Wyświetl Pojedyńczy Post
Nieprzeczytane 25-09-19, 18:02   #1
 Mika 123
Obywatel milicjant
 
Mika 123 awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2016
Skąd: Ludowa Republika Khorinis
Posty: 2 305
Domyślnie Gothic - Płomień Innosa

Wiem, że forum już niezbyt żyje, ale co tam

Prolog

Ogień zajął już całe wrzucone do kominka drewno, gdy na fotelu usiadł gospodarz, zbliżający się wiekiem do starości. Słudzy w pośpiechu rozpalili kominek na wieść o powrocie swego pana. Mężczyzna odetchnął. Nareszcie w domu. Ktoś podał mu złoty puchar z winem. Pan podziękował i upił łyk. Nie mógł jednak zbyt długo cieszyć się domowym spokojem. Spojrzał na trzymaną w drugiej dłoni kopertę z królewską pieczęcią. Westchnął niezadowolony i odłożył kielich, po czym złamał zabezpieczenie koperty, wyjmując z niej list.
Lordzie Dominique!
Podejrzewałem, że gdy powrócisz do stolicy, ja nie zakończę jeszcze mojej wizyty w Królestwie Laran, dlatego kazałem zostawić Ci ten list. Masz ważną misję i liczę, że zaczniesz od razu. Nie mam czasu na szczegóły. Królestwo Argaanii pozwala sobie na zbyt wiele. Po ostatnim ataku na jeden z naszych okrętów transportujących rudę z Górniczej Doliny Khorinis skończyła się moja cierpliwość! Zbierz tylu żołnierzy, ilu będzie Ci potrzebnych i zaatakuj Wyspy Południowe. W kopercie znajdziesz także nakaz wydania Ci Świętego Młota z Klasztoru na wyspie Khorinis, którym posługiwał się mój ojciec, w czasie ostatniej kampanii na Argaanii. Wszelkie pytania kieruj do Arcymaga Oprina.
Niech Płomień Innosa rozświetli Twą drogę i strawi naszych wrogów,
Król Rhobar II.

Lord wstał i wpatrując się w kartkę szedł powoli w stronę stołu, na którym stała świeca. Mężczyzna przyłożył list do płonącego knota. Zgodnie z oczekiwaniami na pergaminie pojawiły się dodatkowe słowa. Myrtańczyk uniósł brwi.
- O Innosie... Miej nas w swojej opiece - wyszeptał, po czym zwinął list w rulonik i wyszedł pośpiesznie z domu kierując się w stronę królewskiego pałacu.

Do portu w Vengardzie zawinął kolejny statek. Młody podróżnik o gęstych, ciemnych włosach stanął na trapie lustrując okolicę z zaspokojoną tęsknotą. Mogłoby się zdawać, że jego błękitne oczy nabrały modrej głębi, wsiąkając podczas rejsów barwy mórz i oceanów. Chłopak dostrzegł kilka rybnych straganów oferujących najróżniejsze gatunki ryb, nad którymi mewy cierpliwie zataczały okręgi. Były tam łososie, pstrągi, flądry, miruny, a także szproty i węgorze. Z każdym powiewem wiatru do nozdrzy wdzierał się ich słony zapach. Poprawił torbę podróżną i opuścił kołysany falami statek, wstępując na twardą powierzchnię kostki brukowej. Był szczupły i choć nie wyglądał na osiłka, to biły od niego młodzieńcza siła i energia.
Swój wzrok skierował na bramę miejską, a za wzrokiem podążyły nogi. Stanął przed nią i spojrzał na jednego z pilnujących jej strażników. Barczysty, wąsaty, w mundurze, z dwuręcznym mieczem na plecach. Młodzieniec chwilę mu pozazdrościł, jednak szybko stwierdził, że podoba mu się jego życie. Że muskuły to jednak nie wszystko, że wąsy zawsze można sobie zapuścić, że lubi swoje chaotyczne życie wędrowca i nie spieszno mu do monotonnej posady stróża prawa, że taki miecz mu niepotrzebny, bo lepiej się posługuje lżejszym orężem. Jakby na potwierdzenie tego uśmiechnął się do siebie i przeszedł przez bramę. W mieście jak zwykle panował duży ruch. Na swojej drodze chłopak znowu napotkał liczne kramy, przy których licznie gromadzili się ludzie. Gdzieś między nimi ubrany w kolorowe fatałaszki mężczyzna połykał ogień z pochodni i wypuszczał po chwili, zionąc niczym smok. Rynek pachniał od świeżego chleba, plastrów pieczonego i surowego mięsa, rocznego sera z delikatną powłoką niebieskiej pleśni oraz warzyw i egzotycznych owoców. Asortyment kupców był szeroki, a ceny dostosowane do zarobków mieszkańców tej części miasta, ale młodzieniec minął stragany, ponieważ nie tego szukał. Skierował swoje kroki do dobrze znanego sobie sklepu alchemika. Otworzył drzwi i przy dźwięku stojącego nad nimi dzwonka wkroczył do środka. Podszedł do lady i zastukał palcami o blat. Po kilku chwilach z zaplecza wyszła nieznana mu dziewczyna. Niska, szczupła, z długim blond warkoczem spływającym po jej ramieniu. Nieznajoma powitała go z nieśmiałym uśmiechem. Chłopak odwzajemnił przywitanie i rozejrzał się po asortymencie.
- Poproszę ten flakonik perfum - wskazał ręką na jedną z buteleczek na półce.
- Te z alkojagód? - spytała dziewczyna chcąc się upewnić. Gdy klient kiwnął głową, sięgnęła po towar. - Dwieście sztuk złota - powiedziała, owijając buteleczkę w papier.
Drogo - pomyślał - ale warto. Jeden uśmiech wynagrodzi każdą wydaną monetę.
- Co się stało ze starym... to znaczy, z panem Mingiem? - zapytał, odliczając monety z sakwy.
- Świekier zmarł już przeszło rok temu. Teraz mój mąż odziedziczył po nim ten sklep - wyjaśniła.
- Ach, tak... - skończył liczenie i położył na stół dwieście złotych monet - Pan Chang odziedziczył po ojcu zdolności alchemiczne. No nic, dziękuję. Do zobaczenia - uśmiechnął się szybko do sprzedawczyni i wyszedł.
Będąc na zewnątrz postanowił iść już prosto do domu. Zaskoczyła go śmierć Minga, który mimo wieku był przecież okazem zdrowia. Obawiał się, że pod jego nieobecność wiele mogło się zmienić. Ale nie było go ledwie dwa i pół roku. Miał nadzieję, że w domu wszyscy zdrowi. Przyspieszył kroku. Coś mu mówiło, że jednak nie jest tak, jak było gdy wyjeżdżał. Niemiłe zaskoczenia po powrocie były z pewnością najgorszą częścią dalekich podróży. A to była dopiero jego pierwsza wielka wyprawa! W końcu stanął przed chatką, w której się wychowywał. Wygląd nic się nie zmienił.
- Znowu w domu - powiedział do siebie, otwierając frontowe drzwi.

Ostatnio edytowane przez Mika 123 : 18-06-20 o 17:38.
RPG
Mika 123 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem