Wyświetl Pojedyńczy Post
Nieprzeczytane 17-06-20, 19:10   #6
Spykers
Zwiadowca
 
Spykers awatar
 
Zarejestrowany: lipiec 2014
Skąd: In the mind's eye
Posty: 2 687
Domyślnie

Rozdział I.

Cytat:
Młodzieniec pchnął drzwi i znalazł się w niewielkim przedpokoju, gdzie stała jakaś sfatygowana szafka z szufladami. Wrócił do domu po dwóch i pół roku podróży. Chłopak wszedł dalej i dotarł do jadalni, w której zamiatała jakaś kobieta, u której widać już było kilka siwych od stresu kosmyków. Gdy go dostrzegła, odłożyła szybko miotłę, podchodząc do niego i przytuliła go.
- Synku, wróciłeś - spojrzała na niego i pogładziła go dłonią po policzku.
- Tak, wróciłem - odparł niebieskooki. - I mam coś dla ciebie - sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej flakonik z perfumami. - A gdzie ojciec i Kornen? Dla nich też coś kupiłem.
- Przecież wiesz, że nie musiałeś - rzekła kobieta po przyjrzeniu się fiolce. - Ale dziękuję. Ojciec śpi... pijany. A Kornen jeszcze pracuje. Chodź, usiądź. Napijemy się herbaty, opowiesz mi o wszystkim.
- Nie, dziękuję, mamo - powiedział chłopak odkładając swoją torbę. - Jestem zmęczony, pójdę się położyć.
- Oczywiście. Twoje łóżko jest tam gdzie zawsze. Śpij dobrze.

Młodzieniec poszedł do pokoju, w którym spał wraz z bratem. Położył się na swoim łóżku, znajdującym się pod jedną ścianą. Pod drugą stało łóżko Kornena. Zamknął oczy i szybko zasnął.
Znowu. Nie wszystkie informacje na raz. Poza tym w prologu już napisałeś, że chłopaka nie było dwa i pół roku, więc w akapicie zaznaczonym na czerwono jest to informacja zbędna i nie pasująca. Jeżeli uznasz, żeby znowu o tym wspomnieć, to lepiej w dialogu lub coś na zasadzie wspomnienia, żeby te dwie informacje (ta z prologu i ta z pierwszego rozdziału) nie gryzły się ze sobą.

"Chłopak wszedł dalej..." - jeżeli z narracji wynika, że mówisz cały czas o jednej osobie, to nie musisz wtrącać kolejnych synonimów do słowa "młodzieniec". Tutaj bardzo dobrze pasuje samo: "Wszedł dalej..."

"...i dotarł do jadalni" - to dotarcie niezbyt pasuje. On idzie przez korytarz, a nie przez miasto. Może być samo: "Wszedł dalej, do jadalni..."

"...w której zamiatała jakaś kobieta" - zabrzmiało to tak, jakby on sam jej nie poznał."

"...u której widać już było kilka siwych od stresu kosmyków" - to całe zdanie "w której, u której" nie pasuje. Rozbij to sobie na dwa/trzy zdania, np. Wszedł dalej, do jadalni. Dobrze znał te mury, te pokoje, ten zapach... i tę kobietę. Właśnie zamiatała podłogę. Powolne ruchy zdradzały zmęczenie, a włosy, przyprószone siwymi nitkami - wiek, lecz gdy tylko go dostrzegła, jej policzki wypełnił rumieniec, siwizna ściemniała, oczy wypełnił blask radości, a zmęczenie uciekło przez okno.
- Mamo... - zdążył powiedzieć zanim ta drobna kobieta nie chwyciła go całego w uścisku pełnym tęsknoty.
- Wróciłeś - wyszeptała - Jesteś.
- Jestem - odpowiedział, sięgając do torby - Zobacz, co mam - psiknął jej przed nosem perfumą. Słodka woń alkojagód rozprzestrzeniła się po pomieszczeniu i zawisła mgiełką pięknego zapachu.
- Nie musiałeś...
- Wiem - przerwał jej od razu - Wiem - powiedział znowu, zaczarowany jej uśmiechem, wypełniony dumą z samego siebie. - A gdzie reszta?
- Ojciec śpi...
- Pijany?
- Zmęczony - odchrząknęła - A Kornen... jest jeszcze w pracy.
Patrzyła na niego zauroczona. Nie mogła się nacieszyć jego obecnością. Wrócił.
- Usiądź, chodź, proszę - odsunęła mu krzesło - Zaparzę gorącej herbaty, z pewnością masz mi tyle do powiedzenia...


I tak dalej, i tak dalej

"Młodzieniec poszedł do pokoju, w którym spał wraz z bratem." - Lepiej pasowałoby: "..., który dzielił z bratem"

Cytat:
Obudził się i przez okno zauważył, że jest już wieczór. Wstał i poszedł jeszcze nieco sennym krokiem do jadalni. Tam zastał przy stole matkę, ojca i brata. Ojciec, dostrzegając chłopaka, wstał i, kulejąc, podszedł do niego z otwartymi ramionami. Był to szczupły, lecz dobrze zbudowany, wąsaty szatyn. Zwykle miał w ustach fajkę, bądź w dłoni butelkę jakiegoś alkoholu, bowiem jak zawsze mówił "Prawdziwego mężczyznę można poznać po wąsie, fajce i gorzałce". Ojciec był niegdyś żołnierzem, jednak pewien wypadek sprawił, że zaczął kuleć, przez co wyrzucono go z wojska.*
- Proszę, proszę. Innosie, mój młodszy syn w końcu wrócił do domu - mężczyzna objął młodzieńca i poklepał po plecach. Niebieskooki poczuł od niego smród gorzały oraz tytoniu.* Ojciec stanął przed synem i sięgnął do kieszeni mieszczańskiej sukmany po fajkę. - Długo cię nie było, Morenie.
- Mam coś dla ciebie, tato - powiedział chłopak i sięgnął do swojej torby podróżnej, leżącej na ziemi. Wyciągnął stamtąd drewniane pudełeczko. - Tytoń z Wysp Południowych. Kupiłem na rynku w Archolos, tam był jeden Argaańczyk i sprzedawał specjały stamtąd.*
- Dzięki, synu - odparł ojciec z fajką między zębami. - Od razu wypróbuję.
Moren znowu sięgnął do torby. Wyciągnął stamtąd dwie butelki wina.
- Ta jest dla ciebie - powiedział, stawiając jedną przy miejscu ojca*- A ta dla ciebie, bracie - dodał podchodząc do Kornena.
- Bracie... No tak, mój brat, powsinoga i bumelant wrócił do domu. I co przynosi? Wino! A gdzie są pieniądze? Przecież wiesz, że ledwie wiążemy koniec z końcem!
- Kornen! Nie mów tak o bracie! - wzięła syna w obronę matka.*
- Ale taka jest prawda, mamo. Mój braciszek zamiast wziąć się do roboty i zarobić na dom, włóczy się po świecie i wydaje pieniądze!
* czy ten wypadek nie podlegał pod rekompensatę lub jakiś zasiłek dla rannego żołnierza niezdolnego do wykonywania swoich obowiązków?

*Lepiej mogłoby brzmieć:

- Proszę, proszę. Innosie, mój młodszy syn w końcu wrócił do domu - mężczyzna objął go i poklepał po plecach. Chwycony w żelaznym uścisku chłopak poczuł od ojca wciąż te same perfumy - smród gorzały oraz tytoniu.

*A gdyby tak:

- Kupiłem go od pewnego Argaańczyka na rynku w Archolos.

*Syndrom Sztokholmski?

* Albo:
- Kornen! - krzyknęła kobieta - Nie mów tak o bracie! - wzięła w obronę młodszego syna.

Cytat:
Następnego dnia Moren wstał wcześnie rano. Okazało się jednak, że jego brat już dawno poszedł do pracy. Chłopak pomyślał sobie, że może faktycznie jego brat* nie ma lekko. Młodzieniec poszedł do jadalni i zastał tam matkę ścierającą kurze przy eleganckiej zastawie na dębowej szafce. Nad nią wisiał obraz przedstawiający zielone równiny na chwilę przed bitwą. Po jednej stronie stała myrtańska konnica, po drugiej zaś orkowi wojownicy gotowi do ataku. Ojciec był wielkim pasjonatem wojska*, co podobno odziedziczył po dziadku Morena*, dlatego wyrzucenie z armii bardzo go dotknęło. Pił więcej niż zwykle, ale szybko wziął się w garść i zaczął szukać pracy. Nikt nie chciał jednak zatrudnić kulawego na stałe, więc ojciec *pracował na zlecenie, dorywczo, choć rzadko go przyjmowano.
Matka spojrzała na syna.* Widząc, że Moren wpatruje się w obraz nad nią, także skierowała na niego wzrok.
- Jest tata? - zapytał niespodziewanie chłopak.
- Nie, wyszedł razem z Kornenem. Chyba chce znaleźć jakąś pracę - matka zwróciła spojrzenie z powrotem na syna.*
Młodzieniec spuścił głowę. Może to faktycznie czas, by się zmienić i odciążyć nieco rodzinę. Nie chciał być trutniem ciążącym na kulejącym ojcu i pragnącym założyć własną rodzinę bracie.
- Oni mają rację. Powinienem być dojrzalszy - powiedział Moren.
- Nie będę zaprzeczać - odparł matka po chwili ciszy. - Ale pamiętaj, że to nie jest tak, że jesteś bezużyteczny, a twoje podróże bez sensu. W końcu... dzięki tobie możemy odpocząć nieco od przykrej rzeczywistości i posłuchać o twoich wędrówkach, choćby i tych niedalekich. Ojciec bardzo to lubi, bo przypomina mu to o jego młodości w wojsku. Także Kornen nie uważa cię za obciążenie. Po prostu jest zdenerwowany, wiesz w jakiej jest sytuacji.
- Dziękuję - odparł Moren uśmiechając się ciepło do matki. - Ale muszę już iść. Zobaczę co się zmieniło w mieście i rozejrzę się za pracą.
- Dobrze, powodzenia - odpowiedziała kobieta.
Młodzieniec wyszedł z domu i ruszył ulicą. Skierował się w stronę karczmy, licząc, że tamtejszy oberżysta będzie coś wiedział o pracy. Zanim jednak dotarł do celu*, usłyszał wołanie gdzieś z ulicy:
- Moren!
Obrócił się w stronę źródła dźwięku* i dostrzegł swojego starego przyjaciela z lat dzieciństwa. Dość niski, zielonooki, ciemny blondyn zmierzał truchtem w jego stronę. Gdy byli już blisko, uścisnęli sobie dłonie.
* Kornen (w poprzednim zdaniu już miałeś słowo "brat")
* militari (był pasjonatem militari, nie wojska)
-> https://sjp.pl/militaria
-> https://sjp.pl/wojsko

* wystarczyłoby zwykłe "po swoim tacie"
* tutaj słowo "ojciec" można całkowicie pominąć. Z kontekstu wiadomo, o kim mowa
* "Widząc jak Moren wpatruje się w obraz nad nią, kobieta także skierowała wzrok na malowidło"
* Tutaj zwykłe: "odpowiedziała, kierując swe troskliwe oczy na chłopca
* "tam dotarł" (zamiast "dotarł do celu")
* wołającego głosu (zamiast "źródła dźwięku")

Cała dalsza rozmowa z Huntem:
Zastanowiłbym się na Twoim miejscu czy nie lepiej tę rozmowę poprowadzić w formie retrospekcji. Chodzi mi o to, żeby bohater nie opowiadał w formie dialogu gdzie był i co robił, tylko żebyś po każdym wspomnianym miejscu zaczynał nowy akapit i tworzył z niego nową opowieść dla czytelnika. Wiem, dużo byłoby z tym pracy, ale też efekt byłby lepszy. Tak czy siak, nie muszą to być wcale długie retrospekcje. Przykładowo po pytaniu:

- I jak tam jest? - spytał zaciekawiony Hunt.

*** <--- w tym miejscu oddzielasz dialog od retrospekcji i opowiadasz z punktu widzenia Morena co się tam działo

Spoiler 


A każde miejsce to nowa przygoda, nowe postacie, więcej tekstu do przeczytania, więcej miejsca do popisu

Resztę z pierwszego rozdziału wkleję innym razem w kolejnym poście.
__________________
At the end of the river the sundown beams
All the relics of a life long lived
Here, weary traveler rest your wand
Sleep the journey from your eyes

Ostatnio edytowane przez Spykers : 18-06-20 o 15:07.
RPG
Spykers jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem