Wyświetl Pojedyńczy Post
Nieprzeczytane 26-03-18, 01:45   #7
Diego434
Chrząszcz
 
Zarejestrowany: październik 2016
Posty: 9
Domyślnie Rozdział 3

Nowy okazał się być zwyczajny. Nic specjalnego. Niski, szczupła sylwetka, mimo to widać było wyraźnie rysujące się mięśnie. Jakim cudem udało mu się przeżyć na zewnątrz? Ze znanych sobie osób tylko jemu by się to udało.
- Jak udało ci się przeżyć? - spytał, nie trudząc się formami grzecznościowymi.
- Miałem szczęście, Wielki Zacku - opowiedział potulnie nowy. - Przez parę miesięcy ukrywałem się w jaskini. Jadłem rosnące tam grzyby, a wodę czerpałem z pobliskiego źródła.
- A bestie?
- Jaskinia była dobrze ukryta. Nie było ich w niej. Przynajmniej do czasu... W końcu mnie znaleźli. Cudem uciekłem. Postanowiłem poszukać nowego schonienia. Po dwóch dniach wędrówki zobaczyłem wioskę. W tym samym czasie bestie napatoczyły się na mnie. Wtedy mnie uratowałeś, Wielki.
Zack przyjrzał się mu uważniej. Kłamał. Nie wyglądał na takiego co przez ostatnie pół roku jadł tylko grzyby. Był lepiej odżywiony niż większość ludzi w wiosce. Wkrótce oduczy się kłamać. Szczęśliwym trafem w okolice wioski zawędrowało stado potworów. To będzie dobre przypomnienie dla wszystkich, a także lekcja pokory dla nowego, pomyślał. Nie mógł się doczekać. Będzie niezłe widowisko.
- Dobrze. Tyle chciałem wiedzieć. Odejdź - rzucił. Musiał teraz zająć się innymi, ważniejszymi sprawami.
Przede wszystkim kończyła im się żywność. Trzeba będzie znowu ruszyć na polowanie. A ostatnio w okolicy znajdował jeszcze mniej zwierząt, niż zwykle. Zauważył też częstsze pojawianie się bestii w okolicy. Nie podobało mu się to. To mogło oznaczać koniec polowań. A to z kolei śmierć głodową. Na tej jałowej ziemi nie rosło nic oprócz pojawiających się gdzieniegdzie krzaków.
- Zdaj raport! - krzyknął do jednego ze strażników, obserwującego okolicę z muru. Na szczęście okolica miała płaski teren, więc nawet z tak małej wysokości widać było bardzo duży obszar. Ułatwiało mu to pracę.
- Brak nowych stad w zasięgu wzroku. A te o którym mówiliśmy będzie tu za jakieś dwie godziny. Idą prosto w naszą stronę.
- Rozumiem. Przygotujcie się. Zaraz po zabiciu ich, ruszam na polowanie.
Mógł polować tylko wtedy, kiedy w pobliżu nie było potworów. Jeśli zaatakowałyby wioskę pod jego nieobecność, wszyscy by zginęli. Te bestie były trzy razy silniejsze i szybsze niż zwykły człowiek. Tylko on mógł z nimi walczyć.
Był jeszcze jeden problem. Ten nowy nie był zwyczajny, mimo że próbował sprawiać takie wrażenie. Od kiedy się tu zjawił, niektórzy zaczęli zachowywać się jakby coś ukrywali. Czyżby planowali go zabić? Nie, wiedzą że nie mają szans. Wiedzą też że bez niego nie dadzą rady obronić się przed bestiami. W końcu był Wielkim Zackiem, ich niepokonanym przywódcą.
Więc o co im chodziło?
Potrzebował bezwzględnego posłuszeństwa by mogli przeżyć. Gdy wychodził na polowanie, czy też zabić potwory, ludzie spełniali jego rozkazy bez mrugnięcia okiem. Jeśli im kazał, siedzieli cicho godzinami, gdy go nie było, żeby nie zwabiać niepotrzebnie bestii. Tylko dlatego jeszcze żyją. Powinni być mu wdzięczni. Gdyby nie on, wszyscy już dawno by nie żyli.
Cóż, przypomni im kto tu rządzi kiedy zjawią się te paskudztwa. Już cieszył się na myśl, że będzie mógł je wypatroszyć. To była jedna z nielicznych przyjemności, jakich zaznał tym świecie. Te ścierwa są tak dumne ze swoich pazurów. Kochał ten stach w ich oczach, kiedy to jego pazury okazują się być lepsze. Te wzmocnione mocą kły potrafiły rozszarpać wnętrzności tych bestii jakby ciął masło.
Wziął wdech. Za dwie godziny urządzi tu niezły pokaz.
*
To było coraz dziwniejsze. Z pewnością był władcą absolutnym w tej wiosce. Nie można było powiedzieć na niego złęgo słowa, zawsze przyznawano mu rację. Tych, którzy mu się sprzeciwiali, okaleczał swoimi pazurami. Nie były to zwykłe cięcia. To były rany szarpane, które długo się goiły i zostawiały bliznę.
Jednak mimo tego Sam czuł, że Zack nie jest złą osobą. Pod tą maską absolutnego władcy krył się człowiek pragnący ochraniać. Więc czemu się tak zachowywał? Nie potrafił tego zrozumieć.
Ludzie z wioski dostarczyli mu sporo informacji. Zack obudził swoją moc pięć miesięcy temu, a więc jakiś miesiąc po ich pojawieniu się tutaj. Przez miesiąc musieli przeżyć prawdziwe piekło. A potem pojawił się ktoś, kto mógł ich obronić. Dlatego ludzie nawet nie próbują mu się przeciwstawić. Był ich nadzieją. Ale dlaczego chce ochraniać ich sam? Czy aż tak zależy mu na władzy nad tą marną wioską i pięćdzisięcioma ludźmi? I dlaczego kiedy go do siebie zawołał, nie sprawdził nawet czy umie używać Energii, i w jakim stopniu? Jego głowę zaprzątało wiele myśli.
- Zaraz się zacznie - z rozmyślań wyrwał go Ace, jeden z mieszkańców. - Podobno jest ich ośmiu, z czego jeden silniejszy.
- Ośmiu?! - spytał Sam głośno. - Czy Wielki na pewno sobie poradzi?
- Na pewno. Jest niepokonany - powiedział z pewnością w głosie.
Sam nie był tego taki pewien. Choć nie wątpił że pokona te potwory. Z pewnością nie chciał tego przegapić. Ruszyli do murów. Zebrali się tam wszyscy mieszkańcy, z wyjątkiem kilku strażników oserwujących teren po innych stronach wioski. Mur został zbudowany tak, że od wewnętrznej strony dało się na niego wspiąć, więc wszyscy mieli dobry widok na pole walki. Gdy Sam i Ace wychylili głowy, zza muru, zobaczyli zbliżające się bestie.
Kształtem nieco przypominały człowieka. Różniła ich twarda skóra i futro, rosnące na ich całym ciele oprócz brzucha, gdzie skóra była najtwardsza, oraz na przedzie głowy. Różniły ich też wielkie pazury i wielkie ślepia. Miały posturę wysoką na ponad dwa metry i dwukrotnie grubszą.
Wśród nich był jeden wyróżniający się. Przywódca. Różnił się od nich kolorem. Inni mieli szare futro, on miał białe. Był też wyższy i potężniejszy od reszty. Widać było że pozostałe bestie patrzyły na niego, jakby czekając na rozkaz. Gdy zbliżył się do wioski, zaryczał przeraźliwie i potępieńcy ruszyli do ataku.
Wielki Zack przeskoczył przez mur i ruszył im na spotkanie. Dopiero teraz Sam mógł się dokładnie przyjrzeć jego broni. Były to jakby... pazury. Nosił rękawice do których przytwierdzone zostało dziesięć ostrzy, każde będące przedłużeniem jego palca. Interesująca broń, pomyślał Sam.
Była interesująca. I skuteczna. A Zack nauczył się jej używać. Pokrył nogi, ręce i broń Energią, po czym wbiegł w środek stada. Pazury błyskawicznie sięgnęły pierwszą bestię, przebijając twardą skórę na brzuchu i zostawiając pięć krwawych bruzd na jego ciele. Potępieniec nie zdążył jeszcze upaść na ziemię, a wojownik błyskawicznie dopadł następną ofiarę. Bestia rzuciła się z impetem, ale Zack skoczył w bok, zrobił obrót i wykorzystując jego szybkość ciął stwora w szyję.
Następne potwory rzuciły się razem. Jeden chciał dosięgnąć go pazurami, jednak po chwili z jego ręki zostało tylko poszarpane mięso. Te kły były niezwykle skuteczną bronią. Nie tylko cięły, ale też rozszarpywały wroga, powodując wykrawienie i łamiąc kości.
Walka zamieniła się w prawdziwy taniec śmierci. Wielki Zack robił uniki, podskoki, obroty i błyskawiczne cięcia. Każdy stwór który znalazł się w jego zasięgu, natychmiast padał martwy. Już szósty stwór zginął, po tym jak stalowe pazury wbiły się w jego klatkę piersiową, a następnie zostały wyrwane, rozszarpując wnętrzności i łamiąc żebra. Następny przeciwnik padł z pięcioma dziurami w czole. Ostrza pokryte energią były niezwykle ostre.
Na murach rozległy się okrzyki zdumienia. Ich przywódca po raz kolejny okazał się niepokonany, potęzny. Zapatrzeni w niego, nie zauważyli lekko świecącej aury otaczającej Sama.
Pozostał już tylko wódz. Ruszył na Zacka ze znacznie większą prędkością niż pozostałe. Był też inteligentniejszy, odskoczył kiedy pazury pędziły na spotkanie z jego szyją. Stwór krążył przez chwilę po czym ruszył do ataku, próbując zaatakować nogi wroga.
Wtedy wydarzyło się coś czego nikt się nie spodziewał. Niebieskawa smuga z wielką prędkością pokonała obszar między murem a potworem. Pięść otoczona błękitną poświatą uderzyła z ogromną siłą w klatkę piersiową stwora, łamiąc mu kilkanaście żeber, odrzucając daleko do tyłu i zabijając na miejscu.
Wszystkich sparaliżowało. Tam, gdzie przed chwilą znajdował się stwór, stał teraz Sam, otoczony Energią. Jedynym, który zauważył jego ruch, był Zack. Jednak on tak samo jak reszta patrzył wielkimi ze zdziwienia oczami.
- Ty... Ty też... - wybełkotał.
- Owszem. I nazywam się Sam - Odparł z bezczelnym uśmieszkiem.

Ostatnio edytowane przez Diego434 : 26-03-18 o 21:26.
RPG
Diego434 jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem