Wyświetl Pojedyńczy Post
Nieprzeczytane 19-12-08, 11:16   #4
Smutas
Berserker
 
Smutas awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2005
Skąd: kraina barbarzyńców
Posty: 13 153
Domyślnie

Wszyscy magowie i paladyni zgromadzili się wzdłuż drogi prowadzącej do budowli. Rafanor wyjaśnił im wszystko co odkrył, powiedział co należy zrobić i ostrzegł, że może to być niebezpieczne. Potem lord Limbor stanął przed nimi i zawołał gromkim głosem.
- Nikogo nie można do tego zmusić, ani ja nie dam nikomu takiego rozkazu. Tylko ochotnicy pewni swej wiary mogą tego dokonać. Zastanówcie się do południa i wtedy czekam na pierwszych ochotników.-
Wszyscy mieli prawie dwie godziny na zastanowienie się. W południe przed Limborem i Rafanorem stanęli ochotnicy. Prawie stu dwudziestu paladynów i dwudziestu magów. Limbor zaklął pod nosem.
- Tego się nie spodziewałem. Aż tylu chętnych? Musimy zrobić jakąś selekcję. Tylko jak?-
- Nie ma pojęcia.- odparł zafrasowany mag.
- Już wiem! - paladyn klepnął się ręką w kolano. - Do dokonania tego wyczynu trzeba mieć dużo szczęścia. Niech szczęście więc zadecyduje, który z nich pójdzie pierwszy. Po prostu zrobimy losowanie!-
Rafanor po chwili zastanowienia przyznał mu rację. Przygotowano losy i wszyscy uczestnicy wyciągali po jednym. Szczęściarzem został jeden ze starszych paladynów, sławny z odwagi Margot Srogi.
- No to wyruszam od razu. - odezwał się spod przyłbicy.
- Nie tak szybko. - odezwał się Limbor. - Nic do ciebie nie mam, ale musimy się zabezpieczyć, gdyby ci się nie udało. Najpierw zbudujemy ostrokół wokół kaplicy aby, gdyby ci się nie powiodło, potwór stąd się nie wydostał. Trzeba będzie przygotować pomost dla kuszników i magów rzucających zaklęcia.-
Prace nad zabezpieczeniem pochłonęły im trzy dni wytężonej pracy, bo drzewa do budowy musieli transportować aż spod góry. W końcu skończyli. Limbor podszedł do Margota i go uścisnął.
- Powodzenia bracie. Niech Innos nad tobą czuwa!-
Kusznicy i magowie zajęli swoje miejsca. Margot przez chwilę modlił się do Innosa a potem ruszył w kierunku schodów. Podobnie jak wcześniej Rankora, trzynaście razy otaczały go krwawe błyskawice. Gdy w końcu zszedł na dół jego ciało otoczyło drgające powietrze. Stojący na palisadzie na wprost schodów Rafanor i Limbor wpatrywali się w to z oczekiwaniem.
- Nie powiodło się… - wyszeptał mag cichym głosem. Zamiast Margota stał w krypcie dziwny stwór podobny bardziej do niedźwiedzia niż człowieka. Wzdłuż jego grzbietu ciągnął się rząd długich kolców, z czaszki wystawały potężne rogi.
- Jam jest z was najodważniejszy! Nikt mnie nie pokona! - ryknęła bestia wyskakując z krypty.
Tym razem magowie nie byli potrzebni. Monstrum legło bez ducha naszpikowane bełtami z kusz.
- Jego słabością okazała się pycha. Uwierzył, że jest niepokonany. - Rafanor smutno pokiwał głową.
Ponownie obwołano ochotników. Tym razem zgłosiło się ich już trochę mniej. Właściwy los przypadł w udziale kolejnemu paladynowi, Flikowi z Bragi. Niestety jemu też się nie powiodło. Nie wiadomo jaką słabość odkryły w nim kolumny, bo wyszedł z krypty w postaci wielkiego jaszczura plującego trującym jadem. Do tego bełty nie były w stanie przebić opancerzonej skóry i ogień też się go nie imał. Zanim magowie zdołali go zamrozić trzech kuszników zginęło porażonych jadem poczwary.
Limbor nie mógł na to patrzeć i przy próbie następnych ochotników siedział przy ognisku. Dopiero pod wieczór przyszedł do niego Rafanor.
- Niestety, same porażki. Paladyn Meldion okazał się sadystą, bo zmieniony w coś podobnego do warga skrzyżowanego z pełzaczem zapowiedział nam że będzie nas torturował. Potem był mag Farram. On znowuż zazdrościł siły paladynom. Zmieniło go w wielka łasicę, szybką jak błyskawica. Czterech ludzi zginęło zanim go ubili. Potem dwóch paladynów, obaj naznaczeni byli podobnie jak Rankor słabością chciwości. I na koniec stary mag Zebir. Też bez powodzenia. - Rafanor umilkł zakłopotany.
- A co było jego słabą stroną?- zaciekawił się Limbor.
- Eeee… Chyba słabość do chłopców. Z krypty wyskoczył wielki ni to królik ni to kretoszczur. I do tego z wielkim przyrodzeniem. Jednym susem przeskoczył palisadę i zanim go ubili dwóch ludzi przez niego zginęło.-
- Zagryzł ich?-
- Nie… Rozerwał ich swym członkiem. Od tyłu. - Westchnął mag. - Wstrzymałem dalsze próby. Zbyt dużo ludzi przez to tracimy.-
- Znajdziesz inny sposób na zniszczenie tego artefaktu?
- Niestety, nie ma innego sposobu. Jeszcze raz przestudiowałem te runy na ścianach. Miałem nadzieję, że może coś przeoczyłem, jakąś wskazówkę, ale nic z tego. Musimy znaleźć kogoś, kto wierzy w Innosa pełnym sercem. I nie ma żadnych ukrytych słabostek.-
***
W ciągi następnych trzech dni życie straciło kolejnych dwunastu ochotników. Poległo też prawie dwudziestu spośród tych, którzy mieli pilnować aby żaden z powstałych potworów nie przeżył. Do tego jeszcze jeden z potworów, tym razem latający, zaatakował ich z zaskoczenia podczas posiłku i zanim kusznicy go strącili rozszarpał trzech ludzi. Jak się później okazało nie był to żaden ochotnik. Magowie zbadali truchło stwora i doszli do wniosku że to była zwykła mucha. W jakiś sposób musiała dostać się tunelem do kotliny i niezauważona przez nikogo wleciała do krypty. Za to na zewnątrz, zamiast muchy, wyleciało cos podobnego do krwiopijcy, tylko trzy razy większego i wyposażonego dodatkowo w trzy pary łap z ostrymi pazurami, uzębioną gębę i kolejny kolec jadowy na czubku głowy.
Rafanor był zdesperowany i rozgoryczony. Bezskuteczna śmierć tylu ludzi źle na niego wpłynęła.
- Musimy przerwać te próby. - argumentował Limborowi. -W tym tempie większość z nas zginie do końca tygodnia. Już nie wiem co robić. Sam widziałeś co się stało przez zwykłą muchę. Próbowałem już kilku innych rozwiązań. Bez skutku. Chciałem postawić w kilku miejscach barierę nieprzepuszczającą do krypty żadnej żywej istoty. Usiłowałem też rzucić zaklęcie, które zawaliłoby tę budowlę. Okazało się jednak, że artefakt ma tak silną aurę, że rozprasza każdy bardziej skomplikowany czar. Tylko najprostsze zaklęcia się udają. A one są na to za słabe. Już nie wiem co robić.-
Dowódca paladynów też był zdesperowany.
- Nie możemy się poddać. Ale szkoda mi ludzi. Wstrzymałem już nabór kolejnych ochotników. Dzisiaj tylko ja sam spróbuję wejść do krypty. Wydałem też odpowiednie dyspozycje. Gdyby mi się nie udało poleciłem paladynom aby zamurowali wejście do jaskini i zbudowali pod górą osadę. Mają tam osiąść na stałe i pilnować do końca swych dni aby żaden nekromanta ani nic innego nigdy tu się nie dostało. Mam nadzieję, że magowie też z nami zostaną. Musimy tak postąpić. Naszym obowiązkiem jest zadbać o przyszłość tego świata. Nie możemy pozwolić aby moc tego zła opuściła to przeklęte miejsce.-
- Może to jest właśnie właściwe rozwiązanie? Czyli jednak się tu osiedlimy… - Rafanor spojrzał z podziwem na paladyna, który z beztroską w głosie powiadomił go, że właśnie podjął decyzję o samobójczej misji.
- Ale skoro ty spróbujesz, to ja pójdę następny. Też polecę pozostałym magom aby tu pozostali i pilnowali wstępu do tej kotliny.- zdecydował mag.
Paladyni i magowie byli bardzo poważni. Wiedzieli co mają zrobić i bez słowa skargi się na to zgodzili. Pożegnali się z Limborem i Rafanorem. Po raz kolejny zajęli miejsca przy palisadzie. Tym razem jako dodatkowe zabezpieczenie przygotowano jeszcze sieć z grubych lin, które rozpięto nad wejściem do krypty. Nauczyła ich tego nauczka z latającym potworem.
Limbor był poważny. Zrobił już rachunek sumienia i podyktował skrybie swój testament. Był gotów do próby gdy nagle nadbiegł jeden z paladynów.
- Panie, jeden z naszych wdarł się do środka i chce wejść do krypty! - zawołał.
- Co? Kto? Przecież zabroniłem kolejnych prób! -
- To młody Herk! Zanim go powstrzymaliśmy przeskoczył przez palisadę i stoi teraz tuż przy schodach.-
Limbor pędem rzucił się w kierunku rotundy. Tuz zanim biegł Rafanor. Obaj razem wbiegli na podest zbudowany wzdłuż palisady. Zobaczyli jak młody paladyn klęczy przed schodami pogrążony w modlitwie.
- Herku! Czemu to robisz? Przecież nawet nie zgłaszałeś się wcześniej na ochotnika! Wracaj natychmiast!- zawołał dowódca paladynów.
Młody człowiek wstał z klęczek i odwrócił się w ich stronę. Jego twarz wyrażała wewnętrzny spokój i determinację. Jego jasne oczy błyszczały dziwnym wewnętrznym blaskiem.
- Muszę spróbować, mój panie. Nie mogę pozwolić abyś ty lub mistrz Rafanor ryzykowali swoim życiem. Waszym przeznaczeniem jest założyć tu królestwo wyznawców Innosa. Sam się wcześniej nie zgłaszałem, bo uważałem, ze to prawo przysługuje tym, których uważałem za godniejszych od siebie. Ale dzisiaj usłyszałem wewnętrzny głos, który kazał mi podjąć się tego wyzwania. Wybaczcie i żegnajcie! -zawołał mocnym głosem i skierował się ku krypcie.
Limbora zatkało. Tylko Rafanor zdążył jeszcze zawołać w ślad za młodym paladynem:
- Pamiętaj, musisz mieć serce pełne wiary! Pełne serce!-
Mag maksymalnie się skoncentrował. Poczuł w sobie siłę, jakiej dotąd nigdy jeszcze nie czuł.
- Pełne serce! Pełne serce! - słał telepatyczne sygnały w stronę Herka chcąc w ten sposób pomóc w jego desperacji.
Paladyn wszedł na stopień, potem na kolejny. Przeszedł między pierwszą parą kolumn, które pojaśniały i wyrzuciły z siebie błyskawice. Wszyscy, którzy to obserwowali jęknęli nagle głośno. Krwawe błyski otoczyły sylwetkę młodzieńca. Tylko że tym razem wokół jego ciała rozbłysła błękitna poświata, która nie dopuściła do niego ognia błyskawic. Poświata jaśniała cały czas jakby broniąc go przed kolejnymi zaklęciami padającymi z mijanych kolumn. Herk doszedł do samej krypty i zatrzymał się przed postumentem. Wyciągnął obie ręce w kierunku pulsującego coraz mocniej artefaktu.
- Pełne serce!- zawołał pełnym głosem i złapał go w dłonie.
Rozległ się ogłuszający wszystkich grom. Kryptę wypełniły jaskrawe błyski, na przemian błękitne i czerwone. Przez chwilę migotały oślepiając patrzących i nagle, w jednym jaskrawym rozbłysku, Herk oraz artefakt po prostu znikli, jakby nigdy ich tam nie było. Ziemia się zatrzęsła. Stojące wzdłuż schodów kolumny zaczęły się powoli pokrywać siatką pęknięć. Po chwili obeliski powoli zaczęły pochylać się ku sobie.
- Uciekajmy! Puszczają wszystkie zabezpieczania! Ta ruda zaraz wybuchnie.- Krzyknął na cały głos Rafanor. Wszyscy rzucili się w stronę wyjścia z rotundy. Ledwo zdążyli wybiec na zewnątrz gdy rozległ się kolejny potężny grom powalający wszystkich na ziemię. Całą rotundę otoczyła siatka kolorowych błyskawic i budowla zaczęła znikać, jakby zapadało się w sobie. Nagle błysnęło i rotunda rozsypała się w pył, który rozproszył się w wielki obłok kurzu, oślepiający wszystkich.
- Co się stało? Udało mu się?- zapytał Limbor kaszląc i plując pyłem.
- Udało! Spłynęła na niego łaska Innosa! - zawołał uszczęśliwiony mag.
Dowódca paladynów wstał z ziemi.
- Szybko! Rozkopać tę kupę! Może on jeszcze żyje! - wskazał ręką na kopiec pyłu, który pozostał w miejscu budowli.
Wszyscy rzucili się kopać. Mimo, ze wybrali prawie wszystko, nikogo ani nic nie znaleziono. W miejscu rotundy pozostało tylko wgłębienie w ziemi i nic więcej. Potem okazało się, że bez śladu znikły również magiczne bariery otaczające kotlinę. Rafanor był podniecony.
- Niesamowite. Nie ma nawet najmniejszego astralnego echa potężnych zaklęć, które tu były! Zupełnie jakby nigdy tu się nic nie stało! - mówił zdumiony.
- A co z Herkiem? Cierpiał przed śmiercią? - zapytał zasmucony stratą kolejnego paladyna Limbor.
- Tego nie wiem. Nawet nie wiem czy naprawdę zginął. Nie wyczułem jego śmierci. Zupełnie jakby ta siła zła znikając z tego świata gdzieś go teleportowała.-
- Mówisz, że gdzieś go przeniosło? Możesz sprawdzić dokąd? Natychmiast wyślę paladynów na jego poszukiwanie! - Ucieszył się Limbor.
- To nie była zwykła teleportacja. Jego jakby zabrało z tego świata. Nie wiem, może przeniosło go w czasie? Może kiedyś tu wróci?-
- Będziemy na niego czekać. Jesteśmy mu to winni za to czego dokonał. - odezwał się stanowczym głosem paladyn.
Mag rozejrzał się po kotlinie.
- To wspaniałe miejsce do założenia naszej stolicy. No i musimy wyznaczyć nasze granice w promieniu trzech dni drogi. - zauważył.
- Ale nie zabiliśmy żadnego nekromanty. zauważył dowódca paladynów.
- Nie? Przecież zostało pokonane zło stokroć silniejsze od najpotężniejszego sługi Beliara!- odparł Rafanor.
- W sumie masz rację. Tu założymy nasz królestwo! - postanowił lord Limbor.
- Ale jedno mnie zastanawia. Jak Herkowi się to udało? Był najmłodszym z paladynów, tuż po ślubach. Był odważny, ale jeszcze nie doświadczony. Dlaczego to on, a nie nikt starszy?-
- Jeszcze nie zrozumiałeś? Tylko on miał pełne serce wiary w Innosa. Pełne serce!-
***
Smutas popatrzał na szeroko rozwarte buzie zasłuchanych dzieci. Uśmiechnął się do nich.
- I wtedy założono na tej górze stolicę Królestwa Innosa. Miasto się rozrastało coraz bardziej wokół góry. Aż do dzisiejszego kształtu. I zaczęto je nazywać Plenacoris na pamiątkę ostatnich słów jakie wypowiedział Herk. Bo w starożytnim języku magów i paladynów słowa „pełne serce” brzmiało „plena cor”. Tak zatem powstała nasza stolica i jej nazwa…-

PS. „Plena cor” to po łacinie „pełne serce”.
__________________
Pro Fide, Rege et Lege
Honorowy Użytkownik Forum



Wredny barbarzyńca
User, który ma ZAWSZE rację :-)
RPG
Smutas jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem