Wyświetl Pojedyńczy Post
Nieprzeczytane 19-12-08, 11:09   #2
Smutas
Berserker
 
Smutas awatar
 
Zarejestrowany: grudzień 2005
Skąd: kraina barbarzyńców
Posty: 13 004
Domyślnie

Póki szli ubitymi traktami szybko posuwali się do przodu w kierunku jaki wskazywały talizmany zrobione z truchła potwora. Najważniejszy zrobiony był z jego czaszki, która zawieszona na cienkiej nici zawsze kierowała swe oczodoły w miejsce gdzie powołano go do życia. Mniejsze, zrobione z pazurów i kości co kilka dni rozwożono na boki aby wykonać nimi dodatkowe pomiary kierunku. Rafanor osobiście mierzył kierunki jakie wskazywały i po żmudnych obliczeniach wskazywał w którą stronę mają się poruszać.
W ciągu trzech tygodni dotarli na skraj królestwa, pod górskie pasmo, które stanowiło jego granicę. Lokalni górale pokazali im, którymi wąwozami mogą się bezpiecznie przedostać na drugą stronę. Teraz poruszali się po bezdrożach, toteż tempo marszu spadło. Kolejny tydzień przedzierali się przez nieznaną sobie krainę. Była bezludna, ale pełna bogactw. Żyzna ziemia ukazywała przed nimi całe swoje bogactwo. Łąki porośnięte bujną trawą, lasy pełne zwierzyny, rybne rzeki i jeziora. Towarzyszący wyprawie magowie odkryli w mijanych pagórkach złoża rud żelaza, miedzi i złota. Nawet byli przekonani, że gdzieś niedaleko muszą być pokłady magicznej rudy, bo wskazywały na to efekty rzucanych specjalistycznych zaklęć. Niestety nie mieli czasu na dokładniejsze zbadanie struktur geologicznych mijanych ziem. Rafanor ich uspokoił, że czas na to będzie później, gdy już wykonają zadanie, z którym tu wyruszyli.
Wieczorem, gdy zatrzymali się na nocleg, do ognisku przy którym siedział mag podszedł lord Limbor i gestem wskazał mu aby odszedł na stronę.
- Mistrzu, daleko jeszcze? Zaczynają kończyć nam się zapasy. Jeszcze kilka dni i nie będzie czym wołów karmić. Spyże dla ludzi to jeszcze zapewnimy polując na zwierzęta, ale bydło karmione samą trawą wozów nie uciągnie. - dowódca paladynów był trochę zaniepokojony. - Chyba, że je tu porzucimy pod nieliczną strażą i potem po nie wrócimy.-
- Dobrze że przyszedłeś, bo i tak miałem po ciebie posłać. Właśnie zakończyłem ostatnie obliczenia. Pomiary są coraz bardziej precyzyjne. Jesteśmy już prawie u celu. Przed nami jeszcze jeden lub dwa dni drogi. Wszystko wskazuje na to, że naszym celem jest ta samotna wysoka góra na horyzoncie. - Rafanor lepiej okrył się płaszczem przed wieczornym chłodem. -Musimy być ostrożniejsi. Nie wiadomo jakich strażników pilnujących swej siedziby ma ten nekromanta. -
- Każę podwoić straże. Zwiększę też liczebność grup zwiadowczych. Dostaną dodatkowe uzbrojenie. - Limbor od razu wszedł w rolę wojskowego dowódcy ekspedycji. -Zatem nasz cel tuż przed nami. Jedyna pociecha w tym, że nasze przyszłe królestwo będzie w pięknej i żyznej okolicy.-
***
Droga do podnóża góry zajęła im jednak trochę więcej czasu. Dopiero na trzeci dzień do niej doszli. Wszystko z powodu tego co spotkali po drodze. Najpierw natrafili na coś, co okazało się porzuconymi polami, porośniętymi kilkuletnim młodniakiem. Potem doszli do ruin porzuconej wioski, natrafili też na następną i następną. Magowie zbadali pozostałości i stwierdzili że ludzie opuścili je nie tak dawno. Jakieś pięć lub cztery lata temu. Nie odkryli jednak powodu, z którego mieliby tak zrobić. Limbor, w trosce o ich bezpieczeństwo nakazał zwolnić tempo marszu i słał podwójnie wzmocnione patrole na zwiady. Gdy doszli do niewielkiej rzeki wypływającej z podnóża góry jeden z patroli wrócił z ciekawym łupem. Złapano ukrywającego się w zaroślach człowieka. Był to zabiedzony starzec, chudy i wygłodzony, odziany w łachmany. Paladyni, którzy go schwytali natychmiast wrócili z nim do obozu i przyprowadzili go przed obliczę Limbora i Rafanora.
Paladyn chciał go od razu wziąć na spytki, ale mag polecił najpierw nakarmić, umyć i odziać schwytanego tubylca. Dopiero wtedy polecił przyprowadzić go na przesłuchanie. Wytłumaczył Limborowi, że muszą wzbudzić w nim zaufanie a nie go zastraszać.
- Więcej nam wtedy opowie i nie będzie nic ukrywał. A my musimy wiedzieć jak najwięcej.- argumentował.
Starzec popłakał się z wdzięczności za okazaną mu pomoc. Przez cały dzień odpowiadał na stawiane mu pytania. Okazało się że mieszkańców wykończyły pojawiające się nie wiadomo skąd najróżniejsze potwory. Starzec przez wiele miesięcy ukrywał się po lasach żywiąc się korzonkami i leśnymi owocami. Nie wiedział czy ktoś jeszcze ocalał.
- Panie, tu było kilka ludnych wsi. By bartniki i smolarze. Co nam las dał spławialiśmy daleko, daleko rzeką na handel. Nikomu my nie szkodzili i nam nikt nie przeszkadzał. Aż przed pięciu laty pojawił się pierwszy potwór. Taki robal. Niby pająk, ale wielki jak krowa. Ludzi w sieci łapał i wysysał. Potem zniknął ale co kilka księżyców pojawiały się następne przerazy, a każda mordowała wielu ludzi. To i wsie się powyludniały. Większość uciekła, a ci co nie uciekli zostali pożarci. -opowiadał starzec.
- Jesteśmy na miejscu. - stwierdził Rafanor. -To stąd brały się potwory. Akurat pięć lat temu w Vengardzie pojawił się pierwszy z nich, właśnie ten wielki pajęczak.-
Dalsze przesłuchanie wyjaśniło, że budzące zgrozę stwory zanim dotarły do ich miasta najpierw rozprawiały się z okolicznymi mieszkańcami. Niestety starzec nie potrafił powiedzieć dlaczego. Nigdy nie było tu żadnego maga, nikt obcy się nie sprowadził. Nikt nie czcił Beliara.
- Beliara, panie? Nie, nikt mu ofiar nie składał. My dobrzy ludzie! Mieliśmy tylko kapliczki Innosa. - starzec aż się przeraził na pytanie czy między nimi byli wyznawcy Beliara.
Rafanor zaczął go szczegółowo wypytywać o okres zanim pojawił się pierwszy potwór. Ale starzec nie potrafił sobie przypomnieć, aby wydarzyło się wtedy coś niecodziennego.
- Nie panie, nic tu się nie wydarzyło. Nikt nawet w lesie od zwierzęcia nie zginął. No, jednego tylko kamienia zasypały, ale nikt mu nie kazał leźć do tych jaskiń… - opowiadał starzec.
- Jaskiń? Jakich jaskiń? Kiedy to było.- zaciekawił się mag.
- Ano tak na wiosnę. Ale to było z pół roku przed pojawieniem się tego pająka, bo on jesienią tu przylazł.-Starzec skrobał się w głowę aby lepiej sobie to przypomnieć. - To był syn kowala, skarbów szukać mu się zachciało.-
- To nikt wcześniej tych jaskiń nie odwiedzał? A dlaczego? -mag był teraz coraz bardziej przekonany, że może trafił na potrzebne informacje.
- Bo ich wcześniej nie było, panie… To i jak je było zwiedzać? - zdziwił się starzec.
- Jak to nie było? Z nieba wam spadły czy jak? - krzyknął zniecierpliwiony Limbor.
Przerażony gniewem wielmoży starzec padł na kolana i zaczął się trząść ze strachu.
- Nie, wielmożny panie. Zimą zeszła z góry wielka kamienna lawina i odsłoniła wejście. A jak syn kowala zginął pod osypującymi się głazami, to nikt więcej tam na górę nie lazł, bo i po co?-
Mag dał znak ręką paladynowi aby ten się nie odzywał, bo tylko niepotrzebnie straszył przesłuchiwanego.
- Pokażesz nam gdzie jest wejście do tej jaskini? - zapytał.
- Tak panie, to niedaleko. Zaraz za rzeką, tam w górze. Nawet stąd widać do niej wejście.-
Rzeczywiście, tam gdzie wskazał starzec widniało wejście do jaskini. Znajdowało się dość wysoko, zaraz nad kamiennym osypiskiem powstałym na skutek lawiny. Limbor od razu kazał wysłać zwiad w celu znalezienia bezpiecznej drogi. Nie chciał ryzykować wdrapywania się po osuwisku, aby kolejni ludzi nie zginęli z powodu spadających głazów. Patrol wrócił wieczorem z meldunkiem ze znaleźli przejście. Trzeba było iść bokiem wzdłuż kamiennego żlebu, który prowadził akurat nad samo wejście. Droga w dół do samej jaskini była mniej ryzykowna niż wspinaczka pod górę.
Lord Limbor razem z Rafanorem z samego rana udali się osobiście na rekonesans. Mag uważnie badał wejście do jaskini. W końcu przerwał oględziny.
- To nie jest zwykła jaskinia. Jej ściany zostały wygładzone narzędziami. Ktoś wykorzystał naturalną grotę i ją poszerzył. Nawet nietoperze w niej nie mieszkają. Zapewne z powodu wychodzących stamtąd potworów. Musimy wejść do środka i ją zbadać. Trzeba wysłać zwiadowców.-
Paladyn był jednak innego zdania.
- Nieliczny zwiad może nie dać sobie rady gdy trafi na kolejnego stwora czy samego nekromantę. Ruszajmy lepiej całą siłą. Nie ma co odwlekać ostatecznego starcia.-
- W sumie masz rację. Wracamy do obozu się przygotować. Rankiem wyruszamy. -mag przyznał mu rację.
Na drugi dzień o świcie wyruszyli. Obóz pozostał pod strażą adeptów. Otrzymali oni zadanie przygotowania polowego szpitala i zebrania zapasów pożywienia. Wszyscy magowie i paladyni, po krótkiej modlitwie do Innosa ruszyli w kierunku jaskini.
Zwarty oddział złożony z magów i paladynów raźno maszerował pod górę. Trochę zamarudzili przy wejściu do groty, bo Rafanor uważnie badał każdy ich krok. Gdy wszyscy już znaleźli się w środku ustawili się we wcześniej zaplanowany szyk bojowy. Magowie wyczarowali kilkanaście świetlików mających rozjaśniać panujący w jaskini mrok. W pierwszej linii szli uzbrojeni w tarcze i długie miecze paladyni, za nimi ustawił się Rafanor z najzdolniejszymi z magów. On sam magicznie sondował drogę przed nimi a pozostali mieli przygotowane do natychmiastowego użycia bojowe zaklęcia ognia i mrozu. Kolejny szereg stanowili paladyni uzbrojeni w ciężkie bojowe kusze. Reszta w karnych szeregach posuwała się za nimi. Ruszyli w głąb wykutego w skale korytarza. Był dość przestronny. Spokojnie zmieściłby się w nim wóz ciągnięty przez woły. Ściany były suche, bez kropli wilgoci. Powietrze było świeże, co oznaczało że gdzieś daleko przed nimi musi być ujście tunelu.
Posuwali się ostrożnie, cały czas uważnie obserwując panujący przed nimi mrok, gdzie nie sięgało światło świetlików. Spodziewali się, że w każdej chwili mogą być zaatakowani. Korytarz ciągnął się i ciągnął łagodnie prowadząc do góry i lekko skręcając w bok.
- Wygląda na to, że ten tunel prowadzi nas wielką spiralą na szczyt góry. - szepnął Rafanor do idącego obok niego z mieczem w ręku lorda Limbora.
- A niech to licho, idziemy już prawie godzinę i nic się nie dzieje. Czyżby ten nekromanta nas jeszcze nie zauważył? Może nie jest taki mądry i uczony jak podejrzewaliście?- burknął spięty paladyn.
- Też mnie to niepokoi. Nie mam pojęcia dlaczego jeszcze nie zareagował. Sądzę, że przygotowuje dla nas coś specjalnego i chce nas wciągnąć jak najgłębiej do środka góry.-
- Sądzisz że zwali nam na głowy korytarz i pogrzebie nas żywcem w tej skale?- zaniepokoił się Limbor.
- To nam nie grozi. Zbadałem ściany. To lity granit. Nie ma takich zaklęć, które potrafiłyby rozwalić taką skałę. Mniejsze głazy to tak, ale żeby zawalić tunel? To niewykonalne. - uspokajał go mag, ale chyba niezbyt skutecznie do paladyn z niepokojem przyglądał się stropowi.
Szli przed siebie już ponad trzy godziny pokonując ponad dwanaście tysięcy kroków, jak usłużnie powiadomił ich liczący je mag, gdy Rafanor zatrzymał się nagle i podniósł dłoń do góry.
- Czujecie to? - zapytał.
- Niby co? Któryś z twoich podopiecznych sfajdał się za strachu?- zdenerwował się dowódca paladynów. - Mów co się stało? Nic nie widać!-
- Ale czuć. -odpowiedział spokojnie mag. - Wyraźnie czuję lekki powiew powietrza. Musimy zbliżać się do wylotu.-
- Faktycznie… - zgodził się Limbor. -Czuj duch! Zaraz możemy zostać zaatakowani! - zakrzyknął do zbrojnych.

Ci mocniej złapali za miecze i poprawili tarcze. Kusznicy wycelowali broń przed siebie w mrok korytarza. Magowie też się skoncentrowali. Byli gotowi w każdej chwili rzucić najmocniejsze znane sobie zaklęcia bojowe. Przez moment wszyscy stali w bezruchu, ale nic się nie działo. Z mroku nie runęła na nich nawała potworów ani też nie wyleciało żadne zaklęcie.
- Co jest grane? Czy na pewno tu jest jakiś nekromanta? Może pomyliliśmy góry? Albo ten staruch głupot nam naopowiadał? - Dowódca paladynów był rozczarowany.

Chciał walki, a nic się nie działo.
- Nasze talizmany nie kłamały. Potwory powstały tutaj. Ale rzeczywiście nie wyczuwam żadnej nekromanckiej magi… To dziwne i niepokojące… - Rafanor tego nie rozumiał. -Nie mamy co tak stać, ruszajmy dalej.-
Szli w całkowitym milczeniu. Słychać było tylko ich oddechy i szelest kroków. Uszli w pełnym napięciu jakieś dwieście kroków gdy padające ze świetlików światło pokazało, że przed nimi korytarz gwałtownie ostro zakręca. Kolumna się zatrzymała.
- Idź naprzód i zobacz co tam jest za zakrętem. Jak zginiesz, zostaniesz pomszczony. - rozkazał lord Limbor idącemu w pierwszym szeregu młodemu paladynowi.

Ten skinął głową i raźno ruszył do przodu.
- Możliwe, że posyłasz go na pewną śmierć! - wyszeptał Rafanor do ucha Limbora.
- Mówi się trudno. W walce czasem trzeba ponosić skalkulowane ofiary. A młody Herk jest jednym z najodważniejszych. Jego wiara przygotowało go na to, że bez najmniejszej skargi polegnie ku chwale Innosa. Taka jest rola paladynów. - lord wzruszył ramionami.

Odział stał i wpatrywał się w młodego śmiałka. Herk doszedł do zakrętu i poruszał się ostrożnie wzdłuż przeciwległej do skrętu ściany. Zajrzał za zakręt i wyprostował się z ulgą.
- Co tam widzisz?- zawołał Limbor.
- W sumie to nic. Jeszcze ze sto kroków i tunel się kończy. Z tego miejsca widać tylko niebo! - odkrzyknął młody paladyn.
Ruszyli wolno w kierunku zakrętu, a po jego minięciu do wyjścia z tunelu. Poruszali się ostrożnie. Korytarz kończył się sporym placem otoczonym dookoła stromymi skałami.
- Doskonałe miejsce do obrony. - zauważył Limbor. - Jak mają kuszników to wystrzelają nas jak kaczki. Będziemy musieli się przebić w tamto miejsce. - Wskazał ręką niewielki wyłom w otaczających ich skałach.
Zwartym odziałem doszli do środka placu gdy nagle Rafanor rozdzierająco krzynął i zachwiał się na nogach. Gdyby paladyn go nie podtrzymał mag runął by na ziemię. Pozostali magowie z jękiem łapali się za głowy.
- Co jest? Atakują nas? Nic nie widzę! - Limbor trzymał oburącz maga i gorączkowo rozglądał się po skałach.
Nic jednak nie zauważył. Ale to nie oznaczało, że zaraz nie pojawią się ich przeciwnicy.
- Jeż! Natychmiast robić jeża!!!- ryknął na cały głos komendę.
Paladyni zareagowali w mgnieniu oka. Dało o sobie znać ich doskonałe wyszkolenie. Bez żadnych dodatkowych komend błyskawicznie stanęli w szyku. Ktoś, kto oglądałby to z boku byłby zaskoczony, że w ciągu jednej chwili maszerująca kolumna zamieniła się w twierdzę stworzoną przez ścianę tarcz zza których wystawały tylko błyszczące ostrza mieczy. Wyżej sterczał las pik i halabard. Wszystkie kusze były wycelowane w miejsca gdzie mogli pojawić się napastnicy.
Mag z wysiłkiem wyprostował się i otarł nagle spotniałe czoło.
- To nie atak… To nie to… To samo zło…- wyszeptał jeszcze nie całkiem dochodząc do siebie.
- Zło? A co to było? Wszyscy magowie wyglądali jakby ich piorun poraził! To jakieś czary? - Lord Limbor był zaskoczony słowami Rafanora.
- Bariera… Minęliśmy magiczną barierę. -mag doszedł już do siebie.
- Jaka barierę? Nic nie zauważyłem!-
- Bo jej nie widać. Tylko mag ją wyczuje.-
- To teraz zostaniemy zaatakowani? Co robi ta bariera? Pozbawiła was mocy? -zaniepokoił się nie na żarty paladyn.
- Nie, to nie jest żadna bojowa zasłona. Ta bariera ma inne przeznaczenie. -
- Na Innosa! Mów jaśniej!-
- Już wyjaśniam. Tu rzeczywiście rzucane są silne nekromanckie czary. Tylko, że przy tych najpotężniejszych ich astralne echo byłoby wyczuwane przez innych magów już z daleka. Dlatego ten beliarowiec stworzył magiczną barierę, która odbijała astralne sygnały i dlatego nic wcześniej nie mogłem wyczuć. Dopiero gdy znaleźliśmy się w środku astralne echo z całą siłą dało się nam poznać. I to nas zaskoczyło. Nawet nie podejrzewałem, że tak silne astralne zawirowania można całkowicie ekranować. Bez tej bariery byśmy wyczuli tego nekromantę nie ruszając się nawet z Vengardu! To rzeczywiście mag arcymistrz! I to wyższego kręgu niż ja… - Rafanor już się uspokoił i zaczął się wczuwać w otaczająca ich aurę. - Zatrzymajmy się na chwilę, teraz już nie stoi nic na przeszkodzie abym go wyczuł. Może coś się o nim dowiem.
Paladyni trwali w bezruchu wodząc czujnym wzrokiem po okolicy. Zauważyli by nawet latające owady, ale wokół nic się nie poruszało. Wszyscy czekali na reakcję maga.
- To dziwne. To naprawdę dziwne! - ten w końcu się odezwał.
- Co takiego? Wyczułeś coś?- paladyn popatrzył na niego z nadzieją.
- Tu nie ma żadnego maga. Może kiedyś był, ale teraz go nie ma. Czuję tylko echo bardzo silnego artefaktu. Gdzieś tutaj są zaklęte niesłychanie silne nekromanckie czary. Jeszcze się z czymś takim nie spotkałem. Musimy to zbadać.-
- Nikogo tu nie ma? To skąd się biorą te potwory? - paladyn spojrzał na niego z niedowierzaniem. - Na pewno się nie mylisz?-
- Na pewno. Ruszajmy dalej! - Rafanor raźnym krokiem ruszył w kierunku skalnej rozpadliny, nawet nie czekając na stojących w gotowości paladynów.
Dopiero na rozkaz Limbora cała grupa szybko ruszyła za idącym przodem magiem. Rozpadlina doprowadziła ich na skalny taras skąd rozciągał się zaskakujący widok. Z dołu wyglądało, że góra zakończona jest szczytem, ale teraz przekonali się że jest inaczej. Przed nimi była wielka kotlina otoczona wianuszkiem wysokich skał. W jej środku znajdowała się sporych rozmiarów budowla. Wyglądała jak wysoka rotunda przykryta ogromną kopułą. Cała była zbudowana z czarnego kamienia. W ścianach widać było szerokie i wysokie okna. Kiedyś pewnie wypełnione witrażami, bo w niektórych widać było ich pozostałości. Ale reszta okien ziała otworem. Na wprost nich do budowli prowadziła brukowana droga, aż do szerokich schodów, które wiodły do tonącego w mroku wejścia.
Mag stanął nieruchomo, przymknął oczy i trwał przez chwilę w skupieniu.
- To tam. Stamtąd bije ta siła zła. Nigdy jeszcze nie czułem aż takich zawirowań aury. Tam ukryto jakiś bardzo potężny artefakt. -
- No to ruszajmy zbadać to miejsce! Naprzód! - wydał polecenie lord Limbor.
- Stać! krzyknął mag.- Zatrzymajcie się!
- Dlaczego? Coś nam grozi? Przecież sam mówiłeś, że nikogo tu nie ma. - Zdziwił się paladyn.
- Tu wszędzie mogą być ukryte magiczne pułapki. Musimy uważać.-
- A nie możesz ich wyczuć i zneutralizować?-
- Nie z takiej odległości. Ten artefakt emanuje takim złem, że zagłusza wszystko inne. Pułapkę wyczuję dopiero ja się do niej zbliżę.-
- Ale co nam może grozić? Dostaniemy parchów albo sraczki?-
- Mówiłem, że tam mogą być magiczne pułapki, a nie jarmarczne psikusy.-
- Czyli co się może stać? - dopytywał się Limbor.
- Nie wiem. Ale może się nagle okazać że jakiś kamienny posąg ożyje, albo spod ziemi wyskoczy grupa ożywieńców. Najprawdopodobniej to drugie.-
- Ożywieńcy? - wzdrygnął się paladyn. - Trzeba było od razu tak mówić.-
Limbor cofnął się krok do tyłu i to samo nakazał zrobić pozostałym paladynom. Teraz grupa ostrożnie poruszała się w kierunku wejścia do rotundy. Rafanor szedł przodem i uważnie sondował drogę przed nimi. Miał rację, pełno tu było magicznych pułapek. Tylko, że ich działanie rozczarowało spodziewających się najgorszego paladynów. Spod jednej z kamiennych płyt, gdy się tylko zbliżyli, wyskoczył szkielet wysokiego na dwie stopy goblina. Najbliższy paladyn celnym kopniakiem rozsypał jego kości po najbliższej okolicy. Spod kolejnej płyty wypadła czaszka i kłapiąc zębami ruszyła w ich stronę, ale rozsypała się w proch zmiażdżona pancernym butem kolejnego zbrojnego. A kiedy spod kolejnej płyty wyskoczyły dwa szkielety kretoszczurów paladyni nie wytrzymali i ryknęli śmiechem. Ale żaden głośno tego nie skomentował i dalej szli w karnym szeregu zaraz na wiodącym ich magiem. W końcu doszli do samych schodów.
- To miejsce jest od setek, jeśli nie tysięcy lat opuszczone. - odezwał się Rafanor.
- A skąd wiesz? - zapytał Limbor.
- Zobacz, kiedyś to wejście zamykały wielkie wrota. A teraz pozostały tylko resztki zawiasów. Drewno rozsypało się w pył. Jak sadzisz, ile lat potrzeba na coś takiego?
- Rzeczywiście, raczej sporo. Ale te magiczne pułapki były jakieś śmieszne. To mieliby być ci groźni ożywieńcy? Nawet dziecko by sobie z nimi poradziło.-
- Bo nikt ich od stuleci nie wzmacniał zaklęć. Na samym początku służyły do przywoływania całych oddziałów. I jestem pewien, że nie dalibyście sobie z nimi rady. Ale ten znajdujący się w środku artefakt przez całe stulecia zasysał ich moc. Pułapki stawały się coraz słabsze, natomiast jego moc ciągle wzrastała. Gdyby był tu mag nekromanta nigdy by do tego nie dopuścił. Po prostu co jakiś czas likwidowałby te stare i zakładał nowe pułapki. To kolejny dowód, że to miejsce jest od wieków opuszczone.-
- Ale skoro to miejsce jest takie stare, to dlaczego dopiero od pięciu lat zaczęły pojawiać się potwory? Może teraz jakiś nekromanta tu wrócił?-
- Nie. Gdyby tu był, to bym go wyczuł. Podejrzewam, że roztoczona wokół tej kotliny bariera nie tylko miała za zadanie ekranowanie zawirowań aury. Sądzę, że wokół otaczających nas skał postawiono jeszcze jedną, która uniemożliwiała dostanie się tutaj, jak również opuszczenie tego miejsca. Można tu było dojść tylko tunelem, którym my tu weszliśmy. A jak powiedział ten starzec, lawina dopiero pięć lat temu odsłoniła do nich wejście.-
- To niby te potwory czekały tu całe wieki aby się wydostać? Nie wyglądały na takie stare. No i dlaczego nie wyszły wszystkie na raz, tylko jeden co jakiś czas? Potrafisz to wyjaśnić?-
- Niestety nie. I to właśnie mnie niepokoi. Nie mam pojęcia jak one mogły powstać bez udziału maga.-
- To może ten mag co to zbudował, albo jakiś inny był tu i dopiero niedawno odszedł, jak tunel się odsłonił? Albo i trafił tu dopiero pięć lat temu. Trzeba by go teraz poszukać gdzie indziej.-
- Raczej nie. Żaden nekromanta nie pozbawiłby się możliwości zawładnięcia taka siłą zła. To musi być coś innego. Ale wkrótce się tego dowiemy. Chodźmy teraz do środka. - Rafanor ruszył po schodach w stronę wejścia.
__________________
Pro Fide, Rege et Lege
Honorowy Użytkownik Forum



Wredny barbarzyńca
User, który ma ZAWSZE rację :-)
RPG
Smutas jest offline  
Góra Odpisz z cytowaniem