Wątek: Cena marzeń
Wyświetl Pojedyńczy Post
Nieprzeczytane 27-10-05, 18:30   #1
SuD
Chrząszcz
 
Zarejestrowany: październik 2005
Posty: 2
Domyślnie

Nie jest to nawet mój debiut- jest to próbka (skrawek) opowiadania które teraz piszę. nie mam doswiadczenia w pisaniu opowiadam fantasy, ale mam nadzieje ze choc niektorym sie spodoba.
jezeli ktos zauwazy jakies bledy - niech smialo o nich pisze



Cena marzeń


_____Las zdawał się być ciemnym pajęczym gniazdem – gęsta, aksamitna mgła oplatała drzewa i ziela podszytu leśnego, gdy się przebudził. Sen przerwało mu ptactwo świergoczące radośnie na nadejście Jutrzenki. Mimo iż nie spał dobrze tej nocy (czas na odpoczynek wypełnił marzeniami o wielkich bitwach) to wstawał chętnie – w końcu marzenia czas było spełnić.
_____Przy ognisku siedział Ktoh-ahr, który zdążył zauważyć, że jego towarzysz już nie śpi. Śpioch skinął odruchowo starszemu wojakowi głową, tamten jednak spojrzał tylko na zaspaną twarz witającego, po czym zajął się dorzucaniem drwa do ognia.
- Gdzie jest Soputh-ahr? – zapytał nieśmiało młody.
- Poszedł upolować coś do żarcia. – odpowiedział nie patrząc w ogóle na swojego rozmówce.
Pogrzebał niedbale kijkiem w świeżym żarze; zrobił głębszy wdech, krzywiąc się przy tym nieznacznie jakby rześkie, poranne powietrze wydało mu się kwaśne; spojrzał zaraz na młokosa i dodał w końcu. –To nie, psia mać, obóz, gdzie co rano dostawałeś ciepłej miski…
_____Młodziak spuścił wzrok na ziemię; nie wiedział co odpowiedzieć- czuł respekt przed doświadczonym wojem. Milczenie obu przerwał szmer czyichś kroków; słychać było, że zmierza w ich kierunku ktoś niebywale wielki i mocny- tupanie jego przypominało ciężki chód trola. Młody szarpnął głową w kierunku z którego nadchodziły niskie dźwięki, nie zauważył przy tym uśmieszku politowania i pogardy na ustach Ktoh’a. Po chwili zza krzaków osnutych mgłą wyłoniła się wielka, ciemna postać dzierżąca w swym masywnym ramieniu wielki topór...
- Patrz, co przyszło nam jeść!- krzyczał niemal olbrzym wskazując na dwa, martwe wilki przewieszone przez ramię. – Psia ich krew, ludzie – saragi dah eh, de badrobas- równi oni ścierwojadom!
- Las pusty?- zapytał, uśmiechając się Ktoh.
- Wszystko wyjedli, psie syny!- warknął wielki ork. – Będziemy musieli obejść się wilczym mięsem, mój przyjacielu.
- Trawiło się gorsze pożywienie.- przypomniał, a widząc zmasakrowane wilcze pyski dodał:
-Szkoda tylko, żeś im łbów nie oszczędził, można by było wisior z zębów zrobić.
- Hah! Ja tam lubię ludzkie mięso, druhu mój- śmiał się grubas.- Jest słodkie.
Pogładził się po brzuchu, po czym spojrzał na ciała wilczków o których mówił Ktoh.
- Martwisz się, że zębów nie będzie z tych psów? Eh. Po co nam- starym wojakom- psie kły?
Ork, który oglądał wilcze pyski, skinął głową na leżącego obok młokosa.
- AH! Masz na myśli naszą dzidzię?- pytał Soputh; dopiero teraz zauważył, że tamten nie śpi. –Poczekaj, no mały, to może z ludzkich trofeum sobie zrobisz.
- On?!- wtrącił z udanym zdziwieniem Ktoh-ahr. – On, dziś cię białkimi oczami witał, gdyś wylazł zza krzaków- taki z niego hardy wojak!
- Huahuahua- zaśmiał się grubo olbrzym. – Hardy on jest co się zowie, widzę po tym! Huahuahua…
_____Młody ork znosił te kpiny milczeniem.
- No już dobrze, wystarczy tego- rzekł Soputh, a twarz jego przestała mieć ironiczny wyraz. –Jak cię zwą, dzieciaku?
- Tepit – odezwał się w końcu. – Tepit-ith.
- No! – skrzywił się grubas. –Żeby cię wołali Tepit-ith, to musisz wpierw sobie zasłużyć, zajęcu. Na razie będziesz dla nas tylko Tepit.
- Byłem szkolony na zwiadowcę, w obozie- bronił się; na czoło wypłynęły mu kropelki potu.
_____Ktoh zaśmiał się na odpowiedź młokosa cicho, co zauważył tylko Soputh.
- Popatrz tylko, drogi Ktoh’u, jak oni w tym obozie młodych teraz chowają!
_____Ktoh-ahr nie przestawał się uśmiechać, spojrzał jeszcze raz na podlotka.
-Wszystkich dobrych zwiadowców wyrżnęli w pień ludzie- ciągnął dalej olbrzym. –Więc przysyłają nam takich żółtodziobów- nam starym wojakom- żeby werwy przy nas nabrali. Co my, psia ich mać, jesteśmy? Niańki?
_____Zajmujący się wilkami ork dał przyjacielowi znak ręką by ten usiadł i ochłonął. Wyjął zza pasa mały bukłak z ciemnym winem i zaprosił swego towarzysza broni do wspólnegp picia. Tepit’owi zaś kazał oskórować martwe wilki.

***

_____Słońce wychyliło już się całkiem zza horyzontu. Resztki poszarpanej przez promienie słoneczne mgły wtuliły się w leśne runo; ściółka pokryła się kropelkami jej krwi- rosa obsypała morzem pereł każdą kępę trawy czy innego leśnego ziela. Las przebudził się z nocnego snu, czemu dawał dowód głośnym śpiewem swoich mieszkańców – wszystkie owady i ptaki mieniły się w słońcu przechodzącym przez geste korony drzew, czerpiąc radosnie z jego ciepła po długiej nocy i po chłodnym brzasku. W powietrzu unosił się- łamiąc zwykłe zwyczaje poranka- zapach palonego mięsa .
_____Ognisko przygasało, trzy orki siedząc wokół niego odpoczywały po skromnej lecz ciepłej strawie…
RPG
SuD jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem