Wróć   Forum Gothic - ArcaniA: Gothic 4 > Inne > Art & Story Forum > FanFick
Przeładuj stronę Plenacoris - kolejna praca konkursowa

 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Nieprzeczytane 19-12-08, 11:02   #1
Smutas
Berserker
 
Smutas awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2005
Skąd: kraina barbarzyńców
Posty: 13 004
Domyślnie Plenacoris - kolejna praca konkursowa

Plenacoris

Spod rosnącej na wzgórzu wiekowej lipy rozciągał się piękny widok na dolinę pełną ukwieconych łąk i sadów. Smutas siedział w swoim ulubionym bujanym fotelu i z przyjemnością przyglądał się pracującym pszczołom. Niestety, z racji podeszłego wieku wzrok miał już nie ten i nadlatujące robotnice widział dopiero z odległości trzydziestu kroków. Leniwym ruchem sięgną po kielich pełen przedniego miodu, który stał obok niego na nakrytym białym obrusem stole. Pociągnął solidny łyk i uśmiechną się sam do siebie zadowolony z życia. Nagle usłyszał w oddali okrzyk:
- Tu jest! Tutaj!-
Spojrzał w stronę, z której dobiegł go głos. Zza wysokiego żywopłotu wypadła czereda dzieciaków i zobaczywszy go, pędem runęła w jego stronę. Po chwili był już otoczony przez grupę swoich pra i praprawnucząt. Była to spora gromadka, bo wszyscy jego potomkowie wzięli z niego przykład i jak dotąd żaden z nich nie zadowalał się mniej jak dwunastką potomstwa, które latem odwiedzało swojego ukochanego dziadka.
Nic zatem dziwnego, że w czwartym pokoleniu jego rodzina stanowiła większość mieszkańców kilku okolicznych miasteczek, które zresztą sam Smutas zakładał i nadawał im nazwy. Oprócz pobliskiego Smutasowa na południu leżało Berserkerowo i Wielki Topór. Na zachodzie, po drugiej stronie sporego jeziora leżał Walporyj i Bijwroga. Na północy, za starym lasem, znajdowały się miasteczka Innosowo i Zabijsmoków. Na wschodzie, nad brzegiem oceanu położone były Świętoprzymierze i Jebajbeliary.
Smutas przypomniał sobie jakie protesty mieszkańców Podziemia wzbudziła ta ostatnia nazwa. Jak dziś pamiętał przybyłego od nich posła, który dumnie rzucił mu pod nogi pismo ze swoimi pełnomocnictwami i bez ogródek zażądał zmiany nazwy. Zagroził, że jeżeli Smutas tego nie dokona i nie przeprosi ich zakonu, miasto i okolice zostaną spalone i mieszkańcy wycięci w pień. Ponieważ było to przed kilkoma dziesiątkami lat i berserker był wtedy o wiele bardziej zapalczywy niż teraz, zamiast parlamentarnie coś odpowiedzieć, ucapił posła i wsadził mu w dupsko zwinięte w rulon rzucone listy, których nawet nie przeczytał. Potem je podpalił i trzymał ryczącego z bólu beliarowca tak długo aż się papiery wypaliły do końca. Wtedy go puścił i zapowiedział, że jeżeli zobaczy jakiegokolwiek śmierdziela w promieniu trzech dni drogi od osady to tak mu przywali, że w czasie ucieczki jeszcze bardziej będzie się dymiło mu z dupy niż posłowi teraz. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Cztery lądowe wyprawy i dwa morskie zajazdy zakończone pogromem napastników ostudziły zapały wyznawców Beliara. Od tamtej pory żaden z nich nie odważył się zbliżyć nie na trzy, ale nawet na cztery dni drogi od okolicznych miasteczek. Z jednej strony gwarantowało to bezpieczeństwo mieszkańców, z drugiej natomiast powodowało narzekania młodzieńców. A to z powodu zwyczaju jaki sam Smutas wprowadził. Każdy z jego potomków wchodząc w dorosły wiek musiał udowodnić swoją dojrzałość poprzez zatłuczenie co najmniej jednego sługi ciemności. Toteż z każdym rokiem młodzi musieli wyruszać w tym celu w coraz odleglejsze rejony Terytoriów Neutralnych.
- Dziadku, opowiedz nam coś! zawołał pryszczaty wyrostek, który dopadł do niego pierwszy.-

- O smokach! zawołał następny.-

- O zamorskich krainach! - zapiszczała pyzata dziewczynka.
- O wojnach! O orkach! O wyprawach! - przekrzykiwały się dzieciaki.
- Dobrze, dobrze… - Smutas podrapał się w głowę. - Tylko tak nie krzyczcie. Siadajcie tu na trawie i posłuchajcie. Opowiem wam historię z czasów zanim na Terytoriach Neutralnych osiedlili się pierwsi wyznawcy Innosa i założyli tu swoją stolicę. Chcecie?-
- Tak! - chórem zawołały dzieciaki.
- No to słuchajcie. Zaczęło to się dawno, dawno temu… -
***
Rafanor siedział przy stole w swoim laboratorium i starał się czytać księgę z opisem zaklęć tworzących runy przemiany, ale nie mógł się skupić. Ciągle rozpamiętywał coraz częstsze spory jakie zapanowały wśród magów. W Szkole Magów nastąpił wyraźny podział pomiędzy tymi co chcieli służyć Innosowi a tymi dla których ważniejszym bogiem był Adanos. Szczególnie różniło ich podejście do Beliara i jego sług. O ile wyznawcy Innosa uważali że należy wyplenić z powierzchni ziemi to diabelskie plemię, to zwolennicy Adanosa przebąkiwali coś o równowadze i o tym, że każda istota ma prawo do życia, niezależnie od tego jak ją oceniamy. Podobny spór rozciągał się nie tylko pomiędzy magami ale i pośród pozostałych mieszkańców Vengardu. Na przykład paladyni byli gorliwymi wyznawcami Innosa, natomiast kupcy i rzemieślnicy opowiadali się za poglądami prezentowanymi przez wyznawców Adanosa. A ponieważ od lat panował pokój, to właśnie oni mieli coraz większą przewagę i to im sprzyjał siedzący na tronie król Korben VII. W sumie królowi może i bardziej pasowały poglądy innosowców, ale to nie oni zapełniali swoimi podatkami szkatułę królestwa. Konflikt narastał i Rafanor, jako jeden z członków szkolnej kapituły, obawiał się że może wybuchnąć w nieoczekiwany sposób. Musiał znaleźć jakieś rozwiązanie, zanim cały spór zakończy się nieszczęściem.
Od drzwi pracowni dobiegło go pukanie.
- Wejść! - zawołał.
Do komnaty zajrzał jeden z młodszych magów.
- Panie, przyszedł komendant Straży Miejskiej. Mówi, że w ważnej sprawie.-
- Przyprowadź go tutaj.- rozkazał mag.
Po chwili do jego pracowni wkroczył pewnym krokiem Kalman, od przeszło dwudziestu lat pełniący obowiązki komendanta. Był to potężny mężczyzna o tubalnym głosie i ponurym wyrazie twarzy. Rafanor go szanował bo Kalman był nieprzekupny i rozsądny. Zanim wydał opinię starał się zrozumieć wszystkie aspekty danej sprawy.
- Witaj Mistrzu, mam do was ważną sprawę. - gromko zabrzmiał jego głos.
- Znowuż jakiś adept magii zbałamucił córkę jakiegoś rzemieślnika? Czy też na targowisku przypalił zaklęciem tłusty zad któregoś z kupców? - zapytał mag uśmiechając się na powitanie.
- To też. Jak zwykle zresztą. Same utrapienia tą młodzieżą. - odparł Kalman. - Ale tym razem chodzi o coś ważniejszego. Ubiliśmy stwora, który ostatnio ludzi na podgrodziu mordował. No i jak kazaliście nie spaliliśmy od razu jego truchła. Mamy je w koszarach. Zechcielibyście obejrzeć tę poczwarę?-
Rafanor szybko wstał.
- Macie go? To znakomicie! Chodźmy zatem od razu go obejrzeć. Dobrze że nas posłuchaliście. Zbadamy potwora i dowiemy się skąd się wziął. - Mag raźno ruszył do wyjścia.
Wyszli z budynku szkoły i ruszyli główną ulicą miasta w kierunku koszar.
Jak go ubiliście? zaciekawił się mag. Łatwo poszło?
- Łatwo, niełatwo… Raczej mieliśmy szczęście, że w ogóle udało się go ubić. Zanim padł sześciu ludzi mi w strzępy rozerwał. - odparł komendant.
- Duży był? Gdzieście go znaleźli?-
- Sami zobaczycie jak wygląda. A trafiliśmy na niego w kanałach. Pierwsze ofiary mordował i pożerał od razu na miejscu i nie pozostawiał żadnych śladów. Ale wczoraj wieczorem zaatakował dwóch ludzi na raz. Jednym się pożywił a ciało drugiego zabrał na zapas. Ślady krwi wskazywały że wlazł do kanałów. Natychmiast kazałem uzbroić i zaopatrzyć w pochodnie dwie drużyny strażników i posłałem na poszukiwania. Całą noc łazili po podziemiach aż trafili na jego legowisko w jednym ze ślepych korytarzy, co go dwa lata temu przestano drążyć, bo rajcy zdecydowali że ważniejsza jest budowa bardziej reprezentacyjnego ratusza niż skanalizowanie dzielnic biedoty… - Kalman gestem pokazał co sądzi o miejskich rajcach. Gdyby wtedy skończyli kanał, maszkara nie miała by gdzie gniazda założyć. I to tam znaleziono drugie ciało, ale stwora nie było. Okazało się że się na nich zaczaił. Myślał chyba że mu żarcie samo do legowiska przyszło. Rzucił się na strażników gdy wychodzili z tego tunelu. Podobno był tak szybki, że nikomu nie udało się go nawet mieczem trafić. -
- To jak go ubiliście? - zdziwił się Rafanor.
- Chłopaki mieli szczęście, bo by ich wszystkich tam wykończył. Jeden z nich zabrał za sobą, nie wiedzieć po co, bojową kuszę. I gdy stwór się na niego rzucił, zasłonił się nią. Kusza wtedy wystrzeliła a bełt z bliska wbił się poczwarze w podniebienie i do mózgu doszedł. Co prawda nie padła od razu, zdążyła jaszcze kusznika rozerwać na kawałki zanim zdechła. -
W czasie rozmowy zdążyli dojść do koszar Straży Miejskiej. Weszli na ćwiczebny dziedziniec i udali się w kierunku lazaretu gdzie, jak wyjaśnił komendant, były warunki co by stwora zbadać.
W głównej sali lecznicy stał sporych rozmiarów stół, na którym zwykle robiono sekcje ofiar morderstw. Tym razem jednak leżał tam sprawca kilku ostatnich. Mag podszedł bliżej aby przyjrzeć się martwemu zwierzęciu. Było wielkości sporego psa, tylko dłuższe i chudsze. Całe porośnięte gęstym szczeciniastym włosiem, tylko długi cienki ogon pokrywała wężowa łuska. Rafanor przyjrzał się łapom poczwary. Ku jemu zaskoczeniu okazały się chwytne. Miały po cztery palce zakończone ostrymi pazurami. Budowa łapy była nietypowa. Dwa palce były przeciwstawne dwóm pozostałym.
- Nie ma w naturze zwierzęcia, które miałoby takie łapy… - zamruczał pod nosem.
Podszedł na drugi koniec stołu by przyjrzeć się głowie. Tu czekało go kolejne zaskoczenie. Gęsta okrywa z włosia kończyła się niewielką grzywą wokół szyi stwora. Boki głowy i jej szczyt pokrywały gęsto do siebie przylegające pióra a goła skóra wokół oczu pokryta była łuską. Zwierzę nie miało pyska tylko potężny zakrzywiony ptasi dziób, podobny do tego jakie mają drapieżne ptaki. Zajrzał do wnętrza paszczy. Zębów nie było, sterczał tam tylko wbity głęboko w podniebienie bełt. Znad dzioba patrzyły na maga szeroko otwarte oczy martwego potwora. Rafanor aż się wzdrygną bo oczy były całkiem… ludzkie i do tego niesamowicie błękitne.
- Musimy zacząć patrolować kanały. Gdzieś się mogły zalęgnąć inne takie… - Kalman westchnął ciężko. - Ten jeden kosztował mnie sześciu ludzi. Kilka takich i nie będę miał kim porządku w mieście pilnować. Będzie trzeba wystąpić do rajców aby dali pieniądze na zatrudnienie dodatkowych strażników. Ale to straszne kutwy… Poprzecie nasz wniosek? - zwrócił się z pytaniem do maga.
- Wniosek o większe pieniądze możemy poprzeć, czemu nie, ale nie będzie potrzeby patrolowania kanałów.- odparł mag.
- Nie? A jak ta stwora ma gdzieś tam swoich krewniaków? Albo miała młode?
- To nie jest naturalne stworzenie. Ono się nie urodziło. Zostało stworzone na bazie kilku różnych zwierząt. Sam zobacz. Gadzi ogon, tułów zwierzęcia i ptakopodobny łeb. Zresztą na pierwszy rzut oka widać brak narządów rozrodczych. -
- To skąd jest? Nie urodziła się? To może wykluła z jajka? -
- Nie. To magia je stworzyła. Czarna magia nekromantów. Takie stwory się nie rozmnażają. Zresztą na pierwszy rzut oka nie widzę żadnych narządów rozrodczych. -
- Tfu! Na psa urok! Kalman gwałtownie odsunął się od stołu jakby martwe zwierzę wstało aby go zaatakować. - Przeklęci nekromanci… Zaraz wydam rozkazy aby przepytać wszystkich naszych informatorów w mieście czy czegoś nie zauważyli. Gdzieś ten przeklęty mag musi przecież mieszkać. Trzeba będzie sprawdzić wszystkich niedawno przybyłych do miasta. -
Dowódca Straży Miejskiej udowodnił że nie jest człowiekiem rozbierającym włos na czworo. Gdy trzeba było od razu podchodził do działania.
- Nic nie rób. Nie wiadomo czy potwora tu zaczarowano czy tylko przywędrował do miasta. Każ zanieść go do Szkoły Magów. Tam w laboratorium zbadany zostanie dokładniej i może coś dowiemy się o jego twórcy. -Rafanor ostudził zapał komendanta.
- Ale przepytać informatorów nie zaszkodzi. Może szczęście nam dopisze i szybciej go od was znajdziemy? -Kalman nie ustępował.
- Nic nie znajdziecie. Powołanie czegoś takiego do życia wymaga bardzo silnej i mistrzowskiej magii. A to byśmy od razu wyczuli. Ten stwór na pewno powstał daleko stąd. Nie wiem na razie tylko, czy sam tu trafił czy też został tu specjalnie przysłany. Trzeba to zbadać. W końcu dopiero od kilku lat zaczęły się pojawiać w Vengardzie dziwne potwory mordujące ludzi. Mag zasępił się. - Jeżeli to celowe działanie to mamy nielichy kłopot. Szkoda że dopiero teraz nas posłuchaliście i dacie nam truchło stwora do zbadania. Gdybyście nie palili poprzednich może dziś wiedzielibyśmy kto i dlaczego je powołuje do życia. -
Kalman wzruszył ramionami.
- Dziwicie się ludziom, że zniszczyli to co zostało z tych ludojadów? Mścili się za ofiary. Ale macie rację. Dopiero od pięciu lat co kilka miesięcy pojawia się w mieście kolejny potwór. Poprzednio, na wiosnę, to była ta dziwna ośmiornica co żyła w podziemnych wodach i ludzi przy studniach wciągała do środka. A wcześniej? Ten wąż-jaszczurka z sześcioma łapami co pluł jadem? -
- Nie. On był wcześniej. Poprzedniej jesieni to było to skrzyżowanie żółwia z dzikiem co wybijało w podmiejskich lasach grzybiarzy. -
- Macie rację mistrzu! Bydlę miało tak twardy pancerz, że nic go się nie imało. Dopiero wyrzutnia lepiących sieci zdołała go unieruchomić. Jego musieliśmy spalić żywcem w wykopanym dole, bo inaczej nie było jak go ukatrupić. Pamiętam doskonale to polowanie. Gdyby nie te wyrzutnie sieci, to byłoby z nami krucho. A te wyrzutnie to sam wymyśliłem! Kalman z dumą wypiął pierś do przodu. - Grunt to dobre wyposażenie! Takie maszkary to tylko siłą można pokonać. -
- Tak jak tego potwora podobnego do nietoperza co ludziom głowy urywał? O ile pamiętam ukrywał się w wieżycy starego ratusza i załatwiliście go strzelając z katapult. Zniszczyliście przy okazji prawie cały budynek. To gdzieś ze dwa lata temu było? Jakoś chyba zaraz potem wstrzymano prace przy rozbudowie kanałów aby ratusz wyremontować. -dociekał mag.
- Eeee… Musicie o tym wspominać?- Kalman spojrzał na niego z ukosa. Czasem trzeba ponieść pewne ofiary aby pokonać wroga. -
***
Sala posiedzeń Rady Królewskiej była przestronna i jasno oświetlona. Król Korben VII siedział na podwyższonym stolcu przy szczycie stołu i przyglądał się siedzącym dostojnikom. Był tam dowódca królewskich paladynów lord Limbor, komendant straży miejskiej Kalman, dwóch przedstawicieli szkoły magów, arcymistrzowie Rafanor i Venis oraz po dwóch przedstawicieli cechów rzemieślniczych i gildii kupieckich. Pozostałe sześć miejsc zajmowali przedstawiciele arystokracji.
- Musimy coś zrobić z tymi pojawiającymi się potworami. Coraz więcej ludzi opuszcza miasto woląc znosić niewygody na prowincji niż ryzykować życiem tutaj. Jeszcze trochę i sami tu pozostaniemy. Dziś nawet przy głównej ulicy są porzucone domostwa! Macie może jakieś dobre rady? - król Korben spojrzał na przedstawiciela szkoły magów wywołując go wzrokiem do odpowiedzi.
- Wasza królewska mość. - rozpoczął swą wypowiedź Rafanor. -trzy dni temu w końcu dostaliśmy ciało potwora do zbadania. Jak zdołaliśmy ustalić został on magicznie stworzony. Zbudowano go na bazie trzech gatunków zwierząt. Zwykłego zaskrońca, czarnego warga oraz sępa. Oczywiście większość tkanek została poddana specjalistycznej mutacji. Szczególnie ciekawe jest rozwiązanie jakie zastosowano przy immunologii tego zwierzęcia… -
- Zostaw te opisy specjalistom. Podsumuj tylko co odkryliście. - przerwał mu Korben.
- Tak jest, wasza wysokość. Już się streszczam. A zatem potwór został powołany do życia przy pomocy czarnej magii. Magii nekromantów. I to na arcymistrzowskim poziomie. Niestety nie potrafiliśmy odtworzyć tych zaklęć. Jesteśmy jednak przekonani że posłużono się zaklęciami co najmniej z poziomu ósmego i dziewiątego kręgu, jeżeli nie wyższego… -
Dalszą jego wypowiedź przerwały mimowolne okrzyki przestrachu jakie wymknęły się siedzącym przy stole arystokratom i przedstawicielom kupców oraz rzemieślników. Zaległa cisza i mag spojrzał w nagle pobladłe twarze zgromadzonych. Rozumiał ich przerażenie. Sam był tym przestraszony. Mag nekromanta z wiedzą z ósmego lub dziewiątego kręgu? To było przerażające. Nigdy dotąd nawet nie słyszeli o kimś tak potężnym. Sam Rafanor był magiem siódmego kręgu. I tylko dwóch takich było w mieście. O magach wyższych poziomów to słyszało się co najwyżej w starożytnych legendach. Ale nigdy o takim magu - wyznawcy Beliara.
Panujące milczenie przerwał lord Limbor, dowódca królewskich paladynów.
- Jeżeli chciałeś nas nastraszyć to pewnikiem z większością ci się to udało. My, służący w imię Innosa, królewscy paladyni nie cofniemy się przed walką nawet z tak potężnym przeciwnikiem. Ślubowaliśmy polec bez skargi w obronie słusznej sprawy. Lepiej powiedz czy odkryliście gdzie ten mag się ukrywa? Oraz jaką radą możesz służyć aby pomóc nam go powstrzymać. -
- No właśnie!- król Korben odzyskał głos i chciał swoją stanowczością zatrzeć swój przestrach jaki pokazał słysząc o potędze nekromanty.- Musimy go zabić i tyle! -
Rafanor spodziewał się takiej reakcji Limbora, ale uznał, że lepiej udać zaskoczonego. Potrzebował jeszcze trochę czasu aby odpowiedzieć na te pytania.
- Dziś w nocy jest pełnia. A to najlepszy moment na czary lokacyjne i poszukiwawcze. Jutro będę mógł coś powiedzieć na temat miejsca gdzie może znajdować się ten mag. Wtedy też będziemy więcej wiedzieć jak moglibyśmy pomóc. -
- A dzisiaj nie możesz rzucić tych czarów? -król Korben zniecierpliwił się. Każdy dzień zwłoki to o dzień bliżej do pojawienia się kolejnego potwora.
- Wasza wysokość, możemy i dzisiaj to zrobić. Ale podczas pełni te zaklęcia nie pozostawią magicznego śladu. A chyba nie chcemy aby nekromanta zorientował się, że go namierzamy? -odparł mag.
- Nie! - wyrwało się jednemu z arystokratów.
- Musimy być ostrożni. Jeżeli by się zorientował, że wiemy gdzie go szukać mógłby przyśpieszyć nasyłanie na nas swoich kolejnych stworów albo nawet otwarcie nas zaatakować.- kontynuował Rafanor.
- Zatem do jutra. I oczekuję, mistrzu, konkretów.- król dał do zrozumienia, że posiedzenie skończone.
***
Rafanor był zmęczony. Całą noc poświęcił razem z innymi magami nad szukaniem mentalnych śladów zaklęć rzuconych przy powoływaniu do życia maszkary. Osiągnięto połowiczny sukces. Udało im się odkryć tylko kierunek w którym należało poszukiwać, natomiast nic na temat odległości. Był zły, bo Venis nie służył taką pomocą jakiej po nim oczekiwał i przez to wszystko trwało dłużej. Zamierzał po spotkaniu rady królewskiej porozmawiać z nim na ten temat i zapytać go dlaczego nie pomagał, tylko zniknął gdzieś wieczorem i wrócił dopiero nad ranem.
Król Korben siedział na swoim miejscu i groźnie marszczył czoło. Rafanor nagle zorientował się, że coś mu umknęło. Nie wiedział co, ale czuł, że coś się stało, coś, co zaważy nad całą sprawą. Sprężył się wewnętrznie i spróbował wyczuć nastroje obecnych. Arystokraci byli tak samo zaniepokojeni jak wczoraj, ale przedstawiciele kupców i cechów byli dziwnie spokojni. Zaciekawiło go dlaczego, ale tym postanowił się zająć potem.
- Co macie nam, mistrzu, do powiedzenia? - monarcha spojrzał na niego.
- Przypominam, że ten nekromanta jest potężniejszym magiem ode mnie czy mistrza Venisa. Niestety udało nam się ustalić tylko kierunek, w którym należy szukać. Nic nie wiemy natomiast jak to może być daleko. Ten mag umie doskonale się maskować, bo nic też nie dowiedzieliśmy się na temat jego możliwości ani siły. Dlatego nie wiemy jak moglibyśmy teraz pomóc w jego pokonaniu. -
- Czyli stoimy w sumie tam gdzie wczoraj, czyli w polu… - król był wyraźnie niezadowolony.
- Wasza wysokość. - odezwał się lord Limbor. - Możesz liczyć na wiernych paladynów. My się nie poddamy. Już wczoraj wstrzymałem przepustki i rozesłałem wici aby wszyscy paladyni stawili się w naszej siedzibie. W dwa dni będziemy gotowi na każdą ewentualność. Jeżeli sobie tego zażyczysz, możemy w każdej chwili ruszyć z wyprawą na tego wyznawcę Beliara. -
Rafanor uśmiechną się pod nosem. Lord Limbor był aż do bólu przewidywalny. Co jak co, ale na paladynów i ich odwagę zawsze można było liczyć.
- To bardzo dobry pomysł, ta wyprawa. - odezwał się nagle Kadanor, mistrz cechu bławatników. -Zamiast czekać na dalszy rozwój wypadków poniesiemy miecz pod sam nos tego nekromanty! -
- Ale to bardzo niebezpieczna wyprawa. Walka z tak groźnym przeciwnikiem może wymagać od nas pełnego zaangażowania.- wtrącił z zatroskaniem w głosie Galadon, najbogatszy kupiec w mieście.
Rafanora zdziwiła ta troska w głosie Galadona. W końcu kupcy i rzemieślnicy byli po stronie wyznawców Adanosa i stali w opozycji wobec paladynów. Raczej przyklasnęli by temu aby polegli oni w źle przygotowanej wyprawie zamiast troszczyć się o los wyznawców Innosa. Teraz był już całkowicie przekonany, że właśnie rozpoczęto realizację jakiejś przemyślnie uknutej wczoraj intrygi.
- Jakimi siłami dysponujesz?- król spytał dowódcę paladynów.
- Za dwa dni będą wszyscy na miejscu. Razem to będzie prawie trzysta mieczy. Do tego można doliczyć setkę nie pasowanych jeszcze adeptów. Tylko trzeba ustalić jak liczna ma być ekspedycja. -odparł Limbor.
- Nie wiemy czy całe wasze siły wystarczą do pokonania wroga. - Galadon dalej udawał troskę w głosie. - Ale jesteśmy gotowi sfinansować całą ekspedycję.- zaproponował nieoczekiwanie. Nawet na twarzy Limbowa odbiło się zaskoczenie i niedowierzanie.
- Może nasi mistrzowie magii wzięli by udział w wyprawie i wspomogli was swoją mocą? -zaproponował cechmistrz Kadanor.
- Dobry pomysł, ale nie możemy ruszyć wszyscy. Część magów musi pozostać aby bronić mieszkańców gdyby w czasie trwania wyprawy w mieście pojawił się kolejny potwór. - wtrącił się nagle mag Venis.
Rafanora to zaskoczyło. Zawsze wcześniej ustalali swoje stanowiska. Nie rozumiał dlaczego jego towarzysz postanowił włączyć się do dyskusji.
- Mistrzu Rafanorze, jesteś gotów razem z grupa oddanych ci magów wziąć udział w tej wyprawie?- król Korben zwrócił się bezpośrednio do niego.
- Przecież jeszcze nie zdecydowaliśmy czy w ogóle ta wyprawa zostanie podjęta… - mag zaczął zdanie i nagle je przerwał.
Nagle go olśniło i zrozumiał całą intrygę. Wyznawcy Adanosa postanowili pozbyć się z miasta za jednym zamachem wszystkich wyznawców Innosa! Wiedzieli że Limbor zaproponuje działanie więc to wykorzystali. A Venis, który był nieformalnym przywódcą adanosowców przy okazji pozbędzie się ze Szkoły Magów wszystkich zwolenników Innosa z Rafanorem na czele! Kupcy i rzemieślnicy musieli przekupić króla aby poparł te zamiary. Jeżeli Rafanor teraz by odmówił, straciłby szacunek i poważanie u króla a jego wpływy zmalałyby praktycznie do zera. Postawiono go pod ścianą i nie dano pola do manewru. Szczególnie zabolała go zdrada Venisa. Ten wyznawca Adanosa pokazał, że w imię swoich racji gotów jest popełnić każdy czyn i wszystko sobie usprawiedliwić „zachowaniem równowagi w naturze” jak to zawsze mówił.
- Będziemy gotowi. Wezmę z sobą trzydziestu magów i koło pięćdziesięciu nowicjuszy. -skłonił się nisko królowi. - Pozwól panie, że opuszczę was teraz aby jak najszybciej rozpocząć przygotowania.-
Zobaczył ulgę na twarzach kupców i rzemieślników oraz skrzętnie ukrywane poczucie triumfu na obliczu Venisa.
- Masz moje pozwolenie.- król skinął głową. My tu jeszcze zostaniemy aby ustalić jak możemy wesprzeć całą wyprawę.
Rafanor opuścił salę posiedzeń i szybkim krokiem udał się w kierunku wyjścia z pałacu. Miał niewiele czasu aby zrobić to co postanowił.
- Venis nie będzie tak zadowolony jak by się tego spodziewał - mruknął pod nosem.
***
Ekspedycja była już trzy dni w drodze. Przodem ciągnęła się kolumna maszerujących w ordynku paladynów. Za nimi podążało ponad trzydzieści wielkich wozów, każdy ciągnięty przez cztery woły. Jechali nimi magowie i ich adepci. Kolumnę zamykał oddział nie pasowanych jeszcze kandydatów na paladynów.
Rafanor jechał na pierwszym wozie, przerobionym na czas wyprawy w centrum dowodzenia. Obok niego siedział lord Limbor i wesoło pogwizdywał.
- Z czego tak się cieszysz? Nie widzisz jak za jednym ruchem pozbyto się z miasta wszystkich wyznawców Innosa? - zdenerwował się Rafanor.
Limbor spojrzał na niego i westchnął, ale z jego twarzy nie znikało zadowolenie.
- Ech, zawsze myśleliście o mnie, że jako dowódca paladynów nie jestem zdolny do stosowania podstępu i knucia spisków jak pozostali. Ale was zaskoczę. Od samego początku wiedziałem co zamierzają i nawet im w tym pomogłem proponując tę wyprawę. -
- Ale dlaczego? - mag faktycznie był zaskoczony.
- Powołaniem wyznawców Innosa jest walczyć z Beliarem i jego sługami a nie rywalizować z wyznawcami Adanosa. A pozostając w mieście bylibyśmy na to właśnie skazani. Trzeba było z tym skończyć i właśnie nadarzyła się ku temu okazja. Fakt, że ryzykowna, ale gdy się powiedzie wszyscy będziemy zadowoleni. -
- Zadowoleni? A z czego? Nawet jak pokonamy nekromantę, to przed tymi co ocaleją mogą przecież bram miasta nie otworzyć. - Rafanor nie rozumiał na czym miała by polegać intryga paladynów.
- A mogą sobie nawet tę bramę zamurować. Nie będziemy w ogóle wracać. Tu jest nasza przyszłość.- Limbor poklepał się po piersi.
- U ciebie pod pancerzem? Oszalałeś?- Rafanor był już naprawdę zły.
- A i owszem. U mnie pod pancerzem. Mam tu królewski edykt, dzięki któremu nasza przyszłość rysuje się nader różowo. -
- Edykt? Jaki edykt? - mag dał się zaskoczyć.
- Wiedziałem, że adanosowcy pójdą na wszystko aby nas się pozbyć. Zaryzykowałem i postawiłem wszystko na jedną kartę i udało się! Gdy opuściłeś radę powiedziałem królowi że samo pokonanie nekromanty może nie wystarczyć. Tam gdzie rzucał swoje czary nawet po jego śmierci mogłyby powstawać potwory, może nie tak groźne, ale zawsze. A ktoś powinien tam zostać i czuwać nad tym aby się nie rozeszły po ziemi. Powiedziałem królowi, że powinien utworzyć tam dla nas dominium, gdzie moglibyśmy mieszkać i pełnić naszą służbę. Korben nie chciał się na to na początku zgodzić, ale wiedziałem że pomysł podchwycą kupcy i cechy. Wymusili to na królu. No i mamy tu jego edykt. Gdy pokonamy nekromantę, to w promieniu trzech dni drogi od tego miejsca wszystko będzie należało do nas i podlegać będzie wyłącznie naszej jurysdykcji. Nikt, nawet sam król, nie będzie nam mógł tam mieszać swoimi intrygami. Limbor spojrzał z triumfem na maga. Pokonamy nekromantę i założymy tam stolicę wyznawców Innosa!- zawołał.
Rafanor zamilkł zaskoczony obrotem spraw. Tego się nie spodziewał. Królestwo wyznawców Innosa! Możliwość zrealizowania takiego planu warta była każdego ryzyka.
- Co tak milczysz, mistrzu? Zaskoczony? -
- I to bardzo. Dlaczego mnie nie uprzedziłeś o swoich zamiarach? Założenie własnego państwa wymaga wielu wysiłków. Stworzenie całego aparatu administracyjnego, szkolnictwa, wielu służb i innych spraw. To wymaga wiele czasu i złota… -
- O złoto się nie martwcie. Od króla pobrałem żołd dla wszystkich paladynów i adeptów na pięć lat do przodu. Zgrzytał przy tym zębami ze złości, ale nie mógł przy innych pokazać jakim jest sknerą. Drugie tyle dali kupcy i cechy. I jeszcze zapłacili za wozy oraz potrzebną spyżę na wyprawę. Nieźle przetrzepałem ich kiesy. Złota mamy w bród. Zresztą inni też pomogli. Arystokraci zobowiązali się przekazać nam ze swoich włości całe stada bydła i owiec oraz zapasy nasion na zasiewy. Kalman też pomógł. On zawsze był uczciwy i nie miał pojęcia o całej intrydze. Strasznie się tym przejął. Chciał nawet z nami posłać do pomocy oddział straży miejskiej, ale król mu zabronił. Ale mamy za to cztery wozy pełne poskładanych machin wojennych z magazynów straży. Do tego komendant zaręczył nam swoim słowem, że na nasz sygnał podeśle nam kilka wozów z wyposażeniem kuźni i zapasem rudy żelaza. - paladyn spojrzał na maga.
- Nie twierdzę, że stworzenie państwa od podstaw będzie łatwe, ale z waszą pomocą damy sobie radę. My będziemy go bronić, a magowie zorganizują potrzebne struktury.- Limbor zaśmiał się.- O szkolnictwo to chyba nie musimy się martwić. Słyszałam że Venis o mało apopleksji nie dostał gdy zobaczył jak ogołociłeś Szkołę Magów. -
Rafanor też się uśmiechną na to wspomnienie. Dlatego tak szybko opuścił zebranie królewskiej rady aby Venis nie mógł mu w niczym przeszkodzić. A potem nie mógł głośno protestować, bo by mu zarzucono działanie na szkodę ekspedycji, a na to nie mógł sobie pozwolić.
- Kazałem załadować na wozy całą szkolną bibliotekę oraz wyposażenie laboratoriów. Praktycznie zostawiłem im same mury. Lata całe minął zanim odtworzą to co zabrałem. Rzuciłem też na szkolny skarbiec iluzyjne zaklęcie czasowe. Dopiero za tydzień Venis zobaczy że zabrałem również cały zapas magicznej rudy, bo to co tam teraz widzi to tylko złudzenie. -
- Ha! Mieliście bardzo dobry pomysł!- Lord Limbor pokiwał głową z uznaniem. - Zatem mamy solidne podstawy aby nasz los jawił się w pozytywnych barwach. Teraz musimy się skoncentrować na tym aby odnaleźć tego beliarowca i go pokonać. Od tego zależy nasza przyszłość. -
- I to mnie martwi. Nasz przeciwnik dysponuje wiedzą większą od naszej. Obawiam się, że nie będzie to tak łatwe jak oczekujesz. - Odparł mag.
- Ja wierzę w nasze zwycięstwo. - Limbor uderzył się pięścią w pierś aż zadudniło. - Innos nas nie opuści!
- Też mam taka nadzieję. skwitował to Rafanor.
***
__________________
Pro Fide, Rege et Lege
Honorowy Użytkownik Forum



Wredny barbarzyńca
User, który ma ZAWSZE rację :-)
RPG
Smutas jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem
 


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady postowania
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Skocz do forum

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni post / autor
Praca na KnWLzG Sad Statue FanFick 4 10-04-07 09:44
Praca na KnOUS piters2005 FanFick 2 22-10-06 14:52
Fiskus - praca na KnOUS Prosiaq FanFick 3 11-09-06 20:04
Punkty i "praca" Ardhad Pomoc 33 11-07-04 21:36


Powered by vBulletin® Version 3.6.7
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.