawicznie walkę, tnąc w ostatni czerep. Kaskada juchy rozlała się na piach i opryskała również gladiatora, gdy podwójnie dekapitowane, wykrwawiające się ciało bezwładnie upadło na ziemię.
__________________

Somewhere over the rainbow
RPG
Ancoron jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 11-06-18, 03:13   #795
Ertix
Nosferatu
 
Ertix awatar
 
Zarejestrowany: październik 2004
Skąd: Morgrad
Posty: 2 054
Domyślnie

Return - i jeb, wrócił do pokeballa. Ertix rzucił na arenę losową ilość kryształów - wyszło tego ze 3 KH.
[color=blue]
jest w rpg
[/color
__________________

† Legenda Pojedynków Świętego Przymierza †

Ostatnio edytowane przez Ancoron : 11-06-18 o 12:42.
RPG
Ertix jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 18-04-20, 10:24   #796
Spykers
Zwiadowca
 
Spykers awatar
 
Zarejestrowany: lipiec 2014
Skąd: In the mind's eye
Posty: 2 661
Domyślnie

Opustoszałe ławy, podniszczone loże, amalgamat gęstego kurzu przeżerającego nasiąkły od karmazynowej posoki, miejscami jeszcze popielaty, piach. I żałosna ponurość pustkowia.

Oto co zastał Arrival, przekraczając wrota areny.
__________________
At the end of the river the sundown beams
All the relics of a life long lived
Here, weary traveler rest your wand
Sleep the journey from your eyes

Ostatnio edytowane przez Spykers : 18-04-20 o 10:26.
RPG
Spykers jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 18-04-20, 11:43   #797
 Ancoron
Jeden z wielu
 
Ancoron awatar
 
Zarejestrowany: styczeń 2016
Skąd: Dom pod pękniętym niebem
Posty: 7 680
Domyślnie

Epikur Belaiar ze spokojem rozstawił kuszników dookoła areny, tak by mieli pełne pole do popisu. Byli to najlepsi strzelcy na wyspie, zdolni ustrzelić komara ze stu metrów. Widownia w ten sposób została zapełniona.
Wyszedł na piach w pełnej zbroi i hełmie, ze swoim wiernym mieczem i tarczą.
- Mamy podobne style, Arrival. Obaj tarczownicy, obaj miecz nicy. Obaj urodzeni zabójcy. Chętnie się przekonam który z nas jest lepszy.
Uśmiechnął się pod przyłbicą i uderzył mieczem o tarczę. Lubił takie walki, pewne. Po to rozstawił kuszników mających odstrzelić Arrival jakby jakimś cudem zaczął wygrywać i stanowić zagrożenie. To będzie przyjemny spacerek.
__________________

Somewhere over the rainbow
RPG
Ancoron jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 18-04-20, 16:30   #798
Spykers
Zwiadowca
 
Spykers awatar
 
Zarejestrowany: lipiec 2014
Skąd: In the mind's eye
Posty: 2 661
Domyślnie

Rytmiczny szczęk blach żołnierskiego wyposażenia ustał raptownie. Trybuny piętrzyły się teraz od mrowia kuszników. Jeden wielki obłok stalowych zbroi i falanga namierzonych w niego kusz. Arrival musiał przyznać, że zrobiło to na nim chwilowe wrażenie. Potem jednak stwierdził z żalem, że to tylko popis marnej teatralizacji, komiczna profuzja kuszników - oto komedia, maksymalnie wzorcowe bezpieczeństwo oponenta - oto tragedia, jego słowa, bez znaczenia na tle hurmy naładowanych kusz - oto dramat.

Ale scena już została przygotowana, rekwizyty rozdzielone, aktorzy wyznaczeni do ról, ich losy podzielone. A sztuka rozpoczęta.

Kurtyna.

Słońce rozświetliło ciepłymi promieniami feerię barw odbijających się od zbroi śmiercionośnego audytorium. Tuman kurzu jednak przyćmił miriady iskierek rozpraszających się wokół uderzeń kling. Kurzawa unosiła się jak burza, strzelając piorunami mieniących się głowni i wypełniając arenę wyładowaniami grzmotów gruchoczących o siebie tarcz.

Jeszcze trzy uderzenia.
Trzy uderzenia serca i było po wszystkim. Emocje rozproszone, wysiłek podjęty, kurz rozrzedzony opadł na na piach jak puch lub popędził razem z wiatrem. Aktorzy skłonieni ku sobie, jakby z wysiłku, a jedynym aplauzem zwieńczającym akt pierwszy był nierównomierny skrzyp poprawiających pozycję kuszników.

- Już się zmęczyłeś, staruszku? Chwila przerwy? - sapnął Epikur szczerząc i zaciskając zęby z wysiłku. - Już masz dość?

Arrival nie odpowiedział, co można było uznać za odpowiedź.
Do gubernatora podbiegł chuderlawy chłystek i wręczył mu łagiew z wodą.

Spragniony? - zapytał emfatycznie Epikur, upijając łapczywie z manierki. Spojrzał na Arrivala z ukosa, marszcząc wargi w parszywym uśmiechu i rozprysnął mu naprzeciw resztkę wody. Woda wsiąkła natychmiast i tylko piach mógł się jej napić.

Arrival nie odpowiedział, co można było uznać za odpowiedź.

Epikur tanecznym krokiem zaprosił go do tańca, w bezlitosne tango cięć i pchnięć, pełne niebezpieczeństw piękne uniki stylu flamenco. Zawirował mieczem w dłoni, zrzucając promienie słońca z klingi miecza. Strzelił ostrzem w tarczę, tupnął nogą nadając rytm artykułowany, dynamiczny i harmonijny. Można było niemal usłyszeć tę melodię.

Arrival wyprostował się jak struna. Zaczekał. Dopasował krok do kroku Epikura. I wymruczał:
- Graj, muzyko.

Oto jak zew drugiego aktu rozbrzmiał melodyjną nutą walki.

Pierwszy był Epikur. Wstrząsnął symfonią przerażającymi głoskami. Szarpnął klingę w zamaszystą primę, na co Arrival zatańczył piruetem w uniku. Potem uchylił się tanecznie secundzie i zasłonił tarczą kąśliwy zamach podstępnego tercu. I zatańczył we spół ze swoją partnerką.
Najpierw zaczął od krzyżowych cięć, prostych jak cięcia gilotyny, ale niezbyt precyzyjnych. Epikur z łatwością odbił je tarczą, a raz mieczem. Potem zripostował, tnąc na odlew, między żebra i szybko runął tarczą, impetem wytrącając Arrivala z rytmu tanecznych uników.

Myrtańczyk zatoczył się brzydko po piachu, unikając kolejnych ciosów Epikura, które jak grad spadły na niego w myśl zasady leżącego bije się wygodniej.
Dostał w plecy, blisko lewej łopatki. Poczuł ściekającą mu po plecach krew, jak drobinki piasku dostały się w wirze uniku pod odzienie i jak szczypie rana. Wstał i ciął skośnie przez biodro do ramienia, ale chybił.

Epikur zaśmiał się gromko, czując przewagę - na arenie i wokół niej. Ruszył do ofensywy. Ciął na skos, potem skoczył i przeniósł ciężar na lewą nogę, by ciąć kwartą między oczy. Uchyli się przed odpowiedzią myrtańczyka i z całej siły rąbnął klingą od frontu. Arrival zasłonił się machinalnie tarczą, co pozbawiło Epikura dwóch jedynek. Otóż impet z jakim klinga odbiła się od tarczy był tak wielki, że nie był w stanie uchylić się przed własnym mieczem, powracającym mu na spotkanie.

Muzyka ucichła. Jedynie ciche rzężenie zdało się słyszeć pośród kłębu kurzu. To Epikur jął się dławić własnym zębem. Arrival patrzył beznamiętnie na gubernatora świszczącego grdyką, jak jego twarz mieni się purpurą, można by pomyśleć, że za chwilę wystrzeli krwią, cała się nią zaleje. Ale wraz z nim, pomyślał myrtańczyk, posoką popłynę ja.

Odrzucił tarczę i palnął Epikura płazem miecza w plery. Ten zacharczał, zakaszlał. Ząb wyleciał z ust strumieniem plwociny. A akt drugi uleciał pośród kusze i bełty.

Kusze i bełty. Akt trzeci i ostatni.

Epikur przejechał językiem po korzeniach utraconych zębów. Sięgnął dłonią za plecy, które rwały po ciosie mieczem.

- Remis? - usłyszał głos Arrivala - Skończmy już tę farsę.
- Skończmy - przytaknął mu Epikur.

Rzucił się na myrtańczyka tak nagle, że ten nie zdążył zareagować. Dostał pięścią w twarz i piaskiem po oczach.

I bełtem po włosach. Ledwie usłyszał świst, a z jego oskalpowanej głowy pociekła krew.

- Wśtawaj tkórzu! - zaseplenił gubernator. - No walcz!

Tym razem już nie usłyszał kolejnego wystrzału. Trafili go w łydkę, potem w ramię.
Nie chcą mnie zabić, tylko osłabić, skurwysyny, przetoczyło się przez głowę Arrivala.

- Wstawaj!

Wstał.

- Mieć! Tarća!

Odrzucił, miecz i tarczę.

- Walć, powiesiałem!

- Wygrałeś - odparł myrtańczyk - Poddaję się. - Krzyknął, by usłyszeli wszyscy.

- Nieee! - wyryczał Epikur - Nieee! Sam wybjałeś śwój koniec, padalću. Zatem konieć tego pśećtawienia!

Ruszył na myrtańczyka miecz dzierżąc oburącz. I nagle przeszył ich straszliwy świst, a drogę między nimi zabarykadował mur bełtów, równo wbitych, jak od poziomicy, długi na pięć stóp i szeroki na trzy.

Arrival ukłonił się.
- Koniec przedstawienia.
__________________
At the end of the river the sundown beams
All the relics of a life long lived
Here, weary traveler rest your wand
Sleep the journey from your eyes
RPG
Spykers jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 18-04-20, 16:44   #799
 Ancoron
Jeden z wielu
 
Ancoron awatar
 
Zarejestrowany: styczeń 2016
Skąd: Dom pod pękniętym niebem
Posty: 7 680
Domyślnie

Epikur splunął krwią, rozbawiony nieco całą tą maskaradą. Wszystko rozegrane zgodnie ze scenariuszem, poza jednym drobnym aspektem improwizacyjnym sztuki. Małym i dosyć nieistotnym, ot, szczególikiem. Szczególik ten był warty bissa. Zaklaskał. Lubił takie przedstawienia w dobrym stylu, zapewniały sporo frajdy.
- Koniec - stwierdził i wyciągnął w serdecznym geście rękę do Arrivala. Zdjął przyłbicę i zachęcająco pokiwał głową, odsłaniając szczerby w uśmiechu. - To było dobre psedstawienie. Glatuluję.
Arrival wyciągnął rękę, niepewny i zaskoczony. I wtedy pięść w pancernej rękawicy trafiła go w szczękę. Na piach poleciały zęby. Dwa. Epilog.
Wyszli ramię w ramię.
Spykers otrzymuje 3KH i piwo w karczmie.
jest w rpg
__________________

Somewhere over the rainbow

Ostatnio edytowane przez Ancoron : 18-04-20 o 16:49.
RPG
Ancoron jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 18-04-20, 19:10   #800
Spykers
Zwiadowca
 
Spykers awatar
 
Zarejestrowany: lipiec 2014
Skąd: In the mind's eye
Posty: 2 661
Domyślnie

W karczmie:
- Aleś mię załatfił z tymi zębami - wyseplenił Epikur, popijając piwa z kubełka.
Arrival uśmiechnął się szeroko.
- A ty mię to nie? - zaświstał. - I to po falce, z znienaćka.
- Co było, a nie jeśt...
- Tak, tak...
- A śłyśałem, że na arenę źnofu cioś pzilasło, pono kwałą płaćą.
- Ta? A ile?
- Jak się pośtaraś to i 3 nawet.
- No i namófił.

Arrival wstał od szynku i z prędkością wiejącego dziś wiatru zjawił się na arenie.
__________________
At the end of the river the sundown beams
All the relics of a life long lived
Here, weary traveler rest your wand
Sleep the journey from your eyes
RPG
Spykers jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 18-04-20, 21:55   #801
 Mika 123
Obywatel milicjant
 
Mika 123 awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2016
Skąd: Ludowa Republika Khorinis
Posty: 2 280
Domyślnie

Kai spacerował po opuszczonej arenie. Wracały wspomnienia. Wszystko wyglądało jednak tak, jakby niedawno odbyła się tutaj walka. Wszedł do loży zarządcy, którą niegdyś zajmował Smutas. Ujrzał na biurku kartkę papieru.
- "Oficjalna zgoda Gubernatora na przydzielane przeciwników" - przeczytał. Spojrzał na plac. Zjawił się tam samotny wojownik. Kai zerknął jeszcze raz na kartkę. - Hej! Ty tam! Mam dla ciebie przeciwnika! - zawołał po czym pociągnął jedną z dźwigni. Dostrzegł również drugą kartkę, tym razem ze spisem przeciwników. Szybko wyszukał, kogo wypuścił pociągając za dźwignię. - To niejaki Ikcelad, szaman z odległej dzikiej wyspy. Mocno uduchowiony facet...
Wtem jednak coś w dawno nie smarowanych mechanizmach się zaczęło i zaraz potem zamiast jednej klatki, otworzyło się pięć z głośnym piskiem. Ikcelad wyszedł na plac w pelni skupiony, patrząc ze znudzeniem na swego przeciwnika. Z klatek obok wyszło po dwóch innych dzikusów z dzidami i drewnianymi tarczami. Z zamknięcia wyszedł również jakiś zombie i pięć nietoperzy. Z klatki za Arrivalem wyszedł zaś kew.
- No, to się porobiło... - westchnął Kai. - Tak czy inaczej... powodzenia? Nie miło było poznać.
RPG
Mika 123 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 19-04-20, 17:00   #802
Spykers
Zwiadowca
 
Spykers awatar
 
Zarejestrowany: lipiec 2014
Skąd: In the mind's eye
Posty: 2 661
Domyślnie

W powietrzu można było wyczuć coś gęstego, można było to wyczuć niemal namacalnie, nienawiść granicząca ze strachem. Zemsta we spół z wyrzutami sumienia. Ale może była to tylko gra stężonej mgły, lepkiej wilgoci, jak sadza gorzkiej i niepomiernie ciężkiej.
Ciężkiej jak grzech.

Ponurość mętnego powietrza przykrywały fale nawarstwiających się poświat zimnego księżyca. Zabawa bladych promieni tańczących na obłokach mysiej aury. Duszność nawołująca opętane zjawy i widma, zwidy i mary. Infernalna fantasmagoria.
Napięcie wszystkich intymnych obaw poraziło sumienie samotnego wojownika. Strach przed myślami wszystkimi. Pomyślanymi, zapomnianymi. Strach przed tymi, które dopiero nadejdą, i które nadejść nie zdążą.
I które nigdy nie były mu pisane.
Myśli nie do pomyślenia. Persyflaż wątłej linii życia i triumf śmierci otwierającej szeroko ramiona ku ciepłemu uścisku.
Walące się mosty sensu i pewności. Otchłanie wątpliwości, czyhające w euforii.

Coś się poruszyło, coś we mgle. Mgła spierzchła w popłochu. Milczące sylwetki. Personifikacja bólu.
Arrival zmrużył oczy - naznaczone wiekiem kwarce, porysowane niczym szkło i emanujące niczym kalcyt.
Wyrwany z uścisków fantazmatycznych odczuć i imaginacji misterium.

W oparach ujrzał pięciu dzikusów. Szybko zreflektował od czego zacząć. Zamachnął się, przecinając mgłę i głowę wampira. Nietoperze wokół z piskiem odfrunęły stróżką księżycowego światła. Ciało wampira nie uroniło kropli krwi.

Szaman zniknął, rozpłynął się, zostawiając swoich wojowników. Wojownicy rozdzielili się na cztery strony. Dzika szarża, dzikie otoczenie. Mgła połknęła nadchodzące niebezpieczeństwo. Wyciszyła kroki i drwiny. Ale nie uśpiła czujności.

Najpierw uchylił się przed dzidą, potem tarczą złamał w obronie jedną z nich i wbił miecz w chmurę, nie wiedząc w co tak naprawdę wbił miecz. Potem poczuł krew parującą w powietrzu, wsiąkającą w mgielne opary. Jego własną krew. Zamachnął się na wysokości krtani w gniewie, a na piach opadły dwie głowy.
Usłyszał coś, wykonał piruet. Błąd. Odsłonił plecy. Kolejny świst, pół obrót, trysnęła krew. Dzika krew.

Na środku areny rozbłysła poświata. Zasłonił się tarczą, która odbiła magiczne palce pocisków nieznane do tej pory światu. Policzył do trzech, przeturlał się w bok, bez tarczy, która zamarła w miejscu ciężarem uścisku imadła.
Usłyszał szept lub trzepot. Ruszył w kierunku światła. Przed sobą widział postać szamana dzikiej cywilizacji. Skulił się nagle, zasłaniając uszy. Nietoperze w ostatniej rozpaczy, nie natrafiwszy na plecy myrtańczyka, przebiły płuca szamana. Szaman upadł.
Zaraz obok bezgłowego wampira, który, gdyby mógł, wyszczerzyłby zęby zjadliwie. Arrival chwycił za dzidę szamana i przebił serce wampira, aż rozpadł się w proch i ulotnił się księżycowym pyłem.

Przy kracie jednych z tuneli stali ludzie, zaczarowani strachem.

- A wy kim jesteście?
- K-kew. - odparli chórem w przejęciu.
- K-kew?
- Kew - odparł najodważniejszy z nich.
- A cóż to takiego?
- Koronni Emisariusze Wojskowi. Kew to taki skrót.
- Dlaczego tu jesteście?
- Pogubiliśmy drogę, a jakiś idiota nas tu wepchnął. Sadysta nie człowiek, ot co!
- Już po wszystkim? - zapytał inny.
- Po wszystkim. - odetchnął myrtańczyk - Po wszystkim.
__________________
At the end of the river the sundown beams
All the relics of a life long lived
Here, weary traveler rest your wand
Sleep the journey from your eyes
RPG
Spykers jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 19-04-20, 18:04   #803
 Mika 123
Obywatel milicjant
 
Mika 123 awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2016
Skąd: Ludowa Republika Khorinis
Posty: 2 280
Domyślnie

- E, fajne bajery ten Smutas tu trzymał - powiedział Kai regulując lunetę po raz kolejny. Gdy znudziło mu się oglądanie gwiazd, odkrył do czego berserkowi był potrzebny ten sprzęt. Patrzył na okno w oddalonym budynku, gdzie przebierała się jakaś urocza dziewoja. - Niezła...
Spojrzał gdzieś w bok i dostrzegł podobną scenę.
- A to cwaniak...
Nagle usłyszał jakieś rozmowy na placu walki. Był tak pochłonięty patrzeniem przez lunetę, że w ogóle nie zwrócił uwagi na walkę. Z niechęcią odłożył przedmiot.
- Eee... Wygląda na to, że poradziłeś sobie ze wszystkimi. Tylko truchła lwa nie widzę. I co to za ludzie? Cóż, nieważne, będziecie musieli się nagrodą podzielić - rzekł w stronę wojaka. Zajrzał do skrytki, wziął sakiewkę i włożył do niej 2 Kryształy Honoru, po czym rzucił w stronę Arrivala. Następnie wrócił do poprzedniego zajęcia. - Dziwne... Ciekawe, kiedy przestanę wszędzie widzieć byłego Gubernatora.
jest w rpg

Ostatnio edytowane przez Ancoron : 19-04-20 o 18:17.
RPG
Mika 123 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Odpowiedz


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum


Powered by vBulletin® Version 3.6.7
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.