Wyświetl Pojedyńczy Post
Nieprzeczytane 24-04-05, 23:03   #1
Masterblaster
Nemesis
 
Masterblaster awatar
 
Zarejestrowany: marzec 2005
Posty: 1 353
Domyślnie

to jest Moje pierwsze opowiadanie, nigdy nie umiałem pisać wypracowań na polski a fantazję mam bujną, czasem gorzej z przepisaniem jej na papier...mam nadzieje że nie będzie straszne i da się przeczytać...miłej lekturki i oczekuję konstruktywnej krytyki

<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>> >>>
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>><<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<< <<<



Jest to opowieść o dziecku, którego pojawienie się miało odmienić los ludzkości...

Były to czasy potężnych królów, których władza opierała się na magii Czarnoksiężników, wielkie i silne królestwa dzieliły między sobą kontynent i żyły w pokoju i pełnej harmonii. Jednak gdzieś na dalekiej północy zaczął się tworzyć mrok, cień którego jedynym celem miało być zniszczenie wszystkiego co ludzkie, żadna ludzka stopa nie miała już nigdy deptać ziemi Ojców. Takie miałby być przeznaczenie rodzaju ludzkiego; wszyscy potężni magowie dobrze o tym wiedzieli. Olbrzymia tajemna wiedza Prastarych mówiła o potężnym wrogu, który raz już pokonany powróci z jeszcze większą siła i żadna armia nie będzie wstanie go pokonać...Jednak ta sama wiedza dawała nadzieję...”Raz już pokonany” zostanie pokonany ponownie przez wybrańca, który z dziecięcia wyrośnie na potężnego wojownika...Był tylko jeden problem...zagrożenie już się rodziło a wybawca się jeszcze nie pojawił. Dlatego Wielcy Magowie ze wszystkich królestw postanowili połączyć się i wspólnie stworzyć armię, która by była wstanie odeprzeć atak. Potężni Magowie Wody: Ralgan, Halidon, Mazef ale także Magowie Ognia: Retlof, Amros, Burian szkolili dziesiątki, setki uczniów przekazując im wszystkie tajniki magii. Jednak to co miało nastąpić nie następywało... Liczne zastępy magów zaczęły topnieć, tak jakby wróg czekał i liczył. Mijały miesiące , lata, umarli wielcy Magowie a ich miejsce zastąpili ich niedoświadczeni uczniowie: Pyrokar, Saturas, Corristo, Vatras a także uczeń, którego zawsze interesowała nekromancja – Xardas. Jednakże ani oni ani królowie ani przeciętni ludzie nie wiedzieli, że obecni od zawsze czarodzieje nie odegrają żadnej roli w walce ze złem... Ta walka należała do kogoś innego...

To była kolejna letnia noc podczas której Senes zbierał cenne dla Siebie zioła. Szukał zwłaszcza jednego „ Anielskiego Pyłu”, takiego które rośnie raz na 200 lat podczas pełni księżyca. Senes dobrze wiedział do czego mu potrzebna ta roślinka... W połączenie z rdestem polnym oraz słonecznym aloesem a także odpowiednim spożyciu otrzymuje się doskonałe efekty...NIEŚMIERTELNOŚĆ do kolejnego spożycia mikstury. Skąd o tym wiedział??? Jednak ta noc miała zmienić jego całe życie, nie ze względu na roślinkę której tak pilnie szukał ale na to co przy niej znalazł...
- Gdzie może być to cholerne ziele – mruczał pod nosem – ostatnim razem znalazłem je gdzieś tutaj i to dość szybko, a teraz muszę łazić po całym lesie – zaczął się wyraźnie denerwować.
Chodząc tak godzinami po lesie natrafił wreszcie na zioło...
- No naresz.... – przerwał w pół słowa gdy tylko zobaczył leżące w pobliżu roślinki zawinięte w wilczą skórę dziecko
- A to co u licha – rzekł Starzec rozglądając się badawczo po okolicy – Co ty tutaj mały robisz- powiedział do dziecka, ale też wiedział że nie usłyszy odpowiedzi
- Nie wiem co tutaj robisz i jak tutaj trafiłeś ale muszę cię stąd zabrać, a w ogóle co to za matka która zostawia swoje dziecko w lesie – wiedział że może sobie pogadać bo i tak nikt go nie słuchał.
Zrobił tak jak postanowił; zabrał dziecko do swojej chatki. Na jego twarzy nie było niepokoju czy też zdenerwowania, wyglądał tak jakby dobrze wiedział jak mam postępować z dziećmi. Gdy już doszedł do domku, zamknął zagrodę i wziął drwa do kominka. Wszedł do środka... Dopiero po wyglądzie wnętrza domku można było dojść do wniosku, że nie jest to zwykły Staruszek... Regały uginały się pod ciężarem starych ksiąg magicznych w kącie stała aparatura alchemiczna a nad komodą przy łóżku wisiał obrazek namalowany ręką dziecka i podpisany „ Dla ukochanego Tatusia”... Tak Senes miał kiedyś syna, którego wychował na silnego wojownika..., niestety on poległ walcząc z silniejszym od siebie przeciwnikiem – Trollem. Wnętrze domu mówiło także dużo o samym Senesie, a zwłaszcza szata Wielkiego Mistrza Wody wisząca na ścianie być może zachowana na pamiątkę. Tak jest to potężny Mag, jeden z pierwszych, który opuścił rzesze Wielkich Mistrzów ze względu na syna, który zginął przez ich niedowiarstwo i pychę. To oni kazali mu walczyć z Trollem wiedząc że nie ma żadnych szans. Jednak zemsta Ojca była o wiele mocniejsza, gdyż to on posiadł tajemnicę nieśmiertelności, to on rozszyfrował język pradawnych i tylko on mógł tą wiedze posiąść...wiedzę która drzemała w bibliotece Klasztoru. Był to wielki cios dla Zakonu, gdyż nie wszystkie księgi zostały przetłumaczone przez Senesa, a te które przetłumaczył było równie ciężko zrozumieć...
Stary Mag ułożył dziecko na swoim łóżku i poszedł napalić w kominku...
- No Mały zaraz się nagrzeje w domku, przebiorę cię, bo od tej wilczej skóry to jeszcze jakiejś choroby dostaniesz – rzekł Starzec
- Jeśli się dobrze rozejrzę to może znajdę jakieś stare ubranka po moim synku, a jeśli nie to coś szybko uszyjemy – widać było na Twarzy Senesa radość i podekscytowanie nowym zadaniem...
Po chwili szperania po szufladach, szafkach, Mag doszedł do wniosku że nic nie znajdzie i będzie musiał sam coś uszyć. Nie wiem jak on to zrobił, ale w przeciągu kilku chwil bobas miał taki strój jakiego mogły by mu pozazdrościć królewskie dzieci.
- No dobra Mały czas Cię przebrać – rzekł staruszek zakasając rękawy.
Staruszek ściągnął wilczą skórę, wytarł spocone ciałko dziecka i je obmył ciepła wodą z wonnymi olejkami. Podczas ubierania malucha Senes spostrzegł znamię... Nie było ono zwykłe... Miało kształt pół księżyca z odblaskiem na górnym krańcu znamienia.
-Gdzieś już to widziałem, gdzieś już to widziałem – powtarzał ciągle. – Cholera tylko gdzie... a zresztą nieważne, jak sobie przypomnę to będę wiedział, hihi...
Widać było,że lata samotności Maga wybiły piętno na jego pamięci i zaufaniu do własnej wiedzy.
- No pora spać mały – rzekł starzec kładąc dziecko na miękkim łóżku.
Bobas usnął szybko, zaś Senes leżał i myślał...To znamię...znamię pół księżyca...wróg z północy...wybraniec...święty... Raptem Staruszek zerwał się na równe nogi i dopadł do regału ze starymi księgami. Szukał, przewracał, przerzucał...
- Gdzieś tutaj musi być, gdzie ona do cholery jest – denerwował się Mag.
Jednak po chwili spod sterty ksiąg i różnych pism wyciągnął stary podniszczony manuskrypt.
- No mam cię – powiedział z wyższością Senes.
Można było zaobserwować błysk w oku Starca, jego pasję i ogromną wiedzę. Szybko otworzył księgę gdzieś w połowie i zaczął czytać... „ Nocy kiedy księżyc będzie okazały, czasu nieznanego, kiedy Wróg urośnie w siłę, pojawi się dziecko które zbawi największych...Dziecko z Pół Księżycem na swojej prawicy...”
- Jasna cholera, to nie może być prawda...to nie może być on...a jeśli to on, to chaos jest już blisko...Co robić??? – wpadł w konsternację Senes. Magowie nie uwierzą i go zniewolą, królowie też tak uczynią...Cóż Klasztor by go lepiej wychował niż ja, ale nie mogę pozwolić na zaprzepaszczenie szansy zniszczenia zła. No księżycowy dzieciaku muszę się tobą zająć...muszę cię przygotować na spotkanie ze swoim przeznaczeniem...
Starzec nie mógł zasnąć... miał dylemat, myślał, analizował...A jeśli to nie on, będę go szkolił, a on nie podoła i zginie...a jeśli to on a ja go nie przygotuję to też polegnie...Myślał całą noc, aż w końcu usnął nad ranem. Wstał wraz z pierwszym płaczem dziecka...Zerwał się szybko i stanął nad malcem i rzekł:

- Będziesz wielki, ja już o to zadbam...ale najpierw muszę cię nakarmić.
W taki oto sposób Stary Mag został przybranym ojcem, opiekunem dziecka które odmieni oblicze świata.

Mijały dni, miesiące, lata...Maluch rósł jak na drożdżach, z dziecka stał się podrostkiem zaś potem silnym młodzieńcem. Był Niezwykły... Od samego początku wskazywało na to w jakim celu pojawił się na globie ziemskim. Nieprzeciętna siła, inteligencja, mądrość. Już jak miał 5 lat, po namowie Senesa zaczął studiować stare księgi. Szło mu to gładko, czytał godzinami nie zwracając na nic uwagi... Umysł jego chłonął wiadomości i wiedzę niczym gąbka wodę. Będąc już młodzieńcem arkana magii nie były dla niego obce, sztukę walki wszelaką bronią opanował do tego stopnia, że mógłby walczyć z wieloma silnymi przeciwnikami jednocześnie. Mag z podziwem obserwował postępy Chłopaka.
- Nie myliłem się, to on – pomyślał z zadowoleniem.
Senes wiedział o jeszcze jednym, niezbyt przyjemnej sprawie... Musiał powiedzieć o wszystkim „dziecku z księżyca”, o jego przeznaczeniu i walce...o tym jak go znalazł, dlaczego go szkolił...Starzec pokochał go jak własnego syna i smutek go ogarniał na myśl, że niedługo będą zmuszeni się rozstać...
Pewnego słonecznego dnia, kiedy Staruszek wybrał się z „synem” na przechadzkę po lesie, nastąpił ten moment...

-„Synu” – rzekł drżącym głosem Senes. Długo nad tym myślałem w jaki sposób ci o tym wszystkim opowiedzieć i nadal nie i wiem jak zacząć...
Jednak młodzieniec słysząc głos „ojca” nie wykazywał zdenerwowania czy też zaskoczenia...

- Wiem „Ojcze”, dobrze wiem co chcesz mi powiedzieć... Namawiałeś mnie do czytania i a sam wiele mnie nauczyłeś... czasem w nocy jak spałeś budziłem się i miałem jakieś wizje, księgi których wcześniej nie rozumiałem stawały się dla mnie jasne i zrozumiałe jak to że bez słońca nie istniało by życie. Ojcze, zawsze do ciebie tak mówiłem i zawsze będę tak czynił, bo ty mnie wychowałeś i pokochałeś jak syna, wiem jakie jest moje przeznaczenie i wiem co muszę zrobić...jednak nie martw się ja i tak do ciebie wrócę...
Czarodziej słuchał słów syna ze spokojem i ze łzami w oczach. Tak bardzo kochał tego podrzutka. Ale Senesa rozpierała także duma , iż wychował tak dobrego i pojętnego młodzieńca.
- Tak się cieszę synu, że ściągnąłeś ze mnie ten ciężar mówienia tego tobie, widzę, że ty już dobrze o tym wiedziałeś, zaskoczyłeś mnie...zresztą zaskakiwałeś mnie od samego początku, od znalezienia ciebie, twoja siła i sposób w jaki się uczyłeś, na każdym kroku coś nowego...teraz wiem także, że zaskoczysz wszystkich jeszcze nie raz... Niestety mój synu czeka cię jeszcze jedna próba... – rzekł niespodziewanie Mag.
- Jaka Ojcze – odparł ze zdziwieniem Młodzian.
-Słuchaj, ja wiem i ty wiesz, że jesteś Wybrańcem, ale ten sam wybraniec musi przejść ostateczną próbę, nie chodzi tu o to czy ją przejdziesz tylko w jaki sposób ją przejdziesz...wiem że to brzmi troszkę zawile ale poczekaj aż ci opowiem wszystko od początku...
Senes zbierał myśli przez chwilę po czym zaczął mówić...
- Kiedyś żył potężny wojownik, święty wojownik a dokładnie pierwszy święty Paladyn – Arthanos. Dzierżył on święty miecz „ Pięść Adanosa”, którego obawiali się wszyscy przeciwnicy...nikt nie ośmielił się przeciwstawić owemu wojownikowi. Niestety był on tylko człowiekiem i mimo błogosławieństwa bogów zmarł po 287 latach swego bohaterskiego życia. Został pochowany w grobowcu, który znajduje się w głębokiej puszczy odległej od nas o jakieś 3 dni drogi. Synu musisz posiąść ten miecz. Jesteś wybrańcem, zostałeś zesłany na świat po to by zniszczyć zło a ten miecz ci w tym pomoże. Pamiętaj twoim atutem jest równowaga świata i natura nas otaczająca. Nie musisz się obawiać na pewno przejdziesz tą próbę.
- Ale ojcze o co chodziło Ci jak mówiłeś, że to ode mnie zależy w jaki sposób przejdę próbę??? – rzekł Wybraniec zaniepokojony
- Chodzi o to synu, że ten grobowiec zamieszkują rozmaite dziekie stworzenia. Oczywiście możesz je zabić i dostać się do grobu Paladyna, ale wtedy nie posiądziesz świętego oręża... Jest też drugi sposób, pójdziesz tam bez broni okazując szacunek i uległość naturze a tym samym oddasz hołd Athanosowi, wtedy duch Wojownika pozwoli ci zabrać miecz.
- Ależ ojcze, przecież mogę zginąć – rzekł wybraniec widocznie zapomniawszy o swoim przeznaczeniu.
- Nie martw się, wszystko będzie dobrze, dam ci miksturę uzdrowienia na wszelki wypadek oraz miksturę szybkości. Synu nie obawiaj się wiem, że przejdziesz tę próbę i wrócisz bez zadraśnięcia. Zaufaj sobie, tak jak ja ufam... Nie wyruszysz jeszcze dzisiaj, musisz odpocząc i zebrać siły...Za 3 dni ruszysz w drogę...
- Dobrze Ojcze, zrobię tak jak mówisz – odrzekł z pokorą Młodzian.

Resztę drogi przeszli w milczeniu podziwiając otaczający ich las. W głowach kłębiły się rozmaite myśli. Senes był przekonany, że jego podopieczny przejdzie próbę i dlatego się nie martwi, natomiast wybraniec troszkę się denerwował, po raz pierwszy musi zrobić coś poważnego i w dodatku sam. Wrócili do domku, Mag przygotował kolację, którą zjedli ze smakiem, a potem ułożyli się do snu na swoich posłaniach. Usnęli... Następne 2 dni zeszły bardzo szybko na przygotowaniach do podróży. Staruszek sporządził najsilniejsze miksturki, zawinął w płótno 3 kawały smażonego mięsa, kawał sera i chleb. Młodzieniec w tym czasie poszedł na modlitwę żeby oczyścić umysł od zbędnych myśli. Po kilku godzunach wrócił i rzekł do Senesa:
- Ojcze jestem gotów, pójdę wcześniej spać i jutro z samego rana wyruszę żeby jak najszybciej wrócić.
- Dobrze mówisz, uciekaj spać a ja się jeszcze tutaj trochę poszwędam – odparł w zamyśleniu Starzec.
Wybraniec poszedł, zaś Mag zaczął się modlić o pomyślność wyprawy, a tak na wszelki wypadek. Nastał świt...wstali obaj jednocześnie. Dużo między sobą nie rozmawiali, spojrzenia „mówiły” wszystko. Młodzian wziął przygotowany ekwipunek i obaj wyszli z domku.
- Wiesz jak dojść, wiesz jak wrócić, więc ruszaj i szybko wracaj... powodzenia Synu.
- Tak ojcze, spodziewaj się mnie za 4 dni a może nawet wcześnie...na pewno wrócę, twoja pewność dodaje mi sił.
- No ruszaj już!!! – powiedział tak jakby wydawał rozkaz żołnierzowi...

Wybraniec ruszył i po chwili zniknął pomiędzy drzewami lasu. Senes stał jeszcze chwilę po czym powrócił do swojej chatki.
Młodzieniec szedł raźno przez las, miał dużo siły i dużą wytrzymałość co pozwalało mu na szybki chód. Od czasu do czasu zatrzymywał się by zaspokoić pragnienie. Gdy zapadał zmrok szukał szerokiego drzewa aby móc rozbić obozowisko... Szedł szybko, po jakiś 36 godzinach dotarł do jaskini w której znajdował się grobowiec Paladyna.

- Kurcze szybko mi to zeszło, a miało być 3 dni drogi – rzekł z wyraźnym zadowoleniem z osiągnięcia wybraniec.
Podróż w jedną stronę była szybka i przyjemna, a teraz stał przed wielką ciemną jamą do której miał wejść całkowicie bezbronny. Aż mu serce podskoczyło do gardła na tą myśl...
- Chyba lepiej odpocznę zanim tam wejdę – rzekł wyraźnie przestraszony.
Upłynęła godzina a po niej druga. Wybraniec podniósł się ziemi i skierował w stronę groty. Przy wejściu wśród gruzu leżała nadpalona pochodnia, którą podniósł i zapalił. Powolutku wszedł w ciemność jaskini. Posuwał się powoli w głąb kamiennego korytarza., gdy nagle usłyszał dzikie odgłosy wydawane przez jakieś zwierzęta. Po przejściu jakichś 50 metrów mógł pozbyć się pochodni gdyż w stropie jaskini znajdowało się wiele otworów przez które wpadało światło słoneczne, co sprawiało, że w grocie było dość jasno. Młodzieniec doszedł do pierwszej większej przestrzeni gdzie ujrzał 4 wilki, które na widok intruza przygotowały się do ataku. Chłopak w pierwszej chwili się wystraszył, ale zaraz strach minął, bo wiedział że musi uwierzyć w swoje przeznaczenie. Dlatego ruszył odważnym aczkolwiek pełnym szacunku krokiem w stronę wilków, które zbite wyraźnie z tropu złagodniały... Nawet zaczęły się do niego łasić, tak samo jak czynią to psy widząc ukochanego pana. Młodzian uwierzył, przełamał strach, jednak przed nim dalsza droga. Ruszył dalej... Po 10 minutach dotarł do jeszcze większego pomieszczenia na końcu którego znajdowały się bogato zdobione kamienne drzwi. Jednak nie ucieszył go widok tych wrót...dlaczego...??? To co ujrzał przed nimi napawało go przerażeniem. Ujrzał dwa cieniostwory, które pożerały łapczywie ścierwo kretoszczura. W jednej chwili przez głowę chłopaka przeszło tysiąc myśli...jak ja odejdę, rozumiem wilki ale cieniostwory każdy trzy razy większy ode mnie i to jeszcze dwa...żadnych szans nawet dla doświadczonego wojownika...a ja jeszcze bez żadnej broni. Miał ochotę zawrócić i w milczeniu przetrawić porażkę...ale gdzieś głęboko w umyśle świtała myśl.. „ nie poddawaj się, jesteś wybrańcem, los ludzkości leży w twoich rękach... natura i równowaga to twoje atuty...nie bój się”. Ciężko było mu zaufać w to co podsuwał mu rozum, jednak musiał to zrobić. Postawił dwa kroki gdy nagle spostrzegły go stwory. Wiedziały że mają przewagę więc doskoczyły do obcego i otoczyły go, po czym zaczęły krążyć wokół obwąchując i groźnie warcząc. Młodzian nie bał się, nie robił gwałtownych ruchów tylko okazał szacunek stworzeniom opuszczając głowę i wyciągając przygotowane przez Senesa mięso. Wiedział, że to marny kąsek dla tych bestii ale musiał pokazać, że to on jest tutaj gościem i prosi o pozwolenie na przejście... Może to dziwne, ale cieniostwory widząc gest przybysza odeszły w stronę pomieszczenia z wilkami, jedynie lekko pochrapując.
-Udało się – rzekł z ulgą
Teraz dzieliły go tylko potężne wrota od miecza Arthenosa. Podszedł do nich i z całej siły pchnął. Za drzwiami stał piedestał na którym leżały szczątki człowieka a przy nim owinięty w płótno oręż. Podszedł do grobu i rzekł:
- Wielki Arthanosie pozwól mi zabrać swój święty miecz abym mógł ochronić ludzi przed niszczycielskim złem...


Po tych słowach sięgnął po miecz, jednak nie odwinął go z materiału i takiego schował do wcześniej przygotowanego pokrowca. Wychodząc z grobowca zamknął kamienne drzwi i podziękował jeszcze raz świętemu Paladynowi.
Postanowił jak najszybciej wrócić do ojca, dlatego ruszyć od razu w drogę powrotną i nie zatrzymywać się już na noc. Przypomniał sobie także, że ma jeszcze miksturę szybkości przygotowaną przez Staruszka, więc postanowił ją wykorzystać. Już po 24 godzinach od zabrania miecza i opuszczenia grobowca wybraniec dobiegał do domku Ojca.
Mag czekał przed chatą i wyraźnie ucieszył się na widok Młodzieńca.

- Ojcze wróciłem i mam miecz – krzyczał z daleka uradowany wybraniec
- Widzę to, wiedziałem że sobie poradzisz, po prostu wiedziałem – odparł Senes

Obaj rzucili się w ramiona i chwilę cieszyli, gdyż ponownie byli razem... ojciec i syn...
- Synu mój, wyciągnij miecz i zobacz go w całej okazałości, nie możemy marnować czasu, muszę się przekonać. – rzekł podekscytowany starzec
Młodzieniec posłuchał słów ojca i wyciągnął miecz oraz odwinął płótno w które był zawinięty oręż. Okazało się, że materiał ten nie był zwyczajną szmatą...była to tkanina bogato wyszyta świętymi znakami runicznymi, mającymi chronić miecz przed niepowołanymi złymi rękoma. Wybraniec chwycił za rękojeść i odczytał głośno wyszyte runy na materiale. W tej samej chwili ciało chłopaka przeszył lodowaty dreszcz po którym pojawił się na twarzy młodzieńca grymas bólu... Miał uczucie, że coś go gryzie w plecy...szybko zerwał kapotę z pleców...
- Tato co się dzieje- krzyknął z przerażenia
- Nic synu, nic...to twoje przeznaczenie się wypełnia – dodał ze spokojem Senes.
Mag odwrócił wybrańca plecami do siebie i ujrzał pojawiające się na ciele święte runy, które układały się w jedno znaczenie...
- To twoje przeznaczenie cię wzywa... Jednak już nie będę do ciebie mówił synu, od teraz jesteś LUNAR – bo to twoje prawdziwe imię...

<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>> >>>
Jeśli się spodoba wam to opowiadanko to postaram się napisać kolejną cześć opowiadającą o przygodach tego bohatera...




__________________
"Nie dyskutuj nigdy z głupcem - najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu, a potem wykończy doświadczeniem."
RPG
Masterblaster jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem