Wróć   Forum Gothic - ArcaniA: Gothic 4 > Inne > Art & Story Forum
Przeładuj stronę Spisek - Historia Trzech

Odpowiedz
Narzędzia wątku Wygląd
Nieprzeczytane 08-06-05, 09:25   #13
Szkut!
Czarny Goblin
 
Szkut! awatar
 
Zarejestrowany: październik 2004
Skąd: Opolszczyzna
Posty: 146
Domyślnie

Dobrze, że jest taka Reiha na tym świecie. Przynajmniej ona jedna potrafi zmotywować do pisania.

Cytat:
Originally posted by Reiha
Może ten rozdział był rzeczywiście o niczym, ale coś mi się wydaje, że następny będzie bardziej konkretny - w końcu bohaterowie dostali porządnego kopa i powinni zacząć wreszcie coś robić .
Masz trochę racji. Jednakowoż nie będę nic więcej pisał, poza tym, że Gżymełko ukradnie coś czego nie powinien i czego będzie żałował.
__________________
LastFm profil

Uuuuuuuuuu, you touch my tralalala, my ding ding dong!
RPG
Szkut! jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 24-08-05, 20:22   #14
Corvus
Pan Porządek
 
Corvus awatar
 
Zarejestrowany: październik 2004
Skąd: Z niebios bram
Posty: 339
Domyślnie

Rozdział II
Gdzie nie pchać rąk, czyli nędzne życie złodzieja.


Brukowany gościniec rozwidlał się przy dwóch dębach stojących w tym samym miejscu od niepamiętnych czasów. Stukot końskich kopyt odbijał się echem od gęstej ściany lasu porastającej lewy brzeg gościńca. Zataczający koła nad lasem orzeł wypatrywał kolejnej ofiary. Południowe słońce starało się przebić przez liście przydrożnych drzew i rzucić nieco promieni na wędrowców. Wydawało się jakby cały świat zwolnił swój bieg jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Celdur na swym śniadym koniu jechał oddalony o kilkanaście metrów od swoich przyjaciół. Wyraźnie ich unikał.
- No daj spokój Celdur! – krzyknął Sephirod składając dłonie w trąbkę – Nie ma się o co obrażać!
Gżymełko szedł obok maga ze spuszczoną głową i opadniętymi ramionami. W momencie, gdy Sephirod krzyczał do Celdura, Rzemyk zderzył się z jakimś kupcem i wyświadczył mu przysługę odciążając go z ciężaru dziennego zarobku.
- Hej! Uważaj jak leziesz. Przybłędo!
- Najmocniej przepraszam zacnego pana – ukłonił się Gżymełko.
Oddalił się nieznacznie i zważył w dłoni sakiewkę domyślając się jej wartości.
- Na oko to będzie około pięćdziesiąt denarów. – powiedział z uśmiechem na ustach.
- Co? – przerwał na chwilę krzyki Sephirod.
- Mówię, że możemy sobie pozwolić na kolację za mniej więcej pięćdziesiąt denarów.
- Mniej więcej to jest tyle – mag pokazał dwa palce, wskaziciela i środkowego – wskaziciel to jest mniej, a środkowy więcej.
- Hahaha…ale tyś dowcipny. Lepiej zawołaj do swojej białogłowej na rumaku, że dzisiaj jemy w tawernie.
Sephirod ponownie zwinął dłonie i krzyknął w kierunku Celdura, który na słowo kolacja zatrzymał konia i obrócił się w siodle.
- To zawsze działa – zaśmiał się mag.
- Nie myślcie sobie, że jedną kolacją wszystko załatwicie – powiedział Celdur, gdy dołączyli do niego – A tak w ogóle to, czym macie zamiar płacić za tą kolację?
- Znalazłem to na drodze – Gżymełko wyciągnął zza pazuchy sakiewkę.
- Znalazłeś!? – zapytał irytująco Celdur.
- No, co się tak dziwisz? – odpowiedział z uśmieszkiem na twarzy.
- Bo jakoś nie mogę uwierzyć, że ktoś zgubił połowę swojego majątku.
- Daj spokój! Ciesz się, że masz, za co jeść!

***

Oj kochałem Cię dziewcze!
Oj kochałem Cię skrycie!
Tak bardzo Cię pragnąłem!
Jak niczego w świecie!
Oj kochałem Cię dziewcze!
Oj kochałem Cię nad życie!
Tak chciałem pożartować!
A zrobiło się dziecie!

- Och Hollasie. Uwielbiam, kiedy tak śpiewasz. Od razu przypomina mi się nasza młodość – wzdychała siedząca na wozie kobieta – Zaśpiewaj mi coś jeszcze.
- Daj spokój babo. Siedź tam na wozie i dzieciaka pilnuj.
Kupiec sięgnął ręką do pasa. Potem energicznym ruchem za pazuchę z prawej strony, z lewej, z powrotem do pasa. Łykając ślinę ponownie poklepał dłońmi po ciele.
- Gerdo! Sprawdź czy na wozie nie ma sakwy!
- Myślałam, że ty ją masz – odpowiedziała po chwili przetrząsania zawartości wozu.
- Ja też tak myślałem. Może dzieciak się nią bawi? – dodał podenerwowany całą sytuacją.
Kobieta niezdarnie przetoczyła się na tył wozu i przeszukała go ponownie.
- Nie, dzieciak go nie ma! – krzyknęła.
Kupiec zatrzymał konia ciągnącego wóz. Cofnął się spory kawałek wyglądając zguby. Przystanął na chwilę z lewą ręka wyciągnięta ku górze.
- Hollasie, dobrze się czujesz? – krzyknęła z wozu kobieta.
- Ciii – mruknął pod nosem.
Odwracając się na pięcie zaczął machać rękami, to w prawo, to w lewo. Uniósł głowę i chwycił za nią rękami.
- Zawracaj wóz! Wiem gdzie nasze denary!

***

Słońce znikające za horyzontem ustępowało miejsca nadchodzącej nocy. Krążące po wsi bezpańskie psy czaiły się w pobliżu zajazdu czekając na ochłapy. Rozświetlona i rozhuczana knajpa witała kolejnych podróżnych.
Siedzący w jej wnętrzu trzej towarzysze dzielnie poczynali sobie z kolejnym, trzecim już antałkiem miodu.
- Sephirodzie pokaż jeszcze raz tą sztuczkę z płonącym palcem!!! – huczała cała sala.
Mag skoncentrował wzrok na środkowym palcu. Cała karczma zamarła w bezdechu. Karczmarz przerwał tradycyjny rytuał wycierania kufli. Wszyscy ci, którzy spędzali czas w karczmie leżąc pod stołem usiedli z wielkim trudem na krzesłach i skupili wzrok na magu. Po chwili palec zapłonął niebieskim płomieniem.
- Brawo, brawo!!! – w karczmie rozległy się oklaski, krzyki, gwizdy i pohukiwania.
Sephirod dumny z siebie ukłonił się głęboko i tracąc równowagę zanurkował pod stół. Zgromadzeni wokół pomogli mu wstać i usiąść na krześle na miarę jego możliwości. Mag nieporuszony upadkiem, wygramolił się na stół strącając przy tym w połowie pełny kufel. Stanął niepewnie na stole zdając sobie sprawę, że w każdej chwili nogi mogą odmówić mu posłuszeństwa.
- Zacni panowie – zaczął bełkotać plując soczyście – wiele w swoim życiu przeżyłem. Wiele kobiet wychędożyłem – słuchacze rozwrzeszczeli się z aprobatą – od wielu dostałem po głowie i nie tylko. Wiele z nich chadzało na wojnę. Nabrały siły, tężyzny – zrobił chwilę przerwy na głębszy oddech – zaczęły walczyć lepiej od niektórych mężczyzn. I po co nam to. Po co nam takie baby. Chędożenie im nie w głowie, a bitka. To grozi wyginięciem gatunku ludzkiego. Baby winne w domu siedzieć, obiad gotować i dzieciakami zajmować. Za niedługi czas zaczną z nami na miód przychodzić, a jak co nie tak pójdzie to i z domu może pogoni, bo silniejsza będzie niźli chłop. Apeluję, więc do was kamraci! Dobra kobieta to kobieta uległa i chętna.
Spośród tłumu wyrwały się pojedyncze głosy zrozumienia i poparcia, do których po chwili dołączyła reszta, wznosząc wiwat na cześć Sephiroda.
W między czasie do karczmy wszedł wieśniak rozglądając się po gębach gości. Po chwili wyszedł. Wiwatujący tłum przeniósł mówcę na rękach po sali. Usadowili go ponownie na krześle stawiając jemu i jego towarzyszom dzban miodu.
- Stokrotne dzięki zacni panowie – podziękował mag.
Od strony zaplecza do sali weszło trzech uzbrojonych wieśniaków. Jeden z nich miał podziurawioną kolczugę, a drugi skórzany hełm, trzeci jedynie miecz. Stali chwilę za szynkwasem obserwując tłum. Po chwili tym samym wejściem wszedł bogato odziany kupiec szepcąc coś do wieśniaków. Rozmawiał przez chwilę z barmanem wskazując palcem na salę. Nagle ni z gruszki, ni z pietruszki przez okno wleciał wrzeszczący kot. Wpadł na środek sali i równie szybko jak się pojawił wybiegł przez otwarte drzwi. Zajęty piciem tłum nie zwrócił na niego najmniejszej uwagi. Mężczyzna w towarzystwie wieśniaków odszedł od szynkwasu kierując się w stronę stolika, przy którym siedział Gżymełko.
- Chłopaki! Pryskamy! – szepnął złodziejaszek pochylając się niezręcznie nad stołem.
- Czy to właściciel tych zagubionych denarów? – zapytał Celdur.
- Nie sądzę żeby jemu chodziło o denary – tłumaczył zdenerwowany.
- A o co?
- Później wszystko wyjaśnię, a teraz spadajmy.
Gżymełko w pośpiechu wstał od stołu i pobiegł w stronę drzwi. Wieśniak w hełmie był szybszy i z wyciągniętym mieczem zablokował wyjście. Drugi wyjął miecz z pochwy i przyłożył do gardła maga, który upity jak bela nie był zorientowany w sytuacji. Wieśniak odziany w kolczugę z na wpół wyciągniętym mieczem stał za białogłowym.
- Odsuń dłoń od żelaza – warknął do Celdura wieśniak.
Kupiec zbliżył się do Gżymełka.
- Oddawaj sakiewkę – wysyczał.
- Pomyliłeś mnie z kimś.
- Ze wzrokiem u mnie w porządku. Mnie nie oszukasz złodziejaszku.
Celdur zobaczywszy, że pilnujący go wieśniak skupił wzrok na kelnerce sięgnął dłonią po miecz. Łokciem uderzył go w brzuch robiąc zamieszanie wśród napastników. Sephirod skorzystał na tym sięgając po kufel i roztrzaskując go na twarzy stojącego przy nim wieśniaka. Przewróconego napastnika potraktował butem pod żebro i stopą przygwoździł dłoń trzymającą miecz. W tym czasie Celdur ciął od dołu przez prawy policzek wieśniaka. Krew polała się gęsto. Oprawca puścił miecz i obiema rękami przytrzymywał zwisający z policzka płat skóry. Gżymełko kopniakiem pod kolano powalił wieśniaka w hełmie. Zręcznie uniknął rąk kupca i przebiegł przez tłum ciekawskich prosto do tylnego wyjścia. Celdur nie zwlekając ani chwili przerzucił sobie przez ramię Sephiroda, który cały zapas sił zużył na uderzenie kuflem, i pospieszył za przyjacielem. Wybiegli z karczmy zmierzając w kierunku stajni. Celdurowi coraz bardziej ciążył mag, pod skórznią czuł spływające krople potu.
- Mamy tylko jednego konia.
- W środku powinno być ich więcej. Pożyczymy sobie.
- Nie wystarczy ci kłopotów z tym kupcem? – wysapał Celdur.
- Nikt się nie zorientuje, że to nasza sprawka.
- Nie możemy po prostu uciec w las?
- Coś mi podpowiada, że to jakaś grubsza sprawa. Potrzebujemy tych koni.
Wbiegli do oświetlonej stajni zamykając za sobą wejście. Celdur rzucił maga na pobliski stóg siana. Chcąc go ocucić wylał na niego wiadro zimnej wody. Grzymełko w tym czasie szukał odpowiednich do ucieczki koni.
- Śpiesiom siem panowie? – zapytał niemrawy głos nad ich głowami.
Celdur odruchowo wyjął miecz i uniósł głowę do góry, wypatrując niespodziewanej osoby.
- Pokaż się i mów, kim jesteś.
Z cienia wyszedł niski, przygarbiony mężczyzna trzymając w dłoniach widły. Przerażony widokiem miecza pobladł i zszedł bardzo wolno po drabinie.
- Gieniuś jeśtem, panie.
- Co tu robisz?
- Śtajennym jeśtem. Fyniesiona śłoma, śfezie góno.
- Dobra, mniejsza z tym. Pomożesz nam.
Twarz stajennego rozpromieniała, szeroki uśmiech ukazał jedynego zęba.
- Gieniuś osiodła konia! – krzyknął zadowolony.
- Nie jednego, a trzy – Celdur wskazał przyprowadzone przez Grzymełka ogiery - Tylko szybko.
- Ni! Gieniuś fie, ze tyko duzi pan przyjichoł na koniu.
- Ale chcemy sobie pożyczyć pozostałe. Rozumiesz?
- Ni – jak tylko potrafił stajenny okazał zdziwienie.
- Posłuchaj. Rozmawiałem z właścicielami tych koni i możemy je pożyczyć na jakiś czas – wtrącił do rozmowy Gżymełko – nie musisz nawet ich siodłać, wystarczy, że wskażesz gdzie trzymasz siodła.
Oczy Gieniusia zwrócone na Gżymełke wyraźnie mówiły „może i jestem przygłupi, ale nie dam się nabrać”. Wyrzucone w powietrze widły odwróciły uwagę od stajennego, który szybko przebierając nogami wybiegł ze stajni.
- Rzemyk szukaj siodła. Lepiej się pospiesz, bo zaraz możemy mieć kłopoty – powiedział Celdur.
Wyszedł przed stajnię i oczami ogarnął teren wokół. Gdy ostatni koń był siodłany z ciemności wyłoniły się cztery pochodnie, towarzyszyły im podniecone krzyki. Celdur dyskretnie wycofał się, zamykając starannie bramę.
- Gżymełko! Wyprowadź konie tyłem i pomóż wstać magowi. Ja powstrzymam tłum – mówiąc to dobył miecz, a lewą ręką chwycił tarczę.
- Otwierać bramę koniokrady! – tłum był coraz bardziej rozwścieczony.
Celdur podniósł rygiel i pchnął lewe skrzydło zmuszając ludzi do cofnięcia.
Na zewnątrz ustawiło się przynajmniej dwudziestu chłopa uzbrojonych, w co tylko znaleźli. Arsenał był spory, poczynając od szczątek krzeseł, a kończąc na widłach.
- Nie zbliżajcie się – starał się zabrzmieć groźnie – Każdy, kto się zbliży posmakuje mojej stali.
- Na widły go! Rzucić psom na pożarcie! – wrzeszczeli niewzruszeni.
Najemnik cofnął się w tył i umocnił swoją pozycję na nogach. Tarczę zbliżył do ciała, miecz opuścił w dół cofając rękę w tył.
- Zdzisiu, Rysiu i Ksawery zajmijcie się nim – krzyknął stojący na czele mężczyzna.
Trzech wytypowanych ruszyło biegiem krzycząc w stronę wojownika. Celdur czekał do ostatniej chwili. Blok tarczą, piruet przez lewe ramię i cięcie od góry przez plecy środkowego napastnika. Rysiu padł jak długi na ziemię wrzeszcząc w niebogłosy. Pchnięcie wideł Ksawerego sparował mieczem, kopnięciem pod kolano zmusił go do klęknięcia. Uderzenie tarczą w głowę gruchnęło nim o podłoże. Trzeci napastnik zaatakował niespodziewanie. Kawałek kija znalazł odsłonięte miejsce tuż pod tarczą. Zatrzymał się na żebrach Celdura, który z grymasem bólu na twarzy odskoczył od przeciwnika i zaatakował fintą. Zbicie broni napastnika i uderzenie tarczą na głowę. Zdzisiu osunął się nieprzytomny.
- Ty, ty, ty i was trzech brać go!
Następni ruszyli ku najemnikowi. Blondyn wiedział, że najlepszą obroną jest atak. Nie czekając ani chwili ruszył na przeciwnika. Blok tarczą, sparowanie mieczem, obrót i zwarcie. Zbicie broni, odskok, blok tarczą, za którym poszło uderzenie pięścią i piruet przez lewe ramię unikający wymachów grabi i sierpa.
- Psie!! Złamałeś mi nos! – cedził przez zęby pierwszy nieszczęśliwy.
Uderzenie miecza z góry, blok na głowę i wykop w tył odrzucający kolejnego rywala na pobliski słup podtrzymujący strop. Kolejny atak uniknął przykucając, blok tarczą na głowę i uderzenie kija w plecy wymuszające przewrót w przód. Korzystając z tego Celdur po przewrocie uderza mieczem na udo przeciwnika. Chłop łapie się za nogę, z której tryska fontanna krwi. Uciekając w stronę pobratymców błaga o pomoc.
- Na litość Boską, niech ktoś to zatka.
Wyraźnie podenerwowani niepowodzeniem chłopi ruszyli całą zgrają w kierunku walczących. Broniący się przed gradem razów Celdur kątem oka dojrzał nadbiegającą hałastrę.
- O cholera! Rzemyk, gotowy do drogi!? – wołał zadyszany.
- Taaaa! – usłyszał w odpowiedzi.
Wycofując się tak szybko jak tylko było to możliwe blokował i parował na przemian ciosy napastników. Blok i parada wystarczyły, aby przeciwnicy odstąpili. Korzystając z chwili wolnego puścił się biegiem w kierunku tylnych drzwi, podpierając je wcześniej przygotowanym przez Gżymełka drewnianym palem.
- Sephirodzie dasz radę utrzymać się w kulbace? – zapytał Celdur.
- Hyp – odpowiedział machając się to wprawo to w lewo.
- Miejmy nadzieję, że nie spadnie. Nie traćmy więcej czasu.
Dosiedli koni i galopem, przez łąkę, pognali w stronę lasu. Nie zwalniając tempa zniknęli pomiędzy drzewami. Konie rżały dziko zmuszane do szaleńczego biegu. Nisko rosnące gałęzie uderzały po twarzach zasłaniając drogę. Jeden z grubszych konarów pojawił się nagle przed półprzytomnym magiem. Głuche uderzenie i jęk rozlały się po cichym lesie. Szarpane gwałtownie przez Celdura i Gżymełkę wodze zatrzymały konie. Odwracając się nie spostrzegli ani maga, ani jego konia.
- Magu! Gdzieś?
Z pobliskich krzaków wydobył się jęk. Celdur zeskoczył z wierzchowca, skoczył w krzaki i wyciągnął z nich poobijanego Sephiroda.
- Pospieszcie się – szeptał Gżymełko – widzę pochodnie.
- Podprowadź mojego konia. Załaduję maga.
Z dodatkowym ładunkiem Celdur zmuszony był zwolnić tempo. Z każdym krokiem oddalali się od pościgu, jednak coraz bardziej zagłębiali się w gęstym labiryncie drzew. Nie oglądając się za siebie kroczyli w postępujący mrok.
- Gżymełko rozglądaj się za jakimś schronieniem. Mój koń zbyt długo nie wytrzyma.
Tym razem szczęście ich nie opuściło. Po krótkiej jeździe wyrosła przed nimi skalna ściana ukrywająca za dzikimi pnączami wejście do jaskini.
- Myślę, że tutaj możemy w spokoju spędzić noc. Sephirod!
- Co się stało?
- Zapal te dwa kije – nakazał Celdur – Sprawdzę jaskinię.
Mag używając resztek siły woli sprawił, że omotane szmatami kije zapłonęły.
- Przynajmniej jedno potrafisz – zaśmiał się Gżymełko.
Blask pochodni oświetlił nieco mroczną knieję. Celdur ostrożnie zbliżył się do pnączy, rozgarnął je ręką i wrzucił do środka jedną z pochodni, która zgasła nim uderzyła o podłoże. Wszedł po cichu do skalnego korytarza. Po paru krokach zauważył, że kończy się tworząc okrąg. Jako, że skalna grota wydała mu się wystarczająco duża wprowadził wraz z Gżymełkiem konie. Potem prowadząc pod pachy maga usadowili go przy zachodniej ścianie. Siedząc w ciszy czekali, aż pościg ich minie. Niezbyt rozgarnięta grupa wieśniaków minęła skalną ścianę nie zwracając na nią najmniejszej uwagi.
- No! Przynajmniej ich mamy z głowy – odsapnął Gżymełko – Celdurze myślisz, że możemy rozpalić tu ogień.
- Raczej tak! Nie powinniśmy się tu zaczadzić.
- Świetnie to ja skoczę po drwa – zaoferował Rzemyk i wystartował jak wystrzelony z procy.
Po chwili Grzymełko wrócił niosąc stos patyków i kii. Celdur od razu zabrał się za rozpalenie ogniska. Wesoło skaczące płomienie rozświetlały jaskinię.
Zalegającą ciszę przerwał głos Celdura.
- A teraz mój drogi to powiesz mi dlaczego ten kupiec nasłał na nas bandę wieśniaków.
__________________
Po prostu jestem.
RPG
Corvus jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 25-08-05, 19:13   #15
Piątek:)
Czarny Goblin
 
Piątek:) awatar
 
Zarejestrowany: kwiecień 2005
Posty: 88
Domyślnie

< Piąteczek niezaspokojony pisaniem postów, wchodzi nagle w ten temat...hmm, nikt jeszcze tu nie skomentował dodanej części... zaciera z uciechy ręce i bierze się do pracy...>

Opowiadanko nawet ciekawe. Podoba mi się odzielenie akcji u towarzyszy, wstawką opisującą sytuację właściciela sakwy. <chociaż mogłeś trochę inaczej to opisać, fajna rodzinka nie ma co > Błedów ortograficznych czy literówek nie przyuważyłam, ale brakuje przecinków. Może tak przykładzik?

Cytat:
Niezbyt rozgarnięta grupa wieśniaków minęła skalną ścianę nie zwracając na nią najmniejszej uwagi.
Niezbyt rozgarnięta grupa wieśniaków minęła skalną ścianę, <przecinek> nie zwracając (...)

Pisz, piszcie dalej, napewno przeczytam. Powodzenia.

Cytat:
Dobra kobieta to kobieta uległa i chętna.
a to mi się... nio cio Ty powiesz
__________________
"...Więc kimże w końcu jesteś?
- Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie czyni dobro"
Łobuziak
RPG
Piątek:) jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 12-09-05, 09:40   #16
Kaseven
Zębacz
 
Kaseven awatar
 
Zarejestrowany: sierpień 2005
Posty: 417
Wyślij wiadomość przez AIM do Kaseven
Domyślnie

Opowiadanie jest bardzo dobre i myślę, że jedno z ciekawszych na forum w kategorii „tasiemcowatej” (bo wiele opek, których autorzy próbowali wymyślić bardziej skomplikowaną i dłuższą fabułę, w pewnym momencie zjadło własny ogon). Tylko mi tu w samozachwyt nie popadać, bo jak coś później zwalicie, to powyższe słowa odszczekam! Starać się! Starać!

Największe zalety to całkiem przyjemny i lekki styl pisania oraz duża ilość świetnych opisów (zwłaszcza moment zniszczenia pracowni alchemicznej Sephiroda w prologu zarobił u mnie dużego plusa – gdyby tylko nie brak przecinków grrr...). Wplatacie tu także sporą dawkę humoru i szczerze powiedziawszy owo opko po umiejętnym zredagowaniu bardziej nadawałoby się na konkurs Funny Story niż opowiadania, które tam wysłaliście (ale przynajmniej odeszliście w nich od tematyki gejowsko-latynoskiej). Kolejny plus to dynamizm wydarzeń – podczas czytania raczej nudzić się nie można. Kilka osób narzekało na spowolnienie akcji w pierwszym rozdziale – mnie to akurat nie przeszkadzało (ale to chyba z tego względu, że lubuję się w książkach, w których główny bohater przez cały rozdział może spacerować brzegiem rzeki i w dodatku podczas tej wędrówki nikogo na swej drodze nie spotkać J ). Chociaż drużyna złożona z maga, wojaka i złodzieja nie raz już się powtarzała i nowością z pewnością nie jest, to jednak do bohaterów szybko się przywiązujemy.

To były pochwały, a teraz kilka potknięć może wam wytknę, bo jednak trochę ich jest.

Trochę zamieszania wprowadza fakt, że Thorgal w drugim rozdziale zmienia imię na Celdur. Było to posuniecie niewątpliwie słuszne. Przykładowo: gdybyście nazwali tego bohatera James Bond (ok., może to nie jest zbyt szczęśliwy przykład...), to wszyscy czytając automatycznie mają skojarzenia z TYM Jamesem Bondem, pomimo iż zupełnie inny typ bohatera stracie się tu wykreować. Tak właśnie miała się sprawa z Thorgalem. Ale skoro zmieniliście imię woja na Celdur, to mogliście wrzucić prolog i pierwszy rozdział do edycji, bo osoby, które czytając przeskoczyły od razu do drugiego rozdziały i ominęły komentarze, mogą się trochę pogubić z powodu tej zmiany.

Czytając to opowiadanie cały czas zastanawiała mnie jedna rzecz: jak autorzy (a co dwie głowy to nie jedna ) opka na taki poziomie mogą mieć aż takie problemy z interpunkcją! Interpunkcja po prostu leży i kwiczy przeraźliwie! Na początku stwierdziłam, że wypiszę w tym poście zdania zawierające za mało/za dużo przecinków, ale gdy zobaczyłam ile tego jest, to po prostu zwątpiłam... A napisaliście, że interpunkcja jest już poprawiona – to ciekawe, jak wyglądała ta przed poprawkami! Bardzo nieładnie, Panowie! W sumie historia jest na tyle ciekawa, że na błędy większej uwagi się nie zwraca, ale niewłaściwa interpunkcja czytanie jednak znacznie utrudnia. Na początku jest zbyt mało przecinków, w pierwszym rozdziale – o ironio – za dużo, a później znowu za mało. Poprawcie to, a jeżeli nadal nie będziecie pewni, czy wyłapaliście wszystko, wtedy dajcie mi znać. Wrzucę wówczas ten post do edycji i ewentualnie wskażę Wam, co jeszcze można by zmienić (a teraz tego nie zrobię, bo lista byłaby dłuuuuuga).

Skoncentruję się może na drugim rozdziale (jak zauważyłam, interpunkcja tam jest nieco lepsza ), a pozostałe części opka przewałkowała z grubsza Reiha, choć kilku rzeczy doczepić się tam jeszcze można.

Cytat:
Korzystając z tego Celdur po przewrocie uderza mieczem na udo przeciwnika. Chłop łapie się za nogę, z której tryska fontanna krwi. Uciekając w stronę pobratymców błaga o pomoc.
Po co tu czas teraźniejszy? Wszystko powinno być w czasie przeszłym: uderzył, złapał, tryskała, błagał.

Cytat:
Na litość Boską, niech ktoś to zatka. [/b]
Chyba „zatamuje” lepiej pasuje albo „opatrzy”.

Cytat:
Po chwili Grzymełko wrócił niosąc stos patyków i kii
Powinno być: „Gżymełko” i „kijów”

Cytat:
Grzymełko w tym czasie szukał odpowiednich do ucieczki koni.
Cytat:
Celdur wskazał przyprowadzone przez Grzymełka ogiery
I znowu mała wariacja na temat imienia jednego z bohaterów.

Cytat:
Brukowany gościniec rozwidlał się przy dwóch dębach stojących w tym samym miejscu od niepamiętnych czasów.
Nie wiem czemu, ale „w tym samym miejscu” jakoś tak nie za bardzo mi pasuje. Lepiej brzmiałoby: „tam”, ale mogę się mylić.

[quote] Daj spokój! Ciesz się, że masz , za co jeść
Ten przecinek jest niepotrzebny.

Cytat:
Oj kochałem Cię dziewcze! (...)A zrobiło się dziecie!
Fajna piosnka he he! Ale powinno chyba być „dziewczę” i „dziecię”, a po „oj” przecinek

Cytat:
- Nie, dzieciak go nie ma! – krzyknęła.
„... dzieciak jej nie ma” – bo chodzi tu o sakwę

Cytat:
Wszyscy ci, którzy spędzali czas w karczmie leżąc pod stołem usiedli z wielkim trudem na krzesłach.
Brak przecinka: „Wszyscy ci, którzy spędzali czas w karczmie leżąc pod stołem , usiedli z wielkim trudem na krzesłach.”

Cytat:
Za niedługi czas zaczną z nami na miód przychodzić, a jak co nie tak pójdzie to i z domu może pogoni, bo silniejsza będzie niźli chłop.
„Za niedługi czas zaczną z nami na miód przychodzić, a jak co nie tak pójdzie to i z domu może taka pogoni, bo silniejsza będzie niźli chłop.”

Cytat:
Apeluję, więc do was kamraci!
Ja bym tu dała: „Apeluję zatem do was, kamraci!”

Cytat:
W między czasie do karczmy wszedł wieśniak rozglądając się po gębach gości.
„W międzyczasie do karczmy wszedł wieśniak , rozglądając się po gębach gości.”

Cytat:
Usadowili go ponownie na krześle stawiając jemu i jego towarzyszom dzban miodu.
Brak przecinka: Usadowili go ponownie na krześle , stawiając jemu i jego towarzyszom dzban miodu.

Cytat:
- Stokrotne dzięki zacni panowie
„- Stokrotne dzięki , zacni panowie”

Cytat:
Po chwili tym samym wejściem wszedł bogato odziany kupiec szepcąc coś do wieśniaków.
Wszedł szepcząc coś do wieśniaków? To miałoby sens tylko wtedy, gdyby wszedł do gospody razem z wieśniakami i rozmawialiby ze sobą w międzyczasie, a on pojawia się tam później. A tak wychodzi na to, że przekraczając drzwi karczmy szeptał do nich (wątpliwe, by go usłyszeli stojąc za szynkwasem ). Powinno chyba być:
„Po chwili tym samym wejściem wszedł bogato odziany kupiec i wyszeptał coś do wieśniaków.”

Cytat:
Mężczyzna w towarzystwie wieśniaków odszedł od szynkwasu kierując się w stronę stolika, przy którym siedział Gżymełko.
- Chłopaki! Pryskamy! – szepnął złodziejaszek pochylając się niezręcznie nad stołem.
Chyba: „przy którym siedział Celdur”, bo w końcu to złodziejaszek pochyla się nad stołem. Nie wiem, czy chodziło Wam o to, że Gżymełko przebywał przy szynkwasie w towarzystwie wieśniaków, czy też podszedł do stolika kompanów w towarzystwie wieśniaków (bo na to wychodzi). Jeśli chodzi o to pierwsze, to dałabym tu:
„Mężczyzna przebywający w towarzystwie wieśniaków...”

Cytat:
- Nie sądzę żeby jemu chodziło o denary
Brakuje przecinka: „Nie sądzę , żeby jemu chodziło o denary”

Cytat:
Drugi wyjął miecz z pochwy i przyłożył do gardła maga
Brak zaimka: „Drugi wyjął miecz z pochwy i przyłożył go do gardła maga”

Cytat:
Celdur zobaczywszy, że pilnujący go wieśniak skupił wzrok na kelnerce sięgnął dłonią po miecz.
Brak przecinka: „Celdur zobaczywszy, że pilnujący go wieśniak skupił wzrok na kelnerce , sięgnął dłonią po miecz.”

Cytat:
Oprawca puścił miecz
Bardziej pasuje mi „upuścił”, ale to może kwestia gustu.

Cytat:
...cały zapas sił zużył na uderzenie kuflem , i pospieszył za przyjacielem
Bez przecinka przed „i”. Przecinek stawiamy tu tylko wtedy, gdy spójnik ten pojawia się w zdaniu dwa lub więcej razy.

Cytat:
- Rzemyk szukaj siodła.
Brak przecinka: „Rzemyk, szukaj siodła”

Cytat:
Gdy ostatni koń był siodłany z ciemności wyłoniły się cztery pochodnie
Brak przecinka: „Gdy ostatni koń był siodłany , z ciemności wyłoniły się cztery pochodnie”

Cytat:
- Zdzisiu, Rysiu i Ksawery zajmijcie się nim
Brak przecinka: „Zdzisiu, Rysiu i Ksawery , zajmijcie się nim”

Cytat:
Jako, że skalna grota wydała mu się wystarczająco duża wprowadził wraz z Gżymełkiem konie.
Brak przecinka: „Jako że skalna grota wydała mu się wystarczająco duża , wprowadził wraz z Gżymełkiem konie.”
Nie jestem pewna czy po „jako” powinien być przecinek czy nie, ale w słowach „pomimo iż” przecinka nie ma, wiec tu chyba jest podobna sytuacja (ale nie na 100% i nie chcę się wymądrzać).

Cytat:
A teraz mój drogi to powiesz mi dlaczego ten kupiec nasłał na nas bandę wieśniaków.
Brak przecinka i nie potrzebny wyraz „to”: „A teraz mój drogi powiesz mi, dlaczego ten kupiec nasłał na nas bandę wieśniaków.”

Nie zrozumiałam jednej rzeczy: podczas akcji w stajni Gżymełko próbował wyprowadzić konie tylnym wyjściem, a Celdur pilnował bramy. Dlaczego w takim razie wieśniacy pchali się w kierunku owej bramy, a nie próbowali zaatakować właśnie od tyłu? Przecież pochodzili z tej wioski i „plan” (jeśli można to tak ująć ) budynku był im dobrze znany. Na ich miejscu można było się domyślać, że bohaterowie spróbują właśnie tamtędy prysnąć i powinni obstawić tylne wyjście. Ten moment wydaje mi się trochę naciągany.

Nie czepiałam się tu zbytnio szczegółów, bo na upartego błędów można się tu jeszcze trochę doszukać, ale jak to napisał Hubihubi: „Głębszą analizę od strony technicznej, pozostawiam profesjonalistom (Mjoker, Mazzak)” (i w ten oto sposób wszyscy zganiają na wszystkich odwalenie czarnej roboty ).

Pomimo licznych błędów - jak to już wyżej pisałam - opowiadanie naprawdę bardzo mi się podoba. Mogę Wam obiecać drodzy autorzy, że jeśli dodacie kolejną cześć opka, postaram się tu wpaść i dać co do niej swoją opinię.
Pozdrawiam!!!

EDIT: Buuu... A czemu to nie chce cytatów wstawić?
__________________

100% MROK (koncentrat made in China)
Front Zniewolenia Elfiego Ścierwa

RPG
Kaseven jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 03-10-05, 20:26   #17
Corvus
Pan Porządek
 
Corvus awatar
 
Zarejestrowany: październik 2004
Skąd: Z niebios bram
Posty: 339
Domyślnie

Cytat:
Originally posted by Ka7+-->CYTAT(Ka7)
Cytat:
A teraz pora na mój odwet!  (z resztą myślę, że na to właśnie liczyłeś  )[/b]
Hehehe… w tej metodzie jest sposób, no nie?

Gulp! – aż strach się brać do dalszego pisania
Z przecinkami to ja leżę i kwiczę.
Z nimi to ja ni huhu.
Jak znajdę jakieś „mądre” książki to trochę o nich poczytam.

Wiesz, ten pierwszy rozdział to… co by tu napisać?
No po prostu zabrakło pomysłu i wyszło to co wyszło.
Faktem jest, że miało tu być spowolnienie akcji ale zupełnie inne. Nie wiem czy jest sens napisać na nowo ten pierwszy rozdział.

Wojak, złodziej, mag czy też bard i czarodziejka bądź inne kombinacje – według mnie w świecie fantasy trudno jest o lepszą ekipę i jej przygody.
Thorgal – Celdur – niedopatrzenie, zmienię to jak najszybciej. Niedopatrzenie, albo… no cóż skleroza .

Cytat:
Originally posted by Ka7+-->CYTAT(Ka7)
Cytat:
Cytat:
Po chwili tym samym wejściem wszedł bogato odziany kupiec szepcąc coś do wieśniaków.
Wszedł szepcząc coś do wieśniaków? To miałoby sens tylko wtedy, gdyby wszedł do gospody razem z wieśniakami i rozmawialiby ze sobą w międzyczasie, a on pojawia się tam później. A tak wychodzi na to, że przekraczając drzwi karczmy szeptał do nich (wątpliwe, by go usłyszeli stojąc za szynkwasem ). Powinno chyba być:
„Po chwili tym samym wejściem wszedł bogato odziany kupiec i wyszeptał coś do wieśniaków.”[/b]
Ka7
@
Cytat:
Mężczyzna w towarzystwie wieśniaków odszedł od szynkwasu kierując się w stronę stolika, przy którym siedział Gżymełko.
- Chłopaki! Pryskamy! – szepnął złodziejaszek pochylając się niezręcznie nad stołem.
Chyba: „przy którym siedział Celdur”, bo w końcu to złodziejaszek pochyla się nad stołem. Nie wiem, czy chodziło Wam o to, że Gżymełko przebywał przy szynkwasie w towarzystwie wieśniaków, czy też podszedł do stolika kompanów w towarzystwie wieśniaków (bo na to wychodzi). Jeśli chodzi o to pierwsze, to dałabym tu:
„Mężczyzna przebywający w towarzystwie wieśniaków...”
Aleś namieszała:]
1. Chodzi o to, że kupiec wpada w towarzystwie wieśniaków do karczmy, szepcząc do nich.
2. Gżymełko siedzi przy stole z kumplami, gdy zauważa kupca pochyla się nad stołem i szepta do Celdura i Sephiroda.

Ka7

„Nie zrozumiałam jednej rzeczy: podczas akcji w stajni Gżymełko próbował wyprowadzić konie tylnym wyjściem, a Celdur pilnował bramy. Dlaczego w takim razie wieśniacy pchali się w kierunku owej bramy, a nie próbowali zaatakować właśnie od tyłu? Przecież pochodzili z tej wioski i „plan” (jeśli można to tak ująć  ) budynku był im dobrze znany. Na ich miejscu można było się domyślać, że bohaterowie spróbują właśnie tamtędy prysnąć i powinni obstawić tylne wyjście. Ten moment wydaje mi się trochę naciągany.”
A tam, zaraz naciągamy to są po prostu wieśniacy, głupi jeden z drugim. Byli tak podekscytowani, że nie wiedzieli co robią.
__________________
Po prostu jestem.
RPG
Corvus jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 05-03-06, 13:41   #18
Smutas
Berserker
 
Smutas awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2005
Skąd: kraina barbarzyńców
Posty: 13 009
Domyślnie

5 sztuk złota za kufel miodu????
Rany to jakie tam są inne ceny? Tona złota za dobry miecz?
Z cenami to sporo przesadziłeś.

"W międzyczasie" - już legendy krążą na temat błedności tego zwrotu, ale jak widać, bezskutecznie.

No i ciekawe. W mieście z ulic robi się bagno, a za miastem brukowany gościniec. Trochę to dziwne, nie uważasz?


I tak dalej, i tak dalej. Sporo logicznych błedów. Widać, że nie czytasz uważnie swoich tekstów po napisaniu. Ale fabuła nawet ciekawa. Czekam na dokończenie..
__________________
Pro Fide, Rege et Lege
Honorowy Użytkownik Forum



Wredny barbarzyńca
User, który ma ZAWSZE rację :-)
RPG
Smutas jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 07-03-06, 15:03   #19
Corvus
Pan Porządek
 
Corvus awatar
 
Zarejestrowany: październik 2004
Skąd: Z niebios bram
Posty: 339
Domyślnie

Cytat:
Originally posted by Smutas@5-03-2006, 13:42
5 sztuk złota za kufel miodu?
Rany to jakie tam są inne ceny? Tona złota za dobry miecz?
Z cenami to sporo przesadziłeś.

"W międzyczasie" - już legendy krążą na temat błedności tego zwrotu, ale jak widać, bezskutecznie.

No i ciekawe. W mieście z ulic robi się bagno, a za miastem brukowany gościniec. Trochę to dziwne, nie uważasz?
I tak dalej, i tak dalej. Sporo logicznych błedów. Widać, że nie czytasz uważnie swoich tekstów po napisaniu. Ale fabuła nawet ciekawa. Czekam na dokończenie..
287776

Słuszna uwaga. Zmienie to jak najpredzej się da, narazie jestem trochę zajęty, ale w pocie czoła pracuje nad dalszą częścią i kolejnym opowiadaniem.

a tak w ogóle to dzięks, że to przeczytałeś i coś od siebie przekazałeś autorom.
__________________
Po prostu jestem.
RPG
Corvus jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 05-04-06, 21:02   #20
TheFlood
Cieniostwór
 
TheFlood awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2005
Skąd: Stary Świat
Posty: 424
Wyślij wiadomość przez AIM do TheFlood
Domyślnie

Widzę że to opko jeszcze niezakończone? Dobrze. Zrobię to podobnie jak ty oceniałeś moje opko, czyli podzielę to wszystko na rozdziały, a potem dorzuce jeszcze końcową opinię. Oczywiście szukam błędów logicznych i sprzeczności, a nie ortograficznych czy interpunkcyjnych. Jednak te szczególnie rażące też wymienię. Używał będę liczby pojedyńczej, ale to co mówię tyczy się obydwu autorów.

Prolog:
Lastland - ang. Ostatnia Kraina. Mogłeś wysilić się o jakąś ciekawszą nazwę niż tylko ciągnąć z tak powszechnie znanego języka jak angielski.
Ciekawie wyszedł ci opis pracowni alchemicznej. Kaseven już o tym wspomniała.
Zdarzyło się kilka powtórzeń, np. Spelun.
Rozdział I:
W opisach bzdurnie szafujesz przecinkami, często opłacałoby się podzielić zdania na dwa mniejsze.
Nieco przesadnie zwolniłeś akcję, ale idzie przeżyć.
Momentami błędnie opisujesz dialogi, np. jak ktoś krzyczy to pisz że wrzeszczał a nie pytał
Często też po kropce (najczęściej w dialogu) piszesz z małej litery.
Rozdział II:
Zmiana imienia niczym nie określona myli czytelnika.
Tu już znacznie lepiej z przecinkami.
Kupiec dziwnie łatwo się zorientował kto go okradł, po za tym dziw że Gżymełko się z nim zderzył skoro tamten jechał na wozie.
SPodobała mi się przemowa Sephiroda :P
Dziw że spity Mag, który, jak napisałeś kilka linijek wyżej, nie wiedział co się dzieje, całkiem przytomnie rozbił na łbie wieśniakowi kufel, a potem przydeptał mu rękę z bronią.
Wieśniacy może puścili by jako pierwszą falę trzech z nich, ale widząc przegraną rzucili by się na najemnika wszyscy. Trochę mało realistrycznie. Nie zmieniaj czasu podczas walki, bo to przeszkadza zamiast urozmaicić.

WYbacz że tak ogólnikowo ale naprawdę miałem mało czasu
Podsumowanie:

Potrafisz pisać, wychodzi ci to nawet dobrze. Jednak często zdarzają ci się błędy. Musisz bardziej pracować nad tym co piszesz, bo ci momentami nie wychodzi opisanie tego ca masz na myśli. Tekst jest ciekawy, czyta się szybko i przyjemnie, Łatwo sobie można wyobrazić otoczenie. Mam nadzieję że nie spieprzysz tego, bo w połączeniu z ciekawą fabułą (a przez głupi tytuł wszyscy już wiedzą, o czym traktuje) może być naprawdę interesująco. To prawdziwa rozkosz po setkach gniotów a'la BlackFish przeczytać takie opko.
__________________
Akolita Podziemia
- To wódka? - słabym głosem zapytała Małgorzata.
Kot poczuł się dotknięty i aż podskoczył na krześle.
- Na litość boską, królowo - zachrypiał - czyż ośmieliłbym się nalać damie wódki? To czysty spirytus!

RPG
TheFlood jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 06-04-06, 09:54   #21
Corvus
Pan Porządek
 
Corvus awatar
 
Zarejestrowany: październik 2004
Skąd: Z niebios bram
Posty: 339
Domyślnie

Już spieszę z ripostą.
Wydawało mi się, że proste nazwy będą do tego celu najlepsze - po co wymyslać skomplikowane "łamaczojęzyki" (osobiście nie lubię gdy ktos to robi np. kraina sklopirkuna). To taki głupi przykład, ale nie którzy uwielbiają to robić. Ja jestem prostym nieskomplikowanym człowiekiem.
Też uważam, że pracownia i jej wybuch są chyba najlepszym dziełem w całym opowiadaniu - jesteśmy z siebie dumni (chociaż tyle).

Tak, tak. Ludzie zarzucaja nam, że w sprawach interpunkcji jesteśmy... no właśnie nie dokończe. Ale jak to napisał Rez, korekta musi z czegos żyć.
Już pisałem, że brakło pomysłu, a pisać na nowo 1 rozdz.... poprostu nie mam checi.
Tak to jest jak pisze się we dwoje. Ja nie sprawdzałem co on pisał, a zkolei on co pisałem ja. Tylko treść nas interesowała, czy fabuła jest w miare spójna. Na błedy nikt nie patrzył.

Czy kupiec łatwo sie zorientował? No nie wiem, poprostu się domyśłał, niczego nie był pewien. Z tego co pamietam to on chyba szedl koło wozu, a nie jechał na nim.
W sytuacji zagrożenia człowiek, nawet narąbany, moze zadziwiajaco szybko otrzeźwieć. Co ty filmów nie ogladasz? :P
Wszystkie walki (no prawie wszystkie) idą do edycji - sam to postanowiłem jakis czas temu. Juz prawie sa gotowe.

Wybaczam, że tak ogólnikowo.
Mimo wszystko Wielkie dzięks.
Ja czekam na twoje nowe opowiadanie, a ty na kolejne częsci mojego, kóre nie wiem kiedy sie skończy. W zamyśle mam dużo rozdziałów.

__________________
Po prostu jestem.
RPG
Corvus jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 10-09-06, 12:37   #22
Corvus
Pan Porządek
 
Corvus awatar
 
Zarejestrowany: październik 2004
Skąd: Z niebios bram
Posty: 339
Domyślnie

Rozdział III
To nie pierwszy problem!


Siedzieli w jaskini, pośród odgłosów wydawanych przez śpiącego maga, patrzyli na siebie. Celdur nie wytrzymał, trącił butem maga, który zacharczał, przewrócił się na drugi bok i przestał chrapać. Na moment. Popatrzyli na niego z politowaniem.
- Biedny głupiec – rzucił w jego stronę, Celdur.
- Może go obudzimy? Niech też się dowie – zauważył Gżymełko.
- I tak w tym stanie nic nie zrozumie. Lepiej poczekajmy i zastanówmy się, co z tym dalej począć.
- Myślisz, że powinniśmy poinformować odpowiednie władze?
- Nie sądzę żeby to był dobry pomysł. Nim znajdziemy odpowiednią osobę, oskarżą nas o kradzież pieniędzy. I pomyśl. Jeśli znajdą przy nas tę notkę to jesteśmy spaleni. Zakują nas w dyby jak nic. Jeśli będziemy mieli szczęście, powieszą nas od razu.
- To, co proponujesz? Przecież nie będziemy tu siedzieć aż sprawa się wyjaśni.
- Nie wiem, Gżymełko, naprawdę nie wiem – odpowiedział Celdur - Nigdy nie byłem w takiej sytuacji.
- A twoi kumple z gildii? – wtrącił po chwili zamysłu – Chyba masz jakichś?
- Nie! – uciął krótko – Nie należę do żadnej organizacji. Jestem, jakby to powiedzieć, wolnym strzelcem.
Celdur ściągnął usta i odwrócił twarz w stronę ognia. Zaległa cisza przerywana parskaniem koni. Sephirod leżał jak długi z otwartymi oczyma spozierając na strop groty.
- Coś tam wypatrzył? - zagadnął Celdur.
- Nic!
- Czym wytłumaczysz ten wytrzeszcz?
- Coś uwiera mnie w plecy.
- To zmień pozycję albo miejsce – zirytował się Celdur.
- Nie mogę, bo…
- Głupiś pijaczyno i…
- …ale to coś stara się poruszyć – wtrącił magus.
Ignorujący wszystko do tej pory Gżymełko podniósł się. Ukląkł obok Sephiroda i przyłożył ucho do miejsca, w którym ciało maga stykało się z ziemią. Celdur obserwował to wszystko z boku, z odpowiadającym mu podejściem do takich spraw. Nie interesowały go błahostki, chyba że zaczynały go bawić. W takim przypadku przygląda się z uśmiechem, pomimo iż jego głowa zaprzątnięta jest kłopotem dużo istotniejszym.
- Tam coś popiskuje – uśmiechnął się Gżymełko, przykładając ucho w to samo miejsce.
- Nic dziwnego. Też bym popiskiwał, gdyby zwaliło się na mnie cuchnące gorzałą cielsko – pozwolił sobie na drobną dygresję Celdur – A może to coś się wpije i wyssie z niego krew.
Sephirod nie odpowiedział tylko spojrzał na niego dużymi oczami.
- No, co? Czego ślepisz? Podnieś cielsko to dowiesz się, co to.
- A jeśli mnie dziabnie?
- No! – zirytował się Celdur – Pewnie! I wpuści w ciało zabójczą truciznę, która zeżre cię od środka, a ty będziesz cierpiał piekielne katusze.
- Zawrzyj ryj barbarzyńco! – z tymi słowami odturlał się w stronę koni. W miejscu gdzie leżał znalazła się futrzana kulka, wielkości pięści rosłego mężczyzny. Gżymełko zbliżył się do tego i szturchnął kawałkiem patyka.
- Chyba zdechło – zasugerował, gdy po chwili zwierzątko zapiskało, prychnęło pokazując białe ząbki i czerwone oczyska. Rzuciło się na napastnika. Gżymełko wystraszony padł na plecy, a rękoma wymachiwał na wszystkie strony. Szczur przebiegł po brzuchu leżącego i dał długą między konie, by zniknąć w skalnej ścianie. Powalony przez szczura wstał. Sephirod i Celdur przyglądali się dziwnie.
- Boisz się gryzoni? – zapytał ten pierwszy.
- Yyy… Nie. Nie. Yyy…Zaskoczył mnie, futrzak jeden – wyraźnie plątał się.
- On się boi gryzoni! – zaśmiał się mag.
- Aa! Idź do rzyci – zrekompensował się Gżymełko.
- Dobra, dobra. Nie bocz się tak – mag wyciągnął ku niemu dłoń - Pomóż mi wstać.
Nim przycupnęli tuż przy ogniu mag sięgnął pod kiece. Po chwili w dłoni pojawiła się miedziana menzurka. Otworzył ją zręcznym ruchem, widać było wyraźni, że to dla niego nie pierwszyzna. Przystawił nos do otworu.
- Ach… To ci dopiero zapach – pociągnął nie mało – Ups… Wybaczcie - podał menzurkę z zawartością druhom – Za lepsze jutro.
Do świtania czas prędko upłynął. Rozgrzani wypitą substancją pousypiali. Dzień przywitał śpiących spokojem i ciszą. Spali długo. Stanowczo za długo. Nadciągnęły grafitowe chmury zasłaniające słońce. Zrobiło się ciemno, choć dzień był w pełni. Zerwał się silny wiatr, zaszumiał między pnączami ukrywającymi wejście do jaskini. Konie zarżały, stały się niespokojne. Celdur spojrzał jednym okiem. Wypuścił ciężko powietrze, nakrył się derką wracając do snu. Spali prawie wszyscy. Sephirod otworzył oczy, spojrzał dyskretnie podnosząc głowę, na kompanów. Wstał, tak cicho jak tylko potrafił. Zrobił dwa kroki i coś chrupnęło pod ciżmą.
- Szlag jasny... – zaklął w duchu.
- Dokąd się wybierasz – zapytał Celdur, mimo iż wyglądał na osobę smacznie śpiącą.
- Dać wytchnienie pęcherzowi – odparł zaskoczony.
- Tylko uważaj na kleszcze.
Wyszedł ignorując ostatnie słowa Celdura. Nie odchodził daleko, stanął pod najbliższym drzewem. Tracąc na wadze patrzył w górę, na koronę drzewa wzmacnianego witaminami. Drzewa skąpane w wietrze szumiały iście złowieszczo, zrzucając obumarłe liście. Widział przemykające, pomiędzy koronami drzew, grafitowe chmury. Słyszał krzyki ptaków, zapewne ostrzegających się nawzajem przed nadchodzącą burzą. Słyszał... trzask pękającej gałęzi, a potem poczuł uderzenie w potylicę. Ogarnęła go ciemność, nie czuł nic.
Te same kroki skierowały się do jaskini.

**********

- Związać ich jedną liną, a drugi koniec przywiążcie do mojego siodła! – wydała polecenie kobieta dowodząca akcją. Stała obok wejścia do jaskini, w czarnym płaszczu z rękoma splecionymi na piersi. Stała spokojna, opanowana, pewna siebie i władcza.
- Ocućcie tego maga – poleciła – przecież musi jakoś przebierać nogami.
Sephirod dostał dwa razy w twarz, otwartą dłonią. Nie pomogło. Drab zajmujący się nieprzytomnym powtórzył zabieg drugi i trzeci raz. Poskutkowało. Magus otworzył oczy, by na powrót je zamknąć. Ból, jaki czuł z tyłu głowy, był okropny, pulsujący, jak gdyby ktoś próbował rozwiercić czaszkę od środka. Musiał ustać, zmusili go szarpiąc i kopiąc. Celdur i Gżymełko też nie byli w lepszym stanie. Poobijani solidnie ledwo utrzymywali się na nogach.
Konie poszły stępa. Lina szarpnęła, niedużo brakło, by się poprzewracali.
- Ostrożnie dziewko – wystękał, dosyć głośno, Sephirod.
Nie zwróciła na niego uwagi, widać zajęta była rozmową.

********

- Dręczycielko nasza, jesteśmy w drodze dobrych kilku godzin. Może pozwolisz odpocząć strudzonym wędrowcom? – spytał ledwo idący, Sephirod.
- Popasać będziem, gdy zmierzchnie – oznajmiła władczo. Nie lza nam czasu tracić.
Mag nie wytrzymał, upadł pociągając za sobą resztę związanej ekipy. Napięta lina zmusiła klacz do zwolnienia kroku. Kobieta ściągnęła wodze, obróciła się w siodle, by upewnić swoje podejrzenia.
- Temu w kiecy – wskazała maga – dajcie jednego z luzaków.
Patrzyła jak gramolą się z kurzu, zalegającego trakt. Przymknęła oczy kręcąc głową – dajcie im wody. Coś w niej pękło? Wypłynął na wierzch humanitarny gest, a może po prostu chciała ich dowieść żywych?
- Pomóżcie mu wstać i posadźcie na ogierku. Sam i tak nie zdoła wleźć.
Ciągle patrzyła. Patrzyła jak chciwie piją wodę
- Starczy tego dobrego – stwierdziła nagle. Wieczorem dychniecie, a teraz w drogę.
Jechali pustym duktem w wietrzny i pochmurny dzień. Sephirod kiwał się w siodle podpierając, co chwila by nie spaść z siodła, wprost pod kopyta koni prowadzonych przez zbirów. Jeden łysy z dużym nosem i szramą biegnącą od kącika ust do skroni. Wyglądał na typowego bandziora, jakich to wielu nosi ta ziemia. Nie był wysoki. Przeciętny wzrost nadrabiał tężyzną. Jednym słowem kawał chłopa, bynajmniej nie był grubasem. Jego kompan odpowiadał mu wzrostem i był, co najmniej dwukrotnie szczuplejszy. Twarz miał gładką, nie oszpeconą bliznami. Oczy małe i ciemne, mały zaokrąglony nos. Sephirod otworzył szerzej oczy.
- Krótko ściąć włosy – mówił do siebie – zapuścić kilkudniowy zarost...
- Gżymełko!? – stwierdził z niedowierzaniem. Odwrócił się w siodle z nie małym problemem, spojrzał na powłóczącego nogami Rzemyka. Chciał przełknąć, ale nie miał czym, ostatnia biba całkowicie go wysuszyła. Momentalnie pobladł, w oczach na powrót pociemniało. Przechylił się w siodle na lewo, by spaść między kopyta koni. Nie udało się. Łysy, jadący po lewej, chwycił go w porę. Zatrzymał konie. Kobieta wstrzymała klacz. Celdur i Gżymełko unieśli oczy. Patrzyli jak mężczyźni tarmoszą Sephiroda z kulbaki. Nie byli przy tym nazbyt delikatni.
- Co z nim zrobimy, Pani?
Spojrzała zrezygnowana, wypuszczając ciężko powietrze.
- Przewiesić przez konia – nakazała. Tylko mi go pilnujcie, co by podczas jazdy nie ześlizgnął się.
Jednym ruchem ręki odgarnęła czarne loki, opadające na oczy. Poprawiła się w siodle. Ruszyli dalej.
Nie ujechali daleko, a już zmuszeni byli, przez nadchodzący zmrok, do rozbicia obozu. Popasali niedaleko traktu, przy małym zagajniku.
__________________
Po prostu jestem.
RPG
Corvus jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 11-09-06, 10:25   #23
Smutas
Berserker
 
Smutas awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2005
Skąd: kraina barbarzyńców
Posty: 13 009
Domyślnie

Cóż, tyle rozdziałów i jeszcze za bardzo nie wiemy o co chodzi, czyli to dzieło pasuje akurat na coś bardzo, bardzo dużego. Czyta się szybko, bo są praktycznie same dialogi. Ale jak na tak poważnie dzieło, to zbyt kuleją opisy miejsc gdzie się znajdują. Zbyt mało przecyzji w opisywaniu postaci.

Ja wspomnialem w poprzedniej uwadze, trochę błedów logicznych spowodowanych chyba zbyt dużymi odsptępami czasu pomiędzy pisaniem kolejnych rozdziałow.

Opko zaczyna trochę nużyć, bo dotąd nie poznaliśmy jakiejs przewodniej intrygi. Chyba że ma być w całości poświęcone bezcelowej podróży trójki przyjaciół z ich przygodami.

To właśnie odbiera przyjemność czytania tego rozdziału. Nie wiadomo o co chodzi, poco ktoś kogoś łapie, w jakim celu i z jakiej przyczyny.

Mam nadzieję, że następny rozdział nie będzie sie tak dłużyć i w końcu czegoś się dowiemy.
__________________
Pro Fide, Rege et Lege
Honorowy Użytkownik Forum



Wredny barbarzyńca
User, który ma ZAWSZE rację :-)
RPG
Smutas jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Nieprzeczytane 13-09-06, 14:50   #24
Szkut!
Czarny Goblin
 
Szkut! awatar
 
Zarejestrowany: październik 2004
Skąd: Opolszczyzna
Posty: 146
Domyślnie

Cytat:
Originally posted by Smutas
Opko zaczyna trochę nużyć, bo dotąd nie poznaliśmy jakiejs przewodniej intrygi. Chyba że ma być w całości poświęcone bezcelowej podróży trójki przyjaciół z ich przygodami.

To właśnie odbiera przyjemność czytania tego rozdziału. Nie wiadomo o co chodzi, poco ktoś kogoś łapie, w jakim celu i z jakiej przyczyny.

Mam nadzieję, że następny rozdział nie będzie sie tak dłużyć i w końcu czegoś się dowiemy.
Przyczyna tego jest w miarę prosta :P Ostatnie rozdział Corvus pisał sam. Jakoś tak się złożyło, żę nie mialem czasu i chęci pisać, ale w najbliższym czasie to powinno się zmienić. Tak więc mam nadzieję, że nie będziecie musieli czekać ponownie 5 miesięcy...
__________________
LastFm profil

Uuuuuuuuuu, you touch my tralalala, my ding ding dong!
RPG
Szkut! jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
Odpowiedz


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni post / autor
Historia Aramis Hyde Park 370 19-08-11 16:05
HISTORIA LEE Rabittous WIP 20 06-09-06 11:19
Bunt więźniów i powstanie trzech obozów Blizzer Cael Gothic 0 12-07-05 23:14
Związek Trzech Pierścieni Elfów z Silmarilami. elrond thalion Fantastyka 3 18-10-04 21:00


Powered by vBulletin® Version 3.6.7
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.